poniedziałek, 8 października 2018

Od Fjorgyna CD Higekiego "FALSUM CALUMNIARE"


  Idąc nieśpiesznie urokliwymi ulicami przedmieść, zasłyszałem niepasujący do tej części miasta, gwar. Dochodził on ze strony niewielkiej, zazwyczaj przytulnej herbaciarni. Gwar był agresywny, a istoty za niego odpowiedzialne, stawały się, co raz pewniejsze w swych osądach, rzucanych w stronę wysokiego mężczyzny odzianego w strój tradycyjny. Bóstwa, zorientowałem się szybko.
  -To pomówienia! – Zawołał złotooki.
Dojrzałem jego twarz, skądś ją kojarzyłem, nie byłem pewien skąd. Nie znaliśmy się, acz możliwe, iż często go tu widywałem mimochodem. Pociągła, pozbawiona jakichkolwiek oszpecających cech twarz. Acz to się nie odznaczało. Było w nim coś innego, na co zwrócić uwagę mogłem od razu, jego oczy. Najzwyczajniej w świecie dobrze mu z nich patrzyło. Aktualnie przyćmiewała je niepewność, może smutek, lecz to nie potrafiło wyzbyć ich z tej empatycznej nuty. Nie z tego powodu jednak podszedłem. Podszedłem, gdyż wydawał się sobie nie radzić z natłokiem oskarżeń, a mi, honor nakazywał, nie odwracać wzroku.
  -Przepraszam, lecz jeżeli można się wtrącić, cóż się tu dzieje? – Zapytałem, przystając tuż obok lokalu. –Słyszałem obelgi skierowane wobec tego mężczyzny, nie rozumiem jednak, co takiego uczynił, iż wszyscy jak jeden mąż na niego napadacie. Okradł pana?
  -Gorzej niż okradł –Uniósł się barman- Nie będę mordercy obsługiwał, wiernych skazuje na śmierć, dla zysku
Powiodłem wzrokiem, po obojgu. Bóstwo wyglądało, jakby za moment miało nie wytrzymać. Cóż. Dziw byłem, iż do tej pory wytrzymał.
  -Jakie ma pan dowody na te słowa? Czy są potwierdzone przez najwyższego? Jeżeli nie, czy nie są to zwyczajne plotki…? Czyżbym miał rozumieć, że śmie pan oczerniać bóstwo? –Spojrzałem na niego z góry. Takim jak on trzeba było przypominać rolę w łańcuchu pokarmowym społeczeństwa.    Fakt próby zaatakowania wyższych hierarchią, gdy tylko nadarzy się okazja, nie był dla mnie nowością. Niczym mącznik wyżerający pająka w wylince. Nie zamierzałem się jednak na to godzić i ustępować cudzym manipulacjom.  Bóstwo obok mnie lekko się zawahało, gdy barman przestraszony zamilkł.  Mruknął, bardziej pod nosem, niżeli do mnie, iż nie trzeba, że szkoda czasu. Nie posłuchałem go, zdawałem sobie, bowiem sprawę, że nie są to jego faktyczne myśli, a jedynie odruch wstydu.
  -Dwie herbaty, usiądziemy na dworze – Oznajmiłem przerywając ciszę, swym tonem nie przewidywałem sprzeciwu, jednakże równocześnie, nie zamierzałem podnosić głosu choćby o ton.   Mężczyzna, który jeszcze przed chwilą tak chętnie się wykłócał, skinął jedynie głową, odchodząc.  Osoby znajdujące się wewnątrz lokalu chwilę jeszcze zerkały w naszą stronę z zawiścią, ale bez prowokatora zamieszania, wróciły do swoich spraw. Odwróciłem się w stronę złotookiego, otwartą dłonią, nienachlanie wskazując na jeden ze stolików. Posiliłem się przy tym na próbę niezgrabnego uśmiechu, w postaci uniesienia kącika ust.
  -Dziękuję, za stanięcie w mojej obronie – Przemówił zajmując miejsce, usiadłem naprzeciw niego. Kontynuował –To wiele dla mnie znaczy.
  -Jestem bronią, moim obowiązkiem jest bronić bóstwo – Skinąłem głową w nieznacznym ukłonie. Nie rozumiałem jego podziękowań, tej podległości i nieśmiałości. Osuwał się w cień. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką rolę otrzymał. Uwłaczające. Bóstwo nie powinno sobie pozwalać na taki stan.
  -Bóstwo, któremu służysz i owszem. Ale ja jestem dla ciebie jedynie kimś obcym i nieznanym.
  -Chowańce, zostały stworzone, by służyć pomocom, bóstwom. Nie łączy nas pakt, nie jesteś mi znany, aczkolwiek, nie mogę zezwolić na poniżanie istoty twego piedestału. To nie podlega dyskusji   – Zapadła krótka cisza, kelner przyniósł herbatę, nie wypowiadając ani słowa. Zapłaciłem mu, nim mężczyzna przede mną w ogóle zdołał zareagować. Następnie, chcąc zakończyć temat tłumaczenia moich czynów, zadałem pytanie – Zdradzisz mi swe imię?
  -Nazywam się Higeki, jestem bóstwem katastrof
  -Bóstwo katastrof… -Zamilkłem, zamyśliłem się, przez głowę przemknęła mi myśl, zastanowienie.    Czy jego także dręczą te same koszmary. Poczucie winy, za każde nieuratowane życie. Stracone bezpowrotnie Czy to nie dość? Ciężar, którego się podejmował… I brak szacunku, wdzięczności, tu i na ziemi. Niezależnie czy żywi czy hipotetycznie martwi, psychologia okazywała się jedyna.    Wszyscy baliśmy się nieuniknionego.  A on dzierżył nieuniknione.  Lecz nie do końca tak, jakby każdy tego od niego oczekiwał. Nie mógł być wszędzie, acz w chwili nieszczęścia zawsze rodziło się pytanie. Dlaczego nie pomogłeś akurat mi? – To naprawdę szlachetna rola, tym bardziej jestem zadowolony, że mogłem pomóc. Mi na imię Fjorgyn. I jeżeli zechcesz mi odpowiedzieć. Skąd wzięły się te okrutne plotki na twój temat? Nie jestem w stanie uwierzyć, że mogłyby być w jakimkolwiek stopniu prawdziwe. Rozumiem strach, acz rzucane w twą stronę słowa, to naprawdę poważne oskarżenia.  –Wypowiadając te słowa, upiłem nieśpiesznie łyk herbaty.

