czwartek, 3 maja 2018
Od Akane CD Michael'a "Instynk robi swoje"
Popatrzyłam niezadowolona na rozbite szkło, które leżało na ścieżce w milionie kawałków. Oczywiście, bo dlaczego by uważać i choć raz niczego nie zepsuć? Agh, jestem Bóstwem Mądrości, ale niszczenie delikatnych rzeczy przychodziło mi z zaskakującą łatwością. Ale przecież te dwie rzeczy miały się do siebie jak śnieg i ogień.
Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że jakiś piskliwy głosik dotarł do moich uszu, a przeprosiny, które głosił najwyraźniej odnosiły się do szkody. Przeniosłam spojrzenie na szarowłosego chłopaka. Nieco wyższy ode mnie (jak mogłam go przegapić?), chowający się za dłońmi ukrytymi w połowie w rękawach i te fioletowy wystraszone oczy, patrzące prosto na mnie.
Przez dłuższą chwilę milczałam, próbując odszukać jakikolwiek informacje na jego temat, jednak zupełnie na marne. Nie przypominałam sobie nawet, żebym kiedykolwiek wcześniej go spotkała. Może był nowy? W końcu w Kami codziennie pojawia się przynajmniej kilka nowych postaci, z czego większość to bóstwa. Zadziwiające jaką siłę ma wiara ludzi, żeby wierzyli tak też w inne rzeczy, to świat od razu byłby piękniejszy... Albo od razu by spłonął. Tak, to też jest możliwe.
Pokręciłam głową, odpychając wszystkie zbędne myśli i skupiając większą część swojej uwagi na chłopcu. No, chłopcu, bo raczej ciężko było nazwać go mężczyzną. Ale może to tylko takie wrażenie. W końcu co myli bardziej jak nie ono?
- Ale za co? To tylko szklanki, które miałam zanieść przyjaciółce. - Wzruszyłam ramionami, machając na to ręką. - Kupi się nowe, to tylko przedmioty.
Fioletowe tęczówki obserwowały mnie uważnie, śledząc każdy mój ruch, jakby sprawdzały, czy nie wykonam gwałtownego ruchu w jego stronę. Bał się? Być może, w końcu tacy ludzie zawsze uważniej wszystko obserwowali, chociaż nie była to reguła...
- Nie widziałam cię tu wcześniej. - Ponownie podjęłam próbę rozmowy, pochylając się nieco w stronę chłopaka. - Jestem Bóstwem Mądrości, Akane, do usług. - Skłoniłam się w pół. - A ty jesteś kimś kogo nie znam, ale z chęcią poznam, więc co powiesz na... Ciastko?
Jeśli ciastko go nie przekona to może kawa? Herbata? Owoce? Mleko? Cokolwiek, byle chciał ze mną pogadać choć kilka chwil. Nowi zawsze interesowali mnie bardziej niż sprawy, które ciągnęły się od dawna, a Koume znała mnie bardzo dobrze, więc zrozumie opóźnienie w dostawie nowych szklanek. Naprawdę czasem zastanawiałam się po co co dwa tygodnie przynosić nowe szklanki. Rzucała nimi po ścianach czy kolekcjonowała do tego stopnia, że półki się uginały?
Michael? >.<
Słów 388
Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"
Wślizgnęłam się do wielkiego budynku szkoły, rozglądając się na boki. Oczywiście musiałam go zgubić, bo jakżeby inaczej mogło się stać. Mruknęłam ponuro, strzygąc uszami i obracając się wokół własnej osi. Znalazłam się w szkole... Poczułam jak w jednej chwili ogarnia mnie niezbyt przyjemne uczucie.
Szkoła to było jedno z najbardziej obleganych miejsc przez Akumy. Zresztą co się dziwić, dzieciaki, które do niej chodziły były najmniej stabilne i najłatwiej było do nich przemówić, z czego często korzystały również bóstwa. Tak ogromna ilość ludzi podatnych na działania demonów skumulowana w jednym miejscu. Najgorsze było to, że ten tłum działał niekiedy jak jeden organizm. Wystarczyło jednemu coś podsunąć, by po chwili zajmowała się tym cała szkoła.
Wtem po pustych korytarzach rozszedł krzyk, który natychmiast zwrócił moją uwagę. Moje ciało zareagowało już odruchowo, dobywając katany jeszcze nim zdążyłam wbiec na schody. Dźwięk dobiegł z wyższego piętra i nie brzmiał jak okrzyk radości, wiec przeskakiwałam po kilka stopni, chcąc się tam jak najszybciej znaleźć.
Wpadłam na kolejne piętro, spoglądając od razu w prawo, a tam moim oczom ukazał się szamotające się Bóstwo Sprawiedliwości z jakimś stworzeniem na plecach.
- Kuroki-sama! - Zawołałam, ściągając na siebie ich uwagę, jednak tylko na ułamek sekundy. Skoczyłam w ich stronę, zaciskając palce mocniej na rękojeści broni i zamachując się do ataku. Kiedy tylko ostrze katany spotkało się z ciałem Akumy, ta poluzowała uścisk swoich zębów na ramieniu, dzięki czemu mogłam posłać ją w głąb korytarza. Zerknęłam szybko na czarnowłosego, który oparł się o ścianę, dysząc ciężko.
Mruknęłam ponuro pod nosem, ruszając wprost na koto-podobne stworzenie, które również skoczyło wprost na mnie. Metalowa część zniknęła na moment w pysku potwora, zderzając się z rzędami ostrych zębów. Tym razem jeden cios nie wystarczył, żeby odepchnąć demona, a zęby były osadzone zbyt blisko siebie, żeby ostrze mogło się przez nie przebić. Uniosłam szybko jedną nogę, uderzając stworzenie prosto w brzuch. Poleciał prosto w metalowe szafki, osuwając się po chwili na posadzkę z pociągłym krzykiem. Ten dźwięk nie przypominał zawodu bólu, prędzej nawoływanie.
Przymknęłam na moment oczy, skupiając się na swoich mocach. Gdy tylko uniosłam powieki, lodowe ostrze spadło wprost na kulącą się Akumę, zabijając ją jednym ruchem. Już miałam odetchnąć z ulgą, kiedy coś uderzyło wprost w moje plecy, wbijając w nie ostre pazury. Krzyknęłam głośno, przelatując w powietrzu kilka dobrych metrów, lądując ostatecznie na drugim końcu korytarza tuż pod ścianą. Niestety broń wypadła mi z ręki i została gdzieś za mną, dlatego kiedy tylko poczułam, że coś się nade mną pochyla, wyciągnęłam lewą rękę w bok, zaciskając dłoń na niebieskiej rękojeści, po czym obróciłam się gwałtownie na plecy. Wodne ostrze gładko przeszło przez niewielkie, czarne ciało stworzenia, które przypominało sowę z ogromnymi szponami, jakby zapożyczonymi od jakiegoś dużego kota.
Cholerne Akumy... Podniosłam sie w trybie natychmiastowym, kiedy moich uszu doszedł kolejny pomruk, świadczący o obecności jeszcze jednego przeciwnika. Na końcu szarego korytarza mniej więcej na przeciwko bóstwa stała na czterech łapach kolejna Akuma. Ta przypominała swoim wyglądem trochę wilka, przynajmniej do momentu, w którym nie otworzyła pyska, rozszerzając szczęki o ponad sto osiemdziesiąt stopni.
