sobota, 16 czerwca 2018

Podliczenie chowańców 16.06

Niyumi ( 2 opowiadania) - 350 PD
Michael ( 3 opowiadania) - 200 PD
Shigeru ( 2 opowiadania) - 150 PD
Victoria ( 4 opowiadania) - 600 PD
Nexaron ( 2 opowiadania)  - 150 PD
Miyashi ( 2 opowiadania) - 150 PD
William ( 1 opowiadanie) - 150 PD
Azroth (1 opowiadanie) - 200 PD
Asher (1 opowiadanie ) - 150 PD

~ Kiyuki aka Shin

Podliczenie Bóstw 16.06

Tarou (4 opowiadania) - 400 wierzących
Lavi (1 opowiadanie) - 200 wierzących
Kioku (1 opowiadanie) - 100 wierzących
Akane (2 opowiadania) - 350 wierzących
Adrestia ( 1 opowiadanie) - 200 wierzących
Kiyuki ( 1 opowiadanie) - 200 wierzących
Asami (1 opowiadanie) - 100 wierzących

~Kiyuki aka Shin

piątek, 15 czerwca 2018

Od Asami CD Hibikiego "Dziennik życia ziemskiego"


-To co? Pierwsza akcja? - spytałem z uśmiechem.
Spojrzałam na Hibikiego. Był taki radosny, co tylko chciało, abym i ja się uśmiechnęłam. Złapałam dłoń chłopaka, splatając z nim swoje palce. Zaśmiałam się też, po czym położyłam głowę na torsie chłopaka. Musiałam też zadbać o jego bezpieczeństwo...
-Tak, ale... Musisz mi obiecać, że nie będziesz chciał skakać wręcz w ogień, aby mnie ocalić. Ty też musisz być bezpieczny.-szepnęłam, po czym spojrzałam w oczy dla mężczyzny.
Chyba się... lekko zarumienił? Nie wiem, wydaje mi się, że tak. Uśmiechnęłam się znowu, przechylając głowę do boku. Po tym, nadal trzymając dłoń chłopaka, stanęłam na palcach i ucałowałam go w policzek. Teraz na pewno ujrzałam lekki rumieniec. Zamknęłam oczy i zabrałam też od niego dłoń.
-To na szczęście, abyśmy obaj wyszli z tego cało.-powiedziałam, wystawiając lekko dłoń do boku.-Hibiki.-rzekłam, a wówczas chłopak zaświecił się.
Nadal miałam zamknięte oczy, więc kiedy poczułam w dłoni rękojeść miecza, otworzyłam powieki i palcem przejechałam po ostrzu. Było piękne. Rękojeść miał czarną, podobnie jak początek ostrza. Kolor potem ładnie przemieniał się i łączył z błękitem. Niesamowity... Uśmiechnęłam się delikatnie, a następnie biegiem ruszyłam w stronę youkai, który nadal przyglądał się dla rowu. O nie. Nie dam ci zabijać ludzi ty potworze. Przybyłam, więc to koniec twojej żądzy w tym miejscu. Uratuję tych nastolatków od bestii. Bez wahania wbiłam katanę między żebra potwora, a jego jedno oko obróciło się w moją stronę, a z kolei drugie nadal patrzyło na rów przy ulicy. Nieco przerażona, poczułam jak dłoń potwora mocno uderza mnie, a ja po tym poleciałam na bok. Delikatny chrzęst uderzającego o asfalt ostrza uświadomił mnie, że byłam teraz bez broni. Z przerażeniem czułam ogłuszenie i ciągły pisk w uszach, ale spojrzałam na youkai, którego jedno oko, nadal na mnie patrzyło.
-Ładnie... Pachnie...-powiedział, a ja pisnęłam.
Dłoń bestii ułożyła się w pięść i widocznie chciała mnie uderzyć. Tuż przed atakiem, przeturlałam się i z trudem wstałam, biegnąc potem od razu po katanę. Czułam też strach Hibikiego o mnie, ale musiałam mu pokazać, że jestem godna dzierżenia tego ostrza. Złapałam rękojeść, po czym odcięłam zbliżającą się do mnie dłoń. Youkai zawyło, po czym bez wahania ruszyło w moim kierunku. Teraz już patrzyło na mnie i tylko na mnie. Zaczęłam uciekać, szukając ucieczki. Wyskoczyłam potem w górę i stanęłam za potworem, wbijając mu ostrze w ciało i starając się je rozciąć. Było to ciężkie, ale wreszcie udało mi się, a bestia zginęła z cichym piskiem. Ciężko oddychając, puściłam ostrze na ziemię i upadłam lekko drżąc. Martwo patrzyłam w asfalt.
-H-Hibiki.-rzekłam, uwalniając chowańca.

