piątek, 26 stycznia 2018

Od Aorine CD Ashera "Przeciwieństwa się przyciągają"


- W porównaniu do ciebie ja nie ufam bardziej facetom niż kobietą - wyburczałem niezbyt zadowolony. No co za natręt się znalazł. Nie dość, że utrudniał mi robotę na ziemi, to jeszcze i tu musiałem na niego wpaść. Przynajmniej miałem świadomość, że jest chowańcem broni, gdyż sam się przyznał, że miał życie na ziemi, a jednocześnie nie posiadał żadnych cech zwierzęcych.
- Musimy chyba sobie wyjaśnić parę spraw. - Zatrzymałem się i podparłem rękami po bokach.- Oczekuje jedynie jako takiego szacunku, a nie wymuszonej chęci pomocy. Może się w pełni przedstawię.... Jestem Aorine , bóstwo Nadziei - Wyprostowałem się na dodatek, by wyglądać jakoś przyzwoicie, lecz nadal byłem kurduplem przy tym olbrzymie. I weź tu jakoś wyjdź na bóstwo, a nie na debila, który za niego się uważa.
- Hu... Wiedziałem, że jest w tobie coś więcej niż charakterek - Odpowiedział spokojnie z podejrzanym uśmiechem. Speszyłem się nieco ... nie miałem żadnego charakterku. usiałem się jakoś bronić przed takimi jak on. Mogłem chyba zostawić dla siebie fakt, że jestem bóstwem.
- Niby wiedziałeś, a i tak nie ufałeś Bucu - Prychnąłem i ponownie go minąłem, by wejść do pierwszego lepszego sklepu.
Był nie duży, lecz widocznie dobrze zaopatrzony. Półki były schludne, a produkty wycenione. Nie musiałem się nawet o nic dopytywać, więc bez problemu wziąłem to co chciałem ignorując rzep, który przyczepił się do mojego nie istniejącego ogona. Lepiej ująć nie mogę tej sytuacji. Zapłaciłem za wszystko i z koszyczkiem do połowy zapełnionym paczką ryżu byłem gotowy do powrotu.
- Może jednak pomogę? - Rzep nadal nie odpuszczał z tą natrętną pomocą. Miałem już tego dość...przecież sam sobie z łatwością poradzę. Podałem mu jednak koszyk, by się w końcu odczepił.
- Uparty jesteś jak osioł - Rzuciłem mu lekko ostrzegawcze spojrzenie. Niech wie, że nie przepadam za takim zachowaniem, a przede wszystkim, że nic w zamian nie będzie miał. Sam chciał, więc niech później się nie dopomina.
Nie usłyszałem żadnej odpowiedzi z jego strony, więc bez zbędnej gadaniny obrałem kurs powrtotny do świątyni. Nie chciałem zbytnio mu jej pokazywać... Miałem nadzieje, że nie będzie wpadał na dziwne pomysły nachodzenia mnie tam. Świątynia powinna być oazą spokoju, porządku i ciszy...i tego chciałem się trzymać. Musiałem posprzątać tam, gdyż nie wiem czy kiedykolwiek była zamieszkana i kiedy ostatnio tam kurze zamiatano. Wolałem o nią dbać.
- Nie będę Cię juz dalej ciągać. Dalej sobie dam radę- Zatrzymałem się niedaleko, by nie zdradzać niczego. - Pewnie masz lepsze rzeczy do roboty, a ja i tak nie miałbym Cię jak ugościć - dodałem po chwili, by nie wyszło, że chcę być sam. 
<Ash?>

Od May CD Nexaron'a "Deszczowy dzień"


