niedziela, 8 kwietnia 2018

Od Niyumi C.D Yuudai'a "Miejsce spoczynku"


   Odruchowo zamachałam ogonem, zadowolona z pieszczoty, szybko jednak sobie przypomniałam, ze to ani nie Kiyuki, ani nikt kto miałby prawo tutaj przebywać. Strąciłam rękę ze swojej głowy i postąpiłam krok w tył, mierząc Yuudai'a złowrogim spojrzeniem. 
 - To bez znaczenia, nie masz prawa tu przebywać. - Warknęłam, strzygąc przy tym uszami. Mężczyzna nie wyglądał, jakby w jakimkolwiek stopniu się tym przejął. Jedynie zbliżył się do mnie i chciał przyłożyć rękę do mojego policzka, ale w pory schyliłam się i przemknęłam obok niego, stając spoty kawałek od niego. 
   Nie wyglądał na kogoś kto da się wypchnąć z tego miejsca, więc ostatecznie musiałam przystać na jego obecność. Zresztą po przemyśleniu sprawy, doszłam do wniosku, że Yuki nie byłby zachwycony, gdyby usłyszał, że wykopałam z jego świątyni kogoś kto potrzebował schronienia. Z drugiej strony, Kiyuki nie potrafi się złościć, więc co mi niby szkodzi? 
   Warknęłam pod nosem, wywracając przy tym oczyma. Mimo wszystko wypadało zachować się.... Jakoś. Z klasą, tak jakbym zachowywała się, gdyby Kiyuki to był. Gdyby Kiyuki tu był, ten gość nie dotknąłby mnie nawet palcem. 
 - Niyumi, jeśli już musisz wiedzieć. - Powiedziałam, stając jak na baczność i mierząc go badawczym spojrzeniem. - Ostatecznie mogę się zgodzić, żebyś tu spał, ale tylko tam. - Wskazałam dłonią miejsce obok ołtarza. - I ani kroku stamtąd, bo gorzko tego pożałujesz. 
   Warknęłam głośno na koniec, wskazując na niego ostrzem wodnego miecza. Szczerze wątpiłam, żeby przejął się moją groźbą, ale lepiej dla niego, żeby jednak wziął ja na poważnie. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam wolnym krokiem do swojego pokoju, zostawiając za sobą lekko uchylone drzwi, by słyszeć wszystko wyraźnie, gdyby nieproszony gość zechciał zwiedzać wnętrze świątyni w miejscach, których widzieć nie powinien. 
   Usiadłam na posłaniu, spoglądając za okno i wzdychając ciężko. Brak bóstwa Sprawiedliwości kuł mnie w sercu, przy nim czułam się dużo lepiej, nie wspominając już o tym spokoju, który odczuwałam, kiedy mogłam zawsze mieć na niego oko. Kiedy mogłam być w stu procentach pewna, że jest bezpieczny i nic a nic mu nie grozi. Westchnęłam cicho i przewróciłam się na bok, kładąc na brzuchu z oklapniętymi uszami. Nie lubiłam zostawać sama...
   Zacisnęłam palce na zimniej rękojeści lodowej katany, która powstała w mojej dłoni. Nie chciało mi się już szukać tej metalowej, a wolałam mieć coś tuż pod ręką w razie w. Zamknęłam powoli oczy, strzygąc ostatni raz uszami. Nie ruszysz się na krok bez mojej wiedzy.

Yuudai?
Słów 401

Od Kiyuki'ego CD Niyumi "Papierowy żuraw"


Złe sny, a w nich szkarłatne oczy otoczone ciemnością. Naprawdę było źle... nie ważne jak bardzo starałem się nie myśleć o całej tej sprawie, to i tak nie potrafiłem w spokoju przespać nocy. Budziłem się przynajmniej raz na jakieś dwie godziny oblany zimnym potem, a zarazem przyspieszonym biciem serca. Nie panowałem nad tym .... potrzebowałem pomocy... tak samo jak Niyumi, która zamknęła się przed otaczającym ją światem, a zarazem przede mną - osobą , która chce ją teraz ochronić, pomóc, pocieszyć, by tylko nie czuła pustki w sercu, a zarazem poczucia winy. Niestety , każda moja próba nie przynosiła chociaż najmniejszej poprawy.... nie podnosiła na mnie nawet wzroku, choć tak bardzo brakowało mi tych iskierek radości, które pojawiały się za każdym razem gdy byłem w pobliżu, jej delikatnych rumieńców, gdy powiedziałem coś, co ona odebrała na swój sposób, oraz chwil, kiedy była blisko mnie, a ja miałem okazje wziąć ją na kolana, bądź przytulić.