Liczba Słów: 710

sobota, 6 października 2018

Od Nexarona cd Makoto "Przedszkolaki"


- Mi taki plan zwiedzania jak najbardziej odpowiada - stwierdził, krótko potakując głową i zaczął rozglądać się dookoła w poszukiwaniu czegoś ciekawego - I wiesz... Zawsze możesz szczekać w razie potrzeby... Raz na tak, dwa na nie, a resztę... Będziesz improwizować - Nex uśmiechnął się na myśl o zabawie w kalambury z psem większym od nie jednego domku jednorodzinnego, ale powinni sobie dać radę. W końcu po przemianie z tego, co mówił Makoto wcale nie stawał się głupszy, a jedynie mniej poręczny.
Co do samego planu działania to najważniejsze było, aby zaliczyli wszystkie ważniejsze punkty, jakie znajdował się w tym miejscu. Co za tym idzie, ciężko byłoby, aby zrobić to w zły sposób. Znaczy się... Nie robiąc tego celowo, prawda? A oni nie mieli powodu, aby próbować sabotować swoje polowanie.
Park szczelnie otulała już ciemność, gdy dotarli na miejsce i tylko sporadycznie porozmieszczane latarnie to tu to tam dawały na tyle światła, aby wilk był w stanie dostrzec czy coś się kryło w cieniu. Mimo to gęste korony drzew, czy krzaki nadal byłby dobrym miejscem do skrycia się i to pomimo tego, że część liści już zdołała opaść w związku ze złotą jesienią. Następstwem tego było również to, że każdemu ich krokowi towarzyszyło typowe szuranie związane z liśćmi szeleszczącymi pod ich stopami i na wietrze. No i naturalnie te wszystkie zapachy... Jeśliby jednak ktoś zapytał wilka o zdanie, to wśród nich najmocniej jednak dominowała woń nie kory, lecz gów**. Tak, chodziło o odchody wszelkich stworzeń, jakie można było zobaczyć z Zoo. Wątpił, aby ta woń była na tyle intensywna, by któremuś z ludzi przeszkadzać, ale dla niego w zależności od tego, z której strony powiał wiatr, to aż zaczynało go swędzieć w nosie. Dlatego bardzo chętnie przystał na plan, który zostawi Zoo na sam koniec.
Za to pierwszym ich przystankiem miało być, jak się zdawało Narodowe Muzeum Natury i Nauki. Co jednak można o nim było powiedzieć, a raczej o samym jego budynku jak na razie, bo przecież znajdowali się przed budynkiem, który o tej porze był już zamknięty. Robił on wrażenie bardziej fortu albo fortecy. Był masywny, "niski" z dużą ilością, ale normalnej wielkości okien i pokryty cegłami, albo przynajmniej coś, co miało je imitować. U nasady zaś pokryty był wielkimi płytami kamiennymi, co tylko potęgowało uczucie, że stoi się przed "wielką fortecą". Nexaron'a trochę korciło, aby się "wprosić" do środka i zobaczyć co uda mu się tam znaleźć. Nie była to jednak właściwa pora, prawda? No... Chyba, że mieliby jakiś poważny powód.

