piątek, 21 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Szybko instynktowna reakcja, jaką było sięgnięcie po broń przez mężczyznę, mogła co prawda znaczyć wiele różnych rzeczy, ale Nex postanowił to brać za dobrą monetę przynajmniej na razie. Dlatego przyjął, iż wynikało to z zaskoczenia jego nagłym pojawieniem się i byciem gotowym mentalne do walki z akumami. Idąc tym tokiem rozumowania, wilk mógł liczyć przynajmniej na to, że nie da się wziąć z zaskoczenia demonom. Co się tyczyło wyboru samej broni to cóż... Ważniejsze niej samej było to czy psiak potrafi się nią efektywnie posługiwać. Wkrótce może dane mu będzie się o tym przekonać.
Cierpliwie odczekał, aż jego partner odzyska zimną krew i potwierdzi, czy był tym, kim przypuszczał, czy może doszło do jakiejś pomyłki. Do takowej jednak nie doszło i po krótkiej wymianie uprzejmości mogli przejść do bardziej istotnego tematu. Tutaj jednak spotkała go niespodzianka, bo Ma-chan posiadał dość konrektne, choć nic naprawdę mu niemówiące informacje na temat ich zwierzyny, oraz obszaru polowania. Był z tym jednak jeden problem.
- Mi nie powiedział nic na temat dzielnicy Ueono... Ba, nawet dobrze zrobił, bo rezyduje poza miastem i nawet nie wiem jaki obszar ta dzielnica zajmuje, czy nawet gdzie się znajduje - powiedział bez chwili wahania, czy choć krztyny skrępowania z lekkim rozbawieniem i po chwili wyciągnął zza pleców telefonom. Uruchomiwszy przeglądarkę wpisał hasło "Tokio dzielnica Ueno mapa" i zaczął szukać materiałów pomocniczych - Zgaduje, że to gdzieś w tej okolicy, tak?
Naturalnie miła świadomość, iż nie robił swym zachowaniem teraz dobrego wrażenia, ale nie potrzebował tej wiedzy na co dzień, więc jej nie posiadał, a udawanie, że wie coś, czego nie wie, nie było w jego stylu. Wolał mieć klarowną sytuację, nawet jeśli mógł wyjść przy tym na dzikusa, wieśniaka, ignoranta, czy idiotę.
Niestety wujek Google był mniej pomocny niż zazwyczaj i choć udało mu się po paru minutach znaleźć przewodnik po punktach turystycznych znajdujących się w Ueno to samej mapy dzielnicy nie specjalnie. Zbliżył się więc do Makoto stając obok niego i podsuwając ekran telefonu z uruchomioną mapą okolicy powiedział.
- Google niestety jest mniej pomocny niż chciałbym. Pokażesz mi mniej więcej, o jakim obszarze mówimy?

345 słów

czwartek, 20 września 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Wilk nie wiedział, jak w sumie do tego doszło, ale zgodził się pomóc jakiemuś staruszkowi w rozprawieniu się z akum'ami, które miały nękać jakieś dzieci. Naturalnie, gdy mówię o staruszku, to mowa o bogu o postaci ciepło uśmiechniętego starszego pana rzekomo sprawującego pieczę nad dziećmi. Z tego, co zauważył, posiadał on nawet własną dwójkę chowańców, ale postanowił poprosić jego o pomoc. Kogoś zupełnie jemu obcego, ale czy było to naprawdę coś niezwykłego? Wręcz przeciwnie, bo gdyby któryś z jego chowańców został zabity to i on umrze. Dla Nex'a dziwne było to, że więcej bogów nie decydowało się na korzystanie z usług chowańców bez kontraktu, a jedyny powód, jaki przychodził mu na myśl to "bezwzględne posłuszeństwo".
Nie rozdrabniając się jednak nad tym, co nie miało dla niego znaczenia, postanowił się przyjąć to zlecenie. Nie spodziewał się po nim za wiele skoro akumy zdecydowały się dokuczać dzieciom, a nie dorosłym, i na dodatek nie było jeszcze ofiar, ale jak zawsze musiał być haczyk... A było nim to, że miał to robić razem z kimś jeszcze. Może była to kwestia braku zaufania do niego albo braku wiary w jego umiejętności. Jednak ponownie nie było to coś, nad czym dłuższe rozmyślanie miałoby jakikolwiek sens. Po prostu o wyznaczonym czasie zjawił się w wyznaczonym miejscu i... Jego partner już czekał.
- Makoto? - zapytał, podchodząc do chowańca i starając się ocenić czego się po nim spodziewać, ale było to trudne. Z jednej strony nie wyglądał, na takiego kto złamie się z powodu silniejszego podmuchu wiatru, a jeśliby chciał, to powinien też umieć przywalić, ale... Prawdziwa siła chowańców leżała w tym, jaki talent posiadali i jak nim się posługiwali. Tego zaś nie dało się odgadnąć, patrząc na jego postać, czy z samego zapachu psa, jaki go otaczał.