Minął dokładnie tydzień od tamtego feralnego dnia, który nie powinien nadejść. Wciąż nie wiedziałem jak do niej przemówić, by nie skończyło się to zwyczajną ciszą jak to było za każdym razem. Tego dnia jednak musiałem zająć się nieco innymi sprawami... ważniejszymi nawet od modlitw, które musiałem jakoś spełniać ryzykując nieco schodzeniem na ziemię. Wezwał mnie jednak ojciec .... sam stwórca tego wymiaru. Nie wiedziałem co chciał mi przekazać, lecz nie mogłem tak po prostu tego zignorować. Udałem się do centrum miasta, by tam stanąć na moście prowadzącym do pięknego białego budynku, który zasługiwał nawet na miano pałacu. Moja świątyni przy tym była malusia i prosta, lecz nawet gdybym miał okazje , nie zamieniłbym jej na nic innego.  Za dużo wspomnień się z nią wiązało, a zarazem idealnie pasuje do otaczającego ją krajobrazu. Pewnym krokiem przeszedłem przez drzwi, które prowadziły do wielkiego holu. Ozdobne krzewy i fontanny nadawało temu miejscu majestatyczny wygląd, a zarazem spokój i harmonie, która tak bardzo ceniłem. Jednak nie przyszedłem tu, by wyciszać się... powoli zacząłem wspinać się po schodach prowadzących na najwyższe piętro, gdzie zamieszkiwał ojciec. Miałem wrażenie, że droga nie miała końca...schodek po schodku, a ja wciąż nie mogłem dotrzeć na sam szczyt.
Dlaczego więc nie zawrócisz? 
Zatrzymałem się czując jak wszystkie moje mięśnie się spinają. To nie była modlitwa, ani głos stwórcy... ten głos należał do nikogo innego, jak do mnie...tyle, że nigdy ja bym o tym nie pomyślał. Zagryzłem wargę i zacisnąłem dłonie w pięść... nie... nie zawrócę choćbym miał się tak wspinać w nieskończoność. Przyspieszyłem kroku docierając w końcu do kolejnych drzwi, które same się otworzyły.
Znalazłem się na czymś w rodzaju tarasu otoczonego kolumnami przytrzymującymi dach. Wiatr rozwiał lekko moje włosy przedzierając się przez szczeliny przymuszając mnie do przymknięcia oczu. Jednak gdy je otworzyłem mogłem dostrzec świetlistą sylwetkę patrzącą na widok rozciągającego się miasta oraz otaczających je terenów dzikich, jak i rolnych.
- Wzywałeś , ojcze? - Lekko się ukłoniłem przykładając prawą dłoń do serca.
- Nie musisz tak formalnie się do mnie zwracać - W jego głosie mogłem wyczuć ciepło, które koiło wszelkie nerwy, a jednocześnie działało pocieszająco. Wszystkie moje zmartwienia na chwile opuściły moją głowę, więc mogłem w końcu nieco odpocząć.
- Przepraszam - Wyprostowałem się uśmiechając do postaci, która gestem dłoni zachęciła mnie do zbliżenia się. Stanąłem obok niej przyglądając się uliczką miasta po której akurat szła grupka młodych youkai w wieku szkolnym. Nauczycielka z trudem poskramiała ich rozbrykane charakterki i co chwila musiała kogoś pouczać.
- Pewnie domyślasz się w jakiej sprawie cię wezwałem - Mogłem przysiąść, że teraz patrzy się na mnie, choć ja nie mogłem spojrzeć mu w oczy.
- Mogę się jedynie domyśleć, że chodzi o sprawę tamtego chłopaka sprzed tygodnia.... - Spuściłem wzrok na moje odbicie w posadzce. Z łatwością mogłem dostrzec lekkie cienie pod oczami, które wyróżniały się na mojej porcelanowej karnacji.
- To jest jedynie połowa, tego co chce poruszyć - Nieco się zdziwiłem na te słowa. Coś jeszcze? - Sprawa Patrica jest jedynie początkiem wszystkiego ....
Zmarszczyłem nieco brwi próbując zrozumieć słowa Najwyższego, jednak nic a nic nie przychodziło mi do głowy. Początkiem wszystkiego ... owszem, że wszystko się zaczęło od tego wypadku... Problemy z Niyumi, z moją osobowością...wszystko się zawaliło przez ten jeden wypadek.
Czy mogłem zapobiec całej tej tragedii? 
- Odpowiedź na swoje pytania znajdzie niebawem...niestety w tym nie mogę ci pomóc. Jesteś samodzielnym tworem, z własną wolą i z własną przyszłością, którą możesz ukształtować. To jak się ona potoczy zależy jedynie od ciebie - w Tej chwili świetlista dłoń znalazła się an moim sercu. Nie miałem więcej pytań ... Bóg miał racje. Zepsułem tyle rzeczy, więc powinienem je jakoś teraz naprawić...mimo , że nie mam szans przywrócić tamtego chłopaka do życia, muszę jakoś odzyskać moją niezastąpioną Yumi. 
