sobota, 10 listopada 2018

Od Desideriusa - Halloween

     Halloween to zabawa, noc, podczas której dzieci przebierają się za potwory, których się normalnie boją i idą zbierać cukierki. Gdy takowych nie dostaną, obrzucają dom gbura papierem toaletowym i roześmiane idą dalej w poszukiwaniu smakołyków. Święto Zmarłych polega za to na odwiedzaniu grobów swych zmarłych i rozmowa z nimi w duszy. Czym te dwie rzeczy się łączą? Według mnie niczym. Są przeciwieństwem, tu się cieszysz, a tam smucisz. Dlaczego te dwie rzeczy są połączone? Dla mnie, dla zwykłego bożka to nienormalne. To jak połączyć śledzie z nutellą, albo piasek z lodami. Ohyda.
     Mimo mego negatywnego zdania, skorzystałem ze święta. Zszedłem na ziemię i skorzystałem z faktu, że mogłem porozmawiać z ludźmi. Dobił mnie trochę fakt, że na drugi dzień każdy, kogo spotkam i zamienię z nim słowo, zapomni o spotkaniu ze mną, ale trudno. Lepsze to niż nic. Wpierw dosiadłem się do jakiejś dziewczyny, trzy miesiące temu modliła się do mnie, bym pomógł jej babci, która nie radziła sobie ze śmiercią córki, czyli matki dziewczyny. Przyznam, to było ciężkie, przez wiek starszej kobiety ciężko mi było jej cokolwiek rozkazać, ale koniec końców pomogłem jej, czuwając nad nią cały dzień. Teraz się dowiedziałem, że Miriam – dziewczyna z ławki – pochowała swoją babcię parę dni temu i chociaż jest w żałobie, cieszy się, że to w końcu nastąpiło. Chociaż to jej babcia, miała swoje lata.
     Potem zostałem sam, blondynka musiała pójść po swoją córkę. Siedziałem na ławce i obserwowałem, jak słońce znika za budynkami, a niebo ciemnieje. Wtedy na zewnątrz wyszło wiele przebranych dzieci: widziałem mumię, wampira, wilkołaka, banshee, czarodziejów czy znane postacie jak wiedźmin i straszny klown z TO. Niektóre przebrania były nudne i nieatrakcyjne, wręcz brzydkie, robione na szybko, ale były dzieci, które postarały się o swój wygląd. W szczególności spodobało mi się przebranie rzeźnika, z zakrwawionymi rękami i ubraniami oraz trzymający sztuczny tasak. Wyglądał, jakby naprawdę pracował w rzeźni i właśnie skończył kroić człowieka (w pasie miał przyczepione plastikowe części ciała), a wyrwany z pracy przez swoich znajomych, nie miał czas się ogarnąć, dlatego przyozdobił szyję w czaszkę i ruszył na polowanie. Dzieci to jednak miały pomysły.
Nim zbieranie cukierków się zaczęło, wszyscy spotkali się na małym festynie, zorganizowanym przez urząd miasta. Ruszyłem za przebranymi maluchami, które razem z rodzicami lub bez, wkroczyły do parku. Na jego terenie odbywały się zabawy: wyławianie jabłek z miski pełnej zielonej mazi, strzelanie z „odkurzacza” w duchy, zabawa w labiryncie luster, odwiedzanie strasznego domu oraz (co było chyba największą atrakcją) – Straszna Wata Cukrowa, która nie była różowa, tylko neonowo czerwona, niczym krew. Byłem ciekaw, czy dodali jakiś barwnik, który jutro pokaże swoje skutki uboczne, ale mimo to stanąłem w kolejce i postanowiłem spróbować słodkości. Gdy przyszła moja kolej, kupiłem za drobne najmniejszą watę i okazało się, że smakowała tak samo, jak zwykła różowa czy biała wata. Podczas zajadania się puchem, usiadłem na murku blisko festynu i obserwowałem berka, chowanego, „diabła” oraz zabawę w straszenie. Oglądając wszystkie atrakcje, zauważyłem gdzieś za budynkami dziwny ruch, podobny do tego, jaki wykonują Akumy: szybkie i jakby „rozpływające się” w powietrzu, ale im uważniej się przyglądałem, tak nic nie widziałem. Żadna Akuma nie zaatakowała ludzi przez kolejne dwie godziny.