411 słów

czwartek, 4 października 2018

Od Duncana cd. Higekiego "Leniwe popołudnie"

On i jego książki. Duncan podchodził do nich bardziej… praktycznie. Dlatego też może czytał wszystko jak leci, nie posiadając swej ulubionej lektury. Ale to mu nie przeszkadzało. Z jego biblioteczki jednakże już dawno poznikały wszelakie książki z początku dwudziestego wieku. Przeniosły się “magicznie” na półkę Higekiego. Bo skoro miały bardziej go cieszyć niż dotychczasowego właściciela to dlaczego nie? Widząc jego delikatny uśmiech sam również się uśmiechnął. Jeśli można było dostrzec cień radości na twarzy Boga Katastrof to oznaczało, iż był to dobry dzień. Chwila spokoju dla nich obu.
Słysząc odpowiedź parsknął cicho, kiwając przy tym przecząco głową. Nie rozumiał go w kwestii książek ale przecież nie musiał. Więc szanował za każdym razem jego decyzję. Co nie oznaczało, iż nie będzie ponawiał swego pytania od czasu do czasu. Właściwie pomimo faktu, iż raczej poznali się podczas swych najgorszych dni. Tych o których nie rozmawia się z innymi. Ale chyba prędzej czy później ich drogi skrzyżowały by się przez to, iż patronują nie takim a nie innym nieszczęściom. Chociaż dzięki temu Duncan był w stanie podnieść ciemnowłosego wtedy gdy sam nie mógł tego zrobić. Słysząc dalsza wypowiedź Boga westchnął cicho i ponownie pokręcił głową. Zawsze bez hełmu wydawał się bardziej emocjonalny i zdawał sobie z tego sprawę. Cała mimika jego twarzy której nie potrafił kontrolować trafnie odwzorowywała jego wewnętrzne myśli bez potrzeby mówienia. Dlatego też po krótkiej chwili potaknął głową jakby dopiero teraz dotarły do niego słowa Higekiego. Coś w tym było. Zawsze coś w tym było. W każdej jego wypowiedzi. Słowa które docierały czasami do niego dopiero po chwili gdy odbierał je w jakiś swój sposób. Patrząc w oczy ciemnowłosego potaknął już teraz z owiele większą werwą. Zupełnie jak dziecko któremu się coś wytłumaczyło i w ten sposób dawało znać, iż rozumie. Gdy przyjaciel skinął w kierunku kelnera, Duncan zacisnął usta w wąską linię i odwrócił głowę od nadchodzącego z kartą człowieka. Wyglądało to trochę jakby się na niego nagle obraził lecz Ci którzy znali go dłużej wiedzieli, iż nie lubił okazywać swej twarz a w szczególności blizny. Odczekał chwilę aż mężczyzna się od nich oddalił by po chwili pochwycić kartę ostrożnie, jednocześnie marszcząc brwi. Widząc jej zawartość jego twarz widocznie się rozluźniła. Zaczął nawet z zainteresowaniem czytać nazwy wszelkich ciast i herbat. Wtedy odezwał się Higeki co sprawiło, iż zacisnął mocniej dłonie na karcie którą trzymał. Zapewne zza hełmu nic nie dało by się dostrzec lecz teraz na twarzy wszystko było widać. Zmarszczył brwi trawiąc słowa które do niego dotarły. Przez moment pochylił głowę jakby chciał przeprosić lecz zaraz się powstrzymał podnosząc ją ponownie do góry. Oczy przestały obserwować kartę i na chwilę podniosły się na twarz przyjaciela. Wzrok mówiący “to było do mnie?”. Opuszczenie wzroku i pogodzenie się z faktami. Przechylił delikatnie głowę w swoją lewą stronę. Bardzo dużo się zastanawiał i robił to bardzo często. Większość kto znał go dłużej przyzwyczaił się, iż często nie dostanie odpowiedzi zaraz po zadanym pytaniu. Niektórym to przeszkadzało ale Duncan wolał ostrożnie dobierać słowa. Dlatego też dopiero po dłuższej chwili odezwał się patrząc na swego rozmówcę, jednocześnie delikatnie marszcząc brwi.
- Prawda. Ale można zrobić wyjątek dla przyjaciela. Śmiesznie wyglądałbyś rozmawiając samemu ze sobą. - uśmiechnął się delikatnie a wcześniejsze napięcie jakby na chwilę gdzieś się schowało. Powrócił wzrokiem do karty i do wyboru który przed nim postawiono. Zawsze dbał o wizerunek innych, nawet jeśli powiedzą, że to niepotrzebna fatyga. Prawdą jednak było, iż Duncan rzadko pojawiał się materialnie w świecie ludzi. Tutaj nie mógł skryć się za murami bezpiecznej zbroi. Chyba nie zdarzyło mu się z nikim poruszać tego tematu bardziej niż z Higekim. Może to przez wzgląd na to co stało się w przeszłości? Widząc nazwy ciast odburknął pod nosem.
- Sam bym je mógł zrobić… lepsze… - zmarszczył brwi z nieukrywanym zawiedzeniem. Jak zwykle nie rozumiał fenomenu Świata Śmiertelników. Wydawał mu się po prostu Światem gdzie żyją wszyscy wyznawcy każdego Bóstwa i Patrona. Miejscem które odwiedza się aby pomóc tym ludziom. Bo po to istnieli, prawda? Nawet jeśli On i Higeki mieli dosyć niewdzięczną pracę to oboje w jakimś stopniu przyzwyczaili się do tego. Dlatego chyba lubił spędzać tutaj czas tylko wyłącznie ze względu na Higekiego. Podniósł wzrok znad karty na przyjaciela i odezwał się.
- Biała herbata i “jabłecznik”. A ty? - mówiąc nazwę ciasta przewrócił oczyma i chyba nawet wypowiedział tą nazwę z delikatną pogardą.