<Hibiki? ^^>

Ilość słów: 419

sobota, 9 czerwca 2018

Od Akane CD Shigeru "Magia słów"


   - Nande?! - Zawołałam, brutalnie wyrwana z lektury. Uniosłam spojrzenie znad kartki na winowajcę, mrugając kilkakrotnie nie będąc do końca przekonaną, że mogę wierzyć temu co widzę. Ostatecznie mogły to być omamy spowodowane wyziębieniem, chociaż beżowy płaszczyk sięgający do kolan i przemoczone buty podobnego koloru chroniły mnie względnie przed zimnem. Z drugiej strony nagie nogi i nauszniki nie spełniały już tej funkcji tak dobrze. Przynajmniej szalikiem mogłam się otulić, bo był chyba trzy razy dłuższy niż ja, gdy wyciągnę ręce w górę.
 - W domu cię nie uczyli, że nieładnie być takim niegrzecznym? - Ściągnęłam brwi, przyglądając się uważnie jego uszom i kocim oczom. Od razu było widać, że jest chowańcem, kimś z pogranicza kitsune i nekomaty. Zsunęłam wzrok niżej, chcąc ogarnąć całkowicie postać mężczyzny, ale kiedy padł on na puchate nogi, a może raczej łapy obrośnięte gęstym futrem, niepewność rozwiała się pod wpływem silnego podmuchu wiatru. Stuprocentowy kitsune.
 - Oddawaj. - Powtórzył, zupełnie ignorując moje poprzednie słowa, po czym sięgnął w moją stronę, chcąc odebrać mi kartkę. Pisnęłam, odskakując w tył i kiedy upewniłam się, że stoję stabilnie, oparłam dłonie na biodrach, których w prostym płaszczyku zupełnie nie było widać, i pochyliłam delikatnie w przód.
 - A skąd mam mieć niby pewność, że to należy do ciebie, co? - Odgarnęłam z oczu jasny kosmyk, który uciekł ze związanego na czubku mojej głowy koka. Jak ja nie lubiłam takich niesfornych pasemek.
   W ostatniej chwili uchyliłam się przed ponowną próbą odebrania mi tej biednej, losowi winnej ducha kartki. Czyli puchaty znajomy był typem naburmuszonego dzieciaka, który musiał natychmiast dostawać to co chce? W takim razie zgoda, ale zabawimy się na moich warunkach. Uderzyłam palcami w śnieg na chodniku, robiąc z nim niewielkie wgłębienie, w którym unieruchomiłam prawą nogę. Uniosłam jeden kącik ust w uśmiechu, przechylając przy tym głowę nieco w lewą stronę.
 - Skoro tak bardzo chcesz ją z powrotem, będziesz musiał się bardziej postarać. - Wybiłam się w przód z wcześniej zrobionego dołka i wymijając lisa, pomknęłam przed siebie wzdłuż ulicy. Oczywiście pomknęłam jest tu pojęciem względnym, gdyż trzeba na nie nałożyć ilość śniegu i lodu jaką pokryta była ścieżka, nawet jeśli wydeptana już przez kilkanaście osób.
   Nie musiałam długo czekać na pościg, który dołączył do mnie zresztą dość szybko. Nie miałam zbyt wielkiej przewagi nad nim, jeśli miałabym ją zmierzyć, liczyłaby się raczej w milimetrach, a składała się na nią właściwie tylko różnica wzrostów. Białowłosemu ciężko było mnie dosięgnąć, bo wystarczyło, że nieco się skuliłam i już byłam poza jego zasięgiem.
   Dodatkowym atutem okazała się... Droga, którą biegliśmy. Póki prowadziła w miarę prosto, zwierzęce nogi ze szponami dawały dużo więcej niż moje przemoczone papucie na płaskiej podeszwie. Ale tak się złożyło, że w pewnym momencie ścieżka zaczęła biec w dół i to dość stromo, dlatego zrezygnowałam z biegu i wskoczyłam na wyślizganą już przez młodszych część ulicy. Z cichym piskiem gibnęłam się do tyłu, ale zdążyłam podeprzeć się wolną ręką, dzięki czemu nie wylądowałam na tyłku.
   W ciągu kilkunastu sekund nabrałam szybkości, przez co moim zmartwieniem przestał być ścigający mnie lis, a to... Jak się zatrzymać. Tym bardziej kiedy moim oczom ukazał się sporych rozmiarów potok na samym dole uliczki. Dlaczego takie ulice zawsze muszą kończyć się wodą?!
