sobota, 14 kwietnia 2018

Od Yuudai'a C.D Niyumi "Miejsce spoczynku"


Dziewczyna udała się chyba, do swojego pokoju a mnie zostawiła w głównym pomieszczeniu. Chciałem się rozejrzeć, ale bardziej kusiło mnie, żeby widzieć ją. Jak dobrze usłyszałem miała na imię Niyumi. Czyli dla mnie będzie to Niyu. Dla bezpieczeństwa udałem się we wskazane miejsce koło ołtarza. Kolor mojego oka zmienił mi się na mój zwykły. Chciałem się ruszyć, ale miałem przeczucie, że ona nadal nie śpi. Czeka pewnie, aż coś zrobię, by mogła mnie uderzyć, tymi swoimi małymi, słodkimi piąstkami. Zamknąłem oczy i się rozmarzyłem na tę myśl. Po jakimś czasie zaryzykowałem i wstałem z miejsca, by się rozglądnąć. Świątynia była bardzo przytulna, ale ciągle było dla mnie coś w niej piękniejszego. Miałem na myśli śpiącą ślicznotkę. Coś mnie korciło by do niej zajrzeć i jednak siła była mocniejsza. Uchyliłem lekko drzwi. Malutka białowłosa leżała na swoim posłaniu. Wyglądała, jakby siedziała i padła ze zmęczenia albo padła z nudów. W ręku miała katanę z lodu. Mimo że powinna się roztopić ciągle była cała. Podszedłem do niej i kucnąłem obok posłania. Spała słodko jak niemowlę. Coś w sercu mnie zakuło oraz barwa moich oczu zmieniła się znowu na czerwony. Nie mogłem się tak szybko … zauroczyć ?
-Pewnie mi się wydaja albo i nie.-Pomyślałem.
Leciutko dotknąłem jej policzka. Drgnęła pod wpływem dotyku, więc szybko zabrałem rękę. Postanowiłem zrobić to, co wcześniej, po czym dziwnie zareagowała. Pogłaskałem ją po głowie i pożałowałem tego. Dziewczyna najpierw się uśmiechnęła, a potem otworzyła nagle oczy i jej katana przeszyła mój bok. Padłem na ziemię i spojrzałem na ranę. Krew spływała po lodowej katanie, a ja padłem na ziemię, tracąc przytomność. Ostatnim widokiem był białowłosy mężczyzna stojący w drzwiach i siedząca na łóżku Niyu.

