środa, 28 listopada 2018

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


- Ale z tego, co mówisz nie jest to warto zachodu - stwierdził po chwili zastanowienia - Bo jeśli aby poczuć jakąkolwiek różnice muszę o niej wiedzieć. To taniej, równie smacznie, a znacznie prościej jest o tym nie wiedzieć, prawda?
W myśl ludowej mądrości "nie wiedza to błogosławieństwo" i choć tylko Makoto mógł stwierdzić, czy w istocie tak było to jakoś Nex po tej rozmowie stracił chęć do pogłębiania swej wiedzy w zakresie kulinarnym. W zupełności wystarczyło mu, że coś było smaczne, a całą resztę pozostawiał kucharzom i pasjonatom takim jak piesek.
- Czyli po całym tym przekonywaniu mnie, abym niczego nie niszczył będziemy liczyć na głupotę demonów i szczęście - mina Nexaron'a jasno dawała do zrozumienia, że liczył na coś więcej, skoro próbowano na nim wymusić jakieś zobowiązania - Rozumiesz, chyba że w takim wypadku pozostaje przy swoim i "postaram się uniknąć uszkodzenia eksponatów"...
Kładąc przy tym bardzo mocny nacisk na słowo "postaram się". Ktoś chyba uznał jednak, że dość już było tego gadania, bo jedna z akum zdecydował się opuścić swoją kryjówkę, może licząc, że skoro tak długo dywagowali na ten temat to byli po prostu słabi. Gdy wilk odwrócił się podążając za wzrokiem Makoto udało mu się dostrzec jak dość specyficzna czarna maź opuszcza coś, co musiało być kiedyś wspaniałą samurajską zbroją. O ile ich tak już wówczas nazywano. Maź ta jednak nie rozpadła się pluskiem na podłodze na skutek działania grawitacji, jak logika raczyła sugerować, a zdawała się utrzymywać formę swej niedawnej kryjówki. Oznaczało to, że mieli ze sobą samuraja w pełnym rynsztunku i uzbrojonego, ale składającego się z bliżej nieokreślonej czarnej masy.
- Ej... Nie widzisz, że rozmawiamy tutaj? - rzucił do "ofiary 1" jak już zdążył ochrzcić w swym umyśle akumę Nex, po czym odwrócił z powrotem do Makoto. Znowu przypatrywał mu się uważnie, ale tym razem spojrzenie było zgoła inne. Nie osądzał go za to, co proponował, jak to było wcześniej, a najzwyczajniej bacznie się przypatrywał, ciekaw jak zareaguje, na to nastąpi.
Zaczęło się dość niepozornie, ot dało się poczuć jak powietrze w pomieszczeniu, zostało wprawione w ruch. Tak jakby ktoś otworzył okno i powstał przeciąg. Wiatr jednak nieustannie i nieprzerwanie przybierał na sile, aż w końcu dało się słyszeć charakterystyczne wycie. Wtedy też dało się już wyraźnie dostrzec, że wiatr nie krążył bez celu, a zbierał się w jednym punkcie. Tuż przed ciałem akumy, lecz w powietrzu nadal nic nie było widocznego, więc nie sposób było dokładnie określić, co się działo gołym okiem. Minęła kolejna chwila i wiatr był na tyle silny, że zarówno demon, jak i Nex musieli się czegoś chwycić, aby nie zostać porwanym. Na nieszczęście ofiary 1 za blisko i nim zdążyła zareagować, niewidoczne okno cyklonu poderwało go z podłogi. To, co nastąpiło później najlepiej porównać do mielenia przez maszynkę do mięsa, z tym małym zastrzeżeniem, że wszystko, co zostało już przerobione, gdzieś znikało. Tak więc, na początek dało się dostrzec jak części klatki piersiowej, albo coś, co powinno nią być, oderwały się od demona, co ten podsumował piskliwym wyciem, a później cały proces tylko przybierał coraz bardziej na tempie. Kolejne części ciała wyginały się pod nienaturalnymi kątami i niemal dawało się słyszeć trzask kości, mięśni, ścięgien, czy czegokolwiek, z czego akumy były zbudowane. Całe było oprawione kakofonią krzyków ofiary 1, a przynajmniej tak było do momentu, aż urwało mu część czegoś, co miało być twarzą. Później była już tylko cisza, a gdy cała cienista postać zniknęła, to samo stało się źródłem oka cyklonu. Minęło zaledwie kilka sekund, ale mogli wrócić do rozmowy.

