czwartek, 31 stycznia 2019

Od Kanako CD. Desideriusa "Run"

Zawsze jej się wydawało, iż w Kami No Jigen jest czymś w rodzaju nowinki technologicznej. Nie miała umiejętności jak pozostali typu: słyszenie myśli, czy latanie. Potrafiła po prostu w Ziemską technologię, która posuwała się cały czas naprzód. Czasami zadawała sobie pytania typu: dlaczego ja? Raczej jednak z zasady omijała odpowiedzi szerokim łukiem. Może tak miało być i basta? Po co niszczyć Wielki i Wspaniały Jego Plan? Nie potrafiła jednak przesiąść się na tryb siedzenia sobie gdzieś na chmurkach, gdy tutaj na Ziemi było jeszcze tyle do zrobienia. Cyferka wydawał się bardziej należeć do tego Świata Bóstw i Cudów. Przynajmniej jakoś lepiej się jej rozmawiało z Nim. Nie, żeby prędzej o Nim nie słyszała, bo chyba każdy chowaniec słyszał coś na tematy Bóstw. Kanako dalej nie wyobrażała sobie tej części o byciu "chowańcem" któregoś z Bóstw lub Patronów, ale powoli podchodziła bardzo ostrożnie do tego tematu.
Moc Żółtego Pana wydawała się zaskakująco zabawna, szczególnie po jego stwierdzeniu odnośnie do inteligencji ochroniarzy. Uśmiechnęła się szeroko by po chwili nawet się zaśmiać. Coś w tym musiało być. Bez chwili wahania przeszła przez portal, gdy Bóstwo na szybko wyjaśniło jej, czym jest jego moc, i ile potrafi trwać. Gdy znaleźli się w... ich Świecie zaciągnęła mocniej kaptur na głowę. Czasami się zapominała i myślała o tym Świecie jako o czymś obcym, a to przecież był teraz jej dom, prawda? Wydęła delikatnie usta i wsadziła dłonie w kieszenie. Mężczyzna podniósł jedną brew do góry.
- Och? Coś się stało? - czarnowłosa spojrzała na Niego swoimi niecodziennymi tęczówkami i westchnęła przeciągle.
- Och, tylko tyle, że tutaj jest nuuuuudnnnooo~ - zaśmiała się cicho i wzruszyła delikatnie ramionami. - Pewnie zauważyłeś, że jestem trochę mechaniczna. Moja moc również opiera się wyłącznie na "technice". Której tutaj zbyt wiele nie ma. - podniosła obie dłonie do góry, aby móc wskazać otaczający ich Świat Kami No Jigen.
- Zauważyłem. Gdy trzymałem Cię za stopę, zastanawiałem się, czy się nie odłączy od reszty ciała. - mężczyzna wybuchnął po tym stwierdzeniu śmiechem wraz z Kanako którą również to rozbawiło.
- Chciałabym zobaczyć wtedy wyraz Twojej twarzy! - zaśmiała się głośno, delikatnie odchylając do tyłu - Fajną miałabym karierę! Zostałaby po mnie tylko noga~ - wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu, delikatnie przymykając przy tym oczy.
- Ha,ha! Miałbym protezę, jakbym swoją nogę stracił. Uśmiałbym się, gdyby się okazało, że ta metalowa noga sama chodzi! - oczy Kanako na te słowa rozbłysnęły małymi iskierkami, z niecnym uśmiechem się odezwała.
- Oooo~! Myślę, że dałoby się to w jakiś sposób zaprogramować - klasnęłą w dłonie i dopowiedziała melodyjnie do piosenki z reklamy. - Mam nowy projekt~. Mężczyzna otworzył szerzej oczy.
- Sama tworzysz protezy? - słysząc pytanie, Kanako przez moment spojrzała na swoją mechaniczną dłoń, po czym delikatnie wzruszyła ramionami.
- Tworzę dużo rzeczy. Te protezy co już mam to raczej "udoskonalam". Kiedyś może uda mi się zrobić słyszące ucho~ - uśmiechnęła się szeroko, pokazując przy tym zęby.
- A oczy? - mężczyzna wskazał właśnie na ten organ - Mogłabyś wyjąć jedno z nich, wysłać kilkaset kilometrów gdzieś nie wiadomo gdzie i dalej nim widzieć? - oboje pokiwali głowami w zadumie, gdy w końcu dziewczyna, zamknęła raz jedno oko a później drugie, zupełnie jak żaba.
- Mhm. Mam tęczówki trochę zmienione elektronicznie, ale chyba nie ryzykowałabym wyciągnięcia całego oka. - spojrzała na mężczyznę i ponownie wyszczerzyła się - Ale pomysł bardzo ciekawy, do zapamiętania~.
- Jak coś, pytaj. Moja głowa jest zawsze pełna pomysłów, nawet na poczekaniu! - mężczyzna uśmiechnął się, zapewniając Kanako. Odwrócił się, idąc przed siebie. Dziewczyna miała dziwne wrażenie, patrząc na jego plecy, gdy trochę zwolniła. Pokręciła przecząco głową i trochę tanecznym krokiem, szybko go dogoniła. Gdy tylko Bóstwo wspomniało o protezie oka, od razu pomyślała... cóż o Nim. Zapewne nosił opaskę nie dla blichtru a z jakiegoś oczywistego powodu. Przez moment z tym walczyła, lecz po chwili jednak zapytała.
- Chciałbyś taką protezę oka? - widziała w swej głowie projekt i to z czego można by je wykonać. Przynajmniej próbnie. Może by nie działało jakoś super na początku, ale... mężczyzna zatrzymał się na chwilę i ewidentnie zastanawia się nad propozycją. Po chwili jednak uśmiecha się, odpowiadając.
