niedziela, 14 kwietnia 2019

Od Phoenixa CD Eredina "Zobacz kotku co mam w środku"

Siedząc na kanapie czekałem z niecierpliwością na historię Eredina, dotyczącą sztyletu, choć widząc po chwili jego oczy odechciało mi się wsłuchiwać. Było to dla niego ciężkie, a co za tym idzie nie chciał o tym jawnie mówić. Chciałem mu przerwać, lecz stwierdził, że jak zaczął to musi skończyć, więc takim sposobem byłem zmuszony do słuchania, choć bardziej odlatywałem myślami w całkiem innym kierunku. Byłem ponownie zmęczony, przez co wkurwiałem się na swój organizm, patrząc na to, że zasypiałem w połowie jego historii, jednak powstrzymywałem od tego swój organizm. To nie tak, że mnie to nie interesowało, po prostu moje ciało domaga się resetu, który jest mu cholernie potrzebny.
Gdy Eredin skończył mówić przytuliłem go. Nie odzywałem się, gdyż chciałem przeczekać jego łzy w ciszy. Wolałem po prostu milczeć, nie chcąc wywołać większegi potoku łez.
Kiedy ten się już uspokoił, poszedłem do kuchni zrobić coś ciepłego do picia, a dokładniej wstawić wodę.
- Eredin, trochę późno się robi.. zostaniesz? - zapytałem stając za nim.
Chłopak popatrzył na mnie unosząc delikatnie jedną ze swoich brwi.
- No nie patrz się tak - zaśmiałem się. - zgwałcić cię już nie zgwałce to jak będzie? - zapytałem zaciekawiony.
- Niech będzie.
- To jak chcesz to możesz wskoczyć pod prysznic - uśmiechnąłem się lekko. - wiesz co gdzie jest, a koszulkę mogę ci odstąpić jakąś, ale nie wiem czy nie będzie za mała.
- Chyba nie..
- Jestem niższy, więc może tak jednak być - rzuciłem wracając do kuchni, gdyż woda już się zagotowała.
Wyjąłem z szafki dwa kubki, które były niby różne, ale dawały ten sam zamysł.
Wziąłem czarne naczynie oraz białe.
Na pierwszym był napis:
"Kto kurwa lubi DC?!", które zamienia się na "Marvel FOREVER!", kiedy ten przyjmuje kolor czerwony.
Za to kubek biały posiada napis "DC? A co to, a kto to?" Również zmienia kolor i napis, przez co po chwili widnieje "Te Supermeny czy też Batmany to bohaterowie? Ja jestem Filantropem, milionerem i geniuszem!" Kubek nie jest w jednym kolorze, gdyż przypomina bardziej zbroję Iron Mana.
Zalałem kubki gorącą wodą, robiąc ciepłe picie i ruszyłem z kubkami do sypialni, mijając chłopaka wchodzącego do łazienki.
Ustawiłem naczynia na szafce, następnie zabierając się za zmienianie pościeli, co poszło mi o dziwo szybko. Dumny z siebie, wyjąłem z szafy jeszcze jedną poduszkę i również ją ubrałem. Czarna pościel była zawsze idealna, lecz na drugiej stronie też ma barwę czarną, ale ma dodatek w postaci szkieletu węża. No co na przecenie była.
Słysząc po dłuższej chwili otwieranie się drzwi, wziąłem to co potrzebuję i ruszyłem do łazienki wymijając chłopaka.
- Jak coś możesz wygrzebać cokolwiek z szafy, ja zaraz jestem - rzuciłem znikając za drzwiami.
Kiedy pozbyłem się ubrań wszedłem pod prysznic, gdzie spędziłem może z dziesięć minut. Następnie stanąłem przed lustrem i wziąłem maszynkę do ręki aby się ogolić. Oczywiście ciamajda musiał się zaciąć na policzku, przez co zaczęła mi powoli lecieć krew. Boże jski ze mnie dzban.
Kiedy skończyłem, przemyłem twarz i wróciłem do chłopaka, który siedział sobie na łóżku.
- Wróciłem, można iść spać - uśmiechnąłem się lekko i usiadłem obok niego chwytając kubek, chcąc się napić, lecz chłopak mnie ubiegł lecz pierw wytarł mi krew z policzka.
- Jak mogłeś się skaleczyć?
- Tak jakoś wyszło - lekko się uśmiechnąłem. - pij, póki jeszcze ciepła - rzekłem kładąc się i odpalając jakiś dziki serial o wampirach gdzie jeden z nich nazywał się Marselus a drugi Elajża czy jak to tam się pisze. Generalnie brzmi jak Eliza.
Kiedy pozbyliśmy się zawartości naszych kubków, wskoczyliśmy pod kołdrę.
- W razie czego zawszę mogę iść na kanapę gdybym ci przeszkadzał - powiedziałem patrząc na niego.
- Nie, jak już to ja powinienem iść na kanape.
- No chyba nie..
- No chyba tak.
- Chcesz się sprzeczać? - zapytałem patrząc na niego.
- Z chęcią.
- Sam tego chciałeś.. - wpakowałem mu się na biodra i z pocałowałem czule.
- Nadal będziesz się sprzeciwiał? - mruknąłem.
- Tak.
- Ah, tak? - zaśmiałem się i zjechałem ustami na jego szyję, gdzie wykonałem mu piękną malinkę, a przy tym czułem jak się podniecił.
- Dobra stop tortur - zaśmiał się.
- No widzisz, ja mam prawie zawsze rację - zaśmiałem się i wróciłem na swoje miejsce, odwracając się do chłopaka tyłem. Jak będzie chciał, się przytulić, to sam to zrobi, ja nie chcę się narzucać.
- Dobranoc mordko - uśmiechnąłem się pod nosem i udałem się w objęcia morfeusza, gdzie liczyłem na to, że Eredin wtuli się w me plecy.

