Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zazdrość jest ślepa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zazdrość jest ślepa. Pokaż wszystkie posty

środa, 23 stycznia 2019

Od Kagehiry CD Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Shinaru... Czy ty przestajesz mnie kochać? Tak się przecież staram, tak bardzo chcę, abyś był szczęśliwy, mój kochany, mój najukochańszy. Dlaczego mnie nie rozumiesz? Dlaczego nie chcesz mnie rozumieć? Czy każde pytanie, jakie zadam będzie sprawiało mi tak ogromny ból...? Nagle poczułem jak igła przebija moje serce ponownie. Jak wsuwa w nie nowe, splugawione i okropne nicie. Po moich policzkach popłynęło jeszcze więcej łez. Krwistych łez. Oh, Shinaru, mój ukochany... Dlaczego... Dlaczego...
- Shin-chan... Nie kochasz już mnie...? Nie chcesz mnie...? Jestem do niczego, prawda...? Shin-chan... Kochanie, Shin-chan... Kochaj mnie, Shin-chan... Nie zostawiaj mnie, Shin... - szeptałem, mając wzrok ulokowany w jego twarzy.
- Kage.... uspokój się proszę - złapał mnie ostrożnie zdrową ręką za ramię. - .. proszę... nadal jesteś moim jedynym bóstwem i ukochaną osobą... ale trzeba niestety coś zmienić... tak nie może być. Nie widzisz co się z tobą dzieje? To boli bardziej niż te rany....
- Co ciebie boli... Shin... Dzieje ci się krzywda... Mój ukochany. Cóż takiego się dzieje. Przecież jest wszystko dobrze... Przecież jestem tutaj. Jesteśmy połączeni... Na zawsze, na wieki, na wieczność wieczności. - powiedziałem cicho, po czym zbliżyłem do niego swoją twarz. - Pragnę ciebie... Mój ukochany. Czy ty też mnie tak kochasz...? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie. 
Patrzył na mnie przez chwilę a następnie cicho westchnął. Co się dzieje, mój malutki? Co się dzieje, Shin-chan?
- Niczego nie rozumiesz Kage... - dla pewności, że nic nie powie położył mi palec do ust - Musimy przystopować. Nie chciałem ci tego mówić, gdyż wiedziałem, że cię zranię ... widocznie to był błąd , bo jest jeszcze gorzej...
Patrzyłem na niego. Złapałem po chwili jego ramiona, otwierając szeroko oczy. Szarpnąłem go mocno, wrzeszcząc z bólu i cierpienia w sercu.
- Dlaczego mnie nie kochasz?! Dlaczego mnie ciągle odrzucasz?! Dlaczego nie dajesz mi zaznać uczucia! Kłamliwy! Wyruchałeś mnie i zostawiłeś! Pocałowałeś mnie, a potem mentalnie spoliczkowałeś! Ufałem ci! Dlaczego nie chcesz mnie kochać! - wrzasnąłem, a po chwili spojrzałem na niego.
C-Co się ze mną dzieje... C-Co tutaj się dzieje. Odsunąłem się od Shinaru i upadłem na pupę, cofając się. Spojrzałem na własne dłonie, a na nie skapnęły moje łzy. Krwawe łzy. Zacząłem drżeć w panice, dlaczego tak zaślepiłem się uczuciem.
- S-Shin... B-Boję się... - powiedziałem cichutko, patrząc na niego cały zapłakany.
Blondyn wyglądał na sparaliżowanego... Czemu tak patrzysz... Czemu nie podchodzisz...? Czemu nie próbujesz mnie pocieszyć? Czemu, czemu wyglądasz na takiego, jakby to była prawda... Spuścił wzrok na swoje ręce, nie odezwał się do mnie... Nie chce mnie...
- Wybacz Kage.... nie wiem jak cię wyplątać z tego bagna... spóźniłem się z ratunkiem....
- S-Shin... S-Shin-chan... - szepnąłem, po czym przełknąłem ślinę.
Spuściłem nisko głowę, aby po chwili cicho zacząć się podśmiewywać. Chichot jednak zmienił się w psychopatyczny rechot. Odchyliłem głowę do tyłu, ciągle głośno się śmiejąc. Spojrzałem na Shinaru. Zakryłem twarz tak, aby dłonie jedyne co odkrywały to moje dwukolorowe oczy.
- Oh... Więc... Teraz jestem sam... Cóż... Czyli jednak... Moja moc. Moje przeznaczenie. Nie jest prawdziwe. Nikt mnie nie chce. Skoro... Nie mam przeznaczenia, chyba nie ma celu, abym... Dalej żył... Co myślisz, Shin-chan? Myślisz, że taka dziwka jak ja powinna umrzeć w jaki sposób? Strzał w głowę? A może... Powieszenie...? - powiedziałem.
- Miło ze wyciągasz zbyt pochopne wnioski Kage... I ze pokazujesz właśnie jaki jesteś.... - drgnął, nie umknęło mi to. - Nie zerwałem ani z tobą ani paktu który nas łączy... Nie chce tego... Ale tu już się zaczyna robić strasznie, nie sądzisz?
Shinaru się mnie boi... Nie. Nie. Nie. Nie, nie, nie, nie, nie! To nie o to chodziło! Dlaczego tak nagle się stało! Nie chciałem tego.
- S-Shin-chan... B-Boję się... S-Shin-chan... To nie o to chodziło... N-Nie zostawiaj mnie... N-Nie opuszczaj mnie... N-Niech kolejne, plugawe nici nie wbijają się w moje serce... - szepnąłem, po czym moje krwawe łzy zmieniły się znowu w normalne. - D-Dlaczego mnie odrzucałeś... Dlaczego kazałeś mi płakać po tym, jak wychodziłeś... S-Shin-chan... Kocham cię... Dlaczego więc mnie opuszczasz... Dlaczego ciągle się odsuwasz... Przecież jako para, powinniśmy być bliżej, a nie dalej... Nie zniosę twojej straty... - powiedziałem, zaczynając rzewnie płakać.
Przez umysł przemknęły mi nasze wspólne chwile. Dlaczego tego już nie ma...
"Przecież Shinaru... Jesteśmy sobie przeznaczeni... Kocham cię i wiem, że tak musi być. Nie odrzucaj mnie... To tak bardzo boli..."

<Shin-chan? ;-;>
Ilość słów: 704

niedziela, 23 grudnia 2018

Od Shinaru CD Kagehiry " Zazdrość jest ślepa "

Poprzednie opowiadanie

Naprawdę nie wiedziałem co się ze mną działo przez ostatni czas, a ten wypadek nieco mną wstrząsnął...a przynajmniej na tyle, bym zdał sobie na poważnie sprawę, że coś powinienem zmienić. Nie Kage, nie moje zdanie, lecz po prostu swoje podejście. Powinienem był mówić o wszystkim otwarcie zamiast ukrywać to i rozsiewać wokół mojej osoby atmosferę nieufności i kłamstw. To... To nie było częścią mnie.... nie byłem taki przed tym wszystkim, więc co się właściwie zmieniło? Spojrzałem na drewniany sufit pomieszczenia w którym się znajdowałem. Znałem to miejsce.... nawet za dobrze, gdyż właśnie w tym pokoju miałem okazje zamieszkiwać nim przeprowadziłem się do świątyni mojego bóstwa. Przetarłem lekko twarz, choć nie był to dobry pomysł ze względu na rękę w bandażach ..no... przynajmniej nie taszczyli mnie do szpitala, by tam wsadzili mnie w gips. Tego na pewno bym nie przeżył, gdyż na bank byłbym bezużyteczny jako boski oręż...jak już nim nie byłem. Głowę miałem zabandażowaną na tyle by zasłaniało mi prawe oko, więc pozostało mi odgarnianie za długiej grzywki , by cokolwiek widzieć.
- I co ja z sobą zrobiłem? - Zadałem sobie to samo pytanie chyba po raz setny tego dnia nim do mojego pokoju wszedł nie kto inny jak Kagehira. Naprawdę on był ostatnią osobą, której tu potrzebowałem, jednak nie mogłem go prosić, by mnie teraz zostawił. Złamałbym mu serce, jak i wprowadził w większą panikę. Już w jego oczach widziałem, że się obwinia o ten cały wypadek, choć on nie był niczemu winien. Jego następne słowa tylko mnie utwierdziły w tym przekonaniu.
- S-Shinaru... T-To moja w-wina... - Czułem w jego głosie ból... tak wielki, że aż z jego oczu zaczęły lecieć łzy i to nie byle jakie. Miałem wrażenie, że staje mi serce, gdy z jego pięknych, dwukolorowych oczu zaczyna lecieć krew. To było w ogóle możliwe? Nikt przecież nie może ronić krwi z oczu. Czy to zły znak, jeżeli on był Bóstwem? Doprowadziłem go aż do takiego stanu?
- Kage.... - Szepnąłem cicho wyciągając w jego stronę zdrową rękę, którą położyłem na jego głowię. I co ja miałem mu powiedzieć? Przecież zwykłe "Nie obwiniaj się" , czy " To nie twoja wina" nie wystarczy.... Może nawet wszystko pogorszyć. - Dlaczego tak bardzo się obwiniasz? Nawet nie było cię przy tym wypadku... sam się wpakowałem pod koła. Nie jesteś niczemu winien, nie masz wpływu na czas.
- Ale mam wpływ na to, aby być przy tobie... Gdybym nie był taką łamagą... Taką ciotą... Uratowałbym cię... - Słuchałem jego słów nieco zdezorientowany. Co ja z nim zrobiłem... naprawdę. Nie wiedziałem już co zrobić, gdy mówił to taki wystraszony i zapłakany. Miałem go chronić przed złem, a sam okazałem się najgorszym z nich. Spuściłem wzrok na swoje dłonie w tym jedną połamaną. Ten ból był niczym z tym co on czuł. Dlaczego okazałem się dla niego taką trucizną? Przecież... chciałem by był szczęśliwy, a zapoczątkowałem ciąg fatalnych wydarzeń.
- Chyba... Wybrałeś złą broń. Tylko cię ranie... jestem... jestem dla ciebie największym zagrożeniem, choć powinienem był cię od tego chronić Kage... - Grzywka ponownie spadła mi na oko, lecz nie miałem zamiaru już jej odgarniać. Nie chciałem patrzeć już jak on cierpi i płacze z mojego powodu. - Tak bardzo chciałem uniknąć takiej sytuacji... - Słowa same płynęły z moich ust i były jak najbardziej szczere. Czy istnieje możliwość by broń i bóstwo żyły razem jak szczęśliwa para? Przecież... Oręż musi się poświęcać, by chronić swojego pana, a nie na odwrót... czemu nie da się tego zrozumieć?
- Shin-chan... Jesteś moją bronią... Jesteś moją bronią i moim ukochanym... Nie oddam ciebie... Nikomu... Bo jesteś tylko mój... - Szeptał, a mi coraz bardziej serce krwawiło. Chciałem by był mój , chciałbym by był bezpieczny, jednak te pragnienia musiałem jak najszybciej porzucić, by nie narażać go na splugawienie z mojej strony.
Pokręciłem jedynie lekko głową na znak, że zbytnio nie rozumiał o co mi chodzi. Źle to odebrał... naprawdę źle. Nie rozumiał mojego powołania na tym świecie.
- Kage... nie musisz mnie nikomu oddawać. Chce... chce byś zrozumiał, że jestem tylko bronią, która ma za zadanie cię chronić. Jak myślisz...co by mnie czekało, gdybym naraził cie na niebezpieczeństwo? Stwórca pewnie by mnie odesłał... gdzieś, gdzie nie miałbym już wolnej świadomości i ciała... - Uśmiechnąłem się lekko kątem ust. Taka była prawda... musiałem nieco nim wstrząsnąć, a jak to nic nie da, to pozostaje mi tylko.... nic. Nie miałem pojęcia jak z tej sytuacji wybrnąć. - Nie możesz mnie chronić, jeżeli ja mam to robić....
- Muszę... Jak ciebie stracę, nie chcę innej broni. Chcę tylko ciebie. Chcę żyć z tobą. Chcę tak mocno ciebie kochać, Shin-chan... - Jego głos łamał się coraz bardziej. - S-Shin... P-Proszę... J-Ja nie chcę być sam...
- Ale jeżeli obaj zginiemy, to wyjdzie tak, że nikt z nas nie będzie szczęśliwy! Zawalimy to wszystko - Mój głos może nie potrzebnie się podniósł, lecz powoli miałem tego dość. Naprawdę tego nie chciałem... on nie mógł tak bardzo się do mnie przywiązać. Trułem go swoją obecnością w jego życiu.... Naprawdę chciałem by to zrozumiał, gdyż nie chciałem zrywać kontraktu z nim, a chyba to będzie ostatecznym rozwiązaniem.

<Kaguś? ;-; >

831 słow

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Od Kagehiry CD. Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Kiedy tak patrzyłem na to, że Shinaru nie wraca... Myślałem, że mnie zostawił. Myślałem, że miał mnie dość, że jego serce chciało mnie odrzucić. Nie, nie mógł. On nie mógł. Przeznaczenie chciało, żebyśmy byli razem, a ja chciałem, aby tak zostało. Tak, tak po prostu musiało zostać. Przyglądając się wrotom świątyni, stałem przed nimi cały ten czas. Cały ten czas słuchałem zegara, chcąc, aby ten wreszcie wybił godzinę powrotu mojego ukochanego.
Tik. Tak.

