środa, 24 kwietnia 2019

Od Desideriusa cd. Kohaku „Nie wszystko złoto… a może jednak?”

Uważnie jej słuchał, chociaż nie cierpiał, gdy zadawano mu tyle pytań naraz. Nawet, jeśli były to tylko dwa pytania, poczuł się przytłoczony. Mimo wszystko uśmiech nie zszedł z jego twarzy.
- Z szacunku chyba powinnaś, ale ja nie chce. Nie ma takiej potrzeby – odpowiedział na pierwsze pytanie, wyobrażając sobie, jak Kohaku nazywa go „Proszę Pana Bóstwa Świadomości”; strasznie długa nazwa i nie potrzebna. - A co do drugiej rzeczy, to jak chcesz. Dużo czasu tobie nie będę mógł poświęcić, więc możesz się nudzić – zauważył, myśląc o jakichś dziesięciu wierzących, których trzeba odwiedzić w tym miasteczku, a potem, jeśli czasu zostanie, zawitać do drugiego, obok. Czy naprawdę miał czas na towarzystwo?
- Nie będę i obiecuje ci nie przeszkadzać – powiedziała dalej machając ogonem. Zahipnotyzował go, dawniej się zastanawiał, dlaczego tak bardzo nie może oderwać oczu od zwierzęcych atrybutów i doszedł do wniosku, że są one tak interesujące, że sam chciałby takowego mieć, dlatego teraz uważnie przyglądał się ruchliwej kicie. Kiedy dziewczyna zauważyła natarczywy wzrok, zatrzymała go. Desiderius automatycznie ruszył przed siebie, Kohaku po chwili dołączyła do niego, wyrównując z nim kroku

*

Weszli do hotelu, recepcjonista ich nie zauważył. Poszli na korytarz z pokojami dla gości. Cyferka zapukał w jedne drzwi po prawej stronie, jednak nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Nacisnął klamkę, były otwarte. Wszedł do środka i zobaczył mężczyznę stojącego na krześle i wiążącego sznur o kolorową belkę na suficie. Facet zdawał się ich nie widzieć, dopiero gdy Desiderius dotknął jego dłoni, zwrócił na niego uwagę. Mimo to się nie odezwał, popatrzył na niego pustym wzrokiem.
- Nie mówi i nie słyszy – oznajmił dziewczynie, która stała w progu i tylko się przyglądała. Bóg pociągnął lekko głuchoniemego, sadzając go na krześle, sam usiadł naprzeciwko niego, na łóżku.
Pamiętasz o swojej córeczce? Tej małej pyzatej laleczce, która ma tylko czternaście lat i ciągle pyta, jak się jej ojciec czuje? Utrata rodzica jest gorsza od utraty jakiegokolwiek zmysłu. Nie uciekaj przed tym, tylko staw temu czoła. Przemyśl, czy śmierć jest dobrym rozwiązaniem, nie tylko dla ciebie, ale dla innych.
Przekazał mu tę informacje w myślach, dlatego cała scena wyglądała, jakby mężczyźni po prostu na siebie patrzyli. Jednak po paru minutach Desiderius wstał, odwiązał sznurek i włożył go w ręce człowieka, który podążał za nim wzrokiem, ale nie wyglądał na świadomego. Jednak gdy opuszczali jego pokój, Bóstwo usłyszało jego cichy płacz. Delikatnie się uśmiechnął i odetchnął. To, co powiedział, niekoniecznie mogło doprowadzić do dobrego zakończenia. Chociaż mógł powiedzieć „nie zabijaj się” i by to poskutkowało, nie zrobił tego. Był tylko Bogiem, który miał pomagać ludziom, a nie im rozkazywać. Jeśli mężczyzna stwierdziłby, że córka sobie poradzi bez niego i powiesiłby się, Desiderius mógł tylko odejść ze świadomością, że zrobił swoje. A to, jak ludzie wykorzystają tę pomoc, zależy od nich.
- Co tam się tak właściwie stało? - usłyszał ciche pytanie Kohaku, która odezwała się, gdy wyszli z budynku i kierowali się do kolejnego człowieka.
- Kazałem mu to przemyśleć.
- Ale… się nie odezwałeś… Znaczy wiem, że by cię nie usłyszał, ale…
- Myślami. My możemy wszystko – wytłumaczył, nieco przesadzając. Dziewczyna na chwilę zamilkła, ale nim dotarli na miejsce, zadała kolejne pytanie.
- Chciał się zabić, bo był głuchy i niemy?
- Tak. Stracił te dwa zmysły jakiś czas temu. Najpierw wydawało się, że to zwykła grypa, ale dostał zapalenia ucha i krtani. Za późno się tym zajął – wytłumaczyłem.

<Nudne i krótkie, wybacz Kohaku>

Liczba słów: 555

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Od Kohaku CD Desideriusa ,,Nie wszystko złoto... a może jednak?"