<Niyumi ?>
277 słów

Od Niyumi C.D Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Całe zajście obserwowałam stojąc pod jednym z drzew, gdzie towarzyszyła mi, chcąc nie chcąc, Tsubashi. W pierwszych chwilach nawet złośliwie komentowała całą sytuację, w końcu jednak stwierdziłam, że mam dość jej pieprzenia od rzeczy, więc podrzuciłam katanę w ręce, łapiąc ją za ostrze. Wycelowałam rękojeścią w skroń kobiety, przy okazji raniąc sobie wewnętrzną stronę dłoni, ale na razie mało mnie to obchodziło. Uderzenie było na tyle mocne, a Youkai na tyle słaby, że wystarczyło, by straciła przytomność i w końcu zamknęła pysk.
   Z uśmiechem na ustach przypatrywałam się zmaganiom mężczyzny, który mimo że bezbronny, radził sobie całkiem nieźle. Zdecydowanie za dobrze jak na tak bezużyteczne bóstwo. W dodatku w pewnym momencie te durne stwory zaczęły się wycofywać. Jasne, pewnie! Bo kiedy trzeba to uciekają z podkulonym ogonem. Kiedy chcesz coś zrobić, to wiatr zawsze wieje ci w oczy, cokolwiek byś nie robił. Tchórzliwe stwory się zmyły, więc trzeba było dokończyć wątpliwe dzieło samemu.
   Kiyuki ledwo stał na nogach, musiał się popierać o broń, żeby nie runąć. Pójdzie gładko. Uśmiechnęłam się chytrze, idąc w jego kierunku i ciągnąc za sobą swoją katanę. Zgrzyt metalu o kamienie może nie był najprzyjemniejszym dźwiękiem, ale z pewnością dodawał klimatu tej cudownej chwili. Przecież nawet nie będę musiała się starać, żeby go wykończyć. Żałosne.
 - Niyumi... - Łamiący się głos doszedł do moich uszu, wzbudzając we mnie jedynie odrazę. Uniosłam jedną brew patrząc na Bóstwo Sprawiedliwości litościwym wzrokiem. Uniosłam prawą nogę do klatki piersiowej, po czym kopnęłam go prosto w klatkę piersiową, wyginając się nieco w tył. by zachować równowagę. Złotooki runął bezwładnie na plecy, wypuszczając gwałtownie powietrze nagromadzone w płucach. Wyglądał jak zwykły pusty w środku karton, który wystarczy pchnąć placem, by znalazł się na ziemi gotowy do zdeptania, poniżenia i zmieszania z błotem.
 - Trochę szkoda takiego przystojniaka... - Mruknęłam smutnym głosem, przesuwając czubkiem ostrza po tułowiu mężczyzny, który jedynie odwrócił głowę w bok. Uśmiechnęłam się z satysfakcją, widząc łzy zbierające się w oczach, na ogół jasnych, a teraz wręcz zamglonych. - Przyjrzyj się swojej zgubie... - Warknęłam, przesuwając spiczasty koniec przed złote tęczówki, które po chwili zniknęły pod powiekami.
   Zaśmiałam się lekko, unosząc broń nad głowę, uprzednio chwytając ją oburącz za rękojeść. Jeden. Szybki. Ruch. Błysnęłam oczami w świetle księżyca, opuszczając w jednej chwili połyskujący metal. Usłyszałam cichy pomruk mężczyzny, który potrzebował krótkiej chwili by zorientować się, że katana została wbita tuż obok jego głowy. Pudło. Parsknęłam krótkim śmiechem, opadając na kolana i zbliżając swoją twarz do oblicza bóstwa. Z każdym moim wdechem nasze klatki piersiowe się tykały, z czego byłam bardzo zadowolona.
 - To było by zbyt proste... - Szepnęłam prosto do jego ucha, zerkając kątem oka na wyraz twarzy białowłosego. Nie zdradzała nic prócz zawodu i bólu. Przesunęłam dłonią po jego ramieniu, zbliżając ją do miejsca, w którym biło serce mężczyzny, po czym unosząc ją nieznacznie utworzyłam płaski, lodowy sztylet, by z łatwością móc wepchnąć go między żebra pokonanego. - Pożegnaj się grzecznie, Kiyuki...

