wtorek, 2 stycznia 2018
Od May CD Kaede "Dni mojej śmierci"
Skoro w moich skromnych, świątynnych progach zdecydowałam się gościć pewnego, malutkiego chłopca o uroczej, wręcz chłopięcej urodzie i bujnych białych kłaczkach na głowie, to trzeba było się nim zając i nakarmić. Stąd też moje pierwsze kroki skierowane były do małego pomieszczenia w którym przygotowywałam wszystkie posiłki, znajdował tam się też mały składzik, w którym doszukałam wszystkie niezbędne mi do wykonania onigiri składniki takie jak ryż czy ocet ryżowy. No i zaczęło się moje kucharzenie. Najpierw mycie ryżu, później jego gotowanie , obieranie niezbędnych do wypełnienia kanapki ryżowej warzyw, przygotowanie tofu. Z kuchni można więc było poczuć wiele fajnych i pysznych zapachów, a te po krótkim czasie przedostały się do pozostałych pomieszczeń kusząc głodomorów oraz sprawiając że ślinka im ciekła. W międzyczasie obudził się mój gość, więc szybko wytarłam ręce w ściereczkę i poszłam zobaczyć jak się miewa. Wymieniliśmy z sobą kilka zdań, a on już chciał mi uciekać co z jednej strony rozumiał ale z drugiej ledwo się ruszał no i już nie był człowiekiem, wiem nie miał swojego domu. Tylko jak by mu o tym powiedzieć by go jeszcze bardziej nie zszokować no i by biedak nie załamał się jeszcze bardziej.
- Rozumie ale jestem po prostu May i bez jedzenia cię nie wypuszczę. – oznajmiłam uśmiechając się do niego ciepło, a moja ręka delikatnie dotknęła jego mięciutkich, białych pukli włosów, delikatnie je mierzwiąc i roztrzepując. Zwyczajnie w świecie nie mogłam się powstrzymać przez zrobieniem tego, szybciutko jednak potuptałam do kuchni i przyniosłam talerzyk pełny onigiri oraz kubeczek z wodą.
- Mam nadzieję że lubisz ? – spytałam, układając pyszności tuż przed jego nosem. Zaraz też delikatnie pomogłam mu napić się wody, a jeśli tylko chciał i miał ochotę, to i go nakarmiłam by miał więcej siły i szybciej wrócił do siebie. Usiadłam też obok niego i spojrzałam w jego kierunku.
- Kaede, pamiętasz co się stało zanim tutaj trafiłeś? – spytałam, a z mojej buzi można było wyczytać powagę.
Kaede?
//Ps. Mógłbyś nie sterować moją postacią
Od May CD Nexarona "Deszczowy Dzień"
No tak jak zwykle kiedy tylko gdzieś się ruszyłam musiał mnie dopadać ten okrutny deszcz. Ja rozumiem, że ogólnie taka pora roku i chmury lubią sobie od czasu do czasu popłakać sprowadzają tym samym deszcz. Ehhhh… spojrzałam w niebo i westchnęłam widzą jak te na dobre pokryło się szarymi obłokami, co nie zapowiadało szybkie poprawy pogody. Nie pozostało mi nic więcej jak tylko wyciągnąć moją parasolkę i szybciutko ją rozłożyć by krople deszczy nie spadały na mnie, a właśnie na parasolkę, która zapewniała mi bezpieczeństwo przed tym by być całkowicie zmoczoną.
Powoli stawiałam kolejne kroki w kierunku mojego domu, gdzie czułam się najlepiej. Miałam do przygotowania tam i załatwienia kilka całkiem ważnych spraw ale najprostszym i najszybszym do zrealizowania celem było ugotowanie pysznego i sycącego posiłku tak by móc się nim posilić w ramach obiadu. Na szczęście gotować musiałam sama dla siebie nie zajmowało, więc to zbyt dużo czasu i nie zużywałam zbyt dużej ilości produktów. Gnanie w tą i we w tą do miasta i do świątyni po zakupy było czymś naprawdę męczącym, a do pokonania też był całkiem spory kawałek drogi, nie wspominając że siaty z większymi zakupami trochę ważyły, a później biedna ja nie mogłam zgiąć dłoni w pięść lub przytrzymać kubka z wodą by się z niego napić, gdyż cała dłoń telepała jak staruszce, która nie wzięła swoich leków.
