czwartek, 27 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


- Znaczy... Rozumiem, że zyskując na rozmiarach i masie proporcjonalnie siła, oraz szybkość rosną, a rana, która zabiłaby człowieka, nie zrobi na tobie w tej postaci wrażenia, ale czy masz, coś poza tym na myśli mówiąc, że niewielu przeciwników byłoby ci w stanie coś zrobić? - Nex wolał się dopytać, bo naturalne było, że zmienia się skala ataków jednocześnie z jego rozmiarem, ale bynajmniej nie czyniło go niewrażliwym na nie. W pewnych sytuacjach nawet stawałby się na nie bardziej podatny, lecz... To wymagałoby wykazania się zmysłem taktycznym ze strony przeciwnika, a nie było to coś, na co mógł tym razem liczyć.
- Serio? Chyba mam na ciebie zły wpływ. Co na to twój patron? - zapytał z zadziornym uśmiechem i szturchnął go lekko w bok łokciem. Wygłupianie się w grupie znajomych zawsze było przyjemniejsza. Tego pewnie właśnie dane im będzie uświadczyć od młodzieży jaką zastaną w parku, lecz to, co oni zrobią to raczej... Korzystanie z możliwości, jakie posiadają? Nigdzie w zasadach bezpieczeństwa nie znajdzie się zapisu zabraniającego chowańcom wchodzenia na dach wagonów. To dotyczyło tylko i wyłącznie znacznie bardziej delikatnie zbudowanych ludzi. Nie można było z tym jednak przesadzać. Jeśli wpadliby pod pociąg, to nie byłoby czego zbierać również po nich.
- Myślałem, aby zeskoczyć z jakiegoś przejścia na jadący przedział, ale tak będzie łatwiej - pokiwał głową z aprobatą przystając na pomysł Makoto i w ślad za nim wspiął się przez siatkę na drugą stronę, aby po chwili ruszyć w kierunku wiaty. Nikogo nie było widać w pobliżu, ale nie było w tym nic dziwnego o tej porze i w tym miejscu. Jednocześnie, nawet jeśli by się jakiś pracownik kolei napatoczył, to zaraz by o nich zapomniał. Bez kłopotu udało się więc do niej dotrzeć. Zamiast jednak szukać drabiny, czy innego wejścia na górę Nex postanowił otworzyć przejście bezpośrednio na dach w jednej ze ścianie budowali. Miało ono kształt owalu wypełnionego nieprzeniknioną czernią, ale wilk po tym, jak posłał towarzyszowi krótki uśmiech bez wahania w niego wkroczył. Natychmiast też jego sylwetka pojawiła się na dachu gdzie znajdował się identyczny otwór w przestrzeni.

338 słów

środa, 26 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Zatem był wielki jak cholera i co za tym idzie znacznie większy od niego po przemianie, ale jak widać, miało to też swoje wady. Wszystko zależało od miejsca, gdzie mieliby walczyć z potencjalnym przeciwnikiem. Park będzie jeszcze dobrym miejscem, choć w zależności od tego, jakie drzewa w nim rosły mogą mu przeszkadzać w poruszaniu się i sprawiać, że nie będzie widział swoich przeciwników, a w budynku szkoły, czy prywatnej szkoły w ogóle nie będzie w stanie z tego skorzystać. Co za tym idzie dobrze, że miał przy sobie dodatkową broń. Taką krótką taktyczną analizę przeprowadził na poczekaniu Nexaron na podstawie tego, co usłyszał. Może i było to na swój sposób niegrzeczne, ale Nex tak już miał, że starał się od razu szukać "dziury w całym". Jeśli zawczasu wiedział, co może się spierdo*** to później nie da się temu zaskoczyć.
