czwartek, 22 lutego 2018
Od Niyumi CD Kiyuki'ego "Papierowy Żuraw"
Leniwie przekręciłam się na drugi bok, nadal tuląc się do własnego ogona. Zastrzygłam lekko uszami, wsłuchując się w poranny śpiew ptaków za niedomkniętym oknem. Zapewne było już bliżej południa aniżeli ranka, ale niespecjalnie się tym przejmowałam. Wróciliśmy z Yuki'm dość późno, więc obstawiałam, że on także jeszcze smacznie chrapie w swojej sypialni. Dlatego spokojnie przekręciłam się z powrotem na lewy bok.
Po chwili otworzyłam oczy tak szeroko jak tylko mogłam, uświadamiając sobie, że to przecież jest Yuki. Natychmiast zerwałam się na równe nogi, wybiegając ze swojego pokoju. Szybko zaglądnęłam do pustej sypialni bóstwa, po czym sprawdziłam resztę świątyni łącznie z tarasem, ostatecznie wchodząc do kuchni.Przy okazji dowiedziałam się, że nie było wcale tak późno jak podejrzewałam początkowo.
Nie było go, nigdzie. Spojrzałam na przygotowane śniadanie ze stojącym obok papierowym żurawiem, który trzymał w dziobie karteczkę. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam krótki tekst, który miał na celu mnie uspokoić, a zrobił coś zupełnie odwrotnego. Czy spodziewałam się tego, że Kiyuki z samego rana zniknie? Absolutnie nie. Czy powinnam się tego spodziewać? Z całą pewnością.
Westchnęłam ciężko, zabierając talerz z jedzeniem na taras. Jakoś dziwnie pusto się nagle zrobiło bez bóstwa sprawiedliwości. Nawet jeśli dobrze wiedziałam, że wyszedł tylko się przejść, coś kupić czy załatwić i w dalszym ciągu przebywał w wymiarze Kami. Przynajmniej taką miałam nadzieję.
Odsunęłam od siebie prawie nienaruszony talerz i podniosłam się na proste nogi, kierując swoje kroki do wyjścia z ogrodu. Za bardzo się o niego martwiłam, nie mogłam skupić myśli ani nawet przełknąć jedzenia. Musiałam sprawdzić czy jest bezpieczny, czy jest w Kami. Przynajmniej zobaczyć to z daleka.
Tuż za bramą świątynnego ogrodu przybrałam postać białego lisa i na czterech łapach, których swoją drogą dawno już nie używałam, pomknęłam w stronę miasta. Yuki mógł być praktycznie wszędzie, jednak najpierw postanowiłam sprawdzić najbardziej prawdopodobne miejsce, jakim było właśnie miasto. Nim dotarłam do zabudowań trochę się zdyszałam, co mnie w sumie zdziwiło. Jak to było możliwe, że w pół-ludzkiej formie miałam lepszą kondycję niż pod postacią zwierzęcia?
Truchtałam spokojnie główną ulicą, przyglądając się poszczególnym osobom jakie mnie mijały, jednak w żadnej z nich nie rozpoznałam Yuki'ego. Za to rozpoznałam Guerrę, z którą nie miałam okazji się od dawna widzieć. Zielonowłosa dziewczynka, dosłownie dziewczynka rzuciła się z szerokim uśmiechem w moją stronę. Pisnęłam zdziwiona, kiedy jej ręce zacisnęły się wokół mojej szyi. No tak, zapomniałam, że jako jedna z nielicznych widziała mnie już chyba we wszystkich możliwych stanach, włączając w to lisią formę.
Polizałam ją po policzku, machając ogonem na wszystkie strony, a po chwili stanęłam na dwóch nogach, prostując kręgosłup z jękiem. Powinnam częściej zmieniać postać... Uśmiechnęłam się, mierzwiąc jej włosy na czubku głowy.
- Nie mignął ci przypadkiem gdzieś Kiyuki? - Rozglądnęłam się dookoła, jakby mężczyzna miał się pojawić magicznie przywołany przez własne imię.
- Kiyuki? Chodzi ci o to białowłose bóstwo sprawiedliwości? - Skrzywiła się lekko, na co ja tylko skinęłam głową, starając się odsunąć od siebie chęć uderzenia jej, za potraktowanie go jak rzecz. - Zdawało się, że widziałam go w parku. Chociaż nie jestem pewna jak on wygląda, więc mogę się mylić.
Byłam wdzięczna i za taką informację. Po krótkiej wymianie zdań z Guerrą i obietnicy, że zobaczymy się w najbliższych dniach, by na spokojnie spędzić ze sobą czas, udałam się w stronę parku. Na moje szczęście nie było tam wielkiego tłumu, była na to zdecydowanie zbyt wczesna pora, dlatego wypatrzenie go z jakąś drugą osobą na ławce nie sprawiło mi szczególnego problemu.
Schowałam się za drzewem, by być pewną, że mnie nie zauważy. W końcu jakby to wyglądało? Jakbym go szpiegowała, a przecież... A przecież dokładnie to teraz robisz. Westchnęłam cicho, zaciskając palce na chropowatej korze drzewa. Chcę się tylko upewnić, że nic mu nie grozi. Przełknęłam ślinę, czując, że mimo wszystko nie powinnam tak robić, tylko zaufać swojemu bóstwu. Ale prawdą było, że pełne zaufanie do kogokolwiek przychodziło mi naprawdę ciężko...
Przyjrzałam się tej drugiej osobie uważnie, a kiedy zrozumiałam, że to kobieta, aż cofnęłam się o krok. Dlaczego tak zareagowałam? I dlaczego to... zabolało...? Przemieniłam się w lisa szybciej niż ktokolwiek mógł to zauważyć i pędem pobiegłam w stronę świątyni. Nie rozumiałam ani trochę tego jak zareagowałam na ten widok, przecież Kiyuki miał prawo, pełne prawo spotykać się z kimkolwiek chciał. Ze mną wiązał go tylko kontrakt. Nie byłam dla niego nikim poza chowańcem, którego zadaniem było chronienie go i dbanie o świątynię.
Wróciłam na taras, ale nie miałam już nawet najmniejszych chęci, by coś zjeść, dlatego odniosłam talerz do kuchni, po czym zaszyłam się w swoim pokoju. Białowłosy wrócił dopiero koło południa, co słyszałam bardzo wyraźnie. Do tego czasu nie zrobiłam za wiele, zajęłam się właściwie tylko poprawianiem niedociągnięć w naściennym obrazie. Kiyuki zajrzał do mojego pokoju zaraz po przyjściu, lecz nie poświęciłam mu zbyt wiele uwagi, dlatego dość szybko się wycofał. Zapewne zdziwiła go moja postawa, jeszcze nigdy nie zachowywałam się w ten sposób wobec niego.
Nie było mi z tym dobrze, z takim traktowaniem go, ale nie mogłam się przemóc, żeby widząc go, uśmiechnąć się i normalnie zachowywać. Po prostu nie potrafiłam, coś mnie blokowało i... Nie do końca wiedziałam co to było.
- Niyumi, mogłabyś mi pomóc? - Było już bliżej zachodu słońca, kiedy bóstwo sprawiedliwości po raz drugi tego dnia wypowiedziało moje imię. Podniosłam się z ziemi i otwierając powoli drzwi, wyszłam do głównego pomieszczenia, zastając tam Yuki'ego z trzema drewnianymi skrzynkami na rękach. Przez chwilę przyglądałam się temu jak się chwiał z powodu przypadkowego nadepnięcia na własną szatę. Nie mógł przez to zrobić kroku ani w przód, ani w tył, prawa noga zupełnie mu się zaplątała.
