Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Żuraw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Papierowy Żuraw. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2019

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Obserwowanie ludzi w takich warunkach zapewne,...nie były zbyt zgodne z jakimiś zasadami moralnymi. W końcu....to była ich prywatna sprawa, czynności i na pewno nie chcieli by ktokolwiek ich widział w takim namiętnym akcie. Nie mówiłem jednak nic Niyumi wiedząc, że chciała dobrze... a przez doświadczenie, bądź widok czegoś ja najlepiej się uczę. I Ona dobrze to wiedziała, jednak... to chyba było nieco za wiele patrząc po jej gwałtownej reakcji. Czym prędzej złapałem ją na ręce otulając przydługimi rękawami, by nie spotkała się z twardą ziemią. Jej policzki osiągnęły chyba nowy poziom osiągania rumieńców na policzkach, gdyż teraz przypominały dorodnego pomidora w samym środku sezonu na zbiory.
- Nic ci nie jest? - Przechyliłem głowę na bok uważnie ją obserwując.  Białowłosa jednak schowała się w swoich małych rączkach chcąc ukryć całe swoje zakłopotanie obecną sytuacją. Była po prostu rozkoszna... nawet zapomniałem w jakiej złej sytuacji się znaleźliśmy. Co ze mnie za patron, by pozwalać chowańcowi na takie złe rzeczy. - Powinienem cię chyba ukarać za takie rzeczy, wiesz? Bo to mogło się źle skończyć - Delikatnie uśmiechnąłem się kątem ust patrząc jak rozchyla paluszki, by z po wątpieniem spojrzeć na mnie.
- U-ukarać...? - Pisnęła, kładąc natychmiast uszy po sobie. - A-ale czemu ukarać...? Jak ukarać...? Nie karz mnie, Yuki... Kiyuki-sama, przecież ja.... ja nie.... - Skuliła się jeszcze bardziej w moich ramionach  ukrywając się na dodatek za puchatym ogonem. To był znak, że przydałoby się wrócić do świątyni, by wszystkie emocje opadły. Pokręciłem więc głową obracając się na pięcie zostawiając tamta parkę w tamtej romantycznej scenerii. Wolałem, by jednak przez przypadek nas nie dostrzegli...nawet jeżeli szybko by o tym zapomnieli.
Opuściliśmy teren tamtego osiedla niezauważeni i wkroczyliśmy do parku. Był późny wieczór, więc szczerze nie spodziewałem się jakiegokolwiek ruchu na kamiennych ścieżkach...a jednak znaleźli się i tacy, którzy postanowili zrobić sobie spacer, czy chociaż pobiegać samemu lub ze swoim psim pupilem. Wśród tych ludzi znalazło się też parę par, i przy połowie znajdowała się jakaś akuma. Niestety... nie mogłem nic z tym zrobić. Te osoby nie modliły się, miały pełną świadomość, że robią źle.... dlatego nie musiałem się w to wtrącać nawet jeżeli nie było to sprawiedliwe względem oszukiwanej osoby.
- Nie masz ochoty na czegoś słodkiego póki tu jesteśmy? - Zapytałem chcąc nieco rozluźnić tą krępującą atmosferę. Kiedy ostatnio byliśmy na ziemi w takich luźnych sprawach? Nawet już tego nie pamiętałem... zawsze chodziło o jakąś sprawę, albo inną poważną rzecz. Widząc, że nieco zainteresowałem Niyumi uśmiechnąłem się lekko trącając nosem jej czoło schowane za śnieżnobiałą grzywką. - Możemy zabrać do świątyni trochę szarlotki z tej cukierni na rogu jeżeli chcesz. W końcu ostatnio nie mieliśmy czasu by cokolwiek upiec... a raczej by mnie wpuścić do kuchni bym się w końcu nauczył piec ciasta.
- A...Ale wszystko jest już zamknięte Yuki... jest niedziela - Poruszyła lekko uszkami spoglądając w stronę pozamykanych na cztery spusty sklepów. No tak... ciągle miałem problem z biegiem czasu. Myliły mi się dni, ale chociaż miesiące wciąż podawałem dobre. Tak to było, jak nie miałem stałej pracy wymagającej pilnowanie takich drobnostek związanych z kalendarzem.
- W takim wypadku jutro z rana pójdę po składniki i coś dla ciebie upiekę - Uśmiechnąłem się niewinnie skręcając w stronę jednej z ciemnych uliczek, gdzie znajdowało się dość popularne w tych okolicach przejście do wymiaru Kami. Znaleźliśmy się na granicy centralnej części miasta , więc pozostało nam do przejścia jeszcze kawałek drogi do świątyni i mogliśmy odpocząć.
---*---
Tak jak powiedziałem poprzedniego wieczoru. Już o świcie wymknąłem się po cichu ze świątyni i poszedłem na targ, gdzie udało mi się dostać wszystkie potrzebne przedmioty do robienia szarlotki w tym świeże jabłka od sąsiedniego farmera. Od jednej sprzedawczyni dostałem również karteczkę z dokładnymi czynnościami, które należy zrobić, gdyż dobrze wiedziała, że jestem zielony w takich sprawach.
Byłem dobrych myśli.
Udało mi się przebrnąć przez pierwsze kroki bez żadnych skaleczeń.
Jednak musiało coś pójść nie tak przez co po świątyni rozniósł się dość nieprzyjemny zapach spalenizny.

<Niyuś?>

661 słów xvx

środa, 26 września 2018

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


     Ugh, dlaczego on musiał znowu wracać do tego tematu? Nie mógł sobie po prostu darować? Kochałam go, ale ta jego niewiedza o takich tematach była okropnie zawstydzająca. Jak miałam niby wytłumaczyć takie rzeczy? Znaczy... Może gdyby to był ktoś inny, kto mnie tak bardzo nie onieśmielał w takich momentach. Ktoś na kim nie zależałoby mi aż tak bardzo, żeby nie chcieć urazić czy zrazić go do siebie obojętnym mówieniem o tak ważnych dla miłości rzeczach.
     Otarłam się policzkiem o szatę patrona, jakbym chciała w ten sposób zetrzeć z policzków te problematyczne rumieńce. Zdrajcy i nic więcej.
 - Powinniśmy chyba najpierw poinformować Aorine... - Odezwałam się w końcu, odsuwając nieco od niego. Oczywiście była to tylko wymówka, by jak najszybciej wycofać się z tej niezręcznej dla mnie sytuacji. Czarnowłosy jedynie skinął głową i odstawił mnie na podłogę. Uśmiechnęłam się do nieco nieco zakłopotana i czmychnęłam czym prędzej poza mury świątyni. Nogi już automatycznie poniosły mnie w stronę budynku zamieszkiwanego przez bóstwo Nadziei.
   Nogi samy poniosły mnie w tamtą stronę, więc nawet nie myślałam nad tym gdzie idę. W co ja się w ogóle wpakowałam?! W romans z patronem... I to w dodatku swoim własnym... Jakbym nigdy w życiu nie czytała książek o takiej zakazanej miłości i nie wiedziała, że takie rzeczy nie mają prawa dobrze się skończyć. Ugh, nawet pierwszy lepszy przykład! Romeo i Julia. Oni nawet zginęli za tą swoją zakazaną miłość. Tylko... No tak, my już zginąć nie mogliśmy. Znaczy, u nas śmierć była bardziej skomplikowana niż wypicie jakiejś trucizny.
   Zastrzygłam uszami, zatrzymując się nagle. Dziecięce śmiechy? O nie... Nie, nie, nie, nie. Zbliżyłam się do miasta, a po tym wszystkim naprawdę nie powinnam tam wchodzić. Zresztą... Obawiałam się ich reakcji. Podkuliłam ogon i zmieniłam trasę na tę bardziej okrężną, która omijała miasto szerokim łukiem. Tam.. Po prostu czułam się bezpieczniej.
   Mimo nadrobionych kroków pod drzwiami świątyni znalazłam się niedługo potem. Wiedziałam, że Ao otworzy mi niechętnie, co zresztą pokazała jego mimika, kiedy tylko mnie zobaczył. Ale czy on kiedykolwiek zareagował na mnie w jakikolwiek pozytywny sposób? Powinnam się już chyba przyzwyczaić do niego. Opowiedziałam mu po krótce o ostatnich wydarzeniach i tym, że Kiyuki wrócił do siebie. Po krótce, bo bóstwo nie kwapiło się, by zapraszać mnie do środka i rozmawialiśmy przez próg. Widziałam zresztą z tyłu jego broń, która stała w miejscu i nasłuchiwała rozmowy. Z tego co się orientowałam, to był teraz niewidomy, więc tym bardziej nie chciałabym zakłócać mu aury spokoju. Na koniec zapytałam jeszcze Nadzieję o wiedzę na temat miłości.
 - Nie wiem nic na temat miłości ani bliskości. - Odparł krótko, a w tle za nim dostrzegłam jakiś nieznaczny ruch. Jednak kiedy tam spojrzałam, dostrzegłam tylko Ashera, wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Więc co zwróciło moją uwagę?
   Podziękowałam mu, pożegnałam się i biegiem pod postacią lisa wróciłam do swojego domu. W końcu, świątynia ponownie była moim domem.

~*~

     Jeszcze tego samego dnia zeszliśmy na ziemię. Stwierdziłam, że jeśli mam go czegoś nauczyć, coś wytłumaczyć, to powinien najpierw zobaczyć to na własne oczy. Czarnowłosy był bardzo chętny na taką zapoznawczą wycieczkę, co właściwie nie powinno mnie dziwić. W końcu od dnia, w którym się poznaliśmy widziałam, że był ciekawski, ale to... To był inny rodzaj ciekawości, miał inne podłoże. Nie potrafiłam wyjaśnić samej sobie skąd to wiem i co to za podłoże, ale wiedziałam, że tak jest.
   Byliśmy w dużym mieście sąsiadującym z tym, w którym mieszkałam za życia. Nie potrafiłam jeszcze tam wrócić i odwiedzić tych pechowych uliczek i przeklętego mostu. Więc po prostu kręciliśmy się po tym większym mieście, odwiedzając co bardziej zapadłe mi w pamięć miejsca, z którymi w jakikolwiek sposób kojarzyła mi się miłość. Jak się potem okazało były to przede wszystkim miejsca, gdzie spotykały się młode pary zakochanych. I to tak naprawdę młode, bo chodzili do szkoły średniej, tak oceniając na oko.
   Kiyuki miał okazje przyglądać się temu jak pary chodzą wspólnie na spacery, trzymają się za ręce, obdarzają buziakami, pocałunkami oraz czułymi słówkami. Czułam się dość nieswojo kręcąc się tam z osobą, którą kochałam u boku. Tym bardziej, że w porównaniu do tych wszystkich młodych przypominaliśmy raczej zupełnie losowych ludzi, którzy szli obok siebie.
   W końcu udało mi się wypatrzeć swój cel, jakim było... No cóż, odsłonięte okno do czyjejś sypialni. Podglądanie nie było może zbyt kulturalne, ale nie wyobrażałam sobie puszczania filmów Yuki'emu z takimi scenami. Naprawdę to podglądanie było w dobrej wierze! W wierze edukacyjnej...
   Przysiadłam na niskiej gałęzi pobliskiego drzewa, a złotooki oparł się o pień tuż obok mnie. Nie pytał co tu robimy, bo nawet nie miał na to czasu. Młode małżeństwo z obserwowanego przez nas domku miało perfekcyjne wyczucie czasu, gdyż tuż po nas pojawili się w swojej sypialni. Nie musiałam być tam z nimi w środku, żeby wiedzieć, iż spędzili miłą kolację, czy tam obiad, w towarzystwie jakiegoś wina. Czerwone policzki kobiety zdradzały to perfekcyjnie. Mężczyzna przyparł żonę do ściany i zaczął ją namiętnie całować najpierw w usta, a potem coraz niżej i niżej.
   Zerknęłam ciekawsko kątek oka na mężczyznę obok i przysięgam, że obserwował to tak uważnie, że gdybym tylko wsadziła mu w ręce długopis i kartkę, robiłby notatki. Uśmiechnęłam się pod nosem naprawdę rozbawiona tym widokiem i wróciłam do małżeństwa, które półnagie leżało już na łóżku. W tym momencie do głowy przyszła mi nieciekawa myśl.
 - Am... - Nie wiedziałam jak zacząć. Nie byłam nawet pewna, czy zwróci na mnie uwagę, czy jednak był zbyt pochłoniętymi obserwowaniem. - Wiesz, czemu cię tu zabrałam? - Postanowiłam na razie sprawdzić, czy w ogóle zareaguje na mój głos. Zareagował.
 - Chciałaś mi chyba pokazać jak na ziemi okazuje się uczucia. - Nawet na mnie spojrzał, przechylając ciekawsko głowę na bok. Skinęłam głową, zerkając na szybko w okno.
 - Tak. Właściwie to tak. Tylko... - Podrapałam sie z zakłopotaniem za uchem. - Nie chciałabym, żebyś to źle zrozumiał...
 - Da się to źle zrozumieć? - Chyba chwilowo zainteresowałam go bardziej niż to co działo się za oknem.
 - Mógłbyś zawsze pomyśleć, że ja tego od ciebie oczekuję.... Lub... Coś... Podobnego... - Ostatnie słowo wypowiedziałam niemal szeptem. Naprawdę nie chciałabym, żeby tak to zrozumiał. Znaczy racja, naprawdę bym się uradowała, gdyby do czegoś takiego doszło, ale w życiu ani nawet po nim nie chciałabym go do tego zmuszać.
 - Ufam ci, więc wiem, że nic takiego nie będziesz chciała. - Uśmiechnął się delikatnie, kręcąc głową. Ta-takiego? 
 - Czyli uważasz, że to co robią ci lu.... Lu... Ludzie?! - Wrzasnęłam, tracąc zupełnie równowagę na niewielkiej gałęzi. Nigdy bym się nie spodziewała zobaczyć tam kobiety z głową między udami mężczyzny! T-t-to nie to Kiyuki miał zobaczyć! Po co ja go w ogóle tu ściągnęłam?! Żeby oglądał co... Jak jacyś zupełnie nam obcy ludzie uprawiają....? Co ja sobie w ogóle myślałam.......

<Kiyuki? To teraz ratuj Niyu z tej sytuacji XD>
Liczba słów: 1100

wtorek, 10 lipca 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"



W otaczającej mnie ciemności dostrzegłem drobną iskierkę... jakby promyk słońca na końcu długie tunelu, który rzekomo nie miał mieć wyjścia. Mogłem jedynie się domyślić, że podczas snu Kuroki ponownie bez żadnego problemu przejął nade mną władzę. Ciężko było go przezwyciężyć... zbyt długo zbierał siły czekając na tą jedną małą chwilkę mojego zwątpienia. Jak ją znalazł uderzył z pełną siła i mocą. Światełko z każdą chwilą jednak narastało rozpraszając cały mrok wokół mnie. Wcześniej nie mogłem niczego dostrzec, a teraz z łatwością mogłem stwierdzić, że wciąż wyglądam jak Yang... tylko czemu ? W końcu nie jestem prowadzącym...jestem we własnej podświadomości, gdzie powinienem być sobą. Spojrzałem na swoje ręce, które zacisnęły się lekko w pięść. Mimo wcześniejszej radości zaczynałem mieć lekkie obawy.

A co jeśli znalazł sposób na pozbycie się mnie?

