środa, 14 sierpnia 2019
Od Hibiki'ego Cd. Asami "Dzienniki życia ziemskiego"
-Jak możesz mnie kochać? - pytanie wybrzmiało głuchym dźwiękiem.
Zapadła cisza. Dało się usłyszeć tylko szum wody, nierównomierny oddech i przyspieszone bicie serc. Za oknem już dawno zapadł zmrok, jednak nawet słowik mieszkający u nas w ogrodzie, zmarł, ucinając swoją pieśń. Jakby w oczekiwaniu.
Nie byłem się w stanie poruszać. Miałem wyrzuty sumienia. Jak mogłem zapomnieć?! Każda moja zła myśl sprawiał Asami ból. Każda moja rana odzwierciedlała się na jej drobnym ciele. Każde pociągnięcie gąbki które rozrywało mi skórę, nie tylko przynosiło ze sobą pewien spokój ducha, ale i kolejną plamę zarazy.
- Jak możesz mnie kochać, Asami? - ponownie mój ochrypły głos dało się słyszeć pod strumieniem zimnej jak lód wody, która coraz mocniej bombardowała moje obolałe po ciężkim dniu plecy.
Czułem, że drżą mi ręce. Biedne kończyny majtały się jak u chorego na parkinsona. Przygarbiłem się również, opierając czoło o ramię bogini. Dopiero wtedy poczułem, niesamowity ciężar, uciskający na moją pierś. Miałem dość. Dość obrzydzenia jakie do siebie czułem. Dosyć wspomnień. Dosyć udawania. Dosyć budzenia się i zasypiania ze świadomością, że nigdy nie będę dostatecznie dobry. Dosyć uczucia rąk Papy Chana na ciele. Dosyć nieprzespanych nocy i nietkniętych posiłków. Dosyć godzin spędzonych przy ubikacji, gdy w środku nocy czułem, że mój żołądek każe wyrzucić z siebie całą zawartość. Dość okłamywania najbliższych. Dosyć wyrzutów sumienia, które na okrągło wołały “MORDERCA!”. Chciałem to zakończyć. Jak najszybciej. Tu i teraz. Natychmiast.
I mogłem brzmieć teraz jak dziecko. Niedorośnięty gówniarz, co ma jeszcze mleko pod nosem. Taka była prawda.
- Jak możesz mnie kochać Asami? Ja..ja.. - zająknąłem się na moment - Jestem brudny. Tak bardzo brudny Asami…
Zarejestrowałem jak drobna dłoń bogini, wsuwa się delikatnie między kosmyki moich czarnych włosów, by następnie zacząć zataczać małe kółeczka. Ten uspokajający gest sprawił tylko, że jeszcze bardziej miałem ochotę płakać. Jednak z żalem stwierdziłem, że nie mam już czym. Byłem jak szklanka z wodą, która pękła w złości rzucona o ścianę, a przez szparę wyciekła cała jej zawartość. To tak bardzo bolało. To rozdarcie. Chęć chronienia najbliższych, a zarazem odsunięcia się jak najdalej. By nie mogli dostrzec całego tego ciężaru, który nosisz w środku.
Niebieskooka wiele razy udowodniła mi, że mogę jej ufać. A nawet powierzyć życie. Dlatego nie uciekłem. Myślę, że gdyby nie była całym moim życiem, wymknął bym się czym prędzej. Jednak nie mogłem zrobić tego jej. Nie mogłem tego zrobić mojej miłości. Minimo wstrętu do samego siebie nie mógłbym tego zrobić. Bo co wtedy? Kim bym był? Niczym. Zaledwie duchem, wspomnieniem, które do końca świata miało się potem tułać w otchłaniach mroku. Nie. Byłem egoistą. Wolałem zostać.
Chciałem jej wszystko wyjaśnić, jednak ponownie nieprzychylny tego wieczoru głos, uwiązł mi w gardle.
- Shhhh… Jestem tu. Możesz to wydusić - już wiem dlaczego słowik w ogrodzie nie śpiewał. To Asami była słowikiem, który delikatnym, anielskim wręcz głosem zapewniał mnie teraz o swoim oddaniu.
Upadłem na kolana. Nie wiem skąd wypłynęły nowe łzy. To jednak było kłamstwo. One nigdy się nie kończą. Wilgotne koryta spływały po twarzy, łącząc się w większe krople z wodą i skapywały w dół.
Ciepła dłoń blondwłosej owinęła się wokół mojej, by następnie delikatnie pociągnąć mnie w górę i wyprowadzić spod zimnego prysznica. Szedłem za nią posłusznie, nie do końca kontaktując. Nawet nie wiem kiedy bogini pomogła ubrać mi się w ciepłą piżamę a na ramiona zarzucić moja ukochaną bluzę.
- Idź spać Hibiki - szepnęła, próbując mnie położyć
- Nie mogę. Ja… ja… - przeklęty głos! - Ja muszę ci wszystko opowiedzieć. Zasługujesz na to. Zaczęło się gdy byłem jeszcze małym brzdącem. Miałem starszego o 4 lata brata. Nazywał się Ichirou. Nasi rodzice nie byli zbyt biedni ale żyliśmy całkiem szczęśliwie. Gdy miałem zaledwie trzy latka zginął mój ojciec. Spadł z rusztowania. Był budowniczym. Firma ubezpieczeniowa upierała się, że wina leżała po stronie taty. Jednak Mama wiedziała, że tata od zawsze był bardzo ostrożny. Za każdym razem jak wchodził na wysokości sprawdzał sprzęt. Ktoś go zepchnął. Dwa lata później zakończył się proces. Dawny pracodawca ojca musiał wypłacić nam spore odszkodowanie. Wtedy postanowił wynająć ludzi z Gangu Papy Chana. Miał nadzieję, że jego problem zniknie razem z nami. Jednak tak się nie stało. Tamtej nocy umarła tylko Mama. Ichirou jako, że był bardzo inteligentny i wysportowany został zwerbowany, a ja jako młodszy brat wzięty pod jego opiekę. Następnych parę lat żyliśmy względnie spokojnie. Czasem bart znikał na całe dni, ale każdej nocy zasypialiśmy razem. Wiedział, że panicznie boję się ciemności. Jednak kiedy miał 16 lat, Papa Chan wysłał go na pierwszą dłuższą misję. Trochę się stresowałem, ale przecież nie mogło być, aż tak strasznie. Prawda? Oh. Jak bardzo się wtedy myliła. Jak bardzo… Następnego dnia przyszedł Papa Chan razem z dwoma swoimi ludźmi i kazał mi się pakować. Na czas nieobecności brata miałem zamieszkać w głównej siedzibie. Nie zrobiło to na mnie dużego wrażenia, bo do tej pory wszyscy członkowie tej bandy traktowali mnie dobrze. Jednak miało się to zmienić. Gdy przyjechaliśmy na miejsce i weszliśmy do środka, jeden z podwładnych zabrał ode mnie plecak. Zrobił to dość brutalnie. Wtedy zacząłem się bać. Coś było nie tak.
Następnie poczułem uścisk na ramieniu. To była ogromna tłusta dłoń Papy Chana. Zabrał mnie siłą do piwnicy. Opierałem się, ale co 12 letni dzieciak może zrobić przeciwko Władcy Podziemia? Oni mnie przywiązali. Wygiel ręce mocno do tyłu i przyczepili kajdankami do metalowej ramy łóżka. Oni wtedy… Oni to zrobili… Pierwszy był oczywiście Papa Chan. Jego wielkie ręce na całym moim ciele. To tak bardzo bolało. A oni tylko krzyczeli bili i poruszali się mocniej gdy zaczynałem płakać. Śmiali się. Nie wiem kiedy ale w końcu zemdlałem. Nie wiem czy z wycieńczenia czy z bólu.
Obudziłem się następnego ranka cały pokryty krwiąą i dziwna białą substancją. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co to jest.
Kazali mi się umyć i pod groźbą śmierci brata kazali nie puszczać pary z ust. Nic nikomu nie powiedziałem. Tylko wieczorami moczyłem swoją poduszkę łzami i krwią. To tak bardzo bolało.
Druga misja Ichirou nadeszła niedługo potem. Gdy w drzwiach stanęły tam te potwory już wiedziałem co się święci. Próbowałem uciekać. Złapali mnie w korytarzu. Nawet nie myśleli żeby zabrać mnie w jakieś ustronne miejsce jak za pierwszym razem. Zrobili to w holu. U mnie w domu. Do dziś pamiętam te źle oszlifowane drewniane panele i drzazgi na ciele. Jednak na tym się nie skończyło. Wymordowanego zabrali z powrotem do Tamtej piwnicy. Tym razem posadzili mnie na krześle. Zaczęli eksperymenty. Chore eksperymenty, a właściwie tortury. Do dziś nie wiem po co one im były. Chyba tylko dla chorej satysfakcji. Następnego ranka schemat się powtórzył. Wyrzucili mnie za drzwi grożąc, że zabiją wszystkich których kocham.
