środa, 14 marca 2018

Od Minyoung CD Shigeru "Chmura w kształcie łodzi"


Spuściła wzrok w dół, zastanawiając się nad dziwnym zachowaniem mężczyzny, chowańca, jak wydedukowała. Po chwili przestała o nim myśleć, nie czuła potrzeby by zaprzątać sobie nim głowę, szczególnie, kiedy ma lepsze rzeczy do roboty. Popatrzyła na książkę, już sama okładka przyprawiała ją od dreszcze.
Reinhold Messner, jej idol, Adam Ondera, też niesamowity człowiek, no i oczywiście Jerzy Kukuczka, Urubko... Dużo ich jest, długo by wymieniać. Oparła się wygodniej o chropowaty pień drzewa i zapatrzona w okładkę "Everestu" zaczęła wyobrażać sobie chociażby podnóże tej góry. Teraz jako bóstwo bez problemu mogła by się tam znaleźć, ale boi się takiej wyprawy w pojedynkę. Potrzebowała by partnera, ale takiego zbyt ciężko znaleźć a ona sama miałaby zbyt wysokie wymagania, żeby ktokolwiek zechciał z nią iść.
~~~
Grań obita była lodem tak twardym, że nawet czekan średnio dawał radę wbić się na głębokość większą niż dwa, trzy centymetry, bo taka graniczyła z cudem. Po 15 minutach uszedł kolejne dwa kroki, które z każdym metrem sprawiały mu coraz więcej problemu.
Przemarznięte do bólu policzki i nos zaczęły go natarczywie boleć kiedy o tym myślał, ręce odmawiały posłuszeństwa, głowa pulsowała od rozrzedzonego powietrza a plecak ciągnął go w dół. Przytulił się do grani, mając ochotę się rozpłakać. Tak bardzo chciał ujrzeć sam szczyt, tak niewiele mu zostało. Południowa ściana Lhotse najwyraźniej nie chciała pozwolić, by dojrzał z jej szczytu rozciągające się po sam horyzont pasmo Himalajów, a przecież to tylko 400 metrów.
Właśnie.
W końcu to tak niewiele, w obliczu wszystkich jego osiągnięć. 14 ośmiotysięczników, Lhotse nie może być jego przeznaczeniem. Pomimo walki czuł, jak w rękach pojawia się niedowład, jak drętwieją mu nogi, jak jego organizm zaczyna ustępować zmęczeniu. Najpierw zaczął się osuwać, później spadać. Milczeli wszyscy, patrząc, jak lina pęka. W górach każdy odpowiada za siebie. Patrzyli na ciało, a raczej w punkt, gdzie winno się znaleźć. Może gdzieś tam leży i czeka na półce skalnej, aż ktoś mu pomoże. Pozostali skulili głowy, chcąc wyrazić milczeniem szacunek, jakim dażyli mężczyznę i ból, jaki ich ogarnął.
Ale czy słusznie?
Dla gór się urodził, dla nich żył, i dla nich zginął.
Otworzyła nagle oczy, oddychając ciężko. Popatrzyła pusto na książkę, nie mogła jakoś się na niej skupić, myśląc o tym jednym konkretnym himalaiście. Czasami się zastanawiała, dlaczego się tym tak interesuje. Może powinna znaleźć sobie inne zajęcie, coś, co nie będzie tylko głupimi wytworami jej wyobraźni. Rozglądnęła się do okoła, patrząc blado na wilka, lustrującego ją uważnie wzrokiem. Starła z oka łzę, która pojawiła się nie na skutek smutku, czy żalu, wręcz przeciwnie. Czasami, jak bardzo coś przeżywała, to z emocji potrafiła się popłakać, co nie za bardzo jej przeszkadzało, szczególnie, że nikt tego nie zauważał. Obróciła głowę, patrząc na zarys mężczyzny. Widząc że ten jest tak samo zamyślony jak ona, zaczęła wyobrażać sobie kolejną niestworzoną historię, jednak tym razem, za partnera jej wyprawy robił nikt inny, jak białowłosy, leżący na trawie.

476 słów

Od Tomiji Do Kiyuki'ego „Brać przykład z [...]”

Spacer po ludzkim świecie, jak na razie, przebiegał bez zbędnych problemów. Na swojej drodze nie spotkałem ani jednego dziecka czy chociażby zwierzaka, co stosunkowo zdarza się rzadko. Jednocześnie ludzie, standardowo, nie zwracali na mnie uwagi, dzięki czemu mogłem w całkowitym spokoju oddawać się przyjemności, jaką jest obserwowanie codziennego życia zwykłych śmiertelników.