Yukiś? ;__;
484 słowa

piątek, 13 kwietnia 2018

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Dlaczego to musiało się tak skończyć? Chciałem dla niej jak najlepiej... Pragnąłem ją bronić przed wszelkim złem, uszczęśliwiać przy każdej nadarzającej się okazji oraz wspierać, gdy najdzie na to potrzeba. Teraz niestety nie mogłem nic. To za daleko poszło... Bez pomocy kogoś z zewnątrz nie dam sobie rady. Miałem w prawdzie parę bóstw, których znałem i szanowałem, jednak tylko jedno z nich znało wystarczająco dobrze tą sprawę, by nie musieć jej na szybko opowiadać. Chodziło tu rzecz jasna o Aorine - Drobne bóstwo Nadziei o charakterystycznej kobiecej urodzie. Musiałem się z nim skontaktować i porozmawiać...może razem damy rade okiełznać Niyumi, a przy okazji oczyszczę umysł od negatywnych myśli. 
Miałem świadomość, że Lisica najprawdopodobniej nie ruszy się z pokoju, dlatego ruszyłem od razu w stronę świątyni czarnowłosego. Już z daleka mogłem dostrzec mały budynek na lekkim wzniesieniu. Wokół były jedynie ciemne rośliny, które otoczone zostały białymi kamieniami w celu rozjaśnienia kompozycji. Na ganku dostrzegłem lekki ruch należący do nieznanego mi chłopaka , który właśnie zamiatał piasek z jasnego drewna. Ciemnobrązowe włosy spięte miał w kucyk opadający na jego prawe ramię. Z daleka jednak rzucały się w oczy jego tęczówki- intensywne czerwone niczym róże. Przechyliłem lekko głowę na bok, gdy ten zmarłszy lekko brwi zapewne realizując , kim ja tak właściwie jestem i czemu zakłócam spokój tego miejsca.
- Kto ty? - Spytał podpierając się na miotle. Mogłem jedynie podejrzewać, że jest to chowaniec bóstwa Nadziei... a przynajmniej pasował do jego opisów.
- Kiyuki, bóstwo sprawiedliwości - przedstawiłem się i lekko skinąłem głową. Chowaniec broni jeszcze przez chwile bacznie mi się przyglądał, po czym burknął coś pod nosem wchodząc do wnętrza budynku. Nie musiałem długo czekać na przybycie czarnowłosego chłopaka o oczach niczym ocean. Miałem wrażenie, że spodziewał się mojej wizyty, choć pewnie tylko mi się wydawało.
Aorine zaprosił mnie do środka, gdzie mniej a więcej objaśniłem mu całą sytuację, jednak coś nam przerwało...i nie chodziło tu o broń bóstwa, który krzątał się bez celu po pomieszczeniu i lekko irytował niebieskookiego. W mojej głowie rozniósł się czyjś znajomy głos... uroczy, delikatny, a zarazem wystraszony. Wzywał o pomoc. Wiedziałem do kogo należy i to mnie najbardziej martwiło. Przeprosiłem na szybko Bóstwo nadziei i wróciłem do świątyni z nadzieją, że znajdę tam moją lisiczkę.
Pusto.
Musiała wyjść przez okno, albo gdy ja udałem się na rozmowę.
Nie wiedziałem dokładnie gdzie jest, lecz musiałem ją znaleźć, co wiązało się z pójściem za przeczuciem...a ono niestety mi podpowiadało, że udała się an ziemię.
- Nie dobrze... bardzo nie dobrze - wymruczałem pod nosem zachodząc do mojego pokoju w którym od paru dni , na szafce leży katana w białym pokrowcu zdobionym złotymi elementami. Zdobyłem go na mieście, w celach obronnych...w końcu czasami musiałem schodzić na ziemię , gdy Niyumi nie wyłaniała się z pokoju. Bez broni wolałem nie chodzić po świecie ludzi w szczególności, że ta katana parę razy przydała się do samoobrony. Przyczepiłem ją do paska i jak najszybciej zwróciłem się w stronę portalu. Szybka podróż wyniosła mnie za miasto... niedaleko była drobna polana z niewielką ilością drzew. Miałem złe przeczucia co do tego sądząc po panującej ciszy... zero ptaków, nawet wiatr zamilkł. Jedynymi dźwiękami była trawa w której się coś poruszało. Wyciągnąłem katanę z pochwy i ruszyłem w stronę jednego z drzew pod którym zauważyłem drobne postacie... jednak z nich należała do jaszczurzego Youkai, a druga do Niyumi .