Westchnęłam cicho i kręcąc głową, zabrałam mężczyźnie pudła, żeby mógł się wyplątać. Niestety ten uznał ową chwilę za odpowiednią to rozpoczęcia rozmowy.
- Zostawiłem ci śniadanie rano, ale widziałem, że prawie w ogóle go nie tknęłaś. Wszystko w porządku? - Zerknął na mnie swoimi złotymi oczyma, których spojrzenia teraz unikałam.
- Tak.
- A jadłaś coś dzisiaj w ogóle? Nie zauważyłem, żebyś wychodziła z pokoju...
- Nie mam ochoty na jedzenie. - Odmruknęłam tylko, ściągając brwi. Kiyuki, proszę, zamilcz...
- Byłem w mieście rano i... - Urwał, gdy drewniane skrzynie spadły w hukiem na podłogę. Przez moment jeszcze stałam wyprostowana, po czym w ułamku sekundy zniknęłam za drzwiami swojego pokoju. Oparłam się o ścianę i zsunęłam po niej powoli na samą ziemię, podkulając nogi pod samą brodę.
Zakryłam twarz dłońmi, nie mając najmniejszej ochoty patrzeć na własny pokój, gdzie mogłam w metalowych elementach zobaczyć swoje odbicie. Dlaczego byłam o niego zazdrosna? I dlaczego to tak bolało...
Yuuuuukiii? >3<
Od Soushiego CD Kushiny "Gasnący Płomień"
Minuty mijały jak dnie, leżałem skulony na sofie w kłębek, nie chciałem patrzeć na ten świat nawet jednym przebłyskiem, miałem ochotę wejść pod ziemię. Nie miałem siły spojrzeć w jej oczy, wstydziłem się tego co zrobiłem, ale wspomnienia pełne bólu wracały, a obecny stan rzeczy się oddalał. Moje myśli krążyły wokół młodzieńczych lat pełnych walki i bólu mojej pierwszej miłości, która nie wytrzymywała momentami stresu, niejednokrotnie próbowałem jej pomóc i zawsze to się kończyło kłótnią i próbą zadrapania mnie.
Czekała mnie cała noc pełna przemyśleń i strachu, nie miałem chęci myśleć, ale nie mogłem zając się niczym innym, każdy ruch był niepewności i obawy wypadającego rudowłosego szatana z zakazanego pokoju. Było mi zimno, zszedłem z sofy i położyłem się na podłodze, na moje szczęście podłoga była z płytek, skuliłem się w kłębek, zapaliłem swoje ogony, spojrzałem pod siebie czy podłoga się pali, bogu dzięki mój ogień tylko mnie obejmował. Było mi ciepło i o wiele wygodniej niż na łóżku, nie leżałem w przejściu, Kushi zawsze może mnie obejść nie przeszkadzając mi w męczarni. Leżąc na tej podłodze zaczął wracać ból tej wielkiej blizny, może i mi nie przeszkadzała ciągle, ale momentami dawała o sobie znać. Ten przeklęty lis musi czuć coś podobnego, teraz w takim momencie musi to boleć, boże masz idealne wyczucie kiedy mi dowalić. Podczas życia może mi nie dawałeś okazji dowalić fizycznie, ale psychicznie to była zawsze okazja do popisu dla ciebie. Nie mogłem się pozbierać z tego co się niedawno stało. Ciało odmawiało posłuszeństwa, nie mogłem wstać, zapukać do pokoju Kushiny i ją przeprosić, nie miałem siły by zrobić coś podobnego. Jedyną możliwą opcją było czekanie na minięcie bólu i próba przeproszenia bogini, czas mijał a moje oczy nie chciały mnie wysłać w krainę snów, nadal leżałem skulony w kłębek, noc minęła a jedyne co usłyszałem to drzwi otwierających się drzwi pokoju bóstwa.
Kushi?
Od Kagehiry CD Shinaru ,,Zazdrość jest ślepa”
-Bardzo chętnie. Możemy tam się wybrać. Nie martw się. Obiecuję ci, że tym razem postaram się… Ostrzegać ciebie, kiedy ujrzę coś, co mnie zaniepokoi. W końcu teraz jesteś ze mną, prawda?- uśmiechnąłem się delikatnie, kładąc dłonie za sobą.
-Tak .... Póki kolejna śmierć nas nie rozłączy- uśmiechnął się zadowolony.
W moich oczach stanęły łzy. Zapomniałem o tym… Co, jeżeli obaj zginiemy? Nie chcę tego. Teraz, kiedy poczułem po raz pierwszy miłość, zacząłem dostrzegać jeszcze więcej zagrożeń. Pokręciłem głową, po czym mocno się przytuliłem do mojej broni. Serce przyspieszyło mi bicia, kiedy ten delikatnie położył dłonie na moich plecach, głaszcząc mnie po nich. Powstrzymywałem jak najdłużej mogłem łzy. Potem odsunąłem się delikatnie, biorąc głęboki, drżący wdech.
-J-Już możemy iść.
Delikatnie złapałem jego dłoń i pociągnąłem go za sobą. Czułem, że to, co nas czeka na ziemi, będzie nieciekawym doświadczeniem.
---
Dotarliśmy na ziemię. Wziąłem wdech, po czym rozejrzałem się. Było jeszcze jasno, przez co widziałem wiele ludzi chodzących wokół. Zacisnąłem troszeczkę mocniej dłoń blondyna, a ten się do mnie uśmiechnął. Po chwili ruszyliśmy do przodu. Zdałem się na moją broń. Mało wiedziałem w sumie o nim. Trzeba będzie poświęcić jeden dzień na takie coś. Rozglądałem się, pilnując się chłopaka. Nie mogłem się z nim zgubić. Nagle zaszliśmy… Na cmentarz? Podrapałem się po głowie, patrząc na Shinaru. Hm… Przyglądał się jednemu nagrobkowi z postawionym zniczem. Starałem się doczytać, czyj on jest, jednak… Nieskutecznie. Był bardzo niedokładny, a lata swoje zrobiły mimo wszystko. Nagle zechciał iść gdzieś indziej. Posłuchałem go, po czym ten ruszył szybciej. Wpadłem na kogoś. Była to kobieta oraz mężczyzna, w czarnych ubraniach i byli zapłakani. W oczach osobniczki widziałem żal, okropny żal. A oczy ojca były pełne smutku. Co się stało… Nie wiedziałem. Przecież byłem zwykłym bóstwem przeznaczenia… Nie wiedziałem, dlaczego byli tak załamani…
-Przepraszam państwa…-lekko się ukłoniłem, kiedy wstałem z ziemi.
-Oh... Przyszedłeś na grób naszego syna? Nie przypominam sobie by kiedyś cię przedstawiał nam – powiedziała zapłakana kobieta.
Była koło 40-stki i przyglądała mi się bardzo uważnie. Miała złote włosy i niebieskie oczy. Hm… Nieco mi przypomina Shina. Podrapałem się po głowie, patrząc na małą dziewczynkę, która stała u jej boku. Ta z kolei była przeurocza. Złote włoski miała związane w dwa kucyki i spoglądała na mnie niebieskimi oczkami. Lekko się zająknąłem.
-T-Tak… Przyszedłem na jego grób… Nie przedstawił mnie, bo poznaliśmy się krótko przed tragedią…-oszukałem ich.