- Jednak pamiętaj. Twoje ciało skrywa dwie dusze, które bez siebie by nie istniały. Są jak Yin i Yang...zachowują harmonię i zastępują się, gdy druga nie daje rady. Jesteś światłem, a w środku skrywasz mrok. Pewnie już o tym wiesz, jednak muszę cię przed tym ostrzec, gdyż jeżeli "cień" przejmie kontrolę, już nigdy "światło" może nie odzyskać kontroli. 
~~~*~~~
Opuściłem świątynie najwyższego kierując się od razu na główny rynek. Musiałem zrobić drobne zakupy zanim wróciłbym do świątyni i zajął się resztą modlitw przychodzących z ziemi. W głowię miałem jednak ostrzeżenie bóstwa przed cieniem... dobrze wiedziałem, że mam drugie oblicze, które teraz zaczęło się lekko objawiać. Nigdy jednak nie wiedziałem dlaczego tak się działo.
Przechodząc jedną z uliczek w stronę zaufanego straganu do moich uszu doszły dźwięki kłótni. W Kami takie rzeczy są rzadkością, a w szczególności w samym centrum miasta, dlatego wolałem się upewnić co się właściwie dzieje i w razie czego powstrzymać rozjuszone duchy przed broń boże rękoczynem. Wbrew pozorom zwierzęce youkai jak i poniektóre youkai posiadają wrodzone moce, które użyte na kimś mogą zrobić nie małą krzywdę. Idąc za głosami i szeptami innych mieszkańców dotarłem do źródła.  
- Co ty odwalasz? Oszalałaś do końca!? - Wrzasnęła powalona blondynką próbując zepchnąć jaszczurczym ogonem swoją napastniczkę. Drobna sylwetka którą tak dobrze znałem właśnie przygniatała jaszczurzycę trzymając w dłoni błękitny sztylet. Przed dźgnięciem w serce dzieliło ją niewiele, lecz blondynka wydawałabyś się nieco silniejsza , przez co jakoś dawała rade odpierać broń.
- Niyumi.... ? - Zamrugałem nieco zdezorientowany. Pierwszy raz widzę moją małą lisiczkę w takim stanie ... co się teraz tak właściwie stało?
- Panie... niech pan ją powstrzyma - Za moją szatę pociągnął youkai kapiara , który najwidoczniej domyślił się, że jestem jakoś związany z białowłosą. Zagryzłem wargę i wyszedłem przez tłum gapiów by złapać kitsune za kołnierzyk i odciągnąć ją od poszkodowanej. 
- Niyumi! - Warknąłem wkurzony, gdy chowaniec zaczął się wierzgać i celować we mnie wodnym sztyletem. Nie mogłem dłużej tego tolerować... nie chciałem by do takiej sytuacji kiedykolwiek doszło... nie chciałem nigdy używać tego drobnego elementu pozwalającego mi panować nad nią... jednak użycie "Posłuszeństwa chowańca" było tu na miejscu inaczej ktoś mógłby zostać ranny - Przestań! - Rozkaz był krótki, jasny i stanowczy, przez co ciało lisiczki od razu się zatrzymało. 
Byłem wkurzony na nią , jak i na siebie za to, że wcześniej nie zrobiłem czegoś więcej....że nie przymusiłem jej do rozmowy...że nie przytuliłem jej do siebie. Musiała sama sobie poradzić, choć powinna mieć moje wsparcie. Nie sprawdziłem się jako dobre bóstwo, gdyż dopuściłem do tego incydentu, który na pewno nie szybko pójdzie w zapomnienie. 
- Ona oszalała! Zaszła mnie od tyłu z nożem i chciała zabić! To wariatka - Jaszczurzyca podniosłą się z ziemi i wytarła strużkę krwi z lekko rozciętego policzka. - Powinieneś ją bardziej pilnować, a przede wszystkim wyszkolić. 
- Zamilcz.... - Miałem dość takiego gadania. Posłałem jej ostrzegawcze spojrzenie, na co ona jedynie prychnęła i cofnęła się o krok. - Nie waż się powiedzieć słowa o tym co tu było... a przede wszystkim nie waż się wchodzić w życie mojego chowańca . W innym wypadku znajdę cię. - Mój głos stracił lekko na wściekłości... stał się spokojniejszy , a przede wszystkim śmiertelnie poważny. Czułem, że miałem po prostu dość tego wszystkiego... chciałem wrócić do domu i zakończyć to wszystko raz na zawsze, by nikt już nie cierpiał. Jednak to było poza moją mocą.... 