Potem to już była rutyna. Przynajmniej raz w miesiącu brat miał misje a ja na ten czas trafiałem do Siedziby głównej. Trzy razy próbowałem się zabić. Nie wyszło mi. Za pierwszym razem chciałem się powiesić. Pękła linka. Za drugim razem planowałem połknąć tabletki nasenne, ale gdy zobaczyli mnie w aptece wezwali pogotowie. Zwiałem z Izby Przyjęć. Trzecia i ostatnia próba prawie mi się udała. Przedawkowałem narkotyki. Niestety tego dnia przyszedł do mnie Papa Chan razem ze swoimi ludźmi. Ich medyk zdołał mnie odratować. Więcej razy nie próbowałem. Nie mogłem tego zrobić bratu. Miał własne problemy. Wyrzuty sumienia. Kazali mu zabijać ludzi. Nie chciał tego. Nienawidził tego. Gdy miałem 15 lat razem z czterema przyjaciółmi założyliśmy maleńki gang mający na celu zniszczyć Pape Chana. Nazywaliśmy się Nieśmiertelni. Nawet udało nam się pomyślnie przeprowadzić parę sabotaży. Ludzie Papy zabili Debu, Fukurou, Inazumę oraz Houyuu w ciągu trzech tygodni. Dwa dni później mój brat dowiedział się o wszystkim. O biciu, torturach o tym wszystkim co mi robili. O tym, że przychodzili do mnie w nocy do łóżka i To robili. Wściekł się. Powiedział, że musimy od niego uciec. Papa Chan chyba się domyślił. Wysłał brata na jego ostatnią misję, gdzie przez “przypadek” zginął w strzelaninie. Została mi po nim zakrwawiona granatowa bluza. Tak. Właśnie ta. - to rzekłszy mocno zacisnąłem dłoń na materiale
- Tamtej nocy uciekłem. Udawało mi się ukrywać przez 10 lat. 10 lat ciągłego uciekania. Zmiany miejsca czy zamieszkania. Jednak wreszcie mnie znaleźli. Po koszmarnej nocy, która przywróciła wszystkie wspomnienia, dostałem kulkę w łeb. Obudziłem się sam. Byłem w opuszczonym hangarze. Na ziemi ślady krwi. Ale ja… ja nic nie pamiętałem. czarna plama. Nul. Zero wspomnień.
Długi czas potem poznałem ciebie. Byłem uwikłany w jakiś spór z przeklętymi bóstwami. Pojawiłaś się jak kwiat jaśminu. Rozświetliłaś moje życie na nowo. Jednak gdy to wszystko sobie przypomniałem… Jestem taki brudny. I jeszcze ci ludzie których zabiłem. Tak brudny. Czemu nie mogę być wystarczająco dobry?
< Asami? >
piątek, 21 czerwca 2019
Od Hibiki'ego Cd. Asami "Dzienniki życia ziemskiego"
Minęły pierwsze dwa tygodnie od kiedy w naszej małej świątyni zamieszkała jeszcze jedna osoba. Kishimura. Nasz synek. Pokochałem go tak bardzo, że teraz już nie wyobrażam sobie życia bez niego. Tak samo Asami. Oni nie stali się częścią mojego życia. Oni są moim życiem. Ilekroć wracam z ogrodu do świątyni, po ciężkim dniu sprzątania oraz pielęgnowania całego terenu, w drzwiach zastaję uśmiechniętego od ucha do ucha blondwłosego, który gdy tylko wypatrzy moją postać na skraju lasu, podrywa się na równe nogi i pędzi do wnętrza budynku, krzycząc
- Mamo! Mamo! Tata wrócił!
W chwili w której przekraczam próg i zsuwam z obolałych stóp drewniane sandały, jestem pociągany przez syna za skrawek rękawa do jadalni, gdzie bogini stawia właśnie miskę z świeżo ugotowanym ryżem na stole. Jak zwykle również, czym prędzej zagania nas do porządnego umycia rąk
- Aby ryż móc jeść, trzeba czyste dłonie mieć!
Nie mam pojęcia skąd wzięła tą rymowankę. Może sama wymyśliła? Nie mam pojęcia! W każdym razie na tradycyjne już zawołanie Asami kierujemy się do bali i szorujemy skórę, aż do jej zaróżowienia. Teraz następuje chwila, w której cała nasza trójka zasiada do niskiego kwadratowego stołu. Uwielbiam te wieczory. Dzielimy się wydarzeniami z całego dnia i chodź nie ma tego zbyt wiele, zawsze z przyjemnością słucham o tym jak Kishimura powoli przyswaja sobie nową sytuację. Opanowanie nowego ciała nie jest wcale takie proste. Wszystko dodatkowo utrudniają rany które doprowadziły chłopca do śmierci. Ciężko mi się do tego przyznać, ale na razie nie chcę by blondynek wychodził ze mną na zewnątrz. Może trochę później. Musi porządnie wypocząć, nabrać sił i zapoznać się z otaczającym go teraz światem. Z własnego doświadczenia wiem, że nie jest to wcale takie łatwe. Mimo wszystko wierzę, że nasz synek da sobie radę. Ma na to prawie nieskończenie wiele czasu. Tu nie grozi mu ani śmierć ani starość w pełnym tego słowa znaczeniu. Chcę by wyrósł na dobrego chowańca. Nie chodzi mi o stare pojęcie tego sformułowania. Chcę, żeby był dobry dla innych, ale jednocześnie rozważny, a przede wszystkim, żeby nie ulegał pokusom. Cały czas z tyłu głowy siedzi mi myśl, że Kishimura jakimś nie znanym mi sposobem wróci do narkotyków. Przeraża mnie ta myśl. Nie chcę by zrobił sobie krzywdę. Nie wiem jak używki działają na istoty duchowe ale skoro możemy się upić to czemu i nie zaćpać? Nie chcę ponownie przeżywać koszmaru jakim był widok jego śmierci. Ta scena wryła się głęboko w mój umysł, często nie pozwalając mi spać. Od tamtych wydarzeń, często rozglądam się nerwowo jakby poszukując podświadomie zagrożenia dla mojej rodziny. Wiem, że jest to praktycznie niemożliwe, ze względu na mury świątyni które nas otaczają, jednak mimo wszystko jeżeli w ogóle śpie to budzi mnie najmniejszy szmer. Nie chcę martwić tym wszystkim Asami. Staram się ukryć moje zmęczenie układając zapatrzone, ostudzone liście zielonej herbaty na oczach. To trochę pozwala im odpocząć i fioletowe sińce nie są też, aż tak wyraźne. Od tamtej nocy schudłem też parę kilo. Czuję też, że straciłem trochę sił w rękach i mojej mocy. Tego przeraża mnie jeszcze bardziej. Co będzie jeśli znów nie dam rady ich obronić? Poczucie brudu oraz nieczystości wcale nie pomaga. Za każdym razem jak biorę kąpiel to staram się zetrzeć całą tą krew i dotyk Papy Chana, ale jedyne co mi się udaje to stworzyć nowe szramy na ciele. Powoli mam tego dość, a jednocześnie zbyt mocno kocham moją rodzinę by martwić ich moim stanem.
<Asamiś?>
piątek, 10 maja 2019
Od Hibiki'ego Cd. Asami "Dzienniki życia ziemskiego"
Najpiękniejsze co mnie w spotkało? Najlepsz co przerzyłem? Najwspanialsze słowa jakie w życiu usłyszałem?
- Hibiki... Kocham cię, słyszysz...? Hibiki... Na zawsze, rozumiesz?
Moje serce… Zaraz jakie serce? Jest tylko Asami. Asami i ja. Tylko ten błękitnooki anioł. Tylko ja i mój prywatny Cud. Nawet nie jestem pewien w którym momencie, z moich oczu potoczyły się pierwsze łzy. Łzy tak niewypowiedzianej ulgi, że musiałem oprzeć ramiona o boginię by zaraz nie paść jak długi. Stan w krórym obecnie sie znajdowałem był tak przedziwny. Z jednej strony rozrywający ból w piersi, spowodowany śmiercią Kishimury jak i szalone kołatanie serca, pragnącego wyrwać się na zewnątrz i wpaść prosto w delikatne dłonie blondwłosej. Bezwstydnie jak mały dzieciak, wtulałem się w mojką boginię, mocząc jej koszulke łzami. Jednocześnie oblewany falami żałoby i radości, drżałem w jej ramionach niemiłosiernie. Ona powiedziała mi że mnie kocha. Asami wyznała mi miłość. Ta sytuacja cały czas nie do końca do mnie docierała.
Nie wiem jak długo staliśmy, wtulając się w siebie, pragnąc już nigdy nie wypuścić z uścisku ukochanej osoby. Nie wiem jak długo skradaliśmy sobie słodkie pocałunki, przepełnione jednocześnie tak niewyobrażalnym smutkiem. W końcu jednak powolutku odsunąłem ręce od bogini i patrząc w kierunku wschodzącego słońca, spojrzałem na maleńkie ciałko Kishimury. Pochyliłem się, by następnie jak najdelikatniej unieść martwe ciało syna. Jego blada cera, przybrała teraz barwę czystej kartki papieru, a jasne blond włoski, poplamione były w paru miejscach krwią. Twarz miał spokojną, z delikatnym błąkającym się w kąciku ust uśmiechu. Wyglądał jakby po prostu spał. Mój synek.
Chociaż nie znaliśmy go długo, nasze serca pokochały go z całej siły i teraz myśl, o pożegnaniu chłopca sprawiła, że nasze serca umierały.
