wtorek, 2 października 2018

Od Muira CD Higekiego, "Gwiazdy mają oczy"


Na twarzy centaura pojawił się wyraz niemałej ulgi. Zagryzł nieco wargę i wsparty na ramieniu Higeki’ego, ruszył ścieżką, którą uprzednio wskazał. Ranną noga musiała go boleć, dlatego też nawet nie stawiał kopyta na ziemi. Dzielnie kroczył na swoich trzech kończynach, a ja i bóg katastrof dotrzymywaliśmy mu towarzystwa.
Kiedy stanęliśmy przed małym, zgrabnym domkiem centaur przyspieszył kroku. Widocznie myśl, że w środku czekają na niego dzieci, podniosła go na duchu. Drzwi otwierał niezgrabnie, drżącymi dłońmi - ledwo przekręcił klucz - ale kiedy to zrobił i uchylił je, po prostu patrzył do środka, jakby nie wiedząc, co właściwie ma teraz zrobić.
Obrócił się zdyszany w naszą stronę, uśmiechnął się ciepło i westchnął.
- Dziękuję, może… Może chcecie odpocząć? - zapytał dosyć niepewnie.
Wnioskowałem, że najchętniej by sobie usiadł i odetchnął, jednak dobre wychowanie nie pozwalało mu tak po prostu zostawić osób, które mu pomogły.
Pokręciłem głową.
- Wolałbym już uciekać - oznajmiłem po prostu - Jestem brudny i zmęczony, pan również powinien teraz odpocząć.
Spojrzałem na Higekiego, który niemrawo mi przytaknął. Dźwignie półkonia musiało go wykończyć. Podarte kimono w tak chłodnej porze zapewne nie umilało mu w tej chwili pobytu w lesie. Komary gryzły jak wściekłe,
- Lekarz musi obejrzeć ranę - dodałem.
To było oczywiste, jednak dla pewności musiałem o tym wspomnieć. Zastrzyk przeciwtężcowy był konieczny przez to głupie żelastwo. A i lekarz zapewne zapewniłby centaurowi specyfik, który przyspieszyłby gojenie się ran. I… I stracił dużo krwi, na to też potrzebował pomocy.
- Wiem, wiem… - mruczał, ostrożnie wchodząc do środka. Chwycił się drzwi i powoli je przymykał, przestał w połowie i podziękował. Pożegnał się, z czymś w rodzaju pewnego żalu, skruchy lub czegoś podobnego. A potem zamknął drzwi i jedyne, co mogliśmy w tej sytuacji zrobić, to powoli odchodzić, wsłuchując się w szmer liści.
Nigdy bym nie wpadł na to, że w takiej okolicy ktokolwiek chciałby mieszkać. Niemniej jednak była to piękna okolica.
Podwórko wtapiało się w leśną scenerię - choć na sto procent było aranżowane.
Płot zrobiony był ze starych palet, pod nim posadzone były delikatne roślinki. Drzewa i krzewy rosły w bardzo naturalnym rozstawieniu, ale nikomu nie przeszkodziło to w między nimi kącików wypoczynkowych - na ziemi leżało kilka kocy. Poza tym… panował tu po prostu tajemniczy i relaksujący klimat.
Przeszliśmy las, milcząc. Nie byłem pewien czy szukanie teraz tematu było dobrym pomysłem. Zresztą byłem tak zmęczony i niewyspany, że nie miałem najmniejszej ochoty choćby otwierać ust.
Za to topiłem swój umysł w absurdalnych rozmyślaniach o rodzinie centaura. Koleś miał szczęście - wielkie szczęście. Nie chodzi tu tylko o to, że jakiś cudem trafiliśmy na niego. I nie o to, że uwolniliśmy jego kopyto z żelaznych szczęk sideł na niedźwiedzie. Chodziło o rodzinę.
Ja, jako bóg, nie mogłem mieć dziecka. Nie przez to, że miałem obowiązki - a przez samą niepłodność. Poza tym nie miałem mamy, czy dziadków. Miałem tylko stwórcę, którego wszyscy nazywali ojcem. Nie śmiałem temu zaprzeczać, jednak temu świetlistemu Panu do ojcostwa było daleko. Czasem miałem wrażenie, że po prostu się nami wyręczał, mając cały świat głęboko w swoim złotym tyłku.
Ciekawiło mnie, co on właściwie robi całymi dniami? Widziałem go przecież tylko raz, kiedy zadowolony oznajmił mi, że mam opiekować się osobami, które wznoszą do mnie modły. Oczywiście ja wywiązywałem się ze swojego obowiązku, ale jeśli bym tego nie robił, czy przyszedłby mnie ostrzec przed zniknięciem, czy może czekałby, aż to się stanie i stworzyłby nowe bóstwo roślinności?
Zazgrzytał zębami zły.
Swoją drogą bycie bóstwem jest trudne. Nie dość, że musisz dawać dobry przykład, to jeszcze musisz pomagać niektórym perfidnikom. A co masz w zamian? Nic! Kawałek świątyni z ogródkiem! Pretensje, rzadko kiedy jakiekolwiek podziękowanie! Ewentualnie chowańca, ale takiego trzeba sobie znaleźć. Poza tym bycie bóstwem i schodzenie do świata ludzi, to niekiedy samobójstwo. Przebiegłe akumy czają się na każdym kroku, a twoim zachwaszczonym obowiązkiem jest ich zlikwidowanie. Ja miałem to szczęście, że stwórca nie obdarzył mnie szczególnymi zdolnościami obronnymi i przy bliższym spotkaniu z potworem, mogłem mieć bardzo, bardzo utrudnioną sytuację. Bez pomocnika byłbym trupem.
Ależ się wkurzyłem!
— Higeki — zacząłem spokojnie. — Co sądzisz o byciu bóstwem?
Uśmiechnąłem się niemrawo, może lekko wymuszenie. Bardzo zależało mi na jego odpowiedzi. Dzisiejszy dzień… wieczór, noc, był tak zły, że po prostu chciałem usłyszeć cokolwiek pozytywnego… Czy po prostu sobie grupowo pomarudzić, nawet jeśli nie wypadało.
Zanim bóg katastrof zaczął odpowiadać, próbowałem się wyciszyć. Już zaczynałem delikatnie bujać w obłokach o szybkiej kąpieli i wyłożeniu się w łóżku. Cieplutkim, mięciutkim łóżeczku bez robali i mchu. O ciepłej herbatce i pilociku w ręce....
Mój towarzysz podróży nie odzywał się spory kawał czasu – lub po prostu mi się tak wydawało – więc zwolniłem tempo. Skupiłem się na nim i delikatnie zniecierpliwiony wyczekiwałem tego, co może mi powiedzieć. Potajemnie liczyłem również na jakąś radę, może czy ciekawą anegdotę historię z doświadczenia starszego kolegi.