-Oh... - kobieta spojrzała na swoja córeczkę, która teraz spoglądała na kamienny nagrobek.
-To straszne, co się stało…-szepnąłem cicho, z zakłopotaniem drapiąc się po karku.
-Mimo to jest bohaterem - uśmiechnęła się ciepło jak to miał w zwyczaju Shin.
-T-Też tak uważam…-zająknąłem się nieco, po czym westchnąłem.
-Coś się stało? - spytała nieco zaniepokojona.
-Nie… Po prostu to dla mnie ciężkie.
Chyba zasługuję na medal. Tak grać z tak dużym bólem serca. Pokręciłem głową, drapiąc się po karku. Dziewczynka wpatrywała się w miejsce, gdzie stał Shin. Widziała go? Zaniepokoiło mnie to.
-Pewnie jest mu teraz dobrze tam, gdzie jest.
-Tego jestem pewny…-powiedziałem nagle, uśmiechając się sam do siebie.-J-Jest teraz mu lepiej… Z-Ze mną…-dodałem bardzo, bardzo cicho.
-Mogę poznać twoje imię?-zapytała matka.
Zająknąłem się. Nie wiem, czy mogę jej powiedzieć prawdę. To może być potem problemem… Westchnąłem, po czym spojrzałem z trudem kobiecie w oczy.
-Mam na imię Isage, proszę pani.
-Miło mi cię poznać Isage. Jestem Hanori...a to jest Shiemi...młodsza siostra Shina, którą tamtego dnia ocalił.
Zaraz… S-Shina? To jest matka mojej broni? Popatrzyłem na dziewczynkę, która po chwili lekko się uśmiechnęła. Lekko zagubiony pokręciłem głową i spojrzałem na Shinaru. Patrzył na swoją rodzinę, nie odrywał spojrzenia.
-Przepraszam, muszę już iść. Do zobaczenia.-powiedziałem, po czym nie czekając na nic, ruszyłem w stronę blondyna.
Shin… Mam nadzieję, że będzie z tobą wszystko dobrze…
<Shin??>
środa, 21 lutego 2018
Od Aorine CD Asher'a "Przeciwieństwa się przyciągają"
Białe obłoki wolno poruszały się po błękitnym niebie. Nie wiedziałem gdzie jestem, ani co tu robię... po horyzont roznosiło się jedynie morze falującej zielonej trawy, zaś nade mną...na pagórku stało samotne drzewo. Rosło spokojnie pewnie przez stulecia, lecz nigdy nie zaznało bliskości kogoś innego. Taki krajobraz mógł być jedynie oznaką, że albo wtedy poległem, albo, że jedynie śnie. Nie znałem dokładnej odpowiedzi, więc nie zastanawiałem się długo nad tym. Podniosłem się do siadu, a dzięki temu udało mi się dostrzec coś jeszcze. Jakiś kawałek ode mnie wśród trawy leżała jeszcze jedna osoba odziana w czarny strój ze złotymi zdobieniami, a całość dopełniał czerwony jak ogień szalik. Wyglądała jak nieżywa, porcelanowa lalka sądząc po odcieniu skóry. Włosy ciemno brązowe upięte w kucyk rozkładały się na zieleni, a ja.... dopiero się ogarnąłem kim jest ta postać. Czerwone oczy skierowały się na mnie, a mnie przeszył lekki niepokój.
Asher? - ku mojemu zdziwieniu, nie mogłem nic powiedzieć. Jego imię głucho odbiło się mojej głowię, a on jedynie patrzył się na mnie spokojnie.
Poklepał miejsce obok, więc ostrożnie usiadłem spoglądając na oddalony horyzont. Ta cisza , jak widoki były piękne, lecz... nadal niczego nie wiedziałem.
Chowaniec podniósł się do siadu i również skierował wzrok w dal. Jak się spodziewałem z jego ust, też nie wydobywały się żądne słowa, a jedynie usta się poruszały. Nie mogłem odczytać co próbował mi przekazać... nie znałem go aż tak dobrze, choć ten Ash był niezwykle spokojny w moim towarzystwie. Czy to była wizja mojego idealnego chowańca? Możliwe... spokojny, wyrozumiały, opanowany, a przede wszystkim oddany. Taki właśnie był.
Uśmiechnąłem się lekko, gdy chłopak na mnie spojrzał, a jego ciepła dłoń dotknęła mojej. Wiedziałem, że tym świecie nic mi nie zrobi, więc w spokoju mogłem pozwolić na takie drobne gesty. Zamknąłem oczy czując promienie słońca wchodzących na moją twarz, lecz po chwili one zniknęły. Ponownie otworzyłem powieki by ujrzeć z bliska głęboką czerwień oczu. Wystraszyłem się lekko, a jednocześnie speszyłem. Za blisko... zupełnie jak tamtego wieczoru w lasku. Jego dłoń przeniosła się z mojej, na policzek, który delikatnie pogładziła. Nie mogłem się ruszyć...co się właściwie teraz odwaliło? Jego dotyk był kojący... wręcz przyjemny. Wbrew woli się w nią wtuliłem i pozwoliłem, aby ciemnowłosy bardziej się do mnie zbliżył, aż nie dzielił nas centymetr. Czułem jak tonę w odcieniu jego tęczówek... stałą się dla mnie hipnotyzująca... nie mogłem oderwać wzroku od niej. Oparł swoje czoło o moje, po czym przymknął oczy na chwilkę uwalniając mnie z pułapki. Chwało to jedynie ułamek sekundy, gdyż po chwili znów się zbliżył ....
- Ik! - Zerwałem się szybko do siadu czując po chwili silny ból w boku. Gdzie byłem? To chyba moja sypialnia... czyli tamto było jedynie pięknym, ale dziwnym snem... czyli żyję....a do tego jestem częściowo opatrzony. Mimo bandaży na moim ciele czułem wyraźnie, że coś jest nie tak. Potarłem zatoki odczuwając lekką migrenę. Pamiętałem co się wydarzyło, lecz film urywa mi się, po całej akcji. Nie wiedziałem jak się tu dostałem, choć w dobroduszność Ashera szczerze wątpiłem. To nie chłopak z mojego snu... on pewnie by uciekł przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Opuściłem nogi z łóżka, co skutkowały zawrotami głowy. Byłem osłabiony... na pewno przez tą dziwną fioletową narośl która pojawiła się też na moich dłoniach i karku. Rozrastała się co zdecydowanie było niepokojące. Musiałem szybko się jej pozbyć w innym wypadku znów stracę przytomność i tym razem nie będę mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc. Użyłem drewnianego miecza treningowego jako pseudo laska, by jakoś iść . Było to dość ciężkie, gdyż miałem ochotę po prostu się położyć i nie wstawać przez jakiś czas. Przeszedłem przez korytarz i minąłem pokój dzienny.... w którym ktoś leżał. Cofnąłem się pospiesznie by sprawdzić czy nie mam jakichś halucynacji...jednak nie zwariowałem. Na kanapie leżał Asher spokojnie śpiąc. Teraz przypominał tego ze snu, a nie prawdziwego siebie. Zignorowałem nawet brudną miskę leżącą na stole zapewne po zjedzonym posiłku. Nie będę robił mu o to pretensji, choć posprzątać po sobie by mógł. Pokuśtykałem dalej, aż dotarłem na taras znajdujący się za świątynią. Znajdowało się tam małe źródełko z wodą święconą, a zarazem drewniana chochelka jeżeli tak mogę to nazwać. Oparłem się o brzeg źródełka i powoli zacząłem lać na siebie ciecz czując jak narośl zaczyna piec, a nawet...piszczeć? Boże to jest straszne... Na szczęście wszystko zniknęło, a ja poczułem lekką ulgę, choć nadal nie czułem się na siłach. Naprawdę mocno oberwałem.