703

Ehu mehu itd
Eredin?^^

sobota, 13 kwietnia 2019

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Obserwowanie ludzi w takich warunkach zapewne,...nie były zbyt zgodne z jakimiś zasadami moralnymi. W końcu....to była ich prywatna sprawa, czynności i na pewno nie chcieli by ktokolwiek ich widział w takim namiętnym akcie. Nie mówiłem jednak nic Niyumi wiedząc, że chciała dobrze... a przez doświadczenie, bądź widok czegoś ja najlepiej się uczę. I Ona dobrze to wiedziała, jednak... to chyba było nieco za wiele patrząc po jej gwałtownej reakcji. Czym prędzej złapałem ją na ręce otulając przydługimi rękawami, by nie spotkała się z twardą ziemią. Jej policzki osiągnęły chyba nowy poziom osiągania rumieńców na policzkach, gdyż teraz przypominały dorodnego pomidora w samym środku sezonu na zbiory.
- Nic ci nie jest? - Przechyliłem głowę na bok uważnie ją obserwując.  Białowłosa jednak schowała się w swoich małych rączkach chcąc ukryć całe swoje zakłopotanie obecną sytuacją. Była po prostu rozkoszna... nawet zapomniałem w jakiej złej sytuacji się znaleźliśmy. Co ze mnie za patron, by pozwalać chowańcowi na takie złe rzeczy. - Powinienem cię chyba ukarać za takie rzeczy, wiesz? Bo to mogło się źle skończyć - Delikatnie uśmiechnąłem się kątem ust patrząc jak rozchyla paluszki, by z po wątpieniem spojrzeć na mnie.
- U-ukarać...? - Pisnęła, kładąc natychmiast uszy po sobie. - A-ale czemu ukarać...? Jak ukarać...? Nie karz mnie, Yuki... Kiyuki-sama, przecież ja.... ja nie.... - Skuliła się jeszcze bardziej w moich ramionach  ukrywając się na dodatek za puchatym ogonem. To był znak, że przydałoby się wrócić do świątyni, by wszystkie emocje opadły. Pokręciłem więc głową obracając się na pięcie zostawiając tamta parkę w tamtej romantycznej scenerii. Wolałem, by jednak przez przypadek nas nie dostrzegli...nawet jeżeli szybko by o tym zapomnieli.
Opuściliśmy teren tamtego osiedla niezauważeni i wkroczyliśmy do parku. Był późny wieczór, więc szczerze nie spodziewałem się jakiegokolwiek ruchu na kamiennych ścieżkach...a jednak znaleźli się i tacy, którzy postanowili zrobić sobie spacer, czy chociaż pobiegać samemu lub ze swoim psim pupilem. Wśród tych ludzi znalazło się też parę par, i przy połowie znajdowała się jakaś akuma. Niestety... nie mogłem nic z tym zrobić. Te osoby nie modliły się, miały pełną świadomość, że robią źle.... dlatego nie musiałem się w to wtrącać nawet jeżeli nie było to sprawiedliwe względem oszukiwanej osoby.
- Nie masz ochoty na czegoś słodkiego póki tu jesteśmy? - Zapytałem chcąc nieco rozluźnić tą krępującą atmosferę. Kiedy ostatnio byliśmy na ziemi w takich luźnych sprawach? Nawet już tego nie pamiętałem... zawsze chodziło o jakąś sprawę, albo inną poważną rzecz. Widząc, że nieco zainteresowałem Niyumi uśmiechnąłem się lekko trącając nosem jej czoło schowane za śnieżnobiałą grzywką. - Możemy zabrać do świątyni trochę szarlotki z tej cukierni na rogu jeżeli chcesz. W końcu ostatnio nie mieliśmy czasu by cokolwiek upiec... a raczej by mnie wpuścić do kuchni bym się w końcu nauczył piec ciasta.
- A...Ale wszystko jest już zamknięte Yuki... jest niedziela - Poruszyła lekko uszkami spoglądając w stronę pozamykanych na cztery spusty sklepów. No tak... ciągle miałem problem z biegiem czasu. Myliły mi się dni, ale chociaż miesiące wciąż podawałem dobre. Tak to było, jak nie miałem stałej pracy wymagającej pilnowanie takich drobnostek związanych z kalendarzem.
- W takim wypadku jutro z rana pójdę po składniki i coś dla ciebie upiekę - Uśmiechnąłem się niewinnie skręcając w stronę jednej z ciemnych uliczek, gdzie znajdowało się dość popularne w tych okolicach przejście do wymiaru Kami. Znaleźliśmy się na granicy centralnej części miasta , więc pozostało nam do przejścia jeszcze kawałek drogi do świątyni i mogliśmy odpocząć.
---*---
Tak jak powiedziałem poprzedniego wieczoru. Już o świcie wymknąłem się po cichu ze świątyni i poszedłem na targ, gdzie udało mi się dostać wszystkie potrzebne przedmioty do robienia szarlotki w tym świeże jabłka od sąsiedniego farmera. Od jednej sprzedawczyni dostałem również karteczkę z dokładnymi czynnościami, które należy zrobić, gdyż dobrze wiedziała, że jestem zielony w takich sprawach.
Byłem dobrych myśli.
Udało mi się przebrnąć przez pierwsze kroki bez żadnych skaleczeń.
Jednak musiało coś pójść nie tak przez co po świątyni rozniósł się dość nieprzyjemny zapach spalenizny.