Ryk rozniósł się po całym budynku, wprawiając szyby w drgania. Zachwiałam się lekko na nogach, jednak nie spuszczałam spojrzenia ze stwora ani na moment, czekając na odpowiedni moment. Kiedy tylko czarny wilk drgnął, puściłam się biegiem w ich stronę, łapiąc po drodze swoją katanę. Nawet nie zwróciłam większej uwagi na ból, który rozchodził się już nie tylko od rąk, ale i od pleców po całym moim ciele. Niestety byłam ostatnio zbyt wyczerpana, biegłam za wolno, widziałam to dokładnie. Nie miałam szans, by zdążyć do Kuroki'ego przed Akumą, dlatego zdecydowałam się po prostu skoczyć między tą dwójkę.
Syknęłam głośno, kiedy długie kły wbiły się prosto w moje żebra. Że też nie mogła ich wbić trochę niżej... Uderzyłam w ziemię rękami, koziołkując razem z potworem aż do schodów. Wylądowałam na brzuchu, a Akuma puściła mnie w końcu, robiąc jeszcze dodatkowe dwa obroty, aż w końcu zatrzymała się na grzbiecie. Uderzyłam szybko ręką w podłogę, w wyniku czego od miejsca uderzenia aż do stworzenia pojawiła się gruba warstwa lodu, pokrywając część korytarza. Po chwili spod stwora wystrzelił w górę lodowy kolec ociekający czarną mazią.
Przewróciłam się resztkami sił na plecy, oddychając głęboko. Już dawno nie miałam takiego treningu, w dodatku to cholerne ugryzienie tak bolało... Rana na plecach też. Wyciągnęłam dłonie w górę, przyglądając się brudnym bandażom i poruszyłam lekko palcami. One też bolały i pewnie były już w większej części zamarznięte. Po chwili uderzyłam nimi boleśnie w kafelki, nie mając nawet siły utrzymać ich wyprostowanych. Chciałam tylko zamknąć oczy i po prostu zasnąć. Wszystko tak bolało i było mi tak bardzo zimno...
Ale musiałam się podnieść. Przecież Kuroki nie wróci sam do świątyni, prędzej znowu go coś napadnie, a wtedy... Z cichym jękiem przewróciłam się na bok, podnosząc się powoli na proste nogi z pomocą swojej katany, która służyła mi teraz raczej za laskę niż broń. Oddychając ciężko, ale powoli podeszłam do czarnowłosego, który siedział oparty o ścianę i podobnie jak ja, nie był w najlepszym stanie. Wyprostowałam się, chcąc pokazać, że nie jest ze mną aż tak źle i dam radę zabrać go do Kami.
- Wstawaj. - Wyciągnęłam w jego stronę rękę, patrząc prosto na czarną czuprynę.
- Nie potrzebuję twojej pomocy. - Odtrącił moją rękę, odwracając głowę w bok. Wywróciłam oczami, chowając katanę do pochwy uczepionej mojego pasa.
- Ach, więc chcesz tu umrzeć splugawiony przez Akumy, tak? - Mruknęłam mało entuzjastycznie, pochylając się nieco w stronę czerwonych tęczówek, które już po chwili zgromiły mnie swoją wrogością. Wyprostowałam się, w milczeniu przyglądając się temu jak jego mimika nieco się zmieniła. Bolało go i choć próbował to ukryć, nie udawało mu się to, zbyt dobrze znałam tą twarz. Oparłam dłonie na biodrach i po raz kolejny spróbowałam, tracąc powoli cierpliwość do tej jego upartości. W tym aspekcie obaj byli bardzo podobni.
- Nie bądź głupi. Nie doczłapiesz się sam do swojej świątyni, a już na pewno nie opatrzysz sobie ran. - Zastrzygłam uszami, mając nadzieję, że nie napadnie nas już żadna Akuma, bo ledwo stałam na nogach. Nie umiałabym nas już obronić. Jego.
Zamrugałam zdziwiona, przyglądając się w bezruchu jak ciemna postać podnosi się powoli i z trudem, ale uparcie. Przytrzymując się ściany Kuroki stanął na prostych nogach i chociaż zwykle był wyższy ode mnie, teraz wyglądało to bardziej jakbyśmy byli jednego wzrostu.
- Twoja łaska jest tu zbędna. Nie musisz się o mnie martwić, a przede wszystkim śledzić.
Warknęłam głośno, zaciskając dłonie w pięści mocno zirytowana już jego zachowaniem. Jak można było być tak głupio upartym?
- Czy możesz pomyśleć choć przez chwilę i schować dumę do kieszeni? Nie dasz rady, rozumiesz? - Popatrzyłam na niego, wściekła. - Nie zdążysz nawet przenieść się do Kami i kolejna Akuma cię zaatakuje, nie przeżyjesz tego. - Przymknęłam oczy, pocierając palcami jednej dłoni zatoki. Za bardzo podniosło mi się ciśnienie.
- Pomóż... mi... - Dwa słowa wypowiedziane z trudem zupełnie innym tonem niż dotychczas. Zastrzygłam uszami, wpatrując się zaskoczonym spojrzeniem w bóstwo. Nie było już tego chłodu, bardziej stłumiony ból... Czerwone oczy wbite były w ziemię, a jedna dłoń pocierała delikatnie skroń. Ocknęłam się po chwili, dopadając do mężczyzny, wsuwając się pod jego rękę. Wolnym ramieniem objęłam go w pasie, a drugą dla pewności złapałam dłoń, która zwisała obok mojej głowy. Nogi ugięły się nieco pode mną, kiedy część ciężaru Sprawiedliwości spadła na mnie, jednak zacisnęłam tylko zęby, nie chcąc pokazać, że jestem słaba.
~*~
W świątyni znaleźliśmy się niedługi czas potem. Jedyny problem jak do tej pory stanowiła odległość od domu bóstwa w jakiej wylądowaliśmy, którą musieliśmy pokonać kuśtykając chwiejnym krokiem. Kuroki milczał przez całą drogę, za co właściwie byłam mu wdzięczna, bo gdyby znowu miała słuchać o tym jak bardzo bezużyteczna jestem...
Odsunęłam się nieco od czarnowłosego, upewniwszy się wcześniej, że ustoi przez chwilę w miejscu i zaczęłam odwiązywać jego szaty. Zrobiłam tu zupełnie odruchowo, bez najmniejszego namysłu o czym zdałam sobie sprawę dopiero, kiedy moje palce prześlizgnęły się po nagiej skórze.
Odskoczyłam w tył, rumieniąc się lekko na policzkach i kładąc uszy po sobie. Już dawno tak nie reagowałam, ale jego ciało... Pokręciłam głową, chwiejąc się nieco. Mruknęłam do mężczyzny, żeby zdjął z siebie górne ubrania, a ja udałam się po miseczkę do kuchni i jakieś waciki. O dziwo czerwonooki nie protestował, co nieco mnie zdziwiło i zbiło z tropu. Dlaczego tak nagle przestał się odzywać?
Odpowiedź na to pytanie przyszła dużo szybciej niż się tego spodziewałam. Kiedy weszłam do jego sypialni z bandażami, gazikami i miską ze świętą wodą, sama poza w której siedział, powiedziała mi, że był po prostu obrażony. No tak, urażona duma, bo przyjął pomoc od chowańca, którego ma za nic. Oczywiście...