- Przemyślę to, ale obecnie "rany i wszelkie blizny to oznaki odwagi" albo głupoty, jak to mówię. - Kanako zaśmiała się, słysząc odpowiedź, gdy ponownie ruszyli do przodu.
- Brzmisz zupełnie jak mój brat. A ja w tym przypadku muszę być naprawdę wielkim skupiskiem głupoty. - zaśmiała się ponownie, pokazując przy tym zęby. To nawet bardzo do Niej pasowało. Nawet dobrze jej się rozmawiało z Panem Cyferką. Spojrzała na Niego, przechylając głowę, gdy akurat ten zaczął jej się uważniej przyglądać. Sprawdzał ile jeszcze tych protez ma? Uśmiechnęła się w jego stronę naprawdę szeroko, przymykając przy tym niebieskie oczy. Chciała coś dodać o ilości protez, jakie posiada, szczególnie o tych, których nie widać, lecz wtedy otworzyła oczy, gdyż mężczyzna się odezwał.
- Albo odwagi. - uśmiechnął się i posłał dziewczynie oczko, na co Ona ponownie zaśmiała się ciepło. Nigdy tak na to nie patrzyła, ale miło było usłyszeć, iż może być inaczej. Zadarła głowę do góry i spojrzała na coraz bardziej ciemniejące niebo. Westchnęła głośno z jednym długim "nieeechcceeemiissiee" po czym przechyliła głowę i spojrzała na Bóstwo.
- Muszę coś jeszcze załatwić na Ziemi. - wygięła brwi do tyłu. Naprawdę jej się nie chciało, szczególnie że dobrze się rozmawiało.
- Zazwyczaj się teraz żegnam, ale że ty jesteś cyborgiem, to pewnie masz ciekawe życie, więc... co musisz załatwić? - słysząc jego odpowiedź o ciekawszym, cyborgowym życiu zaśmiała się krótko i zatoczyła dłonią małe kółko.
- Cóż... Muszę przekazać policji pewne dane które... pożyczyłam bezzwrotnie od Panów Dryblasów z Windy? - uśmiechnęła się niewinnie, po czym zaśmiała bez otwierania ust. Założyła dłonie za głowę i dopowiedziała. - To raczej ta nudna część. Ostatnią częścią tej ciekawej byłeś świadkiem na dachu~ - pokazała mu język, wciąż się uśmiechając. Prawie zapomniała przez tę rozmowę o faktycznym celu podróży zepsutego już chipa. Usłyszała ponownie głos mężczyzny.
- I co dalej? - podniosła brwi, przypatrując mu się z uwagą. Przechyliła nawet głowę w bok. Po chwili wzruszyła ramionami i odpowiedziała, powracając do patrzenia przed siebie.
- Dalej będzie trzeba czekać. Ewentualnie pomóc policji, bo pracują u nich półgłówki. A w międzyczasie mogę poszperać czy ktoś znowu potrzebuje pomocy~ - uśmiechnęła się ciepło na te słowa, gdyż ta "praca" rzeczywiście przynosiła jej... zadowolenie? To chyba było dobre słowo. Powiodła wzrokiem do Cyferki i wskazała na swoje oko. - Mogę to zrobić nawet teraz, dzięki specjalnym tęczówkom~ To jak korzystanie z komputera gdzie ty jesteś komputerem~ - uśmiechnęła się i nawet trochę bardziej wyprostowała, będąc z tego powodu bardzo dumną osóbką.
- No nieźle. Twoje umiejętności to nic w porównaniu do machania nożykiem. - mężczyzna powiedział zachwycony, na co Kanako prychnęła pod nosem z uśmieszkiem.
- A ja właśnie oddałabym wszystko za możliwość "machania nożykiem". - spojrzała na swoją mechaniczną dłoń i zaśmiała się - Chociaż niewiele mi już do oddania zostało~ - pomachała prędzej rzeczoną dłonią z rozbawieniem, wyobrażając sobie, jak zostaje mistrzem walki, po tym, jak sprzedaje szatanowi czy innemu demonowi swoje mechaniczne kończyny, lecz mężczyzna wtedy przerywa jej marzenia senne lekceważącym machnięciem dłoni.
- Machać nożykiem, może każdy. - dziewczyna zmarszczyła brwi, powracając wzrokiem do jego osoby, powoli potaknęła głową, lecz również odpowiedziała.
- To naucz mnie. - w jej głowie, pomysł jej się spodobał. Teraz gdy powiedziała to na głos, jej oczy rozbłysnęły iskierkami. Spojrzała mu prosto w jego oczy i ponownie odezwała się, lecz tym razem z wiele większym zapałem. - Tak! Naucz mnie! - stanęła naprzeciwko Niego, zatrzymując ich wędrówkę. Dlaczego prędzej o tym nie pomyślała? Mężczyzna odsunął się delikatnie do tyłu, śmiejąc się przy tym.
- Chcesz całkowicie stracić ludzkie części? - podniósł przy tym jedną z brwi do góry, lecz Kanako już nie zwracała na to uwagi. Gdy mężczyzna się odsunął ta podeszła do Niego bliżej.
- Naucz mnie! Wtedy będę mogła dorównać im wszystkim! - wybiła swoje ręce do góry, robiąc przy tym charakterystyczne jazz rączki. Opuściła je powoli na dół, wpatrując się w oczy mężczyzny. Wtedy jednak jej tęczówki zaświeciły się na czerwono, na co Kanako zmarszczyła nos i odwróciła wzrok od Pana Żółtego, jednocześnie odwracając się do Niego plecami. Wyciągnęła jedną z dłoni do przodu i "klikała" rzeczy niedostrzegalne dla innych oczu niż jej.