Liczba słów: 712

środa, 3 października 2018

Bóstwo Namiętności - Narfi



Imię: Narfi
Przezwisko: Flos
Typ Bóstwa: Bóstwo namiętności
Płeć: Mężczyzna
Dar: Bóstwo namiętności, osłonięte całunem tabu, można by przypuszczać, iż niewiele ludzi chciałoby się do niego modlić. Jednakże, ile osób pragnie ciepła drugiego człowieka? Miłość jest budulcem, namiętność zaś spoiwem –A przynajmniej tak uważa, Narfi. Potrafi on wpłynąć na atrakcyjność wierzącego, w oczach obiektu jego westchnień. Nie sprawia, co prawda, iż faktycznie fizyczność zostaje poprawiona, a jedynie na to, jak postrzega nas, wybrana osoba. Co nie oznacza, że z miejsca będzie cię pragnąć, na to potrzeba zaangażowania, oraz czasu, A to nie jedyne, w czym pomaga modlącym się.  Wpływa na orientacje (Nie zmienia jej, a jedynie pomaga dokładnie poznać i zaakceptować siebie, o ile wierzący sobie na to pozwoli). Dba o samopoczucie swoich odrzuconych przez społeczeństwo wyznawców.(Jak przykładowo, transwestyci). Pomoc niesie również osobom skrzywdzonym zdradą, cudzą rozwiązłością czy gwałtem. Potrafi ukarać gwałciciela, czy męża, który zdradził zrozpaczoną żonę, jeżeli tylko osoba będzie modliła się o ukaranie swego oprawcy.
Liczba Wierzących: 1 (Nowe Bóstwo) 


Narfi należy do istot spokojnych i opanowanych, można odnieść wrażenie, że aż niepokojąco spokojnych. Nigdy, bowiem nie podnosi głosu, nie przeklina, a wszystkie obelgi przyjmuje z uśmiechem. Nie oznacza to jednak, iż jest nastawiony do świata pacyficznie, nie zawaha się zabić, co więcej, śmierć sprawia mu przyjemność, identyczną jak widok oraz smak, krwi. Niemniej, w trakcie konwersacji zawsze jest miły, do rozmówcy zwraca się zaś z troską i czułością. Ciepło bijące od niego, niemal jak za sprawą czaru przyciąga doń, chowańce, które niejednokrotnie oblegają go w jego świątyni. Mimo że jest młodym bóstwem, ma już za sobą pokaźną ilość paktów. Żaden z dotychczasowych Chowańców jego zdaniem się nie ,,sprawdził’’. Mimo, iż może się wydawać inaczej, w relacjach jest raczej uległy, pozwala niejednokrotnie decydować za siebie. (Co nie znaczy, że zrobi coś, czego robić nie chce) a także nie kłóci się o swoje racje.  Zawsze służy pomocą i absolutnie każdy może go o nią poprosić. Mimo iż, na co dzień stara się emanować raczej aurą pozytywności, bywa apatyczny. Takie dni woli spędzać w odosobnieniu, z kieliszkiem wina… albo siedmioma. Jest romantykiem, niepoprawnym wręcz. Szuka swojej jedynej miłości, której bez reszty się odda. Możliwe, iż widzi miłość zbyt idealistycznie, acz nigdy mu to nie przeszkadzało, trzeba wszak marzyć, nawet, jeżeli marzenia są nierealistyczne, czyż nie? Na koniec warto dodać, iż uwielbia otrzymywać prezenty, szczególnie w postaci biżuterii. – Nie widzi w tym nic złego, jeżeli spodoba mu się coś uważanego powszechnie za damskie i tak to założy.

Włosy: Długie, niemalże białe, zadbane i delikatne w dotyku
Twarz: Posiada niewielki nos, i raczej wąskie bezbarwne usta. Wokół oczu zaś, intensywnie czerwone obwódki, które można zobaczyć o każdej porze dnia i nocy, co budzi przypuszczenia, iż nie jest to makijaż. Tęczówki niemal zlewają się z źrenicami, acz po intensywnym wpatrywaniu się, można dojrzeć niesamowicie ciemny odcień brązu. Białka zaś są całkowicie zalane przygaszoną, wyróżniającą się czerwienią. 
Postura: Narfi jest krótko mówiąc niziutki, ma tylko 167 centymetrów wzrostu i szczupłą sylwetkę. Nic więcej, nic mniej.
Inne: Na co dzień ubiera się głównie w szaty z dominującymi kolorami czerwieni i bieli. Lubi mieć na sobie wiele warstw odzienia, nie stroni od ozdobnych wstawek czy drogocennych dodatków. Na wszelakie wydarzenia chodzi ubrany tak, iż niejedna kobieta może zerkać na niego z zazdrością. Nie rzadkim widokiem na jego szyi jest kolia czy inna biżuteria 
Głos:  Głęboki, zmysłowy, ale łagodny- jak na boga namiętności przystało