Powiał delikatny wiatr, który odsunął włosy z czoła chłopca. Był taki spokojny. Taki… szczęśliwy? Musiał być. Był tam gdzie nikt już nie cierpi. Odkupił swoje grzechy. Był niewinny.
Uderzająca myśl, prawie ponownie powaliła mnie na kolana. Z ową dawką adrenaliny, odwróciłem się w miejscu by spojrzeć na boginię.
- Asami? On jest teraz bez grzechu. Prawda?
Moje pytanie zawisło w powietrzu. Przez chwile staliśmy naprzeciwko siebie, gdy wreszcie przez wymęczone ciało niebieskookiej przeszedł dreszcz i tak jak ja przed chwilą, poczuła nowy przypływ sił.
- Trzeba go zabrać do Świątyni
365 słów
poniedziałek, 29 kwietnia 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
Nadzieja? Hibiki był moją jedyną nadzieją w tym okropnym świecie. Spojrzałam na zwłoki uśmiechniętego Kishimury, a moje serce... Ono połamało się na pół. Czułam się jak matka, jaka właśnie straciła swoje kochane dziecko... I w sumie nią byłam. Straciłam moje dziecko. Najcudowniejsze na ziemi i chyba jedyne jakie kiedykolwiek będę miała. Spojrzałam w oczy mojemu chowańcowi, splatając z nim palce, a potem wtuliłam się w tors mężczyzny.
- Hibiki... Pochowajmy go, a potem wróćmy do domu... Już mam dość... - powiedziałam, czując jak wszystko we mnie bulgocze, ale nie z radości jak zawsze, tylko ze smutku i żalu.
Uniosłam głowę, patrząc chłopakowi w oczy. Stanęłam na palcach i pocałowałam delikatnie policzek chłopaka, najważniejszej osoby, jaka pozostała na tym świecie dla mnie. I nie chciałam go nigdy stracić. Splotłam z nim palce u dłoni, wtulając się w tors mężczyzny.
- Nie zostawiaj mnie, nigdy... H-Hibiki... Obiecaj... B-Boję się.. - szepnęła.
Ciemnowłosy mocno mnie objął, mówiąc mi do ucha słowa pociechy. Ciągle, bez końca, obejmował mnie bardzo mocno, czułam w jego dłoniach całkowitą, pełnię i namiętność. Coś jednak w jego ciele było... Niepewne. Bał się, chyba się bał, po prostu się bał. Spojrzałam mu znowu w oczy, gładząc jego policzek.
- Nie bój się, Hibiki. Teraz mamy siebie, proszę, bądźmy razem i nigdy już mnie nie opuszczaj. Nie wiem co do mnie czujesz, ale... Ja... - szepnęłam, po czym pocałowałam go w usta. - Ja czuję do ciebie coś więcej niż tylko przyjaźń. - dodała, patrząc mu w oczy.
Ciągle na mnie patrzył, przerażony, jakby chciał odejść, bo się boi. Nie dałam mu jednak się odsunąć, wiedziałam, że chcę, aby nie bał się mnie dotykać. Bo ja on to... Coś więcej. Już nie jest między nami relacja bóg i broń. Teraz już jesteśmy razem... Na zawsze.
- Jestem tu - z pomiędzy jego ust wydobył się zduszony od nadmiaru emocji głos. - Jak pewna jesteś gwiazd na niebie, tak pewna bądź że kocham ciebie.
Słysząc te słowa, moje serce zabiło głośniej, mocniej. I tylko dla niego. Uśmiechnęłam się szeroko, po czym złapałam za policzki Hibikiego, całując go namiętnie w usta, teraz już pewniejsza tego, co czuję i co on czuje. Chciałam, abyśmy byli szczęśliwi...
- Hibiki... Kocham cię, słyszysz...? Hibiki... Na zawsze, rozumiesz? - szepnęłam, stykając z nim swoje czoło.
Już nikt mi go nie odbierze... Nie pozwolę...
<Hibikiś?>
Ilość słów: 375
Od Hibiki'ego Cd. Asami "Dzienniki życia ziemskiego"
Słowa wypowiadane przez oszalałą w tej chwili z rozpaczy Asami rozrywały moje i tak już poszatkowane serce. To w nawet najmniejszym stopniu nie była jej wina. Nie bogini. Nie mojego prywatnego anioła o błękitnych jak sklepienie niebieskie oczach. Nie mojego prywatnego słonecznego promienia, o włosach tak złocistych jak dojrzałe zboże tuż przed zbiorem. To nie była wina mojej róży o malinowych ustach, drżących w tej chwili z rozpaczy. To nie była wina Asami. Nie mojej miłości. To JA ściągnąłem na nich to nieszczęście. To moja niekompetencja doprowadziła do choroby bogini i jej wyczerpaniu. To moja przeszłość,podobna do wielkiej kałamarnicy, o mackach czarnych jak najciemniejsza noc, znów sięgała by pochwycić to co dla mnie najważniejsza i zadusić, nim zakwitnie jak najpiękniejszy kwiat. Nienawidziłem tej przeszłości. Chodź przypomniałem sobie ją całą zaledwie parę godzin wcześniej. Nienawidziłem jej z całego swojego roztrzaskanego jak szklanka na podłodze, serca. Po moich policzkach toczyły się kolejne łzy, rzeźbiąc wyraźne ścieżki na twarzy umorusanej krwią. Byłem Nieczysty. Nieczysty w pełnym tego słowa znaczeniu. Na duszy i ciele. Brudny od przeszłości i teraźniejszości.
Prędko jednak odrzuciłem te myśli. Muszę zadbać o bezpieczeństwo Asami. To jest mój cel. Moje powołanie. Moja droga. Położyłem wymęczona dłoń na ramieniu bogini, by po chwili przyciągnąć jej drobne, drżące z wyczerpania ciałko i zamknąć je w szczelnym uścisku, swoich ociekających krwią ramion. Musiało wyglądać to z boku nieco dziwnie. Anioł i diabeł. Dobro i zło. Światło i ciemność. Nie obchodził mnie to jednak. Pragnąłem jedynie chodź w najmniejszym stopniu ukoić rozrywający ból, który czuła moja jedyna miłość.
Blond włosa wybuchła tylko głośniejszym szlochem i wtulając się w moja klatkę piersiową, moczyła koszulkę łzami.
- Asami-san. Musimy iść. - wyszeptałem do jej ucha, gdy trochę się uspokoiła. Niebieskooką wstrząsnął kolejny spazm płaczu - Asami-sama. Musimy iść
Powtórzyłem, samemu będąc blisko kolejnemu wybuchu rzewnych łez. Tyle starań na nic. Krótko znałem Kishi-chana ale pokochałam go jak własnego syna. całym sercem. Całym sobą. Bezwarunkowo i na zawsze
Wtem do mojego ociężałego umysłu, wpadła zabłąkana myśl, która już miała ulecieć by prawdopodobnie więcej się nie pojawić. jednak jak często sie to dzieje, chwyciłem ją kurczowo trzymając jej skrawek, jak tonący samotnej deski. Poderwałem głowę do góry. Nagły napływ adrenaliny, który otoczył moje ciało, pozwolił bym wstał mimo bólu i podciągnął Asami do pionu.
- Jest jeszcze nadzieja - wyszeptałem wprost do ucha bogini, drżącym ze zdenerwowania szeptem.
<Asamiś? Najszybciej jak mogłam :) >
391 słów
czwartek, 4 kwietnia 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
Czułam... Nic. Dosłownie nic. Jakby coś przeklętego, zimnego zabrało moją boską duszę, splamiło boskie ciało. Cierpienie. To teraz czułam. Ból przeplatał się z chłodem i brakiem jakiegokolwiek ciepła i zainteresowania moją prawie martwą osobą. Krzyk. Przez tą ciemność w jakiej wisiałam, słyszałam długi, pełen cierpienia wrzask, jaki nieco rozjaśnił ciemność. Teraz... Teraz było szaro. Szaro, ale nadal bardzo zimno. Otworzyłam w pustce oczy... Gdzie ja jestem? Bardzo dziwne. Tak jakbym unosiła się w czarnej wodzie, naga, cierpiąca bez końca... Maź piekła mnie przez ogromne rany na ciele... Wyciekała z nich krew. Rozejrzałam sie, czyli było jaśniej. Czyli mogłam widzieć. Szkarłatna ciecz ciągle wydobywała się ze mnie, a ja z każdą chwilą robiłam się coraz bledsza, zimna i sina... Nie rozumiem. Czemu nikt mnie nie ratuje? Dlaczego tonę coraz niżej i niżej... Nie rozumiem, naprawdę nie rozumiem.
Hibiki...