   Próbowałam jakoś zahamować, ale podeszwy butów były zbyt płaskie, a pozycja w jakiej się znajdowałam, nie pozwalała w żaden sposób wydostać się z niezbyt kolorowej sytuacji. Nie był to dzień, kiedy miasto tętniło życiem, a na każdym kroku był ktoś gotów pomóc (albo też dobić), ale wołanie o pomoc było ostatnią deską ratunku przez kompletnym zamarznięciem po wpadnięciu do rzeczki.
 - Tasuketeeeee~! - Wrzasnęłam na całe gardło, przyciskając kartkę do tułowia. Kiedy już myślałam, że naprawdę wpadnę do tego potoku, bo moje nogi były praktycznie zanurzone w tej lodowatej wodzie, ktoś złapał mnie za ramię i pociągnął do tyłu. Spojrzałam na rękę, która mnie ściskała i niezbyt się zdziwiłam widząc na niej białe futro, które należało rzecz jasna do wątpliwego właściciela kartki.
   Napuszyłam policzki, chcąc już coś powiedzieć, ale nim w ogóle otworzyłam usta, poczułam jak wznoszę się w powietrze. I to wcale nie przy pomocy białowłosego, bo ten już mnie puścił. Zwyczajnie zaczęłam unosić się w górę coraz wyżej i wyżej, jakby grawitacja nagle przestała na mnie działać. Odruchowo zaczęłam machać rękami i nogami, starając się pozostawać w jakiejś normalnej pozycji, ale i tak przechylałam się głową w kierunku ziemi, a wizja spadnięcia prosto na twarz nie za bardzo mi się podobała.
   Nie miałam pojęcia jak wysoko mogę tak polecieć, dlatego złapałam się ostatniej rzeczy, której jeszcze dosięgałam. A okazały się nią... Uszy białowłosego. Mężczyzna natychmiast zareagował głośnym warknięciem, ale ja tylko mocniej ścisnęłam palce, drugą rękę wraz z zapisaną kartką puszczając luzem w górę.
 - Puszczaj! - Warknął, zerkając na mnie.
 - To mnie ściągnij! - Zażądałam. Naprawdę chciałam zejść na dół i nie pozostawać już w takiej pozycji, bo wiszenie do góry nogami nie było zbyt naturalne i dokładnie czułam jak cała krew spływała mi do głowy.
 - Oddawaj kartkę.
 - Ściągnij mnie do cholery, bo ci urwę to ucho! - Ścisnęłam wrażliwy narząd lisa najmocniej jak tylko potrafiłam, przez co z jego gardła wyrwało się kolejne warknięcie. Chyba miał już dość moich krzyków i tego, że napastowałam jego biedne uszy, bo sięgnął ręką w górę łapiąc mnie za przedramię. Zamrugałam kilkakrotnie, czując jak całe to błogie uczucie lekkości znika, a moje ciało na powrót staje się ciężkie i spada w dół.
   Dziwnym trafem namoczone wodą buty ściągnęły moje nogi w dół szybciej niż reszta ciała, która dopiero po chwili zareagowała. Skończyło się to tym, że przypadkowo uderzyłam z rozpędu w nogi lisa i to pod takim kątem, że jego pazury odczepiły się od lodu, a chowaniec razem ze mną fiknął w powietrzu kozła, lądując ostatecznie w wodzie tuż obok mnie. Czyli nie uniknęłam zmoczenia się...
  Zerknęłam na rękę, którą cały czas trzymałam w górze, a między palcami tak pożądaną przez lisa rzecz. Na szczęście, jakimś cudem, na jej powierzchni były widoczne tylko trzy małe kropelki wody. Westchnęłam cicho, podnosząc się i zerknęłam na siebie. Szczerze myślałam, że to mokre buty sa okropnie ciężkie, ale przemoczony płaszcz przebił je kilkakrotnie. Musiałam wrócić jak najszybciej do swojej świątyni i ściągnąć te mokre rzeczy... Dobre tyle, że napaliłam w kominku przed wyjściem. Choć może nie było to zbyt mądre, bo budynek stał pusty.
 - A ty dokąd? - Kolejne warknięcie w przeciągu dziesięciu minut zwróciło moją uwagę na mężczyznę. Uniosłam jedną brew, przyglądając się mu. Może i miał futro, ale je przemoczył, więc zapewne jest mu teraz tak samo ciepło jak mi.
 - Do siebie. Nie będę tu marznąć. - Odparłam, ściągając z głowy nauszniki. Było ciepło w uszy, ale nie były zbyt poręczne. - Ty zresztą też, jeśli chcesz odzyskać tą kartkę.