W pewnym momencie, całkowicie nieoczekiwanie, poczułem obecność akumy. Nic specjalnego – mianowicie delikatny dreszcz przebiegający przez dolny odcinek kręgosłupa – a jednak dobitnie dało mi do zrozumienia o tym, ze w zasięgu kilku kilometrów znajduje się dość sporych rozmiarów demon. I choć naturalne ostrzeżenie miało na celu przekonanie mnie do oddalenie się od potencjalnego niebezpieczeństwa, dziecięca ciekawość zmusiła mnie do dalszego podążania wyznaczoną wcześniej trasą.
Na efekty nie musiałem długo czekać. Po zaledwie kilku minutach moim oczom ukazał się obraz zarówno mrożący krew w żyłach, jak i przywołujący przyjemne ciarki na rękach. Nie ukrywam, widok kilku, jak nie kilkunastometrowej akumy powolnie pełznącej po głównej ulicy miasta wzbudzał we mnie wyjątkowo sprzeczne emocje, które w połączeniu ze sobą tworzyły niemały mętlik w mojej i tak już dostatecznie zatłoczonej głowie.
Gdy para drobnych, czerwonych, rozżarzonych oczu bestii gwałtownie przekręciła się w moim kierunku, poczułem, jak w mym gardle nabrzmiewa kolosalnych rozmiarów gula. Demon ryknął dziko, rozpryskując przy tym dookoła siebie pojedyncze chłapty spienionej, gorącej śliny, po czym w zastraszającym tempie zaczął pełznąć w moim kierunku.
- Choler a – syknęłam z przestrachem, szykując się do natychmiastowego odwrotu w kierunku świata bogów. Już odwracałem się z zamiarem wzięcia nóg za pas, już rozgrzewałem swoje mięśnie dając im sygnał do rozpoczęcia solidnej pracy… jednak nim zdążyłem oddalić się od kolosalnej bestii, ta padła martwa.
Jakim cudem, spytacie się pewnie.
Przyznaję, przez chwilę i ja nie byłem w stanie pojąć tego fenomenu. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłem pojedynczą, męską sylwetkę zeskakującą z truchła stwora. Nie musiałem zbytnio wysilać umysłu, aby dojść do wniosku, iż musi być to zabójca akumy, Bóg lub Boski Oręż.
- Bravo! – pisnąłem z dziecięcym zachwytem, rozpoczynając przy tym całą serię oklasków skierowaną w stronę tajemniczego assassina. – TO. BYŁO. NIESAMOWITE!
Głośne owacje na stojąco rozniosły się dookoła, zwracając uwagę kilku ludzkich przechodniów. Ci patrzyli się na mnie przez krótką chwilę, po czym wracali do swoich zajęć, prawdopodobnie zapominając o „dziwnym mężczyźnie bijącym brawa na środku skrzyżowania”.
Tajemniczy pogromca nie zwrócił jednak na mnie uwagi, w dalszym ciągu zajmując się swoimi sprawami. Ja, oczywiście niezadowolony z takiego obrotu sprawy, postanowiłem osobiście porozmawiać z tym zapewne doświadczonym osobnikiem.
- OI ! – krzyknąłem, ruszając biegiem w kierunku mężczyzny.

Kiyuki?

416 słów

Od Ashera CD Aorine „Przeciwieństwa się przyciągają”


- To nie był rozkaz.... tylko prośba. Nie mogę ci wymazać wspomnień, ani dobrowolnie narzucić idealnego charakteru....z resztą nie chciałbym tego, bo jesteś po prostu sobą. Bucem z zamrożonym sercem.- Po tych słowach wstał i wyszedł, znikając w świątyni.
No proszę.. Jestem bucem, taki widać mój los, nie będę się nim za bardzo przejmować. Skoro bóg tak uważa, to też na pewno tak jest. Po głębokim westchnięciu ułożyłem się wygodniej. Chciałem spędzić te przyjemne chwile na słońcu, opalenizna sama się nie zrobi. Zanim się obejrzałem, to zasnąłem wśród tego całego skwaru. Trochę musiałem pospać, bo obudziłem się pod wieczór. Całe to smażenie musiało się opłacić, przynajmniej miałem takową nadzieję. Zwinąłem manatki i ruszyłem do świątyni. Tam ujrzałem Aorine na kanapie., nasze spojrzenia spotkały się na szczęście na krótki okres czasu. Wzruszyłem ramionami.