Co to za głos...? Brzmi jak mój, a jednak wydaje się dla mnie obcy. Taki ciepły w porównaniu do mnie teraz. Ja. Kim ja jestem? Jestem... Sobą. Kim jestem ja? Dlaczego więc... Dlaczego nie wiem kim jestem, dlaczego mój głos jest obcy dla mnie? Ratunku... Proszę, niech mi ktoś pomoże. Proszę... Ja się boję, czyniłam dobrze, przecież nie zasłużyłam na ten los. Coś zaczęło mnie oplatać, zimne, oślizgłe i... I nic. Nie zauważyłam w tym nic złego. Wisiałam w ciemności, było mi zimno i ciągle mokro. Nie zrobiło to dużo różnicy. Boję się. Nadal bardzo sie boję... Nagle pochwyciły moje dłonie inne ręce. Ciepłe i delikatne. Otworzyłam szerzej błękitne oczy, wokół mnie kręciły się moje blond długie włosy. Już nie byłam naga, miałam na sobie kimono, nadal było w krwi. Ja z kolei odczułam ból głowy, ogromny, uderzający mnie nadal gorąc, a czoło, twarz i resztę ciała zrosił pot. Dziwne... To takie dziwne... Ale żyję. Uratował mnie. Uratował mnie ten, jakiego imię wymówiłam wcześniej. Mój głos przestał być obcy. Stał się znowu moim głosem.
- Asami! Obudź się! Proszę! Asami! - wrzasnął głośno mężczyzna.
Jego policzki były pełne łez, ciało umorusane krwią. Biedny... Biedny walczył. Walczył, a ja nie mogłam mu pomóc. Deszcz, zimny deszcz. Ale ciepłe ciało chłopaka... Ono dodało mi otuchy. Nieco zamazanym wzrokiem spojrzałam na Hibikiego, a kiedy ten pochylił się, aby sprawdzić czy ja żyję. Położyłam słabo dłonie na jego policzki, przekręciłam jego twarz w swoją stronę i pocałowałam go namiętnie w usta. Jakie cudowne uczucie... Nigdy go nie czułam,było miłe, tak cudowne. Po niedługiej chwili dłonie mi opadły na ciało, a głowa odchyliła się. Ujrzałam... Ujrzałam leżące blisko Hibikisia ciało. Malutkie ciało chłopca, jaki nazywał mnie mamą. Po policzkach popłynęły mi łzy. Nie, to nie była prawda. On żył. Musiał żyć. Zaczęłam płakać mimo ogromnego bólu. Zacisnęłam dłonie na kimonie.
- Nie... Kishimura... Nie... Synku. Mój syneczku. Kishimura... - wyłkałam, a po chwili zalałam się jeszcze mocniej płaczem.
Straciliśmy go. Z mojej winy. Byłam beznadziejną matką, nie umiałam się nim zająć, nie dałam rady! Wrzasnęłam mimo okropnego cierpienia fizycznego, wtulając się w Hibikiego, jaki też mnie mocno przytulił po chwili. Mijały kolejne sekundy, minuty, godziny... Nie wiedziałam ile siedzieliśmy w deszczu, nie wiedziałam. Kiedy minął ten czas, przybliżyłam się do uśmiechniętego, martwego ciała syna. Pocałowałam go w czoło, po czym przytuliłam go do siebie.
- Kishi... Przepraszam... Byłam beznadziejną mamusią... Spotkamy się w niebie kochanie. Mamusia do ciebie wróci, tatuś też... - pogładziłam jego lodowate, zakrwawione plecki. - Mój malutki syneczku... Kocham cię maluszku... Tak mocno ciebie kocham... Dlaczego nas opuściłeś... - wydukałam, zalewając się znowu łzami.
<Hibiki? T-T>
Ilość słów: 562
wtorek, 26 marca 2019
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
- Mamusiu! Mamo! Nie! - rozpaczliwe wołanie Kishiego po raz kolejny przerwało spokój ciszy nocnej i równomierne cykanie owadów. Chłopak rzucił się biegiem do blondwłosej, a ja korzystając z tego, że bogini zdążyła mnie odwołać, skoczyłem na tych śmierdzących złem ludzi. Chociaż nawet nie wiem czy jeszcze należeli do gatunku homo sapiens. Ich przegniłe dusze capiły wszelkimi możliwymi grzechami i taką ilością zła, że w pierwszej chwili, wziąłem ich za youkai.
Nie zastanawiając się dłużej uderzyłem najbliższego bandziora pięścią w twarz, by po chwili złamać mu goleń. Facet wydał z siebie ochrypły wrzask bólu. Wiedziałem, że już nie wstanie. Zostawiłem więc wijącego się na ziemi pierwszego popaprańca i już po chwili “podawałem dłoń” kolejnemu. Wykręciłem mu rękę do tyłu, po czym przerzucił nad sobą. Wraz z uderzeniem o ziemię, mojemu przeciwnikowi uszło całe powietrze z płuc. Prawdopodobnie połamałem mu parę żeber. Upewniając się, że i ten nie wstanie, chciałem skoczyć na kolejnego, jednak przerwał mi przerażony krzyk Kishimury. Obróciłem się błyskawicznie i zdążyłem zobaczyć, jak przytrzymujący go gangster, przebija jego drobne ciało, długim, zakrzywionym sztyletem. Serce przestało mi bić. Nie. Nie nie nie nie. Nie mogą zabić mojej rodziny. Nie znowu.
Z pomiędzy moich warg wyrwał się krzyk. Poczułem jak po policzkach płyną mi łzy. Chciałem biec do Asami i mojego synka, ale przerwał mi ten oślizgły głos. Głos mojej przeszłości.
- Kumoyuki! Myślałem, że nie żyjesz. Gdzie się podziewałeś? - niski mężczyzna, który wręcz wtoczył się przede mnie, zamrugał małymi świńskimi oczkami
- Papa Chan… - mimowolnie wypowiedziałam jego imię, które od najmłodszych lat prześladowało mnie w najmroczniejszych koszmarach
- Oczywiście, że to ja. Myślałem, że zginąłeś na tej misji osiem lat temu
Mój umysł zalała fala obrazów. Przypomniałem sobie wszystko. Każdą kroplę krwi, każdą łzę. Przypomniałem sobie brata, mamę i cały Gang Nieumarłych. Wszystkich zamordował, a wcześniej w przeważającej części torturował Papa Chan.
Bałem się go i nienawidziłem na równym poziomie, dlatego też tak długo nie mogłem się mu postawić. Pamiętam jak zabierał mnie do piwnicy i torturował. Żeby nie stracić dobrego człowieka jakim był mój brat, wysyłał go wtedy na misje. Przeprowadzał bolesne eksperymenty, po których do dziś zostały mi blizny. Często pomagali mu jego podwładni. Nie mogłem nic powiedzieć bratu. Za bardzo się bałem zemsty. Aż nadszedł ten dzień. Papa Chan wysłała mojego brata na samobójczą misje, której nikt nie chciał sie podjąć. Ichirou zginął. Nie miał szans. Pamiętam jak przynieśli jego zakrwawioną bluzę. Nic więcej po nim nie zostało. Potem uciekłem. Nie na długo. Osiem lat temu Papa Chan i jego sługusy dorwali mnie w opuszczonym budynku. Po pięciu godzinach tortur najwyraźniej mu się znudziłem. Dostałem kulkę w łeb. W sumie dobrze, że tak krótko. Zawsze mógł mnie zabrać do bazy. A tam chyba bym popełnił samobójstwo, żeby tylko wydostać się z łap tego szaleńca.
- Misji? Ciężko nazwać misją zabójstwo. - mój głos brzmiał jak pomruk grzmotu przed burzą. Musiałem bardzo się powstrzymywać, żeby nie skoczyć i nie rozszarpać go na strzępy
- Jakie tam zabójstwo! Przecież żyjesz. Chyba nie jesteś zły o ten głupi żart. Co nie Kuki? - zadrżałem na jego słowa. Zawsze tak do mnie mówił jak zaczynał mnie torturować. Tym razem miałem zamiar się na nim zemścić
- Ja nie żyję Chan. Jestem duchem. Nie możesz mnie zabić. Ale ja mogę zabić ciebie - moje usta wykrzywiły się w upiornym uśmiechu.
***
Wziąłem drżący wdech, nabierając do płuc zimnego nocnego powietrza. Po Gangu Papy Chana zostały same trupy i morze krwi. Strząsnąłem z dłoni gęstą czerwoną ciecz, jakby próbując się oczyścić z brudu.
- Asami… Kishimura… - do mojego serca przebiła się w końcu pierwsza myśl
- Gdzie oni są?! - w panice rozejrzałem się po pobojowisku
Gdzieś przy wyjściu z hangaru leżały obok siebie dwa ciała, prawie, że nie zbrukane krwią. Rzuciłem się biegiem w tam tym kierunku. Wszędzie było pełno osocza i innego typu obrzydliwości. Co chwilę potykałem się ze zmęczenia, czy o kolejnego trupa i upadłem na gęstą od czerwonej cieczy posadzkę. Wstawałem, a następnie biegłem dalej. Musiałem ich uratować!
W końcu dotarłem. Asami leżała trochę dalej. Miała zszarzałą cerę i zsiniałe usta. Trzęsła się z zimna, a jednocześnie jej czoło zrosił pot. Gorączka wzrosła. Teraz skierowałem wzrok na Kishimure. W tym też momencie nogi odmówiły mi posłuszeństwa i upadłem na kolana. Chłopiec miał w piersi wbity nóż. Oddychał ledwo, co chwilę charcząc. Po jego brudnych policzkach, toczyły się łzy, które spływały w dół, rzeźbiąc jasnymi liniami swój ślad. Chwyciłem go delikatnie za rękę, a on uśmiechnął się słabo by po chwili znieruchomieć na zawsze.