577 słów

Od Nexarona cd. Makoto "Przedszkolaki"


Oczywiście nic nie mogło być takie proste, bo byłoby za dobrze, prawda?
- A to nie jest tak, że tylko konkretne związki je uruchamiają? - zapytał na głos wilk, patrząc do góry i zastanawiając. Wiedział, jaka była ogólna zasada działania wykrywaczy dymy, ale tutaj to nie wystarczyło. Przypuszczał, że chodziło o wykrywanie jakichś związków chemicznych w powietrzu i po chwili doznał olśnienia.
- Chwilę, już sprawdzam jak one działają - uruchomił pospiesznie telefon, wszedł w internet i zaczął w wyszukiwarce wystukiwać interesujące go pytania. Potem naturalnie musiała nastać kilkuminutowa cisza, gdy starał się oddzielić to, co było warte uwagi od tego, co było w ich sytuacji bezużytecznego. Ostatecznie bogatszy już o odpowiednią wiedzę przemówił do swojego kolegi.
- Wyczytałem, że jest kilka rodzajów czujników, a nie wiem, które z nich konkretnie zamontowano tutaj... Mimo to bez względu na ich rodzaj jest źle, bo nie ma nawet znaczenia co będzie unosiło się w powietrzu, gdy odpalisz te kadzidełka, jeśli będzie tego za dużo system się włączy - wilk był szczerze zaskoczony jak bardzo wyszukane rozwiązania techniczne, zostały wykorzystane w pozornie tak prostych urządzeniach, ale zarazem popsuło mu to trochę humor - To jednak sprawia, że wracamy do punktu wyjścia. Jak chcesz wyciągnąć demony, jeśli skryją się w eksponatach?
Nex miał świadomość, że niemiłosiernie drążył ten temat, ale Makoto sam sobie był winny. Zależało mu na tym, aby nie było żadnych zniszczeń. Wilk rozejrzał się dookoła po sali, jakby licząc, że może i tym razem wpadnie na jakiś może nie genialny, ale przynajmniej pożyteczne w ich sytuacji pomysł. Niestety nic nie przyszło mu jak na złość do głowy. Ciężkie westchnienie wyrwało mu się z ust, gdy oparł się o jedną z gablot, przenosząc swoje spojrzenie z powrotem na psiaka.
- To, co robimy? - patrzył na niego twardo, bo niestety wypruł się z pomysłów. Mogliby niby zaryzykować, licząc na to, że nie rozprowadzą na tyle dymu, aby uruchomić alarm, ale ta rozmowa miała miejsce dlatego, że nie chcieli podejmować żadnego ryzyka.
- Wiem teraz, że to jakiś rodzaj wołowiny, a sądząc po tym, jak bardzo to podkreślasz pewnie nie taka, jaką znajdzie się w supermarkecie na przecenie... Warta jest swojej ceny?

349 słów

wtorek, 27 listopada 2018

Od Nexarona CD Eryi "Nie wyciągaj wilka z lasu"