Znów czerpał przyjemność z cierpienia najważniejszej osoby w mim życiu?

Ponownie ją zranił? 

Tsurumaru Kuninaga | 在原業平 Touken RanbuPrzeniosłem wzrok z powrotem na światło, które coraz bardziej się do mnie zbliżało, aż w końcu mnie minęło. Wtedy wszystko zrozumiałem. To nie moja podświadomość, a serce - miejsce w krórym nasze dusze od zawsze ze sobą walczyły. Cień zniknął z niego przez nowe źródło mojej nadziei.. dzięki mojemu małemu promykowi, który kocha jabłka i pieszczoty. Zaśmiałem się cicho pod nosem przywołując na moje usta delikatny uśmiech. Moja szata powoli zaczęła się rozjaśniać zastępując ponurą czerń na czysta jak śnieg biel. Były to w końcu moje kolory... tego dobrego mnie, który racjonalnie zajmuję się Sprawiedliwością. Nie bez powodu przecież zostałem powołany przez samego ojca Patronem Sprawiedliwości. Biel spowiła całe moje ciało, prócz katany, która wisiała u mego boku. Ostrożnie wysunąłem ją z pochwy, by następnie bez chwili zastanowienia wbić ją w ziemię i po prostu odejść. Nie miałem zamiaru po nią wracać... w niej był cały mój żal i gniew, który pozostał po tamtej noc, gdy prawie zostałem zabity. Nie było tego za wiele... nigdy nie było tego więcej... tak było od samego początku. Po prostu Kuroki'emu tylko tyle wystarczyło, by powstać, więc zostawiłem ją w spokoju na dnie serca, skąd za szybko nie powróci. 


~~~*~~~

Delikatnie rozchyliłem powieki widząc przed sobą delikatną, dziecięcą twarzyczkę. Była blisko.... tak blisko, że dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że jej drobne usta trzymają mnie w pocałunku, tak samo jej rączki zaciskały się na krawędzi mojej wciąż czarnej szaty. Żałowałem lekko, że nie zniknie ona od tak, tak samo pewnie jak czarne jak smoła włosy. Przynajmniej oczy powinny wrócić do swojego naturalnego złotego odcieniu...i to w sumie najbardziej mnie cieszyło. Lisiczka delikatnie zwiększyła odległość między naszymi twarzami na co uśmiechnąłem się delikatnie przekazując jej moje szczęście. 
- Mój promyczku... właśnie mnie wyprowadziłaś z mroku - Szepnąłem zgarniając kosmyk jej włosów z oczu. Musiała nie dawni wstać sądząc po jej porannym wyglądzie... czyli Kuroki nie mógł na wiele namieszać. 
- Kiyuki-sama - Szepnęła, gdy pewnie zdała sobie sprawę, że udało jej się pokonać Yang'a. Było to proste... wbrew pozorom oczywiście. W końcu był moim kompletnym przeciwieństwem, więc nie potrafił sobie poradzić  z uczuciami, tak jak ja z użyciem siły na najbliższych. To były nasze najsłabsze punkty o których wypadałoby pamiętać. - J..ja tak bardzo przepraszam Kiyuki-sama. Przepraszam najbardziej na świecie... Przepraszam - Złote oczy Niyumi delikatne się zeszkliły rozczulając moje serce do granic możliwości. Nie mogłem patrzeć jak płacze, a tym bardziej z mojego powodu. Na dodatek w chwili gdy schowała swoją buzię w mojej szacie nadal szepcząc ciche przeprosiny nie mogłem wcale się an nią gniewać. Może mnie w to wciągnęła, ale również uratowała. Wziąłem ją delikatnie na ręce pozwalając, by wtuliła się we mnie chowając jednocześnie zapłakane oczy w ramieniu. Nie mogłem nic powiedzieć... mogłem jednie czekać, aż jej przejdzie. Słowa w takich chwilach nic by nie dały, więc nie rzucałem ich an wiatr. Mogły nawet zaszkodzić zamiast wspomóc lisiczkę.   

~~~*~~~

Minęło trochę czasu, zanim Niyumi okiełznała szalejące emocje. Wytłumaczyłem jej wtedy wszystko co wiedziałem: Że pokonała go, że mam w sobie dwie dusze ze względu na to, że postrzegane są dwa rodzaje sprawiedliwości...nigdy w końcu nie ma tej pewnej i jasnej. Zawsze znajdzie się przypadek, gdzie zostanie ona źle wymierzona i niewinni ponoszą za to odpowiedzialność. Białowłosa słuchała mnie uważnie siedząc na moich kolanach bawiąc się jednocześnie dłuższym kosmykiem moich włosów. Tak jak podejrzewałem... były czarne i będą , póki nie zaczną rosnąć. Będę chyb przez jakiś czas skazany an odrosty, lub po prostu je jakoś wybielę. Nieco głupio mi było wychodzić w tym stanie do Youkai, którzy znali mnie z czystej bieli. 
- Czyli... -zacząłem ostrożnie temat po ciszy jaka zapadła po moich tłumaczeniach. - Skoro dwóch ludzi darzy siebie silnym uczuciem, to uznaje się ich za ...em...parę? - Przechyliłem lekko głowę na bok patrząc na moją towarzyszkę. Jej uszka automatycznie przyklapły, a buzia bardziej wtuliła się w moje ciało. Tak... z łatwością mogłem to odczytać, jako "czemu ty znów pytasz mnie o takie zawstydzające rzeczy" . Znów rozczulała mnie w ten swój uroczy sposób, który nie oddałbym za żadne skarby wszystkich znanych mi światów. 

<Niyu? Wracamy do normalności > 

823 słowa

środa, 27 czerwca 2018

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Wtuliłam się w niego jeszcze mocniej, chowając twarz w szyi bóstwa. Dlaczego on musiał poruszyć taki zawstydzający temat? I to akurat teraz? Choć nie byłam pewna, czy jakakolwiek inna chwila byłaby mniej niezręczna i krępująca. W końcu to temat zbliżeń między ludźmi, więc... Z drugiej strony gdzieś z tyłu głowy miałam tą świadomość, że kiedyś padnie takie pytanie, szczególnie jeśli nasza relacja nadal będzie podążała w tą stronę. I choć bałam się, że nie będę umiała tego poprawnie wytłumaczyć, nie potrafiłam, a nawet nie chciałam w żaden sposób tego zmieniać. 
   Zażądałam, żeby odstawił mnie na ziemię, bo dobrze wiedziałam, że oboje jesteśmy wyczerpani ostatnimi wydarzeniami, które nas spotkały. Ostatnia potyczka z akumami, rozwiązanie paktu, Kuroki... To wszystko naprawdę nas zmęczyło. Ale nie w sensie fizycznym, choć tak także byliśmy osłabieni. Chodziło o zmęczenie, którego sen nie mógł zniwelować. Zmęczenie, które dotyczyło życia. 
   Ciepła ręka, która wylądowała na mojej głowie w jednej chwili odgoniła ode mnie wszystkie te myśli, które nie były zbyt przyjemnie. Spojrzałam w górę i uśmiechnęłam się, widząc łagodny wyraz twarzy czarnowłosego. Trochę gryzło się to z czerwonymi tęczówkami, które na mnie spoglądały z góry, jednak świadomość, że za nimi stoi Kiyuki a nie Kuroki, rekompensowała to. Zamachałam lekko ogonem zadowolona i w tym samym momencie w mojej głowie pojawiła się jedno ważne pytanie. Rzecz, od której zaczęło się wszystko sypać; przyczyna całego tego zamieszania, nieporozumienia i ostatecznej katastrofy. Która minęła nas o włos? A może właśnie nie...?
 - Kiyuki...? - Zaczęłam, odsuwając się o krok od boga, by widzieć go całego, a nie tylko jego twarz. Przechylił lekko głowę w bok, nie zmieniając mimiki i uważniej mi się przyjrzał. - Nie chcę, żeby to się powtórzyło... To wszystko zaczęło się od tego, że ukryliśmy przed sobą pewne fakty i dlatego... - Owinęłam ogon wokół prawego uda. A co jeśli się nie zgodzi? Jeśli mnie wyśmieje? Wzięłam głębszy wdech  - Dlatego chciałabym, żebyśmy sobie obiecali, że od teraz będziemy sobie mówić o wszystkim... O tym co naprawdę ważne i o błahostkach też... 
 - Byłoby to dobre rozwiązanie. Nie mam nic przeciwko temu - Uśmiechnął się delikatnie patrząc na mnie z wyraźnym uczuciem i zaufaniem. Po chwili jednak wyciągnął dłoń w moją stronę z wyciągniętym małym palcem - Tak się chyba składa obietnice, prawda? - Przechylił głowę zaciekawiony na bok, jakby nie był do końca pewien swoich słów. 

 - Hai. - Skinęłam głową i również uniosłam dłoń z wyprostowanym małym paluszkiem. Przysunął rękę jeszcze bardziej w moją stronę, tak byśmy mogli uścisnąć się wzajemnie i w ten sposób złożyć obietnicę. 

   Niby niewinny gest, a jednak dzięki niemu poczułam się odrobinę pewniej, jeśli chodzi o przyszłość. Los mógł nam spłatać różne figle, wrzucić nas na zupełnie odmienne tory, ale skoro obiecaliśmy sobie mówić o wszystkim, to nawet jeśli spotkałoby nas coś złego, będziemy mieli siebie nawzajem. Obok będzie stała osoba, na której możemy bezgranicznie polegać, która zawsze złapie nas nim zupełnie upadniemy. 
   Uśmiechnęłam się szerzej i skinęłam głową, machając ogonem za plecami. Uszy wróciły do swojego pierwotnego stanu, przynajmniej do momentu, w którym Kiyuki ponownie mnie nie pogłaskał, przygniatając je nieco. 

~*~

   Światło księżyca wpadało do pomieszczenia przez uchylone okno, rozpraszając ciemność jaka w nim zapanowała po zajściu słońca. Oboje ze Sprawiedliwością leżeliśmy na posłaniu, na wpół przykryci i rozmawialiśmy po cichu, tak jakby każdy głośniejszy dźwięk mógł obudzić jakieś straszne potwory czyhające w ciemnych zakamarkach. Przez większość czasu śmialiśmy się, tak jakby ostatnie wydarzenia w ogóle nie miały miejsca, a z naszą dwójką wszystko było w jak najlepszym porządku, a jednak najlepszym porządku. Ale gdyby się lepiej przysłuchać naszym głosom, to dało się w nich wyczuć tą niepewność, to oczekiwanie na powrót Kuroki'ego, który przecież kiedyś musiał nastąpić i było to bardziej niż pewne. 
   Leżałam na boku z jedną ręką spoczywającą na otulonej bandażami klatce piersiowej bóstwa. Co chwila zaczepiałam delikatnie o sterczącą krawędź materiału, kiedy gładziłam jego skórę, przysłuchując się zmyślonej historii o żurawiach i małym chłopcu, który chciał latać jak one. Od czego właściwie zaczęła się ta opowieść? Jak temat zszedł na nią, przecież zaczynaliśmy od tematu jabłek, które schowane w skrzynkach nadal stały w jednym z pokoi. Rozmowy to jednak część świata, która nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. 
   W momencie kiedy w opowieści Yuki'ego pojawił sie motyw zamarzającej wody, coś sobie uświadomiłam. Jeden mało istotny fakt, który umknął mojej uwadze pośród całej tej radości z odzyskania mojego bóstwa. Uniosłam się nieco na posłaniu i uważnie przyjrzałam własnej dłoni, która jeszcze ułamek sekundy temu pieściła ciało czarnowłosego. Ostrożnie zgięłam wszystkie palce po kolei, sprawdzając czy w ogóle mogę nimi ruszać. Mogłam, a co lepsze - nie bolało mnie to ani trochę. A przecież jeszcze wczoraj były zupełnie zmrożone... 
 - Niyumi? - Dopiero za trzecim razem mężczyźnie udało się zwrócić na siebie moją uwagę. Przesunęłam zdziwione spojrzenie szeroko otwartych oczu na niego, mrugając kilkukrotnie. Dopiero po chwili zrozumiałam, że zupełnie olałam jego i jego historię, przez co położyłam uszy po sobie. 
 - Sumimasen... - Mruknęłam, różowiejąc lekko na policzkach. 
 - Coś się stało? - Przechylił głowę na bok, co sprawiło, że pasmo ciemnych włosów zsunęło mu się na oczy. Zaśmiałam się cicho i sięgnęłam dłonią w górę, by je odgarnąć. 
 - Moje ciało wraca do normy. - Uśmiechnęłam się łagodnie, co szybko zostało odwzajemnione, po czym Sprawiedliwość przeniosła spojrzenie czerwonych tęczówek na moją dłoń. Złapał ją delikatnie i obniżył na wysokość własnych ust, które po chwili musnęły moją skórę. Przełknęłam ślinę nieco nerwowo, uważnie obserwując poczynania bóstwa, który chyba nie do końca zdawał sobie sprawę ze znaczenia takich gestów. A może jednak...?
 - Nie do końca rozumiem to wszystko. - Zaczął, a ja zaciekawiona zastrzygłam uszami. - Moje myśli, to co ludzie robią w takich sytuacjach... Ale cieszę się, że jesteś cała. 
   Przez chwilę patrzyłam na niego, nie do końca rozumiejąc skąd mu sie wzięły nagle takie przemyślenia, ale ostatecznie odpuściłam. W końcu to był Kiyuki, a to tłumaczyło się samo przez się. Posłałam mu promienny uśmiech, uderzając lekko ogonem w podłogę za sobą i skinęłam głową, dając mu znak, że rozumiem. 

~*~

   Tuż po przebudzeniu puste miejsce obok mnie powiedziało mi, że coś jest nie tak. Oczywiście, bo gdyby było dobrze dłużej niż kilka godzin, to byłoby święto, co? Potrząsnęłam głową, odpędzając resztki snu i wygrzebałam się z ciepłej pościeli, pozwalając, by poranne powietrze schłodzone dodatkowo całonocnym wietrzeniem otuliło nagie części mojego ciała. Ubrałam pierwszą koszulkę, jaką miałam pod ręką i na palcach opuściłam swój pokój, czujnie rozglądając się po całej świątyni. 
   Prawdopodobieństwo, że Kiyuki wstał wcześniej było spore, ale w takim wypadku słyszałabym go gdzieś w budynku, a panowała kompletna cisza. I właśnie ta cisza martwiła mnie najbardziej. Dobrze wiedziałam kto lubił ciszę i wcale mi się to nie podobało. Kierowana jakimś dziwnym przeczuciem ruszyłam do kuchni, zaciskając palce na guziczkach od białej koszuli, którą miałam na sobie. Nie chciałam, bardzo nie chciałam, żeby moje obawy się ziściły. 
   Ale sam widok pozy w jakiej siedział mężczyzna rozwiał niemal całą moją nadzieję. Stałam w przejściu, a ciemna postać siedziała do mnie plecami, choć z pewnością wiedziała o mojej obecności. Mimo to raczej zamierzał obdarzyć mnie jakimkolwiek spojrzeniem, dlatego, by spopielić już absolutnie wszystkie resztki nadziei, zapytałam. 
 - Kiyuki...? - Oczywiście moje słowa zostały zupełnie olane, a Kuroki jedynie ziewnął, jakby miniona noc wcale nie pozwoliła mu sie wyspać. 
   Wzięłam głęboki wdech, zaciskając dłonie w pieści. Nie mogłam odpuścić, musiałam coś zrobić. Coś co zwróciłoby uwagę czarnego bóstwa na moją osobę, żebym mogła powiedzieć cokolwiek co do niego naprawdę dotrze i odzyskać Yuki'ego już na stałe. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem i zbliżyłam do mężczyzny, przytulając się do jego pleców. Reakcja w postaci warknięcia była natychmiastowa, a mordercze spojrzenie, którym mnie obdarzył, mogłoby ściąć z nóg. 
 - Kuroki, jesteś częścią Kiyuki'ego. - Powiedziałam, przytulając się do niego jeszcze mocniej. - Żadne z was nie istnieje bez drugiego, jesteście jednością... - Odsunęłam się od niego i stanęłam tuż przed nim, przysłaniając widok na okno, co niezbyt się spodobało mojemu słuchaczowi. Uniosłam głowę wyżej i popatrzyłam wprost na niego z determinacją w oczach. - Więc skoro kocham Kiyuki'ego... To ciebie także, Kuroki. - Nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować lub może raczej właśnie nie zareagować na moje słowa, pochyliłam się w jego stronę i złączyłam nasze usta w pocałunku. Jednocześnie spięłam niektóre z mięśni, gotowa na przyjęcie ciosu ze strony czarnowłosego. 