Tik. Tak.

Tik. Tak.
To było jak cholerne fatum. Ciągle to samo, ciągle te uderzenia. Ten dźwięk wprawiał mnie w pieprzony szał. Wyjąłem czerwoną nitkę z kieszeni, po czym palcem, szybkim, bardzo brutalnym ruchem wycelowałem w zegar, a ten został opleciony i po chwili pękł na milion kawałków. Wrzasnąłem głośno, szarpiąc się za włosy. Wszystko mnie tak bardzo bolało. Tak bardzo bolało mnie ciało, dusza i moje serce. Nadal wrzeszcząc, padłem na ziemię, a potem zacząłem płakać. Moje łzy nie były jednak normalne, były czerwone. Zacząłem je jak najszybciej ocierać, bo ktoś wszedł do świątyni. Dwa duszki wleciały i oznajmiły mi, że Shinaru miał wypadek. To było jak grom z jasnego nieba. Szybkim biegiem ruszyłem za nimi, modląc się do bogów o to, aby nic złego mu się nie stało, aby szybko wyszedł z tych ran. Dotarłem z duszkami na miejsce. Tam leżał mój kochany Shin. Miał opatrzone rany i... Patrzył na mnie. Po moich policzkach znowu popłynęły te czerwone łzy. Zacisnąłem dłonie w pięści, padając na kolana. Widziałem te rany, widziałem to, że go bolało. Mogłem go nie wypuścić, byłoby wszystko dobrze. Nadal na niego patrzyłem, płacząc i prosząc, aby nic złego się nie stało. - S-Shinaru... T-To moja w-wina... - wydukałem.
Kolejny masowy atak czarnych, zepsutych nici oplótł moje serce, a ja czułem jak bardzo mnie to boli. Jak bardzo cierpię, bo jestem samolubnym, egoistycznym bogiem. Czy to co robię ma w ogóle jakikolwiek sen? Po co ja się staram? Po co ja w ogóle jestem tym bogiem? Nie nadaję się na niego. Nie umiem nawet pomóc dla mojej własnej broni. Nadal płacząc czerwonymi łzami, patrzyłem na to, co się stało z blondynem. Moja wina. To wszystko... TO MOJA WINA!

<Shinaruś? ;--;>

355 słów

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Nie wiedziałem co miałem tak właściwie robić. Moje czyny mogły mieć różnorakie skutki....nie koniecznie takie jakie zamierzałem. Naprawdę nie chciałem, by z mojego powodu cierpiał czy zamartwiał się. Nie od tego tu w końcu jestem. Musiałem otaczać go ramionami, by chronić go przed wszelkim złem, choć tak naprawdę ja zaliczyłem się do nich. 
Opuściłem pokój bóstwa przeznaczenia, a następnie świątynie. Przeciągnąłem się wstępnie na ganku biorąc jednocześnie głęboki wdech dla uspokojenia nerwów. Wieczorne powietrze działało na mnie kojąco i nim się spostrzegłem moje ciało zaczęło powoli biec w bliżej nieznanym mi kierunku. Rozpiąłem na dodatek bluzę, by chłodne powietrze na bieżąco chodziło moje ciało i nie pozwalało mi się zatrzymywać. Chciałem wyzbyć się w ten sposób wszystkich zmartwień i przekonać samego siebie, że jestem w stanie nagiąć własne limity by osiągnąć postawiony mi cel - a jest nim obrona mojego ukochanego bóstwa.
Przemierzałem wpierw ubite wiejskie drogi obserwując znajdujące się niedaleko centrum miasta. Wysokie budynki z tej odległości i o tej godzinie wydawały się takie odległe i niedostępne dla kogoś takiego jak ja. Zawsze mieszkałem na przedmieściach, gdzie każdy domek wyglądał prawie, że identycznie, dlatego duże miasta wydawały się dla mnie zbyt duże... a w szczególności to w Kami. Nie było tu w prawdzie samochodów, czy aż takich tłumów ludzi, lecz uczucie pozostawało niezmienne. 
Skręciłem w jedną z dróg prowadzącej do tej pięknej metropolii...o ile mogę to tak nazwać. Słońce akurat zachodziło za miastem, co dawało piękny efekt...jakby budynki były podświetlane. Aż przyjemnie się na to patrzyło, tyle że przez to nie patrzyłem zbytnio pod nogi. Normalnie bym zauważył i wyminął przejeżdżający wóz na moście, lecz tym razem... ani ja , ani youkai prowadzącego konia nie mieliśmy szans na uniknięcie tego. Koń ciągnący przyczepkę widocznie się czegoś wystraszył, przez co farmer siedzący na niej nie mógł nad nim zapanować. Była to dosłownie chwila, by koń na mój widok stanął na tylnych nogach . Próbowałem zahamować przed wierzgającymi kopytami, lecz skończyło się to jedynie spotkaniem z twardym gruntem....oraz na-na moje nie szczęście- z kołami drewnianego wozu. Koń zaczął biec dalej, przez co znalazłem się pod jego kołami. Jedno z nich przejechało mi po dłoni, a krawędź zaczepiła o moją głowę. Nie wiem jakim fartem to uderzenie nie odebrało mi przytomności, chociaż może i to lepiej. Poczułem jak ciepła ciecz powoli spływa po moim czole, mija oko i płynie dalej przez policzek aż nie zaczęło kapać na ziemie. Krew... no to się ładnie wkopałem. Już po chwili nie widziałem nic poza czerwienią na jednym oku... i to najgorsze, że to było prawe na które głownie patrzyłem. Grzywka nie radość. 
Mogłem przysiąść, że ktoś mnie wołał...albo pytał czy nic mi nie jest, jednak słyszałem to jakby z drugiego końca tunelu. Czułem jak w głowie mi się kręci, a ręka podejrzanie pulsuje. Na bank kości dłoni były połamane... wóz w końcu do lekkich nie należał. Podeszło do mnie dwa duszki... nie mogłem w na nich spojrzeć, zrozumieć czy nawet odpowiedzieć. Czułem się ogłuszony, a już po chwili obraz przed moimi oczami z czerwieni zmienił się w głęboka czerń. 
Miałem jedynie nadzieje, że Kage nie będzie zły jeżeli nie wrócę za szybko do świątyni. 

<Kaguś? ;-; Wiem, że mało... i kiepsko... > 

519 słow

sobota, 28 kwietnia 2018

Od Kagehiry CD Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Czułem... Widziałem, że coś nie gra. Wydawało mi się, że to może być... Moja wina? Głupi, głupi Kagehira. Wszystko psuję. To wszystko, co tworzyłem między mną, a Shinaru niszczyłem, a nie wzmacniałem. Wściekły na siebie, choć nie okazując tego, spojrzałem w podłogę, a następnie stanąłem blisko ściany. Tam, chciałem czekać, aż chłopak skończy gotować. Po chwili jednak osunąłem się na podłogę i zacząłem bawić się czerwonym sznurkiem na palcach. Robiłem różne supełki, sploty i tym podobne rzeczy, aż z przedmiotu powstał wzorek.
-Kage. Skończyłem.-powiedział blondyn, uśmiechając się do mnie.
Zauważyłem uśmiech na jego twarzy dopiero po tym, jak podniosłem głowę. Zamrugałem kilka razy, po czym westchnąłem. Lekko naciągnąłem palce, przez to wzorek się spiął.
-Mhm... Już idę...
Odczuwałem... Samotność? Mimo tego, że był obok, czułem się tak, jakby nie chciał pchnąć naszej relacji dalej. Jakby chciał zostać w tym momencie i zignorować wszystko inne. To... Bolało. W sercu czułem ukłucia igieł, jakby ktoś chciał przeszyć moje serce czarną, zgniłą nicią i chciał, abym zapomniał o nim. A ja? Ja moją czerwoną nitką, chciałem wymazać wszystko inne, aby tylko miłość do Shinaru została i nie przestała rosnąć. Chciałem, aby była ogromna, aby nikt nigdy mi go nie zabrał. Byłem zachłanny i egoistyczny. Jednak, czy to źle, że i ja chcę być szczęśliwy? Przecież on jest dla mnie taki bliski. Bliski jak nic innego.
Shinaru.
Shinaru.
Shinaru.
On. On ma być ciągle ze mną. Ma być ciągle obok mnie. Ma nadal mnie cieszyć swoim uśmiechniętym wyrazem twarzy, swoją miłością, swoim ciepłem. Syknąłem, czując pieczenie w karku. Co to? Dlaczego mnie to boli. Odrzuciłem natychmiast wszelkie wizje swojego samolubstwa, po czym wstałem i spojrzałem na Shina, uśmiechając się do niego niewinnie.
-Idziemy jeść? Skarbie?-powiedziałem, kładąc dłonie za sobą i rumieniąc się uroczo.
-Tak, tak.-poczochrał mnie po włosach z czułym uśmiechem i zaniósł talerze na stół.

Ja niczym cień ruszyłem za nim, a kiedy już miał wolne dłonie, spojrzałem mu prosto w oczy, zakładając mu grzywkę za ucho. Chciałem widzieć go całego. Moje serce zaczęło łomotać jak szalone, a ja uśmiechnąłem się szeroko, pokazując mu rządek białych jak śnieg ząbków. Broń pogłaskała mnie po policzku, a ja wtuliłem się w jego rękę jak potulny kotek.
-Chodź. Zjemy.-powiedział, po czym ucałował mnie w czoło i odsunął się.
Kolejna czarna nić została wbita w me serce. Przebiła mnie. Boli. Posmutniałem, ale usiadłem do stołu wraz z nim, po czym zacząłem jeść. Nie odezwałem się, nie podniosłem wzroku do góry, nie spojrzałem na niego ani na moment. Po posiłku, obaj wstaliśmy w tym samym momencie. Shin postanowił pozmywać, więc ja w tym czasie poszedłem do jednego z pokoi w mojej świątyni. Tam, zasiadłem na krzesełku, po czym ułożyłem wszystkie potrzebne mi rzeczy, czyli igłę, nitkę, kawałek falbanki, poduszkę na szpilki i kubek z wodą. Wziąłem kilka wdechów, po czym złapałem za czysty kawał płótna oraz za falbankę, którą wcześniej zmoczyłem w wodzie. Widziałem, że po przyszyciu falbany do materiału, kiedy będzie ona mokra, zakończy się fajnym pofalowaniem i nie będzie to sztucznie zrobione. Podrapałem się po głowie i zacząłem spokojnie przyszywać falbankę do płótna. Minęło kilka chwil, a było gotowe. Strzepnąłem to z kapiących kropelek wody, po czym nałożyłem nową, kolorową nitkę, aby zacząć wyszywać. W tym momencie, kiedy wbiłem igłę w płótno, Shin wszedł do pokoju. Spojrzał na mnie i podszedł bliżej. Zarumieniłem się, zaciskając materiał w dłoni.
-S-Shin... Dzisiaj śpijmy razem, dobrze? N-Nie chcę być sam.-powiedziałem, uśmiechając się.
-Jak sobie życzysz... Jednak teraz, chyba pójdę pobiegać...
-A nie zostaniesz ze mną?-przygryzłem nerwowo wargę.
-Wybacz, nieco zaniedbałem formę. Potem wrócę, obiecuję.
Trzecia już czarna, zgniła nić została wbita w moje serce. Spuściłem głowę, a moje oczy stały się puste. Bolało... Ciągle boli...
-Jasne...-szepnąłem.

<Shin? ^^>
Ilość słów: 607

niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Słodka chwila nie mogła jednak trwać w nieskończoność. Bliskość chłopaka, jego delikatność oraz uczuciowość sprawiała mi przyjemność, jednak cały czas musiałem pamiętać że jestem jego orężem - mieczem, który musi pilnować jego bezpieczeństwa do którego zaliczają się również obowiązki. Bez modlitw on zginie, a ja zostanę na tym świecie ze świadomością, że przez moje pragnienia zginął ktoś tak dla mnie ważny. Na ziemi często odczuwałem zauroczenie, czy tak zwaną szczenięcą miłość, lecz inni odbierali to jako zwykłe oznaki przyjaźni, przez co te uczucie się w nią zmieniało. Wtedy nie byłem wystarczająco dorosły na jakieś związki, gdyż nie rozumiałem potrzeby dorastania... teraz jak nie żyje rozumiem co straciłem, lecz zyskałem to tu. Nieco to absurdalne i zagmatwane... można też uznać , że jestem dzieckiem szczęścia, co coś traci, ale zyskuje coś o wiele cenniejszego.
- Zajmij się wierzącymi teraz... ja pójdę zrobić coś na kolacje - Uśmiechnąłem się lekko patrząc ze spokojem w dwukolorowe oczy Kage. Widać było, że niezbyt mu się spodobało to, że przerwałem tą chwilę, lecz są rzeczy ważne i ważniejsze. W tym wypadku modlitwy są na pierwszym miejscu, a ja nie mam zamiaru ich zastępować.
- A...ale później spędzimy ten czas razem? - Bóstwo odwróciło wzrok speszony wywołując mój cichy śmiech.
- Oczywiście wstydziochu - Pogłaskałem go po głowie, a nitka, która wcześniej oplotła się wokół mojego ciała stała się ponownie niewidzialna... a przynajmniej dla mnie. Cmoknąłem chłopaka jeszcze w czoło po czym skierowałem się do kuchni.
Miałem niestety drobny zamęt w głowie , który uniemożliwiał mi wymyślenie czegokolwiek, co mogłem zrobić. Oparłem się o ścianę i przetarłem twarz dłońmi wbijając wzrok w sufit pomieszczenia. Chyba właśnie zdałem sobie sprawę, że mogę kroczyć po zbyt cienkim lodzie.
Czy chowaniec może tak żyć z bóstwem?
Nie będzie to miało wpływu na jego życie? 