-No to znaczy że jesteś wielkim niedobrym wilkiem na diecie głodowej. – zaśmiałam się nieco wredniej. Kto w końcu powiedział, że zawsze i wszędzie muszę być taką idealną i grzeczną boginią. Zawsze można było się nieco odgryźć i troszkę przy tym pomieszkiwać w większy lub mniejszy sposób.
Zaraz też wyciągnęłam rękę i pomacałam jegomościa nieco po brzuszku jeśli mi na to pozwolił, a jeśli się odsunął lub zareagował w jakikolwiek inny sposób dając po sobie poznać że nie chce lub nie ma na to ochoty, to nie pchałam swojego łapska tam gdzie tego nie chciano i tyle, wtedy jedynie wskazałam palcem na jego brzuszek.
-No i nie widać po tobie byś głodował. – dodałam po chwili, uśmiechając się uroczo.
- Gorzej jak przyjdzie jakaś większa wichura, burza lub coś takiego rodzaju i ta świątynia zrobi bum albo rozwali się jeszcze bardziej lub dach spadnie ci na łepetynkę, będziesz ranny lub zrobi się z ciebie mokra plama i co wtedy… Ale to oczywiście twój wybór i jeśli ci to odpowiada, to bardzo dobrze.- stwierdziłam.
-No nie ale te elementy są bardziej obecne w wyglądzie Chowańców niż samych bogów. – na te słowa poprawiłam lekko swoją dłonią moje pukle liliowych włosów, delikatnie przeczesując je włosami by nieco lepiej układały się na mojej głowie. Zaraz też spojrzałam przed siebie.
- Ej, jak ty umiesz takie czary to chodź będziesz mi otwierał te wyrwy bym sobie przechodziła przez nie. – zaśmiałam się otwierając parasolkę i powoli wychodząc z świątyni.
- Dzięki za pomoc. Do zobaczenia kiedyś. – uśmiechnęłam się i pomachałam mu ręką po chwili znikając w wyrwie.

<Nexaron?>

Od Ashera CD Aorine "Przeciwieństwa się przyciągają"


Ah świat kami, był tak bardzo podobny do ludzkiego, tylko mniej było w nim techniki. Względnie było tutaj ładnie, niestety nie jest to miejsce dla mnie. Przy mnie musi się dziać akcja, tutaj było za spokojnie. Włożyłem ręce do kieszeni rozglądając się na boki. Wziąłem dosyć głęboki wdech, spoglądając w górę, niebo było tak nieskazitelnie czyste. Zatrzymałem się na sekundę, chcąc popodziwiać to, jakie było piękne. Niestety nie było mi to dane, ktoś we mnie dosłownie wleciał. Zderzyliśmy się, ale nie na tyle mocno, żebym się chociaż zachwiał.. Czego nie mogę powiedzieć, o tym kimś, kto teraz siedział dupą na ziemi. Spojrzałem w jej kierunku w tym samym czasie co i ona. Oboje chyba przeżyliśmy szok, ale pierwszy odezwał się Aorine... O ile dobrze pamiętałem jej imię.
- Co ty tutaj robisz?!?!- krzyknął.
- Umm, ja? - wskazałem na siebie palcem.
- Nie! Ten obok!
- Ale tutaj nikogo nie ma- zrobiłem zasmuconą, sztuczną minę, jednak po chwili się opanowałem- Żartuje, żartuje. Mieszkam tutaj, ale bardziej wole swoje stare życie- wyciągnąłem rękę chcąc pomóc wstać
Ona chyba była jednak w za dużym szoku, bo uniosła się do góry na własnych siłach. Sięgnęła również po koszyk i poprawiła swoje włosy. Jeśli mam być szczery, to ta kobieta była nawet całkiem ładna. Delikatne rysy twarzy, ten głos.. Może gdybym spróbował, to by coś wyszło. Na pierwszy rzut oka wyglądała na zdeterminowaną i niedostępną. Jednak nie ze mną takie numery, nie jedne kobiece serca zdobywałem. Jeśli się uprę zdobędę nawet i jej. A kolejny wianek do kolekcji będzie niezłym trofeum. Już chciałem się o coś zapytać, jednak dziewczyna minęła mnie jak gdyby nigdy nic i poszła dalej.
- Hej hej!- krzyknąłem za nią i podbiegłem do niej- Czemu tak szybko uciekasz? Nie chcesz, ze mną porozmawiać? A gdzie przepraszam? Po wpadnięciu prosto na mnie? Hmm?
- No chyba się w głowę uderzyłeś, nie będę Cię przepraszać- fuknęła, zaciskając swoje ręce na koszyku.
- Jeszcze się nie uderzyłem- przybliżyłem się trochę bardziej.
- Ale niedługo się to zmieni, jak naruszysz moją przestrzeń prywatną- ostrzegła mnie.
-Oj no weź, widzę że wybierasz się na zakupy, może Ci pomogę? Ewentualnie doradzę w razie czego? Kupowałem już tu kilka razy, wiem gdzie są najlepsze sklepy oraz towary- zacząłem wyliczać na palcach.
- Czemu chcesz mi tak nagle pomóc- zapytała, spoglądając na mnie z ukosa.
- Z dobroci serca?- zapytałem, mrucząc pod nosem- Nie bierz mnie za kogoś, kto potem chce coś w zamian- Włożyłem ręce do kieszeni- Jestem uczciwym chłopcem, już nie raz w życiu pomagałem innym z czystej dobroci serca, albo bezinteresownie. Bardzo rzadko zdarzały się sytuacje w których o coś prosiłem.
- A jak już do tego dochodziło, to co chciałeś?
- To zależało od wielkiej ilości czynników- zacząłem się zastanawiać- Jednak w większości to były stawki pieniężne, czasem może jakieś proszki, albo wejściówki do klubów. Czasem wianki.. Dużo by wyliczać, ale ty się nie bój, od Ciebie nic nie chce. Pomagam bo mam teraz taką ochotę- rozejrzałem się po okolicy, aby zaraz wskazać na jeden ze sklepów- mają tutaj warzywa dobrej jakości.