- Spoko już sobie idę, nie będziesz musiał się widzieć z "Bucem"
- Przesadziłem z tym określeniem...przepraszam - przetarł zmęczone oczy wierzchem dłoni/
- Mówiłeś to, co czujesz. Chyba najprostsze rozwiązanie.
- Ja nie wiem co czuje.... I w tym problem- westchnął
- Z tym ci już niestety nie pomogę
- Niestety.... - wymruczał cicho wtulając buzie w miękką poduszkę
- Hym? Co chcesz przez to powiedzieć?
Przemilczał to odwracając się plecami w jego stronę by przytulic się bardziej do przedmiotu
- Aorine- Syknąłem, spoglądając w jego stronę
- Nic nie mam na myśli ... - odpowiedział cicho jakby sam nie wierzył własnym słowom
- Dobra - westchnąłem- Rób jak chcesz, nie będę się wtrącać w twoje prywatne życie, ale mam nadzieje, że jakoś Ci się to wszystko ułoży. Zrób sobie parę dni wolnego, powinno pomóc- powiedziałem, przeciągając się.
- Zostań przy mnie - wyszeptał znikąd
- Jak widzisz zostałem... Na razie się nigdzie nie ruszam, kto wie.. Może zostanę tutaj aż do mojej śmierci
- Już nie żyjesz ...- zauważył spogladając na niego katem oka
- Możesz mi nie przypominać..? Staram się cieszyć chwilą- mruknąłem zrezygnowany.
Aorine zaśmiał się cicho, zdenerwowało mnie to.. Meh, kiedy ktoś cieszy się z Twojego nieszczęścia. Super..
- Mniejsza- powiedziałem po chwili- Idę do siebie, potrzebujesz czegoś?
- nie... - znów zmienił pozycje
- Jakby co to zawołaj- rzuciłem, spoglądając na niego wymownie.
Jedynie mruknął coś mało wyraźnie. Takim ruchem zakończył naszą konwersacje. Trochę było mi to na rękę, nie miałem się zamiar bawić w podchody. Byłem na to za duży. Przemknąłem niczym cień do swojego pokoju, gdzie rozwaliłem się na łóżku. Kilka chwil zastanawiałem się co porobić, mój wybór padł na czytanie książek. Sięgnąłem po jedną z pułki i zaszyłem się w kącie. Czas mijał mi nieubłaganie, niestety wszystko dobre kiedyś musi się skończyć. Usłyszałem dosyć głośny grzmot, przez co uniosłem głowę do góry.
- Czyżby burza?- zapytałem sam siebie- No to będzie rano strasznie mokro..Ugh- Odłożyłem lekturę na stolik, zaznaczając uprzednio stronę na które skończyłem.
Szybko rozebrałem się z ciuchów i wskoczyłem pod kołdrę, powoli sen dawał o sobie znać, a ja nie mam zamiaru mu się sprzeciwiać. Poza tym potrzebuje dużo Energii na jutro.. Pewnie Ao mnie zagoni do porządków z samego rana.

Ao?

504 słów

poniedziałek, 12 marca 2018

Od Soushiego CD Tomiji "Samotność drogą do znajomości"


-Głupi jesteś, odciski ci się zrobiły po prostu, tak to jest czasem, twoje ciało nie jest w najlepszej kondycji chyba.-Powiedziałem trochę zmartwiony jego dłońmi.
-Jestem dobrze zbudowany i inne, to jak mogę nie być?
-Spokojnie, twoje ciało się przyzwyczai, za niedługo ci to zniknie, niektóre rzeczy wymagają bólu, zwłaszcza zdobywanie doświadczenia.
-Jakoś tego u ciebie nie widzę.
-Zobaczysz jak będziemy sami.
-Jestem bardzo ciekaw.