Tuptałam, więc sobie dosyć żwawym krokiem przed siebie w dobrze znanym mi kierunku. Kolejne krople uderzały w moją przezroczystą parasolkę, a moje ciepłe półbuty chlupały co rusz kiedy stąpałam po błocie. Nie chciałam nawet na nie patrzeć, bo chociaż starałam się w miarę możliwości wyminąć kolejne wielkie kałuże wody czy też błotka wiedziałam, że buty w tą pogodę skończą upierniczone.
W końcu jednak dotarłam do swojej świątyni i tam czekała mnie mała niespodzianka, gdyż na progu mojej świątyni siedział nieznany mi mężczyzna. Spojrzałam na niego i weszłam na pierwsze schodki prowadzące ku świątyni, a moje butki zatupały.
- Przepraszam. Mógłbyś się przesunąć ja tutaj mieszkam. – uśmiechnęłam się do jegomościa, unosząc nieco parasol by spojrzeć mu w twarz przez co on też mógł mi się przypatrzeć. Niezależnie do tego czy wstał, przesunął się czy też nie. Weszłam do środka budowli, przeskakując nad jegomościem szybciutko zdejmując brudne buciki by nie nabrudzić sobie w wnętrzu.
Neksik?
poniedziałek, 1 stycznia 2018
Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"
Położyłam po sobie uszy, spoglądając w bok, byle tylko uniknąć błagalnego spojrzenia boga. Czy to normalne, że bóg błaga o coś chowańca? Chyba zwykle tak nie było, ale naprawdę nie chciałam, żeby coś mu się stało i jego zdrowie stawiałam na pierwszym miejscu. Przecież wierzący zawsze mogli poczekać, nie zbawiło by ich pięć minut. Ewentualnie jeden dzień...
Skuliłam się jeszcze bardziej, uświadamiając sobie głupotę i naiwność własnych myśli. Nie miałam zielonego pojęcia, co zrobić. Pozwolić mu iść i narazić na większe obrażenia i wyczerpanie, czy zmusić do zostania i tym samym sprzeciwić się boskim zasadom. Podstawowym zadaniem chowańców było chronienie swojego bóstwa, ale do tego zaliczała się także ochrona przed utratą wiernych, prawda?
Zerknęłam ukradkiem na białowłosego. Nie wyglądał dobrze i to wcale nie ze względu na obrażenia jakie poniósł ostatniej nocy. Naprawdę zależało mu na tym, by tam iść i pomóc temu człowiekowi...
- Nie chcesz mnie chyba zawieść, prawda...? - Zapytał, a mnie aż cofnęło o krok. Zabolało i to bardzo. Zacisnęłam dłonie na materiale swojego ubrania i ze strachem pomieszanym z niedowierzaniem, patrzyłam na Kiyuki'ego ze śmiertelnie poważną miną. W tym pytaniu, jego pozie i wzroku, którym na mnie patrzył, było coś co mnie zwyczajnie złamało. Złamało mój upór, z którego przecież słynęłam jeszcze za życia.
Z ciężkim westchnieniem, spuściłam głowę, ledwo słyszalnym głosem mówiąc, że się zgadzam. Zaraz po tym podeszłam do jego szafy i wyciągnęłam z niej czyste i przede wszystkim całe, szaty i podałam je bogowi, w pośpiechu opuszczając jego świątynię. Wróciłam jeszcze nim Yuki zdążył wyjść, lecz tym razem w towarzystwie swojej katany, której niestety nie nosiłam na codzień przy sobie. Na pytający wzrok, odpowiedziałam jedynie wzruszeniem ramion, po czym bóg sprawiedliwości, opatry dla pewności o mnie, zabrał nas na ziemię, w miejscem gdzie aktualnie był potrzebny.
Kiyuki ledwo stał na nogach, ale uparł się, że sam załatwi ową sprawę, a ja mam jedynie stać na czatach i w razie potrzeby reagować. Jakbym nie wiedziała co mam robić...
Tak więc zostałam sama przed sporych rozmiarów kamienicą, położoną tuż przy ruchliwej ulicy. I nie chodzi tu wcale o samochody, lecz dzieciaki. Mnóstwo dzieciaków, starszych, młodszych bawiło się tu i tam. Jedni sami, inni w gromadkach, ci bardziej dojrzali siedzieli w parach na ławkach i zaśmiewali się do siebie. To wszystko przypominało bardziej przedszkole, jakiś zlot młodych i młodocianych aniżeli ulicę, po której jeżdżą samochody.