Aorine?

czwartek, 25 stycznia 2018

Od Nexarona CD Tyve "Polowanie na lisy"


Rzeczywiście silne zapachy potrafiły być dość uciążliwe, gdy miało się tak mocne powonienie, jak ta dwójka. Zarówno lisy, jak i wilki przecież należały do rodziny psowatych, a co za tym szło, mieli znacznie czulszy zmysł powonienia niż np. ludzie. Pocieszeniem dla Nex'a był jednak fakt, że tak naprawdę nie robiła mu na złość. Wystarczyło przecież otworzyć okna, aby powstał przeciąg. Wówczas to nie będzie dla niego aż tak bardzo uciążliwe, lecz ona... Nie ucieknie od własnego smrodu, jeśli się nie oczyści z resztek, które do niej przywarły.
W sumie dopiero teraz w połowie drogi do "łazienki" dotarło do niego, że kąpiel byłaby teraz głupotą, bo przecież dopiero co założył opatrunek. Zarazem nie wierzył, aby to była przyczyna jej odmowy, lecz to nie było teraz ważne. Co zatem mógł zrobić, aby się capić jak stado skunksów? Nie chciało mu się po prostu wierzyć, że kobieta dobrze czuła się, gdy śmierdziała gorzej, niż nie jeden śmietnik. Dodatkowo wolałby, aby jego "dom" nie capił później jeszcze przez kilka dni. Po chwili zastanowienia miał już nawet pomysł i chcąc wiedzieć, co o tym rozwiązaniu powie jego gościa zawrócił. Gdy już wchodził do głównego pomieszczenia, dostrzegł dziwne ruchy od strony lisicy, odruchowo zatrzymując się w progu. To Tyve wykonywała jakiś pokraczny taniec, którego cel było dla niego nieodgadniony. Może to był wymagany element korzystanie z jej zdolności? Z jakiegoś powodu nie użyła jej w alejce. Oczywiście, wynikać to mogło po prostu z tego, że nie zdążyła, lecz takie myślenie było groźne. Zamiast tego wolał trzymać się tego, co wiedział. Spokojnie zatem odczekał aż lisica skończy "taniec przywołujący deszcz" i mocniej tupnąwszy, aby oznajmić swój powrót.
- Hej, skoro kąpiel ci nie odpowiada, to może przynajmniej miska z ciepłą wodą cię zadowoli? Dorzucę czysty ręcznik, abyś mogła się obmyć, jeśli ci to bardziej odpowiadał. Od razu zaznaczę, że nie interesuje mnie oglądania gołych dzieci, więc możesz być pewna, że nie będę podglądał. Jeśli mi nie wierzysz, to pamiętaj, że po prostu nie ma czego u ciebie podglądać - powiedział uśmiechając się trochę za szeroko i pokazując kły. Naturalnie trochę przesadzał z tym brakiem punktów, na których dałoby się zawiesić oko, lecz nie było powodu, aby silić się na uprzejmości w jej przypadku i wątpliwe było, aby wzięła jego słowa do siebie.
Swoją drogą nawet przez myśl mu nie przyszło, że jego gość próbował nauczyć się tego, co sam potrafił, bo iluż z chowańców mogła coś takiego uczynić? A no właśnie... Nie znał nikogo takiego. Nawet nie wiedział, od czego zależało to, jaki talent posiadali. Może miało to związek z ich śmiercią? A może z poprzednim życiem? A może z najskrytszymi marzeniami? Czyli podsumowując, nie wiedział na ten temat nic i wątpił, aby ktoś wiedział więcej poza może najwyższym bogiem.