291 słów

wtorek, 18 września 2018

Patron Poległych - Duncan


Imię: Duncan 
Przezwisko: Rycerz
Typ Patrona: Patron Poległych. Odpowiada za tą część ludzi którzy polegli w walce. Żołnierze zazwyczaj proszą aby odwrócił od nich wzrok podczas walki. Gdy zostaną natomiast ranni proszą o godną śmierć. Oczywiście nie ma mocy jej niesienia lecz towarzyszenia umierającym osobom. 
Płeć: Męska.
Liczba Wierzących: 451 ( Nowe Bóstwo )

Jest cichy i spokojny niczym tafla jeziora. Ciężko idzie coś odczytać zza jego hełmu. Z twarzy czasami również jest trudno cokolwiek odgadnąć. Jeśli udało Ci się zobaczyć jego twarz to również wiesz jak wtedy tafla jeziora zostaje wzburzona. Jak twarz wykrzywia grymas niemalże fizycznego bólu. A z ust padają słowa o wiele bardziej agresywne, niż osądziłeś o to hełm. Jeśli ma przeżywać jakiekolwiek emocje zarówno te smutne jak i te wesołe to woli przeżywać je w samotności. Szczególnie te smutne. Nienawidzi swojej słabości i wspomnień. Nienawidzi swojej twarzy. Za to chce ulżyć osobom które powoli zbliżają się do śmierci. Wie ile wycierpieli i nie chce aby po prostu odchodzili sami. Często też pomaga w tej krainie gdzie się teraz znajduje. Jednak gdy nawet podziękujesz za pomoc nie spodziewaj się z jego strony jakiejkolwiek odpowiedzi. Bardzo rzadko odzywa się na forum społecznym będąc cichym strażnikiem. Bez swego hełmu widać wszystkie emocje na jego twarzy. Wszystko o czym myśli. Można by rzec, iż wtedy jest innym człowiekiem. Dlatego też nienawidzi być bez niego. Przez swoją pozycję “strażnika” często jest gotowy poświęcić się dla kogoś kto tego potrzebuje. Bezmyślnie, niczym maszyna która została do tego celu stworzona. Bo dla Niego życie innych jest najważniejsze. W tym Bogów, Chowańców, Patronów i Broni. 

Twarz: Nienawidzi jej.  Jedna tęczówka błękitna niczym jego zbroja. Drugie oko kompletnie inne z czarnym białkiem i złotą tęczówką. Blizny po lewej stronie nie dające o sobie zapomnieć przy każdej próbie grymasu. Delikatny zarost, parodniowy, który chyba zawsze mu towarzyszy. Pierwsze co widzisz to jest jego hełm a nie brwi odchylone w zdziwieniu.
Włosy: Rude, czerwone, wiśniowe. Puszą się niczym lwa grzywa i nie potrafi z tym nic zrobić. Zbyt krótkie aby zebrać je w kucyk i zbyt długie aby nic z nimi nie robić. Żyjące po prawdzie własnym życiem bo przecież formuje je chociaż trochę tylko hełm. 
Postura: Szczupłe 198 centymetrów. Ćwiczy siłą rzeczy gdyż zbroja również swoje waży. Mięśnie dobrze wyrzeźbione. 
Inne: Blada cera niezwykle podatna na wszelkiego rodzaju sińce czy wszelkiego rodzaju inne rany. Całe jego ciało pokryte jest wieloma bliznami, mniejszymi czy też większymi. Wciąż przybywają nowe. Wiecznie posiniaczony jakby bez ustanku się bił. Oczywiście raczej nikomu nie będzie dane ich zobaczyć. Przez praktycznie cały czas Duncan porusza się w pełnej zbroi. Szczególnie w miejscach gdzie może kogoś spotkać. 

