środa, 2 maja 2018

Od Williama do Shigeru "Zachować milczenie"

Chyba najbardziej w całym tym byciu chowańcem podobało mu się bycie "niewidzialnym". Przechadzki po szkolnym korytarzu jeszcze chyba nigdy go tak nie satysfakcjonowały. Jakby nie było, nigdy dotąd nie przyglądał się budynkowi  na tyle  szczegółowo, żeby  dostrzec, jak duży i ładny on jest. Szkoda, że jego rocznik zakończył naukę. Ale za to pamiętał drugo licealistów, którzy również z niego szydzili. Ich ciche, zamyślone twarze i wzrok wbity w popękane płytki po jego śmierci był taki... przyjemny?
Przeczesał gęste włosy i popatrzył do góry zerkając na zeszłorocznych absolwentów liceum, uśmiechając się przy tym chytrze. Wyszedł najprzystojniej ze wszystkich chłopców na zdjęciu, a przynajmniej jego mama tak mówiła.
A właśnie, rodzina.
Przeszedł przez główny korytarz do dużych, szklanych drzwi, po czym zbiegając po schodach spokojnym krokiem pospacerował w stronę dużego białego dworku.  Zatrzymał się przy bramie, mrużąc oczy. Jego dom był jedynym miejscem, gdzie chciał wracać, jednak nie dla osób, które w nim mieszkają. W końcu w garażu odpoczywało jego cudeńko, jego drugie ja. Podszedł spokojnym krokiem, delektując się wolnością i przeszedł przez dom do garażu. Z początku lekko zdziwniony, wszedłwszy do pomieszczenia, szybko zrozumiał, dlaczego brakuje jednego ścigacza. Chłopak cicho się zaśmiał i podszedł do kawasaki, przejeżdżając palcem po czarno-zielonej kierownicy.
- Ciekawe co z tobą zrobią. A może zostawią, jako pamiątkę...
Westchnął cicho, zawiedziony, że nie może zabrać go zabrać do wymiaru, raz, że było by to co najmniej dziwne, dwa, że tam jego ścigacz by tylko stał i się kurzył. Bo gdzie na spokojnych, owianych delikatnym wiaterkiem łąkach i usłanych pachnącym kwieciem polanach może rozwinąć maksymalną prędkość sprzętu. Po raz pierwszy od długiego czasu zaśmiał się szczerze na samą myśl o takiej sytuacji i usiadł na kawasaki, przypominając sobie czasy, kiedy po całym dniu jeździł po autostradach, przysparzając innych kierowców o zawał serca.  Oddychał głęboko, uspokojony brakiem męczarni na ziemi. Coraz bardziej lubił swój teraźniejszy wymiar.
Wyciągnął chudą rękę i zabrał szybko kluczyki, upychając je w kieszeni garnituru na pamiątkę.
Już po chwili był w zaświatach, stojąc na jakiejś drużce.
Właśnie teraz blondyn postanowił porozglądać się po okolicy, której do tej pory nie miał chęci ani czasu "zwiedzać". Obkręcając na palcu breloczek od kluczyków założył jedną rękę za plecy i przechadzał się po trawie, co rusz kopiąc jakiś kamień. Na dworze było przyjemnie, w miarę ciepło, jak na jesień przystało. Kolorowe liście zaczęły opadać na ziemię, co bardzo cieszyło zielonookiego - każda jesień zwiastuje zimę. Miał jedynie nadzieję, że będzie ona znacznie mroźniejsza i bielsza niźli te na ziemi. Uwielbiał ubierać ciepłe, czarne, grube zimowe bluzy i siedzieć tak przy biurku, patrząc pusto przez okno. Rozmarzony chłopak nawet nie zauważył, kiedy zaszedł do pobliskiego lasu. Siadając przy drzewie patrzył na małą łączkę, odchylając głowę. Włosy opadły mu jak zwykle na oczy, a on sam uniósł je do góry, patrząc na puszyste chmury. Nawet nie zauważył mężczyzny, leżącego na trawie. Zniesmaczony czyjąś obecnością podniósł się, otrzepał garnitur i już miał do sobie iść, kiedy w oczy rzuciły mu się nogi chłopaka. Chyba pierwszy raz widzi takiego człowieka, ale co mu się dziwić, czy on miał kiedykolwiek z taką osobą styczność?  W ten sposób William zamiast odejść, nie rzucając się w oczy stał jak wryty, przypatrując się bacznie towarzyszowi.