Wróciłem do środka , lecz nie budziłem śpiącego chłopaka. Wolałem by wypoczął, bo istniała wtedy szansa, że będzie mniej zgryźliwy. No... dałbym mu pospać gdyby nie drobny szczegół, który zastałem po wejściu do kuchni. Brudne naczynia, ziarenka ryży na ziemi... i puste szafki. Zacisnąłem mocniej rękę na drewnianym mieczu. Spokojnie Ao.... to tylko zły sen z którego zaraz się wybudzisz... a to oznacza , że nie musisz się znęcać nać ludźmi, którzy cię w pewnym sensie ocalili. Ta myśl na chwile mnie uspokoiła, lecz nie mogłem zdzierżyć tego, że tak po prostu zjadł mój cały zapas świętego ziarna i jeszcze nie posprzątał.
Poszedłem już żwawszym krokiem do salonu po czym trzepnąłem go w brzuch drewnem.
- Asher... wytłumacz mi proszę przed twoją kolejną śmiercią co u licha stało się z moim ryżem - Odpowiedziałem nadzwyczaj spokojnie, gdy chłopak zgiął się zaskoczony w pół. To nie było mocne uderzenie...a przynajmniej tak miało być. Czułem się jak wulkan, który zaraz miał wybuchnąć. Oby umiał to jakoś łagodnie wytłumaczyć zamiast mnie dalej drażnić.
- Ty złamasie.. nie dość ze cię ratuje narażam się.. to ty mnie mieczem bijesz? - Chłopak spojrzał na mnie z pretensjami. Pf... dobre mi sobie.
- ha? Należy ci się za to co zrobiłeś z kuchni. Mogłeś chociaż posprzątać po tym jak pochłonąłeś mój cały zapas! - Czułem, jak powoli zbliżam się do świętej granicy miarowego spokoju. Jak ją przekroczy...zdecydowanie pożałuje tego do końca swoich dni na tym świecie.
-Ja i sprzątanie? Dobre sobie, ale dzięki ze mnie obudziłeś płaska deski- Po prostu wstał z kanapy i otrzepał swoje ubrania z nie wiadomo czego . Skrzyżowałem ręce na piersi próbując jakoś olać jego ostatnie słowa, ale ciężko mi było. Czemu on tak bardzo się uparł na mój wygląd? Takim mnie stworzono i jakoś nie miałem kiedy coś z tym zrobić.
- Już mówiłem....jestem facetem nie zależnie od tego jak wyglądam .... - Burknąłem wkładając w to resztki mojego wyczerpanego spokoju.
-Dlatego się stąd zmywam. Dziena za żarcie! - Najprościej w świecie mnie minął machając lekko ręką na niby przeżegnanie. Co to, to nie mój drogi.
- Nigdzie nie idziesz - Odparłem pewnie przez co zabrzmiało to jak rozkaz, a co za tym szło? Szybka reakcja z jego strony. Zatrzymał się w pół kroku klnąc przy okazji pod nosem. Uśmiechnąłem się lekko... będę musiał go nauczyć manier i zasad w tej świątyni... nie ma zmiłuj. - A teraz wróć się bo mam dla ciebie bojowe zadanie - Mogłem przysiąść, ze wyglądałem w tej chwili jak wcielenie zła. Miałem w głowię pewien plan który nauczy go jednocześnie dwóch rzeczy: Sprzątania jak i szacunku dla mojego wyglądu.
Wyglądałem jak dziewczyna z prostych powodów... długie włosy które nie są zbyt często widziane u mojej płci, delikatne rysy twarzy i delikatna postura. Ash był prawie moim przeciwieństwem, choć sam nie przejmował się długością fryzury.
- Nic dla ciebie nie zrob... - Przerwałem mu ostrzegawczym machaniem palca.
- Zrobisz, bo to jest mój rozkaz. Nie doszłoby do tego, gdybyś pomyślał nieco, wiec nauczę cię dyscypliny. - Prychnąłem nieco rozbawiony. - Przebierzesz się teraz w jedną rzez, którą ostatnio znalazłem w pokoju. Nie mam zielonego pojęcia skąd to tam było, ale chociaż ten jeden raz się to przyda. - Wskazałem dłonią na drzwi do jednego pomieszczeń.
- Odwal się, sam sobie sprzątaj. Lepiej bądź mi wdzięczny, że uratowałem Ci dupe. Gdyby nie ja, na pewno byś stracił więcej krwi
- Oczywiście jestem ci wdzięczny za to... mam u ciebie spory dług , który na pewno kiedyś wyrównam. Ale póki co... nauczę cię , że ze mną nie warto zadzierać. Idź się przebierz - Tym razem rozkazałem, by po chwili widzieć , jak Asher wbrew woli zaczyna się kierować do wskazanego wcześniej przeze mnie pokoju. Musiałem tylko chwile poczekać, by usłyszeć jego oburzony głos i wyzwiska skierowane do mojej osoby. Spodziewałem się tego, więc w tym czasie skupiłem się na widokach za oknem. Nie mógł się sprzeciwić mojemu rozkazowi, więc nie musiałem sobie zaprzątać tym nie potrzebnie głowy. Po jakiś pięciu minutach wydałem kolejny rozkaz, by przyszedł do mnie. Zrobił to, a ja ledwo powstrzymałem odruch parsknięcia śmiechem.
Wiedziałem, że po tym jak uwolni się z moich rozkazów będę mieć przechlapane, ale warto było...zdecydowanie warto. Tak naprawdę rozkaz obejmował przebranie w pełen strój pokojówki. naprawdę nie miałem pojęcia, czemu to było w mojej świątyni...zamierzałem to nawet wyrzucić, ale teraz znalazłem idealne zastosowanie dla niego. Czarna sukienka leżała na nim zaskakująco dobrze , a białe elementy typowe dla tego stroju dodawały ten dodatkowy urok. Z bólem musiałem przyznać, że w tym stroju wygląda tak samo upierdliwie ładnie, jak w normalnym, choć ten... cóż... wygrał wszystko bo posiadał więcej wdzięku niż nie jedna dziewczyna. Nawet jego długie włosy upięte w kucyk dodawały dodatkowych atutów.
- No dobrze...skoro jesteś już odpowiednio ubrany - klasnąłem uradowany w dłonie - Pomożesz mi w sprzątaniu całego tego syfu. Przez ten czas pomyślę, czy nie zagonię cię do ogarniania całej świątyni, więc radzę ci się zachowywać. - Znów uśmiechnąłem się jak aniołek, co uświadamiało jeszcze bardziej o tym, że jestem diabłem wcielonym. I dobrze. Nie ma litości dla takich buców jak on.
- A...i jeszcze jedno. Nie możesz ode mnie uciekać - Rozkazałem. Dobrze wiedziałem, że chciał to zrobić, a teraz będzie miał jakąś wewnętrzną blokadę. Wygrałem. 1 do 0 dla bóstwa.
<Ash? :v >
Asher? - ku mojemu zdziwieniu, nie mogłem nic powiedzieć. Jego imię głucho odbiło się mojej głowię, a on jedynie patrzył się na mnie spokojnie.