Powolny spacer przez dzielnicę mogli spokojnie też potraktować za zwiad. Oboje posiadali bardzo dobry zmysł węchu, więc może się okazać, że wyczują nawet coś po drodze. Jak nie jeden to drugi... Na razie Nex mógł jedynie wyczuć, co piło paru z przechodniów, którzy ich mijali. Czyżby był piątek? A może już weekend? Niestety wilk stracił rachubę, bo nie żył w rytm tygodnia pracy. Może więc nie powinien się temu dziwić, ale nie sprawiało to, że zapach był z tego powodu przyjemniejszy. Co innego, gdyby sam mógł się trochę napić, lecz w tej sytuacji woń alkoholu tylko przeszkadzała, maskując tylko inne zapachy.
- Chodziło mi o to, że nie wyciągasz bazooki, aby zabić komara. Mmm - dostrzegając jednak nadal brak zrozumienia na twarzy towarzyszy zastanowił się chwilę dłużej jak może spróbować to inaczej wytłumaczyć. Po głowie krążyło mu określenie "Battlemaniac" zapewne znane jeszcze zza poprzedniego życia, ale wolałby to opisać jak bardziej zrozumiale - Wiesz... Przeciwnik musi być na pewnym poziomie, aby chciało mi się go brać na poważnie. Jeśli na przykład miałbyś walczyć z dzieckiem. Wiem!! - dodał głośno i dobitnie, aby Makoto przypadkiem mu nie przerwał w napływie emocji - Że to praktycznie niemożliwy scenariusz, ale tak teoretycznie. Czy byłbyś w stanie dać z siebie 100% tego, co potrafisz? To zlecenie zaś nie wskazuje, abyśmy mieli walczyć z czymś więcej niż z demonami na poziomie dzieci, jakkolwiek by to nie brzmiało, więc robię to bardziej dla zabicia czasu aniżeli... Na przykład poczucia obowiązku... O... To jak spacer w parku - kończąc swój wywód, roześmiał się lekko, bo to właśnie ich za pewien czas czekało. Choć po co by mieli tyle z tym czekać? Nex'owi nagle wpadł głupi pomysł do głowy, który wywołał zarazem szeroki uśmiech na jego twarzy.
- Wiem, że to ja zaproponowałem spacer, ale... Szybciej będzie, jeśli się przejedziemy - stwierdził, patrząc na mapę dzielnicy w komórce. Zaraz obok była linia kolejowa, choć bez żadnej stacji, ale czy był to dla nich tak naprawdę kłopot? Przynajmniej dla wilka nie - Co powiesz na jazdę na dachu pociągu?

471 słów

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


     Ugh, dlaczego on musiał znowu wracać do tego tematu? Nie mógł sobie po prostu darować? Kochałam go, ale ta jego niewiedza o takich tematach była okropnie zawstydzająca. Jak miałam niby wytłumaczyć takie rzeczy? Znaczy... Może gdyby to był ktoś inny, kto mnie tak bardzo nie onieśmielał w takich momentach. Ktoś na kim nie zależałoby mi aż tak bardzo, żeby nie chcieć urazić czy zrazić go do siebie obojętnym mówieniem o tak ważnych dla miłości rzeczach.
     Otarłam się policzkiem o szatę patrona, jakbym chciała w ten sposób zetrzeć z policzków te problematyczne rumieńce. Zdrajcy i nic więcej.
 - Powinniśmy chyba najpierw poinformować Aorine... - Odezwałam się w końcu, odsuwając nieco od niego. Oczywiście była to tylko wymówka, by jak najszybciej wycofać się z tej niezręcznej dla mnie sytuacji. Czarnowłosy jedynie skinął głową i odstawił mnie na podłogę. Uśmiechnęłam się do nieco nieco zakłopotana i czmychnęłam czym prędzej poza mury świątyni. Nogi już automatycznie poniosły mnie w stronę budynku zamieszkiwanego przez bóstwo Nadziei.