-Kishi-chan! - rozpaczliwy krzyk rozdarł ciszę poranka.
Przyciągnąłem blondyna do piersi, zacząłem delikatnie kołysać się w przód i tył. Czemu on musiał umrzeć. Gdybym od razu zabrał ich do świątyni obydwoje by żyli. Jak mogłem do tego dopuścić?!
< Asamiś? Ale drama o-o >
803 słowa
sobota, 16 marca 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki z życia ziemskiego"
Miałam bardzo wysoką gorączkę i to tylko przez to, że na nodze miałam zarazę od cholerstwa jakie wcześniej skrzywdziło prawie moją rodzinę. Teraz na szczęście byli bezpieczni, a ja mogłam wreszcie odpocząć... Okropna gorączka. Kiedy Hibiki użył wody, aby mi ulżyć, odetchnęłam. Nareszcie mi się troszkę polepszyło. Nie było już tak dużego bólu... Czułam, jakby zaraza na nodze powolutku zanikała. Może to były złe myśli Hibikisia? Może po prostu się martwił i zwątpił? Już nie wiedziałam, pogubiłam sie w tym wszystkim. Blado uśmiechnęłam się do chłopaka, kiedy ocierał mi twarz z potu, kiedy robił mi ostrożnie okłady na czole. Niesamowity... Mój kochany Hibiki. Wierzyłam, że zawsze się mną zajmie i się nie myliłam, naprawdę tutaj ciągle był, ciągle się mną zajmował... Po chwili... Usnęłam...
Obudziłam się, kiedy usłyszałam dzwonienie klingi mojego ostrza. Niespokojnie otworzyłam oczy i ujrzałam Kishimurę, jaki wychodził z pokoju hotelowego i kierował się... Sama nie wiem gdzie. Wstałam z ogromnym trudem i poszłam za nim. W odstępie, kierowałam się tam, gdzie czułam mojego Hibikiego. Kishimura... Czemu go zabierasz? Czemu zabierasz mojego Hibikiego? Co się stało? Chcesz nas obronić? Nie, nie musisz. Naprawdę, nie musisz mój malutki Kishi... Zamknęłam słabo oczy, idąc za nimi.
- Boli... - powiedziałam bardzo cicho i słabo, co się dzieje, dlaczego mnie tak boli ciało.
Po chwili dojrzałam, jak mój malutki synek biegnie w stronę starej, zniszczonej fabryki, a tam czeka ktos na niego. Kim jesteście, okropni ludzie i czego chcecie od mojej rodziny. Co robisz, Kishimura? Dlaczego biegniesz i dlaczego chcesz mi odebrać mojego kochanego Hibikiego? Byłam słaba... On biegł, ja się słaniałam z bólu, z cierpienia. Gorączkę czułam w całym ciele, co sie dzieje, nie rozumiem... Nigdy nie czułam się tak źle, nigdy nic mnie tak mocno nie bolało... O rety, cierpienie. Tak bolało.
- Hibiki... Kishimura... - powiedziałam.
Nagle dotarłam do miejsca. Stanęłam spokojnie w ukryciu, patrząc jak moje dziecko oddaje Hibikiego obcym.
- A teraz mnie zostawcie... Mama... Tata... Oni zawsze byli przy mnie, chcą, abym był szczęśliwy. Juz nie potrzebuję waszych narkotyków. Już jestem szczęśliwy. - powiedział.
W moich oczach stanęły łzy, kiedy ujrzałam, że mężczyźni dotykają świętej broni. Nie. Nie. Zostawcie go. Nagle uderzyli Kishimurę, a ja w ostatkach swoich sił, wybiegłam do nich.
- Hibiki! - wrzasnęłam, a potem upadłam na ziemię z ogromnym impetem.
- Asami! - odpowiedział krzykiem mój kochany obrońca.
Spojrzałam na niego. Walczył, a Kishimura podbiegł do mnie, łapiąc moje ramiona. Miał tak delikatne dłonie...
- Mamusiu! Mamo! Nie! - krzyknął.
Ujrzałam jak ktoś go łapie, a Hibiki stara się walczyć. Dlaczego... Dlaczego nie mogę nic zrobić...
- Po...mocy... - wyszeptałam.
Po tym, straciłam przytomność. Ciemność, okrutna ciemność. Tak zimno i brzydko pachnie, gdzie jest ciepło i piękny, słodki zapach?
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
Mój spokojny sen przerwał cichy szept bogini. Blond włosa drżała delikatnie pod grubą kołdrą, a jej ciało pokrywały maleńkie kropelki potu. Tego nam jeszcze brakowało. Westchnąłem ciężko i udałem się po raz kolejny tej nocy do kuchni gdzie namoczyłem zimną wodą ręczniki i wraz z miską lodowatej cieczy wróciłem do pokoju. Dokładnie wycisnąłem ścierkę, a następnie delikatnie położyłem ją na czole bogini. Drugą szmatką otarłem jej spoconą twarz. To będzie długa noc! Jednak nie przeszkadzało mi to ani trochę. Dla Asami wszystko.
Koło piątej nad ranem obudził mnie cichy szmer. Poderwałem głowę, a raczej próbowałem to zrobić, jednak przeszkodziła mi w tym forma miecza jaką ponownie przybrałem. Najwidoczniej niebieskooka musiała przez sen wymówić moje drugie imię i w ten oto sposób ponownie zmieniłem się w katane. Westchnąłem cicho. Musiałem poczekać, aż dziewczyna się obudzi i mnie odwoła. W tym momencie ponownie dało się słyszeć skrzypienie drzwi oraz tupot bosych stup na panelach. Nim się obejrzałem do pomieszczenia, wślizgnął się Kishimura.
~ Co on tu robił? ~ to jedno pytanie wzbudziło podejrzenie w moim sercu
Chłopak podszedł bliżej łóżka. Rozejrzał się uważnie, najwyraźniej czegoś szukając. Jego uwagę przykułem ja. A raczej miecz którym byłem. Chłopak przełknął ślinę chwytając za rękojeść.
- Przepraszam Mamo. Mam nadzieję, że nie będziesz zła, jak sprzedam ten miecz. Muszę się uwolnić od tych ludzi. Potem wrócę - to rzekłszy Kishimura ucałował delikatnie czoło Asami i mocniej zaciskając na mnie palce, wymknął się na zewnątrz.
Początkowo próbowałem jakoś dostać się do umysłu chłopaka jednak był jak za murem obronnym. Takim jak w średniowiecznych zamkach. Kamień wymieszany z betonem. Wspaniale. Właśnie jestem porywany/kradziony? przez przybranego syna/brata na sprzedaż/spłacenie długu!? Nawet nie wiem jak nazwać całą tą sytuację.
Najwyraźniej zostało mi czekać na dalszy rozwój sytuacji, bo póki Asami mnie nie odwoła, będę siedział w tej przeklętej formie miecza po wsze czasy.
< Asamiś? >
307 słów
niedziela, 24 lutego 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
- Hibiki... Znalazłam tego, jakiego moje serce pokochało... Jesteś nim ty... Nikogo innego nie będzie. Dla mnie ciągle jesteś też idealny, bronisz mnie ponad wszystko, opiekujesz, kiedy zajdzie taka potrzeba. To ty jesteś dla mnie księciem na białym koniu. Nie mam potrzeby wiązania się z najwyższym bogiem, dla mnie ty jesteś ponad każdym. Nie pokochałeś mnie za wygląd, a za to kim jestem w środku i to jest właśnie prawdziwe uczucie... Wierzę ci, dlatego proszę... Jak wrócimy do domu... Nie rozejdźmy się już nigdy więcej... - powiedziałam słabo, po czym zamknęłam oczy. - Wybacz, Hibiki... Jestem bardzo zmęczona i obolała. Pozwól, że odpocznę... Zostań ze mną i trzymaj moją dłoń. Opuść ją tylko wtedy, kiedy zajdzie taka potrzeba...
Uśmiechnęłam się w jego stronę z zamkniętymi oczkami i odetchnęłam cicho. Położyłam na moment dłoń Hibikiego na swój policzek i spojrzałam mu w oczy. Wyglądał... Na zmartwionego, miał łzy w oczach. Nie mogłam pozwolić, aby te nadal w nich były. Nieco go przyciągnęłam do siebie, choć słabo mi to szło i złożyłam na jego ustach bardzo delikatny pocałunek. Najdelikatniejszy, ale taki, jaki był pełny uczucia. Spojrzałam mu potem w oczy.
- Hibiki... Już jestem szczęśliwa, przy tobie. - powiedziałam, po czym złapałam jego dłoń. - I nie mów już do mnie Kami... Mów do mnie po prostu po imieniu... Mów mi Asami... I połóż się przy mnie... Proszę. - dodałam i zamknęłam oczy.
Byłam zbyt słaba na dalszą rozmowę. Moja dłoń jednak nadal szczelnie była zamknięta w dłoni mojej broni, to mnie cieszyło, nie byłam sama. Najważniejszą rzeczą w miłości, jest poczucie szacunku, bezpieczeństwa i pełni uczuć. Tak też było w tym wypadku. Czułam, że... Będziemy szczęśliwi, jak tylko... Jak tylko wrócimy.