-Błagam nie zadawaj już zbędnych pytań a ja ci to jakoś opatrzę.-Zaczekałem aż ucichnie, w końcu był cicho i zacząłem mu smarować maścią dłonie, następnie owinąłem je bandażem, wiedziałem o takiej możliwości, ale nie aż tak szybko. Zaczekałem aż wstanie i ruszyłem w drogę, dosyć szybko mnie dogonił i walnął bokiem ręki, dłońmi zbytnio obawiając się o kolejny ból z nich. Wytłumaczyłem mu, że dzisiaj nocuje u mojego kumpla, sami będziemy w mieszkaniu. Niezbyt się cieszył na tą wiadomością, ale po dłuższym narzekaniu o dziwo się zgodził, łatwo poszło, ale jutro kolejny trening musi być, ból da się zignorować, zwłaszcza fizyczny. Doszliśmy do mieszkania, otworzyłem drzwi, miejsce do spania Watanukiego odstąpiłem bóstwu, dopiero za dwa dni ten skurwiel miał się pojawić. Podszedłem do kantorka, otworzyłem drzwi i rzuciłem się na materac, po chwili w drzwiach stanął Tomiji z błagalnym wyrazem twarzy.
-Co tym razem?-Spytałem obracając się z brzucha na plecy.
-Śpij ze mną.-Jego wyraz twarzy się nie zmieniał ani na chwilę, wytrwale patrzył mi w oczy.
-Dobrze, ale już idź, rano będę leżał koło ciebie.
-Yes, Sir!-Odwrócił się na pięcie i wrócił do łóżka.
Zaczekałem jakąś godzinkę aż zacznie spokojnie spać i wstałem z łóżka. Powolnym krokiem przeszedłem przez mieszkanie i wyszedłem, zamknąłem także cicho drzwi, nie chciałem by ktoś wszedł do tego mieszkania. Już zacząłem przyśpieszać kroku, ale na chwilę się zatrzymałem, musiałem przemyśleć co zrobić, nowości są dobre, ale zbyt częste są wkurzające. Tym razem nic nie wezmę, więc będzie musiała się nacieszyć wyłącznie mną, wyruszyłem w ponowną podróż do mieszkanka Shiarou. Na swojej drodze nic, ani nikogo nie spotkałem, pewny krokiem wszedłem przez wejście i zacząłem szukać panienki. Nigdzie jej nie było, więc zapewne była pod prysznicem, zaczekałem na jej wyjście siadając na łóżku, wyszła z łazienki wycierając głowę ręcznikiem, prawdopodobnie zasłaniał jej oczy, nie zorientowała się, że znajduje się u niej, naturalnie spróbowała usiąść na łóżku, ale usiadła na moich kolanach. Od razu po wytarciu głowy spróbowała położyć się na łóżku jak zwykle, ale tym razem trafiła na moją klatkę piersiową, która jej to uniemożliwiła. Obróciła głowę i mnie zauważyła, od razu się rzuciła na mnie powalając na łóżko, zaczęła mnie przytulać, następnie podniosła głowę i rozpoczęła ciągnięcie mnie za uszy.
-Tak długo na ciebie czekać, jak mi to wynagrodzisz lisku?
-Swoją miłością?
-Zobaczymy jutro, ale teraz idę spać, wybacz.
Wyszedłem z mieszkania i poszedłem się napić w barze, posiedziałem tam trochę, alkohol wcale na mnie nie działa, wręcz mi nie smakował teraz, ruszyłem do portalu, potrzebowałem jakoś się jeszcze wyładować, bo trochę nudno jak na razie. Przeszedłem przez portal, zacząłem się kręcić po terenie, różne budynki widziałem, wiele dróg, ale w końcu znalazłem to czego chciałem, wielkie zbiorowisko akum, muszę trochę kości rozprostować. Aktywowałem swoje ogony i zaczęła się rzeź, każda akuma, która mnie spotka już znikała z swoim marnym żywotem, każda była przecinana mieczem lub zgniatana moimi rękoma gardło, nawet jak wszystkie się od razu rzuciły to z łatwością sobie poradziłem, miały swoje nawyki i naturalne ruchy, to było zaletą mojej fotograficznej pamięci, ale znajdywał się niektóre z gramem mądrości by zaatakować z zaskoczenia w plecy.
Co raz więcej siły wkładałem w uderzenia i cięcia, a ich więcej przybywało, jakby się rozmnażały lub coś podobnego, nie było końca tych walk, w końcu aktywowałem swoją drugą moc, phoenix połączył się zemną, zamachnąłem mocno dwoma skrzydłami i podmuch powietrza zdmuchnął wszystkie niedobre rzeczy z mojego zasięgu wzroku. Spełniony wróciłem do portalu, ale wpierw dezaktywując swoje moce, następnie odnalazłem mieszkanie, otworzyłem drzwi, nadal cicho się poruszałem. Spojrzałem na Tomijiego, wyglądał słodko śliniąc się na swój uroczy sposób, byłem ciekaw jego reakcji na spanie z kobietą w łóżku, przemieniłem się w atrakcyjną, niższą ode mnie kobietę, ale przypominającą nieco mnie, to była moja jedna z trzech pięknych form, położyłem się na łóżku obok bóstwa i zasnąłem.