Chowaniec: Brak.
Broń: Brak.
Przyjaciele: Brak. Zostali ludzie bez imion. Obrazy. 
Wrogowie: Chciałby ich nie mieć ale to nieuniknione. Dlaczego więc tak bardzo bolą?
Druga połówka: Brak. Czy może… 

►Dużo ćwiczy walki mieczem i tarczą. 
►Dba z czułością o cały swój rynsztunek. 
►Uwielbia słuchać jak ktoś śpiewa bądź gra. 
►Potrafi rewelacyjnie gotować i piec co również udaje mu się skrzętnie ukryć. 
►Uwielbia kwiaty. Przy jego świątyni zawsze ich pełno. Może dlatego roznosi za sobą ich zapach. Podobno każdy czuje co innego. 
►Gdy uda się mu upić nie idzie po nim tego w ogóle poznać dopóki nie zacznie mówić. Wtedy gada co mu ślina na język przyniesie. 
►Kocha medytować i spokój jaki to za sobą niesie. 
►Gdy umiera wielu ludzi naraz podczas walki, chodzi smutny. Wtedy zamyka się w swoich czterech ścianach. Nie wspomina zbyt dobrze wszelkich wojen ale zna je zbyt dobrze.
►Rzadko idzie wzbudzić w nim na tyle silne emocje ale gdy już to się uda może nawet zacząć się trząść. 
Operator: lordwmordewol@gmail.com


sobota, 15 września 2018

Od Asami CD Hibikiego "Dzienniki życia ziemskiego"


Kiedy Hibiki wybił drzwi, westchnęłam ciężko, drżąc z zimna. Otuliłam się bluzą mężczyzny, aby po chwili ujrzeć, jak ten wchodzi do budynku, aby tam się rozejrzeć. W slumsach to było normalne, że wszystkie domy były stare, niezadbane, a każda biedna osoba szukała miejsca do spania, aby czuć się bezpiecznie. Współczułam takim osobom, tak bardzo nie chciałam, aby ludzie cierpieli, ale cóż dziwnego w tym... Niektórzy pakują się w nałogi, inni w długi, inni bezmyślnie popełnili się przestępstw i szukają ratunku w miejscach, gdzie nikt ich szukać nie będzie. Tacy właśnie byli ludzie. Chciałam, aby nie było już walk na świecie, aby każdy był bezpieczny, aby każdy miał swój dom, mógł mieć własną rodzinę... Nie powinno to nikogo dziwić. Jestem patronką miłości, chcę miłości na świecie, chcę, aby każdy dzielił się miłością z innymi. Kiedy Hibiki podał mi dłoń, ujęłam ją, zaciskając lekko jego rękę. Bałam się, nie mogłam powiedzieć, że nie. Moje kimono było w złym stanie, ale wiedziałam, że przecież nie mogę oczekiwać nie wiadomo czego, skoro pada deszcz, jest błoto...
- Hibiki... Jak ustanie deszcz... Wrócimy do świątyni. - szepnęłam.
W momencie skończenia moich słów, wyskoczył na nas jakiś chłopak. Miał podkrążone oczy, rozszerzone źrenice... Już wiedziałam co się święci. Trafił się nam narkoman. Przełknęłam głośno ślinę, przerażona zaciskając dłonie na ramionach mojej broni.
- Witam parkę zakoochhaaanych! - krzyknął nieznajomy, zbliżając się do nas.
- Nie zbliżaj się. - powiedział Hibiki, kryjąc mnie za sobą.
Narkoman się zaśmiał, a kiedy chciał nas zaatakować, odciągnęłam Hibikiego na bok, abyśmy oboje uniknęli nagłego ataku. Przerażona cała drżałam, ale starałam się przezwyciężyć strach, aby obronić siebie i chłopaka.Nie mogłam pozwolić, aby któremukolwiek z nas stała się krzywda.
- Odejdź. - powiedzialam, ściskając ramię Hibikiego.
Chłopak jednak bez końca się śmiał i znowu się na nas rzucił.

<Hibiki?>

296 słów

Od Hibiki'ego Cd. Asami "Dziennik życia ziemskiego"