Shigeru?
Słów 528

Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy żuraw"


   Cofnęłam się o krok przetwarzając w myślach, to co właśnie usłyszałam. Słowa czarnowłosego odbijały się w mojej głowie jak echo, z tą różnicą, że z każdym kolejnym razem stawały się one coraz głośniejsze. Dudniły mi w uszach zagłuszając wszystkie pozostałe dźwięki, łącznie z biciem mojego serca, którego dudnienie słyszałam wcześniej bardzo wyraźnie.
 - Ale... Jak to mnie zwalniasz...? - Powtórzyłam półgłosem, czując jak wszystkie możliwe uczucia w jednej chwili mnie opuszczają. Dosłownie wszystkie. Uszy i ogon opadły bezwładnie, podobnie jak cała moja postura, która w sekundzie zwiotczała, jakby właśnie została pozbawiona życia.
 - Głucha jesteś czy nie rozumiesz prostych słów? - Warknął najwyraźniej zirytowany moim... Uporem? Nadzieją? Jakkolwiek by tego nie nazywać, teraz i to uciekło z mojego serca, pogrążającego się w kompletnych ciemnościach pustki.
 - N-nie jesteś moim Kiyuki'm... - Szepnęłam, wpatrując się obojętnie w drewnianą poręcz, która odgradzała taras od dalszej części ogrodu. Nawet on tracił już kolory i przygotowywał się na nadejście zimy, która zbliżała się dużymi krokami. Czy tak samo wyglądało to teraz na ziemi?
 - Jak sobie życzysz. - Puste słowa wyleciały z moich ust zupełnie poza moją kontrolą. Przecież nie chciałam tego powiedzieć... Ale co innego mogłam zrobić? Patrząc na odwróconą do mnie tyłem ciemną postać, nie miałam już w sobie nawet odrobiny nadziei czy chęci do dalszej walki. Skoro mnie odrzucił, to dlaczego miałam się sprzeciwiać? Szczególnie kiedy nie miałam nawet takiego prawa.
   Odwróciłam się na pięcie i bez słowa czy nawet spojrzenia w tył po prostu opuściłam teren świątyni Bóstwa Sprawiedliwości. Po raz ostatni. Zostawiłam tam wszystko na czym jeszcze kilka chwil temu mi zależało. Poczynając od najbardziej materialnych rzeczy jak pokój, stosy jabłek schowanych w jednym z pomieszczeń, kończąc na czymś tak abstrakcyjnym jak poczucie bezpieczeństwa i tego, że byłam w domu. Zostawiłam gdzieś tam mojego Kiyuki'ego...
   Na rozwidleniu dróg spojrzałam w kierunku świątyni Nadziei, jednak... Po co niby... Wywróciłam tylko oczami i skierowałam swoje pociągłe kroki w stronę wiszących mostów. Nie było to jakoś szczególnie często odwiedzane przeze mnie miejsce, głównie dlatego, że znajdowało się nieco na uboczu, zwykle chodziłam innymi drogami. Ale dziś postanowiłam tu wrócić. Ostatni raz byłam tam... Po poznaniu Loyda. Jakiś czas po jego śmierci, tak dokładniej.
   Stanęłam na jednym z mostów i spojrzałam w przepaść, nad którą wisiały kładki. Było... Pusto. Chociaż może to i lepiej, sądząc po tym jak mieszkańcy Kami zareagowali na mnie ostatnim razem. Zacisnęłam dłonie na metalowej poręczy, nie odrywając spojrzenia od widoku przede mną, ale nawet to nie powstrzymało kilku pojedynczych kropel łez, przed spadnięciem na moją skórę.
   Kuroki zerwał pakt. Zostałam bez domu, zupełnie sama. Aorine nie ma zbytniej ochoty ze mną rozmawiać. Nawet Guerra nie chce mnie znać. Nikt w tym wymiarze nie chce mieć ze mną nic wspólnego. Nawet ja sama... Zostałam bez niczego, straciłam wszystko na czym mi zależało. Straciłam Kiyuki'ego...
   W jednej sekundzie po całej najbliższej okolicy rozszedł się rozdzierający uszy krzyk, przepełniony wszystkimi uczuciami, które w jednej chwili mnie uderzyły i zastąpiły całą tą pustkę. Opadłam bezwładnie na kolana, kiedy zabrakło mi tchu i spojrzałam w zachmurzone niebo, z którego padał... Śnieg. Chociaż lepszym określeniem byłyby kryształki lodu uderzające boleśnie w moje policzki. Spuściłam spojrzenie na dłonie, na które niemal ciurkiem skapywały moje łzy. Zaraz po zetknięciu się z powierzchnią rąk, zamarzały i odbijały się, by ostatecznie znaleźć się na twardym moście.
 - Kiyuki-sama, przepraszam... - Szepnęłam prawie bezgłośnie, otulając się szczelnie ramionami. Było mi okropnie zimno.