- Wracamy do świątyni.... - burknąłem puszczając lisiczkę wiedząc, że już nic nie zrobi. 

<Niyumi?> 

1351 słów

Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"


Słodka chwila nie mogła jednak trwać w nieskończoność. Bliskość chłopaka, jego delikatność oraz uczuciowość sprawiała mi przyjemność, jednak cały czas musiałem pamiętać że jestem jego orężem - mieczem, który musi pilnować jego bezpieczeństwa do którego zaliczają się również obowiązki. Bez modlitw on zginie, a ja zostanę na tym świecie ze świadomością, że przez moje pragnienia zginął ktoś tak dla mnie ważny. Na ziemi często odczuwałem zauroczenie, czy tak zwaną szczenięcą miłość, lecz inni odbierali to jako zwykłe oznaki przyjaźni, przez co te uczucie się w nią zmieniało. Wtedy nie byłem wystarczająco dorosły na jakieś związki, gdyż nie rozumiałem potrzeby dorastania... teraz jak nie żyje rozumiem co straciłem, lecz zyskałem to tu. Nieco to absurdalne i zagmatwane... można też uznać , że jestem dzieckiem szczęścia, co coś traci, ale zyskuje coś o wiele cenniejszego.
- Zajmij się wierzącymi teraz... ja pójdę zrobić coś na kolacje - Uśmiechnąłem się lekko patrząc ze spokojem w dwukolorowe oczy Kage. Widać było, że niezbyt mu się spodobało to, że przerwałem tą chwilę, lecz są rzeczy ważne i ważniejsze. W tym wypadku modlitwy są na pierwszym miejscu, a ja nie mam zamiaru ich zastępować.
- A...ale później spędzimy ten czas razem? - Bóstwo odwróciło wzrok speszony wywołując mój cichy śmiech.
- Oczywiście wstydziochu - Pogłaskałem go po głowie, a nitka, która wcześniej oplotła się wokół mojego ciała stała się ponownie niewidzialna... a przynajmniej dla mnie. Cmoknąłem chłopaka jeszcze w czoło po czym skierowałem się do kuchni.
Miałem niestety drobny zamęt w głowie , który uniemożliwiał mi wymyślenie czegokolwiek, co mogłem zrobić. Oparłem się o ścianę i przetarłem twarz dłońmi wbijając wzrok w sufit pomieszczenia. Chyba właśnie zdałem sobie sprawę, że mogę kroczyć po zbyt cienkim lodzie.
Czy chowaniec może tak żyć z bóstwem?
Nie będzie to miało wpływu na jego życie? 

Nie będzie miał przez to problemów?
Czy stwórca nas nie rozdzieli, jeżeli jeszcze bardziej się do niego zbliżę, a on zaniedba obowiązki? 

Coraz więcej pytań i czarnych scenariuszy. Rzadko czułem aż taki strach przed własnymi błędami...czemu teraz tak bardzo mnie one trapią i staram się tego uniknąć. A tak... przecież go kocham mocniej od innych drogich mi osób. Staram się panować nad sobą, choć przy nim jest to ciężkie. Tak jak poprzedniego wieczoru ...
- Muszę bardziej uważać - Zagryzłem wargę i przeczesałem grzywkę dłonią. Musiałem nieco przyhamować z tą relacją, lecz nie na tyle by ona kompletnie zgasła. Odbiłoby się to an Kage... zbyt bardzo.
Potrząsnąłem głową odganiając wszystkie te myśli, choć one i tak wracały - jak bumerang. Zajęły one tak dużo czasu, że Kage zdążył skończyć swoje obowiązki i przyszedł do mnie do kuchni. Szybko zająłem się robieniem omlecików ryżowych, gdyż przepis na nie szybko wleciał mi do głowy. Proste, a zarazem sycące, choć na kolacje mało się nadają.
- Shin? - Głos bóstwa wydawał się być zmartwiony, jakby wiedział, że coś mnie trapi. Miałem jednak nadzieje, że nie umie czytać w moich myślach, jak i odczuciach, gdyż aż tak bardzo nie umiem stłumić wszystkiego.
- Za jakieś 15 minut powinno być gotowe - uśmiechnąłem się lekko spoglądając na chłopaka przez ramię. Wiedziałem...w jego oczach było to zmartwienie i niepewność. Miałem nie ukrywać przed nim emocji, choć ta sprawa nie powinna wyjść na jaw... że zamartwiam się o tak debilne rzeczy, choć było to oznaką mojej troski.
Jeżeli miałbym wybrać między moim życiem, a jego, to byłbym zdolny do poświęcenia się. 