<Higeki? Przebacz to czekanie i długość opowiadania, ale jakoś tak wyszło... teraz chyba lepiej będą się sprawować "szybkie pingle" po ok. 500 słów ;-;. Jeszcze raz przepraszam >

poniedziałek, 1 października 2018

Od Victorii CD Tarou i Mikleo "Spotkanie trojga"



Gdy na zewnątrz, słychać śpiew ptaków, dziwne odgłosy Akum i jeszcze inne dźwięki tej pięknej natury, aż zachciewa ci się żyć, gorzej, jeśli to wszystko słyszysz nad samym ranem gdzie te całe gówniane dźwięki nie dają ci spać.

Otwierając oczy, zasłoniłam je szybko dłonią, gdyż oślepiły mnie promienie słoneczne.

Mrucząc pod nosem, przekleństwo, przeciągam się i wstaje, zabierając ze sobą pierwsze lepsze ubrania z szafy i ruszam w stronę łazienki, gdzie spędzam większość czasu pod prysznicem, ale też zaczęłam się zastanawiać, czy wszystko ostatnio ze mną w porządku. Czy Toru jest z czegokolwiek zadowolony, czy też o jakieś inne bzdety. Wszystko to, zaprzątało mój umysł. W końcu mój tok myślenia wkroczył na tor, dlaczego to zrobiłam, dlaczego zgodziłam się być chowańcem. To nie było w moim stylu ale jednak wszystko kiedyś musi wejść w jakiś tryb, tak jak moje nowe życie tutaj.