Nie będzie miał przez to problemów?
Czy stwórca nas nie rozdzieli, jeżeli jeszcze bardziej się do niego zbliżę, a on zaniedba obowiązki? 

Coraz więcej pytań i czarnych scenariuszy. Rzadko czułem aż taki strach przed własnymi błędami...czemu teraz tak bardzo mnie one trapią i staram się tego uniknąć. A tak... przecież go kocham mocniej od innych drogich mi osób. Staram się panować nad sobą, choć przy nim jest to ciężkie. Tak jak poprzedniego wieczoru ...
- Muszę bardziej uważać - Zagryzłem wargę i przeczesałem grzywkę dłonią. Musiałem nieco przyhamować z tą relacją, lecz nie na tyle by ona kompletnie zgasła. Odbiłoby się to an Kage... zbyt bardzo.
Potrząsnąłem głową odganiając wszystkie te myśli, choć one i tak wracały - jak bumerang. Zajęły one tak dużo czasu, że Kage zdążył skończyć swoje obowiązki i przyszedł do mnie do kuchni. Szybko zająłem się robieniem omlecików ryżowych, gdyż przepis na nie szybko wleciał mi do głowy. Proste, a zarazem sycące, choć na kolacje mało się nadają.
- Shin? - Głos bóstwa wydawał się być zmartwiony, jakby wiedział, że coś mnie trapi. Miałem jednak nadzieje, że nie umie czytać w moich myślach, jak i odczuciach, gdyż aż tak bardzo nie umiem stłumić wszystkiego.
- Za jakieś 15 minut powinno być gotowe - uśmiechnąłem się lekko spoglądając na chłopaka przez ramię. Wiedziałem...w jego oczach było to zmartwienie i niepewność. Miałem nie ukrywać przed nim emocji, choć ta sprawa nie powinna wyjść na jaw... że zamartwiam się o tak debilne rzeczy, choć było to oznaką mojej troski.
Jeżeli miałbym wybrać między moim życiem, a jego, to byłbym zdolny do poświęcenia się. 

<Kage? x-x zaczynam akcje "lekka drama" XD i wiem, że krótko ;-; >
559 słów

piątek, 16 marca 2018

Od Kagehiry CD Shinaru ,,Zazdrość jest ślepa"


Widziałem kochanego blondyna, który płakał. To tak bolało, patrzeć na takie coś. Tym bardziej, że bardzo mi na nim zależy. Bez powodu przecież nie związałem naszych przeznaczeń! Podszedłem do niego, łapiąc jego dłoń. Spojrzałem mu z determinacją w oczy, po czym pocałowałem delikatnie wierzch jego łapki.

-Shinaru... Nie płacz, proszę. Wiem, to na pewno ciebie boli, ale teraz musisz mi mówić co czujesz. Jak mamy cierpieć to we dwoje. Nie pozwolę, aby tak bliska mi osoba płakała i nie ujawniała uczuć. Shin...-szepnąłem, po czym założyłem mu grzywkę za uszko.

-Pozwoliłem sobie umrzeć na oczach młodszej siostry....jest to chyba najgorsze co mogłem zrobić... - wyłkał, osuwając się po pniu drzewa, po czym ukrył twarz w dłoniach - Ona jest za młoda by mieć taki obraz przed oczami ....o wiele za młoda.
-Shin, rozumiem. Jednak, uratowałeś ją. Zrobiłeś coś, czego by inni się bali. Ocaliłeś życie swojej siostry. Ale... Nie zrozum mnie źle. Nie jesteś teraz szczęśliwy?-zapytałem.
- Jestem.... - Otarł wierzchem dłoni oko by pozbyć się łez. Mimo tego i tak następne zajęły ich miejsce. - Nie żałuje, że wtedy ją uratowałem.. W końcu była i jest moją małą księżniczką ... Jednak miałem zamiar ... - nie dokończył, gdyż zobaczył fioletowego irysa tuż przed nosem.
Trzymała go dziewczynka o włosach jasnych niczym pole pszenicy i lekko się uśmiechała .
-Shiemi... -wyszeptał cicho jej imię i odwzajemnił uśmiech mimo rzeki łez.
Uśmiechnąłem się i ukucnąłem obok dziewczynki. Ta również pokazała rumiane policzki i rząd białych jak perełki ząbków. Podeszła do Shina, po czym go przytuliła. Chłopak ze łzami w oczach odwzajemnił jej uścisk. Było mi żal... Tak bardzo żal, że nie dopytałem wcześniej o coś tak ważnego. Przecież musiał cierpieć. Moim zadaniem, jako jego bóstwa, powinienem był pytać... Dziewczynka po chwili zauważyła, że rodzice się za nią rozglądają, więc odsunęła się i uśmiechając się, odbiegła do mamy. Natychmiast zastąpiłem jej miejsce, przytulając go mocno.
-Shin... Pamiętaj. Zawsze będę obok ciebie. Czy to będzie dobra chwila, czy zła, czy krytyczna, zawsze i to zawsze będę ciebie pocieszał. Będę twoim oparciem. Co z tego, że jestem bóstwem... Nadal przecież jesteś dla mnie kimś bardzo bliskim...-szepnąłem, po czym spojrzałem mu w oczy.
- Dziękuje Kage - pociągnął noskiem i schował buzie w zagłębieniu jego szyi.
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie ucałowałem jego czoło. Mój biedny Shin... Zawsze tak się stara, zawsze robi ile może, chroni mnie, a ja nie mogę nic zrobić.
-Nie dziękuj mi... Nie masz za co mi dziękować. To normalne, że pocieszam osobę, na której tak bardzo mi zależy. Będę zawsze obok...-szepnąłem, po czym go namiętnie pocałowałem.
Zamknął oczy oddając delikatnie ten gest. Jego emocje powoli się uspokajały, więc gdyby jeszcze chwile poczekać, to wróciłby do normalnego stanu. Tak dedukowałem. Miałem do tego nosa. Położyłem dłonie na jego ramionach, gładząc go po nich.
- Wracajmy do domu... - szepnął, gdy na chwile się rozdzieliliśmy i pogłaskał kciukiem mój policzek - Dowiedziałem się co chciałem... Teraz mogę spoczywać obok ciebie w spokoju.
-Dobrze. Chodźmy...-szepnąłem.
Oboje wstaliśmy i trzymając się za dłonie, ruszyliśmy z powrotem do Kami no Jigen. Pragnąłem wrócić do świątyni, bo przez ten czas otrzymałem tak wiele modlitw... Będę musiał nieco zająć się przeznaczeniami. Moi wierni na mnie liczą.
---
Weszliśmy do świątyni. Rozejrzałem się, widząc wiele ciągnących do siebie czerwonych nici. No to chyba powinienem się tym zająć. Jednak chyba wpierw wolałbym zająć się czymś, co od dawna leży w kącie mojej sypialni. Pewnym małym, słodkim przedmiotem. Uśmiechnąłem się delikatnie, po czym spojrzałem na nasze dłonie, które nadal były splecione. Popatrzyłem w oczka Shina, który również pokazał mi ten swój uroczy uśmiech.
-Chcesz mi towarzyszyć? Czy wolisz zająć się sobą?-zapytałem, gładząc kciukiem wierzch jego dłoni.
-Moje życie w Kami nie ma sensu bez ciebie obok - uśmiechnął się lekko z ostatnimi łzami w oczach.
Zbliżyłem się, po czym przytuliłem się do niego, ocierając się swoim policzkiem o jego policzek. Blondyn mnie objął. Chwilkę tak staliśmy, ciesząc się swoją obecnością, a potem znowu trzymając się za dłonie poszliśmy do mojej sypialni. Otworzyłem suwane drzwi, po czym puściłem łapkę Shina. W rogu mojego pokoju, ujrzałem porwanego, różowego królika, który wymagał renowacji. Wziąłem go w dłoń, a z kieszeni swetra wyjąłem nić oraz igłę, z którą się nie rozstaję. Usiadłem na materacu i poklepałem miejsce obok siebie.
-Siadaj. Możemy porozmawiać, kiedy będę szył.
Shinaru wskoczył od razu na łóżko, a potem usadowił się po turecku, przyglądając mi się. Uśmiechnąłem się, po czym zacząłem zszywać wyprutego pluszaka. Czułem z nim jakąś dziwną więź. Był zawsze w tym kącie i długo się zastanawiałem, czy powinienem go dotykać. Teraz nadszedł ten czas. Czerwoną nicią zacząłem naprawiać króliczka, który spoglądał na mnie czarnymi oczkami, które były guzikami. Czułem radość, robiąc coś takiego. Nagle wyciągnąłem nieco dłoń, patrząc na Shina.
-Umiesz szyć, Shinaru?-zapytałem go, po chwili wracając do szycia.
-Czy umiem tego nie wiem... Ale kiedyś miałem już parę razy w rękach igłę i zostałem nazwany lalkowym lekarzem - zaśmiał się cicho.
-No to cudownie. Kiedyś będziemy musieli sprawdzić kto to robi lepiej. -szepnąłem, po czym związałem supełek i przegryzłem niepotrzebną część nitki.-Gotowe. Pan Króliś jak nowy.
Pokazałem blondynowi króliczka, po czym położyłem mu go w dłoniach. Ten spojrzał na mnie nieco zdziwiony.
-To prezent ode mnie... Chcę, abyś miał coś, co ci będzie zawsze mnie przypominało. Nawet wtedy, kiedy zginę...-szepnąłem, nieco psując atmosferę.
- Kage... -skrzywił się lekko na ostatnie słowa - Wypluj to od razu... A przede wszystkim nie umieraj...
-Nie chcę umierać, ale wiem, że kiedyś ten czas nadejdzie i wtedy możesz zostać sam. Może się to stać przez moją głupotę i wieczną chęć pomocy każdemu...-spojrzałem mu w oczy.
- Będę cię pilnował jak wierny pies i na pewno nie pozwolę ci zginąć.
-A ja będę musiał pilnować ciebie... Nie chcę, abyś ty zginął... Nie wyobrażam sobie życia bez osoby, która jako pierwsza mnie zaakceptowała... Przynajmniej wydaje mi się, że mnie zaakceptowałeś.
- Nie mam powodu cię nie akceptować Kage - spojrzał na króliczka z uśmiechem, po czym lekko go przytulił do policzka.
-Cieszę się, że ci się podoba i cieszę się, że mam kogoś tak niesamowitego jak ty obok...-szepnąłem, po czym przysunąłem się do niego.
Złapał mnie za rękę i splótł ze mną swoje palce. Zaczerwieniłem się delikatnie, ciągle patrząc mu w oczy. Dlaczego zasłużyłem na tak cudowną osobę...
- A ja chyba nie mógłbym trafić na lepsze bóstwo.
-Możliwe, nie znam wielu, ale mam nadzieję, że już na zawsze będziesz ze mną szczęśliwy...-szepnąłem cichutko, po czym przystawiłem swoje czoło do jego czoła i delikatnie go pocałowałem.
- Mogę ci obiecać, że będę - uśmiechnął się, pewny siebie.
Nie mogłem powstrzymać szerokiego uśmiechu. Wtuliłem się w Shina, śmiejąc się szeroko. To było tak niesamowite, że zakochałem się w tak cudownej osobie, jaką on jest i na zawsze będzie. Dla mnie on zawsze będzie miał takie miano. Po chwili wstałem, całując delikatnie jego czoło. Złapałem jego dłoń, ciągnąc go powoli ku pomieszczeniu z niciami.
-Gdzie idziemy?-zapytał.
-Idziemy związać kilka przeznaczeń i chcę jeszcze raz zobaczyć nasze. Są takie piękne!-powiedziałem z zachwytem, ciągnąc go dalej.
Bardzo szybko dotarliśmy do pokoju przeznaczeń. Od razu z zachwytem rozejrzałem się, dotykając po drodze czerwone nicie, które oplatały się wokół moich dłoni i palców. Miłe uczucie. Po chwili nić moja oraz Shinaru ruszyła w moim kierunku i zaczęła się oplatać wokół mnie. Czułem tak cudowną więź z moją bronią. Spojrzałem na Shina, który w tej chwili mógł dojrzeć nitki.
-Shin, dziękuję, jestem taki szczęśliwy. Dziękuję... Dziękuję, że to ja mam zaszczyt być twoim bóstwem. Dziękuję, że będziesz obok mnie. Dziękuję, że te nicie są teraz tak piękne i dość grube. Jest tak wiele rzeczy, za które mógłbym ci na okrągło dziękować. Shin, kocham cię. Już nigdy nie pozwolę, aby ktokolwiek mi ciebie odebrał. Aby ktokolwiek zrobił ci krzywdę. Aby ktokolwiek wywołał u ciebie łzy. Teraz chcę być dla ciebie największym w świecie wsparciem!
- Pamiętaj ze to wszystko jest twoja zasługą. Gdybyś nie wpadł wtedy na mnie , nie wiadomo czy byśmy się poznali - uśmiechnął się szczęśliwy. - Nie musisz mi za nic dziękować, ani przepraszać, gdyż na to wszystko twoja bliskość mi wystarcza.
Nicie po chwili lekko się odwiązały z moich rąk i drugą częścią związały dłonie Shina, ciągnąc go w moją stronę. Uśmiechnąłem się, po czym podbiegłem do niego i rzuciłem się w jego ramiona. Spojrzałem mu w oczy, gładząc jego policzek. Przechyliłem delikatnie głowę, po czym wpiłem się w jego usta. Nawet na chwilę nie oderwałem się, ledwo dychając. Teraz dla mnie ważna była nasza bliskość, która chciałem, aby trwała wiecznie... Nie wiedziałem, że zacznę tak bardzo kochać... Teraz wiem, że to, co jest między nami nie jest byle czym. To ważna rzecz, która na pewno będzie nas trzymała ciągle blisko. Złapałem jego dłonie, nadal go całując. Nie chciałem, aby się oddalał...