Jak przystało na wczesną wiosnę, wieczory potrafił być jeszcze mroźne i ten właśnie do takich należał. Dawno jednak minęły już czasy, gdy ludzie z powodu pogody musieli zmieniać swoje plany. Wystarczyło, aby stosownie cieplej się ubrali i śmiało mogli iść na miasto się bawić. Nex pod tym względem miał trochę więcej możliwości niż przeciętny "Kowalski", bo poza narzuceniem czegoś więcej na grzbiet, mógł również wszystko z siebie zdjąć. Na ten właśnie drugi wariant tego dnia się zdecydował. Przybrawszy swą prawdziwą postać, miał pewność, że jego futro zapewni mu wystarczającą izolację, nawet jeśli temperatur miałaby nagle spaść o dwadzieścia lub więcej stopni, co w rzeczywistości nie było przecież możliwe. No... Chyba że jakiś chowaniec zdecydowałby się na spłatanie figla ludziom i nawet... Sam wilk po chwili zastanowienia już wiedział, jak mógłby doprowadzić do podobnego efektu. Pozostawało jednak pytanie, czy miał po co?
Odpowiedź zaś na nie to nie. Przynajmniej na razie wybrał się "na miasto" nie w takim celu. Zaznaczę w tej chwili, że zwrot "na miasto" należy rozumieć w tym wypadku bardziej dosłownie aniżeli zazwyczaj. Nie ciężko sobie przecież wyobrazić jaką panikę wywołałby pośród ludzi, przemieszczając się w tej postaci, nawet jeśli kilka chwil później mieliby o nim zupełnie zapomnieć. Zdecydował się zatem, że zamiast korzystać z ulic, dróg, ścieżek, deptaków będzie się poruszać po dachach budynków. O tak późnej porze na dachach budynków w centrum miasta ciężko byłoby kogoś spotkać.
Ta wycieczka miała oczywiście swój jasno określony cel. Było nim naturalnie polowanie na akumy. Nie dlatego jednak, że dostał takie zadanie od jakiegoś boga, który nie chciał/nie mógł wysłać własnych niewolników... Znaczy chowańców i nie dlatego, że czuł się zobowiązany do ochrony ładu, jaki bogowie w ten sposób wprowadzali na ziemi. Powód był bardziej przyziemny i prosty... Po prostu to lubił. Nexaron nie pamiętał swojego poprzedniego życia i szczerze mówiąc, w ogóle go ono nie interesowało, ale w związku z tym mógł tylko zgadywać, z czego takie upodobania u niego wynikały. Może jako człowiek musiał w sobie dusić emocje, którym teraz mógł w ten sposób dać upust i to w taki sposób, że nikt nie będzie miał do niego żalu. Jednocześnie zupełnie odwrotny scenariusz był równie prawdopodobny. Mam tu na myśli, że, mimo iż świat ludzi był względnie spokojny, to gdzieś zawsze toczona jest jakaś wojna i dlatego Nex mógł być jej częścią, a to, co robił teraz było "rutyną" do jakiej przywykł.
Rozważania te były jednak bezcelowe, bo Nex'owi najzwyczajniej to odpowiadało i dlatego zdecydował się na ten spacer. Z góry nie straszył niepotrzebnie ludzi ani akum, a samemu mógł ich swobodnie obserwować co się dzieje wokoło. Z czasem nawet dało to jakieś efekty. Przemierzając się w ten sposób po mieście w pewnej chwili dostrzegł na dole jednego ze "swoich". Chowańca z rogami na głowie biegnącego przez ulicę. Zwróciło to jego uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze prawie została przejechana przez jeden z samochodów, ale to nie było dziwne, skoro dorośli mieli kłopot z ich dostrzeżeniem. Po drugie i ważniejsze nie znalazłaby się tutaj o tej porze bez ważnego powodu. Znaczy się... Zakładając, że nie była jak on "bez pańska". Nie mając nic do stracenia, ruszył jej śladem. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Ledwo owieczka zdążyła wejść w boczną uliczkę, a za nią ruszył wielki czarny pies. Nex'owi nawet przemknęło przez myśl, że może to po prostu pies pasterski poszukuje zagubionej owieczki, ale szybko stwierdził, że to jednak nie pora na głupie żarty. Odczekawszy, aż będzie zbyt skupiony na wizji cielęcych kotletów, rzucił się na niego z góry, wgryzając głęboko w kark. Nie było to dość, aby od razu zabić demona, ale był to dobry początek, a fakt, że uliczka była wąska, utrudni jego zrzucenie.

611 słów

poniedziałek, 26 listopada 2018

Od Yuudaia CD Niyumi "Miejsce spoczynku"