Tomiji?

691 słów

niedziela, 11 marca 2018

Od Shigeru CD Minyoung "Chmura w kształcie łodzi"


Ocean był spokojny tego dnia. Statek kołysał się delikatnie na falach i pruł w obranym przez kapitana kierunku. Nic nie zakłócało radosnego humoru, który towarzyszył wszystkim obecnym marynarzom. W tym momencie mogli sobie pozwolić na chwilę wytchnienia i każdy robił, co tylko chciał. Ich podróż zbliżała się ku końcowi, wszyscy tego wyczekiwali po tygodniach nieustannego dryfowania. Shigeru siedział na dziobie statku i wpatrywał się w przestrzeń przed sobą, gdzie niedługo miała się pojawić niewielka wyspa, cel całej tej wycieczki. Obrócił się na chwilę, by jeszcze raz zerknąć na swoich przyjaciół i uśmiechnął się.
Przywiązał się do tych ludzi. Mili, optymistyczni, gotowi na wszystko. Ta podróż była najprzyjemniejszą ze wszystkich, które przeżył. Ponownie skierował wzrok na horyzont przed nim. Chciał jako pierwszy zobaczyć pojawiającą się wyspę, dlatego od około godziny nie spuszczał przestrzeni przed nimi z oczu. Na nic innego nie musiał patrzeć, a towarzyszy po prostu słuchał, bo kilku z nich przysiadło niedaleko i opowiadało sobie historie ze swoich wcześniejszych morskich podróży.
Drgnął nagle, gdy ciężka kropla uderzyła w jego policzek. Starł ją dłonią i szybko spojrzał w niebo. Ciemne chmury pojawiły się znikąd i powoli zaczynały ich wyprzedzać wpychając łódź w ramiona wzburzonych fal. Mężczyzna prawie spadł do wody więc szybko zerwał się i pobiegł pomóc innym, którzy mocowali się z żaglami. Złapał za jedną z lin, silny wiatr niemal zwalił go z nóg. Nie miał tyle siły co doświadczeni tutaj ludzie, za wszelką cenę chciał im jednak pomóc, nieważne co miał robić. Wzorując się na zachowaniu marynarzy robił dokładnie to co oni, nie chciał zadawać im pytań i rozpraszać.
Wiatr się wzmagał, deszcz w ciągu chwili zmienił się w ulewę i zawzięcie zalewał białowłosemu oczy tak, że ten ledwo widział wszystko wokół. Postanowił jednak skupić się na słyszanych krzykach marynarzy pomagających sobie nawzajem i rozkazach kapitana. Wolał nie myśleć o falach wdzierających się na pokład i zabierających do oceanu to, co niezabezpieczone leżało na pokładzie. W pewnym momencie Shigeru stracił równowagę i głucho uderzył w burtę. Stęknął cicho, uderzenie zamroczyło go na chwilę. Zresztą nie tylko jego, kilka metrów od niego dwóch marynarzy upadło na deski. Zamrugał tępo i spojrzał na nich akurat gdy kolejna fala wdarła się na pokład i kompletnie ich przykryła. Gdy wycofała się do oceanu, jednego z ludzi już nie było. Lis zesztywniał, gdy zdał sobie z tego sprawę.
Mógłbym spróbować unieść okręt nad chmury, pomyślał nagle i spojrzał na swoje dłonie i przemoczone rękawiczki. Zdjął jedną, dotknął desek pod nim, jednak nic się nie stało.
- Huh... - jęknął i chwiejnie stanął na nogi... nie lisie, ludzkie. Szybko przeczesał dłonią włosy, uszy również były normalne. Był... człowiekiem, nie kitsune. Nie był chowańcem.