Przenajświętszy ojcze... czy one nie mogą się uspokoić już?
Westchnąłem zrezygnowany , a zarazem gotowy na najgorsze. Akumy były w pobliżu, a dziewczyny pewnie znów będą drzeć ze sobą koty. Musiałem działać szybko, by ściągnąć je z powrotem do Kami no Jigen...w innym wypadku mogłoby się to skończyć tragicznie dla całej naszej trójki. Byłem już niedaleko, gdy nagle wszystko ucichło.
Zbyt gwałtownie.
Zdecydowanie zbyt gwałtownie jak na taką sytuację.
Lisiczka spojrzała na mnie z lekką iskierką, której nie potrafiłem bliżej określić. Nadzieja? Radość? Strach? Jej uszka powoli opadły, a ja poczułem dziwny powiew wiatru na karku, któremu towarzyszyły dźwięki typowe dla oddychania. Nie zdążyłem nawet zareagować, gdy wielka łapa wbiła mnie w ziemię i odebrała zdolność do jakiegokolwiek ruchu. Katana wypadła mi z dłoni , przez co znów znałem się bezbronnym bóstwem , które nigdy nie może sobie poradzić bez pomocy chowańca.
Bezużyteczny .... Żałosny .... Bezbronny
Zagryzłem wargę odganiając czym prędzej od siebie te myśli. Dlaczego w takich chwilach pojawiały się w mojej głowie? Tak znikąd... Dlaczego ten cały "cień" nie chciał zostawić mnie w spokoju choćby w takich chwilach?
Korzystając z chwili, gdy Akuma chciała mnie złapać w zęby zdejmując przy tym łapę , przeturlałem się w bok łapiąc moją broń by po chwili wbić ją w brodę potwora.
- Niyumi pomóż! - Zawołałem , choć lisiczka nie ruszyła się nawet o krok. Spojrzałem na nią błagalnie, lecz to co zobaczyłem na jej twarzy, było tym czego nigdy bym się nie spodziewał. Chytry , a zarazem zadowolony uśmiech gościł na jej ustach, a w jej oczach można było zauważyć zaciekłość, która niestety nie wiązała się z próbą ocalenia mnie.
Zdradziła cię 
- Nie.... -  Szepnąłem cicho. Nie mogłem w to uwierzyć... to była pułapka? Na mnie? Chciała mnie tu specjalnie ściągnąć, bym trafił prosto w szpony Akum? Nie... nie nie nie nie.... nie ... to nie mogła być prawda. Ona nie mogłaby tego zrobić nikomu ... jest za słodką istotką, nawet po ostatnich zdarzeniach w moim sercu nadal jest ta samą osobą.
Ty naprawdę jesteś naiwny ...
Poczułem napływające do oczu łzy, które zniknęły wraz z nagłym atakiem dwóch mniejszych akum przypominające psy z dziwnymi maskami na twarzy. Jeden z nich wgryzł mi się w ramię, a drugi w łydkę próbując mnie jednocześnie wywalić. Mimo bólu i powoli ściekającej krwi ze splugawionej rany musiałem walczyć .... sam. Miałem marne szanse biorąc pod uwagę fakt, że akum przybywało, jak byłem już poturbowany, a Niyumi jak i drugi youkai nadal obserwowały moje zmagania.
Poddaj się w końcu 
Odepchnąłem kolejną akumę , która spróbowała się na mnie rzucić. One nie odpuszczały, a ja nie mogłem ich unieszkodliwić. Nie miałem mocy, ani boskiego oręża ...Nic nie świadczyło o tym, że nadejdzie jakiś ratunek ze strony jakiegoś innego bóstwa lub chowańca. Opadałem coraz szybciej z sił, a niektóre z akum powoli zaczęły się wycofywać. Podparłem się na katanie, by jakoś ustać na nogach obserwując jak ostatnie stworzenia znikają w mroku nocy zostawiając mnie sam na sam z dwoma duszami. Spojrzałem na nie akurat w chwili, gdy Niyumi powoli zaczęła do mnie podchodzić szurając przy tym ostrzem po ziemi. Miałem złe przeczucia, lecz ciągle jak głupi trzymałem się przekonania, że po prostu się do mnie przytuli i wszystko wróci do normy. Niestety jej oczy mówiły co innego - płonęły nienawiścią i pragnieniem krwi... niestety mojej krwi.