Na dźwięk ,,Więc do zobaczenia!" nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Poszłam dalej przed siebie. Ciekawiło mnie, czy rzeczywiście jeszcze kiedyś uda nam się spotkać. Ten świat był naprawdę pokręcony. Do wieczora było jeszcze daleko, więc zrobiłam małą rundkę po mieście i wróciłam do siebie. Trochę posprzątałam, to coś ugotowałam, zrobiłam zakupy. Jednak potem znowu dopadło mnie te uczucie dziwnej pustki, że powinnam coś robić. Postanowiłam więc udać się na kolejną wyprawę do ludzkiego świata. Przeprawa przez portal nie była już aż tak dziwnym uczuciem jak wcześniej. Wyryłam w pamięci obraz, gdzie znajdowało się przejście i ruszyłam na eksplorację tego miejsca. W międzyczasie obserwowałam ludzi, którzy niemal w większości gdzieś się spieszyli. Pędzili przed siebie, nie zwracając na nikogo uwagi. Jedynie dzieci jakkolwiek na mnie reagowały, ewentualnie zwierzęta. Wzruszyłam ramionami, po czym szłam dalej. Po jakimś czasie znalazłam bibliotekę i nie mogłam powstrzymać się od wejścia tam. To, że byłam zachwycona taką ilością książek było mało powiedziane. Niemalże od razu zgarnęłam kilka tytułów do ręki i zaszyłam się w jakimś kącie, pochłaniając każdą książkę po kolei. Nie mam pojęcia, ile tam siedziałam, ale na pewno nie krótko. Podczas wstawania musiałam porządnie się rozciągnąć. Odłożyłam wszystko na miejsce i wyszłam. Ciekawe, czy pieniądze były takie same zarówno w Kami jak i tutaj. Przeszłam się kawałek, a moim oczom ukazała się uroczo wyglądająca kawiarnia. Tam również weszłam bez zbytniego namysłu, ale nikt sobie z tego nic nie zrobił. Zajęłam jeden z wolnych stolików przy oknie. Słońce zaczynało powoli schodzić z nieba, będę musiała niedługo się zbierać. Klientów również robiło się mniej. Mimo że kelnerka ciągle kręciła się gdzieś na sali, to ani razu do mnie nie podeszła. Dopiero gdy ją poprosiłam do stolika, ta najmocniej przeprosiła za swoją nieuważność. No i tak jakoś rozmowa potoczyła się dalej. Kiedy latarnie na zewnątrz już zabłysły uznałam to za odpowiednią porę, żeby się pożegnać. Dziewczyna uśmiechnęła się i wróciła do swoich obowiązków. Było ciemno, dlatego czym prędzej udałam się w stronę portalu. Noc nie wydawała mi się dobra na przebywanie w ludzkim świecie. Zwłaszcza, jeśli na dobrą sprawę jest się tu od niedawna i nie potrafi walczyć. Naukę walki dodałam do swojej listy rzeczy do zrobienia. Może kiedyś którąś z nich zrobię. Każdy szmer, każdy szelest, ruch czy cokolwiek wydawało mi się podejrzane, dlatego nie szczędziłam sił i puściłam się biegiem. Przy okazji co jakiś czas zerknęłam na niebo, było niesamowite. Wystarczyła dosłownie sekunda gdy straciłam czujność i usłyszałam za sobą nieco głośny ryk. Był zbyt charakterystyczny, żeby nie domyśleć się, że była to Akuma. Zerknęłam do tyłu przez ramię. Nie była tak wielka jak te, z którymi walczył Desiderius, ale z moimi umiejętnościami, a raczej ich brakiem, nawet z taką bym sobie nie poradziła. Przyspieszyłam tak bardzo, jak tylko mogłam w tamtej chwili i dosłownie wskoczyłam w portal, gdy stworzonko miało mnie już chapnąć. Wylądowałam na kolanach, a wokół panowała cisza. W Kami również nastała noc. Odetchnęłam z ulgą, oglądając się za sobą.
- No no, było blisko… - westchnęłam, podnosząc się.
Następny problem był taki, że musiałam szybko wracać do domu. Yuri nie lubiła, kiedy późno przychodziłam, a mi nie pozostawało nic innego jak tylko to zaakceptować. W końcu to ja mieszkałam u niej. Wkradłam się do pokoju przez okno aby uniknąć konfrontacji z kitsune. Wyjrzałam ostrożnie zza drzwi, słychać było dźwięki z parteru. Była czymś zajęta, więc skorzystałam z okazji i poszłam szybko wziąć prysznic. Potem przebrana wskoczyłam do łóżka, wyglądając jeszcze przez okno. Gwiazdy migotały jak świetliki i z takim widokiem przed oczami odpłynęłam.
Następnego dnia postanowiłam odwiedzić moją nową znajomą z ludzkiego świata. W dobrym humorze, skocznym krokiem dotarłam do portalu i już po drugiej stronie ruszyłam prosto do kawiarni. Już przez szybę widziałam znajomą twarz. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, po czym pewnie przekroczyłam próg budynku. Od razu poszłam się przywitać, lecz dziewczyna zdawała się mnie nie znać. Wyglądała na nieco zmieszaną, a później, gdy jej tłumaczyłam nasze wczorajsze spotkanie, była zmieszana jeszcze bardziej i przeprosiła mówiąc, że może z kimś ją pomyliłam. Westchnęłam cicho, odpuszczając już to wszystko. Zrezygnowana udałam się na mały spacer po mieście, ostatecznie lądując w parku. Ta część zdawała się być wyjątkowo rzadko uczęszczana. Zajęłam jedną z nielicznych ławek, pogrążając się w myślach. Do moich uszu trafiały nie tylko dźwięczne śpiewy ptaków, ale także nieco zagłuszone dźwięki samochodów. Nawet nie zauważyłam, kiedy zbliżyło się do mnie “złote” bóstwo. Tak, zdecydowanie lepiej mu było bez tych plam krwi na ubraniu. Nie dało się ukryć jego dumny z tego, że to jemu pierwszemu udało się mnie znaleźć, na co odpowiedziałam tylko delikatnym uśmiechem. Najwyraźniej mojego zamyślenia też nie dało się ukryć, bo zaraz o to spytał. Po krótkiej chwili opowiedziałam mu całe zajście, a on wytłumaczył mi łagodnym tonem, dlaczego tak się stało.
- No cóż, skoro tak jest, to chyba nic nie mogę na to poradzić - westchnęłam cicho, podpierając się dłońmi i odchylając nieco do tyłu. - A ciebie, co sprowadza dzisiaj do miasta? - spytałam, unosząc delikatnie jedną brew do góry.
- Obowiązki bóstwa. Mam paru wiernych, którym muszę pomóc wiernym znaleźć w sobie kilka odpowiedzi - odparł spokojnie.
- Hmm, rozumiem - pokiwałam głową. - To musi być super, wiesz, być bóstwem. Spełniać prośby i takie tam.
- Chciałbym, żeby tylko na tym to polegało - uśmiechnął się nieco.
- A, właśnie. Skoro jesteś bóstwem, to czy powinnam się do ciebie jakoś specjalnie zwracać? Coś w stylu, panie bóstwo…? Albo, w sumie to sama nie wiem - machnęłam nogami, lądując potem szybko na ziemi, przed Desideriusem. - Mogłabym potem pójść z tobą? Prooszę! Obiecuję, że nie będę sprawiać problemów - położyłam uszy, a dłonie splotłam przy piersiach, wzrok wlepiając na jego twarzy, a dokładniej na złotym oku, które nadal mnie intrygowało. Zaś ogon sam zaczął delikatnie kołysać się na boki. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie dałam mu nawet dojść do słowa, ale jedyne co już mogłam wtedy zrobić, to uśmiechnąć się przepraszająco.