<Panie Żółta Cyferko?>

Liczba słów: 1305

wtorek, 29 stycznia 2019

Od Fjorgyna CD Kurshimiego "OMNE IGNOTUM PRO MAGNI HORRIBILIS"


Oczy tak ciemne, że dostrzegałem w nich swoje odbicie, tęczówki, przepełnione niewymownym cierpieniem. Mówiły mi swoją ciszą, iż nic już nie mogę uczynić. Uścisk dłoni dodawał otuchy w męczarni, ale nigdy nie łagodził bólu. Puste słowa obiecujące że wszystko będzie dobrze. Wyrachowane kłamstwo. Które znał tu już każdy i nikt nie wierzył, ale każdy powtarzał, to było jak modlitwa. Powinność, nic więcej. Bo przecież nikogo tam nie ma, nikt nie słyszy, nie ma ocalenia. Krzyki, huk, hałas ziemskiego piekła, ten odgłos nie wdzierał się w umysł. On znajdował schronienie na spodzie duszy. By zostać tam na zawsze. I mogłeś stracić pamięć, ale nigdy tego przekleństwa. Przekleństwo. Właśnie. Może to, jak i bycie bronią, to pokuta którą sam powinienem zrozumieć. W umyśle miałem kłębiące się pytania, nie stanowiące niczego innego jak chęć znalezienia ukojenia. Jednakże już za życia nauczyłem się je wyciszać, robić swoje, to do czego zostałem powołany. Bo jeżeli taki był plan pana, znaczy iż się nie mylił.
Słysząc śpiew ptaków zza okna, zmusiłem zmęczony umysł do nieanalizowania snu. Od razu otworzyłem oczy, zdając sobie sprawę z tego, jak kurczowo trzymam się pościeli. Puściłem ją, usiadłem. Ze stolika nocnego sięgnąłem chusteczki, starłem z twarzy łzy i wstałem. W domu panowała absolutna cisza. Jednakże już wiedziałem, że tego poranku nie muszę w nim spędzać. Sprawnie się więc ubrałem i wyszedłem z domu. Jedno spojrzenie na niebo, dopiero świtało, acz pogoda zapowiadała się dziś dobrze. A to zwiastowało, iż za niedługo świat się ożywi, na dwór wybiegną rozkrzyczane dzieciaki. A dorosłe bóstwa i chowańce zaczną spacerować bo uliczkach, gawędząc, śmiejąc się, tak beztrosko. Uniosłem kącik ust przemierzając dróżki, które jeszcze świeciły pustkami. Nie śpieszyłem się, wezwanie nie było pilne. Zapewne i tak wyszedłem odpowiedzieć na nie wcześniej, niżeli się spodziewał. Mogłem się więc napawać widokiem budzącego się do życia miasta, spokojnych dusz. Im bliżej do centrum, tym więcej istot widziałem, ale nikt nie szedł w stronę mostu. Żadna broń, żaden chowaniec. To zaś by oznaczało, że ojciec wezwał tylko mnie. Albo po prostu przyjdą po mnie. Nie rozumiałem, w jakim celu miałby wzywać jedynie moją osobę. Chowaniec bez bóstwa był bezużyteczny w każdym wymagającym zadaniu. Tak jak broń jest bezużyteczna bez strzelca.
Wchodząc na most, musiałem wyglądać jeszcze bardziej ponuro, niżeli zdawało mi się to na co dzień. Wątpliwość nie była czymś, czego doświadczałem często, czułem niesmak do siebie samego, słabość.
-Czym się tak zamartwiasz mój chłopcze? - Zabrzmiał głos którego nie dało się pomylić z nikim innym. Jedyny głos, który brzmiał w mym odczuciu tak ciepło i szczerze.
Uniosłem wzrok, by zobaczyć stwórcę, który wyszedł mi na spotkanie. Nim pozwoliłem sobie na jakiekolwiek słowa, ukłoniłem się nisko.
-Jedyne, czym mogę się zadręczać, to pytanie, czy ci się przydam Ojcze. - Odrzekłem beznamiętnie, z wyuczoną oficjalnością, zarazem prostując ciało.
-Przydasz się, a może nawet znajdziemy ci w końcu bóstwo – Odpowiedział z uśmiechem, ruszając z wolna w głąb terenu swojej świątyni.
Szedłem za nim w ciszy, czekając aż zechce kontynuować, nie zamierzałem ani dopytywać, ani go pośpieszać. Przez chwilę panowała między nami cisza, odezwał się ponownie, dopiero, gdy weszliśmy na łąki. Miałem jednakże nieprzyjemne wrażenie, że czuje się przy mnie niekomfortowo. Każdy zawsze zdawał się tak przy mnie czuć.
-Posłuchaj Fjorgyn, wiem że lubisz gdy mówi się do ciebie otwarcie. Za niedługo przyjdzie tu bóstwo, które tak jak ty, od dawna nie posiada paktu -Odchrząknął. Znów nastała cisza, chyba chciał, bym coś wtrącił, lecz ja jedynie skinąłem głową. - Chciałbym, byście spędzili ze sobą dzień. To żadne zobowiązanie. Acz może się polubicie, wydajecie się podobni.
-Oczywiście, jeżeli tego sobie życzysz panie, zrobię co w mojej mocy, by dzień przebiegł pomyślnie. - Nawet nie śmiałbym mieć mu za złe tej decyzji. Miałem jedynie nadzieję, iż bóstwo nie będzie niczego utrudniać. Acz jeżeli faktycznie łączyło nas jakiekolwiek podobieństwo, nie odmówiłby.
W oczekiwaniu na umówionego, jak się dowiedziałem mężczyznę, imieniem Kurushimi, ojciec próbował mi opisać to czego miałem się po nim spodziewać. Cichy, zamknięty w sobie, stroniący od spoufalania się i dotyku. Straumatyzowany, jak określił go jednym słowem, kończąc swój monolog. Odparłem mu, że rozumiem, nic więcej. Zarazem przysiągwszy sobie, iż postaram się, by nowo poznane bóstwo nie czuło przy mnie dyskomfortu, na tyle, na ile potrafiłem. Planowałem potraktować go z należytą czcią i szacunkiem, pomimo iż dla nas obu, nie była to przyjemna sytuacja.
-Już jest -Oznajmił nagle stwórca, jakby z ulgą, a w oddali ujrzałem sylwetkę. Mężczyzna był niemalże mojego wzrostu, i im bardziej się zbliżał, tym więcej szczegółów dostrzegałem. Był przystojny, pomimo opatrunków na twarzy i szyj. Widząc je przeszło mi jedynie przez myśl, że bóstwo nie powinno znać smaku bólu. Nowo przybyły przywitał się z Panem, zaczęli rozmawiać. Pozwoliłem ojcu i jemu wytłumaczyć powód wezwania, w tym czasie mu się przyglądając nienachalnie, dyskretnie. Wbrew pozorom, nic w nim nie przykuwało uwagi tak, jak oczy. Oczy tak ciemne, że można było dostrzec w nich swoje odbicie, przepełnione… niewymownym cierpieniem.
Zmusiłem się do zachowania neutralnej mimiki, niepokazywania po sobie niczego, ale nie mogłem ukryć przed samym sobą, że w sercu poczułem bolesne nieprzyjemne mrowienie, jakby ktoś godził je lodem. Dopadło mnie poczucie winy. Chciałem go przeprosić za to że nic nie mogę zrobić, jednocześnie kłamiąc, że cokolwiek będzie dobrze. Irracjonalne. Wziąłem głęboki wdech. Ojciec skończył mówić. Teraz ja musiałem się odezwać.
-Przysięgam, iż zrobię co w mej mocy, by ten dzień był dla ciebie jak to tylko możliwe, najmniej zadręczający. -To mówiąc ukłoniłem się przed nim umownie, zachowując należyty dystans. Nie chciałem go speszyć, dotknąć, ani mówić za głośno, miałem wrażenie, że jeden nieodpowiedni ruch, może rozbić go na kawałki.

Ilość słów:917


poniedziałek, 28 stycznia 2019

Od Hirato do Narfiego "Carissime."