<Kage? x-x zaczynam akcje "lekka drama" XD i wiem, że krótko ;-; >
559 słów

Od Akane CD Haku "Raz, Dwa, Trzy... Uśmiech!"


 - Poczekaj! Nie ruszaj! - Zawołałam w ostatniej chwili, powstrzymując mężczyznę przed wykonaniem gwałtownego ruchu. Przymierzyłam się do zrobienia zdjęcia, ustawiając ostrość na tyle na ile pozwalał ten prosty aparat. - Jeszcze chwila... - Znieruchomiałam zupełnie i.... Kiedy miałam nacisnąć odpowiedni przycisk, zwierzątko wypuściło z łapek orzeszek i skoczyło wprost na mnie.
   Z piskiem odskoczyłam w tył wraz z wiewiórką, która zdążyła uczepić się aparatu. Postąpiłam w tył trzy kroki, ostatecznie potykając się o własną stopę i lądując twardo plackiem na ziemi. Polaroid wraz ze stworzonkiem poleciał najpierw w górę w towarzystwie cienkiego pisku, po czym spadł na chodnik, wprost na jakiś kamyczek.
   Kiedy tylko niegłośny trzask dobiegł do moich uszu, natychmiast wygięłam szyję, by spojrzeć na to co stało się za moją głową, niespecjalnie przejmując się bólem własnego ciała. Nim ktokolwiek mógł się zorientować podniosłam się i podbiegłam truchtem do swojego sprzętu i popiskującego zwierzątka. Wystawiłam złączone dłonie przed siebie, by wiewiórka mogła na nie wskoczyć, co uczyniła po krótkiej chwili. Pogłaskałam ją ostrożnie po łebku, czując jak mięciutkie futerko ugina się pod najmniejszym uciskiem.
Znalezione obrazy dla zapytania squirrel anime gif - Nic mu nie jest? - Spokojny męski głos odezwał się gdzieś nad moim uchem. Zerknęłam kątem oka w tył na postać mężczyzny, który jeszcze kilka sekund temu siedział na ławce z tym właśnie stworzonkiem na głowie.
 - Tylko się poobijał, prawda maluszku? - Uśmiechnęłam się do zwierzątka, które najpierw się otrzepało, po czym spojrzało na białowłosego i jakby wyszczerzyło do niego swój pyszczek, machając przy tym łapką.
 - To dobrze. Ty też jesteś cała? - Wraz z tymi słowami koło mojej głowy pojawiła się blada dłoń, gotowa pomóc przy podnoszeniu się. Puchata kuleczka wskoczyła na moje ramię, uwalniając tym samym moją dłoń, która delikatnie chwyciła wyciągniętą rękę. Szybko stanęłam na równe nogi, by schylić się jeszcze na moment po swój sprzęt.
 - Tak, dziękuję Ci serdecznie. - Posłałam mu uprzejmy uśmiech, mierząc jego postać szybkim spojrzeniem. - To Ty mi dzisiaj pomogłeś. Nie miałam okazji odpowiednio Ci podziękować.
 - Nie masz za co. - Wzruszył ramionami, spoglądając gdzieś w bok. Ściągnęłam brwi, opierając obie dłonie na biodrach.
 - Mam za co. Chyba nie odmówisz nam wspólnego podwieczorku, hmmm? - Uśmiechnęłam się półgębkiem, mrużąc przy tym delikatnie oczy. Białowłosy jedynie westchnął, jakby właśnie spotkała go niewyobrażalna kara.

~*~

   Siedzieliśmy przy jednym ze stolików przy uchylonym oknie, przez które do wnętrza kawiarenki wpadało świeże powietrze. Nie było jakoś specjalnie tłoczno, biorąc pod uwagę obecną godzinę można rzec, że było wręcz pusto. Jedynie dwie kelnerki Youkai kręciły się między okrągłymi stolikami, roznosząc pojedyncze zamówienia, czyszcząc puste miejsca, dokładając chusteczek jednorazowych...
   Siedziałam od strony ściany, machając w powietrzu nogami i uważnie przyglądając się pęknięciu na obiektywie, które zabierało zdecydowaną część mojej uwagi. Obok moich dłoni siedziała wiewiórka i zajadała kostkę cukru, natomiast na przeciwko, tyłem do wejścia, siedział białowłosy mężczyzna. W trakcie przyglądania się szkodom wyrządzonym przez upadek, przypomniałam sobie, ze nie mam nawet pojęcia jak nazywa się owa osoba ani kim tak naprawdę jest. Jednocześnie po moim umyśle krążyła cicha nadzieja, że pęknięcie obejmuje tylko pierwszą, ewentualnie drugą, soczewkę obiektywu. Raczej nie będzie mnie stać, by wymieniać wszystkie.