<Yukiś?>
Słów 1368

piątek, 8 czerwca 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Jej słodki głos oraz ciepło, gdy zbliżyłem się na ten kawałek...to były rzeczy, które najbardziej w takich chwilach potrzebowałem. Po tym wszystkim co wyrządził jej Kuroki, podczas gdy ja... no cóż. Mogłem jedynie patrzeć na to. Tyle bólu jej tym zadałem... głównie przez to, że nie powiedziałem jej o moim drugim obliczu, czy o oznakach jakie ukazywały się przed jego pojawieniem się. Sny , dziwne wizje... powoli zmieniający się charakter. Czułem się po prostu winny tego wszystkiego. Przytuliłem jej drobne ciało do siebie chcąc dać jej do zrozumienia, że tak naprawdę nie mam jej niczego za złe. W sumie... może i lepiej, że to wszystko tak się potoczyło? Mogliśmy poznać się lepiej, a na dodatek.... teraz nie mamy przed sobą żądnych sekretów.
- Proszę... nie obwiniaj się za to... oboje jesteśmy tak samo winni - Szepnąłem cicho do jej uszka, gdy jej delikatne dłonie oparły się o moją klatkę piersiową. Były ciepłe... przyjemnie ciepłe.
- Ale ... Kiyuki ... gdyby nie ja....
- Shh..... - Uciszyłem ją, by nie kończyła tego zdania. - Jestem bóstwem twoim. Biorę odpowiedzialność za twoje zachowanie, nawet.... jeżeli nie było związane ze mną. Rozumiesz? Nawet jeżeli Kuroki zerwał pakt... to będę go odnawiał, aż w końcu się podda, lub zniknie. - W tej samej chwili znów delikatnie złączyłem nasze usta.. jakbym chciał tym potwierdzić wcześniej rzucone słowa. Rozumiałem, że Kuroki patrzy teraz głownie na swoje bezpieczeństwo i będzie likwidował ze swojego otoczenia każde zagrożenie, lecz jeżeli nie jest głupi to w końcu zauważy, że Niyumi ma czyste jak łza serce. W końcu nie bez powodu dostała ofertę dostania się tutaj....a każdy człowiek popełnia błędy na których się uczy. To nie rozłączna część życia nawet, jeżeli ono się już skończyło.
- Zwalczymy Kuroki'ego razem... tak by nie pokazywał się już nigdy. A ja będę zawsze przy tobie, tak jak ty będziesz zawsze o mego boku... co ty na to? - Uśmiechnąłem się delikatnie jak zawsze. Fakt, ze teraz mogło to inaczej wyglądać, lecz nie to się liczy. Liczy się sam gest. Lisiczka na moje słowa skinęła ochoczo główką, a w jej oczach pojawiły się łzy. Takiej odpowiedzi się spodziewałem. Jeszcze raz obdarowałem chowańca lekką buziakiem w czoło wywołując na jej policzkach leciutki rumieniec który tak kochałem.
 Zaśmiałem się cicho i posadziłem białowłosą na blacie , bym nie musiał się cały czas schylać. Wzrost czasami był wyjątkowo denerwujący w szczególności, gdy druga osoba sięga ci do klatki piersiowej. Przeniosłem dłoń na jej policzek gładząc go delikatnie. Jej reakcją było wtulenie się w nią kładąc po sobie uszka z uroczym uśmiechem. Wydawała również z siebie ciche mruczenie, które wywołały u mnie szybsze bicie serca. Urocza ... Tylko to określenie przychodziło mi do głowy tak samoistnie. Gdybym chciał mógłbym znaleźć jeszcze parę idealnych określeń, choć teraz... liczyła się po prostu ona przede mną.
Ponownie zbliżyłem się do niej delikatnie muskając jej mięciutkie wargi. Czasami miałem wrażenie, że smakują one malinami... nie jabłkami które uwielbiała. Bliżej było to do słodkiego , różowego owocu niż czerwonej kulki. Może dzięki temu ja znajdę swój ulubiony przysmak? Kto wie. Lisiczka zastrzygła lekko uszami chwytając w swoje łapki krawędzie kimona otulającego mój tors. Pod nimi był tylko bandaż. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że moja towarzyszka nieśmiało domagała się dalszych pieszczot. Nie umiałem jej odmówić ... oparłem dłonie na blacie po jej obu stronach kontynuując słodki gest , który po chwili nieco się pogłębił. Mogłem przyznać, ze to właśnie Niyumi zachęcała mnie do wszystkiego - Dłoń wędrująca na jej talii , delikatny pomruk, gdy na chwile się odsunąłem by zaczerpnąć powietrza, miłe doznania jakie teraz odczuwałem. Gdy dopiero się zrodziłem w tym wymiarze nie sadziłem, że spotka mnie w życiu coś ... można powiedzieć ludzkiego... coś czego nie wiedziałem od samego początku, tylko z czasem się nauczyłem. I pomyśleć, że gdybym jej wtedy nie spotkał i teraz się nie wybudził, to mógłbym to stracić na zawsze.
- Niyumi... co ludzie robią w takich chwilach - Zgarnąłem kosmyk jej białych włosów za ucho, by nie przeszkadzał mi wpatrywaniu się w jej złote oczy.
- Am... - Zarumieniła się jeszcze bardziej, spuszczając głowę. - Właściwie bardzo miłe rzeczy... Które umacniają więzi, jeśli są w odpowiedni sposób... Amm, wykorzystywane..
- Miłe rzeczy? - Przechyliłem głowę na bok zaciekawiony. Musiałem zdać się na jej wiedzę z ludzkiego świata... czasami miałem również wrażenie, ze zachowywałem się jak dziecko nie rozumiejąc niektórych spraw.
- Ugh... No wiesz... Są blisko siebie, tak blisko jak tylko pozwalają im na to ich ciała... Ammm...
Uśmiechnąłem się kątem ust patrząc jak dziewczyna coraz bardziej się peszyła. Do tego dochodziło nerwowe przegryzanie wargi oraz ruchy ogona oznaczające prawdopodobnie zadowolenie.
- Czyli.... - Zamrugałem parę razy spoglądając wzrok jakbym się nad czymś zastanawiał. Po tym złapałem Lisiczkę na ręce łapiąc ją jedną ręką pod biodra by nie spadła po czym zakręciłem się raz wokół własnej osi. Skończyło się to cichym piskiem ze strony mojej towarzyszki i złapaniem się kurczowo mojej szyi. - .... Nadal mało rozumiem, ale nie będę naciskał - Skończyłem swoją myśl uśmiechając się niewinnie.

<Niyu? >

830 słów

niedziela, 13 maja 2018

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


 - Niyumi? - Nadstawiłam uszu, przenosząc spojrzenie na postać stojącą w drzwiach. - Cieszę się, że mogę cię znów zobaczyć.
   Ten głos, jego ton... To nie był Kuroki, byłam tego bardziej niż pewna. W tych słowach było za mało chłodu i obojętności jak na czarnowłosego, choć to właśnie właśnie on stał w przejściu. Ale skoro przed oczami miałam czarnego boga, a słyszałam tą łagodną melodię, to czy znaczyło to, że...?
 - Kiyuki! - Zawołałam, podnosząc się w ułamku sekundy i przyległam całym ciałem do mężczyzny, obejmując go rękami. Ramiona bóstwa otuliły mnie szczelnie, odcinając od pozostałej części pokoju, tak jakby chciał schować mnie przed wszystkim co do tej pory się stało.
   Wtuliłam się mocniej w Sprawiedliwość, ocierając mokre policzki o bandaż, który niedawno sama mu wiązałam. Jednak czarnowłosy nie zdawał się tym przejmować, przytulał mnie mocno do siebie, pochylając się nieco nade mną, by złożyć delikatny pocałunek na czubku mojej głowy.
   Tęskniłam za nim. Za jego ciepłem i bliskością, za tym z jaką delikatnością do mnie podchodził, do wszystkiego zresztą. Tęskniłam za jego dotykiem, od którego przechodziły mnie przyjemne dreszcze. Za tym łagodnym uśmiechem, od którego miękły mi kolana, śmiechem, który samym swoim dźwiękiem poprawiał mi nastrój. Tęskniłam za samą świadomością tego, że jest przy mnie i będzie zawsze, kiedy będę go potrzebować.
   Doceniłam to wszystko jeszcze bardziej, gdy to straciłam, ale teraz... Teraz Yuki trzymał mnie mocno przy sobie i nie chciał puścić. Sama nie chciałam się od niego odsuwać, dlatego tylko uniosłam lekko głowę, pociągając przy tym nosem.
 - Kiyuki-sama, to naprawdę ty... - Słowa, choć wypowiedziane przeze mnie, brzmiały bardziej jakby pochodziły od małego dziecka, które zgubione w ciemnym lesie w końcu odnalazło ukochanych rodziców. Patrzyłam prosto w czerwone tęczówki, które choć nie miały tego błysku i łagodności złota, spoglądały na mnie z czymś zupełnie innym niż przez ostatnie kilka dni.
 - Może nie w pełnej okazałości, lecz tak... To chyba ja. - Uśmiechnął się delikatnie i pochylił, muskając czubek nosa, po chwili odsuwając się nieco... Speszony? - Chyba powinnaś się przykryć, skarbie... - Zaśmiał się ledwo słyszalnie, odwracając wzrok w bok i luzując nieco swój uścisk.
 - Huh? - Zastrzygłam uszami, patrząc na niego niezrozumiale. Dopiero po chwili zębatki w głowie mi zaskoczyły, a wzrok powoli zsunął się w dół na moją nagą klatkę piersiową. Momentalnie położyłam po sobie uszy, owijając ogon wokół prawego uda i jak poparzona odskoczyłam od bóstwa, zasłaniając się rękami. Dokładnie czułam jak czerwienieje cała na twarzy z zawstydzenia, nie mogąc przez chwilę wydusić nawet słowa.
 - S-sumimas-sen... - Wydukałam w końcu, spuszczając głowę i chowając się w pasmach swoich włosów. Łagodny śmiech zadźwięczał mi w uszach, jednak nie zdążyłam unieść nawet spojrzenia, kiedy chuda ręka przesunęła się po moim policzku, zmuszając mnie do uniesienia twarzy wyżej. Nadstawiłam nieco uszu, przyglądając się uśmiechniętej twarzy, która pochylała się w moją stronę. Po chwili sama uśmiechnęłam się równie lekko, kładąc uszy po sobie, po czym przyłożyłam ostrożnie jedną dłoń do policzka Yuki'ego. Przyciągając go w ten sposób nieznacznie do siebie, wspięłam się na palce i pocałowałam go czule w ciepłe wargi. Były tak przyjemnie miłe w dotyku i miękkie, że z ociąganiem się od nich odsunęłam.
   Zerknęłam na niego speszona z dołu, odwracając się niemal natychmiast w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym na siebie narzucić. Właściwie w pokoju nie było za wiele rzeczy, choć od rozwiązania paktu nie zmieniło się tu za wiele, dlatego chwyciłam za cienki materiał, który robił wcześniej za kołdrę i otuliłam się nim, zawiązując jego końce nad lewym ramieniem.
   Kilka minut później staliśmy w kuchni, patrząc przez okno na bezlistne drzewa w ogrodzie. Otulałam się ramionami, mając wrażenie, że to wszystko to tylko sen, który odzwierciedla moje pragnienia i nadzieje. Bałam się, że jeśli jeszcze raz dotknę czarnowłosego to rozpłynie się niczym mgła, a ja obudzę się znowu pod tym durnym mostem, marznąc z zimna.
 - Kiyuki-sama...? - Odezwałam się w końcu, ściągając na siebie spojrzenie czerwonych tęczówek. - Nie chcę, żebyś mnie znowu zostawiał... Tęskniłam za tobą bardziej niż możesz to sobie wyobrazić, nie chcę znowu cię stracić... - Spojrzałam na niego wystraszonym wzrokiem. - Wiem, że to co zrobiłam jest niewybaczalne i bardzo tego żałuję, gdybym była sobą... Kiyuki, przecież ja nigdy nie chciałam, żeby stała ci się krzywda, a co dopiero samodzielnie ci ją wyrządzić. - Postąpiłam krok w tył, nie przerywając tego co mówiłam ani na moment, nawet widząc jak czarnowłosy zbliża się do mnie, pochylając w przód. - Przecież cię kocham, nie mogł... - Głos uwiązł mi w gardle, kiedy ciepłe wargi przesunęły się po mojej szyi, wpędzając mnie natychmiastowo w błogi stan i zmieszanie. Poczułam jak przyjemne uczucie rozpływa się po całym moim ciele, sprawiając, że nieco traciło ono na stabilności, dlatego chwyciłam się jego ramion, by nie runąć na ziemię. - Ki-yuki... - Mruknęłam prosto do jego ucha.