Wstałem skoro świt, uwielbiam tę porę doby, podobnie jak zmierzch. Wykonałem swoją poranną rutynę i wyruszyłem z domu. Skierowałem swoje kroki w kierunku znanym mi już na pamięć. Codziennie od godziny ósmej do czternastej, a później szesnastej do osiemnastej przebywałem w świątyni. Świątynia była własnością Bóstwa, które budzi szczególne zainteresowanie wśród chowańców. Narfi, Bóstwo Namiętności. Cóż za ciekawa ironia... Nadzwyczaj pozytywny, w świątyni na co dzień przebywa sporo istot, głównie chowańców, które to lubują go i prawie czczą, w istocie kokieteryjnego herosa. Zamyślony i skupiony na wybranku dotarłem do katedry. Świątynia wyglądała jak duża rezydencja. Wszystko było w odcieniach różu i mieniło się kolorami. Duże okna rozświetlały pomieszczenia i rozszczepiały światło słoneczne, tworząc przepiękną arabeskę. Wszędzie dookoła rosły wielkie drzewa i różnorodne kwiaty. Od razu w oczy rzuciła mi się niewielka postać w długich, białych włosach, która akurat rozmawiała wesoło z jakimś chowańcem. Przewróciłem lekko oczami i odetchnąłem, starając się nie ukazywać gniewu. W myślach jednakże uśmierciłem istotę trzykrotnie za samo istnienie i stanie tak blisko Niego. Przybrałem typowy dla mnie uśmiech i przechadzałem się powoli wśród drzew i kwiatów. Starałem się nie tracić z horyzontu postaci Narfiego. W pewnym jednakże momencie zaaferowany zwierzęciem siedzącym na drzewie nie zauważyłem, nawet kiedy moja świętość gdzieś się udała wraz z towarzyszącym mu chowańcem. Zdjąłem koto-podobną istotę z drzewa i wraz z nią podążyłem na poszukiwania mojego obiektu obserwacji. Istotka okazała się bardzo przyjazna i chętna do głaskania. Kot był koloru bladoróżowego, gdzieniegdzie odcieniu beżowego. Posiadał długi bujny ogon, bardzo puchaty i miękki, a także malutkie skrzydła, pokryte delikatnym puchem. Śliczne, duże i niebieskie oczy wpatrywały się we mnie uważnie i przymykały się, gdy moja dłoń lądowała na główce kota. Sam kociak był niewielki, mogłem posadzić go na jednej dłoni, ogon natomiast był z pięć razy dłuższy. Nie mogąc znaleźć bóstwa na zewnątrz, postanowiłem poszukać go w środku. Wszedłem głównym wejściem, a moim oczom ukazała się wielka sala, oświetlana przez promienie słońca wpadające przez ogromne, zaokrąglone okna. Jasna, marmurowa podłoga ślicznie mieniła się kolorami, a wszędzie kręciły się chowańce. Narfi siedział na końcu sali, pijąc herbatę wraz z innymi istotami. Kiedy jednakże jakiś youkai przytulił się do Niego na chwilę, myślałem, że zwariuje. Siedziałem w świątyni i obserwowałem bóstwo do późnego wieczora, byłem jednym z ostatnich osób, które wyszły. Cóż, jakoś nie spieszyło mi się do domu, a przy mnie cały czas był kot. Nie wiedziałem, czy zabrać go ze sobą, czy pozostawić u Narfiego...
Usiadłem sobie pod drzewem, obserwując uważnie świątynie. Zaczekam zapewne, do momentu, w którym zgasną już wszystkie światła i dopiero pójdę do domu. Oczywiście nie obyłoby się, gdybym nie miał ze sobą aparatu i nie zrobił kilku zdjęć w ciągu dnia i teraz. Siedziałem tak sobie spokojnie przez następną godzinę, czekając na odpowiedni moment, żeby iść do domu.

Narfi?

Liczba słów: 448

Boski oręż - William


Imię: William
Przezwisko: Nie posiada, ale dla leniwi mogą ująć trzy pierwsze litery, mówiąc mu Liam
Płeć: mężczyzna
Broń: -
Ilość PD: 0 ( Nowicjusz )