W łazience stałem przez chwile skołowany. Pierwszy raz nie wiedziałem co czuć. Byłem wkurzony, zauroczony, podniecony i zdezorientowany. Dziwnie było się czuć przez nią poniżany, ale było coś w tym miłego. Zdjąłem szmaty, którymi byłem odziany. Przemyłem się w miarę jakoś, by nie było już czuć smrodu. Spojrzałem na siebie w lustrze. Strasznie zmizerniałem. Widać było, że głód zrobił swoje, bo już trochę nie jadłem, przez co strasznie schudłem. Zerknąłem na moje rany. Nie było sensu się nimi przejmować. Chciałem już wychodzić, ale nie wypada paradować z interesem na wierzchu. Otworzyłem lekko drzwi i wyjrzałem za nie. Nikogo nie widziałem, ale zawołałem.
-Em… Niyumi masz może coś do ubrania ? - Nie dostałem odpowiedzi, lecz po chwili z innego pomieszczenia wyszła dziewczyna.
-No przynajmniej już tak nie cuchniesz. Masz tu coś czystego do założenia. - Podała mi je, a ja unikałem jej wzroku. Przyjąłem od niej czyste ubranie i poszedłem się ubrać.
Gdy wyszedłem z łazienki, to w reszcie pomieszczeń panował półmrok. Naprzeciw łazienki stała Niyumi oparta o futrynę drzwi.
-Wyglądasz, jakbyś chciała się na mnie rzucić i mnie znowu pobić. -Ta tylko dalej spoglądała na mnie i podeszła bliżej.
-Powinnam cię wyrzucić, ale mam serce. Pokaże ci, gdzie będziesz spał. - Udałem się bez słowa za nią do pomieszczenia, gdzie stało posłanie i inne meble. Już chciała wychodzić, lecz ją zatrzymałem.
-Dziękuje ci raz jeszcze za wszystko. Wiele to dla mnie znaczy.
-Jak mówiłam mam serce. Jutro pójdziemy ci poszukać jakiegoś lokum. - Powiedziała to i wyszła. Stałem i gapiłem się w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał chowaniec. Westchnąłem i usiadłem na miejscu, gdzie miałem spać. Chciałem spać, lecz miałem za dużo emocji w sobie. Moje oko już nie wyrabiało, bo ciągle zmieniało kolor od szarego, co znaczyło zdezorientowanie po czerwony, który nie wiedziałem, co znaczy. Chciałem sięgnąć do kieszeni, lecz zapomniałem, że ubrania zostały w łazience. Wyszedłem i szybko się tam udałem, aczkolwiek po cichu. Znalazłem spodnie, które zostawiłem tam i w kieszeni znalazłem zgubę Mały dzwoneczek, z którym się nie rozstaje. Wróciłem do pokoju, lecz nie chciałem spać. Żeby nikogo nie budzić, wyszedłem po kryjomu i udałem się w miejsce, które zauważyłem wcześniej. Małe jeziorko. Usiadłem na brzegu i spojrzałem na gwiazdy. Było w nich coś hipnotyzującego dla mnie. Usłyszałem coś za sobą i odwróciłem się, lecz nic nie zobaczyłem. Kątem oka wydawało mi się, że widziałem białe włosy, ale stwierdziłem, że mi się zdaje. Wróciłem do oglądania jeziorka i z moich ust same zaczęły wydobywać się słowa piosenki. Siedziałem i śpiewałem. Jak skończyłem, postanowiłem wrócić. Zwłaszcza że trochę mnie bolały rany na plecach i rękach. Gdy już byłem wewnątrz świątyni, to myślałem, że będę zmęczony, lecz się myliłem. Nie chciało mi się nadal spać, ale moją uwagę przykuła wielka sala blisko mojego pokoiku. Wyglądała zwyczajnie poza tym, że była pusta a w niej stały miecze różnego rodzaju. Była to sala ćwiczeń. Nie myśląc, wziąłem miecz pierwszy z brzegu i zacząłem ćwiczyć, nieudolnie mi to niestety wychodziło. Nie umiałem walczyć. Nawet podczas walki z akumą się ośmieszyłem oraz użyłem mocy, której nie wiedziałem że mam. Chciałem się nauczyć walczyć, bo przecież Niyu nie będzie ciągle ze mną. Jak o tym pomyślałem, zasmuciłem się, oko zmieniło barwę i z całych sił zacząłem uderzać mieczem w słup do ćwiczeń. Wtedy stało się coś złego. Poczułem ból na plecach i się odwróciłem. Stała tam lisica z mieczem wystawionym w moim kierunku.
-Musisz mieć oczy dookoła głowy i nie wolno nigdy czuć ci się bezpiecznym. -Patrzyłem na nią zdezorientowany.
-Miecz wyżej. I nie daj się ponieść emocją, bo stracisz równowagę i koncentracje. -Wykonała szybki ruch, podcięła mi nogi i upadłem. Tylko się uśmiechnęła i podała mi rękę. Jak tylko ją ująłem, poczułem mieszaninę uczuć. Poczułem zimno w jej ręce, przeszedł mnie prąd zimna, lecz był on przyjemny. Niestety poczułem też ból w ramieniu. Zauważyłem, że przez koszulkę lekko przesiąka krew. Próbowałem to schować, lecz ona to zauważyła i znowu z niesamowitą szybkością była blisko i podniosła koszulkę.
-Możesz mi powiedzieć do cholery, czemu nie powiedziałeś o ranach ? -Była zła. Nie tylko z głosu, ale wręcz promieniowała złością.
-To nic takiego. -Chciałem się odsunąć, lecz ta mnie powstrzymała i usadowiła na ziemi, po czym podeszłą do małej szafki, w której kącie nie widziałem i wróciła z jakimiś buteleczkami oraz bandażami. Gdy szła w moją stronę, sięgnąłem ponownie do kieszeni i zauważyłem że gdzieś podziałem mój dzwoneczek. Chciałem wstać, lecz ta już była obok mnie więc siedziałem cierpliwie.
-Mogłeś powiedzieć, to bym cię opatrzyła. - Patrzyłem na nią, jak kładła wszystko na ziemi, po czym kucnęła obok mnie.

