niedziela, 4 marca 2018

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


- Shiemi kolacja! - Głos blondyna chłopaka rozniósł się po domu. Dziewczynka z uśmiechem zbiegła po schodach trzymając w rękach pluszowego liska, którego dostała od swojego brata parę dni temu na urodziny. Uwielbiała go, co z resztą można było zobaczyć po jej zachowaniu. Dbałą o niego jak o prawdziwe zwierzątko, spała z nim i tylko Shinaru mógł go dotykać. Dziewczynka usiadła do stołu machając przy tym nóżkami, aż talerzyk z ciepłymi tostami nie znalazł się pod jej noskiem. 
- Smacznego! -Zawołała składając rączki i zaczęła z apetytem zjadać kanapki. 
- Tylko się nie poparz - Dodał Shin, choć wiedział, że jest już za późno. Dziewczynka pisnęła cicho , a w jej oczku pojawiła się małą łza. - Tyle razy ci to mówię, a ty i tak swoje - Pokręcił głową z uśmiechem i usiadł obok dziewczynki by nieco podmuchać na kanapeczkę. 
- Idź sobie... sama umiem ! - Małą rączką odepchnęła jego policzek. Chłopak jednak cicho się zaśmiał i nie dawał za wygraną. - No sio!
- Skoro sama umiesz, to czemu znowu się poparzyłaś? - Zapytał, choć spodziewał się odpowiedzi...która z resztą nie nastała. Dziewczynka napuszyła policzki patrząc naburmuszona na tosta, który był wszystkiemu winny. Ostatecznie podmuchała go lekko i wróciła do jedzenia. - O... jednak umiesz.
Chłopak nie chcąc się więcej narzucać zostawił ją w spokoju i poszedł pozmywać. Chciał się jak najszybciej ze wszystkim wyrobić, gdyż miał w planach przygotowanie do egzaminu, który miał się odbyć następnego dnia. Miał w zwyczaju zabierać się do wszystkiego ,a to był właśnie idealny przykład. Najważniejszy egzamin , a on dzień wcześniej się dopiero się obudził, że wypadałoby się nieco pouczyć. Nikt na to niestety nie mógł nic poradzić. Taki już był. 
Upewniwszy się, że talerzyk młodszej siostry jest już pusty, z resztą tak samo jak zlew pogłaskał dziewczynkę po głowie.
- W razie czego będę na górze. Muszę się nieco pouczyć. - Uśmiechnął się lekko co było dla niego normalnością. 
- Mogę z tobą ? - Zapytała z proszącymi oczkami , na co chłopak jedynie pokręcił przecząco głową.
- Na ciebie przyjdzie jeszcze czas za parę lat. Teraz cię  ciesz wolnością. 
W prawdzie Shiemi nie rozumiała jego słów, lecz ufała im. Skoro Shin mówi, że lepiej to zostawić na później, to tak będzie najlepiej, dlatego wzięła liska na rączki i podreptała do salonu by jeszcze przed snem obejrzeć jakieś bajki. Chłopak w tym czasie poszedł an górę , by zasiąść do biurka, które zawalone było książkami. Westchnął zrezygnowany, wiedząc, że ta noc będzie prawdziwą przygodą.... z matematyką. 