<Shin? ^^>

Ilość słów: 1448

niedziela, 4 marca 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


- Shiemi kolacja! - Głos blondyna chłopaka rozniósł się po domu. Dziewczynka z uśmiechem zbiegła po schodach trzymając w rękach pluszowego liska, którego dostała od swojego brata parę dni temu na urodziny. Uwielbiała go, co z resztą można było zobaczyć po jej zachowaniu. Dbałą o niego jak o prawdziwe zwierzątko, spała z nim i tylko Shinaru mógł go dotykać. Dziewczynka usiadła do stołu machając przy tym nóżkami, aż talerzyk z ciepłymi tostami nie znalazł się pod jej noskiem. 
- Smacznego! -Zawołała składając rączki i zaczęła z apetytem zjadać kanapki. 
- Tylko się nie poparz - Dodał Shin, choć wiedział, że jest już za późno. Dziewczynka pisnęła cicho , a w jej oczku pojawiła się małą łza. - Tyle razy ci to mówię, a ty i tak swoje - Pokręcił głową z uśmiechem i usiadł obok dziewczynki by nieco podmuchać na kanapeczkę. 
- Idź sobie... sama umiem ! - Małą rączką odepchnęła jego policzek. Chłopak jednak cicho się zaśmiał i nie dawał za wygraną. - No sio!
- Skoro sama umiesz, to czemu znowu się poparzyłaś? - Zapytał, choć spodziewał się odpowiedzi...która z resztą nie nastała. Dziewczynka napuszyła policzki patrząc naburmuszona na tosta, który był wszystkiemu winny. Ostatecznie podmuchała go lekko i wróciła do jedzenia. - O... jednak umiesz.
Chłopak nie chcąc się więcej narzucać zostawił ją w spokoju i poszedł pozmywać. Chciał się jak najszybciej ze wszystkim wyrobić, gdyż miał w planach przygotowanie do egzaminu, który miał się odbyć następnego dnia. Miał w zwyczaju zabierać się do wszystkiego ,a to był właśnie idealny przykład. Najważniejszy egzamin , a on dzień wcześniej się dopiero się obudził, że wypadałoby się nieco pouczyć. Nikt na to niestety nie mógł nic poradzić. Taki już był. 
Upewniwszy się, że talerzyk młodszej siostry jest już pusty, z resztą tak samo jak zlew pogłaskał dziewczynkę po głowie.
- W razie czego będę na górze. Muszę się nieco pouczyć. - Uśmiechnął się lekko co było dla niego normalnością. 
- Mogę z tobą ? - Zapytała z proszącymi oczkami , na co chłopak jedynie pokręcił przecząco głową.
- Na ciebie przyjdzie jeszcze czas za parę lat. Teraz cię  ciesz wolnością. 
W prawdzie Shiemi nie rozumiała jego słów, lecz ufała im. Skoro Shin mówi, że lepiej to zostawić na później, to tak będzie najlepiej, dlatego wzięła liska na rączki i podreptała do salonu by jeszcze przed snem obejrzeć jakieś bajki. Chłopak w tym czasie poszedł an górę , by zasiąść do biurka, które zawalone było książkami. Westchnął zrezygnowany, wiedząc, że ta noc będzie prawdziwą przygodą.... z matematyką. 
Chłopak uczył się, póki nie wybiła godzina 21. Wiedział, że jego siostra albo już zasnęła, albo uparcie oglądała kreskówki zamiast zagłębić się w objęcia Morfeusza. Zszedł więc na dół, lecz zatrzymał się na schodach w pół kroku. Zdał sobie sprawę, że nawet jakby zasnęła , to telewizor powinien się sam wyłączyć o ile nie byłby używany od dziesięciu minut, a teraz słyszał głosy z jej znienawidzonej bajki. Przykucnął i wyjrzał spomiędzy krat, by upewnić się czy wszystko jest w porządku. Jednak zgrzytający dźwięk utwierdził, go w myśli, że zdecydowanie coś jest nie tak. Najciszej jak umiał zszedł na dół i lekko wychylił się zza rogu. Jego oczom ukazały się plecy obcego mężczyzny z bronią w ręku. Nie mógł go sobie skojarzy, co oznaczyło, ze nie mieszkał w okolicy.  Czemu akurat do jego domu wszedł włamywacz? Jest tu tyle identycznych domów, a akurat na niego trafiło. Jego uśmiech zniknął...wiedział, że musi zachować cisze w innym wypadku może się to źle skończyć. Powoli się wycofał do garażu, by tam cicho zadzwonić po policje, która i tak przyjechałaby najszybciej za dziesięć minut. Do tego czasu, nie mógł pozwolić, by jego siostrzyczce coś się stało. Nie wiedział, czy lepiej zostać było w garażu, czy nadal z ukrycia obserwować nieznajomego, jednak słysząc cichy pisk dziewczynki od razu wybrał drugą opcje. 
- Z...zostaw proszę! - Pisnęła , gdy włamywacz wyrwał jej siłą pluszaka z rąk i rzucił gdzieś w róg pokoju. Była bliska płaczu, a na dodatek wykonała zbyt gwałtowny ruch, co skończyło się pchnięciem ją na ziemie  pod samą ścianę.
- Siedź cicho i się nie ruszaj - Zagroził szeptem celują do niej z broni. Zapewne wiedział, ze w domu jest jeszcze jedna osoba, a nie chciał zdradzać swojej obecności. Jednak i tak Shin o niej wiedział. 
- P...proszę oddaj go... - Jej głos drżał , co jedynie jeszcze bardziej rozwścieczyło obcego. Odbezpieczył broń i położył palec na spuście. 
- Sam cie zaraz uciszę, jak się nie zamkniesz. - Jego cierpliwość widocznie się kończyła. Chłopak wyczuł, że zaraz może nie wytrzymać i strzelić. 
Tak się z resztą stało, tyle że trzy strzały nie sięgnęły młodej dziewczynki. 
Shin w ostatniej chwili dał radę zasłonić ją własnym ciałem, co skończyło się przyjęciem na siebie dokładnie pięciu kul. Poczuł je wyraźnie, a zaraz po tym w jego ustach pojawił się metaliczny posmak. 
Mężczyzna wystraszony tym obrotem wydarzeń strzelił jeszcze dwa raz w plecy nastolatka, a następnie uciekł zostawiając rodzeństwo na pastwę losu. Shiemi siedziała sparaliżowana w objęciach chłopaka do czasu, gdy on nie zakaszlał i nie padł na bok ledwo co przytomny. Z jego ust jak i ran ciekła krew, która szybko utworzyła pod jego ciałem szkarłatną kałużę.
- B...braciszku!- Zawołała jeszcze bardziej wystraszona. Blondyn spojrzał na nią spojrzeniem mętnym... bez dawnego blasku i pełni życia. Słabł.. zaczynał tracić świadomość mimo walki by nie zamknąć oczu. 
Niestety przegrał ją czując spadające łzy młodszej siostry na jego policzek.
~~~*~~~
W mojej głowie pojawiła się ta wizja przeszłości, wraz ze świadomością, że przed nami stałą właśnie moja rodzina. Teraz to pamiętałem. Tamten dzień przed egzaminami, włamywacza, i siedem kul w moich plecach, które wysłały mnie na tamten świat.
- Shin... wszystko gra? - Głos Kage wytrącił mnie z zamyślenia i zmusił bym na niego spojrzał.
Czułem gule w gardle, która nie pozwalała mi mówić, wiec jedynie skinąłem głową z uśmiechem. Jednak... to bolało. Moje serce... i świadomość, że ten prosty gest jest fałszywy. Nic nie było w porządku... prócz tego, że moja siostrzyczka jest cała i zdrowa, a rodzice dają radę z opieką nad nią. Pamiętałem, że prawie zawsze byli w pracy, wiec to ja się nią zajmowałem, a teraz...została sama... ze wspomnieniami wykrwawiającego się na jej oczach brata.
- Shin?
- Wszystko jest d...dobrze - Starałem się brzmieć przekonującego, lecz mój głos zadrżał, a z oczu zaczęły lecieć łzy... a raczej ich rzeka. - Lepiej być nie mogło... - Dodałem nim do końca się rozkleiłem. Tak zwaliłem w życiu... zginąć przed oczami czteroletniej siostry zamiast ujść z życiem. Miałem jednak świadomość, że gdyby nie ja, to ona teraz by leżała pod ziemią...bez życia. Czy by dała rade na odnalezienie się w Kami no Jigen? Chyba,że wybrałaby drogę prosto do nieba, zamiast skorzystać z dalszego życia. Nie wiedziałem...i może i lepiej, bo w sumie ... tak czy siak lepiej bym ja zginął, niż taka niewinna istota, która nie poznała jeszcze prawdziwego życia.
<Kage?>

1140 słów

czwartek, 22 lutego 2018

Od Kagehiry CD Shinaru ,,Zazdrość jest ślepa”


Wędrówka na ziemię… Hm. Czuję, że znowu wrócimy tutaj z odciskiem i to dość mocnym. Jednak uśmiechnąłem się do mojej broni, po czym zacząłem bawić się palcami. Kurczę, nadal nie wierzę, że to co się stało to była prawda… Że ja i Shin… Pokręciłem głową, z zachwytem łapiąc się za czerwone policzki. Odwróciłem się do niego plecami, a kiedy już uspokoiłem swoją bardzo wybujałą wyobraźnię, wróciłem wzrokiem do złotookiego.
-Bardzo chętnie. Możemy tam się wybrać. Nie martw się. Obiecuję ci, że tym razem postaram się… Ostrzegać ciebie, kiedy ujrzę coś, co mnie zaniepokoi. W końcu teraz jesteś ze mną, prawda?- uśmiechnąłem się delikatnie, kładąc dłonie za sobą.
-Tak .... Póki kolejna śmierć nas nie rozłączy- uśmiechnął się zadowolony.
W moich oczach stanęły łzy. Zapomniałem o tym… Co, jeżeli obaj zginiemy? Nie chcę tego. Teraz, kiedy poczułem po raz pierwszy miłość, zacząłem dostrzegać jeszcze więcej zagrożeń. Pokręciłem głową, po czym mocno się przytuliłem do mojej broni. Serce przyspieszyło mi bicia, kiedy ten delikatnie położył dłonie na moich plecach, głaszcząc mnie po nich. Powstrzymywałem jak najdłużej mogłem łzy. Potem odsunąłem się delikatnie, biorąc głęboki, drżący wdech.
-J-Już możemy iść.
Delikatnie złapałem jego dłoń i pociągnąłem go za sobą. Czułem, że to, co nas czeka na ziemi, będzie nieciekawym doświadczeniem.
---
Dotarliśmy na ziemię. Wziąłem wdech, po czym rozejrzałem się. Było jeszcze jasno, przez co widziałem wiele ludzi chodzących wokół. Zacisnąłem troszeczkę mocniej dłoń blondyna, a ten się do mnie uśmiechnął. Po chwili ruszyliśmy do przodu. Zdałem się na moją broń. Mało wiedziałem w sumie o nim. Trzeba będzie poświęcić jeden dzień na takie coś. Rozglądałem się, pilnując się chłopaka. Nie mogłem się z nim zgubić. Nagle zaszliśmy… Na cmentarz? Podrapałem się po głowie, patrząc na Shinaru. Hm… Przyglądał się jednemu nagrobkowi z postawionym zniczem. Starałem się doczytać, czyj on jest, jednak… Nieskutecznie. Był bardzo niedokładny, a lata swoje zrobiły mimo wszystko. Nagle zechciał iść gdzieś indziej. Posłuchałem go, po czym ten ruszył szybciej. Wpadłem na kogoś. Była to kobieta oraz mężczyzna, w czarnych ubraniach i byli zapłakani. W oczach osobniczki widziałem żal, okropny żal. A oczy ojca były pełne smutku. Co się stało… Nie wiedziałem. Przecież byłem zwykłym bóstwem przeznaczenia… Nie wiedziałem, dlaczego byli tak załamani…
-Przepraszam państwa…-lekko się ukłoniłem, kiedy wstałem z ziemi.
-Oh... Przyszedłeś na grób naszego syna? Nie przypominam sobie by kiedyś cię przedstawiał nam – powiedziała zapłakana kobieta.
Była koło 40-stki i przyglądała mi się bardzo uważnie. Miała złote włosy i niebieskie oczy. Hm… Nieco mi przypomina Shina. Podrapałem się po głowie, patrząc na małą dziewczynkę, która stała u jej boku. Ta z kolei była przeurocza. Złote włoski miała związane w dwa kucyki i spoglądała na mnie niebieskimi oczkami. Lekko się zająknąłem.