<Niyu?>

1107 słów

OD NEXARON'A CD MINYOUNG "NOWY HORYZONT"


Tak było znacznie lepiej. Mina Minyoung i jej zachowanie było dokładnie tym, na co liczył, i czego się spodziewał wilk. Niby wiedział, o co chodziło dziewczynie, ale nie był do tego szczerze przekonany. W swej prawdziwej postaci wilka cały czas biegał zupełnie nagi, jeśli nie uznać futra za ubranie i nie było jakoś problemów. Znaczy się były... Ale innego rodzaju, bo jaki człowiek nie uciekłby krzycząc wniebogłosy na widok wilka wielkości samochodu. Teraz zaś gdy był w swej ludzkiej postaci, gdy zapomnimy o uszach i ogonie, to nagle ubrania stawały się jakimś wielkim problemem. Co z tego, że zobaczą go ludzie? Co z tego, że zobaczą go dzieci? Za chwilę o wszystkim zapomną i będzie tak, jakby nic się nie stało. Choć swoją drogą jemu osobiści "latałoby to koło ogona" gdyby nawet nie zapomnieli.
Z rozbawieniem, więc obserwował zachowanie dziewczyny, które w jego odczuciu nie można było określić inaczej jak uroczym. Gdy jeszcze dodać do tego te... Nazwijmy to "próbami" zachęcenia go do ubrania się, lub sprawienia, aby poczuł się zakłopotany, to skutek mógł być tylko jeden. Jego szczery uśmiech stał się jeszcze szerszy, a on czuł tym większą satysfakcję.
- Wysokie mniemanie co do swego wyglądu? - zastanowił się moment dłużej nad słowami dziewczyny, bo zwróciły jego uwagę - Mmm... Dziękuje za komplement, bo rozumiem, że pomyślałaś o tym, bo według ciebie jestem nie brzydki, ale mylisz się... Nie uważam się za wzór piękna. Zwłaszcza pośród "idealnych" bogów, lecz... Nie będę się wstydził tego, co mam tak jak ty - nie starał się przy tym niczego dowieść. Swej wyższości, czy racji względem tego, w co Min sama wierzyła. Jedynie usiłował przekazać co kierowało jego zachowaniem nie licząc nawet na to, że da to jakiś skutek. W końcu, aby dwie strony mogły się porozumieć, to obie muszą tego chcieć, a tutaj czegoś takiego raczej nie uświadczymy.
Gdy w końcu w akcie desperacji wywołanej zbliżającym się na pomost ludzkim dzieckiem spróbowała go po raz kolejny wepchnąć do wody, nawet nie stawiał oporu. Dlatego przecież się rozebrał... Aby popływać, ale wykorzystując chwilę nieuwagi, gdy bogini była zbyt rozkojarzona patrzeniem na uciekające dziecko, które mogło swoją drogą równie dobrze uciec wystraszone szczekającym psem co z innych powodów, chwycił ją jeszcze za rękę, wciągając za sobą do wody.
Woda była naprawdę przyjemnie ciepła i zarazem orzeźwiającą. Nex z radością pozwolił, aby go całego otuliła i nawet na dłuższą chwilę pozostał pod powierzchnią dryfując leniwie nim ponownie wynurzył się na powierzchnię w poszukiwaniu żądnego mordu wzroku bogini morza.

413 słów

czwartek, 12 kwietnia 2018

Od Hibiki'ego DO Asami "Dzienniki życia ziemskiego"