Chłopak uczył się, póki nie wybiła godzina 21. Wiedział, że jego siostra albo już zasnęła, albo uparcie oglądała kreskówki zamiast zagłębić się w objęcia Morfeusza. Zszedł więc na dół, lecz zatrzymał się na schodach w pół kroku. Zdał sobie sprawę, że nawet jakby zasnęła , to telewizor powinien się sam wyłączyć o ile nie byłby używany od dziesięciu minut, a teraz słyszał głosy z jej znienawidzonej bajki. Przykucnął i wyjrzał spomiędzy krat, by upewnić się czy wszystko jest w porządku. Jednak zgrzytający dźwięk utwierdził, go w myśli, że zdecydowanie coś jest nie tak. Najciszej jak umiał zszedł na dół i lekko wychylił się zza rogu. Jego oczom ukazały się plecy obcego mężczyzny z bronią w ręku. Nie mógł go sobie skojarzy, co oznaczyło, ze nie mieszkał w okolicy.  Czemu akurat do jego domu wszedł włamywacz? Jest tu tyle identycznych domów, a akurat na niego trafiło. Jego uśmiech zniknął...wiedział, że musi zachować cisze w innym wypadku może się to źle skończyć. Powoli się wycofał do garażu, by tam cicho zadzwonić po policje, która i tak przyjechałaby najszybciej za dziesięć minut. Do tego czasu, nie mógł pozwolić, by jego siostrzyczce coś się stało. Nie wiedział, czy lepiej zostać było w garażu, czy nadal z ukrycia obserwować nieznajomego, jednak słysząc cichy pisk dziewczynki od razu wybrał drugą opcje. 
- Z...zostaw proszę! - Pisnęła , gdy włamywacz wyrwał jej siłą pluszaka z rąk i rzucił gdzieś w róg pokoju. Była bliska płaczu, a na dodatek wykonała zbyt gwałtowny ruch, co skończyło się pchnięciem ją na ziemie  pod samą ścianę.
- Siedź cicho i się nie ruszaj - Zagroził szeptem celują do niej z broni. Zapewne wiedział, ze w domu jest jeszcze jedna osoba, a nie chciał zdradzać swojej obecności. Jednak i tak Shin o niej wiedział. 
- P...proszę oddaj go... - Jej głos drżał , co jedynie jeszcze bardziej rozwścieczyło obcego. Odbezpieczył broń i położył palec na spuście. 
- Sam cie zaraz uciszę, jak się nie zamkniesz. - Jego cierpliwość widocznie się kończyła. Chłopak wyczuł, że zaraz może nie wytrzymać i strzelić. 
Tak się z resztą stało, tyle że trzy strzały nie sięgnęły młodej dziewczynki. 
Shin w ostatniej chwili dał radę zasłonić ją własnym ciałem, co skończyło się przyjęciem na siebie dokładnie pięciu kul. Poczuł je wyraźnie, a zaraz po tym w jego ustach pojawił się metaliczny posmak. 
Mężczyzna wystraszony tym obrotem wydarzeń strzelił jeszcze dwa raz w plecy nastolatka, a następnie uciekł zostawiając rodzeństwo na pastwę losu. Shiemi siedziała sparaliżowana w objęciach chłopaka do czasu, gdy on nie zakaszlał i nie padł na bok ledwo co przytomny. Z jego ust jak i ran ciekła krew, która szybko utworzyła pod jego ciałem szkarłatną kałużę.
- B...braciszku!- Zawołała jeszcze bardziej wystraszona. Blondyn spojrzał na nią spojrzeniem mętnym... bez dawnego blasku i pełni życia. Słabł.. zaczynał tracić świadomość mimo walki by nie zamknąć oczu. 
Niestety przegrał ją czując spadające łzy młodszej siostry na jego policzek.
~~~*~~~
W mojej głowie pojawiła się ta wizja przeszłości, wraz ze świadomością, że przed nami stałą właśnie moja rodzina. Teraz to pamiętałem. Tamten dzień przed egzaminami, włamywacza, i siedem kul w moich plecach, które wysłały mnie na tamten świat.
- Shin... wszystko gra? - Głos Kage wytrącił mnie z zamyślenia i zmusił bym na niego spojrzał.