Wzdychając ciężko zwiesiłam głowę, a na nią lały się krople gorącej wody. Musiałam się uwolnić od tego wszystkiego, bo zaraz zwariuję, a tego nie chcę. Jedyną rzeczą jaką bym chciała, to aby ktoś w końcu mnie pokochał, nie patrząc nawet na mój charakter, ani na wygląd.

Zakręciłam kurek i wyszłam spod prysznica owijając się białym ręcznikiem. Gdy stanęłam przed lustrem zobaczyłam tylko zmarnowaną dziewczynę, za parą.

Przetarłam dłonią lustro i stwierdziłam, że nie mam co więcej tak stać, bo nie przyniesie to żadnych korzyści, więc zaczęłam suszyć włosy kiedy usłyszałam głos Toru.

- Vici, jesteś tutaj? - westchnęłam na to pytanie, miałam napalić w kominku i zrobić śniadanie, a przez ten cały czas siedziałam w durnej łazience. Choć widziałam, że w kominku od nocy się jeszcze coś tli.

- Tutaj, biorę kąpiel i uprzedzam twoje pytanie.. nie możesz dołączyć.

Chciałam mieć jeszcze chwilę dla siebie, musiałam z resztą wysuszyć włosy i się ubrać, a wiem, że z nim tutaj na pewno bym tego nie uczyniła, tak szybko.

*

W łazience spędziłam dobre trzydzieści minut, na suszeniu włosów, płaczu oraz przemyśleniach. Akurat teraz wszystko zaczęło zwalać mi się na głowę, więc mój organizm nie wytrzymał i z mych oczu popłynęło trochę łez.

Doprowadzając się do ładu wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się w stronę pokoju, gdzie napotkałam siedzącego na łóżku Toru.

Był zamyślony, wyglądał tak niewinnie, wręcz naiwnie, więc usiadłam na jego kolanach i popatrzyłam na niego.

- O czym myślisz Toru? - zapytałam z czystej ciekawości, a on się uśmiechnął dodając następnie:

- O tym, dlaczego muszę się z tobą użerać, lisku.

Odwzajemniłam ten uśmieszek, ale trochę mnie to zabolało. Użerać.. świetnie, jestem niczym niepotrzebny śmieć.

- Zrobiłem zakupy, mimo małego incydentu - pan parasolka wyrwał mnie z morderczych myśli i z załamania nerwowego, spoglądając na niego podejrzliwie.

Mężczyzna zaczął mi opowiadać tą jakże przejmującą historię o tajemniczym chłopaku. Gdy to usłyszałam myślałam, że wybuchnę dzisiaj po raz enty, ale ze spokojem słuchałam dalej tego co ma mi do powiedzenia.

- I mam Vici do ciebie prośbę, idź z nim porozmawiaj... - dalej słuchałam tylko co trzecie słowo.

Ten dzień miał być dobry, wszystko miało się toczyć jak zawsze, ale do cholery jasnej Toru musiał kazać mi śledzić jakiegoś dzieciaka, świetnie!

Zło ze mnie wychodziło kilogramami i raczej ciężko było by je przegapić, gdyż wychodząc z domu od razu przemieniłam się i z wściekłością ruszyłam pod podany adres. Żebym ja szukała jakiegoś dzieciaka, który wielce nie może się odnaleźć w tym świecie, cóż za problem. Wielu jest takich, dlaczego nie mógł być to ktoś inny.

Stając przed domem rozejrzałam się dookoła wracając do mej formy człowieka.

Zapukałam kilka razy lecz nikt nie otworzył, wiec się jeszcze bardziej wkurzyłam i kopnęłam pobliski kamień. Gdy odwróciłam się plecami do drzwi usłyszałam za sobą głos.

- C.. Coś się stało? - spojrzałam na chłopaka, wyglądał dość naiwnie i dziwnie. Jak totalna ciota, co w nim niby widzi Toru?