William to jedna wielka chodząca zagadka, patrząca na wszystko i wszystkich spode łba. Trudny los, jaki zgotowali mi ludzie na ziemi sprawił, że chłopak całkowicie przestał komukolwiek ufać, tym samym ograniczając kontakt z niemalże każdą możliwą żywą duszą. William jest w pełni świadomy swojej jednej z największych wad - a mianowicie kochliwości, która w wielu przypadkach kończy się dla niego czystym upokorzeniem. Właśnie ta cecha ozdobiła ręce i uda chłopaka w kilkanaście blizn, będących pośrednim powodem jego obecności w tym wymiarze. Swoje kruche, rozszarpane uczucia dzielnie tłumi arogancją i opryskliwością, jednak nawet bardzo się starając, czasami sam nie daje sobie rady z własnymi myślami, przepłacając to całkowitą bezbronnością wobec świata. To wszystko jednak nie czyni Williama milczkiem, wręcz przeciwnie, czasami, jeżeli ma okazję, jest wyjątkowo rozgadany. Jednak żeby do tego doszło, ktoś musi go nieźle zaintrygować.
Włosy - Gęsta czupryna z pewnością zasłaniająca oczy. Jest blondynem, jednak na tyle jasnym, iż w ludzkim świecie nierzadko mówili mu "białowłosy". Nie za bardzo dba o ich ułożenie, więc przeważnie chodzi z artystycznym nieładem na głowie, co w zupełności mu nie przeszkadza.
Twarz - Zielone oczy, porcelanowa, delikatna, o kobiecych rysach twarz, bez najmniejszego zadrapania. Największym minusem takiej karnacji jest uwidocznienie czerwono-różowych rumieńców, które często goszczą na jego policzkach.
Postura - Wychudzona, zapadnięta klatka piersiowa, wyjątkowo chude nogi i jeszcze chudsze ręce - ot cały William. Mierzy sobie niecałe 165 centymetrów wzrostu, do czego niestety ludzie również zwykli się przyczepiać. Jednak i taka budowa ciała ma swoje plusy, bowiem to czyni chłopaka zarówno zwinnym, jak i szybkim. A jego wystających obojczyków mogła by mu pozazdrościć nie jedna dziewczyna.
Inne - najczęściej można spotkać go w za dużych, czarnych bądź białych koszulkach i tego samego koloru rurkach. Nigdy nie nosi niczego, co ma chociażby kapkę innego koloru, chyba, że chodzi o jego garnitur - wtedy może zrobić wyjątek dla czerwonych guzików, czy zielonego krawatu przy jego koszuli.
Bóstwo - Nie posiada. No po cholerę mu jeszcze jeden pan. Wystarczy, że był poniewierany przez każdego, kogo spotkał na ziemi.
Przyjaciele - Bezpośrednia przyczyna jego obecności tutaj. W tym wymiarze również nie posiada.
Wrogie - Każdy kto zalazł mu porządnie za skórę.
Druga połówka - Miał jedną dziewczynę i dwóch chłopaków. Z żadnym nawet się nie całował, bo nikogo, jak się okazuje, szczerze nie pokochał, co najwyżej niesamowicie zauroczył. 
Za życia jego odskocznią od zgiełku świata była jego ninja. Ubóstwiał wschłukiwać się w dźwięk silnika kawasaki i zapominać o tym, co dzieje się w domu oraz między rówieśnikami.
Chodził po górach. Wręcz bardzo dużo, zapytany o jakąkolwiek przełęcz, dolinę czy szczyt mógł odpowiedzieć bez chwili zastanowienia.
Nigdy, ale to przenigdy, nawet na największym upale, nie nosi krótkiego rękawka. Nie potrzebuje sztucznej atencji wywołanej jego bliznami.
Czasami rysuje, jednak w większości są to jakieś chore wymysły powstające w jego głowie, które chłopak przelewa na papier. To jego taki jakby sposób na radzenie sobie z własną głową.
Jest homoseksualny.
Popełnił samobójstwo na ścigaczu. Bo dlaczego by nie zakończyć życia robiąc to, co się kocha.
Operator - Malvarra