Czułem gule w gardle, która nie pozwalała mi mówić, wiec jedynie skinąłem głową z uśmiechem. Jednak... to bolało. Moje serce... i świadomość, że ten prosty gest jest fałszywy. Nic nie było w porządku... prócz tego, że moja siostrzyczka jest cała i zdrowa, a rodzice dają radę z opieką nad nią. Pamiętałem, że prawie zawsze byli w pracy, wiec to ja się nią zajmowałem, a teraz...została sama... ze wspomnieniami wykrwawiającego się na jej oczach brata.
- Shin?
- Wszystko jest d...dobrze - Starałem się brzmieć przekonującego, lecz mój głos zadrżał, a z oczu zaczęły lecieć łzy... a raczej ich rzeka. - Lepiej być nie mogło... - Dodałem nim do końca się rozkleiłem. Tak zwaliłem w życiu... zginąć przed oczami czteroletniej siostry zamiast ujść z życiem. Miałem jednak świadomość, że gdyby nie ja, to ona teraz by leżała pod ziemią...bez życia. Czy by dała rade na odnalezienie się w Kami no Jigen? Chyba,że wybrałaby drogę prosto do nieba, zamiast skorzystać z dalszego życia. Nie wiedziałem...i może i lepiej, bo w sumie ... tak czy siak lepiej bym ja zginął, niż taka niewinna istota, która nie poznała jeszcze prawdziwego życia.
<Kage?>

1140 słów

Od Soushiego CD Tomiji "Samotność drogą do znajomości"


Zmierzyłem chłopaka wzrokiem, nie był zbytnio wyjątkowy jak na osobę z tego wymiaru, jest nawet wyjątkiem jeśli chodzi o bóstwa, to był oczywisty brak wychowania i ostrożności u tych wymoczków.
-Dresów? Tutaj to się nazywa uznawaniem siebie za superbohatera.
-Jak ty?
-Ja nie jestem żadnym bohaterem, jestem nikim wartym uwagi innych.
-Wart uwagi? Jesteś cholernie straszny.
-Straszny? Wybacz mi proszę moją gorszą stronę.
-A ten strój to chyba z pracy masz co nie?
-To jest moje ulubione ubranie, więc proszę mnie nie obrażać.
-To jesteś mrocznym żniwiarzem służącym na zlecenie zabójstwa?
-Jesteś nowym czy jak?
-Jasne!
-Idziesz zemną wpierw.
Złapałem nieznajomego za rękaw ubrania i pociągnąłem za sobą, podczas ciągnięcia złapałem torebkę z pieczywem i wyrzuciłem do najbliższego kosza. Przeszedłem z nim dosyć długi kawał drogi, aż do najbliższego sklepu, stanąłem i spojrzałem na niego zdesperowanym wzrokiem.
-Ma pieniądze?
-Coś tam mam chyba.
-Ja ci uratowałem twarz, ty mi uratuj życie.
-Jak to życie?!
-Potrzebuję tych bułek i tyle.
Po naszej dosyć długiej rozmowie, weszliśmy razem i zakupiliśmy bułki w tym wspaniałym, wolnym od klientów budynku , wziąłem torbę od razu po skasowaniu bułek i zapłaceniu przez bóstwo. Wyszedłem z uśmiechem na ustach, stanąłem przed sklepem i wyjąłem telefon z kieszeni, na ekranie widniała okropna informacja, za jakieś piętnaście minut musiałem być u Shiarou, inaczej mogę dostać opieprz. Świeżak patrzył się na mnie, spojrzałem na niego z wrednym uśmieszkiem, w mojej głowie znajdował się plan pokazania mu kawiarni, a potem na rano umówić się z nim. Mój plan szedł gładko, bóstwo szło za mną jak za ochroniarzem, pokazałem kawiarnię, wytłumaczyłem mu o mojej pilnej potrzebie powrotu i możliwości spotkania się rano w tym miejscu.