<Niyuś?>

661 słów xvx

Od Hirato CD Narfiego "Carissime"


Spokojnym krokiem ruszyliśmy w uprzednio wybranym kierunku. Przechadzaliśmy się dróżkami pośród urodziwych darów natury, jeszcze lekko zmarzniętych i pustych, aczkolwiek nadal zachwycających. Jeśli miałbym być szczery, naprawdę zdziwiłem się tym krokiem ze strony bóstwa. Nie spodziewałem się takiej kordialności jego strony, chociaż to pozwoliło mi na następne refleksje i przemyślenia względem niego. Cały czas trzymałem jego chłodną, szczupłą dłoń. Raz na jakiś czas w palce drugiej ręki brałem kosmyki włosów mężczyzny, aby pchniętymi siłą wiatru, pozwolić im delikatnie przepłynąć między nimi.
- Nie męczy cię to wszystko? Ciągłe tłumy w świątyni, brak za dnia czasu na cokolwiek. Chroniczne i monotematyczne rozmowy. Musi to być istne utrapienie. Powinieneś dać sobie trochę odpoczynku, taki jeden dzień z jakąś jedną osobą albo w samotności. Co ty na to? - uśmiechnąłem się jowialnie.
- To jednak coś, co kocham robić... Choć zarazem czasem potrafi być... Utrapieniem, ale nie lubię samotności. -Uśmiechnął się łagodnie, troszkę jakby nieśmiało.
Zastanowiłem się chwilę nad odpowiedzią, pod nosem uśmiechałem się nieznacznie. Niecodzienna była to dla mnie sytuacja, nieczęsto rozmawiam z kimś, zwyczajowo pozostaje milczącym słuchaczem. Teraz mam podobne odczucia, chciałabym słuchać jego i móc jednocześnie się czegoś o nim dowiadywać. Problem miałem z pytaniami, słowa momentami utykały w gardle, przed wypowiedzeniem jakiegokolwiek zdania musiałem kilkakrotnie powtarzać je w głowie. Paralelnie chciałem, aby nie musieć nic mówić, jakoby potrafił czytać w myślach i żeby mych głębszych myśli nie poznał. Chociaż niektóre z owych, z przyjemnością bym wcielił w życie i dał mu ich zaznać. Moje myśli zbiegały na niebezpieczny tor, porównywalny do stąpania po cienkim lodzie, tragicznie niewielka granica, do której po przekroczeniu nie będę w stanie wrócić. Ale... Nie mogę sobie na to pozwolić, puścić wodze i dać się ponieść, popłynąć. Przecież, nie chcę go skrzywdzić, a przekroczenie tej granicy przeze mnie, byłoby dla niego katastroficzne w skutkach. Chcąc nie chcąc, zbyt się do niej zbliżyłem, z trudem panowałem nad odruchami. Miałem ogromną ochotę, teraz, choćby siłą, zabrać go do siebie do domu i zamknąć na cztery spusty. Ubezwłasnowolnić, przywiązać i nie wypuszczać poza teren domu. A to wszystko, aby poddać się, jemu, jego woli i zachciankom. Zgubiłem moment, zatraciłem się w myślach, straciłem świadomość i trzeźwe myślenie, które przy nim i tak trudno mi było utrzymać, otumaniał mnie słodki zapach. Skupienie się na myślach było złym pomysłem, powinienem trzymać się bezpiecznej linii. Ta granica doprowadzała mnie do szału, agonii, a jego osoba... Odetchnąłem głęboko, starając się przywrócić jasność umysłu. Po dłuższej chwili udało mi się. Spojrzałem na mego towarzysza, uśmiechał się lekko... Jednak w oczach błądziło zmęczenie i coś jeszcze. Niestety nie byłem w stanie stwierdzić co, gdyż mój brak skupienia powodował, że potrzebowałem o wiele więcej na to czasu. A mojemu bóstwu nie umknęło, że się przyglądam. Odwrócił wzrok w moją stronę, co spowodowało, że patrzyłem mu prosto w oczy. Piękne ciemne oczy wpatrywały się we mnie z nie ukrywaną ciekawością.
- Narfi... - zatrzymałem się, a konsekwencją tego, że trzymałem go za rękę, on również się zatrzymał. Lekko zdezorientowany. Nieznacznie zbliżyłem się. Poczułem chłodny powiew wiatru, który uratował mnie przed zrobieniem czegoś głupiego. Cały czas patrzyłem mu w oczy, które z tak bliska nie wydawały się już czarne... A brązowe, ciemniejsze od hebanu. - Późno już. Nie chcę cię jeszcze bardziej męczyć. - powiedziałem co innego, niż chciałem, jednakże starałem się, aby zabrzmiało to bardzo naturalnie. Naprawdę pragnąłem być z nim, cały czas najlepiej. Po tej krótkiej rozmowie jeszcze trudniej było mi pogodzić się z myślą, że będę musiał w końcu pójść. Zostawić go samego. Bez opieki i ochrony, za dnia mogę go pilnować... Ale w nocy, jak mnie tu nie ma... Może zdarzyć się wszystko. Całkowicie zatraciłem się w jego osobie. Chciałem z nim zostać, móc patrzeć jak śpi i pilnować, aby ten sen był spokojny, nieprzerwany i beztroski. Chciałem tego, chronić go i dać szczęście, charakteru bóstwa i przyzwyczajeń. Pragnąłem JEGO, w całości. Pierwszy raz nie czułem pustego pożądania czyjegoś ciała, tutaj wszystko, co kiedyś było priorytetem, teraz jest mało istotne. Narfi, dlaczego mi to zrobiłeś? Nie, to złe pytanie... Jak? Jak ty to zrobiłeś? - Chyba już na mnie pora. - wolną dłoń uniosłem do twarzy mężczyzny, nie mogłem się powstrzymać przed dotknięciem go, chciałem być jak najbliżej.
To powstrzymywanie się mnie męczyło i jednocześnie ekscytowało. Nigdy tak długo nie tłumiłem tej potrzeby, ale w pewnym sensie mi się to podobało. Im dłużej nie mogłem go posiąść, tym bardziej go pragnąłem. Ogarniała mnie dzika fascynacja, to było dla mnie coś nowego, nie rozumiałem niektórych emocji i moich zachowań, które bóstwo u mnie wywołuje. Jednak po długiej walce poddałem się temu wszystkiemu.