Dlaczego o nim myśli? Zainteresował go taki.. hm byle jaki chowaniec, na dodatek pies?

Z wielką chęcią splunęła bym gdzieś na bok, ale stwierdziłam, że zrobię to o co prosił mnie mój bóg.

- Mam z tobą porozmawiać - usłyszałam, że głos jaki wydobył się z mych ust, był wrogi i na dodatek należał do lisa.

Chłopak jak najszybciej chciał zamknąć mi drzwi przed nosem, jednak ja chwyciłam łapą z pazurami drzwi i weszłam bezapelacyjnie do środka.

Domek wygląda jak by tu mieszkała jakaś babcia, a nie dzieciak. Badziowy wystrój i inne babcinne bzdury, ale teraz nie o tym.

- O co chodzi? - zapytał cicho.

- Słuchaj coś ty zrobił Toru? - warknęłam wkurzona - mój bóg siedzi zamyślony i pieprzy o tobie, że nie możesz się wielce odnaleźć w naszym świecie, ja do teraz nie mogę tego zrobić, ale stwierdziłam, że walić to, ty za to spierdalasz z podkulonym ogonem po tym jak na niego wpadłeś.

- Ja.. ja nic nie zrobiłem.. nie chciałem - powiedział szybko.

- Czego się denerwujesz? Myślisz, że cię zjem?

Chłopak nic nie odpowiedział, patrzył na mnie zdezorientowany, to był moment, kiedy przyjrzałam mu się dokładniej. Może jednak nie jest taką ciotą? Jest dość przystojny, choć trochę niższy ode mnie, ale przez włosy nie widać tej różnicy.

Prze większość czasu starałam się nie krzyczeć na niego, choć czasami nie wychodziło, ale w jakiś sposób się ze sobą dogadaliśmy.

Gdy do naszych uszu dotarł dźwięk, który nie zwiastował nic dobrego, ja zmieniłam tylko część mego ciała w lisa.

- Spodziewasz się kogoś?

- Tylko kobiety, która wynajmuje mi mieszkanie, ale to nie ona, nie czuje jej.

- Cholera.. dobra ja pójdę - westchnęłam i otworzyłam szybko drzwi.

Moim oczom ukazała się leżąca postać, która chciała wstać. Ja byłam lekko zdezorientowana, więc chwyciłam gościa za tył swojego ubioru i postawiłam go na nogi.

- Co ty tu do kurwy nędzy robisz?! - warknęłam ostro wkurzona - miałam z nim porozmawiać, a ty stwierdziłeś, że mnie sprawdzisz, czy go cholera nie zjadłam?!

- Vi...

- Nawet nie odpowiadaj, mam dość.. myślisz o gościu, wysyłasz mnie do niego, a teraz, coś ty tutaj robił?!

- Chciałem zobaczyć czy wszystko w porządku - powiedział cicho.

- Tak, no dobrze do sobie sam patrz i mnie już nigdzie, nigdy nie wysyłaj, mam cię powoli dość... - powiedziałam to z czystej zazdrości, o mnie nikt tak nie myśli..puściłam go i odeszłam od nich siadając na murku i odpalając papierosa. Oczywiście chciałam wiedzieć jak to się rozwinie i czy, któryś w ogóle się zainteresuje tym, że pada a ja siedzę na dworze w krótkich spodenkach paląc papierosa ze spuszczoną głową...

<Mikleo?>
 
1032 słowa

niedziela, 30 września 2018

Od Hibiki,ego Cd. Asami "Dziennik życia ziemskiego"


Skoczyłem w przód i pchany jakimś dawnym wspomnieniem, uderzyłem w kant dłoni, w której narkoman dzierżył nóż. Ten upadł na ziemię z głośnym, brzdękiem, który rozszedł się echem po całej ruinie. Chłopak stanął w miejscu i nadal śmiejąc się, zrobił krok w tył. Jego rozszerzone źrenice biegały od twarzy Asami do mojej i tak na przemian. Wyszczerzył zęby w jeszcze bardziej przerażającym uśmiechu, ukazując pożółkłe zęby i zaczerwienione dziąsła. Zrobiłem kolejne dwa kroki w przód, a następnie jednym sprawnym ruchem powaliłem przeciwnika na ziemię. Przycisnąłem go delikatnie do ziemi i spokojnym głosem zapytałem

Co z nim uczynić bogini? - Trzymając chłopaka za nagie nadgarstki poczułem nienaturalne ciepło bijące od jego ciała. Miał gorączkę. Bardzo wysoką gorączkę.