     Ale nagle obok mnie otworzył się portal do Kami no Jigen. Ze zdziwienia aż odskoczyłem w bok widząc, że takie same przejścia tworzyły się w innych miejscach: przy strasznym domu, po drugiej stronie ulicy, przy jubilerze, przy kawiarni i pojawiały się dalej. Ludzie to zauważyli, ale nie wzięli tego za coś dziwnego, tylko za kolejną atrakcję. A ci, którzy tym wszystkich kierowali, musieli udawać, że tak jest, by nie wybuchła panika. Nagle wymiary zaczęły znikać, a ja nie myśląc ani chwili dłużej, wszedłem przez najbliższą. Wylądowałem w naszym głównym miasteczku, niestety nie wyglądało ono tak, jak go zapamiętałem. Połowa budynków była zniszczona, niektóre youkai leżały na ziemi, jedni im pomagali, a drudzy… walczyli z wielką Akumą.
     Stwór nie przypominał dotąd niczego, co (chyba nie tylko ja) spotkałem. Akuma była pomarańczowa i zrobiona z mini kuleczek. Swoim ciałem przypominała dinozaura, konkretnie, to tyranozaura, ale z długimi przednimi kończynami. Jej ogon był zakończony trzema podłużnymi kulami, na grzbiecie wyrastały jej szpikulce, oczy miała krwisto-pomarańczowe i przypominały… landrynki?
- Niech wszyscy Bogowie, Patroni i Chowańce zbiorą się w naszym miasteczku. Natychmiast! - usłyszałem w głowie głos Najwyższego Boga i nie zastanawiając się nad niczym, zaatakowałem bestie. Wyjąłem swój długopis, nacisnąłem i trzymając w dłoni Kosę, wbiłem go w udo Akumy. Okręciła się wokół własnej osi, rycząc i rozwalając ogonem kolejny budynek. Powtórzyłem atak drugi, trzeci, czwarty raz, a za mną ruszyła reszta: youkai, które miały jeszcze siły, inni Bogowie, Patroni, Chowańce… ale było nas za mało. Akuma okazała się silniejsza, niż mógł to pokazywać jej „landrynkowy wygląd”. Rozejrzałem się, nie wierząc, że w Kami no Jigen mieszkało tak mało osób.      Nie wierzyłem, że wszyscy przybyli na wezwanie Stworzyciela. Ktoś został…
Przez chwilę stałem, a myśl uderzyła mnie niczym młot. W Dzień Zmarłych, chowańce mogą porozmawiać ze swymi rodzinami, a to ich głównie brakowało, a przecież potrzebowaliśmy wszystkich, by pokonać wroga: w końcu to oni byli najliczniejszą grupą, posiadającą moce.
Wróciłem do świata ludzi i odnalazłem znajome mi chowańce. Większość z nich wolała zostać i poświęcić ten czas komuś, z kim już nigdy nie będą mogli porozmawiać. Sądzili, że bez nich sobie poradzimy, ale gdy wróciłem do mojego świata, Akuma nie słabła, a my owszem. Niestety nie potrafiłem skontaktować się ze wszystkimi chowańcami, a reszta bogów była zajęta potworem. Dołączyłem do nich: próbowaliśmy odciąć kończyny bestii, ale gdy ten je tracił, kończyna rozpadała się na małe cukierki, które wracały do ciała demona i tworzyły nową, tą samą część ciała. Ciąłem z boku, z dołu, z góry, wbiłem miecz w szczękę, w ogon, w grzbiet, ale to nic nie dawało. Bestia się rozsypywała na landrynkowe cukieraski i wracała do swojej postaci.
     Widziałem, jak ktoś otworzył portal i przez niego przeszedł. Nie potrzebne mi było do wiadomości kto to zrobił i po co, ważny był stwór. Chociaż to nic nie dawało, łudziłem się, że chodź trochę go to osłabia. Ciąłem jeszcze raz: odciąłem mu kawałek potrójnego ogona i cisnąłem nim najdalej, jak potrafiłem, by tu nie wrócił. Nie sądziłem, że trafię w portal: cukierki przeleciały na stronę świata ludzkiego i… nie wróciły, a stwór był bez kawałka ogona.