Chowaniec Youkai - Hirato


Imię: Hirato
Przezwisko: Hira.
Płeć: Mężczyzna.
Rasa: Youkai ( Onryō )
Moc: Iluzja. Chyba nie trzeba tłumaczyć, na czym to dokładnie polega? Pokazuje zakłamaną rzeczywistość, komu zechce.
Ilość PD: 0 ( Nowicjusz )
Energiczny i optymistyczny, tak można by go krótko opisać. Nie przeszkadza mu samotność ani towarzystwo. Można powiedzieć, że stoi w złotym środku. Jednakże to nie prawda. Tak wygląda to z zewnątrz. Naprawdę jest inny. Zaborczy i wybuchowy, chłopak co prawda zamknięty na nowe, bliższe znajomości, ale należy do istot obsesyjnych. Jak zacznie mu zależeć, potrafi posunąć się do wszystkiego, do stalkingu, do porwania czy prześladowania. Naprawdę do wszystkiego. Ma trudny charakter, jest osobą, która lubi stawiać na swoim, nie toleruje braku obowiązkowości. Zawsze sumiennie wypełnia powierzone mu zadania i złożone obietnice. Jest nie tylko zaborczy, ale i bardzo opiekuńczy, a także dobry dla bliskich. Nie pozwoli również skrzywdzić kogoś niewinnego. Kieruje się przekonaniem, że każdemu trzeba odpłacać się tym samym, co się od niego dostaje, zarówno wszystkim, co dobre, jak i złe. Hirato należy do grona osób, które zawsze walczą o swoje zdanie, aczkolwiek w umiejętny sposób. Nie przepada za okresem, w którym nie ma się kim zająć bądź zaopiekować. Po prostu lubi mieć kogoś, kogo może poniańczyć, nieważne jak by to nie brzmiało.
Włosy: Ciemne, sięgające do ramion, lśniące i miękkie w dotyku. Rozpuszczone i lekko roztrzepane.
Twarz: Przystojna i podłużna. Gładka, lekko opalona skóra, oczy koloru stalowego, przeszywające i kiedy trzeba mrożące krew w żyłach, albo rozpuszczające serca. Lekko zadarty nos, pełne i miękkie usta zawsze wygięte w grymasie uśmiechu. Białe proste zęby.
Postura: Mężczyzna w sumie wysoki. Mierzy metr dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, nosi buty na lekkim obcasie, co dodaje mu z dwa centymetry. Postawny i wysportowany, z widocznie zarysowanymi mięśniami klatki piersiowej i brzucha. Mimo tego szczupły, posiadający duże dłonie.
Inne: Chodzi ubrany na czarno, ewentualnie z detalami czerwieni bądź złota. Obowiązkowa jest w jego stroju koszula, ubiera się elegancko i jednocześnie wygodnie. Nie wyjdzie również bez swojego cylindra i czarnego, długiego płaszcza.
Głos: Głęboki i przyjazny.
Bóstwo: Brak.
Przyjaciele: Najlepszych i najbliższych nie posiada, jacyś by się znaleźli, którzy zasługują na owe miano.
Wrogowie: Zawsze się kilka osób znajdzie, które życzą mu śmierci.
Druga połówka: Można powiedzieć, że biseksualny. Miał doświadczenia zarówno w związku z kobietą, jak i mężczyzną, ale nie jest w stanie powiedzieć, że któryś związek mu nie odpowiadał.
Potrafi dużo spać.
Uwielbia czarną kawę.
Operator: howrse: PetParty (jestem raz dziennie). | mail: li-sensei@protonmail.com (również raz dziennie, czasami dwa). | discord: đəathx0#8024 (najlepiej pisać tutaj, jeśli ma się do mnie jakąś sprawę, często bywam).