   Nogi samy poniosły mnie w tamtą stronę, więc nawet nie myślałam nad tym gdzie idę. W co ja się w ogóle wpakowałam?! W romans z patronem... I to w dodatku swoim własnym... Jakbym nigdy w życiu nie czytała książek o takiej zakazanej miłości i nie wiedziała, że takie rzeczy nie mają prawa dobrze się skończyć. Ugh, nawet pierwszy lepszy przykład! Romeo i Julia. Oni nawet zginęli za tą swoją zakazaną miłość. Tylko... No tak, my już zginąć nie mogliśmy. Znaczy, u nas śmierć była bardziej skomplikowana niż wypicie jakiejś trucizny.
   Zastrzygłam uszami, zatrzymując się nagle. Dziecięce śmiechy? O nie... Nie, nie, nie, nie. Zbliżyłam się do miasta, a po tym wszystkim naprawdę nie powinnam tam wchodzić. Zresztą... Obawiałam się ich reakcji. Podkuliłam ogon i zmieniłam trasę na tę bardziej okrężną, która omijała miasto szerokim łukiem. Tam.. Po prostu czułam się bezpieczniej.
   Mimo nadrobionych kroków pod drzwiami świątyni znalazłam się niedługo potem. Wiedziałam, że Ao otworzy mi niechętnie, co zresztą pokazała jego mimika, kiedy tylko mnie zobaczył. Ale czy on kiedykolwiek zareagował na mnie w jakikolwiek pozytywny sposób? Powinnam się już chyba przyzwyczaić do niego. Opowiedziałam mu po krótce o ostatnich wydarzeniach i tym, że Kiyuki wrócił do siebie. Po krótce, bo bóstwo nie kwapiło się, by zapraszać mnie do środka i rozmawialiśmy przez próg. Widziałam zresztą z tyłu jego broń, która stała w miejscu i nasłuchiwała rozmowy. Z tego co się orientowałam, to był teraz niewidomy, więc tym bardziej nie chciałabym zakłócać mu aury spokoju. Na koniec zapytałam jeszcze Nadzieję o wiedzę na temat miłości.
 - Nie wiem nic na temat miłości ani bliskości. - Odparł krótko, a w tle za nim dostrzegłam jakiś nieznaczny ruch. Jednak kiedy tam spojrzałam, dostrzegłam tylko Ashera, wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Więc co zwróciło moją uwagę?
   Podziękowałam mu, pożegnałam się i biegiem pod postacią lisa wróciłam do swojego domu. W końcu, świątynia ponownie była moim domem.

~*~

     Jeszcze tego samego dnia zeszliśmy na ziemię. Stwierdziłam, że jeśli mam go czegoś nauczyć, coś wytłumaczyć, to powinien najpierw zobaczyć to na własne oczy. Czarnowłosy był bardzo chętny na taką zapoznawczą wycieczkę, co właściwie nie powinno mnie dziwić. W końcu od dnia, w którym się poznaliśmy widziałam, że był ciekawski, ale to... To był inny rodzaj ciekawości, miał inne podłoże. Nie potrafiłam wyjaśnić samej sobie skąd to wiem i co to za podłoże, ale wiedziałam, że tak jest.
   Byliśmy w dużym mieście sąsiadującym z tym, w którym mieszkałam za życia. Nie potrafiłam jeszcze tam wrócić i odwiedzić tych pechowych uliczek i przeklętego mostu. Więc po prostu kręciliśmy się po tym większym mieście, odwiedzając co bardziej zapadłe mi w pamięć miejsca, z którymi w jakikolwiek sposób kojarzyła mi się miłość. Jak się potem okazało były to przede wszystkim miejsca, gdzie spotykały się młode pary zakochanych. I to tak naprawdę młode, bo chodzili do szkoły średniej, tak oceniając na oko.