-T-Tak… Przyszedłem na jego grób… Nie przedstawił mnie, bo poznaliśmy się krótko przed tragedią…-oszukałem ich.
-Oh... - kobieta spojrzała na swoja córeczkę, która teraz spoglądała na kamienny nagrobek.
-To straszne, co się stało…-szepnąłem cicho, z zakłopotaniem drapiąc się po karku.
-Mimo to jest bohaterem - uśmiechnęła się ciepło jak to miał w zwyczaju Shin.
-T-Też tak uważam…-zająknąłem się nieco, po czym westchnąłem.
-Coś się stało? - spytała nieco zaniepokojona.
-Nie… Po prostu to dla mnie ciężkie.
Chyba zasługuję na medal. Tak grać z tak dużym bólem serca. Pokręciłem głową, drapiąc się po karku. Dziewczynka wpatrywała się w miejsce, gdzie stał Shin. Widziała go? Zaniepokoiło mnie to.
-Pewnie jest mu teraz dobrze tam, gdzie jest.
-Tego jestem pewny…-powiedziałem nagle, uśmiechając się sam do siebie.-J-Jest teraz mu lepiej… Z-Ze mną…-dodałem bardzo, bardzo cicho.
-Mogę poznać twoje imię?-zapytała matka.
Zająknąłem się. Nie wiem, czy mogę jej powiedzieć prawdę. To może być potem problemem… Westchnąłem, po czym spojrzałem z trudem kobiecie w oczy.
-Mam na imię Isage, proszę pani.
-Miło mi cię poznać Isage. Jestem Hanori...a to jest Shiemi...młodsza siostra Shina, którą tamtego dnia ocalił.
Zaraz… S-Shina? To jest matka mojej broni? Popatrzyłem na dziewczynkę, która po chwili lekko się uśmiechnęła. Lekko zagubiony pokręciłem głową i spojrzałem na Shinaru. Patrzył na swoją rodzinę, nie odrywał spojrzenia.
-Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia.-powiedziałem, po czym nie czekając na nic, ruszyłem w stronę blondyna.
Shin… Mam nadzieję, że będzie z tobą wszystko dobrze…
<Shin??>

środa, 21 lutego 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Nie mogłem bliżej określić uczucia, jakie targało mnie po tym wszystkim. Z pewnością było to szczęście i poczucie, że znalazłem swoje miejsce na tym świecie ... lecz było coś jeszcze, czego nie mogłem opisać w żaden sposób. Nie było to złe odczucie....w ręcz przeciwnie. Roznosiło mnie od środka nie pozwalając usnąć leżąc dobok wyczerpanego bóstwa. Chciałem patrzeć na jego spokojną, lekko zarumienioną buzie, delikatnie tulić do klatki piersiowej i chronić przed złym światem. Na ziemi takiego szczęście nie miałem szans doświadczyć, więc ten świat naprawdę był rajem. Nie żałowałem decyzji i nigdy nie pożałuje. 
Nie wiem kiedy zasnąłem i ile zajęło nim się obudziłem. Promienie słońca wpadały przez otwarte okno, a pierwszą rzeczą którą zobaczyły moje oczy był właśnie on - Delikatne bóstwo o ślicznych dwu kolorowych tęczówkach. Zamrugałem parę razy chcąc się przekonać, czy to nie resztki jakiegoś pięknego snu , który był jedynie moim wyobrażeniem. 
- Kage? ... - Mruknąłem cicho jeszcze nieco przyćmiony. 
- Tak? - Delikatny głos bóstwa utwierdził mnie w przekonaniu, że to prawdziwy świat, a nie głupi sen, który prędzej czy później poszedł by w zapomnienie. 
Przez okno prócz słońca wpadł również chłodniejszy powiew powietrza, który owiał moje odsłonięte plecy wywołując nieprzyjemny dreszcz i szybkie rozbudzenie. Wzdrygnąłem się lekko podnosząc na łokciach by ogarnąć się gdzie się znajduje i mniej więcej jaka jest pora dnia. Ranek... na bank był następny dzień sądząc po niedawno wschodzącym słońcu. Sporo przespałem, choć można było się tego spodziewać. Resztki osłabienia oraz wysiłek zdecydowanie przyjemniejszy od maratonu zrobił swoje. Przymknąłem okno chcąc powstrzymać zimny wiatr przed naruszeniem naszych ciał. Nadal czułem się rozgrzany, a nagłe schłodzenie skończyło by się mało przyjemnie. 
- Przydałoby się wstać... - Wróciłem na poduszkę i objąłem Kagehire jednocześnie poprawiając kołderkę na jego plecach. - Poza tym... nie boli cię... prawda? - Zacząłem się obawiać konsekwencji związanych z tamtym wybrykiem. Chowaniec może mieć takie relacje z jego bóstwem? Ten wyżej postawiony powinien przewidzieć takie sytuacje i zapobiegać jeżeli są niewłaściwe... oby nie było później problemów przez to. 
-Oczywiście, że mnie nie boli... Tak się starałeś... -uśmiechnął się skrępowany. Poczułem jak moje policzki lekko są czerwienią co zdecydowanie było rzadkim zjawiskiem.
- Więc wstajemy - Przemieściłem się tak by położyć się na nim w poprzek. Nie miałem ochoty się podnosić z mięciutkiego wyrka, lecz czułem lekkie ssanie w żołądku. Przydałoby się skombinować jakieś śniadanie....a przede wszystkim dać jakiś znak życia pani Shiro. Nie wróciłem na noc , co mogło ją trochę niepokoić, a ja wolałem tego uniknąć.
- Nie ułatwiasz tego.... - Ciemnowłosy mruknął w poduszkę. Racja... jak ja nie wstanę, to nie ma szans, by on to zrobił.
Znów się przeturlałem w bok, tak by umożliwić poruszanie się chłopakowi. 
- Um.... - on jednak nie był zbytnio chętny do wstania. Spojrzałem na niego podejrzliwie.... Moze jednak go boli, a mi podał kłamstwo bym nie czuł się przez to zle? Wątpię by to zrobił, lecz każda opcja powinna być brana pod uwagę w takich chwilach.
- Wszystko w porządku? - Pogłaskałm go po głowie zgarniając jakiś zły kosmyczek włosów za ucho....nie ma prawa zasłaniać jego ślicznej buzi. 
- T...tak , ale.... - przerwał na chwile pesząc się. Jednak było jakieś "ale" ....no bo nie może się bez niego obyć. Przechyliłem głowę na bok zachęcając go do kontynuowania wypowiedzi, lecz on jedynie sie zakrył bardziej kołdrą. 
- Nie mów że..... - zmarszczyłem brwi myśląc, czy nie chodzi o jeden, malusi i banalny powód. - Kageeeee - usmiechnąłem się nieco rozbawiony. 
- No bo.... Ubrania... - wyszeptał ledwo słyszalnie. 
- Przecież widziałem Cię bez nich ...a nawet więcej niż powinienem - odpowiedziałem przejeżdżając palcem po jego plecach. Wzdrygnął się i jeszcze bardziej zarumienił. Wstałem szybko i sięgnąłem po moje rzeczy które zacząłem powoli ubierać. Zostawiłem jedynie bluzę, która podałem Kage... Dla mnie była nieco przydługa, wiec u niego też to i owo powinna zasłaniać. 
- Przyniosę ci zaraz czyste rzeczy... Poczekaj, chyba, że wolisz iść za mną - Zebrałem ubrania chłopaka i wychodząc z pokoju posłałem mu lisi uśmiech. 
Udałem się najpierw do łazienki gdzie wrzuciłem ubrania do kosza na brudy, a następnie do pokoju bóstwa. Usłyszałem ciche kroki za mną , więc wiedziałem, że Kage jednak za mną poszedł...i w sumie dobrze, bo i tak bym mu ich nie przyniósł. Chciałem go po prostu zobaczyć tylko w mojej bluzie, bo to normalnie uroczo wygląda. Z resztą w tym wypadku też tak było. Kagehira ostrożnie wyszedł zza rogu z rumieńcami. Rączka trzymał brzeg materiału, jakby obawiał się, że ten magicznie by się podwinął. 
- Oj już się tak nie wstydź - zaśmiałem się opierając plecami o ścianę. Zaskoczony chłopak pisnął cicho, jakby wcale mnie nie zauważył... Jestem duchem, ale to nie znaczy, że jestem w tym świecie niewidzialny. Szkoda, że nie miałem jakiejś fajnej mocy jak zwierzęcy chowańcy...ale w porównaniu do nich zmieniam się w piękne ostrze, więc to w sumie można zaliczyć pod jakąś zdolność... tyle że wtedy mało co mogę zrobić sam z siebie i muszę w pełni liczyć na mojego mistrza. Jednak nie przejmowałem się tym zbytnio. Póki będę dzierżony w rękach Kage będę czuł się wystarczająco dobrze, a sama świadomość ratowania innych jeszcze to dopełnia. Dowiódł tego ostatnio, gdy z niewinnego i wstydliwego dzieciaka zmienił się w prawdziwego i doświadczonego wojownika.
- Czy mogę.... - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos bóstwa naciągającego bardziej moją bluzę.
- Nie krępuj się - Przepuściłem go do pomieszczenia , gdzie zniknął szybko za drzwiami. Pokręciłem jedynie głową i udałem się do kuchni by przygotować jakieś śniadanie.
~~~*~~~
Po południe minęło błyskawicznie. Po śniadaniu od razu ruszyliśmy na króliczą farmę, by powiadomić tamtejszą rodzinkę o tym, że nie skończyłem marnie na misji. Zostaliśmy oczywiście powitani przez atak białych kuleczek, które rzuciły się na nasze nogi by je wy przytulać Pani Shiro również odetchnęła z ulgą, a następnie wygłosiła mi krótkie kazanie na temat późnego wracania bez wczesnego uprzedzania. Wystarczyło , że zobaczyła moje skruszenie i przepraszający wzrok Kage, a od razu złagodniała i zaprosiła nas na obiad. Była to idealna okazja do przekazania wieści, że oficjalnie jestem chowańcem Kage i prawdopodobnie niedługo będę musiał opuścić ten ciepły domek. Nie chciałem jednak mówić tego przy dzieciakach. Podejrzewałem, że źle by to przyjęły, a Kagehira stałby się ich wrogiem nr.1 zaraz po kąpieli.
- Podejrzewaliśmy to - Głos pana Usagiego przerwał mi zanim powiedziałem cokolwiek. Że co proszę? Dajcie powiedzieć coś, do czego tak długo układałem sobie wszelkie scenariusze w głowię. To był taki piękny plan, a został szybko zniszczony.
- T... tak? - Poczułem lekką krępacje, bo zaczynałem się nieco bać ich reakcji. Widząc jednak ich dumny uśmiech nieco się uspokoiłem.
- Tak. To normalne, więc nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Przed tobą mieliśmy tu też innego chowańca, lecz pod postacią inugamiego. Z nim było tak samo. - Te słowa nieco mnie zdziwiły. Kiedyś przyglądałem się na zdjęcia które wiszą na ścianach i na jednym z nich był dziwny chłopak o czarnych włosach i klapniętych psich uszach. Nie interesowałem się zbytnio kto to, więc nie pytałem. - Nie martw się więc o nas. Zawsze będziesz tu mile widziany.
Uśmiechnąłem się ciepło i skinąłem głową. Nie ukrywałem, że byłem szczęśliwy z faktu, ze ich poznałem, ale gdzieś w środku bolało mnie serce. Po obiedzie jeszcze przez chwile rozmawialiśmy z Shiro i Usagim, lecz czas naglił. Dostaliśmy trochę ciasta marchewkowego do świątyni, a następnie zaczęliśmy powoli wracać. Słońce było jeszcze wysoko, więc postanowiłem zrobić jeszcze jedną rzecz tego dnia.
- Hej Kage...co powiesz na wycieczkę na ziemie? Wiem, że mieliśmy mieć przerwę... ale muszę sprawdzić jedną rzecz, bo nie da mi to w spokoju żyć - Posłałem mu spokojny uśmiech i podrapałem się po policzku. Chciałem po prostu odnaleźć miejsce, gdzie byłem pochowany, a jednocześnie znaleźć przyczynę mojego zgonu w tak młodym wieku.
<Kage?> 