Zejść do świata ludzi. Ponownie zetknąć się z jakimś człowiekiem. Nie robiłem tego od tak dawna. Bałem się. Tam na dole… Musiało zajść tyle zmian… Ale wreszcie będę mógł tam zejść! Oczywiście bywałem na ziemi już parę razy, no ale ludzie! Maksymalny czas, który mogłem tam spędzić to jakieś pół godziny! Potem zazwyczaj youkai zaczynały na poważnie mnie ścigać. Co one się tak na mnie uwzięły? Teraz, gdy miałem towarzyszyć bogini, czułem się bardziej bezpieczny, a zarazem odpowiedzialny. W końcu to ja byłem orężem, który dzierżyła! Podałem jej swoje ramię, jak na dżentelmena przystało i rozpoczęliśmy swoją wędrówkę do świata ludzi.
***
Pierwsza rzecz jaką uderzyła mnie jak tylko zeszliśmy, to te wszechobecne samochody i smród. W powietrzu unosił się dziwny szary dym, który drapał w gardle. To był smog. Trzeba się stąd wynieść. I to jak najprędzej. Ani bogini, ani ja nie jesteśmy przyzwyczajeni do tak zanieczyszczonego powietrza. Nagle uderzyła mnie pewna myśl. Jeśli ze świata duchów schodzi się do świata ludzi przez świątynię, trafia się do jej odpowiednika w tym drugim świecie… Czy to znaczy, że po tej stronie, świątynia Asami jest aż tak zanieczyszczona?! Nikt o nią nie dbał podczas gdy bogini była w świecie duchów?! To podchodzi pod świętokradztwo! Zadrżałem na myśli, co zrobię z tymi, którzy zaniechali tradycji świątynnej. Normalnie ukatrupię! Strzelając błyskawicami z oczu, rozejrzałem się dookoła. Przecież to jakaś tragedia! Wszędzie stare, zgniłe liście i gazety, oderwane i podeptane gałązki, jednorazowe chustki do nosa, omszałe kamienie, zardzewiałe krany, zaszlamione kratki ściekowe, porozrywane chorągiewki i połamane tabliczki z modlitwami. Tragedia nie świątynia!

- Kso… To nie może tak wyglądać! - zakląłem i wziąłem się do porządnego czyszczenia. Normalnie wymorduję tych co tu tak nabrudzili! Złamali chyba z milion zasad świątynnych! Załamany wróciłem do mojej bogini i przykucnąłem obok niej.
- Kamisama? Co robimy? - spytałem cicho, starając się nie zakłócać panującej wokół, smutnej ciszy. Odkąd pamiętam wszystkie świątynie, zawsze tętniły życiem i radością. Nie rozumiałem co się tu działo i chyba nigdy nie zrozumiem.

< Asami? Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać >

330 słów

OD MINYOUNG CD NEXARON'A "NOWY HORYZONT"


-Nexaron, nie, nie, nie rób te...go
Popatrzyła na niego i skrzywiła się tak bardzo, że jej mina przypominała taką dziecka, które zjado pół cytryny i jeszcze musiało się uśmiechnąć. Rozchyliła lekko usta i zamknęła oczy, nie miała ochoty oglądać chłopaka nagiego. O ile w ogóle miała ochotę go oglądać.
-Ubierz się, błagam
Jak ty chcesz się tak ludziom pokazać... To metafora, geniuszu.
Dodała widząc jego minę i zapewne chęć uszczypliwego dodania, że dorośli ludzie ich nie zobaczą. Szkoda tylko, że ona jest do tego zmuszona. Obróciła się w trybie natychmiastowym, starając się wymazać z pamięci widok chowańca w pełnej krasie.
-Masz zdecydowanie za wysokie mniemanie co do swojego wyglądu. I nie masz się czym chwalić.
Dziewczyna cały czas stała do niego tyłem, czekając, aż wilk się ubierze. Skoro ubrania znikły w portalach, to z nich też zapewne wrócą do rąk mężczyzny. Stała tak czekając na jakikolwiek znak przyodziania się, chociaż w bokserki, patrząc na swoje buty, z których swoją drogą dalej kapała woda. Z zamysłu wyrwało ją powarkiwanie psa, który siadł obok jej nogi i bacznie się czemuś przyglądał. Czemuś bądź komuś. Białowłosa wyostrzyła wzrok, mrużąc oczy, by lepiej dostrzec zbliżającą się na molo sylwetkę. Widząc dziecko najpierw zignorowała ten fakt, jednak w momencie przypomniała sobie o jednej, małej, istotnej sprawie-dzieci widzą bóstwa i chowańce. Co prawda o tym zapomną, ale wątpiła, by dzieciak miał ochotę oglądać przypadkowego mężczyznę. Obróciła się niespodziewanie do nexa, z caluteńkiej siły popychając go do wody.
-Wybacz, ale jak już nie masz ubrań, co ci szkodzi.