Przyglądałam się temu wszystkiemu, trzymając cały czas, w razie 'w', dłoń zaciśniętą na rękojeści wiszącej mi u boku broni. Cały obraz bawiących się dzieci, był jakiś taki nienaturalny, jakby żywcem wyjęty z obrazka, a jednak wystarczył krok, by ich dotknąć i zorientować się, że są jak najbardziej prawdziwe. Że wszystko to co dzieje się na moich oczach, dzieje się naprawdę. I że jedno z dzieci faktycznie patrzy wprost na mnie, stojąc pośrodku całego tego chaosu.
Skuliłam się jeszcze bardziej, uświadamiając sobie głupotę i naiwność własnych myśli. Nie miałam zielonego pojęcia, co zrobić. Pozwolić mu iść i narazić na większe obrażenia i wyczerpanie, czy zmusić do zostania i tym samym sprzeciwić się boskim zasadom. Podstawowym zadaniem chowańców było chronienie swojego bóstwa, ale do tego zaliczała się także ochrona przed utratą wiernych, prawda?
Zerknęłam ukradkiem na białowłosego. Nie wyglądał dobrze i to wcale nie ze względu na obrażenia jakie poniósł ostatniej nocy. Naprawdę zależało mu na tym, by tam iść i pomóc temu człowiekowi...
- Nie chcesz mnie chyba zawieść, prawda...? - Zapytał, a mnie aż cofnęło o krok. Zabolało i to bardzo. Zacisnęłam dłonie na materiale swojego ubrania i ze strachem pomieszanym z niedowierzaniem, patrzyłam na Kiyuki'ego ze śmiertelnie poważną miną. W tym pytaniu, jego pozie i wzroku, którym na mnie patrzył, było coś co mnie zwyczajnie złamało. Złamało mój upór, z którego przecież słynęłam jeszcze za życia.
Z ciężkim westchnieniem, spuściłam głowę, ledwo słyszalnym głosem mówiąc, że się zgadzam. Zaraz po tym podeszłam do jego szafy i wyciągnęłam z niej czyste i przede wszystkim całe, szaty i podałam je bogowi, w pośpiechu opuszczając jego świątynię. Wróciłam jeszcze nim Yuki zdążył wyjść, lecz tym razem w towarzystwie swojej katany, której niestety nie nosiłam na codzień przy sobie. Na pytający wzrok, odpowiedziałam jedynie wzruszeniem ramion, po czym bóg sprawiedliwości, opatry dla pewności o mnie, zabrał nas na ziemię, w miejscem gdzie aktualnie był potrzebny.
Kiyuki ledwo stał na nogach, ale uparł się, że sam załatwi ową sprawę, a ja mam jedynie stać na czatach i w razie potrzeby reagować. Jakbym nie wiedziała co mam robić...
Tak więc zostałam sama przed sporych rozmiarów kamienicą, położoną tuż przy ruchliwej ulicy. I nie chodzi tu wcale o samochody, lecz dzieciaki. Mnóstwo dzieciaków, starszych, młodszych bawiło się tu i tam. Jedni sami, inni w gromadkach, ci bardziej dojrzali siedzieli w parach na ławkach i zaśmiewali się do siebie. To wszystko przypominało bardziej przedszkole, jakiś zlot młodych i młodocianych aniżeli ulicę, po której jeżdżą samochody.
Przyglądałam się temu wszystkiemu, trzymając cały czas, w razie 'w', dłoń zaciśniętą na rękojeści wiszącej mi u boku broni. Cały obraz bawiących się dzieci, był jakiś taki nienaturalny, jakby żywcem wyjęty z obrazka, a jednak wystarczył krok, by ich dotknąć i zorientować się, że są jak najbardziej prawdziwe. Że wszystko to co dzieje się na moich oczach, dzieje się naprawdę. I że jedno z dzieci faktycznie patrzy wprost na mnie, stojąc pośrodku całego tego chaosu.
Cofnęłam się o krok, speszona tak uporczywym wpatrywaniem się w moją osobę spojrzeniem, które wprawiało mnie w niemiłe odczucia. Wtem jakaś ręka spadła na moje ramię i byłam więcej niż pewna, że to nie Kiyuki.