     Nagle mnie olśniło. Należało otworzyć portale w różne miejsca na świecie i pozbyć się kawałków Akumy, wrzucając je do przejść, a następnie je zamknąć. To powinno go chociaż osłabić.
Z tym planem zdążyłem się podzielić raptem z pięcioma osobami, te przekazały dalej, albo reszta zrozumiała, o co chodzi, patrząc na to, co wyrabialiśmy. Portale się otwierały i zamykały, landrynki znikały w drugim wymiarze, a cukierkowy potwór malał: dosłownie. By odbudować utracone części ciała, zużywał do tego swoje aktualne cuksy, co sprawiało, że stawał się mniejszy. Wraz z większą ilością otwartych i zamkniętych portali, stwór tracił swoje kolce, ogon i był coraz mniejszy. Gdy był wielkości zwykłego dorosłego człowieka, pokonanie go nie sprawiło problemów. Po wyrzuceniu go z tego świata, każdy zajął się sobą lub bliskimi. Niektórzy poszli zając się ranami swoimi lub czyimiś, inni pomagali tym, którzy leżeli na ziemi i nie mieli sił. Także ich nie miałem, byłem wykończony walką, tak jak pozostali: chociaż w tej walce brali udział tylko Bogowie i Patroni, którzy nie mieli rodzin w ludzkim świecie oraz Chowańce, którzy wybrali walkę, zamiast spotkania z rodziną.
Minęła północ. Widziałem na twarzach chowańców smutek, nie mieli już po co wracać na ziemię. Chwilę zostałem w Kami no Jigen, by pomóc obolałym, po czym sam wróciłem do ludzkiego świata. Dzieci jeszcze zbierały cukierki, odwiedzając ostatnie domy, jakie im zostały. Usiadłem na ławce i odpoczywałem, przyglądając się dziecięcym przebraniom. Tym razem zachwycił mnie strój czarownicy oraz łowcy duchów.
     Nagle usłyszałem ciche warczenie. Otworzyłem szerzej oczy i spojrzałem w bok: przy ławce stała miniaturowa Akuma, wielkości pięści, która ujadała jak szalona i atakowała ławkę, a po chwili moją nogę. Była słodka. Podniosłem cukierkowego stwora i przyjrzałem mu się: był taki uroczy. Wtem przede mną stanęła mała dziewczynka, przebrana za kościotrupa. Patrzyła z błyszczącymi się oczami na stworka, jakiego miałem w rękach. Jej koszyk był do połowy pełny, a ja postanowiłem go wypełnić do końca – oddałem dziecku landrynkowego stwora. Kościotrupek zapiszczał z radości i zaraz wbił zęby w głowę małej Akumy. Gdy dziewczynka zaczęła ssać cukierek, on przestał się ruszać, a z figurki uleciał czarny dym: demon odszedł.
     Ale to nie wszystko, co zaskoczyło mnie dzisiejszej nocy. Po odejściu dziecka, obok mnie pojawił się portal, a z nich wyłonił się chowaniec. Miał zadrapaną twarz, wiedziałem, że walczył razem ze mną i innymi z Akumą.
- Widziałeś małą dziewczynkę o brązowych włosach, zielonych oczkach i… chyba jest przebrana za szkielet – chłopak opisał mi właśnie dziecko, któremu dałem landrynkowego stworka.
- A co? Czas już minął, nie zobaczy cię – powiedziałem przechylając lekko głową w bok i przyglądając się kocim uszom.
- No właśnie nie! - krzyknął szczęśliwy. - Tym, którzy walczyli z Akumą, Stworzyciel dał jeszcze jedną godzinę, by porozmawiać z rodziną – jego oczy były przepełnione radością, a sam skakał w miejscu. Uśmiechnąłem się szerzej i by nie tracił więcej czasu, wskazałem mu dziecko.