266 słów

OD NEXARON'A CD MINYOUNG "NOWY HORYZONT"


Nex nie udawał, że Minyoung jest ułomna i nikt ktokolwiek zdąży coś powiedzieć zaznaczę, że za takową jej JESZCZE nie uważał. Choć starał się stwarzać takie wrażenie, więc wcale łatwo mu to nie przychodziło. Naiwna, aby nie powiedzieć dosadniej, jednak była bez wątpienia, jeśli uważała, że pozwoli jej stanąć sobie za plecami tak bez słowa wyjaśnienia. Nie byli jeszcze na żadnej randce, nie znali się na tyle dobrze i nie ufali sobie wcale, więc czemu miałby odsłaniać przed nią swoje plecy? Naturalnie śledził ją spojrzeniem, gdy się do niego zbliżała, a gdy chciała stanąć za nim, odwrócił się do niej przodem i czekał na to co się stanie dalej... Ona jednak po raz pierwszy odkąd na niego wpadła, zachowała się nawet uroczo. O boże, a jednak jak chce, to potrafi... Mniej więcej to przemknęło przez myśl wilkowi, gdy ostrożnie chwyciła go za ubranie. Prawie że chciał zmienić plany, ale jednak nie.
Po chwili znaleźli się na wyspach Bora Bora. On z psem stali na molo, a ona wylądowała w wodzie. Nie, żeby jej coś groziło poza nagłą kąpielą. Wody tam było przyjemnie ciepła i miała tylko z metr pięćdziesiąt więc już po chwili pisków, krzyków i wierzgania kończynami w końcu wielka bogini stanęła na nogach, z rządzą mordu w oczach. To była ostatnia kropla, która sprawiła, że Nex tak naprawdę nie widząc powodu, aby się powstrzymywać, zaczął się po prostu serdecznie śmiać. Sam widok można byłoby uznać za przyjemny dla oka, bo oto urodziwa kobieta/dziecko stała przed nim i miała na sobie przemokniętą koszulę, przez którą bez kłopotu dało się teraz dostrzec jej bieliznę, ale jej mina... Była po prostu bezcenna i nawet nie przejmował się tym, jak Min wychodzi z wody, czy zbliża się do niego. Nie reagował, nawet gdy go z całej siły zepchnęła z pomostu do wody. Zrozumiałe było, że bogini morza wyobraziła go sobie lądującego w wodzie i pewnie robiącego przy tym jakieś dziwne miny, ale zapomniała o tym, że to jej rola jest spełniać życzenia ludzi. Nex zaś nie zamierzał pozwolić komuś rzucać kością za siebie i zamiast wpaść do wody, stanął sobie po prostu na falach, aby po chwili odwrócić się do niej, czując jak wody obmywa mu co najwyżej kostki. Wytarł jeszcze łezkę, która zebrała mu się w kąciku oka od tej zabawy i powoli wyprostował, patrząc na dziewczynę z satysfakcją.
- Czyli co? Teraz moja pora, aby się zmoczyć? - zapytał, jakby nie było to oczywiste, po czym chwilę odczekał i... Zaczął się rozbierać. W pierwszej kolejności ściągnął z siebie podkoszulkę przez głowę i rzuciwszy ją w bok sprawił, że zniknęła w jednym z portali. To samo stało się też ze spodenkami, które z siebie po chwili zdjął, ale na tym nie poprzestał. Zdjął również bokserki i wcale nie próbował się przy tym kryć. Stanął przed nią dumnie w pełnej chwale.

469 słów