niedziela, 27 stycznia 2019

Od Desideriusa "W poszukiwaniu szczęścia"

Wyszedłem na spacer, opuściłem świątynie, gdy słońce górowało nad naszym światem. Odziany w swój codzienny żółto-czarny strój, poprawiłem kapelutek na głowie i wszedłem na chodnik. Dzień był wyjątkowo cichy, patrząc na naturę i youkai. Brak wiatru, słońce odbijało się od białego puchu, co raziło w oczy, dlatego szedłem z lekka przymrużonymi oczami, ptaki i jakiekolwiek inne zimowe zwierzęta milczały, jakby wszystko, co żyło, poleciało w ciepłe kraje. Droga była pusta, spotkałem zaledwie cztery czy sześć osób, których niestety nie znałem. Niestety, bo miałem dobry humor i miałem ochotę z kimś porozmawiać, a jak na razie musiałem wyminąć niską blondynkę, wysokich młodzieńców i starszą parę. Schowałem dłonie do kieszeni, a gdyby tak wybrać się na ziemię? Do ludzi? Poobserwować ich, sprawdzić, czy wszystko gra i nie atakuje ich żadna Akuma? Może pod wieczór... w tej chwili miałem ochotę tylko na Kami no Jigen i naturę tego świata. W tym celu opuściłem zabudowany teren, wkraczając na leśną dróżkę. Przeszedłem nią jakieś pół kilometra, a następnie skręciłem w bok. Szedłem prosto, aż dotarłem do jakiejś niewielkiej polany, okrążonej przez wielkie drzewa. Wyciągnąłem ręce ku górze, zadarłem głowę do góry i odchyliłem się do tyłu, opadając na miękki biały puch. Zamknąłem oczy, rozkoszując się tą chwilą. Lepiej by mi się leżało na polu zboża, niż na zimnej powierzchni, która zaczynała szczypać w plecy, ale niestety rolnicy o tej porze na polu nic nie zasieją. Nie mogłem doczekać się roztopów, lata... i tego pięknego złotego kolorku, rozciągającego się przez parę hektarów. Gdy zacząłem czuć zimno na całym ciele, szybko wstałem i wyciągnąłem z kieszeni długopis. Aktywowałem broń, która powinna mi służyć do walki, ale nie można było ukryć, że mogłem się nią także bawić. Wsadziłem ją w śnieg, podrzuciłem go do góry i gdy spadał, uderzyłem drugą stroną kosy. Kula śnieżna uderzyła o drzewo i tam została. Zacząłem powtarzać czynność, coraz szybciej i szybciej, aż usłyszałem czyjś krzyk. Natychmiast przestałem się bawić i spostrzegłem, że śnieżne kulki nie uderzały już o pień, ale przesuwały się stopniowo w bok, koniec końców lądując parę metrów dalej, gdzieś między drzewa. Ruszyłem w tamtym kierunku, gotowy kogoś zaatakować, jednak gdy dotarłem do miejsca krzyku, okazało się, że to jakaś osóbka, która dostała śniegiem w twarz. Zamiast ją przeprosić czy coś podobnego, wybuchnąłem śniegiem.

<Ktosiu? c;>

ilość słów: 375

środa, 23 stycznia 2019

Od Kagehiry CD Shinaru "Zazdrość jest ślepa"