<Desiderius? zgodzisz się czy ni?>

Liczba słów: 967

Od Yuu CD. Nexaron'a - "Ciekawość - pierwszy stopień do..."


   Na dźwięk słowa "sługa" jakaś bliżej nieokreślona cząstka mojej duszy zadrgała gwałtownie, jakby uśpiona w niej energia została przebudzona drobną iskierką, która doprowadziła do krótkiej eksplozji. Gwałtownie zaczerpnąwszy powietrza, z nadzieją oczekiwałam na promyczek światła, aby ujawnił źródło dziwnego poruszenia. Debatowałam, czy to zew przeszłości, czy też natchnienie nowego celu, ścieżki, którą miałam odtąd podążać. A może połączenie obu? W każdym razie perspektywa pełnienia służby, w dodatku dyktowanej wolą bożą, zdawała mi się czymś naturalnym i pięknym. Nie mogąc dłużej kontrolować rozbrykanego szczęścia, zapytałam:
   - Nex-sanie, na czym ma polegać owa służba? - Mocno zaciśnięte dłonie przycisnęłam do obojczyków. Czułam się gotowa do wypełnienia pierwszego zadania jako chowaniec, choćby oznaczało to bezzwłoczne przerwanie sielankowego wieczoru i zabranie się do roboty wyciskającej pot nawet na mroźnym powietrzu.
   Mężczyzna najwyraźniej nie widział potrzeby, aby mącić wypoczynkową atmosferę przez wyliczanie typowych dla "sługi bożego" obowiązków. Rozprostowując do góry ręce, powoli podniósł się ze schodków.
   - Zaraz ci opowiem - odparł. - Tymczasem wstań i popatrz w niebo. - Ze wzrokiem wlepionym gdzieś w odległą przestrzeń nad dachem świątyni, oddalił się kilkoma krokami od budynku.
   Zaciekawiona wykonałam polecenie i w milczeniu zbliżyłam się do Nex-sana. Wszelki ruch na placu zaczął stopniowo zwalniać, aż w końcu grupki ludzi rozproszone po kwadratowej powierzchni skamieniały przepełnione oczekiwaniem na nadchodzącą z granatowych przestrzeni niespodziankę. Blady, mały księżyc unosił się nad zwieńczeniem świątynnego dachu i beznamiętną źrenicą spoglądał na tłum czekających, oceniając, czy są godni ujrzenia tego, co miało nastąpić. Z prawą dłonią rozpostartą na bijącej piersi, próbowałam przekonać nocnego strażnika do swojej wartości. Nie pozwolił dłużej trzymać nas w niepewności - na nocnej scenie rozpoczęło się przedstawienie.
    Widziałam je po raz pierwszy w nowym życiu, ale czułam, że nie były mi obce.
  Jeszcze przed nastąpieniem widowiskowej eksplozji usłyszałam odległy wystrzał pocisku, który po wzbiciu się na odpowiednią wysokość, zaczął rozbłyskać tęczowymi kępkami iskier. Reakcja łańcuchowa uwolniła sznur kolorowych wybuchów, który jakby z wysiłkiem wspinał się po niewidzialnej drabinie, aż na końcu, zmęczony, przystanął na sekundę i nabrał głęboko powietrza. Rozkwitający kwiat rozwinął różowe płatki, które rozpryskując się na wszystkie strony świata, zmieniły barwę na szafirową. W środku korony z głośnym huknięciem zamigotał koszyczek, a z ludzkich gardeł wydobyło się podłużne "O". Kolejna sekunda i z ząbkowanych, wydłużających się płatków pozostały czerwone kropeczki, a kwiatek zwiędnął.
   Kolejne fajerwerki rozbłyskiwały na ciemnym niebie pojedynczo, jak aktorzy wkraczały na scenę, z której jeszcze nie zdążył opaść dym z poprzedniego występu i prezentowały swoje wyjątkowe umiejętności. Po neonowym chabrze pojawił się rój niespokojnych iskier, rozbiegających się w chaosie niczym zaalarmowane obecnością intruza owady, które na końcu porozplatały się w pęczki złotych nitek. Potem świszcząca flara wylewała w nieostrożnym biegu krople roztopionego metalu, aby wyrzucić je w przestrzeń ogromnym dmuchawcem. Wszystkich zaskoczyły pomarańczowe kulki następnego uczestnika, które toczyły się po nieboskłonie anemicznymi błyskami - kiedy zdawało się, że fajerwerk nie miał nic więcej do pokazania, po chwili ciszy rozszczepił się na dziesiątki rozpalonych węglowych odłamków.
   Pokaz zdawał się dłużyć w nieskończoność i gdy wreszcie ostatni sztuczny ogień dokonał żywota w atramentowym morzu, spodziewałam się dojrzeć na wschodzie smugę jutrzenki. Noc jednak trwała, a księżyc tylko nieznacznie schylił się nad świątynnym dachem. W szumie ludzkich głosów słychać było poruszenie, oczy wszystkich widzów jeszcze jaśniały kolorowymi eksplozjami. Stojąca obok mnie para dzieci w wieku szkolnym dyskutowała na temat swoich faworytów.
   - A który podobał się najbardziej Nex-sanowi? - zapytałam niewinnie towarzysza. Pamiętałam jednak o rozpoczętym temacie chowańców i zamierzałam go dokończyć zaraz po uzyskaniu odpowiedzi.