<Yukiś? >w< Nie mam pomysłu co dalej x3>
Słów 794

wtorek, 8 maja 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


-Ona nie jest zła. Zrozumiała swoje winy. Dlaczego nie możesz dojrzeć tego promyku w jej sercu? 
Ten głos w mojej głowie stawał się coraz bardziej wyraźny... jakby druga osoba stała obok mnie. Byłem niestety sam, gdyż lisiczka opuściła świątynie .... na moje nieszczęście znaczyło to, że Yin nieco się przebudził przez ten wypadek. Musiałem na to uważać, gdyż w innym wypadku, by następnej walce to ja stracę kontrolę. 
- Zabiłaby cię, gdyby nie fakt, że byłem w tobie przez ten cały czas. twoja dusza uleciałaby, a ja ją zatrzymałem zajmując jej miejsce. Więc zadaj sobie pytanie, dlaczego nie mogę jej zaakceptować. - Odburczałem cicho do siebie na wypadek, gdyby ktoś był w tym domu. Wolałem, by nikt się nie dowiedział, że Kiyuki ma świadomość co się dookoła dzieje. 
- Nie zabiłaby. Ufam jej nawet po tym wszystkim. Nie niszcz jej do końca życia
- Oj zamilcz w końcu - Moja cierpliwość powoli się kończyła. Wstałem szybko z posłania co skończyło się palącym bólem w okolicach ran i poszedłem  stronę ganku. Miałem dość rozmowy z nim... kompletnie dwa odmienne charaktery, które za nic w świecie siebie nie zrozumieją i nie dojdą do jednoznacznego zdania. 
- Ona i tak już dużo przeszła... w prawdziwym życiu i tutaj w Kami. Jej wcześniejsze życie nawet tutaj nie daje jej spokoju, wiec nie dziwię się czemu tak zareagowała. Nie potrafiła sobie z tym poradzić, a ja nie wiedziałem jak jej pomóc....
- No właśnie.Nie umiałeś jej pomóc, gdyż ludzkie uczucia zawsze prowadzą do zguby. Jeszcze tego nie zrozumiałeś? Twoje uczucia cię zgubiły, tak samo jak uczucia tego nieodpowiedzialnego chowańca doprowadziły do takiej sytuacji. 
- Nie
Po prostu mnie załamał tą jedną prostą odpowiedzią. Po co się wysilać i dyskutować z nim? No nie ma po co, bo i tak nie zmienimy swojego zdania. Beznadziejna sytuacja. Dałem sobie spokój z dalszą rozmową i oparłem się łokciami o drewnianą belkę. Słońce już chyliło się w stronę moczar, więc przed wejściem do świątyni otaczał mnie przyjemny cień. Było już chłodno, a ja miałem na sobie jedynie spodnie i bandaż zawiązany na klatce piersiowej. Spodziewałem się konsekwencji tego, lecz wraz z zmianą dusz zmieniała się również odporność. Ja tak łatwo nie zachoruje w porównaniu do Yin'a
- Kuroki.... 
Westchnąłem cicho przymykając na chwile oczy. Spróbowałem go zignorować, lecz on nie dostając żadnej reakcji z mojej strony zaczął bez przerwy powtarzać moje imię. Irytujący idiota, który nie myśli o niczym innym jak o innych. 
- Czego ty znowu chcesz - Syknąłem powstrzymując wyższy ton głosu. Mimo , że w okolicy byłem pewnie jedyną osobą, to i tak wolałem uważać. Youkai nie znające prawdy mogłyby mnie uznały za chorego psychicznie, gdyby zobaczyły, że gadam do siebie.
- Otwórz oczy i spójrz na schody.
- Nie mów mi co mam robić - Mimo to otworzyłem je kierując spojrzenie na wskazane miejsce. Przed chodami leżała jak kłoda drobna postać o białych włosach przykrywającymi jej ciało. Wiedziałem kto to jest, lecz zbytnio się tym nie przejąłem. Niyumi mnie uratowała, lecz wciąż była winowajcą tych wszystkich ran i osłabienia organizmu. 
- Pomóż jej , a nie stoisz niewzruszony! - Skrzywiłem się na te słowa, gdyż pojawiły się zdecydowanie za głośno. 
- Nie mam obowiązku jej pomagać - Odburknąłem masując się jedną ręką po skroni. Przez to wszystko zaczynała mnie boleć głowa. Tak czy siak czułem się słabo, więc takie coś stawało się jeszcze większym utrapieniem niż powinno. Chciałem wrócić do pokoju... lecz ciało nagle odmówiło mi posłuszeństwa. Obraz przed moimi zaczął się powoli rozmazywać, jakby nagle dookoła pojawiła się biała mgła. Nie... to na bank nie było jakieś nagłe zmiany pogodowe... on walczył ze mną. Złapałem się mocniej barierki by nie upaść. Zrozumiał, że teraz jestem nieco osłabiony i łatwiej będzie ze mną walczyć o kontrolę.  Jak teraz przejmie ciało , ja zapewne na chwilę usnę, by móc później ponownie odebrać to co mi się należy- ciało, którego nie mogłem przejąć przez tak długi czas. Nie był to głupi plan, wiec po prostu dałem za wygraną dając się porwać ciemności.

~~~*~~~

Nie sądziłem, że naprawdę mi się uda... poczułem lekkie podmuchy chłodnego powietrza na skórze, a wszystko widziałem z pierwszej osoby... nieco dziwnie to brzmi, lecz taka była prawda. Nie mogłem zbyt wiele czasu przeznaczyć an cieszenie się z tej chwili, dlatego szybko się otrząsnąłem i podszedłem do nieprzytomnej lisiczki. Była poważnie ranna, a na dodatek nadal krwawiła. Nie podobało mi się to ani trochę, więc mimo własnego bólu podniosłem ją i zaniosłem do jej pokoju.... a raczej dawnego...  Wszystkie rzeczy były jednak na miejscu, jakby cała ta afera nie miała miejsca. Ja jednak czułem tą drobną różnicę...pustkę w sercu, którą chciałem zapełnić. Niczego jednak nie mogłem zrobić, gdyż ciało wciąż było opętane przez czarny kolor. Jak długo będę miał kontrolę?  Na ile mi pozwoli? Obecnie milczy, tak jak to było wcześniej.
Szybko przystąpiłem do opatrywania ran , a przede wszystkim... do odkażania ich. Widać było na pierwszy rzut oka, że wyrządziła je akuma. Splugawienie jeszcze zbyt bardzo się nie rozniosło, więc miałem większe szanse na pozbycia się go. Namoczyłem ręczniki w czystej wodzie święconej i polowi zacząłem je układać na plamach. Jej ciało było w opłakanym stanie... aż czułem się winny temu wszystkiemu... że dałem tak łatwo się pokonać.... gdyby nie moja słaba wola, to wszystko nie miałoby miejsca.
- Jestem złym bóstwem.... - Westchnąłem cicho do siebie i zacisnąłem ręce na kolanach. Naprawdę zawaliłem i ucierpiała przy tym najdroższa mi osoba. Cierpiała wcześniej bo nie mogłem jej pomóc, cierpiała później bo poddałem się i cierpi teraz próbując mnie odzyskać. Wstałem i skierowałem się do kuchni, by zaparzyć sobie herbatę na ukojenie nerwów. Bałem się... mogę ją przecież stracić i do końca zniszczyć jej życie w tym raju. Pewnie i tak nie ma już za łatwo. Wraz z wejściem na taras z kubkiem parującego naparu zacząłem się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby odejść, póki Niyumi się nie ocknie. Nie będzie wiedziała gdzie jestem, więc nie będzie się pchała bez potrzebnie w niebezpieczeństwo. Jeżeli Kuroki zginie nikomu nie zrobi już krzywdy. Usiadłem przed stolikiem i zapatrzyłem się w zachodzące nad moczarami słońce. Po żurawiach nie było już śladu...nadeszła w końcu jesień, więc odleciały gdzieś, gdzie jest cieplej. Oznaczało to chyba, że ten wymiar jest większy niż sto miasto i otaczające je lasy i pola. Za nimi musiał się dalej rozciągać ten piękny świat, który kochałem.
Nie wiedziałem w sumie ile tak rozmyślałem. Słońce już zaszło, a mnie otoczyła ciemność nieco rozjaśniana przez zapalone lampiony. Czas za szybko minął... i znów poczułem tą lekką pustkę w moim sercu. Czułem się po prostu samotny, mimo że w środku miałem drugą duszę.
Wróciłem do pokoju lisiczki chcąc sprawdzić , czy wszystkie opatrunki się trzymają. Ku mojemu zdziwieniu lisiczka siedziała nieco zdezorientowana. W jednej rączce trzymała ręcznik, który wcześniej przyłożyłem do jej an, zaś w drugiej kołdrę, którą zasłaniała swoje ciało.
- Niyumi? - Wypowiedziałem cicho jej imię przechylając głowę na bok. Musiała poznać tą różnice w w tonie... nawet posiadając ten sam głos łatwo nas odróżnić. Lisiczka spojrzała na mnie jeszcze nieco nieprzytomna, po czym jej uszka się podniosły. - Cieszę się, że mogę cię znów zobaczy.

<Niyu? >-< Nie umiem... nie wiem nic...  meh >-< >

1179 słów

czwartek, 3 maja 2018

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Wślizgnęłam się do wielkiego budynku szkoły, rozglądając się na boki. Oczywiście musiałam go zgubić, bo jakżeby inaczej mogło się stać. Mruknęłam ponuro, strzygąc uszami i obracając się wokół własnej osi. Znalazłam się w szkole... Poczułam jak w jednej chwili ogarnia mnie niezbyt przyjemne uczucie.
   Szkoła to było jedno z najbardziej obleganych miejsc przez Akumy. Zresztą co się dziwić, dzieciaki, które do niej chodziły były najmniej stabilne i najłatwiej było do nich przemówić, z czego często korzystały również bóstwa. Tak ogromna ilość ludzi podatnych na działania demonów skumulowana w jednym miejscu. Najgorsze było to, że ten tłum działał niekiedy jak jeden organizm. Wystarczyło jednemu coś podsunąć, by po chwili zajmowała się tym cała szkoła.
   Wtem po pustych korytarzach rozszedł krzyk, który natychmiast zwrócił moją uwagę. Moje ciało zareagowało już odruchowo, dobywając katany jeszcze nim zdążyłam wbiec na schody. Dźwięk dobiegł z wyższego piętra i nie brzmiał jak okrzyk radości, wiec przeskakiwałam po kilka stopni, chcąc się tam jak najszybciej znaleźć.
   Wpadłam na kolejne piętro, spoglądając od razu w prawo, a tam moim oczom ukazał się szamotające się Bóstwo Sprawiedliwości z jakimś stworzeniem na plecach.
 - Kuroki-sama! - Zawołałam, ściągając na siebie ich uwagę, jednak tylko na ułamek sekundy. Skoczyłam w ich stronę, zaciskając palce mocniej na rękojeści broni i zamachując się do ataku. Kiedy tylko ostrze katany spotkało się z ciałem Akumy, ta poluzowała uścisk swoich zębów na ramieniu, dzięki czemu mogłam posłać ją w głąb korytarza. Zerknęłam szybko na czarnowłosego, który oparł się o ścianę, dysząc ciężko.
   Mruknęłam ponuro pod nosem, ruszając wprost na koto-podobne stworzenie, które również skoczyło wprost na mnie. Metalowa część zniknęła na moment w pysku potwora, zderzając się z rzędami ostrych zębów. Tym razem jeden cios nie wystarczył, żeby odepchnąć demona, a zęby były osadzone zbyt blisko siebie, żeby ostrze mogło się przez nie przebić. Uniosłam szybko jedną nogę, uderzając stworzenie prosto w brzuch. Poleciał prosto w metalowe szafki, osuwając się po chwili na posadzkę z pociągłym krzykiem. Ten dźwięk nie przypominał zawodu bólu, prędzej nawoływanie.
   Przymknęłam na moment oczy, skupiając się na swoich mocach. Gdy tylko uniosłam powieki, lodowe ostrze spadło wprost na kulącą się Akumę, zabijając ją jednym ruchem. Już miałam odetchnąć z ulgą, kiedy coś uderzyło wprost w moje plecy, wbijając w nie ostre pazury. Krzyknęłam głośno, przelatując w powietrzu kilka dobrych metrów, lądując ostatecznie na drugim końcu korytarza tuż pod ścianą. Niestety broń wypadła mi z ręki i została gdzieś za mną, dlatego kiedy tylko poczułam, że coś się nade mną pochyla, wyciągnęłam lewą rękę w bok, zaciskając dłoń na niebieskiej rękojeści, po czym obróciłam się gwałtownie na plecy. Wodne ostrze gładko przeszło przez niewielkie, czarne ciało stworzenia, które przypominało sowę z ogromnymi szponami, jakby zapożyczonymi od jakiegoś dużego kota.
   Cholerne Akumy... Podniosłam sie w trybie natychmiastowym, kiedy moich uszu doszedł kolejny pomruk, świadczący o obecności jeszcze jednego przeciwnika. Na końcu szarego korytarza mniej więcej na przeciwko bóstwa stała na czterech łapach kolejna Akuma. Ta przypominała swoim wyglądem trochę wilka, przynajmniej do momentu, w którym nie otworzyła pyska, rozszerzając szczęki o ponad sto osiemdziesiąt stopni.
   Ryk rozniósł się po całym budynku, wprawiając szyby w drgania. Zachwiałam się lekko na nogach, jednak nie spuszczałam spojrzenia ze stwora ani na moment, czekając na odpowiedni moment. Kiedy tylko czarny wilk drgnął, puściłam się biegiem w ich stronę, łapiąc po drodze swoją katanę. Nawet nie zwróciłam większej uwagi na ból, który rozchodził się już nie tylko od rąk, ale i od pleców po całym moim ciele. Niestety byłam ostatnio zbyt wyczerpana, biegłam za wolno, widziałam to dokładnie. Nie miałam szans, by zdążyć do Kuroki'ego przed Akumą, dlatego zdecydowałam się po prostu skoczyć między tą dwójkę.
   Syknęłam głośno, kiedy długie kły wbiły się prosto w moje żebra. Że też nie mogła ich wbić trochę niżej... Uderzyłam w ziemię rękami, koziołkując razem z potworem aż do schodów. Wylądowałam na brzuchu, a Akuma puściła mnie w końcu, robiąc jeszcze dodatkowe dwa obroty, aż w końcu zatrzymała się na grzbiecie. Uderzyłam szybko ręką w podłogę, w wyniku czego od miejsca uderzenia aż do stworzenia pojawiła się gruba warstwa lodu, pokrywając część korytarza. Po chwili spod stwora wystrzelił w górę lodowy kolec ociekający czarną mazią.
   Przewróciłam się resztkami sił na plecy, oddychając głęboko. Już dawno nie miałam takiego treningu, w dodatku to cholerne ugryzienie tak bolało... Rana na plecach też. Wyciągnęłam dłonie w górę, przyglądając się brudnym bandażom i poruszyłam lekko palcami. One też bolały i pewnie były już w większej części zamarznięte. Po chwili uderzyłam nimi boleśnie w kafelki, nie mając nawet siły utrzymać ich wyprostowanych. Chciałam tylko zamknąć oczy i po prostu zasnąć. Wszystko tak bolało i było mi tak bardzo zimno...