niedziela, 18 lutego 2018

Od Kagehiry CD Shinaru ,,Zazdrość jest ślepa” +18


-Nie bój się… To tylko ja…-chłopak ocierał się swoim policzkiem o mój, a potem się na mnie położył. 
Bardzo skrępowany spojrzałem na niego, chcąc zakryć swoje policzki, ale uniemożliwił mi to leżący na mnie blondyn. Przegryzłem wargę i mechanicznie położyłem dłoń na jego plecach. Odwróciłem po chwili spojrzenie, nadal czując czerwień na policzkach. Cholera… P-Przecież ja nie wytrzymam… Uniosłem się lekko z Shinaru, łącząc nasze spojrzenia. Z ogromnym skrępowaniem pocałowałem go najpierw delikatnie w policzek, a potem w usta. Potem się odsunąłem, cudem uwalniając się z jego objęcia. Podjechałem aż pod samą ścianę, kuląc do siebie nogi. 
Spojrzałem na Shina bardzo niewinnym spojrzeniem.  Otworzyłem delikatnie usta, nadal się kuląc. Byłem tak zawstydzony… Nagle chłopak się do mnie przysunął, 
a jego dłoń ruszyła w moim kierunku. Przymknąłem nieśmiało oczy. - Jesteś uroczy-uśmiechnął się ciepło 
i delikatnie pogłaskał mnie po policzku.  Przełknąłem głośno ślinę, po czym zabrałem nogi od siebie. Zbliżyłem się nieco do blondyna, otwierając oczy. Zarzuciłem dłonie na jego ramiona, a ten ponownie pokazał mi uśmiech. Tak uroczy uśmiech. Przystawiłem swoje czoło do jego czoła, po czym westchnąłem. Czułem, jak szybko bije moje serce. Dziwne, że jeszcze nie wyskoczyło z mojej piersi. Nasze nosy lekko się zetknęły, a rumieniec na moich polikach przekroczył granice normy i rozniósł się na całą moją twarz. Nagle ponownie złączyłem z nim usta. Tym razem nie odsunąłem się od razu. Delikatnie zimnymi dłońmi jeździłem palcami po jego karku, a potem mocniej się wpijałem w jego usta. Były słodkie. Otuliłem nogami chłopaka, a ten mnie objął i przysunął mocniej do siebie. Nasze ciała się stykały, a ja czułem rosnące… Podniecenie? Tak to się nazywa? Nie wiem. Pierwszy raz odczuwam coś tak… Przyjemnego. Nagle odsunęliśmy lekko od siebie swoje usta, a ja spojrzałem w złote oczy. Takie ładne, błyszczące, pełne emocji i empatii. Zamrugałem kilka razy, po czym odwróciłem wzrok.
-J-Ja… C-Chcę… C-Chcę być z tobą na zawsze…-wydukałem bardzo cicho, zaciskając delikatnie dłonie na jego ramionach.
-Hej... Przecież nikt nie mówi, że cię opuszczę -uśmiechnął się spokojnie, a zarazem czule.
Przygryzłem mocno wargę, po czym ponownie złączyłem z nim usta, lekko popychając go na materac. Opadłem na niego, nie odrywając od niego warg. Wiedziałem, że z pewnością słyszał i czuł, jak mocno bije moje serce. Szczęśliwy położyłem dłonie na jego torsie. Oj, Shin… Dlaczego ty nie zrozumiałeś sensu tych słów… Tak bardzo pragnąłem, abyś to zrozumiał. Otuliłem go mocno nogami, po czym złapałem delikatnie dół jego koszulki, sunąc ją ku górze. Na moment oderwałem od niego wargi.
-M-Możemy…?-zapytałem bardzo cicho, bawiąc się dołem jego koszulki, suwając ją do góry i do dołu, zarazem czasami muskając opuszkami palców jego nagi bok.
-Nie krępuj się -musnął noskiem moje wargi, jakby dopraszał się o więcej czułości.
Przełknąłem głośniej ślinę, po czym znowu złączyłem z nim swoje wargi. Posunąłem jego koszulkę ku górze, a kiedy ją zdejmowałem, na moment oderwałem usta od niego. Potem jednak ponownie go ucałowałem. Był taki słodki… Jego głos, ciało, cały on był słodki. Czułem pragnienie. Jednak czy bóg może robić coś takiego z własną bronią czy chowańcem? Nie wiem, jednak nie obchodziło mnie to. Chciałem tego całym sobą. Swoim umysłem, ciałem i sercem. On chyba też. Shinaru ostrożnie zdjął moją marynarkę, a potem sweterek. Moją koszulę bardzo ostrożnie rozpiął, po czym odrzucił na bok. Pragnąłem, aby nikt nigdy nam nie przeszkodził. Pragnąłem już nigdy nie opuścić jego ramion. Pragnąłem tak wiele rzeczy z nim związanych. Swoimi chłodnymi dłońmi zjechałem po jego torsie na dół. Tam bardzo ostrożnie i delikatnie zsunąłem jego spodnie. Po chwili też i blondyn poszedł w moje kroki. Przeturlał się jednak ze mną, aby teraz on mógł być na górze. Pocałował mnie, a po chwili swoimi ustami zjechał ku mojej szyi. Ciągle się zsuwał, obdarzając mnie niesamowitym uczuciem- Miłością.
-S-Shin… J-Ja… C-Chyba…-przełknąłem głośno ślinę, zakrywając połowę swojej buzi dłońmi.
Wydukałem te dwa, najcudowniejsze słowa… Nie wiedziałem jednak, czy on je zrozumiał… Odwróciłem spojrzenie, lekko drżąc. Dlaczego je powiedziałem? Dlaczego byłem taki głupi. Chłopak, który siedział na mnie, milczał. Jedyne co mogłem, to czekać. Czekać na szczęście lub wieczne rozczarowanie.
-Ja ciebie też, Kage…-szepnął, po czym ponownie złączył ze mną usta.

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


-O-On… O-On ją zabił…-Głos Kage przyprawił mnie prawie o zawał serca.... ten wyczuwalny strach, a zarazem znaczenie tych słów pogarszało to wszystko. Kto zabił? O co chodzi u licha?
- Spokojnie Kage... - Ukucnąłem obok bóstwa, który od razu wtulił się w moją klatkę piersiową. Nie wiem co go tak wystraszyło, ale w tym pokoju było coś czego ja nie widziałem i zbyt silnie oddziaływało na niego. Będę musiał zadbać by zamknąć ten pokój, by nie zaszył się tu przez przypadek i nie narażał się na kolejną traumę.
- Chodźmy stąd ... -Mruknąłem podnosząc się wraz z ciemnowłosym. Z moją pomocą wyszliśmy z pokoju do którego od razu zasunąłem drzwi i objąłem go mocniej, by się uspokoił. - Wszystko jest już dobrze... nie musisz na to patrzeć i tobie również nic nie grozi - wyszeptałem cicho, ale spokojnie przy jego uchu. Czułem jak jego ciało nadal się spina, więc sięgnąłem po moją broń ostateczną.
Iruna Etelero
Iruna Etelero
Nadia, Ezelevote
Lezelko, Mikemesta
Melodyjne słowa powoli wypływały z moich ust tworząc początek piosenki. Nie wiedziałem w jakim były języku... kiedyś udało mi się usłyszeć tą melodie, a że słowa były banalne ,to po prostu zapamiętałem je.
Iruna Etelero
Iruna Etelero
Satoa Aimeltewa
Lezelko, Mikemesta
Ameru, Mikelmo
Toimesez, Mikelmo
Maseri, Imekuwoze
Towona, Mizaimesta
Wziąłem lekki oddech, by dać rade zaśpiewać refren. Kage powoli zaczął się uspokajać, co było dla mnie znakiem, że moja metoda działa. Uśmiechnąłem się lekko i pogłaskałem go po głowie.
Kesela, Kesela
Kesela, Setoru
Amelwa, Etelerowo
Miteteva
Maria...
- Starczy Shin - Głos czarnowłosego wybił mnie z rytmu więc zamilkłem nieco zakłopotany. Wiedziałem, że te słowa kiepsko pasują do tej sytuacji, lecz nie sądziłem, ze aż tak. Spojrzałem na niego. Na jego ustach malował się lekki uśmiech co nieco mnie uspokoiło. Dobra ... nie zwaliłeś tego tym razem - pomyślałem.
- Wiem że źle śpiewam, ale mogłeś już poczekać do końca - zaśmiałem się niby urażony, na co chłopak się nieco zmieszał.
- T... to nie tak! - Zaprzeczył szybko odsuwając się o krok i machając rękoma. - Ładnie śpiewasz...naprawdę! D...dziękuje.
Podparłem się po bokach i nadal obserwowałem jego reakcje z uśmiechem.
- Nie przejmuj się już tak .. wiem, że nie miałeś tego na myśli - poczochrałem go i wyciągnąłem z kieszeni karteczkę na której starannie napisałem "Zakaz wstępu". Przeczepiłem ją na drzwiach, by nie zapomnieć które to były. Później je jakoś inaczej zaznaczę. Kagehira patrzył na mnie pytająco niezbyt rozumiejąc o co chodzi. Wzruszyłem jedynie ramionami i poszedłem dalej łapiąc go lekko za dłoń.
Zwiedziliśmy, szybko resztę pokoi które były albo kompletnie puste, albo stały tam jedynie półki z książkami. Pootwieraliśmy tam okna by pozbyć się stęchłego powietrza, którym po prostu nie dało się oddychać. Kurzami póki co się nie przejmowaliśmy, gdyż nie było pomysłu na zastosowanie tych pomieszczeń. Sprzątanie tego byłoby zbyt upierdliwe w tym upale, nawet jeżeli w środku była nieco niższa temperatura.
- Jeszcze jeden pokój ...co ty na to by pójść później na lody?- Uśmiechnąłem się zawiązując bluzę w pasie, a włosy w wysoki kucyk.
- Powinieneś jeszcze uważać - Kage podszedł do drzwi ostatniego pokoju po czym je otworzył. W środku była jakby druga sypialnia. Łóżko stało pod oknem okryte białą pościelą. Biurko z ciemnego drewna , a na nim przyrządy do kaligrafii znajdowało się tuż obok dość sporej szafy połączonej ze ścianą. Nie miałem żadnych zastrzeżeń, lecz brak mi tu było jedynie jakiś roślinek, czy ozdób. Podparłem się po bokach i jeszcze raz przyjrzałem się wszystkiemu. Moją uwagę tym razem przykuło coś w rogu. Przez chwile miałem wrażenie, że to coś było żywym stworzeniem, gdyż .... sam nie wiem.... przypominało jakiegoś Youkai z tego wymiaru? Szare futerko było nieco przyćmione przez kurz, a twarz biała...nieco ludzka. Z postury mogłem to porównać do puchatego, przerośniętego kota.
- Co to jest? - Kage również dostrzegł tajemnicze coś , lecz nie odważył się podejść. Ja , jak to ja wolałem zaspokoić ciekawość i przejechałem dłonią po miękkim włosi.
- Pluszak ... - Mruknąłem nieco zdziwiony. - Dziwny, zakurzony pluszak - Podniosłem stworka z podłogi i go przytuliłem. Skończyło się atakiem kaszlu, gdyż kurz wzbił się w powietrze.
- Trzeba go chyba wytrzepać - Kolorowooki zaśmiał się i stanął kolanami na łóżko by otworzyć okno. Spojrzałem na niego uważnie, po czym odłożyłem zabawkę i przytuliłem się do bóstwa od tyłu. Jego policzki szybko przybrały czerwony kolor , ciało się spięło.
- Nie bój się ... to tylko ja - Po miziałem się policzkiem o jego po czym położyłem z nim na klatce piersiowej.
<Kage? >-< >


piątek, 16 lutego 2018

Od Kagehiry CD Shinaru ,,Zazdrość jest ślepa”


Spojrzałem na Shinaru. Myślał, że nie wiem, że nadal jest mu przykro? Wiem. Uśmiechnąłem się do niego i poczochrałem go po głowie. Jest przeuroczy. Po chwili rozejrzałem się i westchnąłem, drapiąc się po szyi. Nadal lekko bolała, ale powinno mi zaraz przejść.
-No to… Em… Chyba musimy robić to razem, bo nie chodziłem jeszcze po całej świątyni.-powiedziałem szczerze.
Głupio to brzmi. Mieszkam tutaj, a byłem w sumie tylko w kilku pomieszczeniach. W łazience, sypialni, pokoju z niciami i w tym czymś co można nazwać kuchnią. Co tutaj innego jest, nie wiedziałem. Może czas było wreszcie pozwiedzać i może zrobić jakąś mapkę? Trochę czasu minie nim się nauczę, co gdzie jest. Jednak teraz nie to było moim priorytetem. Z uśmiechem ruszyłem przed siebie. Słyszałem za sobą kroki Shinaru. Wstąpiliśmy do jednego z pierwszych pokoi. Jednak był on dziwny. W niektórych miejscach widziałem strzępki czerwonej nici. Podszedłem do jednej z nich i dotknąłem jej. Moje oczy lekko zamgliły się. Ujrzałem… Dom. Był jednorodzinny, z ogrodem i widać było, że ktoś w nim mieszka. Podrapałem się pod głowie. To ja tutaj jestem? Co to? Gdzie ja jestem? Nagle w kierunku drzwi zaczęła biec mała dziewczynka, która po podskoczeniu, otworzyła drzwi. Zajrzałem do środka, rozglądając się. Ładnie tutaj. Z kuchni, chyba to była kuchnia, wydobywał się piękny zapach… Nie wiem czego, ale to był naprawdę przyjemny zapach. Zbliżyłem się w jego kierunku, a kiedy ujrzałem kobietę, gotującą obiad, uśmiechnąłem się. Czułem, że jest szczęśliwa. Jej nić wydobywająca się z jej serca, była gruba, czerwona, czyli była zadowolona ze swojego przeznaczenia. Jednak po chwili dojrzałem też jakiegoś mężczyznę. On był z nią połączony, jednak z jego nici zaczęła lać się czerń. Coś było nie tak. Chciałem go powstrzymać. Nóż w jego dłoni zbliżył się do kobiety, która po chwili została ugodzona. Kuchenna posadzka zalała się krwią, a jej nić, przerwała się. Nie żyje? Boże… To przerwane nicie! Wyrwałem się z transu, sunąc się z przerażenia po podłodze, cały drżąc. Miałem szeroko otwarte oczy, które były pełne strachu.
-O-On… O-On ją zabił…-wydukałem, spoglądając na dotkniętą przeze mnie nić.
<Shinaru? Przepraszam, że tak długo.. T-T>