<Nexaron?>

564 słów

Od Desideriusa cd. Kohaku „Nie wszystko złoto… a może jednak?”

- Więc do zobaczenia! - krzyknął, nim całkowicie wtopiła się w tłum. Odwrócił się w drugą stronę i ruszył do swej świątyni, potrzebował kąpieli i prania. Chociaż widok zakrwawionego bóstwa czy zwykłego youkai nie powinno być w tym świecie niczym dziwnym, większość osób, gdy takowego widziała, zawieszała swój wzrok na osobie przez parę minut. Tak samo było z Desideriusem, który znowu czuł się obserwowany. Gdy dotarł do swego lokum, odetchnął spokojem i ciszą, jakie w nim panowały. Przyjemna odmiana po walce i wielu par oczu. Szybko pozbył się swych ubrań, wrzucając je do kosza, po czym sam się zamoczył na wiele minut w ciepłej wodzie. Siedział w wannie bardzo długo, moczył się i dokładnie zmył z siebie krew demona. Spojrzał na swe udo, gdzie powinna być rana: czysto. Jakby wcale nie została draśnięta. Uwielbiał właściwości lecznice wody święconej.
Po jakiejś półtorej godzinie był gotowy. Jak na mężczyznę, długo się odświeżał, ale miał czas. Wiele minut spędził jeszcze przed lustrem, bawiąc się włosami. Nie miał zamiaru dzisiaj wracać do świata ludzi, według niego pokonał wystarczającą ilość Akum. Teraz należało zostać w świątyni i wysłuchać modłów, czas zająć się ludźmi.

Proszę o wsparcie. Daj mi siłę, bym mógł jutro podjąć dobrą decyzję. Dalej nie wiem, czy ją kocham, a jutro jest ważny dzień. Nie chce popełnić błędu i skłamać przed Bogiem.

Mam dość. Czy mogłaby przestać się wymądrzać? Boże Świadomości, spraw, by w końcu zrozumiała, że mam dojść jej prawideł.

Długo nad tym myślałam. Proszę cię, daj mi znak, czy dobrze robię. Czy powinnam uciec z tego domu wariatów? Dłużej tu nie wytrzymam.

Desiderius siedział do wieczora, wysłuchując modlitw. Jutro czekał go ciężki i pracowity dzień. Zejście na ziemię odbędzie się z samego rana, a wróci pewnie pod sam wieczór. Na samą myśl o jutrzejszym dniu i próbie oswojenia się z nim psychicznie, zrobił się okropnie głodny, a mimo to jego kolacja nie była obfita. Nie dał rady w siebie dużo wcisnąć, pewnie skutek uboczny dzisiejszej rany i lekarstwa. Poszedł spać wcześniej niż miał zamiar.

*

Obudziły go promienie słońca, które wpadały przez odsłonięte okno. Po porannej toalecie i pysznym śniadaniu wyszedł ze świątyni. Jak na wczesną godzinę, Kami no Jigen już żyło. Bóstwa, patroni, bronie i chowańce wędrowali z jednej końca drogi na drugą. Rozmawiali, śmiali się… obserwując ten pocieszny widok, Desiderius zaczął się zastanawiać, dlaczego na ziemi nie może być tak spokojnie i miło, jak tutaj. Z drugiej strony, gdyby ludzie nie wpadali w kłopoty, które nie pozwalają im przejść do nieba, Bogowie i Chowańce nie musieliby istnieć, bo po co? Akum nie ma, żadnego zagrożenia nie ma. Ruszył przed siebie, witając się po drodze ze znajomymi twarzami. Szybko odnalazł portal, przez który przeszedł i zawitał do drugiego świata. W nim powietrze nie było tak czyste, hałas samochodów i innych dźwięków dobijał się do Cyferki nieprzyjemnymi wibracjami, a chłodne i pozbawione ciepła oczy przechodniów, których nie interesowało nic, poza swym nosem, przebijało jego ciało na wylot. Nie czekając chwili dłużej, ruszył do pierwszego celu. Mężczyzna, który dzisiaj wychodził za mąż, siedział na ławce w parku z miną myśliciela. Desiderius usiadł obok niego, pan młody nawet nie zauważył.
- Zadaj sobie to ważne pytanie – odezwał się. - Dlaczego postanowiłeś się jej oświadczyć? - mężczyzna spojrzał na niego pustym spojrzeniem i milczał. Potrzebował krótkiej chwili, by wymienić jej wszystkie zalety, które pokochał. - Więc czemu masz wątpliwości? - opowiedział mu o sprzeciwach rodziców, którzy twierdzą, że to za niska partia dla niego. - Więc teraz wybierz. Rodzice, czy ukochana?
Gdyby Cyferka był zwykłym człowiekiem, rozmowa ta mogłaby być porównana do terapii psychologicznej. Zwyczajne pytania, które wiecznie sobie człowiek zadaje, zostaną wypowiedziane innymi ustami, czy to coś pomoże? Raczej nie. Na szczęście Desi to Bóg Świadomości, a jego moc zmusza człowieka do sięgnięcia w najgłębsze zakamarki podświadomości i odnalezienie w nich odpowiedzi na pytania. Szczere odpowiedzi.
Kiedy podjął decyzje, natychmiast pobiegł w kierunku Kościoła, a bóstwo spokojnym krokiem ruszyło do kolejnego celu. Nie sądził, że po drodze spotka kogoś znajomego, jak nekomatę, siedzącą na ławce na końcu parku. Postanowił wykorzystać parę wolnych chwil.
- No zobacz, jednak pierwszy cię zobaczyłem – powiedział z uśmiechem i cichą dumą w głosie, gdy stanął naprzeciwko Kohaku. Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego, delikatnie odwzajemniając uśmiech. - Wyglądasz na zamyśloną – dodał po chwili. Najwidoczniej jego myślicielska i pomocna strona, którą miał dzisiaj poświęcić swym wiernym, postanowiła pokazać się także chowańcowi.
- Bo widzisz, wczoraj przyjemnie rozmawiało mi się z kelnerką w kawiarni, a dzisiaj zdawała się mnie nie znać – wytłumaczyła po chwili ciszy. Desiderius domyślał się, o co chodzi.
- Jak długo jesteś w Kami?
- Kilka dni.
- Więc musisz wiedzieć, że ludzie, chociaż nas widzą, nie zapamiętują nas. Tylko dzieci i zwierzęta pamiętają nasze twarze, ale po jakimś czasie i tak zapominają. To normalne, nie martw się – wytłumaczył łagodnie.