~kilka dni później~

   Siedziałam pod mostem, zresztą jak zwykle odkąd Kuroki zerwał pakt. Wychodziłam stamtąd jedynie, by sprawdzić czy wszystko u niego w porządku. Obserwowałam go z daleka, z miejsca, w którym nie mógł mnie dostrzec i upewniałam się, że nic mu nie grozi. Może i nie byłam już związana z nim żadnym świętym słowem, nie miał nade mną władzy, a moim obowiązkiem nie było go chronić, ale... Niestety mimo tego wszystkiego, moje uczucia względem jego osoby pozostały niezmienione. Może tylko bardziej bolało. Może tylko bardziej mnie to łamało. Fakt, że jestem zagrożeniem. Że nie jestem już potrzebna, a nawet zbędna.
   Przez cały ten czas zastanawiało mnie, dlaczego Yuki mi o nim nie powiedział? O tej drugiej, ciemnej stronie. Wstydził się tego? Bał? A może odpowiedz była banalna i zwyczajnie bóstwo mi nie ufało, choć sprawiało inne wrażenie? Cokolwiek było tego powodem, sprawiało, że czułam się jeszcze fatalniej. Jeszcze bardziej bezużyteczna, niepotrzebna i po prostu niechciana.
   Śnieg, który nawiedził mnie na moście, a który wcale nie był spowodowany pogodą, tylko brakiem pełnej kontroli nad moimi mocami, pojawił się jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem, kiedy odrywałam myśli od tego co akurat robiłam, a przeważnie były to treningi, na których postanowiłam się skupić, z nieba nade mną spadały kryształki lodu, czasem tak ostre, że zostawiły mikro skaleczenia na delikatniejszych częściach mojego ciała.
   Pochyliłam się nad strumieniem, który przepływał pod mostkiem i poklepałam się kilkukrotnie zabandażowanymi dłońmi w policzki. Zasyczałam po chwili z bólu, uznając, że powinnam uważać na te zamarzające ręce, bo jednak przysparza mi to sporo bólu fizycznego. Ale zawsze w takich momentach po krótkim zastanowieniu, stwierdzałam, że wolę ból fizyczny od tego psychicznego, który nie odstępował mnie nawet na krok. Cholerne, zamarzające dłonie... 
   Zerknęłam w stronę swojej katany, która leżała oparta o jakiś większy kamień i połyskiwała metalem w promieniach chłodnego, jesiennego słońca. Ile razy zastanawiałam się już, czy by jej nie użyć na samej sobie...
 - Weź się w garść, Niyumi! - Ponownie uderzyłam się w twarz po obu stronach, chcąc się otrząsnąć z negatywnych myśli. Ale jak wziąć się w garść, kiedy straciło sie wszystko na czym ci zależało? Wszystko co trzymało cię w pionie, przy życiu? Podniosłam się powoli i zabierając katanę w zabandażowaną dłoń, ruszyłam, by jak zwykle sprawdzić jak trzyma się świątynia Sprawiedliwości. Ostatnia rzecz, która powstrzymywała mnie przed... Nawet nie przechodziło mi to przez myśl.