W milczeniu kucnęłam za plecami mężczyzny, przyglądając się przez chwile tym ranom. Nie wyglądały dobrze, szczególnie, że wdało się w nie splugawienie. Zerknęłam szybko na miskę z wodą, którą przyniosłam, mając nadzieję, że jej zawartość wystarczy na te rany. Oparłam kolana o podłogę i zamoczyłam kawałek waty w wodzie.
- Może zaboleć... - Powiedziałam cicho, skupiając całą uwagę na wykonywanej czynności, co w sumie przychodziło mi z lekkim trudem. Przesunęłam powoli opuszkami palców po karku mężczyzny, obserwując to jak zaczarowana. Po chwili jednak się otrząsnęłam i zajęłam przemywaniem ran, tak jak powinno to wyglądać. Nie mogłam się jednak pozbyć myśli, że przecież to cały czas jest to samo ciało. Ten sam mężczyzna, do którego się przytulałam i którego kocham, nawet jeśli wygląda nieco inaczej.
Kończyłam już bandażować ramię czarnowłosego, kiedy wszystko przed oczami zaczęło mi się dwoić i troić, zmieniać swoje miejsce i wirować. Zacisnęłam mocno powieki, potrząsając lekko głową. Nie teraz, do cholery... Wzięłam kilka głębszych wdechów i zawiązałam koniec bandaża, tak by w razie potrzeby można go potem było rozwiązać.
Jeszcze nim odsunęłam się od Kuroki'ego i wstałam, przyłożyłam na moment czoło do jego pleców, zaciskając dłonie na swoich kolanach. Kiyuki, Kuroki, Kiyuki, Kuroki...
Bóstwo poruszyło się niespokojnie, więc wyprostowałam się natychmiast i po chwili wstałam, patrząc na niego smutno z góry. Nadal siedział do mnie tyłem i nadal się nie odzywał, ale przynajmniej wyglądał trochę lepiej niż przed opatrzeniem ran.
- Ktoś powinien ci to jutro zmienić. - Nieobecny ton głosu rozniósł się po pomieszczeniu, docierając do moich uszu jakby z daleka, choć przecież to ja wypowiedziałam te słowa. Chwiejnym krokiem ruszyłam do wyjścia, starając się ze wszystkich sił zachować równowagę i zignorować ból, który nagle uderzył do mojej świadomości. Wcześniej jakby o nim zapomniałam, bo ważniejszą sprawą było zdrowie Sprawiedliwości. Wszystko wokół wirowało gorzej niż na karuzeli, aż zaczynało mi być niedobrze...
Zamknęłam drzwi za sobą i przytrzymałam się ich jeszcze, by nie zaryć od razu twarzą w ścieżkę. Zawiał lekki wiatr i choć było to tylko delikatne dmuchnięcie, mnie ogarnął natychmiast chłód. Ten sam chłód, który poczułam, kiedy Kuroki zerwał pakt. Ale teraz dochodził jeszcze ból i to cholernie wirowanie całego świata... Spojrzałam w górę, łapiąc od razu spojrzeniem małą, białą drobinkę, która sfruwała z góry. Wyciągnęłam dłoń przed siebie, a na jej powierzchni po chwili wylądowała mała śnieżynka.
- Śnieg? - Zapytałam sama siebie półgłosem, po czym bezwładnie runęłam na ziemię, pogrążając się w ciemnościach i chłodzie.
<Hmmm... Yuki?>
Słów 1820
Chowanie Inugami - Azroth
Przezwisko: Azro
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Inugami
Moc: Jendość z cieniem- Azroth może zniknąć w ciemnych obszarach takich jak cień, czy nawet w nocy. Staje się wtedy niezauważalny i nie zdatny do wykrycia.
Charakter: Azroth to stosunkowo uparty i tajemniczy Chowaniec. Lubi trzymać się swoich racji, co jest wyjątkowo niewygodną cechą sługi. Bywa zmienny i niezrównoważony - Jego huśtawki nastrojów trudno jest opanować. Nie przepada za gadatliwymi jednostkami - Sam preferuje milczenie, uważając, iż mowa jest źródłem nieporozumień. Z natury jest dość skryty, woli obserwować wszystko z boku, aczkolwiek potrafi "wziąć sprawę w swoje ręce" i przejąć dowodzenie. Jeśli już przebrniesz przez jego wrodzoną markotność, odkryjesz Chowańca, któremu można zaufać, który pocieszy Cię w chwilach zwątpienia i zrobi to, co mu nakażesz - Oczywiście nie stanie to się nagle, a kiedy już Ci się to uda, nie licz na jego wewnętrzną przemianę; Nadal będzie sobą, tyle, że zyska kilka pozytywnych cech.
Aparycja:
- Włosy: Jego opadające na twarz, proste pasma włosów są w odcieniu platyny, aczkolwiek, jeśli zacznie korzystać ze swej mocy, ten czysty odcień graniczący z bielą, częściowo spowije granatowa barwa nocnego nieba.
- Twarz: Azroth ma bladą, podłużną, zakończoną ostrym podbródkiem twarz, wydatne kości policzkowe, cienkie brwi i usta oraz duże, szare oczy.
- Postura: Azro nie należy do najlepiej zbudowanych Chowańców. Jest raczej chudzielcem z wąskimi ramionami, długimi nogami i rozmiarem buta 45. Z reguły chodzi lekko zgarbiony, prostuje się tylko wtedy, kiedy przypomni mu się, że powinien.
Głos: Moriarty
Bóstwo: Brak
Relacje:
- Przyjaciele: Brak
- Wrogowie: Brak
- Druga połówka: Brak
Ciekawostki:
- Azroth od zawsze zazdrościł Bóstwom i chciał zostać jednym z nich.
Operator: ItalyHorseClub | Discord: OgólnieNieWiemCoJaTuRobię
Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"
Zwalniam cię z tego obowiązku, więc nie musisz już przychodzić do mojej świątyni. Jesteś zagrożeniem, który ściąga nas na dno....
Po tych wypowiedzianych słowach wszystko się zmieniło. W świątyni stało się pusto i cicho co wyjątkowo wprawiało mnie w dobry nastrój. Od Tamtego dnia nie widziałem tej małej lisiczki, tak jak bóstwa Nadziei, który odszedł po tym jak dowiedział się o moich poczynaniach. Nie wtrącał się , za co go szanowałem. Jednak mimo to nie chciałem, by pałętał się do mnie tylko dlatego, że się martwi... jest to zbędne i po prostu żałosne. Inną zmianą mniej dobrą było to, że YIN dawał o sobie znać. Próbował coś powiedzieć, zachwiać moją kontrolą, lub zrobić coś, czego ja nie chciałem. Nie miałem zamiaru mu na to pozwalać. Chciałem go uśpić już na wieki, by ludzie poznali prawdziwą sprawiedliwość wynikającą jedynie z czystego prawa rządzącego tym światem.
- Silniejszy wygrywa, słabszy odpada z gry - Oglądałem mały kwiatek zrobiony z białego papieru. Znalazłem go na stoliczku w jednym z pokoi... leżał sam... musiał go wykonać jaśniejsza część mnie, bo szczerze wątpiłem w takie umiejętności u dziewczyny. Była zerem , które przetrwało tylko dlatego, że miała czyste serce i chciała kogoś pilnować, a ostatecznie zapomniała o tym pozwalając zginąć przyjacielowi. Nie potrafiła nawet tej obietnicy dotrzymać.