Chowaniec podniósł się do siadu i również skierował wzrok w dal. Jak się spodziewałem z jego ust, też nie wydobywały się żądne słowa, a jedynie usta się poruszały. Nie mogłem odczytać co próbował mi przekazać... nie znałem go aż tak dobrze, choć ten Ash był niezwykle spokojny w moim towarzystwie. Czy to była wizja mojego idealnego chowańca? Możliwe... spokojny, wyrozumiały, opanowany, a przede wszystkim oddany. Taki właśnie był.
Uśmiechnąłem się lekko, gdy chłopak na mnie spojrzał, a jego ciepła dłoń dotknęła mojej. Wiedziałem, że tym świecie nic mi nie zrobi, więc w spokoju mogłem pozwolić na takie drobne gesty. Zamknąłem oczy czując promienie słońca wchodzących na moją twarz, lecz po chwili one zniknęły. Ponownie otworzyłem powieki by ujrzeć z bliska głęboką czerwień oczu. Wystraszyłem się lekko, a jednocześnie speszyłem. Za blisko... zupełnie jak tamtego wieczoru w lasku. Jego dłoń przeniosła się z mojej, na policzek, który delikatnie pogładziła. Nie mogłem się ruszyć...co się właściwie teraz odwaliło? Jego dotyk był kojący... wręcz przyjemny. Wbrew woli się w nią wtuliłem i pozwoliłem, aby ciemnowłosy bardziej się do mnie zbliżył, aż nie dzielił nas centymetr. Czułem jak tonę w odcieniu jego tęczówek... stałą się dla mnie hipnotyzująca... nie mogłem oderwać wzroku od niej. Oparł swoje czoło o moje, po czym przymknął oczy na chwilkę uwalniając mnie z pułapki. Chwało to jedynie ułamek sekundy, gdyż po chwili znów się zbliżył ....
- Ik! - Zerwałem się szybko do siadu czując po chwili silny ból w boku. Gdzie byłem? To chyba moja sypialnia... czyli tamto było jedynie pięknym, ale dziwnym snem... czyli żyję....a do tego jestem częściowo opatrzony. Mimo bandaży na moim ciele czułem wyraźnie, że coś jest nie tak. Potarłem zatoki odczuwając lekką migrenę. Pamiętałem co się wydarzyło, lecz film urywa mi się, po całej akcji. Nie wiedziałem jak się tu dostałem, choć w dobroduszność Ashera szczerze wątpiłem. To nie chłopak z mojego snu... on pewnie by uciekł przy pierwszej nadarzającej się okazji.
Opuściłem nogi z łóżka, co skutkowały zawrotami głowy. Byłem osłabiony... na pewno przez tą dziwną fioletową narośl która pojawiła się też na moich dłoniach i karku. Rozrastała się co zdecydowanie było niepokojące. Musiałem szybko się jej pozbyć w innym wypadku znów stracę przytomność i tym razem nie będę mógł liczyć na jakąkolwiek pomoc. Użyłem drewnianego miecza treningowego jako pseudo laska, by jakoś iść . Było to dość ciężkie, gdyż miałem ochotę po prostu się położyć i nie wstawać przez jakiś czas. Przeszedłem przez korytarz i minąłem pokój dzienny.... w którym ktoś leżał. Cofnąłem się pospiesznie by sprawdzić czy nie mam jakichś halucynacji...jednak nie zwariowałem. Na kanapie leżał Asher spokojnie śpiąc. Teraz przypominał tego ze snu, a nie prawdziwego siebie. Zignorowałem nawet brudną miskę leżącą na stole zapewne po zjedzonym posiłku. Nie będę robił mu o to pretensji, choć posprzątać po sobie by mógł. Pokuśtykałem dalej, aż dotarłem na taras znajdujący się za świątynią. Znajdowało się tam małe źródełko z wodą święconą, a zarazem drewniana chochelka jeżeli tak mogę to nazwać. Oparłem się o brzeg źródełka i powoli zacząłem lać na siebie ciecz czując jak narośl zaczyna piec, a nawet...piszczeć? Boże to jest straszne... Na szczęście wszystko zniknęło, a ja poczułem lekką ulgę, choć nadal nie czułem się na siłach. Naprawdę mocno oberwałem.
Wróciłem do środka , lecz nie budziłem śpiącego chłopaka. Wolałem by wypoczął, bo istniała wtedy szansa, że będzie mniej zgryźliwy. No... dałbym mu pospać gdyby nie drobny szczegół, który zastałem po wejściu do kuchni. Brudne naczynia, ziarenka ryży na ziemi... i puste szafki. Zacisnąłem mocniej rękę na drewnianym mieczu. Spokojnie Ao.... to tylko zły sen z którego zaraz się wybudzisz... a to oznacza , że nie musisz się znęcać nać ludźmi, którzy cię w pewnym sensie ocalili. Ta myśl na chwile mnie uspokoiła, lecz nie mogłem zdzierżyć tego, że tak po prostu zjadł mój cały zapas świętego ziarna i jeszcze nie posprzątał.
Poszedłem już żwawszym krokiem do salonu po czym trzepnąłem go w brzuch drewnem.
- Asher... wytłumacz mi proszę przed twoją kolejną śmiercią co u licha stało się z moim ryżem - Odpowiedziałem nadzwyczaj spokojnie, gdy chłopak zgiął się zaskoczony w pół. To nie było mocne uderzenie...a przynajmniej tak miało być. Czułem się jak wulkan, który zaraz miał wybuchnąć. Oby umiał to jakoś łagodnie wytłumaczyć zamiast mnie dalej drażnić.
- Ty złamasie.. nie dość ze cię ratuje narażam się.. to ty mnie mieczem bijesz? - Chłopak spojrzał na mnie z pretensjami. Pf... dobre mi sobie.
- ha? Należy ci się za to co zrobiłeś z kuchni. Mogłeś chociaż posprzątać po tym jak pochłonąłeś mój cały zapas! - Czułem, jak powoli zbliżam się do świętej granicy miarowego spokoju. Jak ją przekroczy...zdecydowanie pożałuje tego do końca swoich dni na tym świecie.
-Ja i sprzątanie? Dobre sobie, ale dzięki ze mnie obudziłeś płaska deski- Po prostu wstał z kanapy i otrzepał swoje ubrania z nie wiadomo czego . Skrzyżowałem ręce na piersi próbując jakoś olać jego ostatnie słowa, ale ciężko mi było. Czemu on tak bardzo się uparł na mój wygląd? Takim mnie stworzono i jakoś nie miałem kiedy coś z tym zrobić.
- Już mówiłem....jestem facetem nie zależnie od tego jak wyglądam .... - Burknąłem wkładając w to resztki mojego wyczerpanego spokoju.
-Dlatego się stąd zmywam. Dziena za żarcie! - Najprościej w świecie mnie minął machając lekko ręką na niby przeżegnanie. Co to, to nie mój drogi.
- Nigdzie nie idziesz - Odparłem pewnie przez co zabrzmiało to jak rozkaz, a co za tym szło? Szybka reakcja z jego strony. Zatrzymał się w pół kroku klnąc przy okazji pod nosem. Uśmiechnąłem się lekko... będę musiał go nauczyć manier i zasad w tej świątyni... nie ma zmiłuj. - A teraz wróć się bo mam dla ciebie bojowe zadanie - Mogłem przysiąść, ze wyglądałem w tej chwili jak wcielenie zła. Miałem w głowię pewien plan który nauczy go jednocześnie dwóch rzeczy: Sprzątania jak i szacunku dla mojego wyglądu.