Drobne piąstki bogini zaciskały się kurczowo na mojej bluzie, a jej łzy delikatnie moczyły materiał. Nadal lekko ją obejmując, zsunąłem z ramion bluzę, którą następnie okryłem drżącą niebieskooką. Bogini miała rację. Należało znaleźć jakieś schronienie. Deszcz się wzmagał, a błyskawice co chwilę przecinały, ciężkie od chmur niebo. Schyliłem się i prawe ramię wsunąłem pod kolana dziewczyny, drugie zaś przesunąłem bardziej na jej plecy. Następnie podniosłem się, tym samym podnosząc boginię na tak zwaną “pannę młodą”. Przyciskając delikatnie jej drobne ciało do siebie, ruszyłem przed siebie prędkim krokiem. Musieliśmy jak najprędzej znaleźć jakiś opuszczony budynek czy coś w tym stylu.
Ciężkie krople deszczu uderzały w beton, wydając tym samym specyficzny dźwięk. Miałem wrażenie, że to niebo gra na ziemi. Temperatura powietrza znacznie spadła i teraz z moich ust wydobywały się obłoczki pary, który następnie znikały nad moją głową.
W końcu wszedłem między pierwsze budynki. Była to z pewnością typowa dzielnica biedy. Nieco spięty przycisnąłem boginie mocniej do siebie i niespokojnie przebiegłem wzrokiem po okolicznych budynkach. Gdzieś pod budynkiem siedział jakiś człowiek i mruczał nieprzerwanie niezrozumiałe słowa. Narkoman. Przeszedłem koło niego nieco prędzej i udałem się na dalsze poszukiwania. Szczerze mówiąc to, z całym szacunkiem dla bogini, zaczynało mi być ciężko. Mój oddech przyspieszył, płuca kłuły niemiłosiernie. Zacisnąłem zęby. Musiałem znaleźć schronienie.
Wreszcie w moje oczy rzucił się niski budynek z zapadniętym lekko dachem i wybitą szybą. Ze ściany zwisały poszarpane, przemoknięte, wyblakłe plakaty. Na chwilę postawiłam boginię na ziemi, a następnie zrobiłem coś co tak często kiedyś byłem zmuszony robić. Naparłem z całych sił na drzwi. jednak te nie chciały ustąpić. Najwyraźniej ktoś zabił je od środka. Cofnąłem się dwa kroki, po czym uderzyłem w drzwi z półobrotu. Te wypadły z zawiasów z trzaskiem i upadły do środka. Wszedłem powoli, pokazując bogini, aby sekundę poczekała. Przyjrzałem się uważnie wnętrzu, jednak kiedy nic podejrzanego nie zauważyłem, podałem niebieskookiej dłoń, zapraszając ją do wnętrza.


< Asami? Co ty na to? >

Liczba słów: 311

piątek, 14 września 2018

Od Shigeru cd. Akane "Magia słów"


Nie podobało mu się kompletnie, że w jego mieszkaniu znajduje się kompletnie obca mu osoba, jakby tego było mało, bóstwo. To były jego cztery ściany i tylko on w nich dotychczas przebywał, nigdy nie stanęła tutaj żadna inna stopa. Niemniej nie miał wyboru. Albo ona tu, albo on u niej. A z dwojga złego bardziej nie chciał zwiedzać świątyń. Wiadomo, co ta mała mogła sobie wymyślić, gdyby do niej zaszedł. Zignorował więc jej wszystkie uwagi i zachowania, nim rozpętała się między nimi kolejna wojna zniknął w swoim pokoju.
Włączył światło, bowiem znów zostawił okno zasłonięte i rozejrzał się po niedużym pomieszczeniu. Wolał żeby ta mała bogini tu nie zajrzała. Skoro jej zainteresowanie przyciągała mała karteczka, nie chciał nawet myśleć, co by zrobiła, gdyby zobaczyła ten papierowy bajzel. Już dawno powinien był to wszystko spalić, a nie zostawić od tak, by walało się po podłodze pomieszane gdzieniegdzie z ubraniami. Oczywiście nie oznaczało to, że poświęci cały dzień na ogarnięcie mieszkania.
Westchnął cicho i złapał za pozostawiony tu o poranku na krześle ręcznik, by choć trochę wysuszyć swoje futro. Po drodze zdążył nieco otrzepać się z wody, starał się z tym jednak nieco kryć, nie lubił, gdy ktoś widział go przy takich... zwierzęcych zachowaniach. Dlatego też nie wysuszył się nawet w połowie i obecnie odnosił wrażenie, że przemarzł do szpiku kości. Nie to co jasnowłosa, ta nawet jeśli również była mokra, to miała chociaż grubsze ubrania, które osłoniły ją przed zimnym wiatrem. Mogła nosić normalne kurtki, które zasłaniały jej ramiona, i buty.
Shigeru doprowadził się jako tako do porządku i zmienił ciuchy na suche starając się nie myśleć o gościu, który swoimi zachciankami wymusił wizytę w jego domu. Może i nie było to zbyt kulturalne ze strony białowłosego, jednak nie bardzo miał ochotę się z nią użerać. Chciał jak najszybciej dotrzeć do mieszkania, do ciepła, wysuszyć się i odzyskać swoją własność. Te działania nie przewidywały miłych rozmów, specjalnego traktowania. A nawet jeśli miałaby się do tego przyczepić... No jakby tak mógł zajmować się gościem ociekając wodą, jak jakaś durna kaczka. Wypadałoby pokazać klasę. Rzucił nienadające się aktualnie do noszenia ubrania na czekającą na pranie kupkę w rogu pokoju i powolnie, bo niechętnie, pokierował się do salonu i kuchni z zamiarem zrobienia herbaty.
Kiedy po jego powrocie do pomieszczenia patronka rzuciła w jego stronę kolejną uwagę warknął cicho. Nie odpowiedział jednak od razu, przyśpieszył kroku i wszedł do kuchni.
- Myślałem, że będziesz na tyle wścibska, że sama wszystko znajdziesz i zrobisz - rzucił kąśliwie nawet na nią nie zerknąwszy i przeczesał dłonią wilgotne włosy. Złapał w ciągle chłodne dłonie czajnik i nalał do niego wody. - Jednak bardziej zainteresowały cię inne rzeczy. Ale jeśli tak stawiamy sprawę.. - Uniósł przymrużony wzrok z blatu kuchennego i skupił go na dziewczynie. - Dam ci te rzeczy, jak oddasz mi kartkę.