Nagły podmuch wiatru wyrwał mi z ręki lekki papierowy kwiat i poniósł go wprost na podmokłe tereny, gdzie nastał go straszny koniec. Woda przesiąkła go pozbawiając sztywności, jak i kształtu oraz piękna. Nie szkoda mi było w szczególności, że moje myśli szybko zajęły ciche słowa. Dziewczęcy głos... zapłakany, wystraszony i słaby. Mówiła coś o prześladowaniu , że nie może tak dłużej żyć... że nie chce już dłużej cierpieć. Pokręciłem jedynie zażenowany głową. Uczucia... słabe i naiwne. Przysłuchałem się dalszej części modlitwy, która powiedziała mi przyczynę całej tej sytuacji. Nie wzięła na siebie winy dziewczyn z jej klasy, które paliły w szkolnych łazienkach. I wszystko nagle stało się jasne. Może i to była samoobrona , lecz ucierpiało 5 dziewczyn zamiast jednej. Samolubna dziewucha.
Zebrałem się z tarasu mijając po drodze katanę w śnieżnobiałym pokrowcu z złotymi i srebrnymi zdobieniami. Nie potrzebowałem jej... nie miałem powodu obawiać się schodzenia na ziemię bez jakiegokolwiek uzbrojenia. Nikt nie miał powodów nie atakować, gdyż nie zlazłem nikomu za skórę. Niyumi nie miałaby odwagi mnie znowu zaatakować, gdyż wtedy moje słowa by się potwierdziły - Potwór, który atakuje własne bóstwo nie zależnie od zerwanego paktu.
Droga na ziemię była krótka, tak jak dotarcie do szkoły niedoszłej samobójczyni. W trakcie wędrówki dotarły do mnie jeszcze parę innych jej słów świadczących o tym, że chce skrócić swój żywot, by uciec od tego Problemu. Tchórzliwe stworzenie bez godności i chęci walki. Nie spieszyło mi się...jeżeli zginie to z własnej winy, a nie mojej. Jestem jedynie bóstwem o którym nikt nie wie ,że tak naprawdę istnieje, choć i tak wierzą w moje czyny. Nie rozumiałem tego, a może nie chciałem? Kogo to obchodziło... żyłem dzięki temu.
Korytarz za korytarzem, aż dotarłem do damskiej toalety. W jednej z kabin ukrywała się wierząca, a ze był czas lekcji łatwo było ją znaleźć.
- Chcesz to zakończyć? - Odezwałem się spokojnie opierając plecami o ścianę. Dzięki temu zwróciłem swoją uwagę, wiec mogła mnie zobaczyć i usłyszeć. Musiałem ciągle do niej mówić, by nie zapomniała, gdyż kolejna Gatka mogła być stratą czasu. Na Kabinach siedziała Akuma która obserwowała uczennice i szeptała wszystkie wyzwiska, jakie wcześniej usłyszała. Potęgowało to jej ból i chęć samobójstwa. Gdyby zabiła sie z jej winy, to jej dusza byłaby potępiona i nie miłaby szans trafienia przed osąd ojca.
- Zważ na to, że masz w domu kochającą rodzinę, która po twojej stracie będzie cierpieć... czy jakoś tak - Przechyliłem głowę na bok zastanawiając się nad sensem tych słów. Dziewczyna pisnęła cicho uświadamiając sobie, że w damskiej łazience siedzi facet, który wie co ma zamiar zrobić.
- I...idź sobie! Poza tym nie wiem o czym mówisz - Próbowała zaprzeczyć, jednak i tak to było na marne.
- W takim razie otwórz drzwi. - Zapukałem lekko.
- Chyba cię powaliło zboczeńcu! - A tak... dziewczyny i ich problemy. Westchnąłem zrezygnowany. Ludzie są głupi.
- Masz w ręku scyzoryk, który ukradłaś starszemu bratu. Mnie nie okłamiesz...ja chce ci tylko pomóc. - Miałem już dość jej uporu. Chciałem już wrócić do siebie i zostawić ją po prostu, ona otworzyła drzwi ukazując tym obraz który przewidziałem. Zapłakana blondynka o zielonych jak szafiry oczach siedziała zapłakana na toalecie z nożem przy nadgarstku.
- I co z tym zrobisz? Nic nie zrobisz... nie mam życia w tej szkole, jak i w całym mieście, gdyż one mają znajomości. Prześladują mnie tutaj jak i w domu. Nawet moi rodzice usłyszeli plotki na mój temat i uwierzyli im! Nie możesz znać mojego bólu! - Miałem wrażenie, że powiedziała to wszystko na jednym wdechu. Jej chuda dłoń zacisnęła się mocniej na rączce scyzoryka, a kolejne łzy spłynęły po jej policzku.
- Krzykiem tylko zwrócisz uwagę ludzi, którzy będą przechodzić korytarzem. Poza tym czemu tego nie zakończysz? Siedzisz tu już dwie godziny i nic... nie potrafisz po prostu zrezygnować z życia.
- Potrafię! - Nie dawała za wygraną swoim uporem, który był już nieco wkurzający.
- W takim razie to zrób - Wzruszyłem ramionami klękając przy niej. Nie uśmiechałem się... chciałem zachować powagę i znudzenie, by nie dawać jej złudzenia, że takie sytuacje mnie nieco zadowalają. - Modliłaś się do mnie , więc moim obowiązkiem jest ci pomóc. - W tej chwili delikatnie ująłem ją za rękę i bez jej oporu wykonałem cięcie. Wystarczająco głębokie, by już po chwili z nadgarstka dziewczyny zaczęła sączyć się szkarłatna krew.
- Dziękuje ...- Szepnęła nim powoli zaczęła opadać z sił. Szkarłatna ciecz zaczęła spływać na podłogę zmuszając mnie do wycofania się. Nie chciałem być brudny, a moja pomoc się tu kończyła.
- Ładnie...pachnie.... - Dziwny głos Akumy tym razem był skierowany do mnie. Balansowała na ściance toalety zbliżając się w moją stronę. Nie wiedziałem do czego to było podobne... niby kot, choć z jednym okiem i bez uszu. Zamiast łap miał za to bardziej jaszczurze kończyny, które były bardziej przydane do poruszania się po takich krawędziach.
- Ty czujesz swoje, a ja swoje... nie zabierzesz jej duszy ze sobą - Machnąłem w jego stronę uznając, że nie jest zagrożeniem. Miałem zamiar jak najszybciej wrócić do świątyni, więc ruszyłem w stronę wyjścia... na moje nie szczęście do końca tracąc gardę. Akuma nagle otworzyła pysk rzucając się w moją stronę. rząd ostrych zębów wbiły się w moje ramię, a pazury uczepiły się pleców. Cholera by ją trafiła... Próbowałem ją zrucić, lecz była poza moim zasięgiem, a z każdym ruchem szpilki wbijały się coraz głębiej w moje ciało. Nie była duża, choć siłę jako taką miała. Musiała być serio głodna i zdesperowana....
- Puszczaj ty mały! - Uderzyłem plecami, a zarazem ją o ścianę, choć nic to nie dało. Zaczęła kręcić głową, jakby zamierzała odgryźć mi tą część ramienia... Małe stworzenie, a duży problem. Gdzie tu logika? Czułem jak krew spływała mi po szacie, a czucie w ręce zanikało .Dochodziło do tego splugawienie, które wyjątkowo szybko się pojawiło, przez moje osłabienie z ostatniej potyczki. Musiałem jakoś walczyć, gdyż nie miał mi kto pomóc... nikt mnie nie widział, a dziewczyna już zapomniała o całej rozmowie. Kuroki myśl i walcz, tak jak powinno się walczyć.