Wyglądałem jak dziewczyna z prostych powodów... długie włosy które nie są zbyt często widziane u mojej płci, delikatne rysy twarzy i delikatna postura. Ash był prawie moim przeciwieństwem, choć sam nie przejmował się długością fryzury.
- Nic dla ciebie nie zrob... - Przerwałem mu ostrzegawczym machaniem palca.
- Zrobisz, bo to jest mój rozkaz. Nie doszłoby do tego, gdybyś pomyślał nieco, wiec nauczę cię dyscypliny. - Prychnąłem nieco rozbawiony. - Przebierzesz się teraz w jedną rzez, którą ostatnio znalazłem w pokoju. Nie mam zielonego pojęcia skąd to tam było, ale chociaż ten jeden raz się to przyda. - Wskazałem dłonią na drzwi do jednego pomieszczeń.
- Odwal się, sam sobie sprzątaj. Lepiej bądź mi wdzięczny, że uratowałem Ci dupe. Gdyby nie ja, na pewno byś stracił więcej krwi
- Oczywiście jestem ci wdzięczny za to... mam u ciebie spory dług , który na pewno kiedyś wyrównam. Ale póki co... nauczę cię , że ze mną nie warto zadzierać. Idź się przebierz - Tym razem rozkazałem, by po chwili widzieć , jak Asher wbrew woli zaczyna się kierować do wskazanego wcześniej przeze mnie pokoju. Musiałem tylko chwile poczekać, by usłyszeć jego oburzony głos i wyzwiska skierowane do mojej osoby. Spodziewałem się tego, więc w tym czasie skupiłem się na widokach za oknem. Nie mógł się sprzeciwić mojemu rozkazowi, więc nie musiałem sobie zaprzątać tym nie potrzebnie głowy. Po jakiś pięciu minutach wydałem kolejny rozkaz, by przyszedł do mnie. Zrobił to, a ja ledwo powstrzymałem odruch parsknięcia śmiechem.
Wiedziałem, że po tym jak uwolni się z moich rozkazów będę mieć przechlapane, ale warto było...zdecydowanie warto. Tak naprawdę rozkaz obejmował przebranie w pełen strój pokojówki. naprawdę nie miałem pojęcia, czemu to było w mojej świątyni...zamierzałem to nawet wyrzucić, ale teraz znalazłem idealne zastosowanie dla niego. Czarna sukienka leżała na nim zaskakująco dobrze , a białe elementy typowe dla tego stroju dodawały ten dodatkowy urok. Z bólem musiałem przyznać, że w tym stroju wygląda tak samo upierdliwie ładnie, jak w normalnym, choć ten... cóż... wygrał wszystko bo posiadał więcej wdzięku niż nie jedna dziewczyna. Nawet jego długie włosy upięte w kucyk dodawały dodatkowych atutów.
- No dobrze...skoro jesteś już odpowiednio ubrany - klasnąłem uradowany w dłonie - Pomożesz mi w sprzątaniu całego tego syfu. Przez ten czas pomyślę, czy nie zagonię cię do ogarniania całej świątyni, więc radzę ci się zachowywać. - Znów uśmiechnąłem się jak aniołek, co uświadamiało jeszcze bardziej o tym, że jestem diabłem wcielonym. I dobrze. Nie ma litości dla takich buców jak on.
- A...i jeszcze jedno. Nie możesz ode mnie uciekać - Rozkazałem. Dobrze wiedziałem, że chciał to zrobić, a teraz będzie miał jakąś wewnętrzną blokadę. Wygrałem. 1 do 0 dla bóstwa.
<Ash? :v >
Od Shinaru CD Kagehiry "Zazdrość jest ślepa"
Nie mogłem bliżej określić uczucia, jakie targało mnie po tym wszystkim. Z pewnością było to szczęście i poczucie, że znalazłem swoje miejsce na tym świecie ... lecz było coś jeszcze, czego nie mogłem opisać w żaden sposób. Nie było to złe odczucie....w ręcz przeciwnie. Roznosiło mnie od środka nie pozwalając usnąć leżąc dobok wyczerpanego bóstwa. Chciałem patrzeć na jego spokojną, lekko zarumienioną buzie, delikatnie tulić do klatki piersiowej i chronić przed złym światem. Na ziemi takiego szczęście nie miałem szans doświadczyć, więc ten świat naprawdę był rajem. Nie żałowałem decyzji i nigdy nie pożałuje.
Nie wiem kiedy zasnąłem i ile zajęło nim się obudziłem. Promienie słońca wpadały przez otwarte okno, a pierwszą rzeczą którą zobaczyły moje oczy był właśnie on - Delikatne bóstwo o ślicznych dwu kolorowych tęczówkach. Zamrugałem parę razy chcąc się przekonać, czy to nie resztki jakiegoś pięknego snu , który był jedynie moim wyobrażeniem.
- Kage? ... - Mruknąłem cicho jeszcze nieco przyćmiony.
- Tak? - Delikatny głos bóstwa utwierdził mnie w przekonaniu, że to prawdziwy świat, a nie głupi sen, który prędzej czy później poszedł by w zapomnienie.
Przez okno prócz słońca wpadł również chłodniejszy powiew powietrza, który owiał moje odsłonięte plecy wywołując nieprzyjemny dreszcz i szybkie rozbudzenie. Wzdrygnąłem się lekko podnosząc na łokciach by ogarnąć się gdzie się znajduje i mniej więcej jaka jest pora dnia. Ranek... na bank był następny dzień sądząc po niedawno wschodzącym słońcu. Sporo przespałem, choć można było się tego spodziewać. Resztki osłabienia oraz wysiłek zdecydowanie przyjemniejszy od maratonu zrobił swoje. Przymknąłem okno chcąc powstrzymać zimny wiatr przed naruszeniem naszych ciał. Nadal czułem się rozgrzany, a nagłe schłodzenie skończyło by się mało przyjemnie.
- Przydałoby się wstać... - Wróciłem na poduszkę i objąłem Kagehire jednocześnie poprawiając kołderkę na jego plecach. - Poza tym... nie boli cię... prawda? - Zacząłem się obawiać konsekwencji związanych z tamtym wybrykiem. Chowaniec może mieć takie relacje z jego bóstwem? Ten wyżej postawiony powinien przewidzieć takie sytuacje i zapobiegać jeżeli są niewłaściwe... oby nie było później problemów przez to.
-Oczywiście, że mnie nie boli... Tak się starałeś... -uśmiechnął się skrępowany. Poczułem jak moje policzki lekko są czerwienią co zdecydowanie było rzadkim zjawiskiem.- Więc wstajemy - Przemieściłem się tak by położyć się na nim w poprzek. Nie miałem ochoty się podnosić z mięciutkiego wyrka, lecz czułem lekkie ssanie w żołądku. Przydałoby się skombinować jakieś śniadanie....a przede wszystkim dać jakiś znak życia pani Shiro. Nie wróciłem na noc , co mogło ją trochę niepokoić, a ja wolałem tego uniknąć.
- Nie ułatwiasz tego.... - Ciemnowłosy mruknął w poduszkę. Racja... jak ja nie wstanę, to nie ma szans, by on to zrobił.
Znów się przeturlałem w bok, tak by umożliwić poruszanie się chłopakowi.
- Um.... - on jednak nie był zbytnio chętny do wstania. Spojrzałem na niego podejrzliwie.... Moze jednak go boli, a mi podał kłamstwo bym nie czuł się przez to zle? Wątpię by to zrobił, lecz każda opcja powinna być brana pod uwagę w takich chwilach.