Narfi?


Ilość słów: 749

+ 18 Od Eredina do Phoenixa " Zobacz kotku co mam w środku"


Patrzyłem na niego uważnie, kiedy zaczął mówić. Słuchałem uważnie i nie chciałem mu przerywać, lecz gdy zaczął mówić o swojej przemianie, chciałem coś powiedzieć. Powiedzieć, że nie jest badziewny, że jego przemiana jest niesamowita i zaskakująca. Przerwał mi jednak, tłumacząc to wszystko dalej.
Rozumiałem, że to wszystko jest wyczerpujące, pożytkuje takie pokłady energii, że później Phoenix czuje się jak wypruty z wszelkich sił. Mówił, że musi odpocząć. To zrozumiałe. I logiczne. Jednak to, co widziałem, wprost przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Był doskonały, perfekcyjny. I onieśmielający. Sam zresztą mówił, że jego moc wzrasta z dnia na dzień, odkąd jest ze mną... Nie wiedziałem, jak na to zareagować. Jedyne, co czułem w tym momencie, to ogromna radość. I szczęście, że go miałem. Że był mój.

**

Czasami wolałbym nie żyć, tak na dobre – usłyszałem z jego ust. Wiedziałem, że to wszystko jest dla niego bardzo ciężkie. Lecz gdy usłyszałem, co powiedział, aż zaparło mi dech w piersiach. Chciałem mu coś powiedzieć, wesprzeć go, jednak pomyślałem, że musi zmierzyć się z tym sam. Był skrytym, niezwykle upartym osobnikiem. Czułem, że nawet gdybym zaoferował mu pomoc, nie przyjąłby jej, duma by mu nie pozwalała.

**

Nie miałem zamiaru iść za Phoenixem. Widziałem po jego minie, że sobie tego nie życzy, więc uszanowałem jego prośbę. Wstałem jedynie, żeby zamknąć za nim drzwi i ruszyłem do swoich zajęć. Miałem zamiar zając się tworzeniem. Czego? Sam nie wiedziałem.
Będąc w pracowni usiadłem na fotelu i westchnąłem ciężko. Nie umiałem się na niczym skupić, przynajmniej nie w tym momencie. Patrzyłem tępo przed siebie. Nagle dostrzegłem sztylet, leżący gdzieś na podłodze w pobliżu sztalugi. Z fotela przeniosłem się na podłogę i chwyciłem w dłoń przedmiot. Wspomnienia wróciły do mnie ze zdwojoną siłą i uderzył w skroń, jakby dostał jakimś ciężkim przedmiotem. Odepchnąłem jednak to dziwne wrażenie daleko w kąt. Nie teraz, nie dziś, nie w taki sposób...
Otrząsnąłem się i znów przyjrzałem ostrzu. Było piękne, zdobione i niezwykle ostre. Nigdy się nie tępiło. Lubiłem je. Przyjrzałem się bliżej rękojeści, po czym bez wahania rzuciłem sztyletem prosto w pufę, stojącą na drugim końcu pomieszczenia. Trafiłem idealnie w sam środek siedzenia. Idealnie, pomyślałem, i odchyliłem głowę do tyłu, próbując o tym wszystkim zapomnieć.
Po godzinie rozmyślań wstałem z mocnym postanowieniem, że pójdę do Phoenixa. Przyłapałem się na tym, że nie umiem bez niego wytrzymać choćby godziny czy dwóch. Wstałem i, wychodząc z pomieszczenia, zabrałem sztylet, chowając go za pasek spodni. Po paru minutach szedłem już ulicą.
Gdy dotarłem do mieszkania mojego towarzysza, zapukałem do drzwi. Nikt nie otwierał, więc zastukałem ponownie. Gdy i tym razem nikt mi nie otworzył, postanowiłem spróbować czegoś innego. Dostałem się do środka przez okno. Faktycznie, nie było go w domu. Usiadłem na kanapie w salonie i postanowiłem na niego zaczekać.