   Kiyuki miał okazje przyglądać się temu jak pary chodzą wspólnie na spacery, trzymają się za ręce, obdarzają buziakami, pocałunkami oraz czułymi słówkami. Czułam się dość nieswojo kręcąc się tam z osobą, którą kochałam u boku. Tym bardziej, że w porównaniu do tych wszystkich młodych przypominaliśmy raczej zupełnie losowych ludzi, którzy szli obok siebie.
   W końcu udało mi się wypatrzeć swój cel, jakim było... No cóż, odsłonięte okno do czyjejś sypialni. Podglądanie nie było może zbyt kulturalne, ale nie wyobrażałam sobie puszczania filmów Yuki'emu z takimi scenami. Naprawdę to podglądanie było w dobrej wierze! W wierze edukacyjnej...
   Przysiadłam na niskiej gałęzi pobliskiego drzewa, a złotooki oparł się o pień tuż obok mnie. Nie pytał co tu robimy, bo nawet nie miał na to czasu. Młode małżeństwo z obserwowanego przez nas domku miało perfekcyjne wyczucie czasu, gdyż tuż po nas pojawili się w swojej sypialni. Nie musiałam być tam z nimi w środku, żeby wiedzieć, iż spędzili miłą kolację, czy tam obiad, w towarzystwie jakiegoś wina. Czerwone policzki kobiety zdradzały to perfekcyjnie. Mężczyzna przyparł żonę do ściany i zaczął ją namiętnie całować najpierw w usta, a potem coraz niżej i niżej.
   Zerknęłam ciekawsko kątek oka na mężczyznę obok i przysięgam, że obserwował to tak uważnie, że gdybym tylko wsadziła mu w ręce długopis i kartkę, robiłby notatki. Uśmiechnęłam się pod nosem naprawdę rozbawiona tym widokiem i wróciłam do małżeństwa, które półnagie leżało już na łóżku. W tym momencie do głowy przyszła mi nieciekawa myśl.
 - Am... - Nie wiedziałam jak zacząć. Nie byłam nawet pewna, czy zwróci na mnie uwagę, czy jednak był zbyt pochłoniętymi obserwowaniem. - Wiesz, czemu cię tu zabrałam? - Postanowiłam na razie sprawdzić, czy w ogóle zareaguje na mój głos. Zareagował.
 - Chciałaś mi chyba pokazać jak na ziemi okazuje się uczucia. - Nawet na mnie spojrzał, przechylając ciekawsko głowę na bok. Skinęłam głową, zerkając na szybko w okno.
 - Tak. Właściwie to tak. Tylko... - Podrapałam sie z zakłopotaniem za uchem. - Nie chciałabym, żebyś to źle zrozumiał...
 - Da się to źle zrozumieć? - Chyba chwilowo zainteresowałam go bardziej niż to co działo się za oknem.
 - Mógłbyś zawsze pomyśleć, że ja tego od ciebie oczekuję.... Lub... Coś... Podobnego... - Ostatnie słowo wypowiedziałam niemal szeptem. Naprawdę nie chciałabym, żeby tak to zrozumiał. Znaczy racja, naprawdę bym się uradowała, gdyby do czegoś takiego doszło, ale w życiu ani nawet po nim nie chciałabym go do tego zmuszać.
 - Ufam ci, więc wiem, że nic takiego nie będziesz chciała. - Uśmiechnął się delikatnie, kręcąc głową. Ta-takiego? 
 - Czyli uważasz, że to co robią ci lu.... Lu... Ludzie?! - Wrzasnęłam, tracąc zupełnie równowagę na niewielkiej gałęzi. Nigdy bym się nie spodziewała zobaczyć tam kobiety z głową między udami mężczyzny! T-t-to nie to Kiyuki miał zobaczyć! Po co ja go w ogóle tu ściągnęłam?! Żeby oglądał co... Jak jacyś zupełnie nam obcy ludzie uprawiają....? Co ja sobie w ogóle myślałam.......