<Niyumi?>

751 słów

Od Mikleo CD Tarou i Victorii "Spotkanie Trojga"


 Patrzyłem się na tą całą sytuację z nie małym zaskoczeniem. O co tu tak w ogóle chodziło? Już na samym początku miałem dziwne podejrzenia co do odwiedzin Victorii, jednak teraz to podchodziło już pod przymusową obserwację mnie. Dlaczego? I jeszcze ten facet z rana na którego niechcący wylałem jego własne picie. On to zlecił? Kim on właściwie był, nie licząc faktu, że pewnie zajmował pozycję Bóstwa, albo Patrona.... Już wątpiłem, że jest Bronią skoro kobieta była tu z jego polecenia, a ona jest lisem. Właśnie... skoro ma już chowańca, to po co mnie obserwuje? Nie chce tu wchodzić między nich skoro tak wygląda ta sytuacja, a Vi zareagowała dość nerwowo. 
-N...Nie powinieneś czegoś z nią zrobić? Porozmawiać? Zabrać na lody? Cokolwiek? - Nie miałem pojęcia, czy ma zły dzień, czy taka jest z charakteru. Ciężko mi się rozmawiało z kobietami już za życia nie wspominając już tu, gdy większości jest bliżej do zwierząt niż człowieka.... Z reszta w moim przypadku było podobnie. Mimo to... cze chciałem znów angażować się w związek? Nadal... ją kochałem...i czułem, że ten żal za szybko nie zniknie z mojego serca.Na dodatek mogłem znów nawalić i przysporzyć drugiej osobie niepotrzebnych zmartwień.
-Ona jest uparta. Musi jej samo przejść. -Zamilkł na chwilę jakby się nad czymś zastanawiał. Skupił również spojrzenie na alejce, gdzie zniknęła za ścianą budynku. - Chociaż aż tak wkurzonej nigdy jej nie widziałem.
-Upór i rozdrażnienie to dwie inne rzeczy u kobiety - Mruknąłem nieco zażenowany z jego toku myślenia. Ogólnie Upór i złość to kompletnie inne rzeczy, wiec dlaczego nawiązywał je do siebie? To było bez sensu. - To tym bardziej powinieneś z nią porozmawiać zamiast uciekać.... - Pokręciłem głową sam dla siebie. Po co się wtrącałem? Miałem się nie wtrącać... więc po co to robię? Nic dobrego z tego nie wyniknie.  
- Ona teraz mnie nie chce widzieć. Jak pójdę to jeszcze mi się oberwie - Spojrzał na mnie z wyjątkową uwagą. On naprawdę mnie obserwuje, czy ja mam jakieś urojenia?... - Mogę iść ale to będzie twoja wina jak mi się oberwie. -Jego dłoń powędrowała w stronę  mojej głowy na której zresztą się zatrzymała. Dokładnie miedzy moimi uszami. Co to miało być? Było przyjemne, ale.. byłem po części człowiekiem, wiec nieco dziwnie jednocześnie. Na szczęście bożek cofnął rękę zapewne czując na moich włosach wilgoć. Nie panowałem nad nią nie ważne jak bardzo bym chciał. Przynajmniej nie wyglądam jak mokry pies, a tym bardziej nie pachnę jak on.