Shigeru?
Słów 1113

Od Azrotha CD Miyashi "Nie dbaj o to"


Drobna kobietka (może jeszcze dziewczynka?), gdy go ujrzała, zlustrowała go spłoszonym spojrzeniem. Kąciki jej oczu połyskiwały nagromadzonymi się tam łzami, co uznał za niepokojące i postanowił pomóc dziewczynie, która w dodatku, także miała w swym posiadaniu parę uszu i ogon. Był to kolejny powód „za”, aby podejść – Może nie była ona nowa w tym wymiarze, może będzie w stanie mu powiedzieć, o co tu właściwie chodzi?
Śmiało wysunął nogę do przodu, chcąc wykonać krok i już otwierał usta, aby wypowiedzieć bliżej nieokreślone zdanie, które mu ślina na język przyniesie, ale drobna dziewczyna zaczęła się cofać. Udało jej się zrobić kilka kroków, ale najwyraźniej coś zawadziło o jedną z jej chudziutkich nóg i zachwiała się do tyłu, upadając. Szybko podparła się na rękach i zaczęła wymachiwać nogami, próbując cofnąć się dalej. Jej karmelowe oczy zalśniły łzami strachu i czymś w rodzaju upokorzenia.
– Um, przepraszam? – Szepnął, nie będąc do końca przekonany, czy ten ogólny popłoch jest z jego winy.
Ona tylko pokręciła głową, przymykając oczy i zerwała się na nogi. Postawiła krok do tyłu, wciąż w miarę czujnie go obserwując. Kilka brązowych pukli włosów opadło jej na twarz, więc szybko odgarnęła je ręką. Zarumienione policzki dziewczyny delikatnie kontrastowały z jej drobną, bladą twarzyczką. Z resztą – Nie był w stanie spojrzeć na jakąkolwiek część jej ciała i nie określić jej w pierwszej kolejności, jako „Drobną”, po prostu się nie dało. Jedynie kilka blizn, które był w stanie dostrzec z odległości, na jakiej się znajdował, dawały świadectwo tego, że dziewczyna doświadczyła bólu. Inaczej stwierdziłby, że jest to jedna z tych „Nietykalnych, nie wadzących nikomu”.
– Słuchaj – Zaczął, starając się mówić tonem cichym i opanowanym. – Nie chcę zrobić ci nic złego, po prostu jestem tu nowy i nie do końca wiem, jak się odnaleźć – Urwał, dając dziewczynie czas na przetrawienie tej informacji. – Jeśli potrafisz mi pomóc, to ja chętnie pomogę tobie, bo widzę, że coś się stało...
– N-nie – Odparła, a on zauważył, że głosik ma równie cienki i delikatny, jak na to wskazywała budowa jej ciała – Nic mi się nie stało... – Siorbnęła nosem i odwróciła wzrok.
– Ale możesz mi pomóc? – Dopytał nieco głośniej, niż miał zamiar, ale kobietka najwyraźniej to zignorowała, zajęta zbieraniem się do kupy.
– Chyba tak – Szepnęła tak cicho, że dopiero po chwili domyślił się, co powiedziała.
– Bardzo dziękuję – Odparł, delikatnie przechylając głowę. Nie był, wszak, pewien, czy w ogóle powinien jej na to odpowiadać, czy lepiej trwać w ciszy.