**

piątek, 12 kwietnia 2019

Chowaniec Nekomata - Kohaku


Imię: Kohaku
Przezwisko: Haku, ale była też nazywana Zgubą, choć na dobrą sprawę to nigdy się nie zgubiła.
Płeć: Kobieta
Rasa: Nekomaty
Moc: Ukrywanie się to specjalność Kohaku. Pojawia się znikąd i równie szybko znika co kot z Cheshire. Nie ma sobie w tym równych. Staje się… niewidzialna? Niektórzy tak to sobie tłumaczą, ale to po prostu moc Kohaku sprawia, że staje się niezauważalna i ciężko ją znaleźć.
Punkty doświadczenia: 0 pkt (Nowicjusz)

Kohaku wydaje się być dziecinna i wręcz zbyt energiczna jak na Nekomatę. Zupełnie jakby rasa jej się pomyliła. Przyjaźnie nastawiona do każdej osoby, ale zachowuje dystans. Otwarta i “przytulaśna”, ale nie zrobi nigdy niczego, czego nie lubisz. Oczekuje tego samego od innych. Nie boi się wyrażać swojej złości czy opinii, chociaż najłatwiej i najintensywniej wychodzi jej to podczas zażartej kłótni. Zazwyczaj wygląda na beztroską, jakby niczym się nie przejmowała, ale ile to razy było, kiedy toczyła zażarte bitwy w swojej głowie. Woli słuchać problemów innych i im pomagać niż jak sama ma się komuś żalić. Uważa, że jest w stanie sama się ze wszystkim uporać, co często mija się z tym, jak rzeczywiście jest. Nigdy nie pokaże, że coś ją męczy, chyba że już nie daje rady. Często chodzi poddenerwowana, zirytowana nawet drobnostką. Ciężko jej ją uspokoić, sama tego nie potrafi, ale gdy już to się stanie, to niemalże nic nie jest w stanie jej z tego stanu wyprowadzić. Ciekawość Kohaku nie zna granic i jeśli coś ją dręczy, to nie odpuści. Gdy trzeba, potrafi być poważna. Stara się wytrwale dążyć do swoich celów, ale wychodzi to z różnym skutkiem. Można ją spotkać najczęściej w dwóch stanach: albo ma ochotę gdzieś wyjść, zrobić coś i wyciągnie cię nawet na drugi koniec miasta albo po prostu jest tak rozleniwiona, że nic nie zmusi jej do wyjścia. Dla przyjaciół jest serdeczna i miła, zawsze mogą na nią liczyć. Zaś dla wrogów, cóż. Jest w stanie wysyłać im nienawistne spojrzenia jakby chciała ich pozabijać. Mimo że niekiedy nie mówi zbyt wiele, to dużo można poznać po jej oczach. Wbrew jej przyjaznemu usposobieniu, potrafi “pokazać pazury”. Uwielbia się droczyć z innymi. Może nieco zapominalska, ale w tym jej urok. Nie cierpi być do czegoś zmuszana, więc często się buntuje. Ma w sobie coś z niepoprawnej romantyczki. Cieszą ją drobne rzeczy i potrafi być niezwykle wrażliwa. Mówi różne, często głupie rzeczy, ale nie znaczy to, że jest głupia, wręcz przeciwnie. Ma rozległą wiedzę na wiele tematów, jednak wiadomo, że nie da się wiedzieć wszystkiego. Czasem coś palnie bez namysłu choć zazwyczaj stara się ugryźć w język i przemyśleć, zanim coś powie.
Włosy: Łososiowe, delikatne włosy sięgają łopatek Kohaku. Grzywka czasami zasłania jej oczy, a dwa krótsze pasma przy twarzy mają turkusowe pasemka. Zazwyczaj są one luźno puszczone, żyją swoim życiem. Rzadko kiedy można zobaczyć ją w związanych włosach. A spośród tych kolorowych pasemek wystają czarne, kocie uszy.
Twarz: Haku ma bladą, nieco okrągłą twarz o delikatnych rysach. Pierwsze co rzuca się w oczy to duże, turkusowe, wesołe oczy przyozdobione kaskadą czarnych rzęs, a na ustach widnieje dziecięcy uśmiech. Rzadko pokazuje kły, chyba że w szerokim uśmiechu, a źrenice zwężają się dopiero wtedy, gdy jest czymś zdenerwowana lub zaciekawiona.
Postura: Sylwetkę ma drobną, lecz zwinną sylwetkę jak na kota przystało. Nie mogło oczywiście zabraknąć łososiowo-czarnego ogona, bo jak to tak, kot bez ogona. Nie waży zbyt dużo, dlatego wszelkie wspinaczki nie sprawiają jej problemów, a dzięki umięśnionym nogom skoki z dużych wysokości nie są jej straszne.
Inne: Kohaku uwielbia się przebierać, a jej szafa wydaje się być bez dna. Cóż poradzić, nie potrafi się nigdy zdecydować. Wszystko zależy do jej nastroju, ale najważniejsze kryterium to to, że musi być wygodnie. Nieodłącznym elementem jej ubioru są rękawiczki. No, chyba że akurat ich zapomni. Woli nie pokaleczyć ludzi wokół.
Głos: death of a bachelor - panic at the disco (cover)
Bóstwo: Gdyby tylko jakieś ją znalazło i zechciało.
Przyjaciele: Zazwyczaj szybko zjednuje sobie ludzi, ale ciężko o przyjaciela od serca.
Wrogowie: Znajdzie się paru.
Druga połówka: Brak. Skrzętnie ukrywa się przed wszelkimi nieproszonymi adoratorami.
 Uwielbia czytać. Nie ważne czy to romans, książka naukowa czy jakiś przewodnik po danym kraju. Książki były i zawsze będą nierozłączną częścią bytu Kohaku.
 Kocha podróżować. Czy to bliska okolica, czy miejsce oddalone o kilkanaście kilometrów, właśnie dzięki podróżom zaspokaja swoją ciekawość. Czyż nie jest też w tym coś intrygującego, ekscytującego? W końcu nigdy nie wiadomo, co może czekać za rogiem.
 Niezwykle relaksuje ją bawienie się jej włosami czy drapanie po głowie. Jest w stanie oddać za te uczucie wszystko.
 Niezwykła sympatią darzy dźwięk jaki wydają z siebie skrzypce.
 Zmarła podczas biwaku w lesie ze znajomymi, podczas którego poślizgnęła się i wpadła do wielkiej dziury.
► Często wychodzi na nocne spacery żeby poobserwować gwiazdy, które już od dziecka ją interesowały.
Operator: Misza213 | lobelia213@gmail.com