Już miałem biec do ukochanej, ale zapomniałem się przedstawić i nie znałem też jego imienia, obróciłem się na pięcie w stronę osobnika.
-Drogi pechowcu, nazywam się Soushi i jestem chowańcem kitsune, znanym także jako shirou akumu oznaczające biały demon.-Powiedziałem dumnie patrząc na jego twarz.
-Jestem Tomiji i jestem bogiem w przeciwieństwie do ciebie biały demonie, widzimy się jutro w twojej kawiarence.
Ruszyłem od razu po jego słowach w stronę lokum Shiarou, musiałam uważać na bagietki, więc nie mogłem aktywować swoich mocy. Po dosyć krótkiej i wyczerpującej wędrówce byłem już na miejscu, wchodząc do jej mieszkania dostałem poduszką w twarz z powodu takiego spóźnienia się. Zrobiłem szybko kolację, Tsume siedziała przy stole i obserwując mnie dosyć negatywnym wyrazem twarzy. Po zjedzeniu kolacji, pozmywałem a ukochana przeniosła się na sofę, czułem jej wzrok, od razu po położeniu naczyń na suszarkę podszedłem do niej i pocałowałem w usta, odciągając swoje usta od niej czułem jak co raz bardziej zbliża się do mnie, wiedziałem o co jej chodzi, ale musiałem wracać spać do kantorka u tego zgreda. Przytuliłem ją mocno i obiecałem przyjść następnego dnia, pociągnęła mnie lekko za krawat do siebie i pocałowała delikatnie policzek. Wróciłem do mieszkania pana skąpego, otwierając drzwi kluczem czułem stuprocentową pewność, że Watanuki znów zniknął, zamknąłem za sobą bramę do pałacu krasnalów, przeszedłem do łazienki, która była większa niż pozostałość. Po umyciu się, od razu rzuciłem się na łóżko i ustawiłem budzik, następnie zasnąłem jak małe dziecko. Obudził mnie przeklęty dzwonek, ciągle brzęczał irytująco, ale wstać musiałem jakoś, każdy inny rodzaj pobudki mój organizm odrzucał, tak samo inne sygnały. Wstałem zirytowany z materacu, ubrałem swój ulubiony ubiór, garnitur z rękawiczkami, podobny od wczorajszego, ale kolor jego i rękawiczek był zupełnie odmienny. Dzisiaj miałem podchodzące pod fiolet rękawiczki i czarny garnitur. Zjadłem z ledwo co pustej lodówki wcześniej przygotowane kanapki, nie miałem czasu na robienie ich teraz, musiałem być przy kawiarence. Dosyć żwawym tempem doszedłem do kawiarenki, stanąłem niedaleko wejścia i zacząłem się rozglądać za tym chłopakiem, nim się spostrzegłem coś zaczęło mnie ciągnąć za tył marynarki. Spojrzałem za siebie i ujrzałem Tomijiego, dosyć nietypowe bóstwo, niezbyt wyróżniające się od innych mieszkańców tego wymiaru.
Rozmawialiśmy chwilę i poruszyliśmy kilka kwestii, jako takie podstawy mu wyjaśniłem, ale najważniejsze sam mu pokażę, tak razem zdecydowaliśmy. Ruszyliśmy w stronę portalu, gdy Tomiji go zobaczym, od razu podbiegł do niego bliżej i zaczął się w niego wpatrywać z zainteresowaniem, to była moja szansa do trochę wykorzystania chłopaka, gdy był centralnie o kilka centymetrów od portalu, po prostu kopnąłem chłopaka prosto w niego, a sam następnie wskoczyłem do środka. Lądując na ziemi ujrzałem leżące bóstwo, chyba lekko przegiąłem z siłą.
-Witamy na ziemi bóstwie.
-Nawet świetny początek twojego pokazywania.