Liczba słów: 1503

wtorek, 6 listopada 2018

Od Mikleo CD Desideriusa "Jak nie stracić głowy"


- Masz już swojego pana? - Te zdanie odbiło się w mojej głowie parę razy, jakby nie mogło w ogóle znaleźć w niej odpowiedniego miejsca. Pana? No tak.... przecież zgadzałem się na to, gdy stwórca dał mi wybór : życia dalej w świecie Kami, bądź pójście od razu do raju. Wybrałem rzecz jasna pierwszą opcje, gdyż... chciałem żyć... nie wybaczę sobie tej beznadziejnej śmierci, która ... po prostu była dowodem mojej głupoty. Miałem zamiar naprawić ten błąd… choć szkoda, że nie dostałem mocy cofania czasu. Byłaby bardziej przydatna od tego zdradzieckiego żywiołu, którym obecnie władam.
- Nie... Nie mam - Spuściłem wzrok czując jak mój ogon podkula się wbrew mojej woli. Nie chciałem mieć pana... bałem się, że nawale, że przez to ktoś zostanie ranny, bądź co gorsze umrze przez mój głupi błąd. Mam mieć kolejne życie na sumieniu? Mam już swoje… więcej nie chce.  – Jestem nowy…. W tym świecie… wymiarze… ogólnie w tej sytuacji.  Nie spieszy mi się póki co, by kogoś sobie znaleźć. Pewnie kiedyś przyjdzie na to czas, lecz teraz chciałbym się po prostu z tym nieco oswoić. – Patrzyłem cały czas na niebo, choć fajerwerki już przestały na nim widnieć. Znów stało się nudne, puste i ciemne… prawie jak moje serce.  Wyciągnąłem wiec rękę w stronę pojawiających się na niebie ciał niebieskich i na chwilę odleciałem w stan głębokiego zamyślenia. Trwało to może parę sekund, lecz w mojej głowie przewinęła się ostatnia scena mojego życia nim woda je zakończyła.
- Rozumiem. Taka sytuacja może być dla ciebie ciężka – Spojrzałem na boga, gdy ten wypowiedział to zdanie. Miał racje… była ciężka, choć sam się na to pchałem. Na własne życzenie, więc nie miałem prawa narzekać .
Wstałem poprawiając płaszcz z tyłu i otrzepałem spodnie z brudu, gdyby jakiś się przyczepił. Przez tą rozmowę i dziwne spotkanie straciłem nieco chęć do spaceru po mieście… zaczynałem się po prostu czuć dziwnie…. wręcz jak życiowa porażka, którą po części byłem. Spojrzałem jeszcze raz na bóstwo i ukłoniłem się nisko nie będąc do końca pewien jak okazać mu swój szacunek.
- Dziękuje, że ze mną porozmawiałeś i… miło było cię poznać, jednak m.... muszę powoli wracać do domu – Wyprostowałem się posyłając mu lekki uśmiech. Po części nie kłamałem… kobieta, a raczej starsza pani, która wynajmowała mi pokój martwiła się, gdy zbyt późno wracałem. Zaskakująco miły i wyjątkowo nadopiekuńczy Youkai. W sumie przypominała mi nieco moją bacie tuż przed jej śmiercią. Przeżyłem to dość mocno, lecz miałem wyjątkowo dobre wsparcie od mojej ukochanej która … no cóż. – M… Mogę cie odprowadzić jeżeli … byś chciał – Miałem dziwne przeczucie, że jeżeli już poznałem jakieś bóstwo, to powinienem chociaż przez ten krótki czach go przypilnować. Miałem świadomość , że coś jest w tych uliczkach między blokami …. Że coś nas obserwuje. Nie podobało mi się to ani trochę.

463 słowa 

poniedziałek, 5 listopada 2018

Podliczenie chowańców - 05.11.

Niyumi - (2 opowiadania) - 400 punktów
Shigeru - (1 opowiadanie) - 100 punktów
Victoria - (1 opowiadanie) - 250 punktów
Yuudai - (1 opowiadanie) - 100 punktów
Mikleo - (1 opowiadanie) - 150 punktów
Kanako - (3 opowiadania) - 300 punktów
Nao - (3 opowiadania) - 200 punktów
Nexaron - (17 opowiadań) - 1300 punktów
Fjorgyn - (1 opowiadanie) - 150 punktów
Hibiki - (2 opowiadania) - 100 punktów
Makoto - (22 opowiadania) - 1650 punktów

Podliczenie bóstw - 05.11.

Natsumi - (5 opowiadań) - 350 wierzących
Akane - (1 opowiadanie) - 100 wierzących
Asami - (1 opowiadanie) - 50 wierzących
Tarou - (1 opowiadanie) - 150 wierzących
Duncan - ( 3 opowiadania) - 450 wierzących
Muir - (1 opowiadanie) - 150 wierzących
Desiderius - (3 opowiadania) - 250 wierzących
Higeki - (9 opowiadań) - 900 wierzących