Od Nexaron'a CD Yuu "Ciekawość - Pierwszy stopień do..."


Dziewczyna na szczęście nie uznała go za jakiegoś zboczeńca i uciekła od niego w popłochu, gdy chwycił jej dłoń. Nie, żeby było to coś, na co Nex tak po prostu by pozwolił, ale to znacznie upraszczało całą sytuację. Liczył na to, że mała sztuczka powoli jej się uspokoić. Gdy tak chuchał na jej dłoń, na jej twarzy dało się dostrzec wyraźną ulgę i po chwili blizna na jej dłoni przestała się jarzyć jak latarnia.
- Dziękuję panu! - powiedziała radośnie swym delikatnym głosem, jednocześnie wstając z chodnika i poprawiając swoje kimono - Niech pan pozwoli, że się przedstawię. Jestem Yuu. - ukłoniła się delikatnie, w ten sposób kończąc autoprezentację. Nex w pierwszej chwili chciał sobie zażartować z jej imienia, ale jakoś nic mądrego nie mógł wymyślić na poczekaniu i po prostu sobie to odpuścił. Zastanawiał się nad tym, gdy samemu podnosił się z chodnika i dlatego dał się wziąć z zaskoczenia kolejnym słowom, jakie padły z ust Yuu - Ale pan wielki... I ma pan uszy! - to całkowicie go rozwaliło, bo w jej głosie i na jej twarzy dostrzec dało się tylko zachwyt, i szczere zainteresowanie. Roześmiał się delikatnie, już wyobrażając sobie, jak zareaguje na parę innych rzeczy, jakie może jej pokazać, ale w międzyczasie...
- I ogon również! - powiedział z dumą, obracając się do niej bokiem, aby mogła zobaczyć jego długi ogon, na co w odpowiedzi zrzuciła ona na niego kolejną "bombę" - To znaczy, że... jest pan kitsune! - i klasnęła w dłonie jakby uradowana jak dziecko. Nex nie mógł jej mieć za złe pierwszego skojarzenia, biorąc pod uwagę, gdzie wybrał sobie miejsce do zamieszkania, ale...
- No wiesz! Jestem wilkiem, a nie jakimś tam liskiem - poprawił trochę zrezygnowany, bo nie pamiętał już, który raz musi to komuś tłumaczyć, ale nie chciał też psuć bardzo miłej atmosfery, jaką wytworzyła się zwłaszcza dzięki Yuu, więc szybko zmienił temat na bardziej przyjemny - A nazywam się Nexaron, dla znajomych Nex. Ale teraz chodź, dokończymy pogaduszki gdzie indziej. Bliskość ognia chyba nie wpływa na ciebie dobrze.
Ruszyli razem w kierunku głównego plac świątynnego, który znajdował się trochę wyżej, jeśli podążyć ścieżką, na której się znajdywali. Tak, przynajmniej mu się zdawało, bo poruszając uszami, mógł wyraźnie usłyszeć kroki dziewczyny, jak za nim szła, lecz po pewnym czasie zaczęły zwalniać, a do jego jej oddech stał się ciężki. Zaskoczony tym faktem odwrócił się, aby sprawdzić, co się dzieje i ujrzał praktycznie truchtającą za nim Yuu. Wyglądała uroczo, gdy tak podskakiwała w tym kimonie i pewnie przyciągnęłaby spojrzenia wielu z panów, gdyby byli w stanie ją dostrzec, a tak mógł samemu napawać się przez chwilę tym widokiem. Jednak tylko przez chwilę, bo nigdy nie było jego zamiarem, aby ją zabiegać.
- Wybacz, troszeczkę przesadziłem z tempem - przeprosił ją szczerze, od razu również przystając z boku skrzyżowania i dając jej szansę na złapanie oddechu, gdy inni goście kolejno ich wymijali. Tak jak oni nie zwracali większej uwagi na niego, tak i on dawno przestał już wracać, zwracać uwagę na nich dawno temu.
- Pana też wszyscy ignorują? - lecz jak widać dla Yuu było to jeszcze coś nowego i zupełnie niezrozumiałego.
- Tak. Ale bynajmniej mi to nie przeszkadza - miało to jednak więcej zalet aniżeli wad i chętnie nawet podzieli swoim punktem widzenia z Yuu, lecz jeszcze nie teraz. Chciał najpierw dotrzeć na główny plac świątyni i tam się wygodnie rozsiąść.