Chowaniec: Brak
Broń: Brak
Relacje:
Przyjaciele: Nie znalazł nikogo godnego tego miana
Wrogowie: Nie zna
Druga połówka: Gdzieś się schowała (Znalazcę prosimy o kontakt)

Jest panseksualny
Uwielbia biżuterie oraz kwiaty
Lubuje się w broni białej
Jego ulubionym kolorem jest czerwony, czy kogoś to dziwi? 
Często zaprasza ludzi na kolacje, czy obiad, od tak, by spędzić czas

Operator:  GG:59306757|Discord: #6018|Email: nannanatushi@gmail.com

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Dobrze, więc, że Nexaron bynajmniej nie wciskał koledze kitu. Kiedyś musiał to od kogoś usłyszeć i choć nie pamiętał od kogo to wcale nie nie dziwił się zaskoczeniu Makoto. Miał odczucie, że sam, gdy się o tym dowiedział był wcale nie mniej zaskoczony, ale przecież nie było czym się przejmować. Naturalnym stanem rzeczy było to, że wiedział mniej niż nie wiedział i wątpił, aby nawet cała wieczność pomogła mu to zmienić. Na dodatek w przeciwieństwie do Inugami on nie był kimś łatwowiernym, lecz zarazem nie był głuchym na sensowne argumenty. Nawet jeśli byłby do kogoś zrażony to zawsze był gotowy tej osoby wysłuchać. Tylko że... I tutaj znowu to było jego odczucie z poprzedniego życia. Ludzie nie lubili tłumaczyć swojego zdania, ani argumentować, z czego ono wynika. Czy to z lenistwa, ignorancji, czy zwyczajnej głupoty woleli, a czasami wręcz oczekiwali, że uwierzysz im na słowo. W przeciwnym razie byłeś w najlepszym wypadku "dziwny".
Wracając jednak do spraw bardziej przyziemnych Nex dla odmiany wolał postać. Robił to na minimalnie ugiętych nogach, aby mieć możliwość zareagowania, gdyby nagle nimi rzuciło, czy się zatrzymali, ale uznał, że tak będzie ciekawiej. Obwiewało go szybko poruszające się powietrze, zalewając tysiącami woni z miasta. Choć tak naprawdę było przecież na odwrót, ale punkt widzenia zależy przecież od punktu siedzenia, więc... Cieszył się tym "rześkim powietrzem" ponieważ wiedział, że długo to nie potrwa. Tak, naprawdę to już widział w oddali park, a pod nogami mógł poczuć, jak wagon stopniowo zaczyna wytracać prędkość.
- Może kiedyś powinienem tego spróbować na "bullet rain" - uśmiechnął się sam do siebie i myślach już widział jak bardzo karkołomnym byłoto wyzwaniem. Nie mniej nadal uważał to za warte zrobienia kiedyś w wolnej chwili - Niby tak... Kto bogatemu zabroni, ale jeśli się zastanowisz to cały boski wymiar, i prawie każdy bóg wygląda jakby, utknął na etapie średniowiecznej Japonii... Nie wiem, czy ma to jakieś historyczne uzasadnienie, czy może to tradycja, a może przelotna moda i za 5 lat wszędzie będzie panował steam-punk, ale... Jakoś ciężko mi w to uwierzyć... Poza tym gracz nie oznacza od razu Cosplayer'a. Rzeczywiście podoba mi się ten pomysł, ale wiesz... Nie rób sobie nadziei, a nigdy się nie zwiedziesz...
Gdy w końcu wjechali powoli na peron stacji Nexaron, ponieważ i tak już stał, jako pierwszy zaskoczył na peron, od razu bez zbędnego pośpiechu ruszając do wielkiej ciemnej plamy, jaką był park. Łatwo było ją dostrzec już z daleka, bo wszystko inne dookoła prawie się iskrzyło od świateł i neonów, a jedynie tam panowała względna cisza i ciemność. W sam raz dla kogoś, kto chce zrobić coś bez świadków lub akumy.