   Ale musiałam się podnieść. Przecież Kuroki nie wróci sam do świątyni, prędzej znowu go coś napadnie, a wtedy... Z cichym jękiem przewróciłam się na bok, podnosząc się powoli na proste nogi z pomocą swojej katany, która służyła mi teraz raczej za laskę niż broń. Oddychając ciężko, ale powoli podeszłam do czarnowłosego, który siedział oparty o ścianę i podobnie jak ja, nie był w najlepszym stanie. Wyprostowałam się, chcąc pokazać, że nie jest ze mną aż tak źle i dam radę zabrać go do Kami.
 - Wstawaj. - Wyciągnęłam w jego stronę rękę, patrząc prosto na czarną czuprynę.
 - Nie potrzebuję twojej pomocy. - Odtrącił moją rękę, odwracając głowę w bok. Wywróciłam oczami, chowając katanę do pochwy uczepionej mojego pasa.
 - Ach, więc chcesz tu umrzeć splugawiony przez Akumy, tak? - Mruknęłam mało entuzjastycznie, pochylając się nieco w stronę czerwonych tęczówek, które już po chwili zgromiły mnie swoją wrogością. Wyprostowałam się, w milczeniu przyglądając się temu jak jego mimika nieco się zmieniła. Bolało go i choć próbował to ukryć, nie udawało mu się to, zbyt dobrze znałam tą twarz. Oparłam dłonie na biodrach i po raz kolejny spróbowałam, tracąc powoli cierpliwość do tej jego upartości. W tym aspekcie obaj byli bardzo podobni.
 - Nie bądź głupi. Nie doczłapiesz się sam do swojej świątyni, a już na pewno nie opatrzysz sobie ran. - Zastrzygłam uszami, mając nadzieję, że nie napadnie nas już żadna Akuma, bo ledwo stałam na nogach. Nie umiałabym nas już obronić. Jego.
   Zamrugałam zdziwiona, przyglądając się w bezruchu jak ciemna postać podnosi się powoli i z trudem, ale uparcie. Przytrzymując się ściany Kuroki stanął na prostych nogach i chociaż zwykle był wyższy ode mnie, teraz wyglądało to bardziej jakbyśmy byli jednego wzrostu.
 - Twoja łaska jest tu zbędna. Nie musisz się o mnie martwić, a przede wszystkim śledzić.
   Warknęłam głośno, zaciskając dłonie w pięści mocno zirytowana już jego zachowaniem. Jak można było być tak głupio upartym?
 - Czy możesz pomyśleć choć przez chwilę i schować dumę do kieszeni? Nie dasz rady, rozumiesz? - Popatrzyłam na niego, wściekła. - Nie zdążysz nawet przenieść się do Kami i kolejna Akuma cię zaatakuje, nie przeżyjesz tego. - Przymknęłam oczy, pocierając palcami jednej dłoni zatoki. Za bardzo podniosło mi się ciśnienie.
 - Pomóż... mi... - Dwa słowa wypowiedziane z trudem zupełnie innym tonem niż dotychczas. Zastrzygłam uszami, wpatrując się zaskoczonym spojrzeniem w bóstwo. Nie było już tego chłodu, bardziej stłumiony ból... Czerwone oczy wbite były w ziemię, a jedna dłoń pocierała delikatnie skroń. Ocknęłam się po chwili, dopadając do mężczyzny, wsuwając się pod jego rękę. Wolnym ramieniem objęłam go w pasie, a drugą dla pewności złapałam dłoń, która zwisała obok mojej głowy. Nogi ugięły się nieco pode mną, kiedy część ciężaru Sprawiedliwości spadła na mnie, jednak zacisnęłam tylko zęby, nie chcąc pokazać, że jestem słaba.

~*~

   W świątyni znaleźliśmy się niedługi czas potem. Jedyny problem jak do tej pory stanowiła odległość od domu bóstwa w jakiej wylądowaliśmy, którą musieliśmy pokonać kuśtykając chwiejnym krokiem. Kuroki milczał przez całą drogę, za co właściwie byłam mu wdzięczna, bo gdyby znowu miała słuchać o tym jak bardzo bezużyteczna jestem...
   Odsunęłam się nieco od czarnowłosego, upewniwszy się wcześniej, że ustoi przez chwilę w miejscu i zaczęłam odwiązywać jego szaty. Zrobiłam tu zupełnie odruchowo, bez najmniejszego namysłu o czym zdałam sobie sprawę dopiero, kiedy moje palce prześlizgnęły się po nagiej skórze.
   Odskoczyłam w tył, rumieniąc się lekko na policzkach i kładąc uszy po sobie. Już dawno tak nie reagowałam, ale jego ciało... Pokręciłam głową, chwiejąc się nieco. Mruknęłam do mężczyzny, żeby zdjął z siebie górne ubrania, a ja udałam się po miseczkę do kuchni i jakieś waciki. O dziwo czerwonooki nie protestował, co nieco mnie zdziwiło i zbiło z tropu. Dlaczego tak nagle przestał się odzywać?
   Odpowiedź na to pytanie przyszła dużo szybciej niż się tego spodziewałam. Kiedy weszłam do jego sypialni z bandażami, gazikami i miską ze świętą wodą, sama poza w której siedział, powiedziała mi, że był po prostu obrażony. No tak, urażona duma, bo przyjął pomoc od chowańca, którego ma za nic. Oczywiście...
   W milczeniu kucnęłam za plecami mężczyzny, przyglądając się przez chwile tym ranom. Nie wyglądały dobrze, szczególnie, że wdało się w nie splugawienie. Zerknęłam szybko na miskę z wodą, którą przyniosłam, mając nadzieję, że jej zawartość wystarczy na te rany. Oparłam kolana o podłogę i zamoczyłam kawałek waty w wodzie.
 - Może zaboleć... - Powiedziałam cicho, skupiając całą uwagę na wykonywanej czynności, co w sumie przychodziło mi z lekkim trudem. Przesunęłam powoli opuszkami palców po karku mężczyzny, obserwując to jak zaczarowana. Po chwili jednak się otrząsnęłam i zajęłam przemywaniem ran, tak jak powinno to wyglądać. Nie mogłam się jednak pozbyć myśli, że przecież to cały czas jest to samo ciało. Ten sam mężczyzna, do którego się przytulałam i którego kocham, nawet jeśli wygląda nieco inaczej.
   Kończyłam już bandażować ramię czarnowłosego, kiedy wszystko przed oczami zaczęło mi się dwoić i troić, zmieniać swoje miejsce i wirować. Zacisnęłam mocno powieki, potrząsając lekko głową. Nie teraz, do cholery... Wzięłam kilka głębszych wdechów i zawiązałam koniec bandaża, tak by w razie potrzeby można go potem było rozwiązać.
   Jeszcze nim odsunęłam się od Kuroki'ego i wstałam, przyłożyłam na moment czoło do jego pleców, zaciskając dłonie na swoich kolanach. Kiyuki, Kuroki, Kiyuki, Kuroki... 
   Bóstwo poruszyło się niespokojnie, więc wyprostowałam się natychmiast i po chwili wstałam, patrząc na niego smutno z góry. Nadal siedział do mnie tyłem i nadal się nie odzywał, ale przynajmniej wyglądał trochę lepiej niż przed opatrzeniem ran.
 - Ktoś powinien ci to jutro zmienić. - Nieobecny ton głosu rozniósł się po pomieszczeniu, docierając do moich uszu jakby z daleka, choć przecież to ja wypowiedziałam te słowa. Chwiejnym krokiem ruszyłam do wyjścia, starając się ze wszystkich sił zachować równowagę i zignorować ból, który nagle uderzył do mojej świadomości. Wcześniej jakby o nim zapomniałam, bo ważniejszą sprawą było zdrowie Sprawiedliwości. Wszystko wokół wirowało gorzej niż na karuzeli, aż zaczynało mi być niedobrze...
   Zamknęłam drzwi za sobą i przytrzymałam się ich jeszcze, by nie zaryć od razu twarzą w ścieżkę. Zawiał lekki wiatr i choć było to tylko delikatne dmuchnięcie, mnie ogarnął natychmiast chłód. Ten sam chłód, który poczułam, kiedy Kuroki zerwał pakt. Ale teraz dochodził jeszcze ból i to cholernie wirowanie całego świata... Spojrzałam w górę, łapiąc od razu spojrzeniem małą, białą drobinkę, która sfruwała z góry. Wyciągnęłam dłoń przed siebie, a na jej powierzchni po chwili wylądowała mała śnieżynka.
 - Śnieg? - Zapytałam sama siebie półgłosem, po czym bezwładnie runęłam na ziemię, pogrążając się w ciemnościach i chłodzie.

<Hmmm... Yuki?> 
Słów 1820

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Zwalniam cię z tego obowiązku, więc nie musisz już przychodzić do mojej świątyni. Jesteś zagrożeniem, który ściąga nas na dno....
Po tych wypowiedzianych słowach wszystko się zmieniło. W świątyni stało się pusto i cicho co wyjątkowo wprawiało mnie w dobry nastrój. Od Tamtego dnia nie widziałem tej małej lisiczki, tak jak bóstwa Nadziei, który odszedł po tym jak dowiedział się o moich poczynaniach. Nie wtrącał się , za co go szanowałem. Jednak mimo to nie chciałem, by pałętał się do mnie tylko dlatego, że się martwi... jest to zbędne i po prostu żałosne. Inną zmianą mniej dobrą było to, że YIN dawał o sobie znać. Próbował coś powiedzieć, zachwiać moją kontrolą, lub zrobić coś, czego ja nie chciałem. Nie miałem zamiaru mu na to pozwalać. Chciałem go uśpić już na wieki, by ludzie poznali prawdziwą sprawiedliwość wynikającą jedynie z czystego prawa rządzącego tym światem. 
- Silniejszy wygrywa, słabszy odpada z gry - Oglądałem mały kwiatek zrobiony z białego papieru. Znalazłem go na stoliczku w jednym z pokoi... leżał sam... musiał go wykonać jaśniejsza część mnie, bo szczerze wątpiłem w takie umiejętności u dziewczyny. Była zerem , które przetrwało tylko dlatego, że miała czyste serce i chciała kogoś pilnować, a ostatecznie zapomniała o tym pozwalając zginąć przyjacielowi. Nie potrafiła nawet tej obietnicy dotrzymać.
Nagły podmuch wiatru wyrwał mi  z ręki lekki papierowy kwiat i poniósł go wprost na podmokłe tereny, gdzie nastał go straszny koniec. Woda przesiąkła go pozbawiając sztywności, jak i kształtu oraz piękna. Nie szkoda mi było w szczególności, że moje myśli szybko zajęły ciche słowa. Dziewczęcy głos... zapłakany, wystraszony i słaby. Mówiła coś o prześladowaniu , że nie może tak dłużej żyć... że nie chce już dłużej cierpieć. Pokręciłem jedynie zażenowany głową. Uczucia... słabe i naiwne. Przysłuchałem się dalszej części modlitwy, która powiedziała mi przyczynę całej tej sytuacji. Nie wzięła na siebie winy dziewczyn z jej klasy, które paliły w szkolnych łazienkach. I wszystko nagle stało się jasne. Może i to była samoobrona , lecz ucierpiało 5 dziewczyn zamiast jednej. Samolubna dziewucha.
Zebrałem się z tarasu mijając po drodze katanę w śnieżnobiałym pokrowcu z złotymi i srebrnymi zdobieniami. Nie potrzebowałem jej... nie miałem powodu obawiać się schodzenia na ziemię bez jakiegokolwiek uzbrojenia. Nikt nie miał powodów nie atakować, gdyż nie zlazłem nikomu za skórę. Niyumi nie miałaby odwagi mnie znowu zaatakować, gdyż wtedy moje słowa by się potwierdziły - Potwór, który atakuje własne bóstwo nie zależnie od zerwanego paktu.
Droga na ziemię była krótka, tak jak dotarcie do szkoły niedoszłej samobójczyni. W trakcie wędrówki dotarły do mnie jeszcze parę innych jej słów świadczących o tym, że chce skrócić swój żywot, by uciec od tego Problemu. Tchórzliwe stworzenie bez godności i chęci walki. Nie spieszyło mi się...jeżeli zginie to z własnej winy, a nie mojej. Jestem jedynie bóstwem o którym nikt nie wie ,że tak naprawdę istnieje, choć i tak wierzą w moje czyny. Nie rozumiałem tego, a może nie chciałem? Kogo to obchodziło... żyłem dzięki temu.
Korytarz za korytarzem, aż dotarłem do damskiej toalety. W jednej z kabin ukrywała się wierząca, a ze był czas lekcji łatwo było ją znaleźć.
- Chcesz to zakończyć? - Odezwałem się spokojnie opierając plecami o ścianę. Dzięki temu zwróciłem swoją uwagę, wiec mogła mnie zobaczyć i usłyszeć. Musiałem ciągle do niej mówić, by nie zapomniała, gdyż kolejna Gatka mogła być stratą czasu. Na Kabinach siedziała Akuma która obserwowała uczennice i szeptała wszystkie wyzwiska, jakie wcześniej usłyszała. Potęgowało to jej ból i chęć samobójstwa. Gdyby zabiła sie z jej winy, to jej dusza byłaby potępiona i nie miłaby szans trafienia przed osąd ojca.
- Zważ na to, że masz w domu kochającą rodzinę, która po twojej stracie będzie cierpieć... czy jakoś tak - Przechyliłem głowę na bok zastanawiając się nad sensem tych słów. Dziewczyna pisnęła cicho uświadamiając sobie, że w damskiej łazience siedzi facet, który wie co ma zamiar zrobić.
- I...idź sobie! Poza tym nie wiem o czym mówisz - Próbowała zaprzeczyć, jednak i tak to było na marne.
- W takim razie otwórz drzwi. - Zapukałem lekko.
- Chyba cię powaliło zboczeńcu! - A tak... dziewczyny i ich problemy. Westchnąłem zrezygnowany. Ludzie są głupi.
- Masz w ręku scyzoryk, który ukradłaś starszemu bratu. Mnie nie okłamiesz...ja chce ci tylko pomóc. - Miałem już dość jej uporu. Chciałem już wrócić do siebie i zostawić ją po prostu, ona otworzyła drzwi ukazując tym obraz który przewidziałem. Zapłakana blondynka o zielonych jak szafiry oczach siedziała zapłakana na toalecie z nożem przy nadgarstku.
- I co z tym zrobisz? Nic nie zrobisz... nie mam życia w tej szkole, jak i w całym mieście, gdyż one mają znajomości. Prześladują mnie tutaj jak i w domu. Nawet moi rodzice usłyszeli plotki na mój temat i uwierzyli im! Nie możesz znać mojego bólu! - Miałem wrażenie, że powiedziała to wszystko na jednym wdechu. Jej chuda dłoń zacisnęła się mocniej na rączce scyzoryka, a kolejne łzy spłynęły po jej policzku.
- Krzykiem tylko zwrócisz uwagę ludzi, którzy będą przechodzić korytarzem. Poza tym czemu tego nie zakończysz? Siedzisz tu już dwie godziny i nic... nie potrafisz po prostu zrezygnować z życia.
- Potrafię! - Nie dawała za wygraną swoim uporem, który był już nieco wkurzający.
- W takim razie to zrób - Wzruszyłem ramionami klękając przy niej. Nie uśmiechałem się... chciałem zachować powagę i znudzenie, by nie dawać jej złudzenia, że takie sytuacje mnie nieco zadowalają. - Modliłaś się do mnie , więc moim obowiązkiem jest ci pomóc. - W tej chwili delikatnie ująłem ją za rękę i bez jej oporu wykonałem cięcie. Wystarczająco głębokie, by już po chwili z nadgarstka dziewczyny zaczęła sączyć się szkarłatna krew.
- Dziękuje ...- Szepnęła nim powoli zaczęła opadać z sił. Szkarłatna ciecz zaczęła spływać na podłogę zmuszając mnie do wycofania się. Nie chciałem być brudny, a moja pomoc się tu kończyła.