Złapała głęboki wdech i spojrzała na niego. Dał jej chwilę, aby oswoiła się z czymś, co dla niego nie było żadną barierą – Kontaktem międzyludzkim. Ponownie siorbnęła nosem, po czym do niego podeszła. Zmarszczył brwi, odnotowując, że dziewczyna ledwo sięga mu do obojczyka. Z bliska w ogóle zdawała się bardziej być dzieckiem, około trzynastu-czternastu lat. Odetchnął głęboko, zmęczony panującą między nimi, ciężką ciszą. Mimo tego, że dzieliła ich bardzo mała odległość, sprzyjająca rozmowie, miał wrażenie, że dziewczyna nie wyciągnie inicjatywy, rozpoczynając dialog. Po kilku minutach, które zdawały się być dla niego godzinami, odparł w końcu, starając się nie okazać swojej irytacji:
– Ile masz lat? Jak masz na imię?
Zmarszczyła delikatnie swoje cienkie brwi, wyrywając się z letargu, podczas którego wpatrywała się w jego twarz. Zarumieniła się z nieznajomych mu przyczyn i odparła:
– Jesteś bardzo niecierpliwy. Ja tylko starałam się ciebie poznać...
– Poznać mnie? – Zdziwił się. – O nic nie pytając?
– Słowa są źródłem nieporozumień – Odparła na to, ponownie skanując go spojrzeniem.
– Ja tak nie uważam – Oświadczył. – I dlatego pytam: Jak masz na imię?
Westchnęła ciężko, delikatnie (choć ewidentnie nieszczerze) się uśmiechając. Ponownie odgarnęła kilka pukli włosów za ucho. Dostrzegł na jej dłoni sporo blizn i zadrapań, ale czuł, że może być to dla niej drażliwym tematem, a ucieszony faktem, że prowadzi z nią właśnie jakąkolwiek konwersację, starał się tego nie psuć.
– Mam na imię Miyashi... – Odrzekła cicho, pocierając czoło nad lewą brwią. – A ty?
– Azroth... Az, Azro, cokolwiek...
– To miło – Odparła, pozwalając, by między nimi ponownie rozległa się irytująca cisza.
Chcąc ukryć zdenerwowanie, zaczął przechylać się z nogi na nogę; zaczął tupać prawą, po kilku minutach lewą; Odgarnął włosy z czoła, a potem przeczesał je dłonią; Kilkukrotnie westchnął, starając się wymusić atencję dziewczyny, ale nic to nie dało.
– Jak może cię to nie drażnić? – Syknął, nie wytrzymując napięcia. – Ta cisza...
– Przepraszam – Zaskomlała niespodziewanie, rumieniąc się i chowając twarz za kurtyną włosów.
Jęknął z irytacji i schował twarz w dłoniach. Przecież nigdy się z nią nie dogada, jeśli będą prowadzić urywany dialog w ten sposób. Pokręcił głową, biorąc głęboki wdech ustami, a potem wypuszczając powietrze nosem. „Tylko spokój nas uratuje, Azroth, tylko spokój” - Powtarzał w myślach, starając się zrelaksować. Potwór irytacji, zagnieżdżony gdzieś w okolicach jego klatki piersiowej, powoli zaczął się uspokajać, więc korzystając z tego, zmęczony podniósł głowę znad rąk; przetarł twarz dłońmi i przymknął powieki; Wziął głęboki wdech, po czym odparł:
– Nic się nie stało, to ja przepraszam. Po prostu przejdźmy już do wytłumaczenia mi, o co chodzi, dobrze? – Starał się wypowiedzieć te słowa tak łagodnie, jak tylko potrafił.
– Dobrze... – Odpowiedziała, spuszczając wzrok na swoje buty.