<Niyu? .-. >
1207 słów
Nagły podmuch wiatru wyrwał mi z ręki lekki papierowy kwiat i poniósł go wprost na podmokłe tereny, gdzie nastał go straszny koniec. Woda przesiąkła go pozbawiając sztywności, jak i kształtu oraz piękna. Nie szkoda mi było w szczególności, że moje myśli szybko zajęły ciche słowa. Dziewczęcy głos... zapłakany, wystraszony i słaby. Mówiła coś o prześladowaniu , że nie może tak dłużej żyć... że nie chce już dłużej cierpieć. Pokręciłem jedynie zażenowany głową. Uczucia... słabe i naiwne. Przysłuchałem się dalszej części modlitwy, która powiedziała mi przyczynę całej tej sytuacji. Nie wzięła na siebie winy dziewczyn z jej klasy, które paliły w szkolnych łazienkach. I wszystko nagle stało się jasne. Może i to była samoobrona , lecz ucierpiało 5 dziewczyn zamiast jednej. Samolubna dziewucha.
Zebrałem się z tarasu mijając po drodze katanę w śnieżnobiałym pokrowcu z złotymi i srebrnymi zdobieniami. Nie potrzebowałem jej... nie miałem powodu obawiać się schodzenia na ziemię bez jakiegokolwiek uzbrojenia. Nikt nie miał powodów nie atakować, gdyż nie zlazłem nikomu za skórę. Niyumi nie miałaby odwagi mnie znowu zaatakować, gdyż wtedy moje słowa by się potwierdziły - Potwór, który atakuje własne bóstwo nie zależnie od zerwanego paktu.
Droga na ziemię była krótka, tak jak dotarcie do szkoły niedoszłej samobójczyni. W trakcie wędrówki dotarły do mnie jeszcze parę innych jej słów świadczących o tym, że chce skrócić swój żywot, by uciec od tego Problemu. Tchórzliwe stworzenie bez godności i chęci walki. Nie spieszyło mi się...jeżeli zginie to z własnej winy, a nie mojej. Jestem jedynie bóstwem o którym nikt nie wie ,że tak naprawdę istnieje, choć i tak wierzą w moje czyny. Nie rozumiałem tego, a może nie chciałem? Kogo to obchodziło... żyłem dzięki temu.
Korytarz za korytarzem, aż dotarłem do damskiej toalety. W jednej z kabin ukrywała się wierząca, a ze był czas lekcji łatwo było ją znaleźć.
- Chcesz to zakończyć? - Odezwałem się spokojnie opierając plecami o ścianę. Dzięki temu zwróciłem swoją uwagę, wiec mogła mnie zobaczyć i usłyszeć. Musiałem ciągle do niej mówić, by nie zapomniała, gdyż kolejna Gatka mogła być stratą czasu. Na Kabinach siedziała Akuma która obserwowała uczennice i szeptała wszystkie wyzwiska, jakie wcześniej usłyszała. Potęgowało to jej ból i chęć samobójstwa. Gdyby zabiła sie z jej winy, to jej dusza byłaby potępiona i nie miłaby szans trafienia przed osąd ojca.
- Zważ na to, że masz w domu kochającą rodzinę, która po twojej stracie będzie cierpieć... czy jakoś tak - Przechyliłem głowę na bok zastanawiając się nad sensem tych słów. Dziewczyna pisnęła cicho uświadamiając sobie, że w damskiej łazience siedzi facet, który wie co ma zamiar zrobić.
- I...idź sobie! Poza tym nie wiem o czym mówisz - Próbowała zaprzeczyć, jednak i tak to było na marne.
- W takim razie otwórz drzwi. - Zapukałem lekko.
- Chyba cię powaliło zboczeńcu! - A tak... dziewczyny i ich problemy. Westchnąłem zrezygnowany. Ludzie są głupi.
- Masz w ręku scyzoryk, który ukradłaś starszemu bratu. Mnie nie okłamiesz...ja chce ci tylko pomóc. - Miałem już dość jej uporu. Chciałem już wrócić do siebie i zostawić ją po prostu, ona otworzyła drzwi ukazując tym obraz który przewidziałem. Zapłakana blondynka o zielonych jak szafiry oczach siedziała zapłakana na toalecie z nożem przy nadgarstku.
- I co z tym zrobisz? Nic nie zrobisz... nie mam życia w tej szkole, jak i w całym mieście, gdyż one mają znajomości. Prześladują mnie tutaj jak i w domu. Nawet moi rodzice usłyszeli plotki na mój temat i uwierzyli im! Nie możesz znać mojego bólu! - Miałem wrażenie, że powiedziała to wszystko na jednym wdechu. Jej chuda dłoń zacisnęła się mocniej na rączce scyzoryka, a kolejne łzy spłynęły po jej policzku.
- Krzykiem tylko zwrócisz uwagę ludzi, którzy będą przechodzić korytarzem. Poza tym czemu tego nie zakończysz? Siedzisz tu już dwie godziny i nic... nie potrafisz po prostu zrezygnować z życia.
- Potrafię! - Nie dawała za wygraną swoim uporem, który był już nieco wkurzający.
- W takim razie to zrób - Wzruszyłem ramionami klękając przy niej. Nie uśmiechałem się... chciałem zachować powagę i znudzenie, by nie dawać jej złudzenia, że takie sytuacje mnie nieco zadowalają. - Modliłaś się do mnie , więc moim obowiązkiem jest ci pomóc. - W tej chwili delikatnie ująłem ją za rękę i bez jej oporu wykonałem cięcie. Wystarczająco głębokie, by już po chwili z nadgarstka dziewczyny zaczęła sączyć się szkarłatna krew.
- Dziękuje ...- Szepnęła nim powoli zaczęła opadać z sił. Szkarłatna ciecz zaczęła spływać na podłogę zmuszając mnie do wycofania się. Nie chciałem być brudny, a moja pomoc się tu kończyła.
- Ładnie...pachnie.... - Dziwny głos Akumy tym razem był skierowany do mnie. Balansowała na ściance toalety zbliżając się w moją stronę. Nie wiedziałem do czego to było podobne... niby kot, choć z jednym okiem i bez uszu. Zamiast łap miał za to bardziej jaszczurze kończyny, które były bardziej przydane do poruszania się po takich krawędziach.
- Ty czujesz swoje, a ja swoje... nie zabierzesz jej duszy ze sobą - Machnąłem w jego stronę uznając, że nie jest zagrożeniem. Miałem zamiar jak najszybciej wrócić do świątyni, więc ruszyłem w stronę wyjścia... na moje nie szczęście do końca tracąc gardę. Akuma nagle otworzyła pysk rzucając się w moją stronę. rząd ostrych zębów wbiły się w moje ramię, a pazury uczepiły się pleców. Cholera by ją trafiła... Próbowałem ją zrucić, lecz była poza moim zasięgiem, a z każdym ruchem szpilki wbijały się coraz głębiej w moje ciało. Nie była duża, choć siłę jako taką miała. Musiała być serio głodna i zdesperowana....