<Aluuuuu? ;_; Yukiś ;w; >
Słów 954

wtorek, 1 maja 2018

Od Miyashi CD Michaela "Krawędź do końca"


Jednak wciąż byłam dość niepewna i bałam się chłopaka. Był miły... Nawet bardzo... Ale bałam się. Moje ręce lekko drżały. Po chwili dostaliśmy nasze kubki herbaty i poszliśmy do stolika. Jednak ciężko było cokolwiek znaleźć, był jeden wolny stolik. Tam właśnie się udaliśmy.
- Od… od jak dawna tu jesteś…? – spytałam cicho patrząc na niego niepewnie. Przy tym lekko wtulałam się w swój ogon.
- Już od tygodnia, a ty? – odpowiedział.
- Nie wiem… od… chyba od dzisiaj…
- Krótko… Może chcesz by ci opowiedzieć co nieco?
- Poproszę…
Wtedy zaczął mi opowiadać o co chodzi z tym światem. Niektóre rzeczy wiedział, niektórych nie, ale przynajmniej coś, a nie jak ja, zupełnie nic. Słuchałam uważnie wszystkiego co mówił, nie było tego wiele. Spodziewałam się dłuższego opowiadania o tym, ale to, co powiedział, też było wystarczające. Przynajmniej wiedziałam o tym trochę więcej, o tym, czemu mam uszy i ogon… Jedynie nie chciało mi się wierzyć w to, że żyłam wcześniej. Nie wyobrażałam sobie tego, nie pamiętałam nic. Pierwszy raz słyszałam o tym, że tak naprawdę jesteśmy z Ziemi. Przecież ledwo powstałam… Ledwo minęło pół godziny mojego istnienia, a się okazuje, że istniałam dużo dłużej.
- Ale… jak to…? Przecież… Dopiero powstałam… - niepewnie powiedziałam. – N-nic nie pamiętam…
- Tak to jest właśnie… Nic się nie pamięta z tamtego świata. Czasem niektórzy coś, ale niezbyt często.
Lekko przytaknęłam. Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy, jedynie popijając herbatę. Nie wiedziałam co mam powiedzieć… Nieznajomy wciąż mnie przerażał, chociaż nie wyglądał na kogoś, kto zaraz by rozszarpał.
Po wypiciu herbaty wyszliśmy, udając się w nieznanym kierunku. Jednak wciąż żadne z nas nic nie mówiło. Jedynie szumiały drzewa i świszczał wiatr. Niby nie tak powinna wyglądać rozmowa, ale przynajmniej nikt nie krzyczał.

Michael?
(288 słów)

Od Michael'a "Instynkt robi swoje"

Najpierw było ciemno, słyszałem jakieś głosy, nie byłem jednak w stanie wyodrębnić konkretnych słów poza: "Nie zasypiaj". Najprawdopodobniej straciłem przytomność. Było mi ciepło, nie czułem potrzeby wybudzenia się, wydawało mi się, że jestem gdzieś w bezpiecznym miejscu. Zmusiłem się jednak do otwarcia oczu, oślepiła mnie jasność. W pierwszej chwili pomyślałem, że jestem w szpitalu, kiedy jednak wzrok mi się wyostrzył widziałem tylko biel. Ktoś coś do mnie mówił, słyszałem jak przez wodę, niewiele do mnie docierało. Czekał na moją odpowiedź. Ten głos. Taki kojący i ciepły, pierwszy raz nie miałem ochoty uciekać przed kimś obcym. Wymruczałem coś, co brzmiało chyba jak "chowaniec". Wszystko było jakieś dalekie, jakby działo się kilka metrów dalej. Jakbym to nie ja uczestniczył w rozmowie. Poczułem coś, czego nie byłem w stanie określić. Podniosłem się, gdyż do tej pory siedziałem na.. ziemi? Nie wiem, byłem w pozycji siedzącej. Zobaczyłem jedynie zarys wysokiej i potężnej postaci, nie bałem się, pierwszy raz się nie bałem obcej istoty. Głos w mojej głowie ponownie przemówił.
- Zostaniesz więc chowańcem nekomatym, jest Bóg, któremu chciałbyś służyć? - zapytał.
Pokręciłem przecząco głową, pojawiły mi się smoczki przed oczami, przez co zachwiałem się.
- Jesteś teraz duchem, w końcu się przyzwyczaisz do nowej formy. - dodał ciepło, jakby wiedząc co czuje.
Spokojnie mi wytłumaczył na czym będą polegały moje obowiązki. Trochę przeraził mnie fakt kontraktu i bezwzględnego posłuszeństwa, przytaknąłem tylko na wszystko i pozwolono mi iść. Gdzie? Na razie do nowego domu, dopóki nie znajdę Pana bądź Pani. Co mnie podkusiło aby zdecydować się na chowańca? Ah, no tak. Nie chciałem wracać na ziemię pod żadną postacią. Od zawsze wiedziałem, że nie tam moje miejsce, że ktoś się pomylił i trafiłem tam przez przypadek i miałbym tam wrócić po reinkarnacji? Nie widziało mi sije takie wyjście. Nie do końca pamiętam jak zginąłem, chciałem zapytać ale zrezygnowałem. Wyszedłem z tymczasowego miejsca zamieszkania, aby obejrzeć moje nowe... uniwersum? Chyba można to tak nazwać. Podążałem spokojnie bardzo pięknymi ulicami, omijałem, a przynajmniej starałem się omijać centrum. Za dużo tam było ludzi. Wszystko wyglądało jak wyciągnięte z bajki, zastanawiałem się czy nie jest to sen, a za chwilę nie obudzę się w szpitalu. Na "ziemię" z moich rozmyślań sprowadził mnie dźwięk tłuczonego szkła i istota na którą niefortunnie wpadłem.
- Przepraszam! - pisnąłem jedynie. Westchnąłem w duchu, ja i moje szczęście do szkła nie możemy się dogadać..