- Ale ... to twoja dziewczyna więc, czemu na mnie wine zwalisz? - Położyłem uszka po sobie patrząc na niego lekko z dystansem.  Naprawdę traciłem wiarę w tego osobnika.
- To nie jest moja dziewczyna. Ona jest tylko... moim chowańcem. W dodatku lekko upartym i wrednym. - Próbował powiedzieć to najspokojniej jak umiał, jednak coś mu nie wyszło. Czułem, że jednak nie mówi do końca prawdy, bądź naprawdę coś ze mną było nie tak. Do tego znowu zaczął mnie głaskać, a do tego za uchem...boże jak dobrze... Ale nie... nie może. Nie dam zrobić z siebie psa byle komu... jakkolwiek to brzmi. Lekko odtrąciłem jego rękę odchrząkując, by zaczął być poważny.
- Niby z jakiej racji wiesz, że ja nie dostanę od niej? - Uniosłem jedną brew dla bezpieczeństwa cofając się o krok. Widocznie był nieco zaskoczony moją reakcją, ale... może przestanie w końcu. Źle to wyglądało... naprawdę. 
-Bo w porównaniu do mnie jesteś uroczy ,więc ci się nic nie stanie. - Uśmiechnął się niewinnie, a ja w tym momencie straciłem resztę wiary w to bóstwo. Ma idiotyczny tok myślenia skoro stwierdził, że jestem słodki i przez to lisica na pewno mnie nie uderzy. Westchnąłem zrezygnowany odwracając się w stronę, gdzie zniknął chowaniec jednocześnie nie pozwalając mu gapić się na moje oczy. To było krępujące... i to tak bardzo. 
- Nie gwarantuje, że zdziałam cokolwiek. Jednak wiedz, że kopiesz pod sobą dołek , bo wysyłasz mnie jako pośrednika... obcą osobę. Źle wypadniesz w jej oczach - Skrzyżowałem ręce na piersi posyłając mu jeszcze jedno krótkie spojrzenie.
-Wiesz. Mogę iść... Ale wtedy będziesz mnie mieć na sumieniu. - Spojrzał na mnie pewny swoich słów. On naprawdę mówi poważnie? To jakieś żarty...ona nie może być aż tak niebezpieczna...  - Twoja decyzja czy mam iść ,czy ty chcesz.
 - Ja ci od początku... ugh - Jęknąłem cicho załamany. Poczucie winy dawało o sobie znać... czemu ja musiałem być tym miłym i dobrym? Nie potrafiłem mówić nie... nawet w tej sytuacji, choć jasno wiedziałem, że to źle by się skończyło.... z reszta jak tamtego wieczoru. Pokręciłem szybko głową odrzucając te wspomnienia. Nie czas na nie...choć były bardzo podobne. I tu i tu było niebezpiecznie... ale co innego było zagrożeniem. - I.... idź. Ja będę z tyłu was obserwować - Mruknąłem ostatecznie cicho i objąłem się ramionami czując lekkie dreszcze. Naprawdę... wtrącanie się w końcu też mnie zabije. A jak nie to, to na pewno jakaś dziewczyna ... albo właśnie dzisiejszego dnia Victoria jak się skapnie, że siedzę gdzieś z boku i podsłuchuje.

<Tarou?>

806 słów.

Od Eryi DO Nexarona "Nie wywołuj wilka z lasu"