- Puszczaj ty mały! - Uderzyłem plecami, a zarazem ją o ścianę, choć nic to nie dało. Zaczęła kręcić głową, jakby zamierzała odgryźć mi tą część ramienia... Małe stworzenie, a duży problem. Gdzie tu logika? Czułem jak krew spływała mi po szacie, a czucie w ręce zanikało .Dochodziło do tego splugawienie, które wyjątkowo szybko się pojawiło, przez moje osłabienie z ostatniej potyczki. Musiałem jakoś walczyć, gdyż nie miał mi kto pomóc... nikt mnie nie widział, a dziewczyna już zapomniała o całej rozmowie. Kuroki myśl i walcz, tak jak powinno się walczyć.
<Niyu? .-. >
1207 słów
Od Niyumi CD Yuudai "Miejsce spoczynku"
Zamachałam lekko ogonem w zaskoczeniu przyglądając się niezamkniętym drzwiom. Zamrugałam kilkukrotnie, przechylając głowę w prawo jak tylko mogłam. W głowie miałam właściwie tylko pustkę, a konkretniej mówiąc jeden wielki pytajnik. Co się właśnie stało i dlaczego on wyszedł od tak? Oparłam dłonie o swoje kolana, pochylając się nieco w przód i zerknęłam w tył na Kiyuki'ego, który był równie zaskoczony co ja.
- Co... To było... - Wydukałam w końcu, przerywając denerwującą ciszę, ale odpowiedzi nie uzyskałam. Przynajmniej przez pierwsze minuty, w czasie których Sprawiedliwość zastanawiała się intensywnie nad czymś. W końcu poruszył lekko nogami, dając mi tym samym znak, żebym się podniosła. Stanęłam na równych nogach i popatrzyłam w górę na zmartwioną twarz białowłosego.
- Nie wiem, ale chyba powinniśmy za nim iść. - Poprawił swoje szaty, by nie zsuwały mu się z ramion. - Nie podobają mi się jego ostatnie słowa.
Przez chwilę stałam jak wmurowana i po prostu patrzyłam, jak Yuki kieruje się żwawym krokiem w stronę wyjścia. W końcu odzyskałam władzę nad swoim ciałem i zerwałam się gwałtownie z miejsca, doskakując drzwi tuż przed tym jak blada ręka znalazła się na nich. Zastąpiłam drogę mężczyźnie, łapiąc rękami drzwi, by ten nie mógł ich dalej otworzyć.
- Chyba sobie żartujesz. - Fuknęłam, patrząc na niego spod byka. - Jest prawie środek nocy, a my mamy iść za facetem, który wtargnął do twojej świątyni bez pozwolenia, nie pozwolił się wyrzucić i jeszcze chciał mnie obmacywać?!
Złote tęczówki przesunęły się z mojej twarzy na ogon, który chodził nerwowo na wszystkie strony. Najwyraźniej bóstwo chciało sprawdzić jak bardzo zła jestem, a byłam i to bardzo.
- Nie możemy go tak zostawić. Co jeśli stanie się mu krzywda? - Białowłosy spojrzał na mnie z góry tymi swoimi żółtymi oczami, które działały na mnie bardziej niż jabłka. Skrzyżowałam ręce na piersiach, prostując się i fuknęłam, odwracając głowę w bok.
- To będzie miał za swoje. Karma wraca...
- Niyumi. - Westchnęłam tylko, odwracając wzrok najbardziej jak tylko mogłam.
- Chcę za to tuzin jabłek. - Rzuciłam półżartem i zaczęłam rozglądać się za swoją kataną, kątem oka dostrzegając, że Kiyuki szykuje sie do wyjścia. Przyłożyłam dłoń do jego klatki piersiowej, powstrzymując go przed opuszczeniem świątyni, po czym spojrzałam w górę błyskając oczami w świetle księżyca. - Ty zostajesz.
~kilkanaście minut później~
Co ja tu, do cholery, robię i dlaczego? Mruknęłam ponuro, odbijając się od fasady jakiegoś budynku i stawiając powolne kroki w stronę oświetlonej ulicy. Moje szczęście, że miałam wśród znajomych dobrego tropiciela z odpowiednimi mocami. Pech Yuudai'a, że duch nie miał większego problemu z odnalezieniem jego śladów, nawet po wyjściu z portalu.
Wysoka postać kroczyła chodnikiem, unikając światła lamp ulicznych, jakby się przed czymś ukrywał. A może chciał zaatakować z zaskoczenia? Czemu on w ogóle zlazł na ziemię o tej porze? Czy on wie, że teraz grasują Akumy i są potencjalnie najbardziej niebezpieczne, jeśli brać pod uwagę dobę?
Zaczaiłam się na niego za jakimiś przydrożnymi krzakami, cierpliwie czekając aż jego postać pojawi się tuż przede mną. Dla pewności strzygłam co chwilę uszami, nasłuchując podejrzanych dźwięków i trzymałam jedną dłoń na rękojeści od broni. Tak dla pewności i szybszej reakcji w razie jakiegoś ataku.
Kiedy sylwetka Yuudai'a pojawiła się tuż przede mną, wykonałam natychmiastowy obrót, uderzając chłopaka nogą prosto w klatkę piersiową. Przez chwilę bałam się, czy nie trafiłam za nisko i nie zrobiłam mu krzywdy, jednak ta obawa szybko wyparowała i zastąpiła ją złość. Podeszłam do leżącego i pochylając się nad nim, zasyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Kisama... Czy ty wiesz, gdzie jesteś i na co się narażasz?
- Ty nic nie rozumiesz! - Wrzasnął, przez co zmuszona byłam znaleźć się bliżej niego niż kiedykolwiek bym chciała i zasłonić rozdziawione usta.
- Zamknij się, chcesz, żeby napadło nas stado Akum? - Posłałam mu mordercze spojrzenie, ale dopiero po chwili dotarły do mnie jego słowa. Poluzowałam nieco uścisk mojej dłoni. - Czego niby nie rozumiem?
Odpowiedzi oczywiście nie uzyskałam, bo przerwał nam donośny ryk, który oznaczał tylko jedno. Z warknięciem podniosłam się na równe nogi i podając rękę brązowowłosemu, pomogłam mu wstać. Zwróciłam się przodem w stronę, z której doszedł nas ten piękny dźwięk i wyciągnęłam swoją katanę, ustawiając się w pozycji bojowej.- Lepiej, żebyś miał dobry powód, żeby nas w to wpakowywać. - Mruknęłam ponuro, strzygąc uszami.
Yuudai? Lepsze zakończenie niż poprzednie? XD
Słów 706
środa, 2 maja 2018
Od Williama do Shigeru "Zachować milczenie"
Chyba najbardziej w całym tym byciu chowańcem podobało mu się bycie "niewidzialnym". Przechadzki po szkolnym korytarzu jeszcze chyba nigdy go tak nie satysfakcjonowały. Jakby nie było, nigdy dotąd nie przyglądał się budynkowi na tyle szczegółowo, żeby dostrzec, jak duży i ładny on jest. Szkoda, że jego rocznik zakończył naukę. Ale za to pamiętał drugo licealistów, którzy również z niego szydzili. Ich ciche, zamyślone twarze i wzrok wbity w popękane płytki po jego śmierci był taki... przyjemny?
Przeczesał gęste włosy i popatrzył do góry zerkając na zeszłorocznych absolwentów liceum, uśmiechając się przy tym chytrze. Wyszedł najprzystojniej ze wszystkich chłopców na zdjęciu, a przynajmniej jego mama tak mówiła.
A właśnie, rodzina.