Miyashi? | 849 słów

piątek, 8 czerwca 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Jej słodki głos oraz ciepło, gdy zbliżyłem się na ten kawałek...to były rzeczy, które najbardziej w takich chwilach potrzebowałem. Po tym wszystkim co wyrządził jej Kuroki, podczas gdy ja... no cóż. Mogłem jedynie patrzeć na to. Tyle bólu jej tym zadałem... głównie przez to, że nie powiedziałem jej o moim drugim obliczu, czy o oznakach jakie ukazywały się przed jego pojawieniem się. Sny , dziwne wizje... powoli zmieniający się charakter. Czułem się po prostu winny tego wszystkiego. Przytuliłem jej drobne ciało do siebie chcąc dać jej do zrozumienia, że tak naprawdę nie mam jej niczego za złe. W sumie... może i lepiej, że to wszystko tak się potoczyło? Mogliśmy poznać się lepiej, a na dodatek.... teraz nie mamy przed sobą żądnych sekretów.
- Proszę... nie obwiniaj się za to... oboje jesteśmy tak samo winni - Szepnąłem cicho do jej uszka, gdy jej delikatne dłonie oparły się o moją klatkę piersiową. Były ciepłe... przyjemnie ciepłe.
- Ale ... Kiyuki ... gdyby nie ja....
- Shh..... - Uciszyłem ją, by nie kończyła tego zdania. - Jestem bóstwem twoim. Biorę odpowiedzialność za twoje zachowanie, nawet.... jeżeli nie było związane ze mną. Rozumiesz? Nawet jeżeli Kuroki zerwał pakt... to będę go odnawiał, aż w końcu się podda, lub zniknie. - W tej samej chwili znów delikatnie złączyłem nasze usta.. jakbym chciał tym potwierdzić wcześniej rzucone słowa. Rozumiałem, że Kuroki patrzy teraz głownie na swoje bezpieczeństwo i będzie likwidował ze swojego otoczenia każde zagrożenie, lecz jeżeli nie jest głupi to w końcu zauważy, że Niyumi ma czyste jak łza serce. W końcu nie bez powodu dostała ofertę dostania się tutaj....a każdy człowiek popełnia błędy na których się uczy. To nie rozłączna część życia nawet, jeżeli ono się już skończyło.
- Zwalczymy Kuroki'ego razem... tak by nie pokazywał się już nigdy. A ja będę zawsze przy tobie, tak jak ty będziesz zawsze o mego boku... co ty na to? - Uśmiechnąłem się delikatnie jak zawsze. Fakt, ze teraz mogło to inaczej wyglądać, lecz nie to się liczy. Liczy się sam gest. Lisiczka na moje słowa skinęła ochoczo główką, a w jej oczach pojawiły się łzy. Takiej odpowiedzi się spodziewałem. Jeszcze raz obdarowałem chowańca lekką buziakiem w czoło wywołując na jej policzkach leciutki rumieniec który tak kochałem.
 Zaśmiałem się cicho i posadziłem białowłosą na blacie , bym nie musiał się cały czas schylać. Wzrost czasami był wyjątkowo denerwujący w szczególności, gdy druga osoba sięga ci do klatki piersiowej. Przeniosłem dłoń na jej policzek gładząc go delikatnie. Jej reakcją było wtulenie się w nią kładąc po sobie uszka z uroczym uśmiechem. Wydawała również z siebie ciche mruczenie, które wywołały u mnie szybsze bicie serca. Urocza ... Tylko to określenie przychodziło mi do głowy tak samoistnie. Gdybym chciał mógłbym znaleźć jeszcze parę idealnych określeń, choć teraz... liczyła się po prostu ona przede mną.