<Kiyuki? To teraz ratuj Niyu z tej sytuacji XD>
Liczba słów: 1100

wtorek, 25 września 2018

Od Tarou CD Mikleo i Victoriia "Spotkanie trojga"


Patrzyłem, jak chłopak odchodzi. Zrobiło mi się smutno, nie wiedząc czemu. -Co się do cholery ze mną dzieje ? Powiedziałem pod nosem i szybko wstałem, zabrałem zakupy i mimo mokrych ubrań ruszyłem za chłopakiem, żeby zobaczyć gdzie mieszka. Po pierwsze jestem mokry przez niego, a po drugie jest w nim coś naprawdę dziwnego i uroczego. Szybko go dogoniłem i śledziłem z bezpiecznej odległości. Po paru chwilach zobaczyłem, gdzie wchodzi i już wiedziałem gdzie mieszka. -W sumie będzie niemiło jak go teraz zajdę. Jeszcze wyjdę na wariata. Pamiętając adres, zabrałem się w swoją stronę do domu. Po trzydziestu minutach widziałem swój cel. Z komina wylatywał dym, co znaczyło, że panna śpioch już nie śpi. Otworzyłem drzwi i po wejściu do środka zobaczyłem, że nigdzie jej nie ma. -Viki ? Jesteś tutaj ? Nagle z łazienki dobiegł mnie jej głos. -Tutaj. Biorę kąpiel i uprzedzam twoje pytanie, nie możesz dołączyć. Pokiwałem głową i rozpakowałem zakupy i się szybko przebrałem. Nie wiem czemu, ona ciągle rzuca dziwne teksty w moją stronę. Mozę i się jej podobam, ale jakoś nie wiem sam, co czuje do niej. W dodatku jeszcze ten chłopak. Jeszcze by brakowało, żebym o nim myślał, mimo że już myślę. Usłyszałem dźwięk wody i spojrzałem w stronę łazienki. Zamknąłem oczy i zacząłem wspominać sobie co się wtedy, parę miesięcy wcześniej, działo. 
~Parę miesięcy wcześniej~
- Odejdź! Powiedz, że to nie było żadne, zaprzysiężenie więzi! Proszę, powiedz, że tego nie zrobiłam!
Słuchałem jak Viki płaczę.
-Viki… Tak. To było zaprzysiężenie. Czuję to i wiem, że ty też to czujesz.
-Nie to nie prawda… Kłamiesz…- Po chwili ciszy dodała.- Tak... Masz racje, czuje to. Ale ja tego nie chcę.
Otworzyłem drzwi na tyle, żeby się przecisnąć i żeby ona się nie wywaliła, bo siedziała na ziemi i opierała się o nie. Kucnąłem obok niej i położyłem jej rękę na głowie.
-Posłuchaj mi. Nie musisz płakać. Wiem, że to jest dziwne, ale i tak chciałem byś była moim chowańcem. Polubiłem cię i zależy mi, byś była szczęśliwa.
Chwyciłem za ręcznik i podniosłem jej głowę, wycierając jej łzy. Ta natomiast od razu przyległa do mnie i przytuliła. Nic nie mówiła tylko leżała wtulona. 
~Miesiąc później~
Obudziłem się i poczułem piękne zapachy. Rozglądnąłem się, lecz nie widziałem nigdzie Viki. Pamiętam, że się pokłóciliśmy, a następnie wylądowaliśmy w łóżku, ale dalej nie pamiętam nic.
Wstałem i ubrałem się, a potemudałem się do kuchni gdzie stała Viki w fartuszku, długiej koszulce i na moje oko w krótkich obcisłych spodenkach, mimo iż ich nie widziałem.
Podszedłem do niej i ją objąłem.
-Nie zimno ci ? Przecież jest jeszcze zima.
Ta się odwróciła i cmoknęła mnie w policzek.
-Dzień dobry śpiochu. I nie jest mi zimno, bo w domu jest bardzo gorąco.