-Mi tam odpowiada, sam byś tutaj nie przeżył, ale ja cię mogę chronić.
-A dlaczego niby nie mogę tu sam być?!
-Bo akumy cię zabiją.
-Co to akuma tak na marginesie.
Zacząłem tłumaczyć mu całą formułę o akumach i ich przeciętnym wyglądzie, następnie zacząłem mówić co się stanie gdy akuma zaatakuje bóstwo, słuchał dosyć uważnie tego co mówię i chyba zapamiętał każde przeze mnie wypowiedziane słowo. Podczas tłumaczenia mu tego wszystkiego zauważyłem, że akumy zaczynają nas otaczać, w chwili gdy jedna z nich zamierzała się rzucić w naszą stronę, mój phoenix pojawił się i oplótł nas swoimi skrzydłami, nie przerywałem tłumaczenia, Tomiji wyraźnie spoglądał oczami co wokół nas się dzieje. Zapewniałem mu bezpieczeństwo, ale wyraźnie lekko się martwił jednocześnie przestając słuchać moich słów wypowiedzianych do niego, to było trochę irytujące, tłumaczysz kolesiowi co i jak, a ten się martwi o potwory, które mu nic nie zrobią jak jest chroniony przeze mnie. Zostało kilka akum, a ja miałem dość bezsensownych tłumaczeń, pora pokazać to w praktyce, mój phoenix znikł, a ja zapaliłem jeden z dziewięciu ogonów. Spoglądałem na niedaleko nas oddaloną akumę, obserwowała nas swoimi bezbarwnymi ślepiami, była obrzydliwa, ale nic nie poradzisz na piękno innych. Rzuciła się na nas, leciała w powietrzu o ponad metr od nas, gdy była gdzieś około dwudziestu centymetrów, zrobiłem błyskawiczny ruch ręką wyciągając spod marynarki katanę, momentalnie przeciąłem potwora w pół, przeleciał obok nas z obu stron, z lewej jego jedna strona, a z prawej druga. Inne akumy oglądając całe to zjawisko, chyba zrezygnowały bo zaczęły odchodzić od nas, każda z nich szła w inną stronę, ale powoli pozostawiając szansę na gwałtowne zaatakowanie mojego towarzysza w razie nadziei na zdobycz.
-No to zrozumiał już jakie jest niebezpieczeństwo na ziemi?-Spytałem chłopaka wciąż stojąc do niego tyłem.

Tomiji?

1009 słów 

piątek, 2 marca 2018

Od Ashera CD Aorine "Przeciwieństwa się przyciągają"


Obecność Aorine napawała mnie dosyć dziwnym uczuciem, nie umiałem go za nic opisać. Jego dotyk wprawiał moją skórę delikatne dreszcze. Zaprowadził mnie on do łazienki, wszystko było już przygotowane, nic tylko skorzystać z tego jak najlepiej. Pełna wanna ciepłej, rozluźniającej wody, olejki do kąpieli, oraz cisza i spokój. Każdy inny na moim miejscu skakałby z radości, cieszył się jak głupi do sera. Ja byłem inny, nie widziało mi się robienie teraz czegokolwiek. Mój stan jednak mówił zupełnie co innego, moje ciało potrzebowało natychmiastowego kontaktu z wodą. Musiałem się umyć, zmyć pot.. I to wszystko, co we mnie pozostawili.. Na wzmiankę o wydarzeniach sprzed kilku godzin drgnąłem, obejmując się szczelnie ramionami. Robili ze mną, co chcieli a ja nie miałem siły się nawet obronić. Fakt, że było ich trzech nawet mnie nie usprawiedliwiał. Dałem się porobić, jak prawdziwa męska dziwka. Mój honor został splamiony i wdeptany w ziemie, jak marny, nędzny robak. 