Ktosiu?

Słów 390

Zaklepane przez Niyumi >-< 

Od Michael'a CD Miyashi "Krawędź do końca"


Podążałem ulicami miasta, które zdążyłem poznać. Ograniczały się do ulic prowadzących do parku, sklepu i tymczasowego domu. Nie przyzwyczaiłem się jeszcze do ciągnącego się za mną ogona, przez co czasami mnie straszył. Podobnie uszy, zdołałem się zorientować, że są bardzo czułe na dźwięki. Przez to jak ognia unikałem centrum. Było tam strasznie głośno i głowa mi od tego pękała. Pierwszy raz udałem się dalej niż znane mi ulicę, w mieście był jakiś festiwal czy coś na ten wzór i nawet na obrzeżach było słychać donośną muzykę i gwar istot. Dotarłem do lasu, w pierwszej chwili chciałem zawrócić, ale usłyszałem coś, jakaś istota tam była, co zmusiło mnie do pójścia w głąb niego. Podążałem za odgłosem ruchu między liśćmi. Dotarłem do istoty, chowańca najprawdopodobniej, wyglądała jak youkai. Wystraszyła się mnie i upadła.
- Nic ci nie jest? - zapytałem cicho, lekko drżącym głosem.
- N-nie. - odparła. Odetchnąłem powoli. - Kim jesteś? - dodała.
Podałem jej dłoń chcąc pomóc wstać, niepewnie wstała korzystając z pomocy.
- Michael. - odrzekłem. - Jesteś youkai?
Spojrzała na mnie dziwnie. Czyżby mnie nie zrozumiała?
- Masz uszy... i ogon... więc... chyba...
Zamilkłem, nie wiedząc za bardzo co zrobić.
- Jestem Miyashi. - odparła jedynie.
- Co powiesz na herbatę? - zapytałem, uśmiechając się lekko. Przypominała mi trochę moją przyjaciółkę za życia. Tylko, że tamta była bardziej pyskata. Zgodziła się niepewnie. Podążaliśmy ulicami w milczeniu, które postanowiłem przerwać.
- Na szczęście skończył się już festiwal, więc jest tu już o wiele ciszej. - uśmiechnąłem się ciepło.
- Długo tu jesteś?
- Kilka dni. - podrapałem się po karku.
- Wiesz co to za miejsce?
- Kami No Jigen. Coś jak miasto bogów. Ty chyba zostałaś chowańcem. Podobnie jak ja. Z tego co się dowiedziałem będąc tutaj, chowańce to obrońcy bogów. Oczywiście o ile zawiążesz kontrakt. Byłem w tak jakby bibliotece, gdzie jest dużo ksiąg na ten temat. Trochę poczytałem ale nadal wiem niewiele. - uśmiechnąłem się ponownie.
Weszliśmy do jakiejś kawiarni. Otworzyłem drzwi mojej towarzyszce i wszedłem za nią. Przy ladzie zamówiłem dwie herbaty matcha.