czwartek, 1 listopada 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Nexaron ponownie zamyślił się nad tym, co właśnie usłyszał. Ich zadaniem od samego porządku było dość proste. Pozbycie się demonów, które nękały tutejszą młodzież, nim naprawdę staną się groźne. Nic więcej i zarazem nic mniej. To obawy Makoto o swoją "dobrą opinię" i oto czy będzie miał, co włożyć później do garnka powodowały, że chciał on, aby odbyło się to bez niszczenia mienia publicznego. Wilk w ogóle się tym nie interesował z paru powodów. Po pierwsze i najważniejsze nie było o tym mowy przy samym zlecenie, bo wówczas Nex pewnie w ogóle go nie przyjąłby. Po drugie nie robił to dla pieniędzy. Po trzecie nie robił tego dla sławy. Dlatego nie dał się namówić do złożenia mu w tym zakresie wcześniej żadnej obietnicy. Teraz jednak sytuacja uległa diametralnej zmianie.
- W takim wypadku może udać nam się załatwić to sprawnie i bez zniszczeń jak chciałeś, ale będziemy musieli do tego podejść inaczej. Mówiłeś, że to kwestia zapachu tych "bieda-amuletów", tak? W takim razie, zamiast krążyć po kolejnych salach, lepiej byłoby odnaleźć na dachu system wentylacyjny i napuścić tego do systemu. Oczywiście to załatwiłoby tylko ten budynek, ale jeśli dałbyś mi trochę więcej czasu, mógłbym się przygotować, aby rozpuścić ten fetorek nie tylko tutaj, ale po całym parku i ściągnąć wszystkie mało inteligentne akumy do wybranego przez nas miejsca - Nex przemawiał co prawda teraz do Makoto, ale czynił to bardziej z automatu aniżeli w pełni świadomi. Oczami bezwiednie wpatrywał się w przestrzeń, bo w myślach zastanawiał się jak najefektywniej wykorzystać wszystko, czym dysponowali. Wyzwanie, jakie postawił przed sobą, nie było bynajmniej niemożliwe do wykonania przynajmniej dla niego. Makoto sam nie byłby w stanie tego zrobić, ale zarazem, gdyby nie Inugami to on nadal by nie wiedział, że coś takiego jak te amulety w ogóle istnieje.
- Znowu mówisz o kasie, ile w ogóle obiecali ci dać za to zlecenie? Płacą ci od sztuki, czy jak? - zażartował sobie, bo dobrze wiedział, że po zabiciu demona nie pozostanie nic więcej nic pył na wietrze, więc taka forma rozliczenia kontraktu byłby co najmniej bardzo wymagająca, aby nie powiedzieć, iż po prostu absurdalna - Osobiście nawet o to nie zapytałem, więc jeśli tak bardzo przymierasz głodem, to możesz wziąć również i moja część.

366 słów

niedziela, 28 października 2018

Od Natsumi cd. Makoto "Biedny piesek"


Po ostatnich słowach Makoto zapadła dość długa cisza, a Natsumi, jak dotychczas rozbawiona, zakłopotała się nieco, zacisnęła wargi i uciekła wzrokiem na dziwnie teraz interesujące ściany pokoju. Może faktycznie się z tym pośpieszyła? Chyba jednak powinna poczekać, aż właściciel ubrań się obudzi i zadecyduje, co z nimi dalej zrobić, a nie samodzielnie wybrać ich dalszą przyszłość. Nie żeby ta była dla nich świetlana... no jej zdaniem, nie dało się tego odratować. Jeśli ona by tego nie wywaliła, to chowaniec zrobiłby to osobiście po powrocie do swojego domu. A i były zdecydowanie za duże na tak małe dziecko, tym bardziej traciło sens zatrzymanie ich.
- Nie miałam wyboru - powiedziała nagle chcąc się jakoś wytłumaczyć i ponownie spojrzała na chowańca. - Były strasznie zniszczone, chodzenie w nich równałoby się paradowaniu w samej bieliźnie, już z tymi kocami wygodniej byłoby ci podróżować. Próba zszycia też nie wchodziła w grę, wiem co mówię. - Odruchowo wzruszyła ramionami, a na jej usta wkroczył z powrotem delikatny uśmiech. - Ale nie masz się o co martwić, naprawdę! Mam materiały, jakbym zdjęła z ciebie miarę to mogłabym szybko uszyć ci nowe. Wybrałbyś nawet, jakie kolory chcesz!
Wcześniej z czystej ciekawości sprawdziła, czy posiada kolory podobne do tych, jakie miały ubrania, które miał na sobie wcześniej inugami i z radością mogła stwierdzić, że a i owszem, znalazła je w głebi szafy. Więc gdyby czarnowłosy ją o to poprosił, z pewnością dałaby radę odwzorować każdą część jego stroju. Zajęłoby jej to dłuższą chwilę, ale byłoby satysfakcją, że może pomóc.
- Miałam zamiar przyprowadzić medyka, by sprawdził czy wszystko aby na pewno gra. Jego pewnie będziesz się wstydził mniej niż mnie, więc zmieniłby ci bandaże, a ja spokojnie przygotowałabym nowe kimono. - Przechyliła głowę nie odrywając spojrzenia od swojego gościa. - I absolutnie się nie powstrzymuj z  mnie o cokolwiek - palnęła nagle i machnęła ręką. Szczerze mówiąc, nawet tego nie przemyślała. - Rzadko mnie ktos odwiedza, ciekawie jest jak raz kimś się zająć. Zwłaszcza takim przemiłym chłopcem.