- Ładnie...pachnie.... - Dziwny głos Akumy tym razem był skierowany do mnie. Balansowała na ściance toalety zbliżając się w moją stronę. Nie wiedziałem do czego to było podobne... niby kot, choć z jednym okiem i bez uszu. Zamiast łap miał za to bardziej jaszczurze kończyny, które były bardziej przydane do poruszania się po takich krawędziach.
- Ty czujesz swoje, a ja swoje... nie zabierzesz jej duszy ze sobą - Machnąłem w jego stronę uznając, że nie jest zagrożeniem. Miałem zamiar jak najszybciej wrócić do świątyni, więc ruszyłem w stronę wyjścia... na moje nie szczęście do końca tracąc gardę. Akuma nagle otworzyła pysk rzucając się w moją stronę. rząd ostrych zębów wbiły się w moje ramię, a pazury uczepiły się pleców.  Cholera by ją trafiła... Próbowałem ją zrucić, lecz była poza moim zasięgiem, a z każdym ruchem szpilki wbijały się coraz głębiej w moje ciało. Nie była duża, choć siłę jako taką miała. Musiała być serio głodna i zdesperowana....
- Puszczaj ty mały! - Uderzyłem plecami, a zarazem ją o ścianę, choć nic to nie dało. Zaczęła kręcić głową, jakby zamierzała odgryźć mi tą część ramienia... Małe stworzenie, a duży problem. Gdzie tu logika? Czułem jak krew spływała mi po szacie, a czucie w ręce zanikało .Dochodziło do tego splugawienie, które wyjątkowo szybko się pojawiło, przez moje osłabienie z ostatniej potyczki. Musiałem jakoś walczyć, gdyż nie miał mi kto pomóc... nikt mnie nie widział, a dziewczyna już zapomniała o całej rozmowie. Kuroki myśl i walcz, tak jak powinno się walczyć.

<Niyu? .-. >

1207 słów

środa, 2 maja 2018

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Cofnęłam się o krok przetwarzając w myślach, to co właśnie usłyszałam. Słowa czarnowłosego odbijały się w mojej głowie jak echo, z tą różnicą, że z każdym kolejnym razem stawały się one coraz głośniejsze. Dudniły mi w uszach zagłuszając wszystkie pozostałe dźwięki, łącznie z biciem mojego serca, którego dudnienie słyszałam wcześniej bardzo wyraźnie.
 - Ale... Jak to mnie zwalniasz...? - Powtórzyłam półgłosem, czując jak wszystkie możliwe uczucia w jednej chwili mnie opuszczają. Dosłownie wszystkie. Uszy i ogon opadły bezwładnie, podobnie jak cała moja postura, która w sekundzie zwiotczała, jakby właśnie została pozbawiona życia.
 - Głucha jesteś czy nie rozumiesz prostych słów? - Warknął najwyraźniej zirytowany moim... Uporem? Nadzieją? Jakkolwiek by tego nie nazywać, teraz i to uciekło z mojego serca, pogrążającego się w kompletnych ciemnościach pustki.
 - N-nie jesteś moim Kiyuki'm... - Szepnęłam, wpatrując się obojętnie w drewnianą poręcz, która odgradzała taras od dalszej części ogrodu. Nawet on tracił już kolory i przygotowywał się na nadejście zimy, która zbliżała się dużymi krokami. Czy tak samo wyglądało to teraz na ziemi?
 - Jak sobie życzysz. - Puste słowa wyleciały z moich ust zupełnie poza moją kontrolą. Przecież nie chciałam tego powiedzieć... Ale co innego mogłam zrobić? Patrząc na odwróconą do mnie tyłem ciemną postać, nie miałam już w sobie nawet odrobiny nadziei czy chęci do dalszej walki. Skoro mnie odrzucił, to dlaczego miałam się sprzeciwiać? Szczególnie kiedy nie miałam nawet takiego prawa.
   Odwróciłam się na pięcie i bez słowa czy nawet spojrzenia w tył po prostu opuściłam teren świątyni Bóstwa Sprawiedliwości. Po raz ostatni. Zostawiłam tam wszystko na czym jeszcze kilka chwil temu mi zależało. Poczynając od najbardziej materialnych rzeczy jak pokój, stosy jabłek schowanych w jednym z pomieszczeń, kończąc na czymś tak abstrakcyjnym jak poczucie bezpieczeństwa i tego, że byłam w domu. Zostawiłam gdzieś tam mojego Kiyuki'ego...
   Na rozwidleniu dróg spojrzałam w kierunku świątyni Nadziei, jednak... Po co niby... Wywróciłam tylko oczami i skierowałam swoje pociągłe kroki w stronę wiszących mostów. Nie było to jakoś szczególnie często odwiedzane przeze mnie miejsce, głównie dlatego, że znajdowało się nieco na uboczu, zwykle chodziłam innymi drogami. Ale dziś postanowiłam tu wrócić. Ostatni raz byłam tam... Po poznaniu Loyda. Jakiś czas po jego śmierci, tak dokładniej.
   Stanęłam na jednym z mostów i spojrzałam w przepaść, nad którą wisiały kładki. Było... Pusto. Chociaż może to i lepiej, sądząc po tym jak mieszkańcy Kami zareagowali na mnie ostatnim razem. Zacisnęłam dłonie na metalowej poręczy, nie odrywając spojrzenia od widoku przede mną, ale nawet to nie powstrzymało kilku pojedynczych kropel łez, przed spadnięciem na moją skórę.
   Kuroki zerwał pakt. Zostałam bez domu, zupełnie sama. Aorine nie ma zbytniej ochoty ze mną rozmawiać. Nawet Guerra nie chce mnie znać. Nikt w tym wymiarze nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nawet ja sama... Zostałam bez niczego, straciłam wszystko na czym mi zależało. Straciłam Kiyuki'ego...
   W jednej sekundzie po całej najbliższej okolicy rozszedł się rozdzierający uszy krzyk, przepełniony wszystkimi uczuciami, które w jednej chwili mnie uderzyły i zastąpiły całą tą pustkę. Opadłam bezwładnie na kolana, kiedy zabrakło mi tchu i spojrzałam w zachmurzone niebo, z którego padał... Śnieg. Chociaż lepszym określeniem byłyby kryształki lodu uderzające boleśnie w moje policzki. Spuściłam spojrzenie na dłonie, na które niemal ciurkiem skapywały moje łzy. Zaraz po zetknięciu się z powierzchnią rąk, zamarzały i odbijały się, by ostatecznie znaleźć się na twardym moście.
 - Kiyuki-sama, przepraszam... - Szepnęłam prawie bezgłośnie, otulając się szczelnie ramionami. Było mi okropnie zimno.

~kilka dni później~

   Siedziałam pod mostem, zresztą jak zwykle odkąd Kuroki zerwał pakt. Wychodziłam stamtąd jedynie, by sprawdzić czy wszystko u niego w porządku. Obserwowałam go z daleka, z miejsca, w którym nie mógł mnie dostrzec i upewniałam się, że nic mu nie grozi. Może i nie byłam już związana z nim żadnym świętym słowem, nie miał nade mną władzy, a moim obowiązkiem nie było go chronić, ale... Niestety mimo tego wszystkiego, moje uczucia względem jego osoby pozostały niezmienione. Może tylko bardziej bolało. Może tylko bardziej mnie to łamało. Fakt, że jestem zagrożeniem. Że nie jestem już potrzebna, a nawet zbędna.
   Przez cały ten czas zastanawiało mnie, dlaczego Yuki mi o nim nie powiedział? O tej drugiej, ciemnej stronie. Wstydził się tego? Bał? A może odpowiedz była banalna i zwyczajnie bóstwo mi nie ufało, choć sprawiało inne wrażenie? Cokolwiek było tego powodem, sprawiało, że czułam się jeszcze fatalniej. Jeszcze bardziej bezużyteczna, niepotrzebna i po prostu niechciana.
   Śnieg, który nawiedził mnie na moście, a który wcale nie był spowodowany pogodą, tylko brakiem pełnej kontroli nad moimi mocami, pojawił się jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem, kiedy odrywałam myśli od tego co akurat robiłam, a przeważnie były to treningi, na których postanowiłam się skupić, z nieba nade mną spadały kryształki lodu, czasem tak ostre, że zostawiły mikro skaleczenia na delikatniejszych częściach mojego ciała.
   Pochyliłam się nad strumieniem, który przepływał pod mostkiem i poklepałam się kilkukrotnie zabandażowanymi dłońmi w policzki. Zasyczałam po chwili z bólu, uznając, że powinnam uważać na te zamarzające ręce, bo jednak przysparza mi to sporo bólu fizycznego. Ale zawsze w takich momentach po krótkim zastanowieniu, stwierdzałam, że wolę ból fizyczny od tego psychicznego, który nie odstępował mnie nawet na krok. Cholerne, zamarzające dłonie... 
   Zerknęłam w stronę swojej katany, która leżała oparta o jakiś większy kamień i połyskiwała metalem w promieniach chłodnego, jesiennego słońca. Ile razy zastanawiałam się już, czy by jej nie użyć na samej sobie...
 - Weź się w garść, Niyumi! - Ponownie uderzyłam się w twarz po obu stronach, chcąc się otrząsnąć z negatywnych myśli. Ale jak wziąć się w garść, kiedy straciło sie wszystko na czym ci zależało? Wszystko co trzymało cię w pionie, przy życiu? Podniosłam się powoli i zabierając katanę w zabandażowaną dłoń, ruszyłam, by jak zwykle sprawdzić jak trzyma się świątynia Sprawiedliwości. Ostatnia rzecz, która powstrzymywała mnie przed... Nawet nie przechodziło mi to przez myśl.

<Aluuuuu? ;_; Yukiś ;w; >
Słów 954

sobota, 28 kwietnia 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


-Dwie dusze, niczym dwie odmienne od siebie strony medaliony prowadzące jedno ciało. Jedna z nich kierująca się uczuciami, nie opierająca się w żaden sposób na sile, zaś druga nie rozumiejąca uczuć widząca jedynie czyny, jako rozwiązanie problemu. Gdy jedna z nich osłabnie, druga zajmuje natychmiast jej miejsce niwelując wszelkie napotkane przeszkody... dopełniają się jak Yin i Yang. - Słowa powoli padały z moich ust , jakbym powoli przedstawiał jakaś starą legendę opowiadaną dzieciom do snu. - Żenada
Rozejrzałem się po pomieszczeniu, gdy dwójka gapiów w końcu go opuściła. Ile można się we mnie wpatrywać? Byłem świadom, że nie znają tej części mnie, a jasna strona nie miała zamiaru w ogóle ujawniać mojego istnienia ... aż tak bardzo im nie ufał? Bał się? Uczucia naprawdę są słabe i zgubne o czym w sumie mógł się przekonać. Nie wyczuwałem prawie w ogóle jego obecności.. nie próbował odzyskać kontroli, co mnie w sumie cieszyło. Nie miałem zamiaru odejść, póki zagrożenie nie odeszło w zapomnienie. On nie chciał tego zrobić... nie miał serca odrzucić swojego chowańca, który raz uratował mu życie, a za drugim... prawie mu je odebrał. Ja na to nie patrzyłem... czyn był jedynym ratunkiem.
Powoli wstałem z posłania czując jeszcze upierdliwy i dość silny ból w klatce piersiowej. Mieliśmy farta, że nie uszkodziła nam nic ważnego...w innym wypadku to byłby koniec naszej egzystencji i roli. Udałem się w stronę kuchni, choć nie wiedziałem po co. Nie wszystkie wspomnienia jesnej strony do mnie przeszły ... nie znałem ułożenia świątyni, więc szedłem za intuicją, która często zawodzi. Znalazłem się na tarasie z widokiem na roznoszące się po horyzont moczary. O tej porze roku już opustoszały, gdyż ptaki które tak wielbił i podziwiał udały się w cieplejsze rejony. Czemu ten świat się praktycznie niczym nie różnił od tego splugawionego... zanieczyszczonego w którym ważny jest status społeczny i majątek. Sprawiedliwość nie ma tam miejsca, co nieco mnie dziwiło.
- Dlaczego on tak kochał ten świat? ... - Zadałem to pytanie cicho pod nosem akurat w chwili, gdy doszły mnie odgłosy czyichś kroków. Spojrzałem przez ramię napotykając smutne spojrzenie białej lisiczki. Zmarszczyłem jedynie brwi uznając, że to nie moja sprawa co ją gnębi.. niech sama sobie z tym poradzi.
- Coś chcesz? - Burknąłem opierając się o barierkę nie zaszczycając nawet spojrzeniem. Nie była tego warta... stała się ciężarem jak kula u nogi. - Po tym wszystkim masz jeszcze jakąś marną nadzieje na naprawienie tego błędu? Znasz bóstwo nadziei....spytaj je co myśli o twojej sytuacji, choć szczerze... jest to oczywiste.
Nie usłyszałem odpowiedzi, więc ponownie spojrzałem na nią niechętnie przez ramię. Stała jak słup miętoląc w palcach skrawek swojego ubrania, jakby bała się odezwać.
- Więc? - Dopytałem już nieco zirytowany.
- M... Mój Kiyuki by mnie nie odrzucił - W końcu odezwała się niepewnie nieco nieobecna...jakby nad czym w głębi siebie rozmyślała.
- TWOJEGO Kiyukiego tu nie ma... zapomniałaś o tym? - Nacisnąłem na pierwsze słowo niezadowolony. - Nie jestem tak słaby jak on .... odpuszczał ci każdy błąd, gdyż wierzył uparcie w twoje dobro. Teraz jestem tu ja i mam zamiar naprawić parę błędów.
-Mimo wszystko nadal jestem Twoim chowańcem, więc zobowiązana jestem Cię chronić i o ciebie dbać. Pozwól mi przynajmniej dopilnować, żeby wróciły Ci siły. - Wyprostowała się gwałtownie. W jej oczach dostrzegłem drobną iskrę determinacji, która mało mi się podobała. Ona wciąż miała tą przeklętą nadzieje....
-Nic z tego... - Prychnąłem odwracając z powrotem wzrok na krajobraz. Uśmiechnąłem się również lekko pod nosem, tak by tego nie dostrzegła ... nie powiem, że ta sytuacja napawała mnie lekką satysfakcją z jej cierpienia. Niech wie co ono znaczy. - Zwalniam cię z tego obowiązku, więc nie musisz już przychodzić do mojej świątyni. Jesteś zagrożeniem, który ściąga nas na dno....
Chciałem zobaczyć jej reakcje w tej chwili... jej pełne zaskoczenia oczy, a jednocześnie ból, który nie równał się z tym co my odczuliśmy. Nie mogłem się jednak odwrócić.... pokazać jej tej mojej satysfakcji z jej zniszczonego życia. Zniszczyłbym całą tą dramatyczną atmosferę, którą rozpętałem.

<Yumi? Wybacz, że mało ;-; ostatnio nie umiem w opka +1000 ;-; >

660 słów

czwartek, 26 kwietnia 2018

Od Niyumi C.D Aorine "Papierowy żuraw"


   Kuroki? To jedno słowo uderzyło we mnie niczym potężny cios, który dosłownie ściął mnie z nóg. Uderzyłam boleśnie kolanami w drewnianą podłogę, czując jak coś boleśnie przeszywa moje serce. Pękająca nadzieja? Rozczarowanie? Zawód? A może najzwyklejszy szok?