W sumie miała rację, bo pod kominkiem żarzył się płomień.
-Co do naszej kłótni to przepraszam. A to dla ciebie.- Sięgnąłem do kieszeni i wyciągnąłem z niej wisiorek z lisem przypięty do nowej, srebrnej harmonijki.
-Dziękuje ci.- Wzięła i się przytuliła. 
~~~~
Ze wspomnień wyciągnęło mnie siadanie na kolanach. Otworzyłem oczy i była to Viki już ubrana i wymyta.
-O czym myślisz Toru ?
Uśmiechnąłem się do niej.
-O tym, dlaczego muszę się użerać z tobą lisku.
Odwzajemniła uśmiech i zeszła z moich kolan.
-Zrobiłem zakupy mimo małego incydentu.
Spojrzała na mnie podejrzliwie.
-Co się działo?
Opowiedziałem jej wszystko, co się działo i o tajemniczym chłopaku. Ta patrzyła na mnie ze zdziwieniem, lecz słuchała do końca.
-I mam Viki do ciebie prośbę. Idź, z nim porozmawiaj. Wydawał się taki zagubiony w tym świecie, a ja nie mogę mu pomóc... On jest jakiś dziwny i nie wiem czemu, ale myślę o nim.
Podałem jej adres, a ta z niechęcią udała się tam. Ja nie wiedząc co robić, posprzątałem dom, a po czterdziestu pięciu minutach udałem się tam, gdzie poszedł chowaniec. Po dotarciu schyliłem się przy drzwiach i przyłożyłem ucho. Na moje nieszczęście wycieraczka, na której kucnąłem, była mokra, przez co wylądowałem z hukiem na ziemię a wycieraczka poleciała na doniczki stojące na parapecie i się rozbiła. 

<Viki?>

660 słów

poniedziałek, 24 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"

Poprzednie opowiadanie

Wilk tylko wzruszył ramionami bez przejęcia i po chwili podrapał po karku wysłuchując długiej wypowiedzi Makoto. Nie zamierzał na to narzekać, bo ktoś powinien się produkować, aby nie panowała niezręczna cisza, a u niego bywały z tym kłopoty, gdy nie miał chęci. Grzecznie więc odczekał, aż skończy jeden temat, nim się sam odezwie.
- Gennosuke może i jest mądry, choć sam nie mam co do tego pewności, ale gdyby wiedział gdzie konkretnie gnieżdżą się akumy to chyba po prostu nam powiedział wprost, zamiast kazać przeszukiwać całą dzielnicę, co nie? - Nex postanowił spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, skoro już ustalili, iż nie mieli konkretnego polecenia, aby przeszukać tę szkołę - Zatem może zamiast o szkołę chodziło o to, abyśmy spotkali się na obrzeżu dzielnicy i ustalili wspólną strategię?
Takie podejście miałoby znacznie większy sens i jeśli Gennosuke w istocie był takim mędrcem jak wydawało się Makoto to może o to mu chodziło? Najlepiej byłoby go o to zapytać wprost, ale akurat nie było go pod ręką, więc przejdźmy do kolejnego punktu spotkania, który w istocie był ciekawy. Nie spodziewał się jednak, że jego partner sam go od razu poruszy i będzie o nim mówił w tak otwarty sposób. Musiało to wynikać zapewne z tego, że Nex w przeciwieństwie do niego mimo wszystko nie uważał się za członka całej tej boskiej rodzinki.
- Skoro miecz służy ci do "walki w ciasnych miejscach" to jak duży stajesz się po przemianie - powiedział od razu na głos, co przyszło mu na myśl bez chwili zastanowienia, bo było to jednak nie tyle ważne ile interesujące. Jeszcze bardziej interesowało go, co jeszcze potrafił, ale... Ma-chan nic więcej o swych "talentach" nie powiedział. Czy może celowo trzymał to dla siebie? Czy może było to, jedyne co potrafił? Nie wydawał się kimś przezornie ostrożnym, ale jak mówiło stare przysłowie. Nie należy oceniać książki po okładce...