Od Tyve CD Nexaron'a "Polowanie na lisy"

Poprzednie opowiadanie

- Nie — burknęłam zła — będziesz musiał się męczyć ze mną i z moim smrodem — wpatrywałam się uparcie w zabandażowaną nogę. Przebrzydła, zawszona swołocz. Czemu on musiał być taki miły? I nadgorliwy, nie prosiłam go o nic.
Białowłosy zniknął. Korzystając z jego nieobecności, wstałam ostrożnie i zaczęłam dokładnie przeszukiwać pomieszczenie. Właściwie nie znalazłam niczego, co by mi się przydało, ale czego ja mogłam spodziewać się po opuszczonej świątyni? Nie przejęłam się tym jakoś wyjątkowo, zamiast kontynuować poszukiwania, skupiłam się na czymś innym. Jak on to robił? Nie pamiętam, aby wypowiadał jakieś skomplikowane formuły, jedyne co, to bredził o jakimś bezpiecznym miejscu. Ale to bardziej było do mnie. Zamknęłam oczy, gdzie by się przenieść? Może na razie coś łatwego. Wyobraziłam sobie wejście do świątyni, w której się znajdowałam. Na początek może być, spróbujmy więc. Skupiłam myśli na wybranym przeze mnie miejscu, po czym odczekałam chwilę i otworzyłam zadowolona oczy. Uśmiech natychmiast zszedł mi z twarzy, stałam dokładnie w tym samym miejscu, nie ruszyłam się nawet o cholerny centymetr — Szlag by to trafił — zmełłam przekleństwo w ustach. Coś zrobiłam źle, tylko co? Za mało intensywnie myślałam o wybranym miejscu? Nie, to raczej nie to, doskonale wyobraziłam sobie schody i wejście do świątyni. Nie było więc możliwości, żeby to moja wyobraźnia nawaliła. A może powinnam wykonać jakiś skomplikowany ruch dłońmi? Nie przyglądałam się aż tak. Zaczęłam więc machać rękami i wykonywać niezidentyfikowane ruchy, w końcu śmiejąc się sama z siebie, no bo to było głupie, totalnie głupie. Gdyby za każdym razem trzeba by było wykonywać taki "taniec", w walce byłoby to zupełnie bezużyteczne, kompletna strata czasu, nie mówiąc już o tym, że przeciwnik zapewne pękłby ze śmiechu. Czyli znowu pudło. Usiadłam na ziemi i biorąc jeden z żarzących się patyków, zaczęłam nim rysować po posadzce. Jak on to robił? Przecież nie spytam się go wprost, "hej ty, powiedz, jak to zrobiłeś, bo ja też chcę się nauczyć", zdradziłabym się, a im mniej o mnie wie, tym większą mam przewagę. Dopiero gdy już opanuję tę jego sztuczkę z przenoszeniem się, udowodnię mu, że nie jestem taka bezbronna, jak się może wydawać. Oczywiście dzięki temu, bez problemu mogłabym przenieść się z dala od tego dziwaka.
Widząc, że ognisko dogasa, dorzuciłam do niego kilka kawałków drewna i otulając się z powrotem kocem, przysunęłam bliżej. Chłód był na tyle dokuczliwy, że postanowiłam, choć na chwilę schować swoją dumę, oczywiście, do momentu, gdy jestem sama. Kiedy tylko nieznany mi nadal mężczyzna wróci, zamierzam natychmiast ostentacyjnie rzucić w niego swoim okryciem. Nie będzie mi tu łaski robił. Gdybym tylko wiedziała, gdzie jestem... Wróciłabym sama bez jakiejkolwiek pomocy czy proszenia się. A ja tylko chciałam pójść do baru, o nic więcej go nie prosiłam, tylko o to, żeby mnie tam zaprowadził. Ale nie, wielki pan bohater od siedmiu boleści, rycerz w pordzewiałej zbroi na ledwie żyjącej szkapie zamiast białego rumaka, musiał przytargać mnie, nie wiadomo na jakie zadupie, na jeszcze większym zadupiu i na dodatek w świecie ludzi. Palant jeden. Jakby nie mógł przenieść nas do krainy bogów, skoro miał taką możliwość. Zamiast tego muszę się teraz z nim tu męczyć, cudownie po prostu. Niech to wszystko razem z nim trafi szlag.