Shinaru... Czy ty przestajesz mnie kochać? Tak się przecież staram, tak bardzo chcę, abyś był szczęśliwy, mój kochany, mój najukochańszy. Dlaczego mnie nie rozumiesz? Dlaczego nie chcesz mnie rozumieć? Czy każde pytanie, jakie zadam będzie sprawiało mi tak ogromny ból...? Nagle poczułem jak igła przebija moje serce ponownie. Jak wsuwa w nie nowe, splugawione i okropne nicie. Po moich policzkach popłynęło jeszcze więcej łez. Krwistych łez. Oh, Shinaru, mój ukochany... Dlaczego... Dlaczego...
- Shin-chan... Nie kochasz już mnie...? Nie chcesz mnie...? Jestem do niczego, prawda...? Shin-chan... Kochanie, Shin-chan... Kochaj mnie, Shin-chan... Nie zostawiaj mnie, Shin... - szeptałem, mając wzrok ulokowany w jego twarzy.
- Kage.... uspokój się proszę - złapał mnie ostrożnie zdrową ręką za ramię. - .. proszę... nadal jesteś moim jedynym bóstwem i ukochaną osobą... ale trzeba niestety coś zmienić... tak nie może być. Nie widzisz co się z tobą dzieje? To boli bardziej niż te rany....
- Co ciebie boli... Shin... Dzieje ci się krzywda... Mój ukochany. Cóż takiego się dzieje. Przecież jest wszystko dobrze... Przecież jestem tutaj. Jesteśmy połączeni... Na zawsze, na wieki, na wieczność wieczności. - powiedziałem cicho, po czym zbliżyłem do niego swoją twarz. - Pragnę ciebie... Mój ukochany. Czy ty też mnie tak kochasz...? - zapytałem, uśmiechając się delikatnie. 
Patrzył na mnie przez chwilę a następnie cicho westchnął. Co się dzieje, mój malutki? Co się dzieje, Shin-chan?
- Niczego nie rozumiesz Kage... - dla pewności, że nic nie powie położył mi palec do ust - Musimy przystopować. Nie chciałem ci tego mówić, gdyż wiedziałem, że cię zranię ... widocznie to był błąd , bo jest jeszcze gorzej...
Patrzyłem na niego. Złapałem po chwili jego ramiona, otwierając szeroko oczy. Szarpnąłem go mocno, wrzeszcząc z bólu i cierpienia w sercu.
- Dlaczego mnie nie kochasz?! Dlaczego mnie ciągle odrzucasz?! Dlaczego nie dajesz mi zaznać uczucia! Kłamliwy! Wyruchałeś mnie i zostawiłeś! Pocałowałeś mnie, a potem mentalnie spoliczkowałeś! Ufałem ci! Dlaczego nie chcesz mnie kochać! - wrzasnąłem, a po chwili spojrzałem na niego.
C-Co się ze mną dzieje... C-Co tutaj się dzieje. Odsunąłem się od Shinaru i upadłem na pupę, cofając się. Spojrzałem na własne dłonie, a na nie skapnęły moje łzy. Krwawe łzy. Zacząłem drżeć w panice, dlaczego tak zaślepiłem się uczuciem.
- S-Shin... B-Boję się... - powiedziałem cichutko, patrząc na niego cały zapłakany.
Blondyn wyglądał na sparaliżowanego... Czemu tak patrzysz... Czemu nie podchodzisz...? Czemu nie próbujesz mnie pocieszyć? Czemu, czemu wyglądasz na takiego, jakby to była prawda... Spuścił wzrok na swoje ręce, nie odezwał się do mnie... Nie chce mnie...
- Wybacz Kage.... nie wiem jak cię wyplątać z tego bagna... spóźniłem się z ratunkiem....
- S-Shin... S-Shin-chan... - szepnąłem, po czym przełknąłem ślinę.
Spuściłem nisko głowę, aby po chwili cicho zacząć się podśmiewywać. Chichot jednak zmienił się w psychopatyczny rechot. Odchyliłem głowę do tyłu, ciągle głośno się śmiejąc. Spojrzałem na Shinaru. Zakryłem twarz tak, aby dłonie jedyne co odkrywały to moje dwukolorowe oczy.
- Oh... Więc... Teraz jestem sam... Cóż... Czyli jednak... Moja moc. Moje przeznaczenie. Nie jest prawdziwe. Nikt mnie nie chce. Skoro... Nie mam przeznaczenia, chyba nie ma celu, abym... Dalej żył... Co myślisz, Shin-chan? Myślisz, że taka dziwka jak ja powinna umrzeć w jaki sposób? Strzał w głowę? A może... Powieszenie...? - powiedziałem.
- Miło ze wyciągasz zbyt pochopne wnioski Kage... I ze pokazujesz właśnie jaki jesteś.... - drgnął, nie umknęło mi to. - Nie zerwałem ani z tobą ani paktu który nas łączy... Nie chce tego... Ale tu już się zaczyna robić strasznie, nie sądzisz?
Shinaru się mnie boi... Nie. Nie. Nie. Nie, nie, nie, nie, nie! To nie o to chodziło! Dlaczego tak nagle się stało! Nie chciałem tego.
- S-Shin-chan... B-Boję się... S-Shin-chan... To nie o to chodziło... N-Nie zostawiaj mnie... N-Nie opuszczaj mnie... N-Niech kolejne, plugawe nici nie wbijają się w moje serce... - szepnąłem, po czym moje krwawe łzy zmieniły się znowu w normalne. - D-Dlaczego mnie odrzucałeś... Dlaczego kazałeś mi płakać po tym, jak wychodziłeś... S-Shin-chan... Kocham cię... Dlaczego więc mnie opuszczasz... Dlaczego ciągle się odsuwasz... Przecież jako para, powinniśmy być bliżej, a nie dalej... Nie zniosę twojej straty... - powiedziałem, zaczynając rzewnie płakać.
Przez umysł przemknęły mi nasze wspólne chwile. Dlaczego tego już nie ma...
"Przecież Shinaru... Jesteśmy sobie przeznaczeni... Kocham cię i wiem, że tak musi być. Nie odrzucaj mnie... To tak bardzo boli..."

<Shin-chan? ;-;>
Ilość słów: 704