- Jak sobie radzę? Skutecznie, skoro jeszcze żyję - odpowiedział z chytrym uśmieszkiem, ale wiedział, że to nie przejdzie i chciał też uprzejmością odpowiedzieć na uprzejmość - Nie jestem mistrzem żadnej broni białej, ale mam solidne podstawy, oraz cały jej arsenał zawsze noszę ze sobą - z satysfakcją rozłożył szeroko ramiona, w których miał... a no właśnie nic, ale czy aby na pewno? - To samo tyczy się broni palnej, ale małego kalibru i automatów. Żadnych granatów, bazook, czy materiałów wybuchowych. Tyle, że z nimi muszę być blisko swego celu. Ostatecznie jednak walka wręcz to pole gdzie czuje się najpewniej. Nawet jeśli demony są trochę inaczej zbudowane niż ludzie to tak długo, jak mają ciało, ja wiem jak sprawić im ból. Na sam koniec zostawiam "duże działa", bo abym chciał ubrudzić sobie rączki, muszę czuć motywację. Gdy jej brak mój "talent" pozwala mi przeciwnika poszatkować, spalić, zmiażdżyć, wysadzić, i jeszcze parę innych rzeczy, ale... Skoro nie było jeszcze ofiar, to wątpię, abym musiał z nimi chwalić. Rozgadałem się... Wybacz. Ruszamy do parku? - ostatecznie uznając, że przecież mogą kontynuować rozmowę podczas drogi, od razu ruszył z miejsca.

486 słów

sobota, 22 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Nexaron ucieszyło podejście, jakim wykazał się Makoto. Co prawda na początku posłał mu krótkie zaskoczone spojrzenie, ale szybko przeszedł do rzeczowej odpowiedzi na jego pytanie, zamiast się roztrząsać nad nie istotnymi szczegółami. Dobrze to wróżyło dalszej ich współpracy, prawda? Nex natomiast z tego powodu miał jeszcze jeden powód, aby uważnie słuchać tego, co mówił i pokazywał na swojej mapie. Nie, żeby zaskoczył go widok papierowej mapy, ale cóż... Każdy miał swoje dziwactwa... Gdy tak międzyczasie porównywał to, co zrozumiał z wywodu Ma-chan z mapą w telefonie w końcu doznał olśnienia.
- Teraz rozumiem - z lekkim uśmiechem powiedział bardziej do siebie aniżeli to kogokolwiek innego - Ueno jest tak małe, że większość map Tokio łączy ją z innymi dzielnicami - z satysfakcja po chwili odszukał na swym telefonie odpowiedni fragment mapy mapy - Nie zapominaj też o Zoo. To zwłaszcza tam codziennie trafiają całe tłumy w związku ze szkolnymi i przedszkolnymi z całego Tokio, i nie tylko, prawda? - wilk zgadzał się z większością tego, co usłyszał, ale musiał też zaznaczyć to, co w jego odczuciu było ważne, a na razie zostało przemilczane. Na moment też odrywając spojrzenie znad telefonu, spojrzał na szkołę znajdującą się za zamkniętą bramą, przy której obecnie stali i zaczął się zastanawiać ,czemu właściwie wybrano to miejsce na spotkanie.
- Czyli rozumiem, że chcesz zacząć od sprawdzenia tej szkoły? - zapytał krzywiąc się lekko w niezadowoleniu - Czy jest ku temu jakiś konkretny powód? Bo jeśli nie to.. Wiesz, nie uważam, aby to był zły pomysł w ogóle, ale teraz jest nieodpowiednia pora, nie uważasz? Nawet jeśli demony nękają uczniów tej szkoły, to o ile nie kryją się tutaj również w nocy, to nie znajdziemy za wiele... Jeśli akuma miałaby na kimś się teraz pożywić to ofiarę w odpowiedni wieku znajdzie właśnie albo w parku, gdzie o tej porze można pewnie znaleźć dość specyficzny rodzaj młodzieży, ale w tej szkole wieczorowej i to nimi raczej bym się teraz wolał zająć. Choć jakby nie patrzeć naszym zadaniem jest pozbycie się demonów, a nie zapobieganie potencjalnym ofiarom.