<Kohaku? c;>

Liczba słów: 795

sobota, 20 kwietnia 2019

Od Kohaku CD Desideriusa "Nie wszystko złoto...a może jednak?"

Bóstwo okazało się być jeszcze bardziej intrygujące, kiedy zamieniłam z nim parę zdań. Nim się spostrzegłam, zaczął walczyć z Akumą, która czaiła się tuż za mną. A ja jej nie zauważyłam! Niestety, na moją niekorzyść nie odkryłam w sobie jeszcze umiejętności bojowych, więc jedyne co mogłam w tamtej chwili zrobić to chociaż usunąć się w bezpieczne miejsce i nie przeszkadzać. Walka zdawała się być jeszcze bardziej niesamowita od poprzedniej, z uwagą oglądałam całe widowisko. Ludzie przechodzący sobie kawałek dalej zdawali się jakby tego nie widzieć, byli zbyt spokojni. Jednak to postanowiłam zbadać później. Nagle “złoty” bóg oberwał w udo ogonem potwora i dgnęłam, gotowa ruszyć do ataku, choć zdałam sobie sprawę że nie wiedziałabym pewnie, co potem. Niechętnie zostałam w miejscu, gdzie byłam. Jednak on się nie poddał i sprytnie wykorzystał okazję. Dosłownie kilka minut później było już po wszystkim, a same bóstwo zakończyło tę całą farsę widowiskowo. Jednak jego ubranie nie było już tak piękne i czyste, jak wcześniej, a i włosy może odrobinę bardziej roztargane przez wir walki. Zbliżyłam się, obserwując ranę, która swoją drogą obficie krwawiła, zaś sam poszkodowany zdawał się nic sobie z tego nie robić, jakby było to tylko małe zadrapanie. Opowiedział mi nieco o tej okolicy, na co aż sama się skrzywiłam pod koniec. Doszłam do szybkiego wniosku, że ludzki świat musiał być okropny. Głos miał miły dla ucha, taki łagodny, że słuchało się go z przyjemnością. Kiedy mówił, wyjął z kieszeni małą buteleczkę, a to, co było wewnątrz, wylał na ranę. Automatycznie zaczęła parować, znikać, regenerować się, choć krew pozostała. Jak się chwilę później okazało, była to woda święcona. Zanotowałam tę informację szybko w głowie, kto wie, może mi się kiedyś przyda, a nawet i na pewno. Tylko skąd u licha miałam ją wziąć? Przejść się do jakiegoś bóstwa, świątyni czy gdziekolwiek i od tak o to spytać? Zapewne zostałbym wyśmiana.
- … Wracam do Kami no Jigen - powiedział, a ja wróciłam myślami na ziemię.
Nim się zorientowałam, bóstwo było już w drodze do portalu, dzięki któremu tutaj się znaleźliśmy.
- Z-zaczekaj…! - krzyknęłam za nim, zdając sobie sprawę, że tak właściwie, to nie pamiętałam, gdzie owe przejście się znajdowało. - Idę z tobą - podbiegłam do niego i wyrównałam krok.
- Nie pamiętasz, gdzie jest portal? - spytał, uśmiechając się, a w tym uśmiechu nie było nic wrogiego, wręcz przeciwnie, jakby bawiła go moja krótka pamięć.
Ale hej! Nie przewidziałam wcześniej, że ów portal może mi się jeszcze do czegoś przydać. Do czegoś takiego, jak np. powrót do boskiego wymiaru.
- Może trochę… - przyznałam niechętnie, kładąc po sobie uszy. Swoją drogą, używanie tych kocich atrybutów przychodziło mi z taką łatwością, chociaż czułam, że mam je dopiero od niedawna. - A właśnie! Nie znam jeszcze twojego imienia - przypomniało mi się, że nie wiem, jak mam go nazywać.
- Desiderius, bóstwo świadomości - powiedział spokojnym tonem, a jeden z jego kącików delikatnie drgnął.
- Desiderius… W takim razie, miło mi cię poznać - odparłam z entuzjazmem, uśmiechając się lekko. - A wracając do wcześniejszego pytania… Nie miałam jeszcze okazji nauczyć się walczyć. Jedyne w czym na razie jestem dobra, to ukrywanie się.
Reszta drogi jakoś minęła w ciszy, chociaż nie była to jedna z tych uciążliwych. Miałam czas na przemyślenia. Ten dzień mogłam zaliczyć do tych bardziej ekscytujących. W końcu miałam okazję zobaczyć walkę z Akumami i poznać bóstwo. Szybko dotarliśmy do portalu i równie szybko znaleźliśmy się w Kami. Wzięłam głęboki oddech, rozglądając się. Tak, z pewnością to był boski wymiar. Emanowała od niego zupełnie inna aura niż od świata ludzi.
- Chyba nadeszła pora się pożegnać i wrócić do siebie. W takim razie, do zobaczenia - odparłam, przechylając delikatnie głowę w bok i patrząc w złote… oko. Na pewno nie miałam w planach zostawić tego bez odpowiedzi. - Ja zobaczę cię na pewno, a to, czy ty mnie również, to się okaże - uśmiechnęłam się szeroko, ruszając powoli przed siebie.
Chwała… bogom? Chyba tak, że udało mi się szybko znaleźć jakieś schronienie po przybyciu tutaj. Mogłam mieszkać u Yuri, nieco starszej kitsune, w zamian za pomaganie w pracach domowych. Ba, nawet czasami dostawałam jakieś drobne na swoje wydatki. Jednak pogoda nadal była ładna, więc nie miałam w planach szybko wracać.