Ponownie zbliżyłem się do niej delikatnie muskając jej mięciutkie wargi. Czasami miałem wrażenie, że smakują one malinami... nie jabłkami które uwielbiała. Bliżej było to do słodkiego , różowego owocu niż czerwonej kulki. Może dzięki temu ja znajdę swój ulubiony przysmak? Kto wie. Lisiczka zastrzygła lekko uszami chwytając w swoje łapki krawędzie kimona otulającego mój tors. Pod nimi był tylko bandaż. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że moja towarzyszka nieśmiało domagała się dalszych pieszczot. Nie umiałem jej odmówić ... oparłem dłonie na blacie po jej obu stronach kontynuując słodki gest , który po chwili nieco się pogłębił. Mogłem przyznać, ze to właśnie Niyumi zachęcała mnie do wszystkiego - Dłoń wędrująca na jej talii , delikatny pomruk, gdy na chwile się odsunąłem by zaczerpnąć powietrza, miłe doznania jakie teraz odczuwałem. Gdy dopiero się zrodziłem w tym wymiarze nie sadziłem, że spotka mnie w życiu coś ... można powiedzieć ludzkiego... coś czego nie wiedziałem od samego początku, tylko z czasem się nauczyłem. I pomyśleć, że gdybym jej wtedy nie spotkał i teraz się nie wybudził, to mógłbym to stracić na zawsze.
- Niyumi... co ludzie robią w takich chwilach - Zgarnąłem kosmyk jej białych włosów za ucho, by nie przeszkadzał mi wpatrywaniu się w jej złote oczy.
- Am... - Zarumieniła się jeszcze bardziej, spuszczając głowę. - Właściwie bardzo miłe rzeczy... Które umacniają więzi, jeśli są w odpowiedni sposób... Amm, wykorzystywane..
- Miłe rzeczy? - Przechyliłem głowę na bok zaciekawiony. Musiałem zdać się na jej wiedzę z ludzkiego świata... czasami miałem również wrażenie, ze zachowywałem się jak dziecko nie rozumiejąc niektórych spraw.
- Ugh... No wiesz... Są blisko siebie, tak blisko jak tylko pozwalają im na to ich ciała... Ammm...
Uśmiechnąłem się kątem ust patrząc jak dziewczyna coraz bardziej się peszyła. Do tego dochodziło nerwowe przegryzanie wargi oraz ruchy ogona oznaczające prawdopodobnie zadowolenie.
- Czyli.... - Zamrugałem parę razy spoglądając wzrok jakbym się nad czymś zastanawiał. Po tym złapałem Lisiczkę na ręce łapiąc ją jedną ręką pod biodra by nie spadła po czym zakręciłem się raz wokół własnej osi. Skończyło się to cichym piskiem ze strony mojej towarzyszki i złapaniem się kurczowo mojej szyi. - .... Nadal mało rozumiem, ale nie będę naciskał - Skończyłem swoją myśl uśmiechając się niewinnie.