Dopiero teraz zauważyłem, że jego roztrzepane włosy nie są mokre od deszczu a od potu. Wąska strużka przezroczystej substancji, stoczyła się z jego czoła i z cichym plaśnięciem, pacnęła o podłogę. Zaraz też ciało chłopaka rozluźniło się, a jego głowa bezwładnie przekrzywiła się na bok.
Miałem dziwne, nieodparte wrażenie, że już kiedyś miałem z tym do czynienia. Nie z tym konkretnym chłopakiem, ale z narkotykami. Dobrze też wiedziałem jak zareagować w przypadku uzbrojonego ćpuna. Przesłoniłem jedną dłonią oczy, po czym chwiejąc się lekko wstałem i zrobiłem dwa prędkie kroki w tył i jeden w przód. Zadrżałam lekko, a wszystkie włosy stanęły mi dęba. Skąd ja to wszystko wiedziałem? 
Rozejrzałem się dookoła z szeroko otwartymi oczyma. Delikatny szelest deszczu za oknem, mieszał się z naszymi oddechami i cichym pojękiwaniem człowieka rozciągniętego na podłodze. Chodź w sumie ciężko nazwać go w ogóle człowiekiem… Kredowo biała cera, sine usta i zapadnięte policzki. 
Bliżej mu do trupa niż żywej istoty...

< Asamiś? >

270 słów

Od Nao cd. Higekiego "Chwila ciszy"


- Absolutnie nie masz za co przepraszać! - zaprzeczył Nao Higekiemu na jego słowa. - Rozmowa nigdy nie jest rzeczą, za którą powinno się przepraszać, przynajmniej w moim towarzystwie. Zresztą, i tak nie miałem dziś szczególnie ważnych planów. - To powiedziawszy pozwolił sobie nieco mocniej wpłynąć na uczucia ciemnowłosego. Chciał zagłuszyć negatywne emocje, które nagle wróciły do bóstwa i skutecznie pozbawiły go ostrożnie wywalczonego rozluźnienia. Jednocześnie nie chciał też zmusić go do uśmiechania się i cieszenia życiem, to byłoby nienaturalne i nie pomogłoby zbytnio.
Nie podobała mu się nagła zmiana nastroju rozmówcy. Większość jego stałych gości nawet po kilkuminutowej rozmowie nie wracała tak szybko do swoich codziennych nastrojów. W końcu cały czas obserwował te osoby i miał na nie wpływ, w tym przypadku było tak samo. Dlaczego więc doszło do czegoś takiego? Mógł przysiąc, że ciągle ostrożnie używał swojej mocy, nie popełnił też żadnej głupiej gafy. Czyżby problemy dręczące Higekiego były większą niż z początku zakładał, górą lodową, której tylko czubek udało mu się dopiero nadkruszyć?
Cóż, mógł tylko zgadywać, ale ta chwila wzmocniła jego zamiar pomocy smutnemu bogowi katastrof. Sumienie z pewnością nie dałoby jeleniowi teraz spokoju, gdyby po kilku próbach odpuścił. A jedna z nich właśnie minęła, herbata się skończyła, Higeki musiał wracać do swoich obowiązków. Pierwszy argument był raczej biedny, ale drugiego obaj nie mogli zignorować. Musieli więc zakończyć tę mini "sesję" i zostawić pogaduchy na inny dzień. Na dłuższą metę Yoshi miał wrażenie, że to nawet dobrze. Musiał postawić na lepsze poznanie swojego gościa, by móc lepiej obmyślić, jak mu pomóc i dostał właśnie dodatkowy czas by wszystko przemyśleć i przeanalizować.
- Jeżeli masz taką ochotę, mogę odprowadzić cię kawałek. - Odezwał się nagle, a widząc, że bóstwo chce mu odpowiedzieć, nie zdziwiłby się, jeśli przecząco, postanowił szybko wtrącić jeszcze jedno zdanie. - Nie będzie to żadnym problemem, i tak zamierzałem udać się po południu do miasta.