Liczba słów: 680 
<Desiderius?>

czwartek, 18 kwietnia 2019

Od Desideriusa cd. Kohaku „Nie wszystko złoto… a może jednak?”

Przyjrzał się kotowatej dziewczynie o łososiowych włosach i ogonie, z czarnymi uszami. Jej turkusowe oczy były zwężone, jakby patrzyła pod słońce. Teraz wiedział, dlaczego ciągle czuł się obserwowany. W Kami no Jigen nie było to dziwne; w końcu większość cię zna, ale w świecie ludzi; w końcu oni ich nie widzieli, to musiał być ktoś z jego świata. Teraz wiedział: chowaniec nekomata. Tylko po co szła za nim aż tutaj?
Słysząc jej pytanie, uśmiechnął się rozbawiony. Jeszcze nikt nie określił jego broni jako kosa „zagłady” - chociaż przypominając sobie, jak załatwił te Akumy po kolei, określenie to mogło rzeczywiście pasować. Jednak najbardziej zwrócił uwagę na pierwszą część wypowiedzi: Ciężko nie zwrócić na ciebie uwagi. Naprawdę tak było? Przeglądając się w lustrze, nigdy nie dostrzegł różnicy pomiędzy sobą, a resztą bogów. Może potrzebny do tego jest ktoś poboczny?
- Akurat na to pytanie teraz nie odpowiem, w końcu to moja broń i powinienem przemilczeć jej mechanizm – odpowiedział z miłym uśmiechem. Nie chciał, by pomyślała, że chce jej się pozbyć, po prostu takich rzeczy nie mówi się pierwszej lepszej osobie.
- Szkoda, bardzo mnie zaciekawiła – powiedziała spokojnie, kręcąc przy tym delikatnie ogonem na boki. Gdy to zauważył, zatrzymał wzrok na jej ogonie, a ona speszona jego obserwacją, przestała nim machać. Wrócił oczami na jej twarzy.
- Tak właściwie, to jak się nazywasz? Chciałbym poznać imię tej, która mnie śledziła – uśmiechnął się dość chamsko, a w jej oczach zauważył coś na wzór lekkiego poddenerwowania.
- Nie śledziłam cię – powiedziała pewnie. - Akurat przechodziłam… - dodała po chwili. Nie uwierzył, uczucie śledzenia rzadko kiedy było przypadkiem, a tym bardziej w miejscach, gdzie nikt nie powinien cię widzieć – dosłownie. - Nazywam się Kohaku – przedstawiła się.
- Jesteś nekomatą? - zapytał, chodź było to oczywiste.
- Jak widać – poruszyła uszami i ogonem. Miał właśnie zamiar się przedstawić, kiedy za jej plecami zobaczył ruch.
- Umiesz walczyć? - zapytał wyciągając długopis z kieszeni. Dziewczyna zmarszczyła brwi i uważnie mu się przyjrzała.
- Dlaczego pytasz? - aktywował broń. Z małego pisaka powstała duża kosa z podwójnym ostrzem. Chwycił ją w obie dłonie, dziewczyna odsunęła się do tyłu.
- Bo nie zabiłem wszystkich wrogów – odpowiedział z szerokim uśmiechem i skoczył do góry, ponad nekomatę, która nieco się schyliła. Ciął w powietrzu, uderzając o masywne ciało Akumy. Demon zawył i odsunął się do tyłu, zaraz potem szarżując na boga. Zrobił unik i zamachnął się bronią, uderzył go w plecy. Po chwili został uderzony ogonem w ramię, odbił się w bok, ale utrzymał się na nogach. Przygotował się na jego atak, który nastąpił po paru głębszych wdechach. Tym razem demon nie dał się nabrać na zwykły unik, gdy Desiderius wykonał piruet w bok, wróg ponownie zamachnął się ogonem, zadrapując jego udo. Syknął, jednak nie zmarnował idealnej chwili. Akuma stała do niego tyłem, więc ignorując piekący ból, skoczył i jednocześnie krzycząc, ciął z góry. Ostrze kosy wylądowało w czarnej czaszce, a tego samego koloru maź ubrudziła nie tylko broń, ale jego ubranie. Wylądował na zdrowej nodze, opierając się na broni. Obserwował, jak Akuma się rozpływa i znika w swoim świecie. Wytarł jej krew ze swego policzka i spojrzał na Kohaku, bezpiecznie odsuniętą od miejsca walki. Wytarł kosę rękawem ubrania i przywrócił ją do pierwotnego wyglądu, a następnie zmienił w długopis. Schował broń do kieszeni i usiadł po turecku na ziemi. Teraz jego ubranie nie wyglądało tak schludnie i ładnie jak wcześniej. Musiał koniecznie wziąć kąpiel i wyczyścić ubrania, w końcu szkoda było je wyrzucać. Najpierw jednak spojrzał na swoje zranione udo, które mocno krwawiło.
- Czy zaraził cię… - zaczęła powoli nowo poznana, która zbliżyła się nieco do Cyferki.
- Splugawieniem? - dokończył za nią. - Na pewno – odpowiedział zbyt spokojnie, jak na taką sprawę, w której chodziło o twoje życia. - Nie cierpię tej dzielnicy – zaczął mówić. - Wydaje mi się, że w tej części miasta jest najwięcej demonów, ale nie ma się co dziwić. Większość złych rzeczy, jaka się przytrafia ludziom, ma swe źródło tutaj. Nawet nie wiesz ile spotkałem tutaj morderców, zboczeńców, złodziejów, a nawet zwykłych niesprawiedliwych ludzi, którzy zniszczyli komuś życie. Raz byłem świadkiem, jak staruszka wychodziła spomiędzy dwóch samochodów na ulicę. Nie rozejrzała się, nie było pasów, ale wina też leży po stronie kierowcy i pasażera. Gdyby trzymał się ustalonej prędkości, a jego żona nie zabawiała się z nim w erotyczny sposób, zdążyłby zahamować i nie przejechałby staruszki. To było coś okropnego. Zaoszczędzę ci krwawych szczegółów. Kontynuując, śledziłem tę sprawę w sądzie. Nie mogłem uwierzyć, że kierowca został uniewinniony. A wiesz dlaczego? Bo policjant i sędzia byli jego przyjaciółmi, a on sam był adwokatem. To śmieszne, wystarczy tylko trochę znajomości, a już unikasz sprawiedliwości – podczas swej długiej opowieści wyciągnął z zapinanej kieszeni mały flakonik. Wylał jej zawartość na swoją ranę, która zaczęła parować. Krew została, ale sama rana zaczynała znikać, regenerować się w ciągu paru chwil. Desiderius wytarł czerwoną ciecz czystym materiałem swego ubrania i wstał.
- Co było w tej buteleczce? - zapytała, obserwując miejsce, w którym przed chwilą miał ranę.
- Woda święcona, najlepszy lek na ranę po Akumach. I jesteś bezpieczny, żadne splugawienie ci nie grozi. No chyba, że zużyjesz cała zawartość, jak ja. Wracam do Kami no Jigen – powiedział.