~*~
Stałam w kuchni, zapatrzona w okno, za którym kiwały się różowe od kwiatów gałązki. Zupełnie odpłynęłam, na śmierć zapominając o ramenie, który przygotowałam. Ocknęłam się dopiero, gdy strącona ogonem łyżeczka uderzyła w ziemię, wprawiając mnie i białowłosego w chwilowy przestrach.
- Niyumi, wszystko w porządku? - Nieco zaniepokojony i w dalszym ciągu zmęczony głos boga, dobiegł do mnie z jego sypialni. Odparłam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i napełniłam miskę zupą.
Na ziemi zeszło nam sporo dłużej, niż ktokolwiek przewidywał, gdyż w czasie naszego pobytu tam do białowłosego dotarło jeszcze kilka innych modlitw. A ten uparciuch stwierdził, że będzie szybciej, jeśli załatwimy wszystko od razu. Oczywiście, że było szybciej. Szczególnie szybki mieliśmy powrót do wymiaru Kami, gdyż Yuki ledwo stawiał kroki, mimo iż i tak już bardziej na mnie wisiał niż stał na własnych nogach.
Kiedy weszłam do jego sypialni, leżał na macie z ręką opartą na czole, przez co w pierwszej chwili pomyślałam, że zasnął. Szybko jednak złote tęczówki popatrzyły wprost na mnie.
- Usiądź. Musisz zjeść coś ciepłego, a potem idziesz spać. - Kucnęłam obok, podając mu po chwili miseczkę i pałeczki.
- Opowiesz mi coś? - Zapytał, zabierając się do jedzenia. Przechyliłam lekko głowę w bok, poruszając uszami.
- Co takiego mam ci opowiedzieć?
- Czemu zarumieniłaś się po zawarciu kontaktu? Pocałunek to coś aż tak wstydliwego na ziemi dla wszystkich czy tylko dla kitsune? - Przez chwilę patrzyłam na niego szczerze zaskoczona, szybko jednak zaśmiałam się rozbawiona i rozczulona jego niewinnością.
~*~
Stałam w kuchni, zapatrzona w okno, za którym kiwały się różowe od kwiatów gałązki. Zupełnie odpłynęłam, na śmierć zapominając o ramenie, który przygotowałam. Ocknęłam się dopiero, gdy strącona ogonem łyżeczka uderzyła w ziemię, wprawiając mnie i białowłosego w chwilowy przestrach.
- Niyumi, wszystko w porządku? - Nieco zaniepokojony i w dalszym ciągu zmęczony głos boga, dobiegł do mnie z jego sypialni. Odparłam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i napełniłam miskę zupą.
Na ziemi zeszło nam sporo dłużej, niż ktokolwiek przewidywał, gdyż w czasie naszego pobytu tam do białowłosego dotarło jeszcze kilka innych modlitw. A ten uparciuch stwierdził, że będzie szybciej, jeśli załatwimy wszystko od razu. Oczywiście, że było szybciej. Szczególnie szybki mieliśmy powrót do wymiaru Kami, gdyż Yuki ledwo stawiał kroki, mimo iż i tak już bardziej na mnie wisiał niż stał na własnych nogach.
Kiedy weszłam do jego sypialni, leżał na macie z ręką opartą na czole, przez co w pierwszej chwili pomyślałam, że zasnął. Szybko jednak złote tęczówki popatrzyły wprost na mnie.
- Usiądź. Musisz zjeść coś ciepłego, a potem idziesz spać. - Kucnęłam obok, podając mu po chwili miseczkę i pałeczki.
- Opowiesz mi coś? - Zapytał, zabierając się do jedzenia. Przechyliłam lekko głowę w bok, poruszając uszami.
- Co takiego mam ci opowiedzieć?
- Czemu zarumieniłaś się po zawarciu kontaktu? Pocałunek to coś aż tak wstydliwego na ziemi dla wszystkich czy tylko dla kitsune? - Przez chwilę patrzyłam na niego szczerze zaskoczona, szybko jednak zaśmiałam się rozbawiona i rozczulona jego niewinnością.