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


-Póki co nie śpieszno mi tam- Zaśmiałem się cicho, czując jak ciężar z mojego ciała powoli ustępuję. Woda święcona ma jednak jakąś szczególną moc, a przynajmniej w tym wymiarze. Na ziemi, jakoś nie wierzyłem w bajki o stwórcach świata, a teraz? Mam szanse służyć bóstwu, który ma związek z głównym bogiem. - A co do nocowania tu... nie chcę się narzucać - Uśmiechnąłem się delikatnie. Nie miałem pewności, czy powinienem, aż tak nadużywać jego gościny. Dość mu narobiłem problemów, jak na ten dzień. 
- Ale to naprawdę nie problem.- Szybko rozwiał moje wątpliwości. Już tak nie krępował się w mojej obecności, co mnie szczerze cieszyło. Napięta atmosfera, to zła atmosfera. - Wole mieć oko na to, czy to coś nie pojawi się znowu.  
- Um... - Spojrzałem w bok i podrapałem się lekko po policzku. Ciężko było mu odmówić, gdyż miałem wrażenie, że jego słowa nie są wymuszone. Były z głębi serca, gdyż po prostu się martwił. Mimo, że nie znaliśmy się aż tak długo, a już mamy ze sobą tak ważny kontrakt. Zacząłem mieć nawet rozkminki, czy to nie było coś podobnego do małżeństwa. Dwoje niby ludzi mieszkających pod jednym dachem, wspierających się ,żyjący na co dzień w swojej obecności i co najważniejsze nie związani normalnymi więzami krwi. Można to również porównać pod współlokatorstwo, ale nasze relacje na to nie wskazywały.  
- Niech będzie, ale wolałbym powiadomić jakoś panią Shiro... nie chce, by się martwiła, choć chyba
zaczęła się przyzwyczajać z faktem, że późno wracam. Do tego mało im dziś pomogłem...-Zżerało mnie lekkie poczucie winy. Miałem im się odwdzięczać za dobre serce, a dziś ich zawiodłem, gdy najbardziej mnie potrzebowali. Z moją pomocą i siłą szybciej by się uporali i mniej zmęczyli. Niby jakoś sobie radzili zanim ja się pojawiłem, ale teraz...jak z nimi mieszkałem od jakiegoś czasu... miałem jakiś instynkt uczestniczenia w ich codziennym życiu na gospodarstwie. Takie wiejskie życie czasami odprężą i dobrze działa na ogólne zdrowie. Jak się człowiek wymęczy przerzucając siano, to padnie na łóżko i od razu zaśnie, a rano wstanie wypoczęty o ile nie zrzucą za wcześnie spod pierzynki. 
Moje drobne użalanie się nad sobą przerwał delikatny dotyk na moich policzkach. Były to dłonie Kege, które obróciły moją głowę tak, bym patrzył w jego oczy. Zaraz po tym dostałem lekkiego całusa w czoło, który uspokoił moje myśli. On naprawdę miał jakiś dar do tego... a może do mnie? Chyba sam bóg może to tylko wiedzieć. 
- Nie przejmuj się. Na pewno nie mają ci tego za złe. - Jego słowa były ciepłe. Nawet udało mu się wywołać lekki uśmiech na moich ustach. Rzadko go traciłem, lecz w takich sytuacjach nie mogłem się przecież szczerzyć jak głupi. Zawsze trzeba dostosować mimikę do sytuacji, a uśmiech jest prawie najlepszy do wszystkiego. Prawie... no właśnie. 
- Dziękuję - Wtuliłem się w niego czując po prostu taką potrzebę. Bliskość innego człowieka zawsze podnosi na duchu, a jednocześnie w tak prosty sposób można ukazać wdzięczność. Bez skrępowania schowałem twarz w jego ramię czerpiąc jednocześnie przyjemność z jego dotyku. Głaskał mnie, co mi się podobało. Lubiłem to... tak jak zabawy z włosami. Pamiętam dokładnie jak za życia lubiłem chodzić do fryzjera, by go męczyć nowymi fryzurami. On jednak zawsze zrzędził, że powinienem ściąć w końcu te włosy, bo wyglądam jak dziewczyna...a ja szczerze olewałem te słowa, bo na widok nożyczek przy moich włosach dostawałem dreszczy. 
- Zabierzmy się może za sprzątanie - Odezwałem się w końcu, gdy uznałem, że cisza między nami zaczyna trwać za długo. Miałem nadzieję, że mój uśmiech nie zejdzie mi z ust przez długi czas. Nie chciałem, by ktoś widział mnie w takie gorsze dni i tracił przekonanie, że jestem wiecznie szczęśliwy. 
<Kage? Nie dam rady więcej...> 

środa, 24 stycznia 2018

Od Kagehiry CD Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Chwyciłem delikatnie dłoń Shinaru, ciągnąc go do wyjścia z gospodarstwa króliczej rodziny. Wytłumaczenia zostawiłem na kiedy indziej. Teraz moim priorytetem było ocalenie mojej broni, na której mi zależało. Czułem, że słabnie, bo jego uścisk na mojej dłoni słabł. Stanąłem na chwilę, odwracając się do niego. Położyłem dłonie na jego policzkach.
-Wytrzymaj dobrze? Wierzę w ciebie… -szepnąłem.
Delikatnie musnąłem jego usta swoimi wargami, a potem ponownie pochwyciłem jego dłoń i ruszyłem z nim do świątyni. Tym razem już go tak nie ciągnąłem. Pozwoliłem mu iść w jego tempie. Czasami spoglądałem na niego kątem oka, a wtedy ujrzałem, że na karku chłopaka pojawiła się również ta narośl. Wiedziałem, że u mnie może się też to pojawić, skoro to coś miałem na dłoniach. Po kilkunastu dobrych minutach, dotarliśmy do mojej świątyni. W głównym pomieszczeniu, gdzie wisiały czerwone nicie, posadziłem Shinaru przy dużym zbiorniku z otwartym wiekiem z wodą. Chyba była święcona czy coś. Zdjąłem bluzę chłopaka, składając ją i kładąc mu pod głowę. Potem podniosłem ostrożnie jego koszulkę. To wyglądało z każdą chwilą coraz gorzej. Narośl rozwijała się bardzo szybko. W czasie oglądania rany, na tym czymś stworzyły się oczy i zaczęły na mnie patrzeć. Czułem strach. Nie wiedziałem, jak mogę się tego okropieństwa pozbyć. Dotknąłem karku chłopaka, a jak spojrzałem na swoją dłoń, dojrzałem to samo obrzydlistwo.
-To temu mnie bolał kark…-powiedziałem cicho.
Nagle mnie olśniło. Woda święcona może chyba pomóc! Wziąłem odrobinę jej do kamiennej chochelki leżącej obok, a potem ulałem jej trochę nad naroślą na biodrze chłopaka. Wraz z dotknięciem wody do skóry, to coś pisnęło, a w miejscu, gdzie skapywała woda, narośl znikała. Uśmiechnąłem się, ale widziałem, że to boli też Shinaru. Przegryzłem wargę, a potem połączyłem z nim swoje usta. Jednak nie należało to do tych niewinnych pocałunków. Z każdym dotykiem naszych warg, lałem wodę na tą narośl. Potem wziąłem odrobinę wody na palce, dotykając tego obrzydlistwa. Kiedy już dojrzałem, że chłopak nie odczuwa bólu, odsunąłem się od jego ust.
-P-Przepraszam… Bolało mocno?-zapytałem niewinnie.
-N-Nie, ale mnie zaskoczyłeś…-powiedział.
Pogłaskałem go po głowie. Wziąłem trochę wody na rękę i otarłem swój kark. Syknąłem, ale nie bolało mocno. Potem podałem dłoń dla Shinaru. Ten wstał z moją pomocą. Przytuliłem go delikatnie. On był taki ciepły. To było… Tak miłe uczucie. To było dziwne. Znałem niby i wiedziałem jak to jest, jak ktoś kogoś obejmuje, ale… To było inne. Po chwili spojrzałem mu w oczy, uśmiechając się do niego.
-Zostaniesz dzisiaj u mnie. Tak na wszelki wypadek. Jak chcesz, możesz wybrać sobie jakąś sypialnię, ale tam jest brudno… Wolałbym, abyś spał tam, gdzie ja. Nie chcę, żebyś spał w syfie.-powiedziałem.-I nawet już nie proponuj mi wyjścia do świata ludzi. Odczekajmy chwilkę.
<Shinaru? ^^>

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Czułem się winny całej zaistniałej sytuacji. Kage się martwił i przejął te paskudne coś mimo, że głupek wiedział, że to mu zaszkodzi. Naprawdę tego nie chciałem...nie chciałem mu w żaden sposób ciążyć, a już pierwszego dnia mojej "służby" coś zepsułem. Brawo Shin... no po prostu brawo....nagroda najlepszej broni ląduje w twoich rękach. 
- Tylko się nie pocałujcie - Ciszę między nami, która powstała po słowach ciemnowłosego. Przechyliłem głowę bardziej na bok, by móc spojrzeć na drzwi w których wystawały ciekawe królicze łebki. Osobą, która powiedziała to zdanie, była Nami-najmłodsza z całej piątki rodzeństwa. 
- A jak to zrobi to co? - Uśmiechnąłem się wrednie zbliżając bardziej do twarzy Kage nie spuszczając jednocześnie wzroku z dzieciaków. Widziałem, jak wykrzywiają swe słodkie pyszczki w grymasie niezadowolenia i o to właśnie chodziło. Musiałem je przegonić, by nie widziały tego, co mam na sobie. Pocałowałem lekko bóstwo, by króliczki mogły to zobaczyć. Reakcja była raczej oczywista...uciekły krzycząc "Fuuuuuuj". Zaśmiałem się cicho i spojrzałem na twarz chłopaka, która znowu stała się bardziej urocza przez lekki rumieniec. 
- S...Shin to nie jest śmieszne - Oburzył się odsuwając na bezpieczną odległość. 
- Nie śmieje się z ciebie, tylko z ich reakcji - Przechyliłem głowę na bok, a zaraz się skrzywiłem czując kłucie na karku. Kolejne miejsce, gdzie to coś się pojawia? No świetnie...a bandaże mi się kończą. 
- Nie o to chodzi! Jesteś zakażony, przez to coś i jest to zaraźliwe. Musimy się jak najszybciej tego pozbyć, nim ktoś inny to złapie. - Widziałem determinacje w jego oczach. Wcześniej gadał tylko o moim zdrowiu, co tak szczerze mało mnie interesowało. Teraz odniósł się bardziej ogólnikowo, co skutkowało moją większą chęciom współpracy. Nie dbałem o własne zdrowie tak bardzo, jak o innych. 
- Hai Hai.... - Ziewnąłem zasłaniając buzię ręką. Najchętniej to bym jeszcze pospał, albo nie ruszał się z łóżka. Nie byłem w stanie dziś wykrzesać z siebie choć trochę energii na życie, co było istnym sygnałem, że coś jest ze mną nie tak. Już sam nie wiem, czy lepiej, by Kage o tym wiedział, czy ktoś z gospodarzy. 
Podniosłem się powoli i sięgnąłem po bluzę, która była powieszona na oparciu krzesła. Dobrze, że nie bawiłem się w przebieranie tylko do małej drzemki.... zmarnowałbym jeszcze więcej sił niż bym zyskał. Nałożyłem ją na ramiona i zapiąłem, a kapturem zakryłem kark, by nikt niczego nie zobaczył przez przypadek. 
-Możemy iść... - Mruknąłem spoglądając na bóstwo przeznaczenia, które chyba nieco się we mnie zapatrzyło. Aż w serduszku robi się cieplej, gdy ktoś darzy cię jakiś szczególnym uczuciem...a w szczególności jakimś miłym. 
<Kage?> 