Podobny obraz - Tak właściwie to nie wiem nic o Tobie... - Urwałam, kiedy kelnerka postawiła na stoliku zamówienie. Ja fundowałam tą przyjemność, więc oboje dostaliśmy to samo. Kawałek dobrego ciasta i herbatę, liczyłam, że przypadnie mu to do gustu. - Dziękuję. - Zwróciłam się krótko do kobiety z wdzięcznym uśmiechem, który został odwzajemniony, po czym wróciłam do rozmowy. - Nie znam ani Twojego imienia, ani nawet nie wiem kim jesteś... Chociaż nie stawiałabym na chowańca zwierzęcego... - Przyjrzałam mu się jeszcze uważniej. - Bardziej bóstwo, chociaż takiej pewności też nie mam... No więc? Będziesz na tyle miły, by podać mi kilka podstawowych informacji?


Haku? Sumimasen, długo odpisywałam ;-;

623 słowa

sobota, 7 kwietnia 2018

Od Soushiego Do Tomijiego "Samotność drogą do znajomości"


Woda, nie lubiłem jej zbytnio, jako ciepłą, gorącą ciecz tak, ale nie jako zimną przeklętą maź, zostało mi zaufanie Tomijiemu lub doświadczenie na własnej skórze.
- Daj mi dobry alkohol i wejdę, nawet bez ręcznika. - Odpowiedziałem mając pewność, że bóstwo nie będzie miała potrzebnej rzeczy w swojej świątyni, to było niemożliwe dla bóstwa ziemskiego, zwłaszcza dla przeciętnego.
Nim się obejrzałem bóstwo wyszło z wody, było czuć od niego ciepło przechodząc obok mnie, wszedł do budynku, nie minęło dziesięć minut i wrócił z butelką alkoholu i kieliszkiem, wrócił do wody, usiadł przy rogu, gdzie mógł postawić na powierzchni kieliszek i nalać do niego trunku.
Zrzuciłem swoje ubrania, delikatnie zamoczyłem palec w wodzie sprawdzając temperaturę, była ciepła, zapewnię działała zdrowotnie na ciało, może uda mi się wyleczyć swoje rany. Była na to mała szansa, ale warto zawsze spróbować takiej opcji, ostrożnie wszedłem do wody, sięgała mi do wysokości pasa, nie było
widać przez nią mój i sprzęt bóstwa, dziękowałem w tej chwili bogu za to, że przynajmniej tak mnie nie udupił. Zbliżyłem się do bóstwa, usiadłem obok niego opierając się o bok, złapałem za kieliszek pełny alkoholu, zbliżyłem go do nosa, powąchałem, pachniał znakomicie wiśnią i lekkim zapachem długo czekającego wina, ten trunek 
chciał żebym go pochłonął sam, był tak pociągający, nie mogłem mu się oprzeć, wypiłem pierwszy kieliszek, zacząłem nalewać drugiego, następnie go wypiłem.
- Soushi... Czy ty nie przesadzasz czasem? - Zwrócił mi uwagę bożek, spojrzałem na niego posępnym wzrokiem.
- T-to mi pomoże, w końcu jestem ranny przez całe życie. - Odwróciłem się do niego plecami pokazując swoje wszystkie blizny.- W-widzisz? Jestem pokrzywdzony przez życie w przeciwieństwie do ciebie, d-daj mi się zabawić chociaż ten raz.
- Tylko spokojnie... nie chcę byś sobie coś zrobił w tym stanie. - Widziałem co robił, był słodki, przypominał mi strasznie kobietę, z chęcią bym się napił kolejnego kieliszka.
- Jeszcze po kropelce, jeszcze po kropelce, póki bimber jest w butelce! - Wykrzyknąłem ochoczo nalewając sobie kolejny kieliszek i wypijając go w sekundę, ta buteleczka była jak studnia bez dna na pustyni, taka cudowna i sprawiająca tyle przyjemności. Zacząłem powoli odpływać i przestawać wiedzieć, co robię, początkowo widziałem jak przez mgłę co się dzieje, ale następnie zobaczyłem kieliszek lądujący kolejny raz przy moich ustach, straciłem film.

Tomiji? 