- Na ziemi pocałunek jest oznaką silnych uczuć, przeważnie miłości. Wiesz... - usiadłam po turecku, sięgając po jabłko. - Kiedy dwoje ludzi czuje coś do siebie to zazwyczaj okazują to właśnie przez pocałunki, przytulanie...
- Miłość.. - Powtórzył niczym echo pomiędzy kęsami makaronu. Zatrzygłam uszami, podnosząc spojrzenie z owocu na Kiyuki'ego, zaciekawiona jego reakcją. - Jak to właściwie z nią jest?
- To znaczy?
- No... - Wciągnął ostatnie dwa kluski, odkładając na moment miskę na swoje kolano, by wytłumaczyć mi o co mu chodzi. - Wiem czym w zamyśle jest miłość, ale jak ludzie ją sobie okazują? Tylko przez pocałunki i przytulanie?
Przez chwilę patrzyłam na niego, przed oczami mając wiele różnych par, które przyszło mi spotkać w życiu i wszystko co razem robiły. Uśmiechnęłam się lekko, przesuwając ogonem po ziemi, by ostatecznie otulić nim swoje biodra. Naprawdę postawa boga mnie rozczulała, do tego stopnia, że miałam ochotę złapać go za policzki i potarmosić jak typowa ciocia, która dawno nie widziała dzieci.
- Na różnoraki sposób, Yuki. Nie tylko przez mówienie sobie, że się kochają, całowanie i przytulanie. Ludzie potrafią zawrzeć słowa 'kocham cię' w praktycznie każdej codziennej czynności. Dbają o siebie, są dla siebie wsparciem w każdej sytuacji, pomagają sobie, rozwijają wspólnie swoje pasje, które nie zawsze idą ze sobą w parze. Potrafią się kłócić o najmniejsze głupoty, ale i tak zawsze bardzo szybko się godzą, oddając sprzeczki w zapomnienie. Tacy ludzie mieszkają razem, dzielą ze sobą szarą rzeczywistość, która zazwyczaj jest monotonna, a mimo to wciąż trwają przy sobie. - Podniosłam się, zabierając ze sobą ogryzek po jabłku. - Rodzai miłości jest wiele, Yuki. Jest miłość matczyna, ojcowska, przyjacielska, miłość kochanków... Każda z nich jest wyjątkowa, ale nie każdej z nich człowiek musi doświadczyć. Są... - Zerknęłam w bok, nie będąc pewną czy nie zabrnęłam za daleko. Pokręciłam lekko głową i popatrzyłam z lekkim uśmiechem na białowłosego, zabierając od niego pustą miskę. - W każdym razie miłość to coś, czego warto jest doświadczyć. Już koniec na dzisiaj. Musisz się porządnie wyspać i wypocząć, ledwo stałeś na nogach. Dobranoc, Kiyuki.
- Dobranoc Niyumi.
Opuściłam jego sypialnie, zamykając za sobą drzwi, przeszłam do kuchni i dopiero tam, będąc pewną, że mnie nie usłyszy, odetchnęłam z ulgą. Byłam naprawdę zmęczona, podobnie jak bóg sprawiedliwości, z tą różnicą, że nie miałam ran na ciele. Sprzątnęłam na szybko pomieszczenie, po czym udałam się do losowego pokoju, gdzie podłoga wydała mi się bardzo wygodnym miejscem, dlatego też tam, zwinięta w kłębek szybko usnęłam, nie zdejmując nawet wszystkich ubrań.
~*~

- Niyumi? - Łagodny głos boga doleciał do moich uszu, co od razu wprawiło mnie w lepszy nastrój. Podniosłam się od razu i otworzyłam drzwi do głównego pomieszczenia. Dopiero potem zorientowałam się, że nie wyglądam tak jak wyglądać przed swoim bogiem powinnam, ale w pierwszej chwili, nie byłam tego świadoma...
<Kiyuki?>
Od Katamarana CD Reiko "Cel mojej broni"
Wiecie, gdzie możecie sobie wsadzić tę politykę.
Na domiar złego czekała mnie sterta papierkowej roboty, a to udziel błogosławieństwa, a to spełnij skryte marzenia, a to rozpatrz podanie o urlopie dla poratowania zdrowia. Jak żyć, panie premierze, jak żyć...?