- Uspokój się Asher..- powiedziałem do siebie, łapiąc się za głowę.
Po kilku minutach zmagania się ze sobą i swoją podświadomością postanowiłem się rozebrać, wszedłem powoli do wanny i usadowiłem się na jej końcu, podwijając nogi pod brodę. Miałem wrażenie, że moja skóra dosłownie się pali przy kontakcie z cieczą. Czyżby Ci ludzie, którzy na mnie zgrzeszyli.. pozostawili coś, za co teraz będę płacić wysoką cenę? Czy po prostu, wszystko jest za ciepłe. Nie wiem, każda z tych opcji była możliwa. Wyciągnąłem nogi, chcąc zanurzyć je aż na sam dół. Moje oczy obserwowały, jak woda w wannie porusza się z prawej strony na lewą. W pomieszczeniu było cicho, z świątyni nie dochodziły żadne inne dźwięki, zupełnie jakbym był tutaj sam. Może nawet i dobrze.. Po dobrych trzydziestu minutach zabrałem się za obmywanie ciała ze wszelakiego brudu i innych rzeczy. Możliwe, że nawet siedziałem trochę za długo, bo Aorine pukał dwa razy i pytał się, czy wszystko ze mną w porządku. Westchnąłem dosyć głęboko, kiedy musiałem już wychodzić, woda była już letnia, miejscami nawet zimnawa. Gdybym mógł zostałbym tam całą wieczność. Stanąłem w miarę prosto, okrywając się jednym z ręczników. O dziwo był miękki w dotyku, oraz ciepły. Tego mi było trzeba. Okryłem się nim najszczelniej jak tylko mogłem, tak oto wyszedłem z łazienki, rozejrzałem się wokół siebie. 
- Aorine?- zapytałem, przechodząc kilka kroków w przód- Jeśli chcesz... To łazienka jest wolna.. - dopowiedziałem trochę głośniej.
Nie musiałem czekać długo na odzew, owy mężczyzna wychylił się zza rogu salonu. Pokiwał głową.
- Chodź Asher, przygotowałem Ci prowizoryczne posłanie do spania. Niestety, nie mam typowych koszulek, więc dałem Ci jedno z moich kimon.. - Wskazał palcem kierunek. 
Po chwili zastanowienia postanowiłem za nim ruszyć, nie odzywałem się jednak. Miałem coś w rodzaju wewnętrznej blokady. Nie umiałem się teraz wysłowić, gdzie normalnie rzucałbym ripostami jak najęty. Uniosłem głowę, właśnie wtedy oboje weszliśmy do jego pokoju. Łóżko było starannie pościelone, zaś na jednej części leżało czerwone kimono. 
- To.. - zacząłem, starając się dobrać jakiekolwiek słowa- Twój pokój... A ty gdzie masz zamiar spać..?
- Zadowolę się kanapą - wzruszył obojętnie ramionami podpierając się jednocześnie po bokach.
- No dobrze.. To.. Tak.- obróciłem się do niego plecami. 
- Dobranoc- powiedział po chwili, wychodząc ze swojego pokoju. 
Ja natomiast stałem jeszcze kilka minut w bezruchu, zanim to nie postanowiłem się przebrać i wskoczyć pod kołdrę. Pokój mężczyzny był urządzony skromnie, ale miał on styl, oraz chyba wszystkie potrzebne dla niego rzeczy. Dla niektórych bogów mogło być to śmieszne, są oni bowiem przyzwyczajeni do luksusów, które są na wyciągnięcie ręki w wymiarze Kami. Leżałem i leżałem.. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić, wszystko z wierzchu obejrzałem i przestudiowałem. Byłem bliski załamania.. Na szczęście moją agonię zakończył sen, który szybko zabrał mnie do swojej pięknej krainy.