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Od Kagehiry CD Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Obudziłem się dość późno, bo po jedenastej. Kiedy się podniosłem poczułem silny ból, a raczej silne kłucie w karku. Dotknąłem go, a wraz z tym odczułem większy ból. Zamknąłem oczy, lekko marszcząc czoło. Podniosłem się i pokierowałem kroki do łazienki. Tam ujrzałem lustro oraz małe lusterko. Wszystko ustawiłem tak, aby było widać mój kark. Jednak… Nic tam nie było… Dlaczego więc mnie tak kuło? Pokręciłem głową. Wróciłem potem do sypialni i tam się przebrałem, a swoją szyję spróbowałem zakryć włosami. Coś się tam udało, ale niewiele. Z westchnięciem poczołgałem się do czegoś, co można było nazwać kuchnią. Tam, zrobiłem zwykłą kanapkę z niczym, czytaj z serem. Po śniadaniu, jak to można tak nazwać, przeszedłem do pokoju, gdzie z sufitu zwisały czerwone nicie. Kilka z nich, wydawało z siebie cichy dźwięk dzwonków, ale każdy też miał inny… Jeden był bardziej piskliwy, inny bardziej basowy. Znalazłem wśród tej symfonii, dwa odpowiadające sobie dźwięki i te sznurki połączyłem silnym supłem. Potem, skierowałem spojrzenie na nić moją i Shinaru… To zmieniło wszystko. Może on tego nie chciał… Dlaczego to zrobiłem? Dotknąłem dłonią czoła, przyglądając się sznureczkom. Potem te cichutko zadzwoniły, a supełek rozbłysnął delikatnym światłem. Czy to znaczy, że nie zrobiłem źle? Znaczy… Czułem, że to taki odruch, ale… Pokręciłem głową, patrząc za okno. Czas się wybrać do domu rodziny mojej broni…
---
Zapukałem dość delikatnie w drzwi do domu króliczej rodziny. Otworzyła mi gospodyni, uśmiechając się i poprawiając okulary. Zawiadomiła mnie, że Shinaru śpi, więc poprosiła mnie o obudzenie go. Ukłoniłem się lekko, a królicza matka pokazała mi pokój mojego oręża. Kiedy zbliżałem się tam, poczułem ponownie okropny ból w karku. Stanąłem na środku korytarza, zamykając oczy i marszcząc czoło z bólu. Kiedy lekko ustąpiło, zapukałem cicho do pokoju Shina, a potem wszedłem do środka. Blondyn spał, co jakiś czas robiąc śmieszne miny. Wiedziałam jednak, że to nie z powodu tego, bo śniło mu się coś miłego. Zbliżyłem się do niego, kładąc dłoń na jego czole. Zimny… Wraz z dotknięciem, poczułem ponownie przeszywający ból w karku. Syknąłem, a potem zacząłem budzić Shinaru. Chłopak po chwili otworzył oczy i się podniósł, trzymając się za swój bok. Lekko zaniepokojony aurą, która od niego biła, zbliżyłem dłoń do miejsca za które się trzymał.
-P-Pokaż mi to…-szepnąłem i podniosłem lekko jego koszulkę do góry.
Ujrzałem bandaż, który był jakby zabarwiony czarną mazią. Natychmiast go odwinąłem, a wraz z tym dojrzałem okrutne… Zakażenie? Czym to było? To straszne. Dotknąłem tego delikatnie, a potem odsunąłem się, patrząc na swoją dłoń. To coś, przeniosło się na mnie. Przegryzłem wargę, a mimo tego, że się bałem postanowiłem mu pomóc. Popatrzyłem na niego.
-Kiedy się to pojawiło?-zapytałem go.
Nie odpowiedział mi. Złapałem go za policzki, a jego spojrzenie skierowałem na siebie. Czułem, że się czerwienię, ale nie mogłem teraz zrezygnować. Z determinacją popatrzyłem w jego oczy. Delikatnie pocałowałem go w nos. Potem ponownie zająłem się tą raną, przyglądając się jej. Wyglądała trochę, jak narośl Akumy. Kiedy dotykałem tego, to coś nadal przechodziło na moje ciało. Nie mogłem jednak nie pomóc dla Shinaru. Jednak chłopak pochwycił mój nadgarstek.
-N-Nie dotykaj tego… Widzisz, że się to rozprzestrzenia…-powiedział.
-Nie obchodzi mnie to. Pomogę ci za wszelką cenę.-syknąłem, czując ponownie ból w karku.-Jestem twoim bóstwem, a ty moim orężem. To moim zadaniem, było spleść nasze przeznaczenia. To moim zadaniem jest teraz, aby ci pomóc. Więc proszę, wstań i chodźmy jak najszybciej do mojej świątyni…
Patrzyłem w złote oczy z ogromnym zaangażowaniem. Nie mogłem pozwolić na to, aby mój oręż cierpiał…
<Shin? ^^>

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Chwilę zajęło mi rozszyfrowanie słów wydobywających sie z ust bożka. Zbyt bardzo się jąkał, przez co wszystkie słowa zlepiały się w jedną wielką niezrozumiałą zlepke, ale mimo to jakoś mi się udało wyłapać sens.
- Że w sensie, chodzi ci o to, czy ten pocałunek znaczył coś więcej niż zawarcie kontraktu? - Dopytam dla pewności. Wolałem nie odpowiadać na coś, co jest ważne, a ja nie mam pewności, o co chodzi. Jednak Kage ledwo zauważalnie skinął głowa, przez co miałem jeszcze więcej rozkminek.
Coś więcej...nigdy nie myślałem o tym na serio. Nawet nie wiedziałem, że tak prosta , naturalna czynność może sprawić, że obudzę swoje moce i zwiąże mnie kontraktem. Po prostu to był szybki impuls pod przewodnictwem chwili, lecz przecież mu tego nie powiem. Jeszcze go zranię, a ja będę miał poczucie winy. Musiałem jednak coś odpowiedzieć, bo cisza znów zaczynała mocno boleć.
- Wiesz...ciężko mi cokolwiek stwierdzić.... - zacząłem ostrożnie drapiąc się po karku - ... Dla mnie pocałunki są zwykłym gestem...to nic wielkiego, by to zrobić i nie wymaga dużo siły, a człowiek czasami czuje sie przez to miło — wiedziałem, że moja gadanina lekko mija sie z celem — Ale dzięki temu wyszliśmy z tego cało, ja jestem twoim orężem , bo jak stwierdziłeś jesteśmy sobie przeznaczeni. - Spróbowałem sie wymigać jakoś uśmiechem, lecz widząc nadal to speszenie pomieszane z niepewnością westchnąłem i powiedziałem wprost:
- Jeżeli chcesz bym Cię pocałował , to po prostu powiedz. Muszę przyznać że masz słodkie jak cukierki usta - uśmiechnąłem się lisio i oblizałem swoje wargi. - A ja jestem łasy na słodycze, więc jeżeli kiedykolwiek będziesz miał jakieś, to się nimi zajmę. - Dodałem z cichym śmiechem. Zniszczyłem lekko tą napiętą atmosferę. Takie są złe...nie chcemy ich.
- ..... - Policzki Kage przybrały jeszcze intensywniejszy kolor...czyżby zaraz wbije nowy level? Również coś wyszeptał, jak wtedy, gdy pytałem się co lubił. Nie dosłyszałem tego, więc jedynie zamrugałem.
- Głuchy nie jestem, ale nawet kot nie usłyszałby tak cichych kroków myszy, jak twój szept. - Palnąłem wzruszając ramionami.
- C...c...chce teraz — Nadal to było ciche, gdyż mówił to dosłownie pod nosem. Wlepił wzrok w podłogę i miętolił palcami skrawek swojej bluzki. Mimo to udało mi się go zrozumieć. Przez chwile znów trwałem w ciszy, lecz przerwałem ją cichym parsknięciem. Głupek mały.
- I co się wstydzisz? Przecież to nic strasznego - poczochrałem go zbliżając się jednocześnie. Stanąłem tuż przed nim unosząc lekko jego podbródek, by spojrzał mi w oczy. Próbował uciec spojrzeniem, lecz nie miał za bardzo gdzie, co było mi na rękę. Mogłem spokojnie zaspokajać własne potrzeby patrząc na jego uroczą buzię.
- A właśnie....nie mówiłem, że masz śliczne oczy? Heterochromii nie widuje sie na co dzień, ale twoja idealnie pasuje do ciebie — szepnąłem czule. Złoty i niebieski pięknie ze sobą współgrają, a jak jeszcze dodać ciemny odcień włosów powstaje idealna kompozycja.
Kage znów sie zająkał, lecz już nie głowiłem się z rozszyfrowywaniem tego. Ponownie na chwile krótko i delikatnie złączyłem nasze usta, zamykając jednocześnie oczy. Był to odruch, a otworzyłem je dopiero wtedy, gdy pragnąłem sie o krok. Nie chciałem przesadzać. Na to jest czas....i to sporo. W końcu nie starzeje się tu, więc jestem wiecznym dziewiętnasto latkiem, do tego raczej nie zginę w jakiś banalny sposób jak potrącenie przez kogoś, czy niebezpieczna choroba. A przynajmniej z tym ostatnim tak mi sie zdaje.
- Muszę sie zbierać. Jest już ciemno, a Shiro sie pewnie o mnie martwi — Przerwałem ciszę między nami. - Pewnie też czeka na raport z dzisiejszego dnia ... Ciekawska jest odkąd powiedziałem, że zaprzyjaźniłem się z bogiem — Dodałem z lekkim rozbawieniem. Naprawdę przypominała mi prawdziwą matkę, która troszczy się i dba o własne dzieci. Nie chciałem jej zawieść pod żadnym względem.
- Więc tak jak wczoraj. Jeśli do obiadu nie przyjdę, oznacza to, że znów będziesz musiał przeżyć sałatki z marchewką - Tyknąłem go w nos, który uroczo zmarszczył — Zrozumiano?
- T...tak — skinął ochoczo głowa. Speszenie powoli mijało , więc był to dobry znak. Nie chciałemby czuł się w mojej obecności skrępowany.
"Na do widzenia" pocałowałem go w czoło i wyszedłem ze świątyni. Był to zbyt ciężki dzień i za żadne skarby nie chciało mi sie wracać biegiem. Czułem lekki ból w boku, dokładnie w miejscu, gdzie oberwałem od Akumy. Musiałem się poobijać po prostu.
~~~*~~~
Wróciwszy do domu od razu zostałem zasypany gradem pytań. Maluchy pytały o jakieś pierdoły, jak: Czy było fajnie, jaki jest Kage, ci robiłem, kupiłem coś dla nich. Odpowiedziałem im prosto i zwięźle, by przejść do pytań od pani Shiro i jej męża. Opowiedziałem im o wycieczce na ziemię, Akumie i o tym, że w końcu obudziłem w sobie ostrze.
- Przemień się!- zawołał jeden maluch.
- Nie mogę...tylko bóstwo może mnie przyznać.
- Ściemniasz i tyle — Drugi napuszył poliki i skrzyżował łapki na piersi.
- Czy ja kiedyś was okłamałem? - burknąłem z pretensją. Co za niewdzięczne brzdące no.
- A przypomnieć ci dzień, w którym przyłapaliśmy cie na .... - Zatkałem mu buzie ręka.
- Nie moja wina, że siedzieliście później przy tej sałacie 3 godziny, zanim Usagi powiedział wam, że ona nie zaśpiewa. - Usprawiedliwiłem się jakoś. Niby kochałem śpiewać, lecz miałem pewne obawy, że zaczną mnie jeszcze bardziej męczyć niż zazwyczaj. A moje gardło ma niestety limity.
- Dzieciaki. Dajcie Shinaru odpocząć. Miał ciężki dzień- Wtrącił się starszy królik, pijąc herbatę. Byłem mu za to wdzięczny więc udałem się do swojego pokoju.
Niepokoiło mnie tylko jedno. Ból w boku nie ustawał mimo okładu, który sobie zrobiłem zaraz po wyjściu z łazienki. Miałem tylko nadzieję, że niczego mi nie połamał.
~~~*~~~
Następnego ranka nie mogłem się zwlec z łóżka i dopiero o 10 postanowili mnie tak porządnie obudzić. Rodzeństwo zaczęło po mnie skakać domagając się zabawy, lecz ja kompletnie nie miałem sił. Do tego, jak któryś nadepnął mnie na bolące miejsce myślałem że ponownie umieram. Było jeszcze gorzej. Widząc mój stan postanowili się wycofać, a ja przyjrzałem się kontuzji. Moja skóra miała parę fioletowo-czarnych plamek, których wczoraj nie było. Mało mi się to podobało, lecz skończyło się na kolejnym zimnym opatrunku i bandażu. Wolałem nikomu na razie o tym nie mówić, by ich nie martwić. Może samo przejdzie. Miałem jedynie nie fart, że znów musiałem przerzucać siano co z tym było czystą katorgą. Ból był nieznośny, a ja za wszelką cenę próbowałem do ukryć. Rodzina widziała bandaż, gdy w końcu zdjąłem bluzę, bo było mi już za gorąco. Pytali, co się stało, lecz powiedziałem, że to tylko lekkie stłuczenie. Pozwolili mi wrócić do domu i nie nadwyrężać się nie potrzebnie, gdyż mogę jeszcze pogorszyć swój stan. Nie wykłócałem się z nimi, wiec po prostu wróciłem do swojego pokoju, gdzie znów położyłem się i zasnąłem.
<Kage? Nu nu...przez ciebie coś go dopadło>