Niby mogli mieć farta i jakaś akuma mogła być na tyle nie rozważna, aby pozostać w miejscu, gdzie się pożywiała. Większość z tych mniejszych nie wykazywała jakiejś specjalnie inteligencji, ale międzyczasie mogły się pojawić ofiary w pozostałych miejscach, bo przecież tam ludzie przebywali obecnie i byli narażeni na atak. Z dwojga miejsc park wydawał się miejscem, gdzie łatwiej byłoby odizolować niepostrzeżenie cel, zwłaszcza gdy doda się do tego alkohol, lub inne używki, ale szkoła wieczorowa też stwarzała takie możliwości.

410 słów

piątek, 21 września 2018

Od Natsumi cd. Makoto "Biedny piesek"


Przysłuchiwała się z zainteresowaniem młodemu chowańcowi nie mogąc ukryć pobłażliwego uśmiechu. Łasuch, nie sposób było tego nie zauważyć. Jakby tego było mało nie wyglądał na takiego, co lubi dużo zjeść. Gdyby Natsumi nie usłyszała tego bezpośrednio od niego nie mogłaby uwierzyć, że taki maluch z chęcią tyle rzeczy lubi i je. Chociaż dzieci bywały różne, wiadomo, najwyraźniej pierwszy raz trafiła na chłopaczka, który wolał normalne dania od słodyczy. Albo po prostu ich na ten moment nie wymienił, bowiem na pusty żołądek lepiej było zjeść coś normalnego. Któż mógł wiedzieć, co chodziło po jego głowie. Na pewno nie onam
Jej myśli natomiast skupiły się na analizowaniu, co aktualnie znaleźć może we własnej kuchni i co, z wymienionych przez inugamiego dań, można szybko przyrządzić. Wzięła też oczywiście pod uwagę swoje umiejętności, które nie były szczególnie wybitne, ot, jej smakowało, zjeść się dało, ujdzie, żyje się dalej. Nigdy specjalnie nie kombinowała nad ulepszaniem dań, teraz raczej też nie chciała tego robić. Wybór więc padł na gyozę, z nią nawet sprawnie sobie radziła i czas przygotowania nie był jakiś długi. Co prawda dalej skazywał jej gościa na kilkadziesiąt minut bycia głodnym, ale na to też miała radę.
- I teraz i potem nie powinieneś się przemęczać, tak zalecił medyk - skomentowała, gdy Makoto skończył wymieniać swoje ulubione dania i oznajmił, że mógłby sam sobie coś ugotować. W tym samym momencie wstała i przeciągnęła się nieco. - Nie ruszasz się w takim razie za bardzo dopóki tutaj nie wrócę. Bandażami zajmiemy się po jedzeniu, sam na pewno nie dasz sobie z nimi rady, nawet jeśli jesteś tak samodzielnym chłopcem. - To powiedziawszy rozczochrała delikatnie Makoto na tyle, na ile pozwoliła jej wystająca spomiędzy kocy czupryna. - Gotowanie trochę potrwa, ale jeśli chcesz to przyniosę ci taiyaki. Powinnam mieć jeszcze kilka - zamyśliła się na chwilę. Nie pamiętała nawet czym nadziane były zakupione dzień wcześniej ciastowe rybki. Na pewno dwie były słodkie... ale pozostałe? - Nie jestem pewna z czym są... na pewno wybierałam te smaczniejsze.

Makoto?
Liczba słów: 325