Higeki?
Gomen, że tak długo ;w;

Liczba słów: 304

piątek, 28 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


- Ale wiesz... Futro, czy sierść to nie to samo co włosy? Ma ona zupełnie inną budowę i tylko niektóre rasy zamiast sierści mają włosy, ale... Nie pytaj mnie o szczegóły, bo nawet nie wiem skąd to wiem - roześmiał się perliście, bo mnóstwo było takich rzeczy, a oznaczało to po prostu tyle, że musiał się tego dowiedzieć przed swoją śmiercią. Ich odrodzenie było dość "wygodnym" procesem, bo zapominali o tym, kim są, ale pamiętali większość, jeśli nie wszystko inne. Dzięki temu od razu umieli chodzić, mówić, biegać, udzielać pierwszej pomocy, czy walczyć tą, lub inną bronią. Jednocześnie zapominali o swej śmierci, rodzinie, kochankach, zdradach, grzechach, tragediach i jak już wspomniałem całej "niepotrzebnej" reszcie. Proces jednak nie był idealny, bo najwyraźniej nie wpływał w żaden sposób na charakter. W przeciwnym razie Nex i Mak byliby posłuszni jak większość boskiego społeczeństwa.
- Korzystam z niej, gdy poluję na jedzenie albo coś, co nie zamieni się w pył jak zabijam - miał tutaj oczywiście na myśli to, co działo się z demonami, gdy się je uśmierci - Nie jest tak wielka, jak twoja... Powiedzmy, że większa od największej rasy koni, ale to tyle... Niby mógłbym z niej korzystać, ale jeśli mam się już angażować ,to ta postać jest poręczniejsza w większości sytuacji, czyż nie? - Nex nie miał w zwyczaju wykluczać czegokolwiek. Był skłonny dostosować się do bieżącej sytuacji, jeśli zajdzie taka potrzeba, więc marzenie inugami może się ziści z tym małym zastrzeżeniem, że futro wilka w jego prawdziwej postaci była koloru szarawego, a nie białego.
Gdy nadszedł w końcu moment, na który czekali, upewnił się jeszcze, że Makoto trafił na dach, nim sam postanowił wykonać skok. Niby nie była to jakaś znacząca odległość. Niby nie był to żaden wielki wyczyn, ale gdzieś z tyłu umysłu Nex'a czaiła się jeszcze całkiem ludzka myśl, że może mu się po prostu nie udać. Mógł się potknąć albo po prostu nie trafić i co wtedy? Skorzysta ze swego talentu, aby mimo wszystko pojawić się na dachu wagonu, ale nie o to chodziło. Ta mała niepewność wywołała też niewielką ekscytację u wilka i satysfakcję, gdy wylądował obok swego kolegi. Mała rzecz, a cieszy... Jednocześnie nie zwracał uwagi na to, czy był przy tym cichy, czy nie, bo ważniejsze dla niego było, aby się przypadkiem nie osunąć, gdy przedział zaczął nabierać prędkości.
- Tak, kimono i miecz, ale tak naprawdę większość bogów się tak nosi. Chciałbym spotkać boga, który nie wygląda, jakby się urwał z jakiegoś historycznego dramatu, albo średniowiecznej Japonii... O... Na przykład boga gier. On powinien wyglądać "jak człowiek", prawda? A przy okazji mieć najnowszy sprzęt...