Blade, słabe światło skrywającego się za gęstymi chmurami księżyca, od czasu do czasu łagodnie opadało na nieznacznie oświetlone, spokojnie obrzeża miasta. Delikatny powiew wiatru od czasu do czasu podrywał w swoje objęcia panoszące się na ulicy niepotrzebne ulotki oraz inne, równie niepotrzebne śmieci, tworząc przy tym przyjemny dla ucha szelest. Miasteczko mogłoby się wydawać spokojnym, żyjącym powolnym, swoim własnym, wyznaczonym przez siebie toku miejscem. Nie było jednak nic bardziej mylnego. Zaledwie kilka przecznic dalej od zasadniczo spokojnej okolicy, rozpoczynały się zaczątki wielkiej metropolii, która jeszcze nigdy nie poznała dokładnej definicji spokoju czy też odpoczynku.  Nawet ta noc, która była raczej chłodna w porównaniu do tych, które panowały w wiosnę, nie odpędzała tłumu ludzi, którzy mieli w planach dobrze się zabawić. Siedząc na schodkach prowadzących do wejścia jakiegoś bloku, Erya obserwowała znajdujące się na końcu ulicy, stale zmieniające kolor neonowe światła, które zapraszały do reklamowanych przez siebie lokali, wokół których powoli zaczynali tłoczyć się ludzie. Ta, nie dbała jednak o mijających ją ludzi, którzy i tak jej nawet nie zauważali, a tym bardziej o możliwą formę rozrywki. Jej myśli już dawno podołały odpłynąć w kompletnie inne, odległe miejsce, pozostawiając dziewczynę kompletnie apatyczną wobec otaczającej jej rzeczywistości. Oddalone żywe konwersacje, głośna muzyka, odgłosy przejeżdżających nieopodal samochodów; wszystko to zdawało się nieistotne, choć nie było to zbytnio zaskakującym faktem. Dziewczyna od dawien dawna miała zwyczaj ignorowania tego, co uznawała za nudne bądź zwyczajnie niewarte uwagi, nieważne, czy byłoby to coś z życia codziennego wzięte, czy też byłaby to najzwyklejsza błaha konwersacja. Jednak mimo wszystko lubiła tutaj przychodzić, na Ziemię. Czuła wtedy, że jest bliżej paradujących wokoło niej ludzi i że może jeszcze raz poczuje jak to było być jednym z nich. Dziewczyna kompletnie nie pamiętała swojej śmierci, a nawet urywków wspomnień z życia w tym miejscu. Swoją rodzinę, przyjaciół oraz osoby bliskie jej sercu, widziała jak przez mgłę, gdzie twarze stały się bezkształtną mgłą, a głosy odległe i niezrozumiałe. Czasem próbowała wyjaśnić sobie swoją amnezję, podsuwając argument, że musi być jakiś ważny powód, dlaczego jej umysł ogarnęła całkowita zaćma. Jednak wtedy jej nadmiernie ciekawska natura dorzuca swoje trzy grosze, powodując, że nie jest w stanie przestać myśleć o tym, co się faktycznie stało w ten pamiętny dzień. Wtem nagły, głuchy łoskot skutecznie wyrwał ją z dalszego snu na jawie. Wciąż oplątana swoimi myślami, rozejrzała się zdezorientowana, próbując zlokalizować źródło hałasu. Napotykając jednak jedynie ulicę w niezmiennym stanie, zatopioną w odgłosach nocnego życia miasta, zmarszczyła nieco brwi. Coś było nie w porządku, jednak co było przyczyną chwilowego zakłócenia spokoju, który jeszcze przed chwilą tutaj panował? Wyobraźnia na pewno nie płatała jej figli, a nawet jeśli to wciąż wypadałoby to sprawdzić. Podnosząc się stopniowo na równe nogi, ponownie rozejrzała się na boki. Nic się nie wyróżniało, a przynajmniej takie było jej przekonanie. Ani mijający ją przechodnie, ani najbliższe otoczenie nie miało w sobie niczego szczególnego. Wciąż była to ta sama ruchliwa ulica, co przed chwilą,a potencjalny sprawca nie pozostawił po sobie ani śladu. Nieprzekonana sytuacją, Erya pośpiesznie zeskoczyła z drugiego schodka, na którym właśnie się znajdowała i właśnie wtedy podejrzany dźwięk rozległ się ponownie, jednak tym razem dziewczynie udało się doszukać miejsca, z którego się wydobył. Było to w okolicy zamkniętego już sklepiku po przeciwnej stronie ulicy, gdzie najpewniej chodziło o alejkę obok niego. Pozwalając, aby zainteresowanie wzięło nad nią górę, dziewczyna zaczęła kierować się w stronę podejrzanej lokacji. Po rozejrzeniu się w obie