- Wszystko w porządku? - Pogłaskałm go po głowie zgarniając jakiś zły kosmyczek włosów za ucho....nie ma prawa zasłaniać jego ślicznej buzi.
- T...tak , ale.... - przerwał na chwile pesząc się. Jednak było jakieś "ale" ....no bo nie może się bez niego obyć. Przechyliłem głowę na bok zachęcając go do kontynuowania wypowiedzi, lecz on jedynie sie zakrył bardziej kołdrą.
- Nie mów że..... - zmarszczyłem brwi myśląc, czy nie chodzi o jeden, malusi i banalny powód. - Kageeeee - usmiechnąłem się nieco rozbawiony.
- No bo.... Ubrania... - wyszeptał ledwo słyszalnie.
- Przecież widziałem Cię bez nich ...a nawet więcej niż powinienem - odpowiedziałem przejeżdżając palcem po jego plecach. Wzdrygnął się i jeszcze bardziej zarumienił. Wstałem szybko i sięgnąłem po moje rzeczy które zacząłem powoli ubierać. Zostawiłem jedynie bluzę, która podałem Kage... Dla mnie była nieco przydługa, wiec u niego też to i owo powinna zasłaniać.

Udałem się najpierw do łazienki gdzie wrzuciłem ubrania do kosza na brudy, a następnie do pokoju bóstwa. Usłyszałem ciche kroki za mną , więc wiedziałem, że Kage jednak za mną poszedł...i w sumie dobrze, bo i tak bym mu ich nie przyniósł. Chciałem go po prostu zobaczyć tylko w mojej bluzie, bo to normalnie uroczo wygląda. Z resztą w tym wypadku też tak było. Kagehira ostrożnie wyszedł zza rogu z rumieńcami. Rączka trzymał brzeg materiału, jakby obawiał się, że ten magicznie by się podwinął.
- Oj już się tak nie wstydź - zaśmiałem się opierając plecami o ścianę. Zaskoczony chłopak pisnął cicho, jakby wcale mnie nie zauważył... Jestem duchem, ale to nie znaczy, że jestem w tym świecie niewidzialny. Szkoda, że nie miałem jakiejś fajnej mocy jak zwierzęcy chowańcy...ale w porównaniu do nich zmieniam się w piękne ostrze, więc to w sumie można zaliczyć pod jakąś zdolność... tyle że wtedy mało co mogę zrobić sam z siebie i muszę w pełni liczyć na mojego mistrza. Jednak nie przejmowałem się tym zbytnio. Póki będę dzierżony w rękach Kage będę czuł się wystarczająco dobrze, a sama świadomość ratowania innych jeszcze to dopełnia. Dowiódł tego ostatnio, gdy z niewinnego i wstydliwego dzieciaka zmienił się w prawdziwego i doświadczonego wojownika.
- Czy mogę.... - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos bóstwa naciągającego bardziej moją bluzę.
- Nie krępuj się - Przepuściłem go do pomieszczenia , gdzie zniknął szybko za drzwiami. Pokręciłem jedynie głową i udałem się do kuchni by przygotować jakieś śniadanie.
- Czy mogę.... - Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos bóstwa naciągającego bardziej moją bluzę.
- Nie krępuj się - Przepuściłem go do pomieszczenia , gdzie zniknął szybko za drzwiami. Pokręciłem jedynie głową i udałem się do kuchni by przygotować jakieś śniadanie.
~~~*~~~
Po południe minęło błyskawicznie. Po śniadaniu od razu ruszyliśmy na króliczą farmę, by powiadomić tamtejszą rodzinkę o tym, że nie skończyłem marnie na misji. Zostaliśmy oczywiście powitani przez atak białych kuleczek, które rzuciły się na nasze nogi by je wy przytulać Pani Shiro również odetchnęła z ulgą, a następnie wygłosiła mi krótkie kazanie na temat późnego wracania bez wczesnego uprzedzania. Wystarczyło , że zobaczyła moje skruszenie i przepraszający wzrok Kage, a od razu złagodniała i zaprosiła nas na obiad. Była to idealna okazja do przekazania wieści, że oficjalnie jestem chowańcem Kage i prawdopodobnie niedługo będę musiał opuścić ten ciepły domek. Nie chciałem jednak mówić tego przy dzieciakach. Podejrzewałem, że źle by to przyjęły, a Kagehira stałby się ich wrogiem nr.1 zaraz po kąpieli.
- Podejrzewaliśmy to - Głos pana Usagiego przerwał mi zanim powiedziałem cokolwiek. Że co proszę? Dajcie powiedzieć coś, do czego tak długo układałem sobie wszelkie scenariusze w głowię. To był taki piękny plan, a został szybko zniszczony.
- T... tak? - Poczułem lekką krępacje, bo zaczynałem się nieco bać ich reakcji. Widząc jednak ich dumny uśmiech nieco się uspokoiłem.
- Tak. To normalne, więc nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Przed tobą mieliśmy tu też innego chowańca, lecz pod postacią inugamiego. Z nim było tak samo. - Te słowa nieco mnie zdziwiły. Kiedyś przyglądałem się na zdjęcia które wiszą na ścianach i na jednym z nich był dziwny chłopak o czarnych włosach i klapniętych psich uszach. Nie interesowałem się zbytnio kto to, więc nie pytałem. - Nie martw się więc o nas. Zawsze będziesz tu mile widziany.
Uśmiechnąłem się ciepło i skinąłem głową. Nie ukrywałem, że byłem szczęśliwy z faktu, ze ich poznałem, ale gdzieś w środku bolało mnie serce. Po obiedzie jeszcze przez chwile rozmawialiśmy z Shiro i Usagim, lecz czas naglił. Dostaliśmy trochę ciasta marchewkowego do świątyni, a następnie zaczęliśmy powoli wracać. Słońce było jeszcze wysoko, więc postanowiłem zrobić jeszcze jedną rzecz tego dnia.
- Hej Kage...co powiesz na wycieczkę na ziemie? Wiem, że mieliśmy mieć przerwę... ale muszę sprawdzić jedną rzecz, bo nie da mi to w spokoju żyć - Posłałem mu spokojny uśmiech i podrapałem się po policzku. Chciałem po prostu odnaleźć miejsce, gdzie byłem pochowany, a jednocześnie znaleźć przyczynę mojego zgonu w tak młodym wieku.
<Kage?>
- Podejrzewaliśmy to - Głos pana Usagiego przerwał mi zanim powiedziałem cokolwiek. Że co proszę? Dajcie powiedzieć coś, do czego tak długo układałem sobie wszelkie scenariusze w głowię. To był taki piękny plan, a został szybko zniszczony.
- T... tak? - Poczułem lekką krępacje, bo zaczynałem się nieco bać ich reakcji. Widząc jednak ich dumny uśmiech nieco się uspokoiłem.
- Tak. To normalne, więc nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Przed tobą mieliśmy tu też innego chowańca, lecz pod postacią inugamiego. Z nim było tak samo. - Te słowa nieco mnie zdziwiły. Kiedyś przyglądałem się na zdjęcia które wiszą na ścianach i na jednym z nich był dziwny chłopak o czarnych włosach i klapniętych psich uszach. Nie interesowałem się zbytnio kto to, więc nie pytałem. - Nie martw się więc o nas. Zawsze będziesz tu mile widziany.