Akane?
Liczba słów: 466

czwartek, 13 września 2018

Od Nao cd. Higekiego "Chwila ciszy"


Bóstwa zdecydowanie były zagadkowe. Nigdy nie wiedziałeś, co kryje się w ich głowach, co myślą o różnych sprawach. Wydawać by ci się mogło, że odgadłeś, któreś z nich chociaż częściowo i nagle znów cię zaskakiwały. Tak było między innymi teraz. Nao wiedział, że bogowie byli powiązani w jakiś sposób ze swoimi wiernymi, ale nie przyszło mu na myśl, że to mogło być aż tak łatwe. Słyszeć modlitwy w swojej głowie? Takie banalne, że nawet tego nie rozważył! Nie żeby jakoś często o tym rozmyślał, raz ja jakiś czas mu się to zdarzało. Kami było na tyle zaskakujące, że o jakby chciało się ten świat bardzo dokładnie poznać, to zajęłoby to pewnie kilka lat. On natomiast nie chciał poświęcać całych dni nad poszukiwaniem logiki w tym zakręconym świecie, w którym istniałeś albo dlatego, że ktoś cię wymyślił i zaczął się do ciebie modlić, albo umarłeś i zawitałeś tutaj z uszami, futrem, piórami, czy czymkolwiek innym, co wypadło akurat na twoją osobę.
Jakby Nao miał narzekać na cokolwiek to byłby do właśnie ten fakt. Stawanie się chowańcem przypominało trochę ruletkę. Trafiasz do jednej z pięciu grup. Inugami, Kitsune, Nekomaty, Bronie lub nieszczęsne Youkai. Dlaczego nieszczęsne? Bo o ile przy innych chowańcowych działach sprawa jest jasna, jesteś lisem, kotem itp. tutaj ruletka się powtarza. Możesz trafić wszystko. Jemu trafił się jeleń, nie zdziwiłby się, gdyby los zetknął go kiedyś z jakąś małpą albo chomikiem, ptasie duchy już widział. To było trochę śmieszne, a jednocześnie potrafiło przeszkadzać. Zależy jak te zwierzęce cechy odbijały się na ciele. Uszy i ogon to pestka, do zwierzęcych kończyn zamiast ludzkich pewnie ciężko jest się przyzwyczaić (wiedział to po sobie). Bardziej "dramatycznych" przypadków na szczęście nie widział, więc inne opcje nie przychodziły mu do głowy. Ale to była raczej analiza na jakiś dłuższy, nudny wieczór.
- Ależ nic nie szkodzi - odparł Higekiemu białowłosy i skinął głową. W tym samym momencie zganił się w myślach i starał powstrzymać przed śmiechem. Że też akurat teraz wzięło go na takie głupie przemyślenia. - Aokigahara? - powtórzył nazwę za bóstwem przypominając sobie ten tajemniczy, a jednocześnie piękny las.  - Naprawdę ciężko mi sobie wyobrazić osuwisko w tym miejscu.

Higeki?
Liczba słów: 356