<Kohaku? Mam nadzieję, że jego gadatliwość ci nie straszna xd>

Liczna słów: 830

wtorek, 16 kwietnia 2019

Od Kohaku do Desideriusa "Nie wszystko złoto...a może jednak?"

Jeśli pogoda sprzyja, to nie ma nic lepszego niż po prostu korzystanie z niej. Trwał właśnie jeden z tych cieplejszych dni, kiedy to gnicie w domu kompletnie nie wchodziło w rachubę. Mogłam dać sobie ogon uciąć (chociaż nie, może lepiej nie), że było około dwudziestu stopni. Z braku lepszych zajęć usadowiłam się wygodnie na gałęzi jednego z drzew rosnącego wzdłuż całkiem uczęszczanej alejki. Oparłam się o pień i z przymrużonymi oczami obserwowałam kto się akurat przewijał. Czasem były to zwykłe, niczym nie wyróżniające się szaraki, a niekiedy ktoś ekstrawagancki, nietypowy. Jednak nikt nie przykuł mojego wzroku na tyle, by poświęcić mu  trochę więcej uwagi. Tak więc bez zbędnego oporu mogłam uciąć sobie krótką drzemkę. Cudowne było to uczucie móc spać, kiedy spomiędzy liści na twoją twarz padały ciepłe promienie słońca. Zanim jeszcze na dobre odpłynęłam, zaciągnęłam się tym delikatnym, świeżym powietrzem. Dlaczego taka pogoda nie mogłaby trwać wiecznie? Ani za gorąco, ani za zimno. Znając życie za kilka dni, jak nie szybciej, znowu każdy będzie musiał wyciągnąć cieplejsze ubrania. Byłam w tym wymiarze na dobrą sprawę od niedawna. Co mnie podkusiło, żeby wybrać akurat tę opcję? Przecież pójście do raju byłoby o wiele łatwiejsze, prostsze, wygodniejsze i wiele innych określników o podobnym znaczeniu. Kierowana ciekawością i spragniona nowych doświadczeń zdecydowałam się na ponowne życie. Nie mogłam odejść bez szumu. Nie wiedziałam jeszcze jak i kiedy, ale wiedziałam, że ja, Kohaku, zostanę zapamiętana i dokonam wielkich rzeczy. Przynajmniej tak pięknie brzmiało to w mojej głowie, a co do czego, rzeczywistość okazuje się być zupełnie inna. Z tego letargu i półsnu, wyrwał mnie jakiś intensywny zapach. Chcąc nie chcąc zostałam obdarzona także wyczulonym, kocim węchem. Bez pośpiechu podniosłam się i przeciągnęłam. Parę metrów od drzewa na którym przesiadywałam, wybrukowaną alejką szło… bóstwo. Specyficzne, nie powiem. Jego włosy wręcz świeciły złotym blaskiem, tak samo reszta jego ubioru, która zawierała złote elementy. Twarz jakby miał niewzruszoną, ale na ustach malował się delikatny, cwianiacki uśmieszek. Przyglądałam mu się chwilę, po czym z gracją zeskoczyłam z drzewa. Pora było trochę się rozruszać. Z braku lepszych zajęć postanowiłam udać się na małe podchody. Ciężko było go zgubić w tłumie przez to, jak się wyróżniał. Tak więc nieco skocznym, lekkim krokiem podążałam za mężczyzna w złocie, oczywiście w bezpiecznej odległości. Przez te kilka dni w Kami zdążyłam już trochę co nieco zaobserwować i się nasłuchać. Akumy, Splugawienie, kontkrakty oraz inny “naukowy bełkot”. Zdążyłam także u siebie zdolność ukrywania się przed wzrokiem innych stworzeń, chociaż nie do końca jeszcze to rozumiem. Nagle pan w wysokim kapelusiku zniknął w jakimś portalu. Po głowie od razu zaczęły mi latać pytania dokąd może to prowadzić. Dokładnie obejrzałam obiekt z każdej możliwej strony, brakowało tylko abym na niego weszła. Czy prowadził do jakiegoś wymiaru jeszcze bardziej boskiego? A może piekło? W końcu wzięłam głęboki