432 słowa

wtorek, 2 października 2018

Od Muira CD Higekiego, "Gwiazdy mają oczy"


Na twarzy centaura pojawił się wyraz niemałej ulgi. Zagryzł nieco wargę i wsparty na ramieniu Higeki’ego, ruszył ścieżką, którą uprzednio wskazał. Ranną noga musiała go boleć, dlatego też nawet nie stawiał kopyta na ziemi. Dzielnie kroczył na swoich trzech kończynach, a ja i bóg katastrof dotrzymywaliśmy mu towarzystwa.
Kiedy stanęliśmy przed małym, zgrabnym domkiem centaur przyspieszył kroku. Widocznie myśl, że w środku czekają na niego dzieci, podniosła go na duchu. Drzwi otwierał niezgrabnie, drżącymi dłońmi - ledwo przekręcił klucz - ale kiedy to zrobił i uchylił je, po prostu patrzył do środka, jakby nie wiedząc, co właściwie ma teraz zrobić.
Obrócił się zdyszany w naszą stronę, uśmiechnął się ciepło i westchnął.
- Dziękuję, może… Może chcecie odpocząć? - zapytał dosyć niepewnie.
Wnioskowałem, że najchętniej by sobie usiadł i odetchnął, jednak dobre wychowanie nie pozwalało mu tak po prostu zostawić osób, które mu pomogły.
Pokręciłem głową.
- Wolałbym już uciekać - oznajmiłem po prostu - Jestem brudny i zmęczony, pan również powinien teraz odpocząć.
Spojrzałem na Higekiego, który niemrawo mi przytaknął. Dźwignie półkonia musiało go wykończyć. Podarte kimono w tak chłodnej porze zapewne nie umilało mu w tej chwili pobytu w lesie. Komary gryzły jak wściekłe,
- Lekarz musi obejrzeć ranę - dodałem.
To było oczywiste, jednak dla pewności musiałem o tym wspomnieć. Zastrzyk przeciwtężcowy był konieczny przez to głupie żelastwo. A i lekarz zapewne zapewniłby centaurowi specyfik, który przyspieszyłby gojenie się ran. I… I stracił dużo krwi, na to też potrzebował pomocy.
- Wiem, wiem… - mruczał, ostrożnie wchodząc do środka. Chwycił się drzwi i powoli je przymykał, przestał w połowie i podziękował. Pożegnał się, z czymś w rodzaju pewnego żalu, skruchy lub czegoś podobnego. A potem zamknął drzwi i jedyne, co mogliśmy w tej sytuacji zrobić, to powoli odchodzić, wsłuchując się w szmer liści.
Nigdy bym nie wpadł na to, że w takiej okolicy ktokolwiek chciałby mieszkać. Niemniej jednak była to piękna okolica.
Podwórko wtapiało się w leśną scenerię - choć na sto procent było aranżowane.
Płot zrobiony był ze starych palet, pod nim posadzone były delikatne roślinki. Drzewa i krzewy rosły w bardzo naturalnym rozstawieniu, ale nikomu nie przeszkodziło to w między nimi kącików wypoczynkowych - na ziemi leżało kilka kocy. Poza tym… panował tu po prostu tajemniczy i relaksujący klimat.
Przeszliśmy las, milcząc. Nie byłem pewien czy szukanie teraz tematu było dobrym pomysłem. Zresztą byłem tak zmęczony i niewyspany, że nie miałem najmniejszej ochoty choćby otwierać ust.
Za to topiłem swój umysł w absurdalnych rozmyślaniach o rodzinie centaura. Koleś miał szczęście - wielkie szczęście. Nie chodzi tu tylko o to, że jakiś cudem trafiliśmy na niego. I nie o to, że uwolniliśmy jego kopyto z żelaznych szczęk sideł na niedźwiedzie. Chodziło o rodzinę.
Ja, jako bóg, nie mogłem mieć dziecka. Nie przez to, że miałem obowiązki - a przez samą niepłodność. Poza tym nie miałem mamy, czy dziadków. Miałem tylko stwórcę, którego wszyscy nazywali ojcem. Nie śmiałem temu zaprzeczać, jednak temu świetlistemu Panu do ojcostwa było daleko. Czasem miałem wrażenie, że po prostu się nami wyręczał, mając cały świat głęboko w swoim złotym tyłku.
Ciekawiło mnie, co on właściwie robi całymi dniami? Widziałem go przecież tylko raz, kiedy zadowolony oznajmił mi, że mam opiekować się osobami, które wznoszą do mnie modły. Oczywiście ja wywiązywałem się ze swojego obowiązku, ale jeśli bym tego nie robił, czy przyszedłby mnie ostrzec przed zniknięciem, czy może czekałby, aż to się stanie i stworzyłby nowe bóstwo roślinności?
Zazgrzytał zębami zły.
Swoją drogą bycie bóstwem jest trudne. Nie dość, że musisz dawać dobry przykład, to jeszcze musisz pomagać niektórym perfidnikom. A co masz w zamian? Nic! Kawałek świątyni z ogródkiem! Pretensje, rzadko kiedy jakiekolwiek podziękowanie! Ewentualnie chowańca, ale takiego trzeba sobie znaleźć. Poza tym bycie bóstwem i schodzenie do świata ludzi, to niekiedy samobójstwo. Przebiegłe akumy czają się na każdym kroku, a twoim zachwaszczonym obowiązkiem jest ich zlikwidowanie. Ja miałem to szczęście, że stwórca nie obdarzył mnie szczególnymi zdolnościami obronnymi i przy bliższym spotkaniu z potworem, mogłem mieć bardzo, bardzo utrudnioną sytuację. Bez pomocnika byłbym trupem.
Ależ się wkurzyłem!
— Higeki — zacząłem spokojnie. — Co sądzisz o byciu bóstwem?
Uśmiechnąłem się niemrawo, może lekko wymuszenie. Bardzo zależało mi na jego odpowiedzi. Dzisiejszy dzień… wieczór, noc, był tak zły, że po prostu chciałem usłyszeć cokolwiek pozytywnego… Czy po prostu sobie grupowo pomarudzić, nawet jeśli nie wypadało.
Zanim bóg katastrof zaczął odpowiadać, próbowałem się wyciszyć. Już zaczynałem delikatnie bujać w obłokach o szybkiej kąpieli i wyłożeniu się w łóżku. Cieplutkim, mięciutkim łóżeczku bez robali i mchu. O ciepłej herbatce i pilociku w ręce....
Mój towarzysz podróży nie odzywał się spory kawał czasu – lub po prostu mi się tak wydawało – więc zwolniłem tempo. Skupiłem się na nim i delikatnie zniecierpliwiony wyczekiwałem tego, co może mi powiedzieć. Potajemnie liczyłem również na jakąś radę, może czy ciekawą anegdotę historię z doświadczenia starszego kolegi.