Gdy kolejny raz odwróciłem głowę, tak dla upewnienia się, że nie zginę śmiercią tragiczną z ręki bożki psychopatki, okazało się, że ta szczerzy się jak głupi do sera w sposób dość niepokojący. Jest więc kilka opcji. Albo bawi ją moja osoba, zresztą z wzajemnością, albo włączyłem jej trybik okrutny psychopata z krwi i kości stworzony przez zagubioną w świecie rzeczywistym nastolatkę, albo po prostu... Po prostu...
No. Tak, zdecydowanie.
Uśmiech zniknął natychmiastowo, jak dojrzała, że tak właściwie to się gapię. Zastąpiło go zmarszczenie brwi i mina srającego na płocie kota.
Drzewo, długa, czy paść i udawać nieżywego? Zostaje jeszcze zabójstwo.
Albo przysiadka pod drzewem i krótka kimka. Tak, zdecydowanie to ostatnie. Kimka dobrze mi zrobi. Może się nie obudzę. Może.
<Reiko>
Odchodzą!
Niestety ale nasz wymiar opuszczają dwie osoby, a mianowicie Loyd i Mekura-No-Kami
Mamy jednak nadzieje, że odnajdą kiedyś drogę powrotną. Nasze Bóstwo Asami traci chowańca.
Mamy jednak nadzieje, że odnajdą kiedyś drogę powrotną. Nasze Bóstwo Asami traci chowańca.
Mekura-no-kami | Bóstwo Idei
Loyd | Chowaniec Asami
Od Nexarona do May "Deszczowy Dzień"
Kolejny dzień w życiu wilka rozpoczął się dość zwyczajnie. Słońce wstało na wschodzie i nawet przez chwilę go zdążyło go ogrzać, gdy wdzierało się przez dziurawe okna porzucanej świątyni, ale nie na długo. Dobra pogoda nie jednak nie utrzymała się zbyt długo jak, ale wiosnę było to przecież normalne. Niebo szybko zasłoniły szare chmury i długo nie trzeba było czekać, aby na ziemię spadły pierwsze krople deszczu. Potem następne i kolejne, aż wszystko było już mokre. Nic też nie wskazywało na to, aby miały on szybko ustąpić, ale Nex... Nie musiał nigdzie iść, nic nie zrobić, więc rozsiadł się wygodnie na progu i oparty o framugę drzwi mógł się cieszyć przyrodą, jaka otaczała kapliczkę. Miejsce to znajdowało się na zboczu góry w środku lasu. Nie było to miejsce odcięte od cywilizacji, lecz dotarcie do tego miejsca oznaczało wybranie się pieszo na dość długi spacer. Przy takiej pogodzie zaś był to dość kiepski pomysł. Pomijając fakt, iż nawet po krótkiej przechadzce nie byłoby na tobie suchej nitki to trzeba było jeszcze pamiętać o tym, że ścieżki robiły się śliskie przy takich warunkach. Troszkę błota, chwila nieuwagi i więcej nie było potrzeba, aby doprowadzić do nieszczęścia, który w najlepszym wypadku skończy się paroma gustami i brudnymi ubraniami, a w najgorszym... No cóż. Powiedzmy tylko, że jeśli ktoś zaginąłby w tym lesie, to poszukiwania mogłyby trwać naprawdę długo w zależnie od szczęścia, lub jego braku i nie wiadomo, czy dożyłoby się ratunku. Mimo mieszkania w takim miejscu Nex nie był jednak odludkiem. Mieszkał tutaj już na tyle długo by wiedzieć jak się bezpiecznie poruszać i nie prowokować dzikich mieszkańców, czy demonów, których jednak było w okolicy nie wiele, bo i ich pożywienia (ludzi) było brak.
<May?>
<May?>
Od Soushiego CD Kushiny "Gasnący Płomień"
-Co Soushi?-Spytał śmiejąc się.-Gdzie masz tą swoją boginię?Opuściła cię?
-ZAMILCZ!-Powiedziałem stanowczo.
-Bo co?-Zachichotał głośno.-Zabijesz mnie?Ty nie jesteś tym dawnym Soushim,który zabija dziko i cicho.
-Daj mi spokój chłopie.-Westchnąłem.-Przyszedłem się w spokoju napić.
-Ty i picie?-Ryknął.-Od kiedy?
-Od życia na tamtym świecie,wiesz?-Odpowiedziałem.