oddech i niczym podczas zanurzania się przeszłam na drugą stronę. Znalazłam się w jakiejś uliczce. Miejsce jakby znajome, te uczucie silnie dawało mi o sobie znać, że to wszystko jest mi bliższe niż może mi się wydawać. Ostrożnie postawiłam pierwsze kroki. Nagle z daleka usłyszałam… dźwięki samochodów? Skądś znałam ten dźwięk, wiedziałam co to, ale nie wiedziałam skąd. Ruszyłam przed siebie i uderzył we mnie ten ludzki świat. Rozejrzałam się wokół. Poczułam w sobie nagłą żądzę poznania tego wszystkiego niby na nowo, ale gdzieś w oddali mignęły mi złotawe kosmyki oraz kapelusik i przypomniały mi, dlaczego w ogóle się tutaj znalazłam. Potrząsnęłam delikatnie głową i ruszyłam ponownie za nim. Przewijałam się pośród ludzi, a oni wydawali się totalnie nie zwracać na mnie uwagi. Dziwne, raczej nie na co dzień spotyka się kogoś o takim kolorze włosów oraz kocich uszach i ogonem. Może coś przegapiłam? Wzruszyłam jedynie ramionami kontynuując dalszą obserwację mojego celu. Mężczyzna wyglądał trochę jak złoty posążek, na co tylko zaśmiałam się pod nosem. Po jakimś czasie zaczął zbierać wokół siebie jakieś dziwne potwory, to chyba były te całe Akumy. Biegał po okolicy jakby chciał zwołać wielką chmarę. Czy poradzi sobie z nimi wszystkimi? Z zapartym tchem oglądałam widowisko z bezpiecznej odległości, jeszcze tego mi by brakowało żeby jakiś mnie zaatakował. Umiejętności bojowych to ja na pewno nie miałam. Nagle wyciągnął z kieszeni długopis. Naprawdę, chciał pokonać je wszystkie długopisem? Nie zdążyłam dokończyć myśli, a urządzenie biurowe zamieniło się w kosę. Otworzyłam szeroko oczy, a on zaczął się z nią obracać podczas gdy Akumy same do niego podchodziły. Wyglądał trochę jak jakaś sokowirówka, przynajmniej to pierwsze przyszło mi na myśl. Komuś sok z Akumy? Nie? Szkoda. W międzyczasie podeszłam trochę bliżej i zauważyłam, że spod grzywki unoszonej pod wpływem pędu wiatru, w miejscu prawego oka była czarna dziura. Zupełnie jakby go… nie było. Ta myśl była jednocześnie trochę przerażająca, ale też intrygująca. Jak do tego doszło mogłam sobie tylko wyobrażać. Może podczas jakiejś walki z wielką Akumą? Albo z innym Bóstwem? A może zwyczajnie biegł i nadział się na jakiś kijek okiem? Gdy po stworach nie było już ani śladu, kosa na powrót stała się długopisem, kapelusik gdzieś zagubiony podczas tego wirowania także, a sam obiekt zainteresowań poprawił ubranie oraz ułożył jako tako grzywkę, na owym prawym oku, a raczej w miejscu, gdzie powinno być. Zbliżyłam się, a on spojrzał na mnie złotą źrenicą i aż przeszły mnie ciarki. Delikatnie uniósł brew jakby doskonale wiedział o wszystkim, choć równie dobrze mógł też udawać. Postanowiłam jednak nie dać po sobie aż tak poznać że nieco mnie to speszyło, choć pewnie i tak było widać. Splotłam dłonie za plecami i podeszłam kawałek, nachylając się trochę, nadal uważnie go obserwując. Tak, ten intensywny żółty kolor skutecznie przyciągał wzrok.
- Ciężko nie zwrócić na ciebie uwagi, a twoja broń jest… ciekawa. Jak sprawiasz, że pozornie nieszkodliwy długopis zmienia się w kosę zagłady? - zagadnęłam ciekawa genezy tej przemiany, chociaż nie tylko to mnie ciekawiło.

Liczba słów: 950
<Desiderius? Jak na pierwszy raz od x czasu chyba nie jest źle xd>