   Ale jak to było w ogóle możliwe? Co się stało z moim śnieżnobiałym Kiyuki'm? Gdzie podział się ten uśmiechnięty, ciepły mężczyzna, który głaskał mnie po głowie i przytulał? Dawał jabłka i śmiał się, kiedy się rumieniłam? Czy to nadal był on, czy tylko zmienił wygląd? Jak to tamten ja zasnął? Co to znaczyło i dlaczego...
   Uniosłam powoli głowę, by spojrzeć już nie w złote tęczówki, ale czerwone. Ogniście czerwone patrzące na mnie z niesmakiem. Może nawet z gniewem? Położyłam po sobie uszy, jednak nie zdołałam powstrzymać własnej ręki, która jakby zupełnie poza moją kontrolą uniosła się i wyciągnęła w stronę bóstwa. Jednak zupełnie na nic, ponieważ szybko została odtrącona, a ja zganiona wzrokiem za próbę dotknięcia Kiyu... Kuroki'ego.
   Spojrzałam w górę na Aorine, który tylko posłał mi niezbyt przychylne spojrzenie. W zasadzie nie spodziewałam się od niego niczego więcej po całym tym zajściu. Samo to, że tu ze mną przyszedł wprawiło mnie w lekkie zdziwienie, jednak  ucieszyłam się. Nie dlatego, że miałam po swojej stronie Bóstwo Nadziei, bo z pewnością tak nie było. Ale dlatego, że nie zostawił białowłosego, przyszedł tu dla niego. Właściwie teraz czarnowłosego. Aghr, nie przyzwyczaję się.
   Kilka minut później byłam już w drodze do świątyni Ojca. Raczej mało kto przybywał tam jako nieproszony gość, jednak oboje z Ao doszliśmy do prostego wniosku. Trzeba było się dowiedzieć, co stało się z Bóstwem Sprawiedliwości, a jeśli ktokolwiek mógł to wiedzieć, to właśnie Najwyższy. A niespecjalnie uśmiechało mi się czekać, aż sam mnie do siebie wezwie. O ile w ogóle kiedykolwiek by to nastąpiło, chociaż biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia... Pokręciłam jedynie głową, chcąc pozbyć się natrętnych myśli. Ale one były jak powietrze, otaczały mnie z każdej strony i kiedy udało mi się odgonić jedne, do mojego umysłu wkradały się inne, często jeszcze gorsze.
   Spośród całego potoku myśli udało mi się uwolnić, dopiero kiedy stanęłam na szczycie białych schodów. Tak jakby wejście na samą górę zabrało wszystkie negatywne myśli i odczucia, chociaż gdzieś tam za drzwiami był Ojciec, więc nie było to znowu tak dziwne. Wzięłam głęboki wdech i pchnęłam wielkie drzwi, które z oporem się otworzyły. Moim oczom ukazał się otwarty taras z dachem, który podtrzymywały dwa rzędy kolumn.
   Świetlista postać, która stała na środku pomieszczenia odwróciła się w moją stronę, uśmiechając lekko, jakby doskonale wiedział, że przyjdę właśnie teraz.
 - Miło cię znowu widzieć, Niyumi. - Uśmiechnął się, gestem dłoni zapraszając w głąb tarasu, by drzwi mogły się za mną zamknąć. Postąpiłam kilka kroków w przód, ostatecznie po krótkim wahaniu podchodząc do Ojca, który położył dłoń na mojej głowie. Przymknęłam na moment oczy, czerpiąc uczucie całkowitego spokoju z dotyku Boga.
 - Ciebie też, Ojcze. - Odpowiedziałam, kiedy w końcu jego dłoń uciekła spomiędzy moich uszu. Chciałam, wolałam, żeby to Kiyuki mnie głaskał. Jego dotyk był inny niż ten Boga, miał w sobie coś lepszego, nawet jeśli nie potrafił mnie nim natychmiast uspokoić.
 - Zgaduję, że nie przychodzisz bez powodu. - Skinął głową w stronę barierki, do której podeszliśmy, żeby spojrzeć na rozciągający się przed nami widok.
 - Tak... - Skinęłam lekko głową, nie mając pojęcia jak zacząć ten temat. - Am... Ojcze, bo... Kiyuki, on się zmienił.
 - Zmienił? Co masz na myśli?
 - No... Jest teraz cały czarny i... I każe mówić do siebie Kuroki. - Oparłam łokcie o barierkę, podpierając na rękach. Czarnowłosy roztaczał wokół sobie niepokojącą atmosferę, podobnie zresztą było z jego głosem, który choć się nie zmienił, sprawił, że w pierwszym momencie przeszły mnie ciarki.
 - Kuroki? Hmm... - Mężczyzna mruknął w zamyśleniu, zastanawiając się nad tym co właśnie usłyszał. Po dłuższej chwili milczenia jasne oczy popatrzyły na mnie ciepło kontrastując z niewesołym uśmiechem.
   Co chwila strzygłam uszami, z rosnącym zainteresowaniem przysłuchując się opowieści o dwóch obliczach. O dwóch odmiennych, wręcz przeciwstawnych duszach, które zamieszkują jedno ciało i walczą o kontrolę nad nim. Skupiałam się na każdym słowie z historii o tym, jak ciemna strona przejmowała władzę nad bezbronnym ciałem, o tym jak niszczyła to co stworzyła jasna, dobra dusza. I kiedy myślałam, że Bóg zakończy swoją opowieść tym, że światło, jak to zwykle bywa, zwycięża, ten zamilkł zupełnie na dobrych kilka minut.
   Zastrzygłam kilkukrotnie uszami, machając zniecierpliwiona ogonem w tą i z powrotem. Jak mógł skończyć w takim momencie? 
 - Ale co dalej? Jak wszystko wraca do normy, w jaki sposób? - Popatrzyłam na Ojca z niemałą desperacją w oczach, domagając się odpowiedzi. Jednak jej nie uzyskałam...
 - Na to pytanie, odpowiedz znaleźć musisz już sama. - Pokręcił jedynie głową, spoglądając w stronę głosów, które go wołały. Uśmiechnęłam się lekko do Boga, zaciskając dłonie na materiale swojego stroju i skinęłam głową, odwracając się w stronę drzwi.

~*~

   Więc teraz moim zadaniem było odzyskanie Kiyuki'ego. A raczej znalezienie sposobu, by go odzyskać, nie raniąc go przy tym. Nie miałam pojęcia jak się do tego zabrać, nawet kogo spytać o pomoc, kto mógłby cokolwiek o tym wiedzieć. Z pewnością będę musiała udać się do biblioteki, może znajdę w książkach coś co okaże się być przydatną informacją. Żebym miała chociaż jakiś punkt zaczepienia...
   Uniosłam natychmiast głowę, dostrzegając kątem oka znajomą sylwetkę, która przemykała między innymi Youkai. Szybko wyciągnęłam rękę w jej stronę, w ostatniej chwili chwytając w palce skrawek materiału z kaptura. Gwałtownie zatrzymana dziewczynka odwróciła się w moją stronę, odskakując po chwili w tył jak poparzona. Niewielkie oczka wbiły się w moją postać z pogardą i złością.
 - G-guerra...? - Spytałam cicho, czując jak nagle spojrzenia wszystkich naokoło lądują na mnie. Tak jakbym stała się jakimś obiektem do podziwiania albo bardziej do drwin i wytykania palcami?
 - Nie wypowiadaj mojego imienia. - Rzuciła ostro, stając w bojowej pozie. Położyłam po sobie uszy, cofając się o mały krok. - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nikt z nas nie chce.
   Rozejrzałam się szybko po zgromadzonych naokoło postaciach różnej rasy, w różnym wieku. Jednak wszyscy zgodnie kiwali głowami lub burczeli ponuro pod nosami, wbijając we mnie nieprzyjazne spojrzenia. Strach momentalnie rozszedł się po całym moim ciele, sprawiając, że ogon w jednej sekundzie owinął się ciasno na moim udzie.
   Wszyscy w Kami są teraz przeciwko mnie...? Czy powinnam się tego spodziewać? Zdecydowanie tak, każdy wie, że plotki rozchodzą się najszybciej.  A mało jest silniejszych rzeczy niż moc tłumu. Czy się tego spodziewałam? Głupia Niyumi nie pomyślała o tym nawet przez moment.
   Moje oczy niekontrolowanie wypełniły się łzami, zamazując mi szczegóły całego obrazu, przez co nie zauważyłam nawet ciosu, który wykonała zielonowłosa dziewczynka prosto w mój brzuch. Zgięłam się momentalnie, piszcząc z bólu, jednak wiedziałam, że jeśli tam zostanę będzie tylko gorzej. Podparłam się ręką o ziemię i nadal zgięta w połowie, przemknęłam pomiędzy zgromadzonymi duchami, które wbijały we mnie groźne spojrzenia.
   Z płaczem wypadłam na polną drogę prowadzącą do świątyni sprawiedliwości. Przetarłam oczy rękawem stroju, pociągając przy tym nosem, z którego skapywały pojedyncze łzy. Musiałam się uspokoić jeszcze przed dojściem do świątyni i spotkaniem z bóstwami. Tylko jak ja mam się zachowywać? Tak bardzo bym chciała, żeby Yuki mnie teraz przytulił... Kocham cię Niyumi i będę kochał mimo wszystkich ran, które mi zadajesz. 
   Momentalnie uszy mi oklapły, kiedy ten łagodny, ciepły głos rozbrzmiał w mojej głowie. Muszę jakoś go odzyskać. Ale najpierw niech wróci do sił. Tak, to zdecydowanie priorytet.

<Kiy... Kurokiś? ;w; >
Słów 1221

piątek, 20 kwietnia 2018

Od Aorine CD Niyumi "Papierowy żuraw"


- Czy ty musisz tyle gadać i chodzić bez sensu? - Asher od paru minut wiódł za mną spojrzeniem pełnym zirytowania, a jednocześnie litości. Nie mogłem w spokoju siedzieć w miejscu nawet ,gdy czułem jeszcze ból po wcześniejszej walce. Coś po prostu nie dawało mi spokoju, choć wydawało się że ten zdradziecki i nieodpowiedzialny kitsune wrócił do normy. By zaatakować i prawie zabić własne bóstwo....największy grzech jaki może popełnić każdy chowaniec. 
- Po prostu nie mogę jakoś uwierzyć w to wszystko ....To jest przecież nienormalne.... - Burknąłem pod nosem machając rękoma.
- Dramatyzujesz .... - Chłopak przekręcił się na drugi bok kompletnie mnie olewając. Napuszyłem jedynie policzki stwierdzając, że nie mam sił na użeranie się z nim. Musiałem się czymś zająć inaczej chyba bym oszalał. 
Zacząłem powoli sprzątać świątynie zaczynając od zmycia kuchni, sprzątnięcia swojego pokoju , a kończąc na ganku. Zabrałem ze sobą zmiotkę i wolnymi ruchami zacząłem ogarniać liście, które znalazły się an drewnianej podłodze przed wejściem. Trochę się ich nazbierało, co świadczyło o nadejściu jesieni. Drzewa zaczęły żółknąc, zwierzęta w parku szykują się na nadejście zimy, a temperatura spadła dając lekkie ukojenie od poprzednich upałów. Westchnąłem opierając się o kijek od miotły i spojrzałem na roznoszące się wokół widoki. Fakt, że świątynia znajdowała się na lekkim odludzi, a na dodatek na wzniesieniu dodawał temu miejscu uroku i spokoju, którego czasami potrzebowałem przez mojego "kochanego" współlokatora.
-Ao! - Z zamyślenia wyrwał mnie czyjś głos wołający moje imię. Był cichy zapewne przez dzielącą nas odległość, lecz ten poznałbym wszędzie...choć nie miałem okazji dobrze mu się przysłuchać. Drobna sylwetka o białych włosach oraz lisich częściach o tej samej barwie ledwo biegła w moją stronę. Zmarszczyłem brwi mało zadowolony z tych odwiedzin... jeszcze jednej irytującej osoby było mi tu brak.
- I co się tak drzesz na pół wymiaru? - Fuknąłem nie ukrywając swojej niechęci do niej. Moje kazania jak i cały ten ochrzan, który wcześniej jej sprawiłem mógłby za małą karą, a przynajmniej dla mnie. Wątpię, że uda się jej pobyć tego grzechu, co już ciąży na jej karku. Te wydarzenia nie dadzą jej spokoju nie ważne jak bardzo by się starała.
Lisiczka w końcu dobiegła do schodów mojego domu, gdzie padła na kolana wyczerpana. Biegła taki szmat drogi? ....Kolejne obawy zaatakowały moje myśli. Coś się musiało stać, albo będzie ściemniać ....
- K.... Kiyuki... coś mu się stało ... zmienił się.... - Wysapała próbując złapać oddech.
- Zmienił? - To określenie niezbyt dużo mi mówiło. Fakt... mocno oberwał i nie wykluczam, że coś mogło mu się poprzestawiać. Szak, utrata krwi i wyczerpanie... to wszystko mogło być przyczyną, więc nie rozumiem po co biegła aż tutaj, by mi to powiedzieć. Może źle, że ją zostawiłem sam na sam z nieprzytomną sprawiedliwością.... 
- Proszę... pomóż mi - Spuściła wzrok na ziemię i zacisnęła ręce w pięści. Nie kłamała...coś wewnątrz mnie to mówiło. Naprawdę coś musiało się z nim stać, co wywołało, aż tak silną reakcję.
- Chodź.... - Westchnąłem ostatecznie odstawiając zmiotkę na bok i dałem znać Asherowi, że wychodzę. Zareagował jakoś na to? Oczywiście, że miał to gdzieś, bo nadal się dąsał za to, że użyłem go jak kijka, by trzepnąć Niyumi. No niestety był pierwszy pod ręką i nie miałem czasu na zastanowienie.
Ruszyliśmy razem w stronę świątyni bóstwa sprawiedliwości, choć szczerze nie chciałem tam wracać, a w szczególności w towarzystwie dziewczyny. Moje zaufanie prędko do niej nie wróci, chyba, że Kiyuki jakoś mnie przekona.
Nie spodziewałeś się jednak tego, co się stało z mężczyzną. Stanąłem jak wrytu u progu do jego pokoju patrząc z niedowierzaniem, jak niegdyś białe jak śnieg włosy zmieniły barwę na głęboką czerń. oczy lekko uchylone były widocznie podkrążone, a tęczówki przypominały te u Ashera - Palące niczym żar. To nie był ten sam Kiyuki sprzed wypadku....  Czemu się tak zmienił, choć był nieprzytomny nie więcej niż dzień? Poza tym takie zmiany nie są normalne , więc co się tak właściwie stało? Spojrzałem na Niyumi, która jakby czytała mi w myślach pokręciła przecząco głową. Nic nie wie.... Czyli miał w sobie coś, czego wolał nie mówić nawet najbliższym. 
Mężczyzna podniósł rękę , którą następnie przetarł sobie oczy.
- Kiyuki? - Odważyłem się podejść, a przede wszystkim odezwać, jednak bóstwo rzuciło jedynie w moją stronę nieco przymulone spojrzenie, które pozbawione było całego ciepła jakie niegdyś miał.
- Kiyuki....tak? - Głos mu się nie zmienił , choć miał w sobie coś strasznego... wręcz przeszywał rozmówcę lękiem. Na moje twierdzące skinięcie odwrócił ponownie wzrok na sufit. Pewnie nadal nie wiedział, co się tak właściwie wydarzyło...co się właściwie stało...a może nawet kim jest.
- Nie używam już tego imienia ... - Po chwili ciszy ponownie się odezwał zamykając oczy. Oboje z  dziewczyną wydaliśmy z siebie cichy dźwięk zdziwienia, no bo czemu niby miał zrezygnować z tego imienia? Przecież ludzie go znają z niego...bez tego nie będzie już bóstwem sprawiedliwości. -Tamten ja zasnął i za prędko się nie obudzi... może nawet już nigdy - uśmiech wpełzł na jego usta - Od dziś jestem Kuroki.