Tylko jak mamy wrócić, skoro Kishimura będzie samotny. Nie mogę go opuścić! Jest za mały, teraz ma rodziców, trudno, że przybranych, ale kochamy go równie mocno! Nie może płakać. Muszę coś wymyślić, ale co... Jak go zabrać z ziemi... Jak. Jak mogę zadbać o niego, nie będąc człowiekiem. Wielki boże... Pomóż mi... Pomóż mi podjąć decyzję... Decyzję, jaka będzie dobra dla mnie, dla Hibikiego i dla małego Kishiego. Chcę, aby każdy był szczęśliwy...
<Hibikiś?>
Ilość słów: 429
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
Byłem przerażony. Drobniutkie ciało bogini pokryte było licznymi ranami zadanymi przez już drgającego w pośmiertnych drgawkach potwora. Bez namysłu pochwyciłem blondynkę w ramiona i unosząc ją jak pannę młodą, przycisnąłem do piersi. Serce biło mi jak oszalałe a ręce drżały. Wciąż niespokojnie tuląc do siebie boginię, jakby pragnąc ochronić ją przed wszelkimi złem, szepnąłem:
-Najpierw trzeba to opatrzyć, Panienko
Ruszyłem do łazienki by po chwili usadzić dziewczynę na prastarej pralce. Teraz nadszedł czas na dokładne oględziny. Każdą raną zajmowałem się jak najdelikatniej i jak najdokładniej, tak by sprawdzić najmniej bólu jak to możliwe. Do oczu cisnęły się łzy jednak twarz pozostała nieruchoma. Tę umiejętność wyniosłem jeszcze z poprzedniego życia. Nie okazuj emocji. To pierwsza rzecz jakiej trzeba się nauczyć żyjąc na ulicy.
Chwyciłem delikatnie w dłonie rękę Asami i zacząłem odkażać kolejne cięcia. Najbardziej zmartwiła mnie szarpana rana pozostawiona przez potwora na szyi bogini. Przybliżyłem, się więc do niej nieco bardziej i zająłem się tamowaniem krwi. Przy tej czynności zauważyłem powoli opadające powieki siedzącej przede mną dziewczyny.
-Kami! Kamisama! Nie zasypiaj! - Ująłem jej przepiękną twarz , kierując jej spojrzenie w moim kierunku - Jeszcze nie możesz zasnąć Panienko. Proszę się trzymać!
To rzekłszy czym prędzej ukończyłem opatrywanie rannej i ponownie biorąc ją na ręce zaniosłem do kuchni. Tam w garnuszku zostało trochę zupy. Podgrzałem ją i podsunąłem kiwającej się ze zmęczenia blondynce.
-Proszę to zjeść. Musi Panienka nabrać sił
Następnie wziąłem się za parzenie mocnej herbaty. To były moje ostatnie liście. Czas wracać do świątyni… Lecz… Co z Kishimurą? Będę musiał porozmawiać z boginią.
Westchnąłem ciężko. Jakże wszystko się komplikuję. Muszę zabrać z Ziemi Asami, bo następnej walki z tak potężnym Youkai może nie przetrwać. Na samą myśl po moich plecach przebiegły ciarki.
Odwróciłem się do dziewczyny i widząc że skończyła jeść i pić, zaniosłem ją z powrotem do pokoju, gdzie okryłem jej wątłe ciało ciepłą kołdrą. Spojrzałem na jej spokojną, pogrążoną we śnie twarzyczkę, a serce któryś raz tej nocy zatrzepotało. Przez zwykle poważną twarz przebiegł mi delikatny uśmiech.
-Asami… Kocham Cię… Ale przepraszam. Nie jestem, dla Ciebie dość dobry. Kiedyś znajdziesz swojego księcia na białym koniu. Jakiegoś wysoko postawionego boga, który będzie cię kochał. Przepraszam, że nie jestem ciebie wart…
Z moich oczu pociekły łzy, których nawet nie miałem sił ocierać.
-Bądź szczęśliwa Asami-san…
< Asamiś? >
376 słów
środa, 20 lutego 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
Kiedy spałam, czułam dotyk... Delikatny, męski i taki ciepły. Zastanawiałam się, kto to. Kto może być tak uroczą osobą, że dotyka mnie i nie obawia się tego. Mogła to być tylko jedna, jedna osoba. Hibiki. Mój Hibiki, do jakiego poczułam coś, co spowodowało radość w moim sercu. Wreszcie czułam spełnienie, pokochałam kogoś. Moje serce mimo snu biło szybko, rumieńce na policzkach były... Ale szybko znikły, kiedy chłopak wstał i poszedł gdzieś. Chyba nie mógł spać, czułam to, w końcu ja i moja broń byliśmy naprawdę zgrani. Kiedy wyszedł, otworzyłam oczy, po czym podniosłam się na rękach i lekko przeciągnęłam.
Krzyk. Hałas. Obrzydliwy smród... Youkai.Przerażona pobiegłam, potykając się o własne nogi i kimono do pokoju Kishimury, po czym widząc, że potwór chce zaatakować moją broń oraz dziecko... Słyszałam myśli Hibikiego... Słyszałam to... Mój Boże... Wielki Boże... Serce zabiło mi szybciej, ale... Musiałam wpierw uratować moją rodzinę... Pobiegłam szybko w ich stronę, odepchnęłam ich, po czym spojrzałam na bestię. Była okropna. Wielka, tłusta, śmierdziała, a jej oczy latały w różne strony. Z wystawionego, długiego do ziemi jęzora kapała dziwna w kolorze i konsystencji ślina. Okropieństwo... Splugawiona dusza, dla niej nie ma ratunku. Kishi spojrzał na mnie, po czym schował się tak, aby nic mu się nie stało... Dobry chłopiec...
- Hibiki! - krzyknęłam, a ten zmienił się w broń. - Nikt... Nikt nie będzie krzywdził moich najbliższych... Szczególnie takie bestie jak ty...
Ruszyłam w kierunku potwora, nie bojąc się. Wiedziałam, że robię to, aby ochronić moich bliskich. Przecięłam język youkai, jaki wrzasnął głośno i w gniewie spojrzał na mnie. Od razu rzuciło mi się w oczy, jak jego białka oczu stają się czerwone, a źrenice morderczo czarne. Nie. Nie przestraszysz mnie. Poczułam jednak, że po moim policzku zaczyna spływać krew. Kiedy on to zrobił!
- Ładnie... pachnie... - powiedział, po czym rzucił się na mnie o wiele szybciej, niż zwykłe splugawione dusze.
Pragnienie dostania się do patrona napełniało ich... Chciwością. Rzuciłam się w wir walki... Udało mi się. Udało mi się pokonać to bestialskie, okrutne stworzenie... Upadłam na ziemię i odwołałam Hibikiego. Na policzkach, ramionach miałam czerwone ślady krwi, splugawiona dusza była okrutnie szybka. Po chwili poczułam, jak Kishimura do mnie podbiega i mocno mnie przytula. Zmarszczyłam lekko nos w bólu, nic nie mówiąc... Objęłam również chłopca, po czym wstałam z trudem razem z nim i położyłam chłopca na łóżku.
- Nie bój się Kishi... Już jest bezpiecznie, mama i tata zadbali o wszystko... - pocałowałam małe czółko i otuliłam go kołderką.
Chłopczyk szybko zasnął, widocznie był przerażony... Podeszłam do Hibikiego, łapiąc się jego ramienia i zasłabłam. Czułam, że... Bardzo bolą mnie wszystkie rany. Jednak byłam przytomna. Wszystko to... To co powiedziała moja broń w myślach, ciągle krążyło mi po głowie...
- Hibikiś... Chodźmy porozmawiać... W cztery oczy. - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się z bólem. - Myślę, że... Powinniśmy wreszcie wyznać to... To co ciągle siedzi nam w głowie. - dodałam.
<Hibikiś? ^^>
Ilość słów: 470
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
Jak byłem mały, mój starszy brat opowiadał mi o Aniołach, które schodziły pod najróżniejszą postacią na ziemię i pomagały ludziom. Zawsze gdy o nich mówił, wyciągał ze swojej tajnej skrytki stare, czarno-białe zdjęcie. Wygięte rogi i dwie linie zgięcia krzyżujące się na środku, sugerowały o częstym użytkowaniu.
Przedstawiało przepiękną kobietę o jasnych włosach i oczach. Takich kobiet nie było wtedy jeszcze w Japonii. Tak więc ta właśnie uskrzydlona postać ze starego zdjęcia była dla mnie wyobrażeniem Anioła. A teraz? Teraz leżałem obok mojej bogini i zdałem sobie sprawę, że to właśnie ona jest jednym z nich.
Poczułem po raz kolejny jak serce wali mi, prawie wyskakując z piersi. Prędko tłoczona krew, prędko ukazała się w postaci rumieńców na mojej twarzy.
Delikatnie uniosłem dłoń i odsunąłem z jej twarzy zabłąkany kosmyk. Było bardzo późno, jednak ja nie mogłem zmrużyć oka, wciąż podziwiając piękno Asami. Gdyby nie to, że jest boginią Miłość pewnie błagał bym już o to by się we mnie zakochała. Jednak nie mogłem… Zresztą… Ja i bogini? To się nie może udać! Jak bym spróbował… wyśmiałby mnie.