Miyashi?
Słów 339

Chowaniec Nekomata Michael

Imię: Michael
Przezwisko: Mika, Misiek
Płeć: Mężczyzna
Ranga chowańca: Nowicjusz
Rasa: Nekomaty
Moc: Jest w stanie zobaczyć aurę istoty żywej, przez co również poznać jej intencje (Zależne od koloru aury).
Charakter: Mika należy do istot cichych i nieśmiałych, no może nie tyle nieśmiałych ale nie chcących zawracać komuś niepotrzebnie głowy i marnować czasu. Nie przepada, kiedy ktoś się na nim skupia, od zawsze był cieniem. Dosłownie, jak i w przenośni. Chłopak nie wychyla się, uczy przeciętnie, chce być nikim nadzwyczajnym. Stara się pomagać wszystkim i ze wszystkim, nie pomaga mu jednak w tym jego niezdarność, a raczej talent do tłuczenia szklanych przedmiotów. Mimo to bardzo stara się pomagać, jest przy tym miły i nienormalnie uważny. Nie lubi sprawiać kłopotów innym, a także przeszkadzać. Chłopak jest bystry i spostrzegawczy, jak na swój młody wiek bardzo inteligentny oraz skrupulatny. Michael jest posłuszny temu, komu trzeba, ale nie wykonuje rozkazów każdego. Zawsze potrafił rozdzielić pomoc od rozkazu i osoby, których musi się słuchać od osób niemogących mu niczego kazać. Szybko w swoim jakże krótkim życiu na ziemi zaczął rozumieć, kto może i kto nie może wydawać mu rozkazów, dzięki czemu uniknął zapewne wielu przykrych sytuacji. Chociaż i bez takich się nie obyło. Mimo swojej niewinności Mika lubi droczyć się z innymi, bawi go to i to bardzo. Nie bez powodu nazywają go Misiek, uwielbia się przytulać i tu też nie do wszystkich. Dla swoich bliskich, których już zna i im ufa, jest bardzo otwarty, radosny i zabawny. Do obcych jednakże podchodzi z dystansem. Nie przepada za obcymi, wręcz się boi nowych, nieznanych mu istot, przez co trudno nawiązać mu z kimś bliższe relacje. Kociak jest płochliwy, nienawidzi jak ktoś krzyczy, trudno mu zaufać obcym, jednakże łatwo jest to zaufanie stracić. Jak każdy, on również skrywa swoje tajemnice, których nikomu nie wolno poznać.

Aparycja: 
  • Włosy: Srebrno szare, sięgające mu z tylu do ramion, grzywka przydługa, opadająca na oczy. Bardzo miękkie i puszyste.
  • Twarz: Drobna, jasna cera i delikatna skóra, lekko zadarty nos. Posiada bardzo delikatne rysy i duże oczy koloru ametysowego, małe usta i zaostrzone ząbki. Iście dziecięca twarz.
  • Postura: Chłopak drobnej budowy, szczupły, niewysoki, mierzy niecałe metr siedemdziesiąt. Często jest mylony z dziewczyną.
  • Inne: * Dłonie ma w niewielkich bliznach pozostałych po wypadku. *Uszy jak i ogon zwykle posiada "schowane". 
Głos: Havana 
Bóstwo: Brak
Relacje:
  • Przyjaciele: Miał niegdyś przyjaciółkę za życia, aktualnie: brak.
  • Wrogowie: Czy te oczy można nienawidzić? Tak poważnie, nigdy z nikim się jakoś bardzo nie skłócił aby nazwać się wrogami.
  • Druga połówka: -
Ciekawostki: 
  • Uwielbia głaskanie po głowie.
  • Niegdyś farbował włosy na czarno.
  • Kocha ciepłe mleko.