Nex?

Od Soushiego CD Kushiny "Gasnący Płomień"


Czułem się głupio, że zostawiłem ją samą nie wiem przez ile, to trochę było kłopotliwe, taka niewiedza ile się spało jest irytująca.
-Kushi.-Przerwałem jej.-Nie mów nic więcej, ważne jest dla mnie twoje bezpieczeństwo.
-Soushi, ale przeze mnie jesteś teraz w tym stanie.-Przytuliła mnie mocniej, trochę to zabolało, ale dało się wytrzymać.
-Jakoś się z tego wyliżę, spokojnie.-Spróbowałem się uśmiechnąć, ale wyszedł grymas pełen bólu, zacząłem się kulić.
-Soushi gdzie cię boli?- Spytała pośpiesznie.
-Nie wiem, całe moje ciało przeszywa ból.-Wyjęknąłem jak wyraźnie mogłem.
-Połóż się, musisz odpoczywać, za niedługo dam ci coś do jedzenia.-Pomogła mi się położyć na plecach, sam tego nie mogłem zrobić bo każdy mój własny ruch powodował ból całego ciała.
Leżałem na sofie myśląc jak bardzo zrobiłem sobie krzywdę, ta myśl nie miała zbytniego dla mnie znaczenia jeśli Kushina jest cała.
Nadal przeszywał moje ciało ból, ale mniejszy niż przy poruszaniu się, czekałem na Kushinę jakiś czas, wróciła z jakąś paćką i łyżką, podeszła do sofy i uklękła na podłodze, kierowała łyżkę w stronę moich ust.
- Powiedz aaaa....-Przyłożyła łyżkę przy moich ustach centralnie.
-Aaaaa....-Otworzyłem buzię i połknąłem paćkę.
Chwila po połknięciu zawartości miski poczułem jak zaczyna mnie boleć całe ciało, miałem ochotę drzeć się z bólu, ale nie chciałem tego robić przy niej, wytrzymałem cały ból jaki czułem.
-Kushino a ty jadłaś śniadanie?-Spytałem robiąc dobrą minę do złej gry.
-Spokojnie jadłam, ale teraz najważniejszy jesteś ty.
-Niech ci będzie.
-Soushi
-Słucham Kushino
-Musi cię naprawdę boleć, co chcesz robić jak wyzdrowiejesz jako tako?
-Jedyne czego pragnę to spędzać z tobą czas, tyle ile mogę.
-Soushi, obecnie nie zawsze będę mogła być przy tobie.
Podniosłem rękę z sofy, zbliżyłem do jej ręki i złapałem w delikatnym uścisku.
-Każda chwila z tobą jest na wagę złota, i ona napędza mnie dalej.
-Miłe, że to mówisz, ale będę przy tobie coraz mniej czasu każdego dnia.
-Wiem, ale to jest piękne, że będziesz przy mnie i opiekowałaś się mną.-Wtedy poczułem się słabo i zacząłem odpływać.
-Soushi, jesteś dla mnie niezwykły.-Uśmiechnęła się, a mi powieki się zamknęły straciłem kontakt z rzeczywistością.