Poczułem w sercu silne ukłucie. Aby uśmierzyć ból przycisnąłem dłonie do klatki piersiowej jednak gdy to nie pomogło, podniosłem się z posłania. Wyszedłem na okryty mrokiem korytarzyk i posuwając się wzdłuż lewej ściany skierowałem się do kuchni. Jednak przechodząc obok pokoju w którym spał Kishi-chan zaniepokoiły mnie dźwięki dobiegające z za cienkich drzwi. Niepewnie otworzyłem je delikatnie i spojrzałem przez szparę.
Nad chłopcem pochylał się sporych rozmiarów youkai, który swoimi długimi mackami oplatał szyję chłopca. Nie myśląc zbyt wiele wpadłem do pomieszczenia i stworzyłem Granicę oddzielając potwora od Kishimury.
-Wynosi się - z moich ust wyrwało się warknięcie, a oczy z pewnością płonęły
-Ła… ładnie..pachnie! - youkai zignorował moją prośbę i zbliżył się w moim kierunku
Nie czekając ani chwili dłużej zasłoniłem Kishimure, który właśnie usiadł na posłaniu przecierając oczy.
-Asami! - mój krzyk poniósł się w głąb pomieszczenia ,a ja szykując się na zbliżającego się potwora i zapewne moją śmierć. Szarpnąłem cicho
<Co ty na to? >
332 słowa
środa, 13 lutego 2019
Od Asami cd Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
Spojrzałam na Hibikiego, jaki jadł zupę z resztek. Jak on mógł, na pewno się tym nie posili! Bez większego sprzeczania się, przesiadłam się na miejsce obok Hibikiego, po czym uśmiechnęłam się. Otarłam patyczki jakimi jadłam o swoje kimono, po czym nabrałam zupy z ryżem, podsuwając to pod usta mojej broni. Patrzyłam na niego z delikatnością i zmartwieniem, nie mogę pozwolić, aby był głodny...
- No już... Powiedz "aaa"... - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak odwrócił głowę, ale ja nie przestawałam. Ciągle trzymałam przy jego ustach patyczki, nie opuszczę. Ma zjeść i koniec. Czarnowłosy spojrzał mi w oczy, a ja się uśmiechnęłam, po czym podsunęłam mu bliżej ust patyczki. Chłopak otworzył usta.
- Dziękuję, Hibiki... A teraz zjedz... - powiedziałam, kładąc w jego dłoniach miseczkę.
Podniosłam się z miejsca i delikatnie ucałowałam czoło chłopaka, po czym wróciłam na miejsce obok młodego blondynka. Widziałam, że ma problem z patyczkami, więc miałam zamiar mu pomóc. Wzięłam miseczkę do ręki, jego patyczki do drugiej i skutecznie zaczęłam go karmić. Musiał się najeść. Jest mały, powinien jeść bardzo dużo i zdrowo. Cóż, to może nie miało wszystkich składników odżywczych, jednak starałam się jak mogłam, aby tylko miał domowy posiłek, pełen miłości i zaangażowania. Chłopaczynka szybko jednak zajarzył jak jeść pałeczkami...
- Mamusiu... Postaw... Sam już umiem. - powiedział, uśmiechając się.
Czułam, że jest już szczęśliwszy. Ucałowałam skroń maluszka, a potem wstałam. Hibiki nadal nie jadł, patrzył się na mnie. Uśmiechnęłam się wiec, po czym ponownie zmieniłam miejsce na te obok czarnowłosego. Kiedy chciałam wziąć od niego pałeczki, ten z rumieńcem podstawił je pod moją twarz.
- Z-Zjedz proszę... - powiedział nieco chyba zestresowany, bo ujrzałam te urocze, czerwone policzki.
Moje też były zaróżowione. Wzięłam do ust ryż, a potem zabrałam pałeczki, aby nakarmić chłopaka. Podsunęłam się jednak bliżej niego. Nasze uda się stykały, to było tak... Ciepło. Biło od niego tak duże ciepło.
Długi czas karmiliśmy siebie nawzajem, moje serce waliło jak głupie. Dlaczego? Nie rozumiem. To uczucie może być tylko jednym... Nie! Asami, przestań. Wydaje ci się, nie daj się otumanić. Przecież... To normalne, że karmią siebie nawzajem. Kiedy skończyliśmy jeść, zebrałam miski i położyłam je w zlewie. Złapałam za rączkę Kishimury, prowadząc go do łóżeczka. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że ja i Hibiki będziemy spać razem na jednym łóżku. Zaczerwieniłam się bardzo mocno. Spróbowałam odwrócić od tego myśli... Posadziłam blondyna na łóżku, po czym zdjęłam bluzę Hibikiego i mu ją podałam. Chłopczyk się położył, a ja go dokładnie i bardzo mocno okryłam pościelą. Kiedy już miałam odejść, maluszek złapał mnie za kimono i spojrzał mi w oczy. Tuż za mną stała moja broń.
- Tatusiu... Kochasz mamusię...? - zapytał już w półśnie.
Zaczerwieniłam się mocno, czując jak serce mi przyśpiesza. Czy on na to odpowie? Co wtedy powie... Czy on może mnie kochać? Czy ja może będę szczęśliwa? Uśmiechnęłam się jednak do chłopaka z rumianymi jak nic innego policzkami i błyszczącymi z niecierpliwości oczami.
Hibiki... Kocham cię...< Hibikiś? <3 >
Ilość słów: 478
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
Gdy z łazienki dobiegło mnie ciche, niepewne, jakby zalęknione wołanie, wstałem i udałem się w tym kierunku. Pomogłem blondynkowi wsunąć na obolałe ciało ciepły dres oraz koszulkę z długim rękawem. Zauważyłem jednak, że mimo wszystko chłopak trzęsie się z zimna. Bez słowa zsunąłem z siebie Beri-chan, moją ukochaną granatową bluzę, by następnie dokładnie otulić nią podopiecznego.
- Chodź do kuchni. Mama przygotowała coś do jedzenia - to rzekłszy poprowadziłem chłopca z powrotem do kuchni. Posadziłem go na wysokim krześle i zwracając się do stojącej przy palniku Asami powiedziałem
- Niech Panienka usiądzie. Ja nałożę
Widząc że chce się sprzeciwić delikatnie popchnąłem ją w kierunku krzesła, a drugą ręką chwyciłem za łyżkę.
Wyjąłem trzy miski i dwie z nich wypełniłem po same brzegi ryżem oraz chudą zupą przygotowaną przez boginię. Do ostatniej miski nalałem wrzątku i wrzuciłem pozostałe resztki które wyskrobałem z dna garnuszka oraz parę liści herbaty, które zebrałem pod wpływem natchnienia, wędrując wraz z Asami ze świątyni. Dwie napełnione miski podsunąłem Panience i Kishiemu a sam usiadłem obok z trzecią miską. Podałem też obydwojgu pałeczki, a następnie składając dłonie wymówiłem modlitwę dziękczynną
- Itadakimasu! - wrzątek wraz z liśćmi herbaty oraz resztkami ryżu i warzyw był przepyszny. Byłem potwornie głodny, więc miałem ochotę pożreć wszystko jak najprędzej, jednak wzrok siedzącej naprzeciwko bogini odwiódł mnie od tego pomysłu. Musiałem pokazać, że wcale nie mam ochoty jeść. A ta marna resztka, w zupełności mi wystarcza.
< Przepraszam, że tak późno. Moushiwake nai... >
276 słów
wtorek, 22 stycznia 2019
Od Asami do Hibikiego "Dzienniki z życia ziemskiego"
Kiedy opuściłam łazienkę, z uśmiechem zabrałam się za robienie obiadu dla młodego chłopca. Oczywiście, Hibikiemu też. Sama nie miałam zamiaru jeść. Przez ten czas, kiedy Hibiki pomagał dziecku, zeszłam do hotelowego sklepu, aby kupić co trzeba... Nie było mnie stać na tyle składników, aby udało się wykonać więcej porcji. Oszukam moja broń... W dobrym celu. Westchnęłam, nagrzewając garnuszek na polowym palniku. Widać było, że to niezbyt prestiżowy hotel. Wszystko było kupione tak, aby mieć jak najwięcej za jak najmniej. Mimo to, nie czułam się z tym źle. Najważniejszy był chłopiec, aby mógł się umyć, zjeść, zaznać ciepła... To on był najważniejszy. Obróciłam się, widząc Hibikiego. Uśmiechnęłam się z lekkim bólem w sercu, w końcu... Ciągle myślałam, co zrobimy z malcem...
- Jak się czuje Kishicchi? - zapytałam, patrząc w oczy mężczyźnie.
- Jest dobrze. Myje się, ma mnie potem zawołać. - powiedział, podchodząc bliżej. - Jak mogę ci pomóc, pani?
- Nie trzeba, usiądź i czekaj, aż zawoła cię Kishi. Poradzę sobie. Zaraz skończę.
Westchnęłam, zmniejszając ogień. Odwróciłam się znowu do Hibikiego, zbliżając się do niego. Przytuliłam się do jego torsu, przymykając oczy. Potrzebowałam tego. Ciągle tylko zatracałam się w myślach o młodzieńcu, gdzie on pójdzie... Nie chciałam pozostawić go przecież w domu dziecka. Potrzebował miłości rodzinnej, a nie sztucznej. Wiedziałam, że przy nas jej zazna.