374 słowa

środa, 4 kwietnia 2018

Bogini Wojny - Sensoo

Imię: Sensoo
Przezwisko: --
Typ bóstwa: Bóstwo wojny
Płeć: Bogini
Charakter: Sensoo to bardzo opanowana Bogini, która zawsze ma wszystko pod kontrolą. Dla niej nie ma sytuacji bez wyjścia. Dla swoich wyznawców czy też przyjaciół byłaby w stanie poświęcić swoje życie. Pomimo tego, że jest patronką wojen pragnie pokoju. Ludzie źle ją postrzegają. Widzą w niej rządnego śmierci i krwi potwora błądzącego po polu bitwy w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Są w kompletnym błędzie. Prawdą jest, że czuwa nad swoimi wyznawcami na polu bitwy ale tylko i wyłącznie by dodać im odwagi w boju. Skąd wzięły się takie wyobrażenia ludzi? Setki lat temu Sensoo była taka jak ją malowano. Potwór bez serca pragnący tylko śmierci. Czasy się jednak zmieniają. Ludzie jak i Bogowie również. Sensoo zrozumiała, że sensem jej istnienia nie jest niesienie śmierci lecz pomaganie wierzącym w trudach walki.
To osoba bardzo charyzmatyczna. Często przemawia w imieniu wielu generałów, którzy prosili ją o wsparcie w zagrzaniu żołnierzy do walki. Wszyscy uwielbiają słuchać Sensoo. Rozmowy z nią są bardzo przyjemne. Można przy nich stracić poczucie czasu. Jeszcze jak dojdzie do tego pyszna herbatka zaparzona przez Boginię… Wieki można spędzić w jej towarzystwie.
Sensoo ma dar 'wyrywania' z ludzi, Bóstw czy nawet chowańców największych lęków jak i wad, które zamienia w zalety. Jest w tym bardzo stanowcza. Nienawidzi gdy ktoś nie docenia samego siebie. Dla niej wszyscy są idealni. Nie ma osób lepszych czy gorszych. Wszyscy są na tym samym poziomie. Nawet jeśli ktoś na takiego nie wygląda to jest tylko i wyłącznie wina tego, że dusi coś w sobie. Jakiś lęk, który nie pozwala mu się otworzyć.
Aparycja:

  • Włosy: Długie, gdyż niezwiązane ciągną się za nią po ziemi, kruczoczarne włosy są jedną z cech rozpoznawalnych Sensoo. Zazwyczaj upina je w koka, którego przyozdabia spinką bądź kwiatami. Duża część włosów oczywiście jest rozpuszczona jednak są upięte w taki sposób żeby nie ciągnąć się po ziemi.
  • Twarz: Pierwszym co rzuca się w oczy kiedy spojrzy się na twarz bogini są oczy. Na co dzień przybierają one bardzo jasny perłowy kolor podchodzący trochę pod biel. Kiedy jest w trakcie pojedynku czy też udzielania boskiego wsparcia zmieniają one barwę na krwistą czerwień. Skóra kobiety jest bardzo blada zawsze pokryta warstwą makijażu, który idealne podkreśla jej urodę. 
  • Postura: Sensoo przybiera postać szczupłej kobiety, na której warto zawiesić oko. Jest wysoka gdyż mierzy 174 cm. Jej kobiece atuty są wręcz idealne. Nie są ani za małe ani za duże. Po prostu idealne. 
  • Inne: Całe jej plecy zdobi tatuaż chińskiego smoka w odcieniach czerni i czerwieni. Sensoo zawsze chodzi ubrana w kimono, które często opuszcza z ramion i pozwala światu oglądać dzieło na swoich plecach. Jej strój zawsze jest czerwony z dodatkami złota lub bieli. Czasami zdarzy jej się ubrać suknię w tych samych odcieniach co kimono. Bogini bardzo lubi orientalne wzory, które zawsze goszczą na jej ubraniach.

GłosLana Del Rey
Broń: Poszukuje.
Relacje:

  • Przyjaciele: Jest bardzo lubianym Bóstwem.
  • Wrogowie: Jest ich dość sporo.
  • Druga połówka: Obecnie brak.

Ciekawostki:

  • Uwielbia pić herbatę na świeżym powietrzu w towarzystwie śpiewu ptaków.
  • Gra na flecie.
  • Uwielbia trenować szermierkę… pomimo tego, że już jest mistrzynią tej dyscypliny.
  • Kocha kwiaty a jej ulubionym jest pięciornik krwisty.
  • Często można ją spotkać spacerującą po przedmieściach bez konkretnego celu.
  • Zawsze nosi przy sobie wachlarz.
  • Na polach bitwy kiedy jeszcze uwielbiała mordować ukazywała się w masce lisa. Dlatego też na wielu obrazach przedstawiana jest właśnie w niej.

Operator: belmondziak

wtorek, 3 kwietnia 2018

Od Kiyuki'ego CD Tomiji'ego "Brać przykład z [...]"


-Yumi...przerośnięta akuma zakłóca spokój w jednej z dzielnic. Musimy coś z nią zrobić , gdyż w innym wypadku ktoś zginie, gdy się do niego przyczepi.