~~~*~~~

Czas w towarzystwie Aorine mijał dosyć wolno, od dwóch tygodni ciągnęliśmy praktycznie ten sam schemat. Wspólne śniadanie, obiad, kolacja. Od czasu do czasu udało nam się porozmawiać, czy zrobić coś razem. Mężczyzna starał się mi jakoś pomóc, mówił mi to za każdym razem, kiedy patrzyłem na niego nieufnie, czy niepewnie. Nocami słyszałem jak gawędził do siebie niezrozumiałe słowa. Jeszcze innym razem, byłem świadkiem kiedy zadręczał się za to, co się stało.  Tego dnia akurat wracałem ze spaceru. Musiałem się przewietrzyć, było ze mną już o wiele lepiej, ale nie na tyle żebym mógł sobie pozwolić na chodzenie po ziemi.. Plus, dostałem zakaz od boga, ten niewidzialny łańcuch, który łączył mnie z nim nie pozwalał na najmniejszy ruch, który przypomina ucieczkę. Westchnąłem dosyć ciężko, poprawiając to denerwujące kimono. Wszedłem do świątyni Ao. Postanowiłem coś zjeść, a żeby to uczynić musiałem iść do kuchni. Dzięki czemu przeszedłem obok pokoju boga. W pewnej chwili usłyszałem rozmowę, znane głosy prowadziły dosyć poważną dyskusję. Zaciekawiony faktem nachyliłem się:
- Aorine, rozumiem że Ci ciężko..- odezwał się.. stwórca..? Co on tutaj robił? - To co się stało w świecie ludzi było czystym wypadkiem. Nie masz się za co obwiniać. Karanie Ashera było stosowne, jego charakter jest buntowniczy i wymaga solidnej ręki. 
- Ja wiem, ale nawet ktoś taki jak on nie zasługuje na to, co go spotkało. Przez mój kaprys nabawił się grzechu...
- Oboje myślimy dobrze- powiedział po chwili zastanowienia. - Słuchaj.. Ja wiem, że to wszystko jest teraz mega trudne. Nie dajesz sobie rady, jesteś zestresowany.. Twój niedoszły chowaniec również.. Przeżyliście razem dosyć długo, ten miesiąc czy półtora nie musi już dłużej trwać. 
- Co masz na myśli..? - Zapytał Aorine. 
- Otóż.. Proponuje Ci rozwiązanie kontraktu z Asherem. 
Słysząc jego ostatnie słowa, drgnąłem lekko, biorąc przy tym głęboki wdech. Miałem wrażenie, że śnię, czy on serio chciał to zrobić? Tak serio serio? Słyszałem, że to możliwe.. Ale nie byłem pewny w stu procentach. Teraz jestem. Wyciszyłem się momentalnie, chcąc usłyszeć odpowiedź boga, oboje jechaliśmy na tym samym wózku.
- Mówisz serio?- Zapytał- Możesz to zrobić?
- Oczywiście, to dla mnie bułka z masłem. Dlatego teraz Cię pytam Aorine, mam rozwiązać wasz kontrakt? Zastanów się dobrze, potem nie będzie już odwrotu. Ewentualnie możesz też przegapić swoją największą szansę.. To więc.. Jak będzie? Zostajesz ze swoim chowańcem? Czy chcesz sobie poszukać nowego, wybór należy do Ciebie. Wybierz mądrze, żebyś potem tego nie żałował.

Ao?

1009 słów owowowow : o

czwartek, 1 marca 2018

Update opowiadań !

Hej, cześć i czołem.

Otóż pragnę was tylko poinformować, że nadeszła mała zmiana co do pisania opowiadań. Już wyjaśniam o co chodzi.
Jak napisaliście swoje opowiadanie, oraz sprawdziliście ilość słów w liczniku, to proszę was o to żebyście daną ilość słów dodawali na koniec waszego posta

TU PRZYKŁAD 

No, to chyba koniec ogłoszeń :D Jeszcze raz dzięki za czytanie!

~ Kushina

Od Aorine CD Asher'a "Przeciwieństwa się przyciągają"