<Niyu? >

830 słów

Od Miyashi CD Azrotha "Nie dbaj o to"


Oglądałam teraz ludzi. Nie wiem czemu to robiłam, ale patrzyłam na miejsce, gdzie była moja szkoła. Do niedawna… Jeszcze zanim umarłam to tam chodziłam. Nie wiem czemu ich obserwowałam… Jakoś mnie to lekko hipnotyzowało. W tej chwili było południe, więc wszyscy byli na przerwie. Było dokładnie tak, jak było zanim zniknęłam stamtąd. Każdy w swojej grupie, które ze sobą konkurowały lub nie kontaktowały. W tej chwili dwóch chłopaków uwzięło się na jednego. Nie słyszałam wiele, ale robili to za niewinność, za przynależenie do innej grupy lub wcale, zgodnie z zasadą „kto nie z nami, ten przeciw nam”. Nie widywałam go wprawdzie, ale widząc go, bałam się o niego. Ale przerwa się kończyła, wszyscy się zbierali do klas. Skoro tak, podeszłam bliżej. On jeszcze leżał, nie mogąc się podnieść. Korzystając z dziury w płocie, w której jeszcze się mieściłam i z której często korzystałam by uciekać ze szkoły (dosyć często to robiłam przez nich…), weszłam na plac szkolny. Nie zmieniło się tu za wiele, wręcz niemal nic.
- Wszystko dobrze…? – spytałam. Wyglądał na starszego ode mnie.
- Kim jesteś? Czemu masz uszy i ogon? – zapytał zamiast mi odpowiedzieć. Podałam mu rękę by pomóc wstać. Wziął ją, pociągnęłam go do góry. Wyglądał na mocno poobijanego. Dlaczego mu to zrobili? Nie musieli… Co on im zrobił, tylko to, że w ogóle był?
- Jestem Miyashi, a ty?
- A ja… A ja Aki. Miło poznać…
- Chodź do pielęgniarki… Co oni ci zrobili… - powiedziałam, a moje oczy zaczęły się szklić. Nadal bolało mnie to, że ich nie powstrzymałam. Wzięłam go za rękę i prowadziłam, on wyglądał na zagubionego. Był tu nowy? Pewnie tak…
Po tym, jak go tam przyprowadziłam, zapytał nieśmiało:
- Spotkamy się jeszcze…?
- Jasne, przyjdę tu jeszcze do ciebie – odpowiedziałam. Dosyć niepewnie, ale naprawdę chciałam do niego przyjść. Wydawał się być miły.
- Jutro…? – spytał znowu.
- Postaram się… Ale na pewno jeszcze się spotkamy.
Wtedy wszedł do gabinetu. Ja wyszłam ze szkoły, by nie płakać tutaj. Ledwo już byłam w stanie się powstrzymać. Wybiegłam stamtąd, tą samą dziurą w płocie. Dla innych była za mała, ale dla mnie idealna. Wybiegając skierowałam się w stronę wzniesienia, które w pobliżu było. Miałam niedaleko swój mały kącik, gdzie zawsze się chowałam przed tym, jak się przekonałam, wciąż okrutnym i złym światem. Droga była łatwa do zapamiętania, kilka ulic dalej już byłam na łące. Ale po drodze zobaczyłam jak ktoś się zbliżał... Miał on uszy i ogon, może on też był chowańcem? Ale bałam się go. Nie podeszłam, wręcz się zaczęłam cofać. Na pewno nie poszłabym już do swojej kryjówki, jak on patrzył. Cofałam się powoli, aż się nie potknęłam o coś i upadłam. Już był tak blisko... Musiał być Inugami, tak wyglądał. Poza tym, ładny też był. Nie zmieniło to faktu, że mnie przerażał... Do tego wciąż chciało mi się płakać, a musiałam się teraz znowu powstrzymywać...

<Azroth?>
Słów 480