Przeszedł przez główny korytarz do dużych, szklanych drzwi, po czym zbiegając po schodach spokojnym krokiem pospacerował w stronę dużego białego dworku. Zatrzymał się przy bramie, mrużąc oczy. Jego dom był jedynym miejscem, gdzie chciał wracać, jednak nie dla osób, które w nim mieszkają. W końcu w garażu odpoczywało jego cudeńko, jego drugie ja. Podszedł spokojnym krokiem, delektując się wolnością i przeszedł przez dom do garażu. Z początku lekko zdziwniony, wszedłwszy do pomieszczenia, szybko zrozumiał, dlaczego brakuje jednego ścigacza. Chłopak cicho się zaśmiał i podszedł do kawasaki, przejeżdżając palcem po czarno-zielonej kierownicy.
- Ciekawe co z tobą zrobią. A może zostawią, jako pamiątkę...
Westchnął cicho, zawiedziony, że nie może zabrać go zabrać do wymiaru, raz, że było by to co najmniej dziwne, dwa, że tam jego ścigacz by tylko stał i się kurzył. Bo gdzie na spokojnych, owianych delikatnym wiaterkiem łąkach i usłanych pachnącym kwieciem polanach może rozwinąć maksymalną prędkość sprzętu. Po raz pierwszy od długiego czasu zaśmiał się szczerze na samą myśl o takiej sytuacji i usiadł na kawasaki, przypominając sobie czasy, kiedy po całym dniu jeździł po autostradach, przysparzając innych kierowców o zawał serca. Oddychał głęboko, uspokojony brakiem męczarni na ziemi. Coraz bardziej lubił swój teraźniejszy wymiar.
Wyciągnął chudą rękę i zabrał szybko kluczyki, upychając je w kieszeni garnituru na pamiątkę.
Już po chwili był w zaświatach, stojąc na jakiejś drużce.
Właśnie teraz blondyn postanowił porozglądać się po okolicy, której do tej pory nie miał chęci ani czasu "zwiedzać". Obkręcając na palcu breloczek od kluczyków założył jedną rękę za plecy i przechadzał się po trawie, co rusz kopiąc jakiś kamień. Na dworze było przyjemnie, w miarę ciepło, jak na jesień przystało. Kolorowe liście zaczęły opadać na ziemię, co bardzo cieszyło zielonookiego - każda jesień zwiastuje zimę. Miał jedynie nadzieję, że będzie ona znacznie mroźniejsza i bielsza niźli te na ziemi. Uwielbiał ubierać ciepłe, czarne, grube zimowe bluzy i siedzieć tak przy biurku, patrząc pusto przez okno. Rozmarzony chłopak nawet nie zauważył, kiedy zaszedł do pobliskiego lasu. Siadając przy drzewie patrzył na małą łączkę, odchylając głowę. Włosy opadły mu jak zwykle na oczy, a on sam uniósł je do góry, patrząc na puszyste chmury. Nawet nie zauważył mężczyzny, leżącego na trawie. Zniesmaczony czyjąś obecnością podniósł się, otrzepał garnitur i już miał do sobie iść, kiedy w oczy rzuciły mu się nogi chłopaka. Chyba pierwszy raz widzi takiego człowieka, ale co mu się dziwić, czy on miał kiedykolwiek z taką osobą styczność? W ten sposób William zamiast odejść, nie rzucając się w oczy stał jak wryty, przypatrując się bacznie towarzyszowi.
Shigeru?
Słów 528
Przeczesał gęste włosy i popatrzył do góry zerkając na zeszłorocznych absolwentów liceum, uśmiechając się przy tym chytrze. Wyszedł najprzystojniej ze wszystkich chłopców na zdjęciu, a przynajmniej jego mama tak mówiła.
A właśnie, rodzina.
Przeszedł przez główny korytarz do dużych, szklanych drzwi, po czym zbiegając po schodach spokojnym krokiem pospacerował w stronę dużego białego dworku. Zatrzymał się przy bramie, mrużąc oczy. Jego dom był jedynym miejscem, gdzie chciał wracać, jednak nie dla osób, które w nim mieszkają. W końcu w garażu odpoczywało jego cudeńko, jego drugie ja. Podszedł spokojnym krokiem, delektując się wolnością i przeszedł przez dom do garażu. Z początku lekko zdziwniony, wszedłwszy do pomieszczenia, szybko zrozumiał, dlaczego brakuje jednego ścigacza. Chłopak cicho się zaśmiał i podszedł do kawasaki, przejeżdżając palcem po czarno-zielonej kierownicy.
- Ciekawe co z tobą zrobią. A może zostawią, jako pamiątkę...
Westchnął cicho, zawiedziony, że nie może zabrać go zabrać do wymiaru, raz, że było by to co najmniej dziwne, dwa, że tam jego ścigacz by tylko stał i się kurzył. Bo gdzie na spokojnych, owianych delikatnym wiaterkiem łąkach i usłanych pachnącym kwieciem polanach może rozwinąć maksymalną prędkość sprzętu. Po raz pierwszy od długiego czasu zaśmiał się szczerze na samą myśl o takiej sytuacji i usiadł na kawasaki, przypominając sobie czasy, kiedy po całym dniu jeździł po autostradach, przysparzając innych kierowców o zawał serca. Oddychał głęboko, uspokojony brakiem męczarni na ziemi. Coraz bardziej lubił swój teraźniejszy wymiar.
Wyciągnął chudą rękę i zabrał szybko kluczyki, upychając je w kieszeni garnituru na pamiątkę.
Już po chwili był w zaświatach, stojąc na jakiejś drużce.
Właśnie teraz blondyn postanowił porozglądać się po okolicy, której do tej pory nie miał chęci ani czasu "zwiedzać". Obkręcając na palcu breloczek od kluczyków założył jedną rękę za plecy i przechadzał się po trawie, co rusz kopiąc jakiś kamień. Na dworze było przyjemnie, w miarę ciepło, jak na jesień przystało. Kolorowe liście zaczęły opadać na ziemię, co bardzo cieszyło zielonookiego - każda jesień zwiastuje zimę. Miał jedynie nadzieję, że będzie ona znacznie mroźniejsza i bielsza niźli te na ziemi. Uwielbiał ubierać ciepłe, czarne, grube zimowe bluzy i siedzieć tak przy biurku, patrząc pusto przez okno. Rozmarzony chłopak nawet nie zauważył, kiedy zaszedł do pobliskiego lasu. Siadając przy drzewie patrzył na małą łączkę, odchylając głowę. Włosy opadły mu jak zwykle na oczy, a on sam uniósł je do góry, patrząc na puszyste chmury. Nawet nie zauważył mężczyzny, leżącego na trawie. Zniesmaczony czyjąś obecnością podniósł się, otrzepał garnitur i już miał do sobie iść, kiedy w oczy rzuciły mu się nogi chłopaka. Chyba pierwszy raz widzi takiego człowieka, ale co mu się dziwić, czy on miał kiedykolwiek z taką osobą styczność? W ten sposób William zamiast odejść, nie rzucając się w oczy stał jak wryty, przypatrując się bacznie towarzyszowi.
Shigeru?
Słów 528
Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"
Cofnęłam się o krok przetwarzając w myślach, to co właśnie usłyszałam. Słowa czarnowłosego odbijały się w mojej głowie jak echo, z tą różnicą, że z każdym kolejnym razem stawały się one coraz głośniejsze. Dudniły mi w uszach zagłuszając wszystkie pozostałe dźwięki, łącznie z biciem mojego serca, którego dudnienie słyszałam wcześniej bardzo wyraźnie.