Operator: PetParty/li_sensei@protonmail.com

Od Yuudai'a CD Niyumi "Miejsce spotkania" + Quest 2


Otworzyłem oczy. Chyba umarłem. Wokoło mnie panowała ciemność. Czułem się jakbym unosił się na falach nicości.
 -Halo. Ktoś mnie słyszy ?- Zawołałem, mimo iż czułem, że nikt mi nie odpowie. Poczułem nagle coś. Coś, co już znałem. Moją twarz owiał wiatr. Nie był to wiatr śmierci, lecz wiatr morski. Ujrzałem światło i nagle wokoło mnie była plaża. -Zaraz, zaraz. Ja znam to miejsce. Byłem już tu. Jak na moje zawołanie zza skał wybiegł mały chłopiec. Wiedziałem od razu, że byłem to ja. Wszędzie bym poznał swoją uroczą buźkę. Biegałem po plaży między ludźmi, wskakiwałem do wody i bawiłem się beztrosko. Wtedy i ja młodszy i ja starszy odwróciliśmy się, bo usłyszeliśmy płacz. W miejscu skąd on dochodził, to siedziała mała dziewczynka. Roniła łzy, bo 3 chłopaków na oko w jej wieku zniszczyło jej zamek z piasku. Mówili do niej, że jest beksa i inne obraźliwe rzeczy. Moje młodsze ja bez zastanowienia podeszło tam i stanęło między nimi a dziewczynką. Dostałem od tych chłopaków, aż wrócił ten ból. Moja postać nawet im nie oddała. Zbóje się znudzili i odeszli. Dziewczynka podeszła do mnie, kiedy leżałem trochę posiniaczony na ziemi i mi pomogła wstać. -Jak ci na imię ? -Zapytał do dziewczynki.- Ja jestem Yuudai. Dziewczynka spojrzała na niego i odpowiedziała nieśmiało. -J..jestem Nimi.
Wtedy zobaczyłem coś, co mnie zbiło z tropu. Nimi wyglądała identycznie jak Niyu. Różniły się tylko barwą oczu i tym, że nie miała uszek. Chciałem przyjrzeć się jej bliżej, lecz wszystko zniknęło i nagle stałem przed jakimś domem. Obok mnie stało młodsze ja. Tyle, że już było starsze niż na plaży. Miałem wtedy ok. 21 lat, ale nic się nie zmieniłem. Podszedł do drzwi a ja za nim. Zapukał, a drzwi otworzyła mu piękna nastolatka. Była nią Nimi.
Od wspomnienia z plaży była jeszcze piękniejsza. Pocałowali się szybko w usta i weszli całkiem do środka, zamykając za sobą drzwi. Ja natomiast przeszedłem przez drzwi. Dwójka młodych rozmawiali w kuchni i przyrządzali kolacje. Jedyne co mi nie dawało spokoju to to, że czułem się obserwowany, ale nie przejąłem się tym zbytnio, bo to pewnie moja wyobraźnia. Kolacja o dziwo była dość duża jak na dwoje. Dziwiło mnie, że Nimi przytyła od plaży. Od kiedy jestem chowańcem, to nic nie pamiętam. Widać śmierć przywraca mi wspomnienia najważniejsze. Scena się szybko zmieniła i nagle przy stole siedziałem ja, Nimi i 4 starszych osób. Rozmawiali i śmiali się. Nagle ja wstałem, oznajmiając, że chciałem coś ogłosić. Młody Yuudai poprosił partnerkę by wstała a ja się przyglądałem tej scenie co będzie dalej. On klęknął i wyciągnął pierścionek i się oświadczył. Powiedziała tak i wtedy ona coś oznajmiła co mnie zszokowało jeszcze bardziej niż to, że miałem narzeczoną. Byłem tatą. Scena się zmieniła. Byłem dalej w tym samym domu, ale nie panowała tu ta sama wesoła atmosfera. Spojrzałem na kalendarz i było parę miesięcy od tamtej kolacji. Wiem to, bo kątem oka spojrzałem na kalendarz, kiedy oglądałem kolacje. Na kanapie siedziałem ja i zapłakana Nimi. Płakała strasznie. Ja również płakałem, ale starałem się widać nie ukazywać tego.