<Higeki? Przebacz to czekanie i długość opowiadania, ale jakoś tak wyszło... teraz chyba lepiej będą się sprawować "szybkie pingle" po ok. 500 słów ;-;. Jeszcze raz przepraszam >

poniedziałek, 1 października 2018

Od Victorii CD Tarou i Mikleo "Spotkanie trojga"



Gdy na zewnątrz, słychać śpiew ptaków, dziwne odgłosy Akum i jeszcze inne dźwięki tej pięknej natury, aż zachciewa ci się żyć, gorzej, jeśli to wszystko słyszysz nad samym ranem gdzie te całe gówniane dźwięki nie dają ci spać.

Otwierając oczy, zasłoniłam je szybko dłonią, gdyż oślepiły mnie promienie słoneczne.

Mrucząc pod nosem, przekleństwo, przeciągam się i wstaje, zabierając ze sobą pierwsze lepsze ubrania z szafy i ruszam w stronę łazienki, gdzie spędzam większość czasu pod prysznicem, ale też zaczęłam się zastanawiać, czy wszystko ostatnio ze mną w porządku. Czy Toru jest z czegokolwiek zadowolony, czy też o jakieś inne bzdety. Wszystko to, zaprzątało mój umysł. W końcu mój tok myślenia wkroczył na tor, dlaczego to zrobiłam, dlaczego zgodziłam się być chowańcem. To nie było w moim stylu ale jednak wszystko kiedyś musi wejść w jakiś tryb, tak jak moje nowe życie tutaj.

Wzdychając ciężko zwiesiłam głowę, a na nią lały się krople gorącej wody. Musiałam się uwolnić od tego wszystkiego, bo zaraz zwariuję, a tego nie chcę. Jedyną rzeczą jaką bym chciała, to aby ktoś w końcu mnie pokochał, nie patrząc nawet na mój charakter, ani na wygląd.

Zakręciłam kurek i wyszłam spod prysznica owijając się białym ręcznikiem. Gdy stanęłam przed lustrem zobaczyłam tylko zmarnowaną dziewczynę, za parą.

Przetarłam dłonią lustro i stwierdziłam, że nie mam co więcej tak stać, bo nie przyniesie to żadnych korzyści, więc zaczęłam suszyć włosy kiedy usłyszałam głos Toru.

- Vici, jesteś tutaj? - westchnęłam na to pytanie, miałam napalić w kominku i zrobić śniadanie, a przez ten cały czas siedziałam w durnej łazience. Choć widziałam, że w kominku od nocy się jeszcze coś tli.

- Tutaj, biorę kąpiel i uprzedzam twoje pytanie.. nie możesz dołączyć.

Chciałam mieć jeszcze chwilę dla siebie, musiałam z resztą wysuszyć włosy i się ubrać, a wiem, że z nim tutaj na pewno bym tego nie uczyniła, tak szybko.

*

W łazience spędziłam dobre trzydzieści minut, na suszeniu włosów, płaczu oraz przemyśleniach. Akurat teraz wszystko zaczęło zwalać mi się na głowę, więc mój organizm nie wytrzymał i z mych oczu popłynęło trochę łez.

Doprowadzając się do ładu wyszłam z pomieszczenia i skierowałam się w stronę pokoju, gdzie napotkałam siedzącego na łóżku Toru.

Był zamyślony, wyglądał tak niewinnie, wręcz naiwnie, więc usiadłam na jego kolanach i popatrzyłam na niego.

- O czym myślisz Toru? - zapytałam z czystej ciekawości, a on się uśmiechnął dodając następnie:

- O tym, dlaczego muszę się z tobą użerać, lisku.

Odwzajemniłam ten uśmieszek, ale trochę mnie to zabolało. Użerać.. świetnie, jestem niczym niepotrzebny śmieć.