<Niyu? :v >

824 słowa

niedziela, 15 kwietnia 2018

Od Niyumi C.D Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Odsunęłam się na długość ramion od białowłosego, patrząc na niego szeroko otwartymi oczyma, które powoli zaczynały wypełniać się łzami. To coś co złamało się we mnie po śmierci Patricka, teraz rozpadło się na kolejne dwadzieścia części, zalewając całe moje ciało paraliżującym bólem. C-co...? 
   Wtem usłyszałam jakiś krzyk, odruchowo obracając głowę w tamtą stronę, lecz nim zdołałam rozróżnić jakikolwiek kształt w rozmazanym obrazie, poczułam jak coś metalowego styka się z moim bokiem z dużą, wręcz ogromną siłą, która posłała mnie dobre dziesięć metrów w bok. Moje ciało dwa razy odbiło się od kamienistego podłoża, które nieznacznie je pokaleczyło, po czym uderzyłam z impetem w jakieś drzewo, a może kamień, ostatecznie tracąc przytomność.

   Było ciemno. Jedyne co było na około białowłosej kitsune to ciemność. Nieprzenikniona, bezdenna ciemność, która otulała każdy skrawek jej ciała. Nie była nawet pewna, czy faktycznie jej powieki są uniesione, czy to tylko jej mózg płata jej mało zabawne figle. Długi, bardzo długi czas trwała w tej ciemności, która zdawała się dosłownie wlewać do wnętrza młodej kobiety, pochłaniając ją od środka, trawiąc, przemieniając w część siebie. 
   W jednej chwili po całej przestrzeni w jakiej znajdowała się mała lisiczka rozniósł się potężny podmuch wiatru, uderzając mocno w plecy dziewczyny. Białe kosmyki jej włosów poszybowały w górę, przysłaniając na moment całą jej twarz. Mała lisiczka zacisnęła mocno powieki, spod których uciekły pojedyncze łzy, ścigając się, która z nich pierwsza zsunie się z policzka ich właścicielki. Gdy w końcu uniosła powieki, oślepiła ją biel, która w jednym momencie zapanowała naokoło wraz z niezrozumiałymi szeptami. 
 - N-nie widzę... - Jęknęła, przyciskając dłonie do piekących oczu. Nie potrafiła spojrzeć przed siebie chociażby na sekundę, gdyż ból towarzyszący patrzeniu w światło był zbyt bolesny. Po chwili dłoń jaśniejąca jaśniej niż światłość na około, dotknęła czoła Niyumi zabierając od niej cały ból i cierpienie. Ciało białowłosej momentalnie się uspokoiło, więc powoli uniosła powieki dostrzegając tuż przed sobą świetlistą postać samego Boga. Mężczyzna przesunął delikatnie kciukiem po jej czole. Wraz z tym gestem płonące na czerwono tęczówki, na powrót przybrały swój naturalny złoty kolor. Razem z ognistą czerwienią z kitsune uciekło coś jeszcze, czuła to wyraźnie, choć nie umiała znaleźć słów, by to nazwać. 
 - Lepiej? - Głos pełen miłości, troski i ciepła uderzył do jej uszu, które aż drgnęły z zachwytu tym pięknym dźwiękiem. Nadal niewiele rozumiejąc z całej sytuacji, skinęła tylko głową, przyglądając się z zaciekawieniem jaśniejącej postaci. - Czasem dobrze pozbyć się pasożyta. Nienawiści i chęci zemsty, która otwiera akumom drogę do naszych serc. 
   Zawstydzona Yumi spuściła nisko głowę. Doskonale wiedziała o czym mówił Ojciec, choć zdecydowanie bardziej wolałaby nie mieć bladego pojęcia o tym. Podkuliła ogon, kładąc po sobie uszy i zaskamlała cicho. Szybko jednak ucichła, a cały smutek odszedł w niepamięć, kiedy duża dłoń ponownie spoczęła na jej ramieniu. Dotyk Ojca był tak kojący, zabierał wszystkie zmartwienia, ból, smutek, zostawiał w chowańcu tylko to co dobre i właściwie, a w przypadku Niyumi w tej aktualnej chwili była to tylko pustka. 
 - Co ja tu właściwie robię...? - Spytała cicho, unosząc pytające spojrzenie złotych oczu na Boga, który jedynie gestem ręki wskazał na coś przed lisiczką. Dziewczyna podążyła spojrzeniem za dłonią Ojca, otwierając oczy coraz szerzej, nie wierząc własnym zmysłom. Oto przed nią stał, cały i zdrowy, chłopak o platynowych włosach powywijanych we wszystkie możliwe strony. 
 - Patrick! - Zawołała szczęśliwa, rzucając się na przyjaciela, który przysnął mocno do siebie wątłe ciało. Tak bardzo mu tego brakowało. Tego delikatnego ciałka pod dłońmi, tego słodkiego zapachu i miękkości białych włosów i przede wszystkim śmiechu dziewczyny. Tak okropnie stęsknił się za całą nią, że aż z jego oczu pociekły pojedyncze łzy szczęścia. - Co ty tu robisz? - Szepnęła, wtulając się mocniej w przyjaciela. Patrick momentalnie odsunął uszastą od siebie na długość własnych ramion i z poważnym wyrazem twarzy spojrzał jej prosto w oczy. 
 - Chyba nie myślałaś, że zniknę bez pożegnania, co? 
 - P-pożegnania...? - Kolana gwałtownie się pod nią ugięły, posyłając niewielkie ciało na ziemię. Odsłonięte kolana zetknęły się z podłożem, które o dziwo twarde nie było ani trochę. Złote tęczówki przepełnione zawodem i smutkiem spojrzały błagalnie na młodego mężczyznę, który tylko pokręcił głową. 
 - Już zdecydowałem, Yumiś. Ty zdecydowanie bardziej się tu nadajesz, sprawujesz się znakomicie. - Posłał dziewczynie szeroki uśmiech, a jedynym jego skutkiem był wybuch głośnego płaczu u kitsune. Przez szloch i pociąganie nosem mówiła coś o tym, że wcale się tutaj nie nadaje, bo poddała się mocy akum, przez co prawie zabiła swoje bóstwo. Z rozpaczą wymalowaną na twarzy pociągnęła chłopaka za ubranie, prosząc, by zabrał ją ze sobą. Zniecierpliwiony przyjaciel, złapał ją mocno za ramiona i zaczął trząść, krzycząc przy tym prosto w jej twarz. 
 - Niyumi Naruse Yorimoto! - W jednym momencie białowłosej odjęło mowę. Znieruchomiała, a cały szloch i płacz utknął jej w gardle, jednak Patrick ani nie przestał trząść przyjaciółką, ani nie opuścił głosu. - Weź się w garść, ile masz lat?! Zawsze ty byłaś tą opanowaną, to ty zachowywałaś zimną krew i wieczny uśmiech na ustach, nie niszcz tego! Wszyscy popełniamy wiele błędów, ale robimy je po to, by je naprawiać i uczyć się, jak nie powtarzać ich w przyszłości. - Zszokowane jasne spojrzenie wbijało się w łagodniejącą twarz jasnowłosego, który uklęknął przed Niyumi, nie spuszczając wzroku z jej oczu. - Narozrabiałaś, ale nie sama. Nie byłaś wtedy sobą, akuma przejęła nad tobą kontrolę...
Podobny obraz - Gdybym tylko była silniejsza... - Weszła mu w słowo, za co natychmiast oberwała w sterczące ucho. 
 - Przecież jesteś, przecież ty zawsze się podnosisz, więc zrobisz to i tym razem. Podniesiesz się i naprawisz to co trzeba, jasne? 
 - A ty...?
 - A ja zawsze będę z tobą. - Uśmiechnął się łagodnie, podnosząc się na równe nogi i pociągając za sobą dziewczynę, która ze zmarszczonym czołem przyglądała mu się, nie rozumiejąc co ma na myśli. Patrick zaśmiał się lekko, była tak samo słodka jak ją zapamiętał, a to oznaczało, że nie zmieniło się nic a nic. Przyłożył dłoń do jej klatki piersiowej w miejscu bijącego serca. - O tutaj...
 - Powinnaś wracać. - Bóg stanął tuż obok nich, uśmiechając się ciepło do dwójki dzieciaków. - Musisz się pospieszyć, inaczej nigdy nie odzyskasz swojego dawnego bóstwa. 
   Dawnego bóstwa...?

   Podniosłam się gwałtownie, nabierając w płuca tak ogromny haust powietrza, że to aż zabolało. Skuliłam się lekko, przyciskając jedną z dłoni do mostka, starając się jak najszybciej uspokoić oddech i zorientować się w aktualnej sytuacji. Wzięłam trzy głębokie wdechy, po czym rozejrzałam się na szybko po najbliższej okolicy.
   Sytuacja nie malowała się za wesoło. W oddali widziałam charakterystyczne niebieskie szaty Aorine, który leżał pewnie na wpółprzytomny, po uderzeniu w drzewo. Zakładałam, że poprzedni cios otrzymałam właśnie od niego, ale może to i dobrze? Skupiłam całą swoją uwagę na nieprzytomnym Kiyukim, przyciśniętym dodatkowo wielką łapą wygłodniałej akumy, która zaryczała prosto w niebo. Czyli się wyjaśniło, dlaczego tamte poprzednie uciekły. Zwyczajnie bały się swojego starszego brata.
   Zacisnęłam dłonie w pięści. Jak miałam pokonać tak wielkiego stwora w pojedynkę? Bez Kiyuki'ego? Mojego Kiyuki'ego? Musiałam zostawić takie rozmyślania na potem, teraz musiałam działać, nim Yuki zginie rozszarpany przez tego lwopodobnego stwora. Tylko gdzie moja katana?!
   Rozejrzałam się w panice, poszukując jakiegoś błysku, punku zaczepienia, gdzie mogła ona być, bez niej moja moc nie będzie wystarczająca. I bez Kiyuki'ego... Podniosłam się natychmiast, stając na proste nogi i mierząc bojowym spojrzeniem swojego przeciwnika, który przerastał mnie przynajmniej stukrotnie. Ale to tylko taki mały szczegół.
 - Nie pozwolę ci zginąć, Yuki. - Mruknęłam do siebie, będąc w pełni świadomą, jak absurdalnie to brzmi, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze kilka minut temu sama próbowałam go zabić. Zacisnęłam dłoń na rękojeści lodowego miecza, który ukształtował się w mojej dłoni. Przecież nie dam sobie rady sama z tak wielką akumą, nie mam nawet najmniejszych szans, na co ja się porywam?
   Momentalnie spuściłam głowę, chcąc ukryć przed samą sobą swoją słabość i łzy zalewające moją twarz. Kocham Cię, Niyumi. Zastrzygłam uszami, słysząc bardzo wyraźnie znajomy głos. Przecież on nie mógł tego powiedzieć, jest nieprzytomny, ale w końcu to powiedział, zaraz po tym jak... Przełknęłam nerwowo ślinę, unosząc głowę z nowym błyskiem w oczach. A raczej odbiciem błysku mojej katany leżącej pod pobliskim drzewem. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć?
   Doskoczyłam do swojej broni, chwytając ją mocno za obie ręce i spojrzałam wprost na czarne stworzenie, które przygotowywało się do zadania ostatecznego ciosu. Skupiłam całą swoją uwagę na akumie, czując wyraźnie jak woda z całej pobliskiej okolicy zbiera się w jednym miejscu, po czym zamarza, kształtując się w postać wielkiego miecza, dorównującego swoim rozmiarom mojemu przeciwnikowi.
   Z głośnym okrzykiem ruszyłam na akumę, przecinając powietrze stalowym ostrzem, kiedy potwór był w zasięgu mojej broni. Lodowy miecz powtórzył cios, odcinając łeb z puszystą grzywą od całej reszty czarnego ciała, które najpierw się zachwiało, a potem runęło na lewą stronę. W ostatniej chwili odskoczyłam w stronę mojego bóstwa, unikając zmiażdżenia przez to cielsko.
   Przejechałam kolanami po kamieniach, zatrzymując się tuż przy oryginalnie białym materiale w jaki odziany był bóg Sprawiedliwości. Teraz wszystkie jego szaty były szare, poszarpane i przede wszystkim zakrwawione przez jego własną krew, a to było najgorsze. Zakryłam usta dłonią, powstrzymując się przed szlochem. Najpierw musiałam mu pomóc, potem będę się rozklejać nad swoją słabością.
   Zastrzygłam czujnie uszami, unosząc przy tym głowę. Pomruki niezadowolenia, które towarzyszyły próbie pozbierania się przez Aorine, były wystarczającym sygnałem dla mojego ciała, że trzeba się ruszyć. Automatycznie się podniosłam i podbiegłam do bóstwa, chcąc mu pomóc, jednak jego morderczy wzrok skutecznie zatrzymał mnie w miejscu. Mimo że nie znaliśmy się zbyt dobrze, widziałam w jego oczach i minie, że chce mnie porządnie opieprzyć za to wszystko. Zgoda, Aorine, będziesz mógł to zrobić, ale najpierw zabierzmy Yuki'ego do domu. Posłałam mężczyźnie proszące spojrzenie.

~*~

   Leżałam zwinięta obok posłania, na którym leżał zabandażowany białowłosy mężczyzna. Przez jego nagi tors przebiegało przynajmniej pięć pasm białego materiału, który przytrzymywał opatrunek na ranie. Wszystkie poniszczone szaty bóstwa wylądowały w śmieciach, za to nowe, świeże i czyściutkie wisiały na drzwiach od szafy, gotowe w każdej chwili do założenia. W całej świątyni panowała kompletna cisza, nieprzerywana już przez gadanie Bóstwa Nadziei, które jak na moje uszy spędziło tu trochę za dużo czasu. Jednak nie miałam prawa go wyganiać, gdyż bardzo mi pomógł, a kazanie jakie od niego usłyszałam było zasłużoną karą, która, jak mniemałam, szybko się nie skończy.
   Podniosłam się na kolana, przypatrując się spokojnej twarzy i białym kosmykom, które odgarnęłam z bladego czoła. To tak strasznie bolało, za każdym razem, kiedy przypominałam sobie, że to ja, ja osobiście doprowadziłam go do takiego stanu. Kiyuki'ego, moje najukochańsze bóstwo, które obiecałam chronić przez potworami. I faktycznie chroniłam, ale nie potrafiłam obronić go przed największym potworem jakiego przyszło mu spotkać - sobą.
Podobny obraz   Po moich policzkach znowu zaczęły spływać łzy, kiedy zacisnęłam palce na cienkiej pościeli, którą przykryty był mężczyzna.
 - Proszę, nie odchodź...
   Wtem jak na zawołanie, ciało Yuki'ego się poruszyło, a niewyraźne pomruki wydostały się z jego gardła. Uniosłam szybko głowę z szerokim uśmiechem, który na samą myśl zobaczenia tych złotych oczu i łagodnego uśmiechu wpełzł mi na usta. Otworzyłam szerzej oczy widząc Kiyuki'ego.
   Skoczyłam na równe nogi i czym prędzej wybiegłam ze świątyni, kierując się wprost do domu Bóstwa Nadziei, mając tą nadzieję, że go tam zastanę.
 - Ao! - Krzyczałam co kilkanaście kroków, napędzana strachem i szokiem.

Aorine? ^-^
Słów 1856