-Nie płacz Nimi. Nie twoja wina to, co się stało. Ten bandzior jest poszukiwany. Zapłaci za to, co ci zrobił. Nimi automatycznie chwyciła się za brzuch. Wtedy do mojej głowy wróciło to wspomnienie, mimo iż go nie zobaczyłem. Nimi wracając od rodziców sama, bo ja musiałem zostać dłużej. Po drodze jakiś bandzior ją złapał, zgwałcił i pobił. Przez to straciliśmy synka. Nimi nie mogła się po tym pozbierać i zaczęła się staczać. Ta scena przed moimi oczami odbywała się tydzień po tym zajściu. Nimi płakała na moich kolanach, ale w końcu zasnęła. Przeniosłem ją do łóżka a sam się położyłem obok niej i również zasnąłem. Poczułem ból i smutek, który mi doskwierał wtedy. Chciałem by scena się zmieniła, lecz tak się nie stało. Nimi nagle się obudziła. Bez głośnie wstała i udała się do kuchni. Stała i gapiła się w jeden punkt przy suficie a dokładnie w jego róg. Panował półmrok i wszystko dało się zobaczyć, lecz w tym miejscu ciemność się kumulowała. Nagle usłyszałem szepty. Nie były to ludzkie szepty. Nie były również to odgłosy żadnego zwierzęcia. -Zabić….. Oszuści…. Kłamstwa….. Strata…… Zemsta. Wtedy to ujrzałem. Miało to coś postać człekopodobną. Twarz była czerwona i miała szpony zamiast palców. Jej wzrok przerażał mnie, ale jej zęby, które wykrzywiały się w uśmiechu radości budziły gorszą grozę. Potwór wyszeptał znowu jakieś słowa, których nie usłyszałem, ale Nimi udała się do szuflady i wyjęła nóż. Następnie wróciła do góry gdzie spałem. To, co zobaczyłem zmroziło mi krew w żyłach.
Potwór stał w kącie naszego pokoju i pokazywał na mnie a z jego ust dało się słyszeć tylko jedno słowo.
-Zabij
Moja narzeczona podeszła do mnie z nożem w ręku i sprawnym ruchem podcięła mi gardło. Nie zdążyłem się nawet obudzić, bo wbiła mi dodatkowo nóż w klatkę piersiową. Potwór się uśmiechnął i zniknął. Po chwili wrócił i na podłogę upadł młody mężczyzna. Jak zobaczył Nimi, to  przeraził się i zaczął ją przepraszać. Domyśliłem się, że to ten, kto ją skrzywdził. Ten sam, który odebrał mi mojego synka. -Ty kurwo.-Zakrzyczałem, ale to bez sensu skoro jestem duchem a oni mnie nie słyszą. Chciałem coś mu zrobić, ale bardziej mnie martwiła Nimi i ten potwór. Rzuciła się na niego i jego również spotkał ten sam los co mnie. Akume z ciemności to bawiło. Wykonał dziwny gest ręką w stronę kobiety a ta nagle sama odebrała sobie życie. Patrzyłem na masakrę, która się tu odbyła. Wtedy poczułem znowu to uczucie czyjegoś wzroku na sobie. Spojrzałem, a to ten potwór patrzył w moją stronę i ujawnił swoje kły. Nagle poczułem, że zaczynam znikać. Ostatnie co usłyszałem to jedno zdanie. -Czekam tutaj.
~~~~
Obudziłem się. Leżałem zabandażowany. Zorientowałem się, że jestem nadal w świątyni. Wstałem i zobaczyłem Niyumi siedzącą na kolanach jakiegoś białowłosego faceta. Widać jej bóstwo.
-Witaj jestem Kiyuki a ty ? -Skierował pytanie do mnie.
-Yuudai. -Rzuciłem na szybko i skierowałem się do drzwi.
Przez moją głowę przeszły wszystkie wspomnienia. Poczułem ból, smutek, rozpacz i chęć zemsty. Spojrzałem znowu na Niyu. Zdecydowanie różniła się tylko oczami. Na to wspomnienie z moich oczu poszło parę kropel łez. Podszedłem do nich i uniosłem rękę w celu pogłaskania jej, lecz zatrzymałem się nad jej głową.
-Przepraszam za tamto.
Odszedłem od nich i stałem jeszcze w drzwiach, przecierając łzy.
-Jak przeżyje, to może jeszcze się zobaczymy piękna.
Wyszedłem ze świątyni. Powstrzymałem ostatnie łzy. Miałem jeden cel teraz. Zemścić się za wszelką cenę.

<Niyumi ? > Ta faza na horrory zaczęła się XD.

1065 słowa