- Zrobiłem zakupy, mimo małego incydentu - pan parasolka wyrwał mnie z morderczych myśli i z załamania nerwowego, spoglądając na niego podejrzliwie.

Mężczyzna zaczął mi opowiadać tą jakże przejmującą historię o tajemniczym chłopaku. Gdy to usłyszałam myślałam, że wybuchnę dzisiaj po raz enty, ale ze spokojem słuchałam dalej tego co ma mi do powiedzenia.

- I mam Vici do ciebie prośbę, idź z nim porozmawiaj... - dalej słuchałam tylko co trzecie słowo.

Ten dzień miał być dobry, wszystko miało się toczyć jak zawsze, ale do cholery jasnej Toru musiał kazać mi śledzić jakiegoś dzieciaka, świetnie!

Zło ze mnie wychodziło kilogramami i raczej ciężko było by je przegapić, gdyż wychodząc z domu od razu przemieniłam się i z wściekłością ruszyłam pod podany adres. Żebym ja szukała jakiegoś dzieciaka, który wielce nie może się odnaleźć w tym świecie, cóż za problem. Wielu jest takich, dlaczego nie mógł być to ktoś inny.

Stając przed domem rozejrzałam się dookoła wracając do mej formy człowieka.

Zapukałam kilka razy lecz nikt nie otworzył, wiec się jeszcze bardziej wkurzyłam i kopnęłam pobliski kamień. Gdy odwróciłam się plecami do drzwi usłyszałam za sobą głos.

- C.. Coś się stało? - spojrzałam na chłopaka, wyglądał dość naiwnie i dziwnie. Jak totalna ciota, co w nim niby widzi Toru?

Dlaczego o nim myśli? Zainteresował go taki.. hm byle jaki chowaniec, na dodatek pies?

Z wielką chęcią splunęła bym gdzieś na bok, ale stwierdziłam, że zrobię to o co prosił mnie mój bóg.

- Mam z tobą porozmawiać - usłyszałam, że głos jaki wydobył się z mych ust, był wrogi i na dodatek należał do lisa.

Chłopak jak najszybciej chciał zamknąć mi drzwi przed nosem, jednak ja chwyciłam łapą z pazurami drzwi i weszłam bezapelacyjnie do środka.

Domek wygląda jak by tu mieszkała jakaś babcia, a nie dzieciak. Badziowy wystrój i inne babcinne bzdury, ale teraz nie o tym.

- O co chodzi? - zapytał cicho.

- Słuchaj coś ty zrobił Toru? - warknęłam wkurzona - mój bóg siedzi zamyślony i pieprzy o tobie, że nie możesz się wielce odnaleźć w naszym świecie, ja do teraz nie mogę tego zrobić, ale stwierdziłam, że walić to, ty za to spierdalasz z podkulonym ogonem po tym jak na niego wpadłeś.

- Ja.. ja nic nie zrobiłem.. nie chciałem - powiedział szybko.

- Czego się denerwujesz? Myślisz, że cię zjem?

Chłopak nic nie odpowiedział, patrzył na mnie zdezorientowany, to był moment, kiedy przyjrzałam mu się dokładniej. Może jednak nie jest taką ciotą? Jest dość przystojny, choć trochę niższy ode mnie, ale przez włosy nie widać tej różnicy.

Prze większość czasu starałam się nie krzyczeć na niego, choć czasami nie wychodziło, ale w jakiś sposób się ze sobą dogadaliśmy.

Gdy do naszych uszu dotarł dźwięk, który nie zwiastował nic dobrego, ja zmieniłam tylko część mego ciała w lisa.

- Spodziewasz się kogoś?

- Tylko kobiety, która wynajmuje mi mieszkanie, ale to nie ona, nie czuje jej.

- Cholera.. dobra ja pójdę - westchnęłam i otworzyłam szybko drzwi.

Moim oczom ukazała się leżąca postać, która chciała wstać. Ja byłam lekko zdezorientowana, więc chwyciłam gościa za tył swojego ubioru i postawiłam go na nogi.

- Co ty tu do kurwy nędzy robisz?! - warknęłam ostro wkurzona - miałam z nim porozmawiać, a ty stwierdziłeś, że mnie sprawdzisz, czy go cholera nie zjadłam?!

- Vi...

- Nawet nie odpowiadaj, mam dość.. myślisz o gościu, wysyłasz mnie do niego, a teraz, coś ty tutaj robił?!

- Chciałem zobaczyć czy wszystko w porządku - powiedział cicho.

- Tak, no dobrze do sobie sam patrz i mnie już nigdzie, nigdy nie wysyłaj, mam cię powoli dość... - powiedziałam to z czystej zazdrości, o mnie nikt tak nie myśli..puściłam go i odeszłam od nich siadając na murku i odpalając papierosa. Oczywiście chciałam wiedzieć jak to się rozwinie i czy, któryś w ogóle się zainteresuje tym, że pada a ja siedzę na dworze w krótkich spodenkach paląc papierosa ze spuszczoną głową...

<Mikleo?>
 
1032 słowa