strony, Erya przebiegła prędko na drugą stronę ulicy. Niezwykle irytującą sprawą jest fakt, że ludzie są w stanie dostrzec takich jak ona, przez co bardzo łatwo jest o dorobienie się o kolizję z nadjeżdżającym z naprzeciwka pojazdem, a to do przyjemnych nie należy. Będąc ostrożna, aby przypadkiem nie wpaść na jakiegoś przechodnia, dziewczyna wparowała do alejki. Nie była ona zbytnio szczególna; już przy samym wejściu znajdowały się porozwalane dookoła śmieci, leżące pod ścianą ozdobioną graffiti wykonanymi przez lokalne bachory odłamki szkła, a do tego słabe światło psującej się już latarni, które było głównym czynnikiem w tworzeniu jej stereotypowego wyglądu. Powoli zagłębiając się w czeluści uliczki, do jej uszu po raz wtóry doszły podejrzane odgłosy. Zaciekawiona, jedynie przyspieszyła kroku, wciąż chcą dowiedzieć co takiego urządza sobie tutaj biesiadę. Kiedy dziwne szmery dochodziły tuż zza rogu, Eryę zdążył przepełnić czysty niepokój zmieszany ze stale rosnącym zainteresowaniem. Kto wie co mogło czyhać za rogiem? Akuma? Choć równie dobrze, zamiast niej mogło być to jakieś bezpańskie zwierzę, które panoszyło się po śmietnikach w poszukiwaniu resztek jedzenia. Ewentualnie mógł to być nieszczęśnik prosto z pobliskiego baru, któremu procenty zbyt szybko skoczyły do głowy, a teraz nieudolnie starał się powrócić do domu, przy okazji wpadając na wszystkich i wszystko. Nie chcąc jednak ryzykować możliwego spotkania z paskudą, zdjęła rękawiczki, gdyż jej przypadku niemożliwe jest korzystanie z jej umiejętności, podczas  gdy jej dłonie są w jakikolwiek sposób zasłonięte. Czasem bywa to uciążliwe, aczkolwiek pociesza się myślą, że jest to swego rodzaju ukryta umiejętność, której nikt się nie spodziewa. Biorąc się w końcu w garść, zerknęła ostrożnie za róg. Już wtedy uświadomiła sobie, że jej obawy związane ze spotkaniem akumy były błędne, bowiem w przewróconym koszu na śmieci buszował w najlepsze jakiś kudłacz, zwany również pod inną, powszechnie znaną nazwą kota dachowca. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, wiedząc, że nie będzie musiała walczyć z żadnymi paszczurami. Szybko przegoniła zwierzaka, który jeszcze perfidnie syknął na nią w formie pożegnania. Już chciała z powrotem założyć rękawiczki, gdyż z powodu panującego obecnie zimna jej ręce stały się sine i sztywne. Kiedy już miała wykonać tak długo oczekiwaną czynność, zza jej pleców rozległ się nieprzyjemny dla ucha odgłos. Przypomniał on stopniowo nasilające się gulgotanie, które pewnie sprawiłoby, że na głowie niejednej osoby zjeżyłby się włos. Erya powoli obróciła się, tylko po to, aby w głębi nieoświetlonej części alejki dostrzec dwa duże, złote ślepia, patrzące prosto na nią. Po chwili kreatura zaczęła powoli zbliżać się do chowańca, ukazując przy tym swoje prawdziwe oblicze. Było to coś na kształt sporej wielkości zdeformowanego psa połączonego z glutowatą breją. Świetnie. Wybornie. Wyśmienicie wręcz. Lepiej się nie dało! Właśnie wtedy ostatka życia żarówki wyzionęła ducha, powodując, że jedyne źródło światła właśnie zniknęło. Znakomicie, jednak się dało.

<Nexaron? Wybacz, że taki słaby początek, potem będzie lepiej :'D>

1008  słów 

środa, 21 listopada 2018

Rozwiązanie eventu halloweenowego!

Z góry już przepraszam, za to.... trochę długie opóźnienie XD Tak więc no....
Dziękuje wszystkim osobą za udział w naszym evencie ;w; Dotarły do nas 3 pracę, które zostały już przeze mnie rozpatrzone, choć... każdy z naszych uczestników zdobywa główną nagrodę ;w;
Wszystkie pracę były oddane przez inną klasę dlatego każdy otrzyma rangę w górę przy następnym podliczeniu jak i podwójne punkty za cały trud i chęci.

Shigeru... ty rozwaliłeś wszystko i będziemy rozmawiać z Gami ile ci przydzielimy za piękne 4400 słów x-x 

Tak więc jeszcze raz dziękujemy za udział i mogę gwarantować następne eventy, gdy tylko nadarzy się jakaś okazja ;w;

~Yuki aka Shin