425 słów

Od Duncana cd. Higekiego "Leniwe popołudnie"

anime, autumn, and gif image
Jesień była kolejnym stanem rzeczy na który nie ma się wpływu. Widział ją tak wiele razy, iż przestał nawet podziwiać jej wybuchy kolorów. Była po prostu kolejną porą roku zwiastującą śnieg. Trochę zimniejszą od wiosny ale cieplejszą od zimy. Nawet słońce nie zachęcało do wyjścia na spacer.
Lecz szepty które czasami odbijały się echem w głowie sprawiały, iż nogi same niosły w ich stronę. Do osób które wypowiadając jego imię potrzebowały go najbardziej podczas swych ostatnich chwil. Wojna zawsze istniała w tej większej czy mniejszej postaci. Na szczęście ostatni czas gdy nie miał czasu nawet na dzień odpoczynku ostatni raz był podczas II Wojny Światowej. Wtedy… wtedy nie było łatwo. Kobiety i mężczyźni w przeróżnym wieku modlących się o to aby odwrócił od nich wzrok. Ci sami którym później przychodził na spotkanie. Codzienna warta na razie minęła nawet pomimo faktu, iż ludzie wciąż prowadzą swoje większe bądź mniejsze wojny. Czy to przez to poświęcał swoim wyznawcom więcej czasu? Czy to przez fakt, iż podczas drugiej wojny poznał swego, jak się później okazało, przyjaciela. Właściwie nie był do końca pewien czy mógł go tak nazwać. Wiedział jak ciemnowłosy podchodzi do kwestii nazywania kogokolwiek przyjacielem. Ale czy On sam mógł go tak nazwać?
Dzisiaj był udany dzień jeśli wychodzi wycieczki do Świata Ludzi gdyż nie musiał tam schodzić ani jednego razu. Wydawało mu się, iż wszystko w koło jest takie spokojne. Przez niemal połowę dnia robił swego rodzaju obchód po całym świecie bóstw. Bo tak zawsze robił, nieprawdaż? Sprawdzał czy wszystko jest w porządku i czy nikt nie potrzebuje pomocy. Jego przybycie poprzedzał brzęk jego zbroi. To właściwie był znak rozpoznawczy który nauczyli się już rozpoznawać chyba wszyscy w Kami No Jigen. Wtedy usłyszał ten cichy, cienki szept. Zatrzymał się gwałtownie i stanął na baczność jak to miał w zwyczaju. “Odwróć od mej osoby swój wzrok”. Brzmi jak mężczyzna. Odwrócił się i zrobił kilka kroków w stronę szeptu aby po chwili pojawić się na Świecie Ludzi obok swego wyznawcy. Zmarszczył brwi gdyż znalazł się najwidoczniej w swej własnej kapliczce. Przyglądał się przez chwilę mężczyźnie. Dosyć młody z nieśmiertelnikami na szyi. Dopiero szykował się na wojnę a raczej zapewne do odbycia służby w wojsku. Jego wyznawcy również wtedy często się modlili. Na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech po czym z chęcią odwrócił wzrok od mężczyzny.
Pod postacią duchową o wiele prościej i wygodniej się podróżowało, co miało również swoje inne benefity pod postacią swoistego rodzaju bycia duchem. Ludzie go nie dostrzegali. W mieście raczej nie liczył na kogoś kto będzie bliski śmierci spowodowanej walką lecz wtedy również przypomniał sobie wszelkiego rodzaju terrorystyczne. Śmierć podczas walki kiedyś była prosta. Gdy umierał wojownik trzymał w dłoni miecz a nie parasolkę. Westchnął cicho.
Lubił nawet czasami pod taką postacią patrolować Świat Ludzi, nawet jeśli nie był nic w stanie zrobić. W dni takie jak ten gdy nie musiał nigdzie się pojawić napawały spokojem. Wtedy przechodząc obok jednej z wielu kawiarni dojrzał charakterystyczną czuprynę. Nie był do końca pewny czy to on lecz gdy dojrzał już dobrze wysłużoną książkę o tytule “Jestem kotem” był tego zupełnie pewny, iż to On. Ruszył do kawiarni niemal mechanicznie po drodze zrzucając świat duchów jak i zbroję na rzecz ludzkiej postaci. Szybko zaciągnął mocniej kaptur na głowę i kierując się prosto do Higekiego. Usiadł naprzeciwko niego i pochylając się zapytał z delikatnym uśmiechem.
- Mówiłem Ci, że mogę podarować Ci jakąś inną książkę z mojej biblioteczki. - mówił cicho. Pomimo tego, iż cieszył się z spotkania przyjaciela jednocześnie pamiętał, iż jest teraz fizycznie w świecie ludzi. Którzy niezbyt dobrze reagowali na jego obszerną bliznę na twarzy. Zacisnął mocniej kaptur na lewą stronę twarzy. Zrobił to mechanicznie nawet niewiele o tym myśląc. Nie rozumiał również dlaczego Higeki lubił na przykład siedzieć w kawiarni i czytać książkę. Czy to w świecie ludzi czy duchów. Ale szanował jego ulubione zajęcia poprzez brak marudzenia na nie. Co jakiś czas spoglądał na boki jak zwierzę wypuszczone z klatki którą w jego przypadku była chyba po prostu zbroja.