-Jak ty życia nie miałeś.-Zaśmiał się jak koń.-Ty tam byłeś jakimś lalusiem,który siedział w domu i wszystko miał na srebrnej tacy.
-Na srebrnej tacy?-Spytałem z zaciekawieniem.-Ten tu laluś może cię i twoją moc pokonać wyłącznie mieczem.
-Spokojnie panowie.-Uspokajał barman.
-Ha! Jak taki pewny siebie to wyjdźmy na zewnątrz.-Zaśmiał się i momentalnie wyszliśmy z baru.
Stałem w kole stworzonym przez obserwujących i koleżków tego typa.Mój przeciwnik nie używał broni od razu chciał walczyć,patrzyłem na niego z pogardą i spokojem.Wybrany z tłumu sędzia doliczył do 10 i się zaczęło,chłop od razu użył mocy na sobie,którym było o dziwo stworzenie pancerzu z ziemi pokrywającego większość jego ciała.Przypominał częściowo nosorożca,też posiadał róg jak on,nic nie zrobiłem tylko obserwowałem,momentalnie zaszarżował na mnie z pełną prędkością,w ostatniej chwili przeskoczyłem mu przez ramię robiąc obrót i tnąc mieczem nie opancerzony punkt,przeciąłem płytko jako ostrzenie,w miejscu przecięcia powstała mała rana,niezbyt cieknąca krwią.Mój przeciwnik wkurzył się po nie trafienia mnie atakiem,nawet się nie zorientował,że doznał obrażeń jakiś dopóki nie pociekła mu krew po ciele.
-To jest tylko ostrzeżenie.Powiedziałem wzrokiem pełnym pogardy do chłopaka.
Tłum był zdumiony tym co się wydarzyło,ale nadal było pełno napięcia w powietrzu bo chłopak chciał się zemścić za wszelką cenę.
Skupił swój cały pancerz wokół twarzy,szyi i części klatki piersiowej wzdłuż prawej ręki.Natychmiast skoczył na ścianę i odbił się w nią próbując dosięgnąć mnie jednym cięciem ręki,nie raz widziałem jak akuma próbuje coś podobnego więc wyskoczyłem lekko w górę i zrobiłem obrót w powietrzu i stanąłem na plecach przeciwnika jednocześnie wbijając go w ziemię.
-Ty łajzo,ty uznajesz siebie za chowańca?!-Wybuchłem oburzeniem.-Byle akuma może cię zabić a potem bóstwo,kto chce bronić jego honor zapraszam z chęcią,możecie nawet w grupach.
Kilku chłopaków popatrzyło po sobie i wyszło z tłumu.Od razu zaczęli od aktywowania swoich mocy.Jeden posiadał pancerz złożony z magmy,a jeszcze inny przyzywał elektryczny bat.Momentalnie się wszyscy na mnie rzucili,parowałem każdego ataki po kolei mimo to,że atakowali razem,trzymałem lewą rękę z tyłu trzymając tylko prawą miecz.W moim kierunku leciało tornado a walczący zemną chłopaki natychmiast się odsunęli. Wymierzyłem jedno cięcie w tornado i wszedłem w środek,gdzie znajdował się martwy punkt każdego z tornad i huraganów.Szedłem razem z tornadem utrzymując tempo,po kilku sekundach minęło,a mnie otoczyli wszyscy chłopacy.Zaatakowali wszyscy na raz,odparowałem ataki 7 z przodu,ale pozostali już wymierzali z tyłu,zrobiłem przewrót w tył przeskakując moich przeciwników atakujących w plecy,każdemu z nich wymierzyłem poziome przecięcie ubrań na plecach.Żaden się nie poddał,walczyli zacięcie,ale ja poruszałem się niezwykle dziwnie niewyczuwalnie,to był mój dawny styl ruchu,którego rzadko używałem.Powaliłem wszystkich ciosem lewą ręką w kark,wszyscy padli prawie jednocześnie.Dałem sobie spokój z dalszą walką,poszedłem w stronę świątyni a konkretnie miejsca,gdzie przesiadywałem całymi dniami i nocami.Ujrzałem Kushinę biegnącą ku mnie,pomyślałem,że już się na mnie nie gniewa.Jednak byłem w ogromny błędzie,zamiast dostać słowa wybaczenia,dostałem soczystego liścia w twarz.
Kushina?
Subskrybuj:
Posty (Atom)