- Musi być panu zimno - jak widać Yuu była pełna niespodzianek albo po prostu lubiła mówić to, co myśli, bo większość osób na widok stroju Nex'a pewnie nic by nie powiedziała, a ona wyglądała tak, jakby patrzyła, na bezdomnego na ulicy i zastanawiała się, czy oddać mu swoją ostatnią koszulę. Było to naprawdę ujmujące u niej i dlatego wilk nie chciał nawet myśleć, że mogło to być sztuczne, wykalkulowane zachowanie. Wolał wierzyć, że naprawdę była ona jedną z tych naiwnych i po prostu dobrych osóbek.
To jednak aż prosiło się o to, aby zabawił się jej kosztem. Przynajmniej tak troszeczkę... Uznawszy, że lepiej aniżeli słowa przemówią do niej czyny, przyłożył swą dłoń do jej policzka, aby sama mogła się przekonać, jak ciepłe było jego ciało. Chwilowe zaskoczenie, jakie udało mu się dostrzec w oczach dziewczyny, które szybko zamieniło się w błogi stan zadowolenia, gdy to zrobił, ale kto nie byłby zaskoczony, gdyby ktoś obcy coś takiego by ci zrobił, a na koniec okazałoby się, że jest cieplutki niczym grzejnik.
- To raczej tobie jest zimno. Może chcesz, żebym cię ogrzał? - zapytał, rozkładając przy tym szeroko ramiona i za wszelką cenę starając się nie dać po sobie poznać, że nie mówił poważnie. Znaczy... Gdyby na to pozwoliła, to wilk nie zawahałby się nawet chwili, lecz od samego początku spodziewał się, że mu odmówi, albo wycofa. Takie rzeczy zdarzają się przecież tylko w snach. Zamiast tego uskoczyła na bok jak kot, którego ktoś próbuje wykąpać przy pomocy węża ogrodowego. Był to w jego odczuciu przekomiczny widok i ledwo udało mu się zdławić śmiech.
- Nie, nie! - zaśmiała się nerwowo, przyglądając się mu uważnie jakby w obawie, że spróbuje ponownie - Nie trzeba...
Skoro nie trzeba, to on nie zamierzał jej jednak do tego zmuszać. Przynajmniej na razie... Ponieważ jednak Yuu zdawała się już dość odsapnąć, ruszyli ponownie w kierunku świątyni. Tym razem wilk pamiętał aby dostosować swoje tempo do towarzyszki i torował przejście dla ich obojga, gdy robiło się tłoczniej. Fakt, że był wysoki i dobrze zbudowany sprawiał, że nawet jeśli ktoś normalnie go nie dostrzegał, gdy stał z boku, to jeśli byli na "kursie kolizyjnym" to o ile nie byli czymś bardzo zajęci, to w ostatniej chwili go zauważali. Jeśli miałbym to do czegoś porównać to do sytuacji, gdy ktoś idziesz ulicą i patrzysz na telefon. Dostrzegasz swoje najbliższe otoczenia kątem oka, a więc jeśli pojawi się tobą dwumetrowa ściana, to też ją zauważysz. Dzięki temu bez większych problemów udało im się dostrzec na główny plac świątynny. Ludzie kręcili się również i tutaj, ale większość przyszła, tylko aby się pomodlić i zaraz ruszali z powrotem. Zimowa pogoda na pewno też miała coś z tym wspólnego. Nikt też raczej nie kręcił się po obejściu, jakie biegło naokoło świątyni, a to właśnie tam zdecydował się udać Nexaron. Przysiadł na drewnianych deskach i zachęcił gestem dłoni, aby Yuu usiadła obok. W jego odczuciu nikt nie powinien im tutaj przeszkadzać zarówno podczas rozmowy, oglądania fajerwerków, czy przy lekkim poczęstunku.
- Poczęstuj się, zanim ostygną - powiedział wręczając Yuu jedno z jeszcze ciepłych pudełek z takoyaki jakie wcześniej zdobył. Sam również się poczęstował i zaczął zastanawiać, od czego tak właściwie powinien zacząć rozmowę na temat tego, w jakiej obecnie sytuacji znajdowała się dziewczyna. Niestety nic jednak mądrego nie przychodziło Nex'owi do głowy i uznał, że najlepiej zacząć od postaw.
- Yuu, jaka jest ostatnia rzecz, jaką pamiętasz? - wilk był trochę załamany swoim brakiem pomysłowości, ale wolał wyjść na idiotę aniżeli zacząć tłumaczyć dziewczynie coś, czego nie mogła zrozumieć, bo nie rozumiała swojej sytuacji.