Otworzyłem oczy, spojrzałem przez okno na zewnątrz i ujrzałem  zachodzące słońce, według moich przewidywań już będzie wieczór. A przy sofie leżąc na kocu spała Kushina, podniosłem się lekko, spojrzałem na nią, była słodka chciałbym ją dotknąć, ale jak zrobię większy ruch to zacznę drzeć się na cały wymiar. Za ten widok mogłem jeszcze raz walczyć z tym lisem, ale nie chciałem jej narobić więcej zmartwień, nie wiem obecnie za kogo mnie uważa. Za jakiegoś chowańca czy za kogoś więcej, to pytanie nurtowało mnie jakiś czas, za niedługo Kushina się obudziła i zaczęła się na mnie patrzeć z zastanowieniem.
-Chyba ci się polepszyło.-Powiedziała z zaciekawieniem.
-Przynajmniej teraz mogę wiedzieć co się dzieje.
-No to pora na zmianę opatrunku.-Podniosła się z podłogi i wyszła z pokoju.
Trochę się tego obawiałem, że będzie mną dotykać ostro powodując ból całego ciała, po kilku minutach wróciła z wodą utlenioną i bandażem w rękach. Zmieniła mi sprawnie opatrunek, nie zorientowałem się kiedy wszystkie moje stare bandaże leżały w koszu a nowe miałem na sobie. Kushina była delikatna jak zazwyczaj, dbała tak codziennie o mnie zapewne każdego dnia, gdy byłem nieprzytomny, miałem ochotę jej podziękować za wszystko co zrobiła dla mnie. Nie mogłam sam prawie normalnie funkcjonować, gdyby nie ona bym umarł, jakby uznawała mnie tylko za chowańca zostawiłaby mnie na pastwę akum i sama uciekła, ale ona mnie uratowała przed śmiercią i opiekowała się cały czas, widać prawie nie zmrużyła oka przez cały ten czas, chciałem ją teraz wynagrodzić w ramie podziękowań, ale ból to uniemożliwiał. Wyrzuciła moje stare opatrunki do śmieci, przyniosła sobie materac do pokoju i usiadła na nim.
-Zostaję z tobą na noc.-Powiedziała nie dając szansy na sprzeciw.
-Pamiętaj robisz to z własnej woli.
-Zapamiętam, a ty idź spać bo jeszcze coś sobie zrobisz.
-Dobrze.
Leżeliśmy w ciszy tak jakiś czas, mi się nie chciało zbytnio spać a moja głowa myślała o wszystkim związanym z Kushiną. Zawsze marzyłem o czymś takim z Kushi, ale nie wiedziałem, że będę w takim stanie. Ta sytuacja nie była dla mnie korzystna patrząc na ból jaki doświadczam przez najmniejsze ruchy. Chciałem jak najszybciej przerwać tą niezręczną ciszę, nienawidziłem jej, była dla mnie szkodliwa i okrutna.
-Kushino.
-Tak Soushi?
-Jestem dla ciebie tylko chowańcem czy kimś jeszcze?-Spytałem próbując patrzeć na nią, ale ból mi nie pozwalał.