- Ale... Jak to mnie zwalniasz...? - Powtórzyłam półgłosem, czując jak wszystkie możliwe uczucia w jednej chwili mnie opuszczają. Dosłownie wszystkie. Uszy i ogon opadły bezwładnie, podobnie jak cała moja postura, która w sekundzie zwiotczała, jakby właśnie została pozbawiona życia.
- Głucha jesteś czy nie rozumiesz prostych słów? - Warknął najwyraźniej zirytowany moim... Uporem? Nadzieją? Jakkolwiek by tego nie nazywać, teraz i to uciekło z mojego serca, pogrążającego się w kompletnych ciemnościach pustki.
- N-nie jesteś moim Kiyuki'm... - Szepnęłam, wpatrując się obojętnie w drewnianą poręcz, która odgradzała taras od dalszej części ogrodu. Nawet on tracił już kolory i przygotowywał się na nadejście zimy, która zbliżała się dużymi krokami. Czy tak samo wyglądało to teraz na ziemi?
- Jak sobie życzysz. - Puste słowa wyleciały z moich ust zupełnie poza moją kontrolą. Przecież nie chciałam tego powiedzieć... Ale co innego mogłam zrobić? Patrząc na odwróconą do mnie tyłem ciemną postać, nie miałam już w sobie nawet odrobiny nadziei czy chęci do dalszej walki. Skoro mnie odrzucił, to dlaczego miałam się sprzeciwiać? Szczególnie kiedy nie miałam nawet takiego prawa.
Odwróciłam się na pięcie i bez słowa czy nawet spojrzenia w tył po prostu opuściłam teren świątyni Bóstwa Sprawiedliwości. Po raz ostatni. Zostawiłam tam wszystko na czym jeszcze kilka chwil temu mi zależało. Poczynając od najbardziej materialnych rzeczy jak pokój, stosy jabłek schowanych w jednym z pomieszczeń, kończąc na czymś tak abstrakcyjnym jak poczucie bezpieczeństwa i tego, że byłam w domu. Zostawiłam gdzieś tam mojego Kiyuki'ego...
Na rozwidleniu dróg spojrzałam w kierunku świątyni Nadziei, jednak... Po co niby... Wywróciłam tylko oczami i skierowałam swoje pociągłe kroki w stronę wiszących mostów. Nie było to jakoś szczególnie często odwiedzane przeze mnie miejsce, głównie dlatego, że znajdowało się nieco na uboczu, zwykle chodziłam innymi drogami. Ale dziś postanowiłam tu wrócić. Ostatni raz byłam tam... Po poznaniu Loyda. Jakiś czas po jego śmierci, tak dokładniej.
Stanęłam na jednym z mostów i spojrzałam w przepaść, nad którą wisiały kładki. Było... Pusto. Chociaż może to i lepiej, sądząc po tym jak mieszkańcy Kami zareagowali na mnie ostatnim razem. Zacisnęłam dłonie na metalowej poręczy, nie odrywając spojrzenia od widoku przede mną, ale nawet to nie powstrzymało kilku pojedynczych kropel łez, przed spadnięciem na moją skórę.
Kuroki zerwał pakt. Zostałam bez domu, zupełnie sama. Aorine nie ma zbytniej ochoty ze mną rozmawiać. Nawet Guerra nie chce mnie znać. Nikt w tym wymiarze nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nawet ja sama... Zostałam bez niczego, straciłam wszystko na czym mi zależało. Straciłam Kiyuki'ego...W jednej sekundzie po całej najbliższej okolicy rozszedł się rozdzierający uszy krzyk, przepełniony wszystkimi uczuciami, które w jednej chwili mnie uderzyły i zastąpiły całą tą pustkę. Opadłam bezwładnie na kolana, kiedy zabrakło mi tchu i spojrzałam w zachmurzone niebo, z którego padał... Śnieg. Chociaż lepszym określeniem byłyby kryształki lodu uderzające boleśnie w moje policzki. Spuściłam spojrzenie na dłonie, na które niemal ciurkiem skapywały moje łzy. Zaraz po zetknięciu się z powierzchnią rąk, zamarzały i odbijały się, by ostatecznie znaleźć się na twardym moście.
- Kiyuki-sama, przepraszam... - Szepnęłam prawie bezgłośnie, otulając się szczelnie ramionami. Było mi okropnie zimno.
~kilka dni później~
Siedziałam pod mostem, zresztą jak zwykle odkąd Kuroki zerwał pakt. Wychodziłam stamtąd jedynie, by sprawdzić czy wszystko u niego w porządku. Obserwowałam go z daleka, z miejsca, w którym nie mógł mnie dostrzec i upewniałam się, że nic mu nie grozi. Może i nie byłam już związana z nim żadnym świętym słowem, nie miał nade mną władzy, a moim obowiązkiem nie było go chronić, ale... Niestety mimo tego wszystkiego, moje uczucia względem jego osoby pozostały niezmienione. Może tylko bardziej bolało. Może tylko bardziej mnie to łamało. Fakt, że jestem zagrożeniem. Że nie jestem już potrzebna, a nawet zbędna.
Przez cały ten czas zastanawiało mnie, dlaczego Yuki mi o nim nie powiedział? O tej drugiej, ciemnej stronie. Wstydził się tego? Bał? A może odpowiedz była banalna i zwyczajnie bóstwo mi nie ufało, choć sprawiało inne wrażenie? Cokolwiek było tego powodem, sprawiało, że czułam się jeszcze fatalniej. Jeszcze bardziej bezużyteczna, niepotrzebna i po prostu niechciana.
Śnieg, który nawiedził mnie na moście, a który wcale nie był spowodowany pogodą, tylko brakiem pełnej kontroli nad moimi mocami, pojawił się jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem, kiedy odrywałam myśli od tego co akurat robiłam, a przeważnie były to treningi, na których postanowiłam się skupić, z nieba nade mną spadały kryształki lodu, czasem tak ostre, że zostawiły mikro skaleczenia na delikatniejszych częściach mojego ciała.
Pochyliłam się nad strumieniem, który przepływał pod mostkiem i poklepałam się kilkukrotnie zabandażowanymi dłońmi w policzki. Zasyczałam po chwili z bólu, uznając, że powinnam uważać na te zamarzające ręce, bo jednak przysparza mi to sporo bólu fizycznego. Ale zawsze w takich momentach po krótkim zastanowieniu, stwierdzałam, że wolę ból fizyczny od tego psychicznego, który nie odstępował mnie nawet na krok. Cholerne, zamarzające dłonie...
Zerknęłam w stronę swojej katany, która leżała oparta o jakiś większy kamień i połyskiwała metalem w promieniach chłodnego, jesiennego słońca. Ile razy zastanawiałam się już, czy by jej nie użyć na samej sobie...
- Weź się w garść, Niyumi! - Ponownie uderzyłam się w twarz po obu stronach, chcąc się otrząsnąć z negatywnych myśli. Ale jak wziąć się w garść, kiedy straciło sie wszystko na czym ci zależało? Wszystko co trzymało cię w pionie, przy życiu? Podniosłam się powoli i zabierając katanę w zabandażowaną dłoń, ruszyłam, by jak zwykle sprawdzić jak trzyma się świątynia Sprawiedliwości. Ostatnia rzecz, która powstrzymywała mnie przed... Nawet nie przechodziło mi to przez myśl.
<Aluuuuu? ;_; Yukiś ;w; >
Słów 954
Subskrybuj:
Posty (Atom)