Nie sądziłem, że moje określenie "Przerośnięta" będzie jak najbardziej trafne...a raczej to zbyt mało powiedziane. Ona była zdecydowanie zbyt wielka, a przeważnie takie olbrzymy z gracją poruszały się między chmurami i nie wchodziły na tereny miejskie, gdyż nie mogły się wtedy poruszać, a ta? Pełzła z trudem po jednej uliczce wchodząc w ludzi i w samochody, którzy nie byli świadom obecności tego potwora. Zanurzali się w jego ciele, a następnie wychodzili nieco bardziej ospali i przymuleni - ona nie musiała się nawet wysilać, by zdobyć pożywienie, gdyż samo do niej przychodziło.
- Fuj .... - komentarz chowańca był jak najbardziej trafny. Stwór był po prostu paskudny...jak wielka larwa z paszczą pełną ostrych zębów. Małe , czerwone oczy rozglądały się na boki, jakby czegoś szukała, lecz... czego może szukać ten potwór w centrum miasta, jak nie większej porcji jedzenia.
Stanąłem na krawędzi dachu na którym znajdowaliśmy się z Niyumi. Wyciągnęliśmy oboje miecze z pochwy, choć ja miałem na celu jedynie odwrócić uwagę stwora, gdyby naszła taka potrzeba. Zwykła katana w końcu by jej nic nie zrobiła, a Niyu ma swoje specjalne zdolności, więc jej przypadało zabicie.
- Szybko to skończymy to szybciej zap...- nie skończyłem zdania, gdyż głośny ryk Akumy po prostu mnie zagłuszył. Spojrzeliśmy szybko w dól, by dostrzec drobną osóbkę na drodze przerośniętej bestii. Widziała go? Skinąłem głową do chowańca i razem zeskoczyliśmy na bestie. Na szczęście Akuma była na tyle wysoka, a my nie weszliśmy na wyższe piętro , żeby upadek sprawił nam jakiś ból. Oboje wylądowaliśmy na niej, i równo wbiliśmy metalowe ostrza w jej głowę. Stwór szarpnął się z bólu, lecz był to jego koniec. Padł martwy posuwając się jeszcze o parę Materów.
- Dobra robota - Uśmiechnąłem się głaszcząc lisiczkę po głowie, po czym zeskoczyłem na beton. Ludzie nie zwrócili na nas najmniejszej uwagi...nadal zajęci byli swoimi sprawami. Ciekawe co by się stało, gdyby nagle zaczęli widzieć wszystkie Akumy, pół ludzi, pół zwierzęta, czy bóstwa. W prawdzie te dwie ostatnie mogą, ale i tak szybko zapominają, a jak dzieci wspominają cokolwiek o potworach, to dorośli uznają to za dziecinną wyobraźnie. Niesprawiedliwe to było , lecz akurat na to nie miałem wpływu.
Truchło potwora zaczęło powoli znikać, więc schowałem katanę z powrotem do pochwy przy moim pasku i zwróciłem się w stronę najbliższego portalu do Kami. Czyjś głos jednak mnie zatrzymał. Spojrzałem na szatyna biegnącego w mojego stronę... Niyumi jednak go zatrzymała celując w jego stronę podejrzliwym spojrzeniem jak i kataną. Chłopak był nieco zaskoczony postawą, jak i chyba obecnością chowańca, gdyż jego oczy powiększyły się do rozmiarów monety.
- Niyumi spokojnie - Uśmiechnąłem się lekko podchodząc bliżej. Czasami lisiczka była zbyt nieufna jak i podejrzliwa, lecz to oznaczało, że naprawdę o mnie się martwi. Taki chowaniec powinien zasługiwać na miano skarbu. - Widać przecież , że jest niegroźny.
Białowłosa jeszcze raz przyjrzała się chłopakowi od stóp do czubka głowy , po czym schowała broń z cichym westchnieniem.
- Jesteś z Wymiaru Kami, prawda? Zwę się Kiyuki i sprawuje funkcję bóstwa Sprawiedliwości, a to mój chowaniec Niyumi - Pogłaskałem lekko dziewczynę po głowie wyczuwając jeszcze niepewności w stronę nieznajomego.
- Kiyuki-sama.... skąd masz pewność, że nie jest zwykłym człowiekiem?
- Widział Akumę, a teraz nas... wątpię, że jest zwierzęciem, lub dzieckiem w wieku przedszkolnym  - zaśmiałem się cicho wywołując lekkie speszenie u lisiczki. - Więc...mogę poznać twoje imię? - Z tym zdaniem zwróciłem się zielonookiego.

<Tomiji? xvx >

584 słowa