Kushi?

Od Kuroo CD Yae "Stała Zabaweczka"


Spałem może trzy godziny, nie mogłem zasnąć ponownie, co powodowało u mnie sporawą złość, ale gdy spojrzałem na dziewczynę, która leży koło mnie, kompletnie naga i przykryta tylko kocem, wszystkie pesymistyczne odczucia odchodzą w dal.
Yae leżała skulona i tuliła poduszkę, przez co mogłem bez problemu wstać, wyjść na pół godziny pobiegać i wziąć prysznic.
Teraz stoję w jeansach oraz trampkach przy blacie, szykując kanapki. Byłem tak skupiony na nuceniu piosenki, że nie zauważyłem zbliżającej się dziewczyny, przez co, gdy mnie cmoknęła w policzek, zdębiałem. Opanowałem się po chwili, odkładając rzeczy, które miałem w rękach i biorę Yae w objęcia, całując namiętnie. Niedługo po tym dostałem pstryczka w czoło i zrozumiałem, że chce się ubrać.
Puściłem ją, a następnie położyłem kanapki na stolik. Zjadłem aż dwie, szaleje!
Dziewczyna oparła się o moje ramię, zajadając kanapki ze smakiem. Oczywiście mi za wygodnie nie było, bo siedziałem wyprostowany przez większość czasu, a teraz muszę się lekko przygarbić, z jej powodu.
Po niedługim czasie dziewczyna wstała, pocałowała mnie, biorąc moją twarz w dłonie i wyszła do pracy.
Oczywiście mój plan zakładał, że złożę, jej tam wizytę, bo nie będzie mi się chciało siedzieć cały dzień w domu.
***
Posprzątałem całe mieszkanie, ogarniając dosłownie każdy kąt i ruszyłem na spotkanie z mą lubą.
Oczywiście po drodze zaczepili mnie ludzie, z którymi ostatnio grałem w siatkówkę.
- Zagrasz chociaż jeden set? - pytanie padło od najwyższego członka ekipy.
- Dlaczego zawsze ja? Nie możecie sobie znaleźć jakiegoś innego gościa? - mruczę niezadowolony pod nosem.
- Wielu ich było, ale nikt tobie nie dorównywał, skąd ty się gościu urwałeś?
- Tego ci nie powiem, lecz możesz się tylko domyślać, dlaczego tak gram. W sumie, podaj piłkę.. Zagram seta i idę dalej, bo nie mam czasu - kolega z drużyny, rzucił mi piłkę, mówiąc, że mam zacząć. Cóż, żaden problem mogę praktycznie stać, tak do końca. Oni źle nie grają, ale gubi ich brak dokładności i przewidywania ruchów przeciwnika.
Zaserwowałem, oczywiście, jak na króla tutejszego boiska wszedł as serwisowy, którego powtórzyłem jeszcze trzy razy, bo za czwartym nauczyli się odbierać moje piłki. Ciekawe na jak długo.. Zagrałem tyle, ile powiedziałem, po czym ruszyłem do pracy Yae.
Wchodząc tam, od razu dziewczyna do mnie przybiegła i pocałowała. Cały lokal od razu odwrócił wzrok w naszą stronę.
No świetnie, po prostu cudownie. Nie czuję się dobrze, całując ją w miejscu publicznym, gdyż przypominają mi się starsze czasy i dla mnie jest to niezręczne, bo myślę o tamtej osobie.
Gdy mogłem już odejść w spokoju do stolika, przy okazji zamawiając sobie kawę od tej pięknej damy, myślałem trochę o tym wszystkim. Dzieje się to strasznie szybko, nie przywykłem do tego. Kiedyś musiałem się nieźle namęczyć, a teraz wystarczył jeden dzień.
Gdy Yae odeszła wokół mnie zebrała się grupka mężczyzn. W końcu coś się dzieje! Tak, dajcie mi się pobić z nimi. Tego mi brakowało! Rozlew krwi, posiniaczona twarz, to coś dla mnie. Wstałem, głupio się uśmiechając i strzelając kośćmi w dłoniach, po czym zacisnąłem pięści.
Oczywiście nie było mi dane się pobić, bo Yae się wtrąciła ze swoją kataną. Kurwa, serio?! Byłem lekko zły, ale milczałem. Nie chciałem dodatkowo jej wkurzać.
***
Zaproponowała, abym zabrał ją do mojej pracy, w sumie, dlaczego nie. Za pół godziny zaczynam zmianę, więc idealnie wyrobię się w czasie.
- W takim razie chodź - mruczę jej do ucha i wychodzimy z jej kawiarenki.
Miejsce, gdzie pracuje, zostało osławione nazwą LAX.
Wielki budynek z fortepianem na środku, sala do tańczenia, loże, a ja stoję kurwa za ladą i podaje drinki. Nie powiem, że jest źle, bo Morningstar dość dobrze płaci, oczywiście zniżkami też nie pogardzę.
Doszliśmy do budynku, a Yae zdziwiła się lekko, widząc, że pracuję w tym miejscu, bo już tutaj byliśmy.
- Zaraz będę..- mówię cicho i idę na zaplecze założyć białą koszulkę. Jeansów nie mam po co zmieniać, gdyż, tak czy inaczej, są w kolorze czarnym.
Wracając za ladę, usłyszałem głos mojej księżniczki.
- Mogę pana prosić o jakiegoś pysznego drinka?
- Zależy co panienka sobie, życzy.
- Wiesz, najlepiej, aby było mocne.. - mruczy.

Yae