- Hibiki... Co zrobimy z Kishim...? Martwię się o niego tak bardzo. Nie chcę go oddawać. Chciałabym, aby wrócił z nami. Tylko... Czy to możliwe? - szepnęłam.
Tylko jak pomyślałam o młodym chłopcu, w głowie pojawiło mi się, że... Mógłby być naprawdę szczęśliwy. Jego piękne blond włoski, blada skóra... Do tego hipnotyzujące zielone oczy. Miał lekką budowę ciała, dodatkowo czuć było od niego, że chce być dobry. To było dla mnie bardzo ważne. Wiedziałam, że w Kami no Jigen by sobie poradził. Jednak... Czy ja mogę go tam zabrać? Czy to nie jest zakazane...? Będę musiała się dowiedzieć. I to jak najszybciej. Nie pozwolę, aby ktokolwiek go zranił. Zamieszka z nami w świątyni. Tam, będzie na pewno bezpieczny. Tam, będzie miał dom.
<Hibikiś? ^^>
Ilość słów: 331
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Od Hibiki'ego CD Asami "Dzienniki z życia ziemskiego"
Wszedłem do maleńkiej kuchni. Ściany w odcieniu waniliowy były nieco przybrudzone ale nadal utrzymane w niezłym stanie. Na prawo od wejścia znajdował się zlew oraz prawdopodobnie szafka z naczyniami. Bliżej okna ustawiono mikrofalę. Po lewej stronie dostrzegłem małą, białą lodówkę. Otwarcie jej było trochę trudne, ponieważ dawno nie używana przyssała się do drugiej strony. W jej wnętrzu rzeczywiście znalazłem jakąś puszkę, jednak termin jej przydatności skończył się rok temu…
- Hibiki?! Mógłbyś przyjść? - wybiegłem z kuchni by po ułamku sekundy znaleźć się w łazience
- Co jest?! - drżałem ze zdenerwowania ale gdy omiotłem pomieszczenie wzrokiem i nie dostrzegłem potencjalnego zagrożenia, nieco uspokoiłem rozedrgane serce.
- Kishi-chan prosi byś pomógł mu w kąpieli
- Oczywiście - przez moje usta przebiegł delikatny uśmiech. W duszy odetchnąłem z ulgą.
Zamknąłem drzwi za wychodząc Asami i odwróciłem się do chłopaka.
- Pomóc ci w zdjęcie ubrań? - spytałem
- N-ni-e…- Kishimura wprost trząsł się ze strachu
- Hej. Nic ci nie zrobię. Okey? - kucnąłem przed chłopakiem. Miał łzy w oczach.
Westchnął cicho. Miałem nadzieję, że do tego nie dojdzie. Uniosłem powoli i spokojnie ale Kishi-chan mimo to bardziej się w sobie skulił, jakby oczekują na cios. Otarłem jego wilgotne oczy dłonią. Biedny. Chwyciłem delikatnie jego twarz i skierowałem w moją stronę
- Nie masz się czego bać. Nie uderzę cię. Widzisz. Musisz się teraz wykąpać. Nic ci się nie stanie. Patrz - to rzekłszy zakasałem rękawy i zamoczyłem ręce aż po łokcie, w ciepłej wodzie - Pomóc ci?
Chłopak milczał ale powoli zdjął koszulkę, a raczej szmatę która tą funkcję spełniała. Miał wychudzone ciało o białej jak mleko barwie. Gdzie nie gdzie dało się zauważyć różnokolorowe plamy. Siniaki i zadrapania, pokrywały większą część jego ciała.
Kishi-chan zdjął spodnie pozostając jedynie w bokserkach. Nogi wcale nie wyglądały lepiej.
Nie chcąc jeszcze bardziej go krępować, uniosłem jego wątłe ciało i pomogłem usiąść w wannie. Zaraz też podałem mu mydło oraz gąbkę, które leżała na szafce obok.
- Wyszoruj się porządnie a ja pójdę pomóc Asami. Jak skończysz to mnie zawołaj. - To mówiąc wyszedłem z parnej łazienki i ruszyłem ratować damę z opresji jaką są zakupy oraz ugotowanie obiadu.
<Tak właściwie to jak wygląda i ile lat ma nasz podopiecznych...?>
344 słowa
niedziela, 6 stycznia 2019
Od Asami Cd. Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"
- Hibiki... Pomożemy mu, dobrze? Tylko... Musimy znaleźć ciepłe, puste miejsce... Potem go przebierzemy, umyjemy i położymy w spokoju, cieple. Zasługuje na miłość i uczucie... Nie zaznał go, biedny chłopiec... - szepnęła z głosem pełnym delikatności.
Złapałam zwisającą, trupobladą, kościstą dłoń i trzymałam ją chwilę. Potem ułożyłam ją na ciele młodzieńca. Wyszłam z moją bronią z okropnego budynku, rozglądając się za czymś, gdzie będzie cieplej, a chłopaczyna będzie bezpieczny. Po chwili wskazałam na hotelik. Gdzieś miałam jeny, na pewno będę mogła nimi zapłacić za kilka noclegów dla chłopca. Ruszyliśmy tam.
- Hibiki... Musimy mu pomóc, dobrze? Wykupię tutaj nocleg... Na kilka dni, aby tylko chłopiec wyzdrowiał. Potem zaprowadzimy go... D-Do... - szepnęłam ciężko. - Nie chcę, aby trafił do domu dziecka... Nie możemy go zabrać do Kami... - poczułam łzy w oczach.
Przecież dobrze znałam prośby moich wyznawców... Prosili mnie tak wiele razy, abym dała im możliwość zaznania matczynej miłości, że nie chcą być w miejscu, gdzie wszystkie sieroty płaczą za rodzicami, że chcą się przytulić do mamy, że brakuje im kochanego ojca, że nie mają możliwości poznania rodzeństwa, choć bardzo chcą... Nie wiedziałam, jak inaczej mogłabym pomagać, więc zastępowałam miłość rodziców, miłością międzypłciową lub też inną. Nie chciałam, aby się na mnie zawiedli. Ubolewając, głośno płacząc, spojrzałam na Hibikiego, spojrzeniem posyłając mu prośbę o pomoc.
- Proszę... Spróbujmy mu pomóc... Potem... Potem sprawdzimy co możemy zrobić, aby nie był sam i nie cierpiał. - szepnęłam, uśmiechając się blado i z trudem.
Zawitaliśmy do hotelu. Jak bardzo się ucieszyłam, kiedy powiedziano mi, że dzisiaj wykupywanie noclegów było o wiele tańsze. Mogliśmy zostać tutaj na dłużej. Oczywiście, nie wydałam wszystkiego na nocleg. Trzeba będzie kupić ubrania, jedzenie... Gdyby zaistniała potrzeba, byłam gotowa żebrać. Teraz czułam się odpowiedzialna za chłopca. Wzięłam klucz, idąc z Hibikim do pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi, ujrzałam dwa łóżka, małą szafę oraz łazienkę i mini kuchnię. Kiwnęłam głową, wskazując na łóżko.
- Połóż go Hibiki... - szepnęłam, po czym kiedy chłopak został ułożony, otworzył lekko zmęczone, obolałe powieki.
Błękitno-szare oczy z rozkojarzeniem przyglądały się miejscu, a potem ulokowały się we mnie. Zaczął płakać. Biedny... Usiadłam przy nim i mocno go przytuliłam, chyba tego własnie potrzebował.
- No już... Nie płacz, jest dobrze... Zajmiemy się tobą... - szepnęłam. - Jak się nazywasz...? - zapytałam go.
- Kishimura... - wydukał z płaczem, więc pogładziłam go po pleckach.
- Kishi-chan... Jestem Asami, a ten pan to Hibiki. Uratowaliśmy ciebie i teraz się tobą zajmiemy. Już nigdy nie będziesz sam, kochanie. - powiedziałam delikatnie, a chłopak widocznie wzruszony, spojrzał na mnie. - Jak będzie ci lepiej, mów do nas jak chcesz... Nie będziemy źli, Kishi-chan...
Młody narkoman spojrzał na nas, po czym uśmiechnął się. Jakiż on był uroczy... Te ukazanie szczerego uśmiechu podniosło mnie na duchu. Wiedziałam, że teraz jest mu lepiej...
- Mama i tata. - powiedział szybko.
Wiedziałam, że tak nas nazwie... Uśmiechnęłam się delikatnie do dzieciaka, wyglądał tak potulnie i niewinnie, kiedy... Kiedy nie był pod wpływem tego świństwa. Spojrzałam na niego i lekko pogłaskałam jego głowę.
- Dobrze, będziemy mama i tata... - szepnęła. - Wygodnie ci? Zaraz pójdziesz się umyć, potem zrobię ci coś do zjedzenia... Pan w recepcji powiedział, że w lodówce jest jakaś puszka z zupa. - powiedziałam cichutko.
Podniosłam się, podając chłopaczynce dłoń, a ten skorzystał z niej. Wstał z moja pomocą, przeciągając się, a potem pochwycił się mnie. Pogładziłam ramię dziecka i poprowadziłam go do łazienki. Tam usiadłam, patrząc na niego.
- Chcesz umyć się sam, czy z mamusia lub tatusiem? - zapytałam.