Czy miałem poczucie winy? Oczywiście. Stan Ashera najwidoczniej był poważny, gdyż nie wyzywał mnie, przyjmował pomoc , a nawet sam z siebie chciał wrócić do świątyni. W normalnych okolicznościach pewnie postąpił by na odwrót, ale teraz.... miałem jedynie nadzieje, że nie będzie później przez o problemów. Cicho westchnąłem gdy, Ash wpatrywał się w kubek parującej herbaty. I co ja miałem w sumie zrobić prócz byciu przy nim? Musiałem na dodatek uważać, by się nie narzucać za bardzo .... źle by to zapewne wyglądało teraz w jego oczach. 
- Tak w ogóle.... to jeżeli chcesz możesz się przebrać. Z rana wyrzucę ten strój.... - mruknąłem cicho narzucając na jego ramiona mięciusi kocyk. Musiałem rozmyślić jeszcze jedną rzecz...a dokładniej pokój dla niego. Miałem w sumie parę nieużywanych pokoi, które mogłoby się lekko odkurzyć, lecz nadal pozostaje sprawa łóżka i potrzebnych rzeczy. Tylko jedna sypialnia była w tej świątyni... a do tego dochodziła jeszcze niewyrobiona kanapa, na której będzie nieco niewygodnie spać. - A... i przygotuje ci kąpiel... - Dodałem po chwili kierując się w stronę łazienki. Pewnie teraz można było uznać, że mu służę po tym wszystkim.... ale to po prostu moje dobre serce okazujące współczucie po tym wszystkim.
Odkręciłem kran i zatkałem wannę korkiem. Dodałem nawet wodę święconą i lekki aromat, który powinien rozluźnić mięśnie  i jednocześnie polepszyć humor....choć szczerze wątpiłem w to ostanie. Westchnąłem i przypilnowałem przez chwilę wodę, czy nie leci za ciepła, a następnie poszedłem po Ashera, który na szczęście zaczął powoli pić herbatę.
- Chodź... woda jest już gotowa - uśmiechnąłem się lekko. Przez chwile patrzyłem na Ashera, który z bólem wstał i owinął się bardziej moim płaszczykiem. Starałem się nie gapić na niego przez długi czas, by nie poczuł się znów w jakiś sposób zagrożony. Chwiał się, więc delikatni złapałem go za dłoń, by zaprowadzić do łazienki. Była zimna i lekko się trzęsła, co mnie jeszcze bardziej zaniepokoiło. Nadal się bał...był roztrzęsiony. A ja nic nie mogłem zrobić , nie licząc obwiniania się i zagryzania wargi, by nie powiedzieć przekleństw na własną głupotę. Zostawiłem go w pomieszczeniu samego, by w spokoju się przebrał i umył ze wszelkich nieczystości i splugawień. Ostatnie czego potrzebuje, to opętany przez akume chowaniec.
<Ash? Tym razem ja nie mam pomysłu.... ten jeden raz>

362 słowa

Podliczenie chowańców 01.03.2018

Niyumi ( 2 opowiadania) - 250+ 300 ( 1521 słów) = 550 PD
Soushi (4 opowiadania ) - 250 + 50 + 250 + 200 = 750 PD
Yuudai ( 1 opowiadanie) - 50 PD
Nexaron ( 8 opowiadań) - 50 + 100 + 100 + 100 + 50 + 50 + 150 + 250 = 750 PD (świętujemy... Nex napisał opo na +1000 słów XD) 
Rei ( 1 opowiadanie ) - 50 PD
Shiarou ( 2 opowiadania ) - 250 + 250 = 500 PD
Sekhme ( 1 opowiadanie ) - 300 PD (1407 słow )
Yae (6 opowiadań) - 100 + 100 + 100 + 50 + 100 + 100 = 550 PD
Asher ( 4 opowiadania) - 50 + 100 + 200 + 100 = 450 PD
Shinaru ( 3 opowiadania) - 200 + 150 + 250 = 600 PD

~W razie pomyłek proszę się do mnie zgłaszać
Yuki aka Shin

Podliczenie bóstw 01.03.2018

Tarou- 50 Wierzących  (1 Opowiadanie)
Aorine - 250 + 250 + 250 = 750 Wierzących (3 Opowiadania)
Minyoung - 100 Wierzących (1 Opowiadanie)
Kagehira - 250+150= 400 Wierzących (2 Opowiadania)
Kushina- 100 Wierzących (1 Opowiadanie)
Kiyuki - 250 Wierzących (1 Opowiadanie)
Haku - 150 Wierzących (1 Opowiadanie)
Tomiji - 150 Wierzących (1 Opowiadanie)