Kolejne przerażone krzyki dotarły do jego uszu. Zaraz wszyscy zginą i nic nie można na to poradzić. Spanikowany skulił się przy burcie, zawzięcie spróbował odciąć się od otoczenia. Nie mogę im pomóc, powtarzał w myślach. Jestem zbyt słaby, nie mogę nic zrobić. Wszyscy zginiemy... Wiatr dął. Szum fal mieszał się z wrzaskami ludzi. Gdzieś dało się słyszeć odmawianą modlitwę. Shigeru krzyknął, gdy kolejna fala zalała go i pociągnęła za sobą prosto w odmęty wzburzonej wody.
Lis zerwał się gwałtownie do pozycji siedzącej głośno wciągając i wypuszczając powietrze. Odruchowo sięgnął dłonią do swojej głowy, miękkie, lisie uszy były na swoim miejscu. Potem wbił wzrok w nogi, te zwierzęce kończyny, do których z początku nie mógł się przyzwyczaić. Wszystko... grało, było jak zawsze. Odetchnął głęboko chcąc uspokoić oddech i przymknął ślepia. To było takie realistyczne. Przez chwilę myślał, że naprawdę zginie.
Skierował wzrok na niebo. Biała chmura w kształcie łodzi zniknęła, wiatr musiał ją rozwiać, gdy białowłosy spał. Albo "popłynęła" dalej i teraz krążyła gdzieś nad miastem. Teraz niebo nad nim było częściowo przykryte szarymi obłokami, najprawdopodobniej deszczowymi.
Odwrócił głowę, gdy do jego uszu dotarło ciche szczeknięcie. Pies, pomyślał i w tym samym momencie jego wzrok padł na wspomniane zwierzę i siedzącą koło niego dziewczynę. Parka siedziała pod drzewem i oboje patrzyli na lisa uważnie, jego nagłe zerwanie się musiało przykuć ich uwagę. Nie dziwne, poderwał się z trawy jak poparzony, każdy przypadkowy osobnik zaciekawiłby się, co się stało. Miał tylko nadzieję, że nie wykrzykiwał nic dziwnego. Już teraz spojrzenie niebiesko-szarych oczu obserwatorki było dla niego mocno nieprzyjemne. Nienawidził być obserwowany.
Zmrużył oczy nie odrywając wzroku od dziewczyny. Przeczucie podpowiadało mu, że to jakaś bogini. Nie miał jednak zamiaru się w to zagłębiać. Nie interesowało go znalezienie pracodawcy, nie czuł też żadnej potrzeby zapoznania się z nią. Chciał tylko, by przestała się mu przyglądać, zajęła się książką, którą, jak zauważył, trzymała w dłoniach otwartą. I żeby trzymała psa przy sobie.
Prychnął cicho i znowu się położył chcąc ukryć się wśród trawy. Mogła sobie tu siedzieć, dopóki była cicho. On nie miał zamiaru się stąd na ten moment zabierać.

Minyoung? Oni będą na siebie patrzeć i milczeć, idę o zakład :v

785 słów

Podliczanie bóstw 11.03

Aorine ( 4 opowiadania ) 50 + 150 + 150 + 200 = 550 wierzących
Haku ( 1 opowiadanie ) 500 wierzących
Kiyuki ( 2 opowiadania ) 100 + 200 = 300 wierzących
Tomiji ( 3 opowiadania ) 200 + 600 (1649 słów w evencie) + 250 = 1050 wierzących x-x
Asami ( 1 opowiadanie ) 50 wierzących
Minyoung ( 3 opowiadania ) 50 + 50 + 100 = 200 wierzących

Uwaga
Przez brak aktywności bez zgłoszenia wcześniejszej nieobecności Iwao (bóstwo cierpienia) oraz Reiko (bogini walk) zaczynają tracić wierzących


~Kiyuki Aka Shin

Podliczenie chowańców 11.03

Niyumi ( 1 opowiadanie) 200 PD
Shigeru ( 1 opowiadanie ) 100 PD
Soushi ( 4 opowiadania + 1 Quest ) 250 + 500 + 500 + 250 + 170 = 1670 PD
Nexaron ( 2 opowiadania ) 50 + 100 = 150 PD
Asher ( 4 opowiadania ) 250 + 500 + 100 + 150 = 1000 PD
Shinaru ( 2 opowiadania ) 200 + 250 = 450 PD

Uwaga
Z powodu nieaktywności od ponad 3 podliczeń żegnamy się z Demanii i Setsuną ( nie napisała 1 opowiadania) , a punkty zaczynają tracić Nozomi i Azazel 

~Kiyuki aka Shin