Liczba słów: 660

czwartek, 27 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


- Twoje futro jest śliskie? - z całego wywodu tylko tyle zainteresowało wilka i to z bardzo prostego powodu. Sam mógł doświadczyć większości tych problemów, o których wspomniał Makoto, choć oczywiście w mniejszej skali, ale - Moje futro... Bo zapomniałem wspomnieć, że moją prawdziwą postacią jest postać wilka - dodał szybko, przypominając sobie, że nie wspomniał o tym wcześniej. Nie uczynił dlatego, że na ogół nie wykorzystywał jej w celach "bojowych" - Jest odpowiednio grube i ciepłe, ale śliskie? Może powinieneś przeprosić się z mydłem i wykąpać w... Jeziorze albo basenie? Futro powinno być miękkie, o ile mi wiadomo, a biorąc pod uwagę, jak ciężko utrzymać się jest na byku, to wyobraź o ile ciężej, byłoby komuś się wspiąć na zwierze kilkanaście razy większe, cięższe, szybsze, oraz inteligentniejsze. Takie rzeczy to tylko w grach, bo normalnie nawet jakbyś stał bez ruchu byłoby to wyzwanie - oczywiście cała wypowiedź miała lekko żartobliwy charakter, bo nic mu było co do tego, jakie było jego futro, ale szczerze był zaskoczonym określeniem, jakie Makoto użył, aby je opisać.
Międzyczasie na dole dało się dostrzec, jak ludzie powoli zbierają się na peronie. Był to niewątpliwie znak, że lada moment przyjdzie ich środek transportu, ale póki co...
- Jesteś pierwszą osobą, poza mną oczywiście, która gada z sensem. Nie wiem skąd się to wzięło, ale cały ten układ to dla mnie po prostu niewolnictwo. Pięknie ubrane w wyniosłe słowa jak "obowiązek", czy "służba słusznej sprawie" - pokręcił głową z niedowierzaniem siadając przy krawędzi dachu - Najzabawniejsze jednak jest to, że wszyscy zdają się wierzyć w tą bzdurę - westchnął ciężko zamykając portal w ślad za inugami.
- Nigdy nie wziąłbym cię za kogoś, kto interesuje się grami, ale w takim wypadku rozumiesz, jak one z grubsza działają. W grach możliwość ich wykorzystywania jest bardzo ograniczona z wiadomych powodów - uśmiechnął się delikatnie. Metoda działa była prosta "jak budowa cepa", ale wbrew pozorom dawała wielkie możliwości - Czasami jednak wolę z niej nie korzystać... Zamiast otworzyć przejście na dach wagonu ciekawiej będzie wskoczyć na niego, gdy będzie się rozpędzał, prawda? I przyznam się tobie, że nawet o tym myślałem, ale... Ludzie zaraz by o mnie zapomnieli, a w świecie bogów portale, nawet jeśli nie tak poręczne, jak moje to znajdują się, w co większych miejscach na świecie... O.. Nasz transport - kiwnięciem głowy wskazał na zatrzymujący się przy peronie wagon i szykując się do biegu wyraźnie podekscytowany.

386 słów