1124 słowa

Od Phoenixa CD Eredina "Zobacz kotku co mam w środku"

- Phoenix... Co się właściwe działo Dlaczego to wszystko się w ogóle wydarzyło?
Po jego pytaniach, popatrzyłem na niego poważnie, wzdychając. Nie jest to proste, w końcu mój organizm musi się zresetować, a sam tego nienawidziłem i nigdy nie wiedziałem ile czasu to potrwa.
- Eh, widziałeś moją największą przemianę, jest ona.. hm.. upierdliwa, irytująca, badziewna. Nawet mi teraz nie przerywaj - odezwałem się kiedy zauważyłem, że ten chce otworzyć usta. - Najpotężniejsze stadium jest wyczerpujące, nie mogę przebywać zbyt długo w tym co mnie widziałeś. Z resztą, kiedy nie byłem chowańcem, mogłem sobie pozwolić na smoka wylegującego się na ławce, czy też skrzydła. Moc wzrasta z dnia na dzień, od kiedy należę do ciebie. Poza tym, zawsze muszę się zregenerować. Nie jest to powiedziane ile. Może to być kilka godzin, dni czy tygodni. Pełną energię odzyskam za dwa miesiące, teraz będę słabszy, nie będę też tyle biegał, czy nie zjawię się w mgnieniu oka. Generalnie przez dwa miesiące jestem słaby - lekko się uśmiechnąłem w jego kierunku.
Wstałem z krzesła i ruszyłem nalać sobie wody, lecz w pewnym momencie poczułem jak kręci mi się w głowie, więc złapałem się krawędzi zlewu.
- Czasami wolałbym nie żyć, tak na dobre - powiedziałem bardziej do siebie, lecz jestem pewien, że bożek też to usłyszał.
Nalałem sobie wody, a następnie ją wypiłem.
- Wrócę do siebie, w razie czego wiesz gdzie się podziewam.. - rzekłem odkładając szklankę do zlewu i kierując swoje kroki na zewnątrz. - I nie, nie próbuj mnie zatrzymać, proszę.
Miałem wielką nadzieję, że chłopak za mną nie pójdzie, a co za tym idzie da mi aktualnie spokój.
Zaciągając kaptur, skierowałem swe kroki w stronę bagien. Musiałem porozmawiać z Victorią, ale jak się okazało, ona mnie szybciej wywęszyła niż ja zdążyłem powiedzieć "Chuj ci w dupę".
- Czego tu szukasz? - zapytała zeskakując z drzewa.
- Ciebie, ale widzę, że nie muszę już tego robić. Coś ty sobie myślała, porywając Eredina? - syknąłem.
- Słuchaj, chciałam się zabawić dobra? A ciebie znam, wiedziałam, że się nie wściekniesz na mnie.
- A jak bym to zrobił?! Jakbym w końcu nie wytrzymał i urwał ci ten głupi łeb?!
- Nie zrobiłbyś tego.
- Dobrze wiem, że chciałaś faktycznie skrzywdzić bożka, tylko nie wiedziałaś, kim jest chowaniec, nie miałaś pewności, że to ja. Chciałaś to sprawdzić, zabić go, bo po co komu tutaj bożek muzyki i innych cholerstw. Słuchaj Vici.. to, że znałem cię już na za życia nie znaczy, że będę cię traktował ulgowo. Nie jestem głupi. Wiem kto mi dał truciznę. Czyżby ta osoba nie nazywała się Black? - warknąłem wkurwiony. - Teraz daj mi spokój, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, okey? Teraz spierdalaj stąd! - zionąłem ogniem pod jej nogi, następnie odchodząc.
Miałem dość, na dodatek czułem się winny tego co się stalo, ale skąd ja mogłem wiedzieć, co strzeli do tego głupiego łba Victorii.
Wchodząc do domu poczułem czyjąś obecność, więc ruszyłem sprawdzać wszystkie pokoje. Na szczęście okazało się, że w salonie siedzi Eredin.
- Już się stęskniłeś? - zapytałem, podchodząc do szafki, skąd wziąłem kilka warzyw, a następnie wrzuciłem je do miksera wraz z odrobiną wody.
Włączyłem urządzenie i czekałem, aż koktajl będzie gotowy.
Gdy to już się stało nalałem sobie tego do szklanki i powoli zacząłem pić.
- Tak, nie mogę? - lekko się uśmiechnął.
- Wiesz, nie sądziłem, że będziesz tak szybko.
- Może po prostu mnie tak ciekawisz?
- Nie ma we mnie nic ciekawego, jak jestem wyczerpany - rzekłem, następnie wypijając mój koktajl, umieszczając później szklankę w zlewie. - Daj mi chwilę okey? Włącz sobie jakiś program czy coś, ja muszę się doprowadzić do porządku - mówiąc to zniknąłem w łazience, gdzie wszedłem pod prysznic aby, ogarnąć się chociażby w minimalnym stopniu.
***
Po dwudziestu minutach, wyszedłem z pomieszczenia w dresach i usiadłem obok chłopaka.
- No to po co przyszedłeś? - powiedziałem uwodzicielko.
- Chciałem cię po prostu zobaczyć.
- Jasne - mruknąłem, następnie go całując. Pocałunek był długi i namiętny, przez co wyczułem na swoim udzie wzwód chłopaka, przez co mruknąłem.
- Widzę, że ci się to bardzooo podoba.. - popatrzyłem w jego oczy, zauważając jak jego oczy wręcz błyszczą.

652.
Łap badzioka.