Uśmiechnąłem się ciepło i skinąłem głową. Nie ukrywałem, że byłem szczęśliwy z faktu, ze ich poznałem, ale gdzieś w środku bolało mnie serce. Po obiedzie jeszcze przez chwile rozmawialiśmy z Shiro i Usagim, lecz czas naglił. Dostaliśmy trochę ciasta marchewkowego do świątyni, a następnie zaczęliśmy powoli wracać. Słońce było jeszcze wysoko, więc postanowiłem zrobić jeszcze jedną rzecz tego dnia.
- Hej Kage...co powiesz na wycieczkę na ziemie? Wiem, że mieliśmy mieć przerwę... ale muszę sprawdzić jedną rzecz, bo nie da mi to w spokoju żyć - Posłałem mu spokojny uśmiech i podrapałem się po policzku. Chciałem po prostu odnaleźć miejsce, gdzie byłem pochowany, a jednocześnie znaleźć przyczynę mojego zgonu w tak młodym wieku.
<Kage?>
Od Ashera CD Aorine "Przeciwieństwa się przyciągają"
- Dziękuję Ash.. - skłonił się lekko, co w jego stanie wyglądało to.. Dosyć poważne, nie to żebym się przejmował tym chodzącym bucem, który pozwolił mi nawiązać z nim ten walony kontrakt. Ale.. - Za ratunek ... i za ogół.- Dokończył po czym bez ostrzeżenia runął na ziemię.
Cały pokój tego dzieciaka wyglądało jak pobojowisko, nie miałem z tym nic wspólnego oraz nie chciałem. Aorine leżał na ziemi, cały uwalony w swojej krwi. To była idealna szansa na ucieczkę, jakże nie mogłem z tego skorzystać. Uśmiechnąłem się do siebie, wkładając dłonie do kieszeni. Ruszyłem do progu pokoju, w drzwiach zaś się zatrzymałem. Złapało mnie coś w rodzaju sumienia? Czyżby nieprzytomny bożek umiał mną sterować.? Nie, niemożliwe.. To chyba była moja własna wola. Minęła dobra chwila zanim to nie wróciłem się do "zwłoka" Obejrzałem go dokładnie z każdej strony, za dobrze to on nie wyglądał. Będzie mi winny tak cholernie wielki dług.. Nie odpuszczę mu, nie ma mowy. Wziąłem strasznie głęboki wdech, mężczyzna okazał się lżejszy niż w rzeczywistości myślałem. A ten jeszcze krzyczał, że ja jestem ślepy. No przepraszam bardzo, ale skoro facet wygląda jak dziewczyna to serio musi być z nim coś nie tak. Nieprzytomny został przełożony przez ramię, dzięki takiej pozycji miałem o wiele bardziej swobodne ruchy. Mogłem się szybciej poruszać. Szybko wyszedłem z domu tej rodziny, mam nadzieje że już nigdy nie będę musiał chodzić z tym debilem na zlecenia. Właśnie, mogę poprosić o rozwiązanie kontraktu skoro teraz nawet nie wie co się dzieje. W ten sposób oboje sobie wyświadczymy przysługę, a jeden pomoże drugiemu. Tak. To jest plan doskonały. Nie wytrzymam z nim ani chwili dłużej, nie będę niczyim służącym.
~~*~~
Droga do świątyni Aorine była dosyć długa i wyczerpująca, odetchnąłem z ulgą kiedy stanąłem w jej progu. Wszedłem do środka, potem do pokoju boga, gdzie położyłem go na łóżku. Obszedłem całą świątynie wzdłuż i wszerz, dopiero w łazience znalazłem interesujące mnie materiały. Obładowany wróciłem do miejsca spoczynku bożka. Zabrałem się do pracy, w końcu ktoś musiał to zrobić inaczej debil się wykrwawi i wierzący stracą bóstwo.. Nie żeby mnie to coś obchodziło, ale nie chce potem dostać opierdolu, że mu nie pomogłem.
Całe to zawijanie i opatrywanie tego zioma potrwało dobre dwie godziny. Namęczyłem się przy tym cholernie. Wyrzuciłem brudne rzeczy to śmieci, żegnając się z tą świątynią. Cieszyłem się, że nie zobaczę jej już nigdy w życiu, jednak.. Moje burczenie w brzuchu zatrzymało mnie na jej progu. Po dosyć długim zastanowieniu się wróciłem do środka i poszedłem do kuchni. Zacząłem wyjmować wszystkie rzeczy z szafek, chcąc przekąsić coś w szybkim tempie. Widziałem tylko przyprawy i ryż.. ryż.. więcej ryżu... No cóż, ugotuje sobie coś. Nie będę przecież z pustym żołądkiem latał. Bez zbędnego pieprzenia zabrałem się za przyrządzanie posiłku. Po godzinie leżałem rozwalony na sofie, zjadłem chyba mu wszystko co miał. Brzuch miałem pełen, chciało mi się cholernie spać.. Moje oczy robiły się senne, powieki same opadały. Ugh, w sumie godzinka albo dwie mi nie zaszkodzą. Wątpię że Ao do tego czasu się obudzi..
- No to.. dobranoc- szepnąłem do siebie, tuląc się do jednej z poduszek.
Ao ?
Od Rei CD Tarou "Spotkanie dwóch ryb"
Już chciałam mu wybaczyć to całe molestowanie po tym jak zobaczyłam tą górę jedzenia... Lecz niestety zamiast mnie zostawić zabrał mnie wbrew mojej woli na górę do pokoju i poszedł spać... w samych gaciach. Musi dostać karę, że się mną tak rządzi... Hmmm co by tu zrobić... Wiem!
"Boże chciała bym, żeby mój przyjaciel miał sen erotyczny z haremem od zawsze o niego marzył lecz jest zbyt nieśmiały nawet żeby o to się pomodlić... A ja poproszę też żeby ten piękny kobiecy harem zamienił się w męski"
Mam nadzieje, że będziesz mieć słodki sen mój drogi czarno usty. Nie mając co innego do roboty zamieniłam się w człowieka i złapałam pierwsze lepsze ubrania z szafy, która znajdowała się za łóżkiem. Ubrałam się w czarnego topa niestety bez żadnych moich kochanych elementów, za to były na nich para białych skrzydeł. Do topa założyłam najcieńsze tego samego koloru spodnie jakie tylko udało mi się znaleźć. Znalazłam klucze od domu wyszłam na wyprawę.
~~
Dokładnie nie wiedziałam jak moja wędrówka się skończy ale wyglądało to mniej więcej tak: Poszłam do zoologicznego, potem ruszyłam do sklepu z rybkami a ostatecznie poszłam do parku. Wróciłam do domu w idealnym momencie, kiedy odłożyłam klucze tam z kąt je wzięłam skierowałam się do pokoju. Wtedy zobaczyłam, że on zaczyna się miotać jak szatan na tym łóżku i wyczułam, że zaraz się obudzi wiec postanowiłam szybko zamienić się w kota. Obudził się w momencie jak jeszcze siedziałam na jego ciuchach. Jednak to dobrze, że przez cały czas nie nosiłam bielizny...
- AAAAA... - krzyknął a ja skuliłam uszy od nagłego dźwięku. Zaczął się rozglądać po pokoju z przerażeniem na twarzy. - Boże co to był za chory sen... Na początku był super... Ale potem... Fuuuuj!
- Miau?
- Co się stało kotku? Ej skąd tu się wzięły moje ciuchy?
Zrobił minę jakby sobie próbował przypomnieć gdzie je ostatnio zostawiał. A ja nie robiąc sobie nic z tego zaczęłam zakopywać się w nich i udawałam że śpię.
(Tarou?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)