 Makoto?
Liczba słów: 319

Event Halloweenowy!


Na zewnątrz już czuć zbliżające się święto, na które czekają zniecierpliwione dzieci pragnące wziąć już w swoje ręce przeróżne słodycze, a jednocześnie wszystkie zmarłe dusze mające szanse porozmawiać ze swoimi bliskimi. Przed domami pojawiają się pierwsze dekoracje przedstawiające różne upiory, pajęczyny oraz dyniowe głowy czekające, aż ktoś je zapali, gdy nastanie noc. Wszystko wydaje się wręcz idealne, by obchodzić to cudowne święto, jednak w tym roku coś poszło nie tak... Coś, co zakłóciło spokój między wymiarem żywych a zmarłych. 
Akuma z początku niegroźna zaczęła żywić się panującą atmosferą, przez co zaczęła rosnąć w siłę, aż dała radę przedostać się do boskiego wymiaru - Kami no Jigen. Pozostawała w ukryciu, póki nie dostała się w samo centrum miasteczka, by tam zacząć siać chaos i splugawiać wszystko dookoła. Mieszkające tam youkai nie dałyby rady pokonać najeźdźcy, więc sam stworzyciel czym prędzej wezwał wszystkich, by pozbyli się zagrożenia, jednak.... Niektóre chowańce wolały wykorzystać ten jedyny dzień w roku, by porozmawiać ze swoimi żyjącymi najbliższymi. 


Witam wszystkich! Pragnę z przyjemnością ogłosić, że w końcu pojawia się wyczekiwany event! Mam nadzieje, że krótkie wprowadzenie nieco was wprowadzi w tematykę zadania, które zaraz dokładniej objaśnię. Chodzi bowiem o napisanie opowiadania pod nazwą "Event - Halloween", w którym zamieści się parę następujących wymagań:

  • Opowiadanie może być wątkiem z drugą osobą, jednak łącznie musi zawierać minimum 1200 słów. W przypadku pisania samemu od razu jest limit minimalny, chyba, że pojawiłoby się parę części. 
  • Trzeba patrzeć na to, że czas akcji dzieje się w Halloween / Święta zmarłych. W tych dniach ludzie mogą zobaczyć zmarłe dusze, które zejdą na ziemię z boskiego wymiaru. Mogą one w spokoju porozmawiać z bliskimi, lecz zapomną oni o wszystkim wraz z wybiciem godziny 00:00. To samo tyczy się bóstw, które mogą spotkać się ze swoimi wierzącymi. 
  • Wygląd Akumy można utożsamić z cukierkowym potworem. Reszta jest zależna od waszej wizji twórczej. 
  • Ostateczne podsumowanie wszystkich napisanych wątków odbędzie się wraz z następnym  podliczeniem ( 5 listopada)
  • Każdy uczestnik zostanie nagrodzony podwójną liczbą zdobytych wierzących i punków doświadczenia. (czyli jak napisze się wątek na 1200 słów to zamiast 300PD dostanie się 600).
    Wybierzemy również wśród każdej grupy najlepszy wątek za który od razu awansuje o rangę wyżej. ( Bóstwo, Patron, Chowaniec Kitsune, Chowaniec Youkai itp) 

Liczymy, że spodoba wam się taka zabawa ;w; W razie pytań proszę się zgłaszać do mnie (Yuki aka Shin)

Życzymy wam dobrej zabawy!
~Administarcja